Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brązowa Gwiazda †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brązowa Gwiazda †. Pokaż wszystkie posty

21 kwietnia 2022

Brązowa Gwiazda umiera


Brązowa Gwiazda był cudownym liderem Ventus. Dzięki niemu, Wietrzni podnieśli się jak feniks z popiołu. Wypełnieni dumą, powoli lizali rany, które pozostawiła na nich Bryzowa Gwiazda. Posyłali uśmiechy do ich nowego, wspaniałego i sprawiedliwego lidera. Jednak... Coś musiało się zepsuć. Pomimo przepowiedni medyków, jeden z synów Brązowego, Uszankowała Łapa, zaginął. Lider bez wytchnienia, spędzał każdy moment na szukaniu go. Przemęczony letnim słońcem, zmarł.
Trafia on do Coelum.

11 grudnia 2021

Przybłędy w Ventusie! [Brązowa Gwiazda]

historia

Brązowa Gwiazda nie miał potomstwa. Każdy w klanie i poza nim, o tym wiedział. Niektórzy nawet na nie wyczekiwali, wręcz z niecierpliwością. W końcu ten milutki i urokliwy pies byłby idealnym materiałem na ojca. I tak był znany z tego, że swoich uczniów traktuje jak własne dzieci, a jego wizyty w żłobku są częste. Jednak tak stary pies, nie może już liczyć na swoje potomstwo.
Sam lider Wietrznych też tak myślał, jednak wtedy chyba sami Gwiezdni podarowali mu dar. Podczas jednej ze swoich przechadzek, ten wyczuł pewien zapach. Gdy za nim podążył, znalazł dwójkę szczeniaków. Nie mogły być starsze niż 4 księżyce. Bez rodziców, bez domu, niepachnących żadnym klanem. Nie mógł ich tam po prostu zostawić.
Sam Kodeks Wojownika mówi, aby nie zostawiać żadnego szczeniaka samego w potrzebie. Co innego miałby zrobić z nimi Brązowa Gwiazda, niż wziąć je do siebie, skoro od razu pokochał te dwie niewinne kluski? Lider przygarnął je, traktując jak swoje. Wszyscy to wiedzieli, w momencie gdy go z nimi zobaczyli.
W głowach chyba każdego pojawia się pytania, "skąd one się wzięły?". Jednak to tylko ta dwójka wie, że zostały wyrwane z uścisku swojej matki Nugat, z zimnej piwnicy, przez dwójkę ludzkich rąk i wyrzucone na pastwę losu.

aparycja
Wielkość psa:
○ duża
Uszy:
○ oklapłe, NIE STOJĄCE, NIE ŚCIĘTE! Takie występują tylko u psów wychowanych u ludzi
Oczy:
○ brązowe
○ bursztynowe
niebieskie (w przypadku merle)
Długość sierści:
○ krótka
Kolory:
○ solid czarny
○ solid brązowy
○ solid blue
○ solid isabella
○ solid intensywny rudy
○ solid rudy
○ solid złoty/beżowy
○ blue merle
○ red merle
○ harlekin
○ sable
wszystkie powyższe muszą mieć znaczenia mniejsze od irish spotting 
 
formularz
Aby zarezerwować miejsce w miocie, należy wypełnić poniższy formularz i wkleić na przeznaczonym do tego kanale na serwerze.
Uwaga! Miot rodzi się 25 grudnia i oficjalnie pojawi się wtedy na stronie, ale kartę postaci należy odesłać do 22 grudnia
Imię szczeniaka:
Płeć:
Kontakt: (discord, ewentualnie mail/howrse)
 
zapisani
1. Uszanka, pies
your local catgirl#5067
2. Wrzos, pies
Szopii#1022

11 lipca 2021

Od Brązowej Blizny do Polarnej Łapy

 — Zostaniesz mentorem Polarki.
To były pierwsze słowa, jakie usłyszał Brązowa Blizna od swojej liderki. Bardzo się zdziwił. Przecież miał jeszcze Jaśniejącą Łapę jako ucznia. Nie mógł przecież mieć kolejnego ucznia. Tak nie można było.
— Mam już ucznia, Bryzowa Gwiazdo. Jakbyś zapomniała — przypomniał, mając nadzieję, że nie zwariowała, chociaż już to się dawno stało.
— Trudno. Nie dyskutuj!
W tym momencie wojownik się zjeżył. Rozumiał, że Bryzowa Gwiazda była chora psychicznie. Niestety u psów nie było czegoś takiego jak psycholog, przez co suka nie mogła się do niego udać. Nie podobała mu się ta sytuacja. Kto normalny przydzielał do mentorów po kilku uczniów? Przecież oni nie wyrabiali fizycznie.
— Tak nie można — syknął w końcu.
— Można! Nie interesuje mnie to.
Zamrugał kilka razy. Próbował zrozumieć, o co jej chodzi, jednak mu nie wychodziło. Nie chciał też, aby się na niego rzuciła w furii. Wziął głęboki oddech, wygładzając sierść na karku.
— Kto jeszcze zostanie mentorem? — zapytał, wypuszczając wcześniej zgromadzone powietrze.
— Wilczy Cień, Jaskółcza Burza i Dmuchawcowy… — zatrzymała się.
Jak było widać, suczka zapomniała imienia Dmuchawcowego Lotu. Wziął lekki wdech, od razu je wypuszczając.
— Dmuchawcowy Lot? — zapytał grzecznie.
— Dmuchawcowy Lot czy nie! Czy to ważne?! — odpowiedziała, jak widać zirytowana.
Czyli nawet jak próbował być miły, to dla niej było źle. Czego tak ona się uwzięła na niego?
— Pójdę już — mruknął pod nosem. Ruszył już w stronę wyjścia.
Bryzowa Gwiazda coś warknęła w jego stronę, jednak już Brązowa Blizna zdążył opuścić legowisko świrniętej liderki.
 
Mianowanie się odbyło. Polarka już została Polarną Łapą. Wilczy Cień dostał Miętową Łapę, Jaskółcza Burza Pszczelą Łapę a Gołębia Łapa został uczniem Dmuchawcowego Lotu.
Następnego dnia wojownik podszedł do swojej nowej uczennicy.
— Witaj Polarna Łapo, czyżbyś była gotowa na nasz pierwszy trening? — zapytał, schylając lekko głowę do młodej suczki.
— Witaj Brązowa Blizno. Oczywiście, że jestem gotowa — powiedziała z niepewnością w głosie.
— W takim razie zapraszam. Na dzisiejszym treningu przejdziemy nasze tereny. Będzie to trening zapoznawczy. Chociaż…? — dodał, jakby coś sugerował. — Możesz iść przodem, jeśli tylko chcesz — dodał po chwili.
Nie chciał przecież, aby uczennica ciągle do niego tak mówiła, jakby się go bała. Nie był przecież taki straszny! Miał być jej przyjacielem, a nie strasznym mentorem, którego trzeba się bać. Szanować trzeba każdego, więc tego też oczywiście od niej oczekiwał, lecz nie jak jakieś bóstwo!
— Brzmi interesująco — powiedziała podekscytowana. — Wolę iść u Twojego boku. — Uśmiechnęła się, prawdopodobnie czując się pewniej.
Wojownik kiwnął raz głową.
— A więc chodźmy! — Zamachał kilka razy ogonem, po czym ruszył wolnym krokiem, aby uczennica mogła go dogonić. — Ruszymy na samym początku do sadu — poinformował, po czym nieświadomie przyspieszył.
— Świetnie! — krzyknęła z ekscytacją, próbując dogonić zastępcę Bryzowej Gwiazdy.
Gdy przybyli do sadu spojrzał na Polarną Łapę.
— Polarna Łapo — powiedział, zatrzymując się. Oczywiście poczekał chwilę, aż suczka go dogoni, po czym kontynuował. — Jesteśmy w sadzie, jak sama widzisz. Można tu wiele zwierząt upolować. W porze Zielonych Liści są jabłka na drzewie. Za tym idzie, że pojawiają tu się dwunożni. Dlatego w tym czasie musisz mi obiecać, że będziesz w tych porach tutaj uważać — mruknął, przypatrując jej się chwilę, jakby chciał zobaczyć, czy go słucha. Mówił dalej. — Jak mówiłem, można tu upolować zwierzęta, dlatego tutaj właśnie będziemy ćwiczyć polowanie... oczywiście nie tylko tu. Jednak jest to jedno z tych miejsc. — Na samym końcu swojej wypowiedzi kiwnął głową.
Poczekał chwilę, aż Polarka przetrawi informację, po czym zaczął dalej mówić.
— Weź głęboki wdech i powiedź mi, co wyczuwasz.
Chciał przy okazji zapoczątkować naukę polowania. Każdy pies umiał węszyć, dlatego chciał jej pokazać również tym małym gestem, że nawet takie drobne czynności są ważne. Raczej nie dałby jej niepotrzebnego zajęcia do zrobienia.
Polarka zamknęła oczy, biorąc naprawdę głęboki oddech.
— Hmmm… Czuję… — wstrzymała się na chwilę od swojej wypowiedzi. Stanęła na dwóch łapach, próbując złapać zapach w powietrzu, jednak po chwili stanęła na czterech łapach, schylając pyszczek ku ziemi. Przynajmniej teraz Brązowa Blizna miał pewność, że nie wywróci się na plecy. — Wydaje mi się, że przebiegała tutaj mysz — powiedziała niepewnie, spoglądając na Brązową Bliznę.
Wojownik kiwnął już chyba setny raz głową, zgadzając się.
— Dokładnie! Zanim tutaj przyszliśmy, najwyraźniej tutaj biegała. — Zamachał kilka razy ogonem. — Świetnie! Jestem pewny, że świetnie będzie szło Ci tropienie — zapewnił ją. — Twoim zadaniem teraz będzie pójście za zapachem myszy. Nie musisz jej znaleźć, pewnie już się schowała w dziurze. Jednak poćwiczymy właśnie tę umiejętność. Jest ona przydatna na przykład, do patroli, czy właśnie polowań. — Kiwnął ponownie głową, po czym usiadł. — Jak coś, zawsze możesz poprosić mnie o pomoc, ale widzę, że jak już wytropiłaś mysz, to masz już połowę roboty za sobą.
Nie był to trening polowania. Jednak takie wprowadzenie się w końcu przydaje. Nie tylko do polowania. Jak będzie jej czasami dawał takie małe zadania w czasie innych nudnych treningów, od razu staną się trochę ciekawsze, jak i nauczy się kilku rzeczy. Szczeniaki dużo się uczą, a trzeba im też dać praktykę, a nie tylko mówić. Wykonanie w końcu jest ważniejsze niż planowanie. Można wymyślić super plan i go nie wykonać, gdyż się nie wie jak, albo umieć podejmować samym decyzje i umieć je wykonać. Praktyka czyni mistrza.
— Oczywiście. — Kiwnęła głową, po czym ponownie przyłożyła głowę do ziemi, próbując wywęszyć gryzonia. — Chyba coś czuję. — Zaczęła iść za tropem, nie oglądając się. Była skupiona tylko na zadaniu. — Tutaj się chyba kończy. — Spojrzała na mentora, wskazując główką miejsce, w którym przestała czuć zapach.
Podniósł się szybko. Pochodzi do Polarnej Łapy. Schyla głowę do ziemi. Bierze kilka wdechów.
— Rzeczywiście — powiedział, podnosząc głowę. — Już umiesz wytropić mysz. Jutrzejszy trening polowania pójdzie z łatwością.
Rozejrzał się lekko, zauważył kruka na jednej z gałęzi. Nie patrząc na uczennicę, zaczął:
— Polarna Łapo, jak myślisz, jak się tropi ptaki? — zapytał. Na wszelki oczywiście. Nie chciałby, aby jutro mu uczennica właziła na drzewa.
Nie miała nic polować. Tylko chciał też zobaczyć czy jak na dziecko umie myśleć logicznie. Niektóre dzieci są grzeczne, ale po prostu dziecinne czasami. Przynajmniej też może jak jej powie, jak się na nie poluje, to nie będzie wchodzić na drzewa, jak będzie z innym wojownikiem. Nie to, że kiedyś próbował i że ma doświadczenie.
— Ptaki? — suczka nie wiedziała na samym początku co odpowiedzieć. — Wydaje mi się, że na początku trzeba znaleźć trop na jakimś gruncie, łapać go z wiatrem — powiedziała z niepewnością w głosie.
— Jesteś blisko — mruknął wojownik, spoglądając znowu na suczkę. Zaśmiał się lekko mimowolnie. — Co prawda, bardzo rzadko się zdarza, że się wytropi ptaka na gruncie. Jednak... tak. Trzeba być na pewno cichym i nie dać się zauważyć... oraz iść z wiatrem. Jak zobaczysz, że... — urwał. Coś chyba za dużo mówi. Za dużo. To miał być trening rozglądania się po terenach, a nie od razu polowania. Czy naprawdę Brązowa Blizna nie umiał się skupić na jednym zadaniu? — A zresztą, dowiesz się jutro. Co za dużo, to też nie zdrowo.
Lekko pacnął Polarną Łapę w nos swoim puchatym ogonem, po czym zrobił parę kroków do przodu.
— Ruszymy teraz do pola. Tam musisz być blisko mnie. Może się tam kręcić dużo dwunożnych oraz ich potworów.
— Co tam takiego ciekawego? — zapytała zaciekawiona, idąc blisko Brązowej Blizny. — Czy te potwory są dla nas groźne?
— W polu, gdy są kłosy, można między nimi znaleźć bardzo dużo zwierzyny. Tam też będziemy polować. Możemy też je wykorzystywać do chowania się — odpowiedział prawie od razu. — Jednak... dlaczego się tam tyle dwunożnych kręci? Niestety nie wiem. Mają tam swoje potwory, którymi zbierają kłosy. Przez co aż do pory nowych liści. Czy są dla nas niebezpieczne? Tak, nawet bardziej niż dwunożni. Jednak jeśli będziemy uważać, nic nam się nie stanie. Zobaczysz, z czym możesz się spotkać i co unikać. Tylko musisz mi obiecać, że będziesz się mnie trzymać... Inaczej mogłoby to się bardzo źle skończyć. — Schylił lekko głowę do suczki, przyspieszając do wolnego truchtu. — Na szczęście jest pora nagich drzew.
Miejmy nadzieję, że nie będzie potworów, w porze opadających liści byłoby o wiele gorzej.
— Jasne, będę pamiętać o wszystkim — powiedziała i ruszyła za mentorem.
Dotarli do miejsca, z którego było widać pole. Wojownik ponownie spojrzał na uczennicę.
— Za tym potem kończy się nasz teren — oznajmił. — Obok niego, oczywiście za torami jest kolejne pole. W nim, jak wspominałem, można się świetnie chować. W przyszłości nauczymy się tam atakować z zaskoczenia przeciwników, jak i polowania... w porze spadających liści oraz zielonych liści, chociaż w porze zielonych mniej niebezpiecznie tam jest, nie mamy możliwości.
— Rozumiem wszystko. Nie wolno wychodzić poza nasze terytorium. — Spojrzała na mentora. — Nie mogę się doczekać kolejnych lekcji! — powiedziała Polarka, machając ogonem z ekscytacji.
Wykazywała interesowanie zajęciami. A mentor był zadowolony, że się szybko uczy. Już na pierwszych zajęciach rozpierała go duma, dlatego kochał zajęcia ze swoimi uczniami.
— Cieszę się Polarna Łapo! — odpowiedział z entuzjazmem. — Przejdziemy się jeszcze na dworzec. Nasze tereny nie są za duże, jednak tam też trzeba będzie uważać. Musisz się wykazać odwagą — odpowiedział, próbując wzbudzić jej ciekawość.
— Przecież jestem odważna. — Uśmiechnęła się. — Tak mi się wydaje — dodała po chwili z lekką niepewnością w głosie.
— Mam nadzieję, Polarna Łapo.
Skinął głową, po czym ruszyli do dworca.
A bardziej obok dworca. Brązowy wojownik widział, że nie pędzi żaden potwór przez tory, jednak dla bezpieczeństwa uczennicy wolał nie przechodzić przez nie. Dzięki temu też nauczył ją (a przynajmniej chciał), że nie można przechodzić przez tory z nieuwagą. Tak dla bezpieczeństwa. 
<Polarna Łapo?>
[1508 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 15 Punktów Doświadczenia, Polarna Łapa 2 Punkty Treningu]

27 maja 2021

Od Brązowej Blizny

Brązowa Blizna złamał kość. Tak, stało się. Był to bardzo nieszczęśliwy wypadek, przez który teraz kulał na przednią lewą łapę. Na szczęście, nie było to złamanie otwarte. Wtedy raczej, a przynajmniej według opinii zastępcy, nie przeżyłby tego (panika). Z pomocą wojowników przykulał ten szmat drogi od dworca. Musieli przejść przez tory, jednak przez tory i od razu są przy stadninie. Nie było to aż takie trudne, a przynajmniej dla wojowników, którzy mu pomagali, bo dla brązowego wojownika to już było jak śmierć. Ciągle łapa go bolała, nieważne, czy nią ruszał, czy nie. A do tego tak potwornie…
Jednak w końcu doszedł, z pomocą innych do legowiska medyka, czyli Manaciego Olbrzyma. Odetchnął głośno z ulgą, kładąc się, a raczej rzucając resztę swojego ciała, na specjalne legowisko, gdzie zwykle leżeli inni pacjenci. Przyjazny, wielki pies wraz ze swoją, jeszcze podopieczną podchodzą do niego. Pies lekko przykręcał głowę, przyglądając się.
— A cóż to się stało? Zwykle nie łamiesz swoich kończyn tak po prostu — mruknął oczywiście swoim pozytywnym tonem. Może i bez intencji żadnych, jednak poprawił lekko nastrój umierającego wojownika (oczywiście, nie umiera, jednak on tak myśli, przechodził co prawda gorsze rzeczy). — Czyżby coś na patrolu? — dodał po chwili, po czym odwrócił głowę do Cynamonowej Pestki, która już od razu się wyprostowała, jednak i tak przednimi łapami lekko dreptała. — Trzeba przynieść patyk, aby ustabilizować nogę — poinformował, jakby zapominając, że uczył tego swoją już byłą uczennicę. Co prawda, Cynamonowa Pestka jeszcze pełniła obowiązki ucznia medyka, jednak i tak otrzymała już imię. Według Brązowej Blizny była już pełnoprawnym medykiem, mimo tego, że może ktoś się z tym nie zgadzał. — A więc…
— Wiem, jak to się robi — przerwała mu Cynamonowa Pestka. Widać było, że siebie lubią. No po prostu był zastępca zadowolony, że przynajmniej takich pozytywne pyski są w klanie. A sam on, położył głowę na swoją przednią łapę, która nie była złamana, zapowiadała się chyba długa rozmowa, a przynajmniej tak sądził. Lubił gadanie ich, przynajmniej ciekawe. — Dam sobie radę przecież, sam mnie uczyłeś. — dodała już radośniej suczka.
— A no oczywiście — odpowiedział prawie od razu Manaci Olbrzym. — W takim razie przynieść patyk, aby ustabilizować złamanie i się tym zajmiesz. Przecież dasz radę — dodał po chwili. Cynamonowa Pestka odchodzi od mentora w poszukiwaniu tego patyka i wtedy medyk spojrzał na Brązową Bliznę, który słuchał ich cały czas — Ach! Jesteś tu jeszcze — powiedział to raczej sam do siebie, podchodząc do brązowego wojownika. — Nie wygląda na aż takie poważne złamanie — odpowiedział chyba sam sobie. — No to jak to się stało? Hm?
— Długo by opowiadać — zaśmiał się zastępca, podnosząc pysk ze swojej zdrowej łapy — w końcu, gorsze rzeczy się przechodziło. Wiem, że dobrze się tym zajmiecie — mruknął, kończąc.
— Gorsze? — zapytał. — Mam nadzieję, że nie złamania na tę samą nogę. Chociaż wtedy byłoby gorzej, kości i ich złamania.
Brązowa Blizna chrząknął raz, czy dwa. Mógł o tym nie wspominać przy o połowę młodszym psie. A przynajmniej, lepiej, że nie mówił dalej o tym. Nie chciał o tym rozmawiać.
Po chwili pojawiła się Cynamonowa Pestka z patykiem w pysku. Podniósł pysk na nią, można powiedzieć… że była trochę za długa na łapę Brązowej Blizny, a przecież również nie chcę ustabilizować mu całej łapy! Wtedy kompletnie nie będzie mógł się przemieszczać.
— Nie myślicie, że jest za długi ten patyk? — zapytał dosyć niepewnie Brązowa Blizna.
Oczywiście, nie był pewny, przecież to oni są medykami, nie on. Również Ci sami medycy spojrzeli na siebie, a potem znowu na Brązową Bliznę, jak na debila. Co znowu źle powiedział?
— Skróci się — szczeknął Manaci Olbrzym — jednak na samym początku musimy zobaczyć przecież, gdzie jest dokładnie złamanie, przecież nie usztywnimy Ci całej łapy! Nie miałbyś wtedy nawet jak kulać — dopowiedział, a zastępca tylko kiwnął głową. — Będziesz musiał powiedzieć, gdzie Cię boli.
Samiec podchodzi do brązowego wojownika, schylił delikatnie głowę. Dotknął bardzo delikatnie łapę Brązowej Blizny, akurat trafił w największy ból. Pies syknął, a Manaci Olbrzym już wiedział, gdzie dokładnie nastąpiło pęknięcie kości. Podniósł głowę, wziął patyk od Cynamonowej Pestki i odpowiednio go złamał. Po chwili już chciał zająć się złamaniem Brązowej Blizny, jednak suczka tam coś warknęła… nie za bardzo nawet trochę wiedział co, jednak udało się jej spowodować, że sama zaczęła zajmować się jego złamaniem. Gdy już Brązowa Blizna miał odpowiednio przyłożony badyl, zaczęła zajmować się tym. Oczywiście co jakiś czas zastępca musiał, syknął, co jak co, jednak każdego bolałoby złamanie.
Gdy skończyła, się podniosła. Manaci Olbrzym spojrzał przez ramię mniejszej suczki. Wyglądało to dobrze, a przynajmniej według Brązowej Blizny.
— Wygląda wyśmienicie. — Trzepnął raz ogonem medyk, potwierdzając też przypuszczania zastępcy. — Teraz tylko będziesz musiał zostać tutaj w legowisku do czasu, kiedy będzie lepiej. Jeśli wyszedłbyś teraz z tego legowiska, próbując iść na prostych łapach, pewnie przecież od razu upadłbyś, a Twój stan by się pogorszył. Dlatego zostaniesz z nam.
Brązowa Blizna zrobił wielkie oczy. No dobrze, rozumiał, z czym to się wiążę, ale obowiązki? Przecież takie złamanie… na Gwiezdnych.
— A obowiązki? Jak mam przecież… — spanikował cicho starszy pies.
— Bryzowa Gwiazda się tym zajmie, w końcu, sama była przecież wcześniej zastępczynią. — odparł, lekko uspokajając brązowego zastępcę, może w końcu Bryzowa Gwiazda nie będzie niezadowolona, że zabiera jej władzę… phi! — Spokojna głowa, mój kolego.
— A teraz odpocznij — poleciła pośpiesznie Cynamonowa Pestka.
Brązowa Blizna nie miał powodu, aby ich nie słuchać. Przecież oni wiedzą, co robią, a do tego lubił ich. Nie podważyłby nigdy ich umiejętności. Dlatego też posłusznie spróbował zasnąć. Przez jakiś czas się to nie udawało, jednak w końcu odpłynął. Miał oczywiście nadzieję, że szybko się to zrośnie. Nie wytrzyma bez biegania.
[902 słowa: Brązowa Blizna otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

20 maja 2021

Od Brązowej Blizny CD Wilczego Cienia

Brązowa Blizna szybko odskoczył, gdy tylko zobaczył, jak ziemia rwie się pod łapami ciężkiego Wilczego Cienia. Wypadałoby pójść na dietę?
Wojownik spadł w ciemną przepaść, Brązowa Blizna niczym bezbronny szczeniak przez chwilę kręcił się w miejscu. Jednak wziął kilka głębokich wdechów, opanowując się. Nie powinien przecież tak panikować. Wilczy Cień jeszcze żyje. A przynajmniej tak mu się wydaje. Wilk to za duży kawał psa, aby zginąć tak po prostu, z resztą. Nie spadał długo. Niedługo przecież po tym usłyszał uderzenie. Co znaczyło, że Wilczy Cień wylądował. Brązowy wojownik schylił głowę do dziury.
— Wszystko dobrze, Wilczy Cieniu? — zawołał w ciemność.
Przez chwilę ciszy Brązowa Blizna siedział w ciszy, próbując nie myśleć o tym, że straci kompana. W końcu to jego przyjaciel, w dodatku kolejna strata dla klanu.
— Taa… — powiedział, jak słyszał po głosie obolały, wojownik. Nic dziwnego, w końcu spadł tak nagle. Gdyby się przygotował, to na pewno byłoby wygodniej. — Nic mi nie jest… jeszcze.
Zastępca uspokoił się lekko. Ważne, że żyje. Rany? Trudno, zagoją się. Życie mu nie wróci.
Teraz tylko trzeba pomyśleć, co zrobić, aby wydostać stamtąd Wilczy Cień… co zrobić. Jeśli może chodzić, to może poszukać jakiegoś wyjścia innego. Przecież to nie może być takie proste. No, chyba że Wilczy Cień nie może chodzić. Chociaż obolały ton Wilczego Cienia może znaczyć kompletnie co innego. Nie tylko siniaki, ale, jak i też złamaną nogę. Przez co nie będzie mógł chodzić. Brązowa Blizna wziął wdech lub może nawet dwa wdechy.
— Możesz chodzić? — szczeknął do niego, próbując się upewnić co do swojego planu wydostania przyjaciela.
— Tak… — burknął ciągle tym samym tonem.
Przynajmniej może chodzić! Są plusy. Siniaki? Trudno przeżyje. Jest możliwość wydostania go.
— Dobrze, w takim razie spróbuj poszukać może wyjścia. — Po chwili czekając na odpowiedź, przez chwilę się zastanowił, czy Wilczy Cień widzi tam coś? On nic nie widzi, jednak patrzy z góry. To może dlatego. A Wilczy Cień wiedział, że coś tu jest nie tak, no po prostu wiedział. Jednak musiał wrócić myślami do ratunku dla Wilczego Cienia, czy on coś widzi… a nie lepiej go po prostu zapytać? No, po co się stresować? — Widzisz tam coś?
— Ciemno jak w dupie! — fuknął zdenerwowany Wilczy Cień.
Nic dziwnego, on też byłby trochę zdenerwowany tym, że utknął w jakiejś jaskini.
Brązowa Blizna daje krok do przodu, bliżej krawędzi. Może jest tam jakiś prześwit światła? Choć na chwilę? Postąpił kolejne dwa, co okazało się przekleństwem dla zastępcy, gdyż momentalnie ziemia zaczęła pękać pod jego łapami. Brązowa Blizna spróbował jeszcze szybko odskoczyć, jednak zrobił to za późno i jeszcze tylko do tego uderzył głową o ziemię, spadając.
Pies spadł tuż przed łapami Wilczego Cienia. Zamrugawszy kilka razy, próbujący również zorientować się, w którą stronę powinni iść. Stwierdził, że naprawdę nic nie widać. Kompletnie. Szary wojownik miał rację, w końcu, czemu miałby mu nie wierzyć? Teraz to tylko przekonał się na własnej skórze.
— Wszystko dobrze? — zapytał Wilczy Cień, patrząc z góry na zastępcę.
— Tak… — odparł, po chwili podnosząc się na nogi. Otrzepał się szybko. — No to teraz tylko… — Obejrzał się za siebie. Jednak nic nie widział, poza wojownikiem i tak stał blisko niego. — Trzeba poszukać jakiegoś wyjścia.
Kompletnie nic nie można było tu zobaczyć. Ewentualnie, można było zawsze iść na oślep. Jednak czy chcieli? Na pewno nie chcieliby iść na oślep w jakieś miejsce, o którym nic nie wiedzą. Jednak bardziej zastanawiało go, jak patrole nie zobaczyli tej jaskini? Może o niej wiedzieli i nie chcieli o tym mówić? W takim razie jak sam tego nie zauważył? Było to w jakiś sposób możliwe?
— Nie znajdziemy tutaj niczego tak po ciemku, jedyne jak już to po zapachu — przerwał myśli Brązowej Blizny Wilczy Cień.
— Tak, tak. Oczywiście. — Wrócił do żywych. — Tak, masz rację — potwierdził ponownie wojownik, kiwając głową. — Masz rację — powtórzył. — Lepiej iść po zapachu niż na oślep. Jedyny problem pojawia się, kiedy nie wiemy, za którym zapachem iść.
Wilczy Cień przez chwilę się przyglądał zastępcy. Brązowa Blizna nie rozumiejąc jego zachowania, prosto zapytał.
— Coś się stało?
— Nie, nic się nie stało — odparł prawie od razu szary wojownik. — Musimy przejść… jakoś. Inaczej stąd nie wyjdziemy.
Brązowa Blizna kiwnął szybko głową.
Jednak oczywiście to nie była jedyna rzecz, na którą on zwrócił uwagę. Wilczy Cień naprawdę się przed nim otworzył. Co go cieszyło. Mógł przynajmniej się czuć, że naprawdę są tymi przyjaciółmi, którzy sobie ufają. Przecież na ich pierwszym spotkaniu Wilk był bardzo cicho. Nic nie mówił prawie oraz był zamknięty w sobie. Teraz jest wielka różnica. A nawet od czasu do czasu widział, jak merda lekko ogonem! Jest duży postęp!
Pies schylił głowę do ziemi, wziął wdech. A już po chwili ruszył w losową stronę, oczywiście udając, że wie, gdzie idzie. Na szczęście Brązowej Blizny, trawił w przejście, a mało brakowało, aby walnął w ścianę.
— Tędy, Wilczy Cieniu! — zawołał Brązowa Blizna, a nawet przez chwilę słyszał, jak o ściany obija się echo.
Gdy u jego boku pojawił się jego przyjaciel, ruszyli w tunel. Postanowili iść w ciszy, nigdy nie wiadomo, co tu się czai. A jeśli nagle ktoś ich zaatakuje, a oni by sobie tak po prostu rozmawiali? Od razu zdradziliby swoją pozycję, a tym bardziej, kiedy tutaj jest takie echo. Były już kilka razy rozwidlenia, czasami się nie zgadzali, w którą stronę pójść, ale jakoś szli dalej.
Przy jednym z zakrętów było widać, że na górze tunelu jest dosyć dużo pajęczyn. Aż za dużo. Wychodziłoby na to, że tu są jakieś kolonie! Brązowa Blizna zatrzymał się na chwilę, widząc te pajęczyny. To był błąd, gdyż już go ciarki przeszły, kiedy tylko by poczuł na swojej sierści jakiegoś dużego pająka. Wilczy Cień po chwili też się zatrzymał, oglądając się za siebie, co zatrzymało towarzysza.
— Brązowa Blizno, masz pająka na plecach — odpowiedział ze spokojem pies.
Brązowa Blizna teraz sobie zdał sprawę czemu go przeszły ciarki. Prawie od razu zrzucił z siebie tego pająka. Jednak gdy podniósł ponownie wzrok na pajęczyny, zauważył, że pająków schodzących do nich jest coraz więcej. Co oni tak się uwzięli na nich?! Nigdy też nie wiedzieli, czy te pająki są jadowite, czy nie. Dlatego Brązowa Blizna ruszył prawie od razu truchtem od tych robali.
— No co tak uciekasz? — powiedział Wilczy Cień, powolnym krokiem idąc za nim.
— Nigdy nie wiesz, czy te pająki są jadowite — odparł Brązowa Blizna, a na tę wspomnienie Wilczy Cień prawie od razu spróbował go dogonić. A sam Brązowa Blizna zwolnił.
Po chwili spokoju, gdy się obejrzeli, zobaczyli, że te pająki ciągle za nimi idą. Aż się zdziwili, ale na wszelki wypadek woleli uciec… No przecież bez powodu te pająki raczej nie chcą zaatakować ich. Od kiedy pająki atakują psy? Właściwie… to może ktoś im coś zrobił? Dobrze, pomińmy to, gdyż naprawdę nikt z nich nie wiedział.
 
Gdy już spieprzyli od pająków (w końcu), mogli się zastanowić nad kolejnym wyborem przejść. Nie raz już wybierali, w którą stronę iść. Jednak znowu Brązowa Blizna pozwolił Wilczemu Cieniu wybrać przejście. Jeszcze nie wiedział, że to był błąd. Gdy postawili pierwsze kroki przez korytarz, wszystko było dobrze. Jednak gdy trochę przeszli słyszeli nad sobą, że ziemia chyba zaraz się zawali. Przez chwilę nasłuchiwali, czy na pewno to się stanie. Lecz wtedy właśnie to nastąpiło. Nie mieli również za bardzo jak zawrócić w inny korytarz. Musieli biec.
Dla Brązowej Blizny nie było problemu, ruszył prawie od razu biegiem, tak samo, jak Wilczy Cień. Jednak zastępca martwił się o swojego przyjaciela. Wiedział przecież, że on jest ten szybszy, a szary pies tym silniejszym. Dlatego… no po prostu się bał o niego. W sumie, o kogo Brązowa Blizna się nie martwi? Do każdego się przywiąże, tak czy siak. Obejrzał się za siebie, czy Wilczy Cień za nim biegnie. Oczywiście, biegł. Jednak za nim widział, jak się to wszystko zawala.
Po chwili już widział, że za swoim przyjacielem przejście skończyło się zawalać. Brązowa Blizna mógł się zatrzymać, to samo zrobił Wilczy Cień, po czym ten wojownik obejrzał się za siebie.
— Nic Ci nie jest? — zapytał dla pewności Brązowa Blizna. No zawsze mógł mu jakiś kamień spaść na głowę.
— Nie… nie — powiedział, oddychając z ulgą.
Zastępca po chwili też odetchnął z ulgą. Całe szczęście, oboje są cali. Oczywiście, miał świadomość, że prawdopodobnie, gdyby był tu z psem z innego klanu… mógłby nie przeżyć? No cóż. Był przyzwyczajony, że większość psów z Wietrznych to szybkie skurczybyki. Na całe szczęście, nie skończyli pod ziemią.
— Teraz tylko… — mruknął pod nosem Brązowa Blizna, oglądając się. Bał się, że teraz jest równie ciemno. Jak i przed sobą mieli ciemny, dosyć prosty korytarz. Równie dobrze mogli spróbować zawrócić... Musieliby się przekopać. — W którą?
<Wilczy Cieniu?>
[1399 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]

30 kwietnia 2021

Od Brązowej Blizny CD Migoczącego Światła — zgromadzenie klanów

Brązowa Blizna po tym jak wrócił już... no cóż. Za długo go nie było można powiedzieć. Migocząca Ła… Migoczące Światło! Tak! Musi się jeszcze do tego imienia przyzwyczaić. Pokręcił lekko głową. Podchodzi już do swojego danego ucznia.
— Witaj Migoczą… Migoczące Światło — poprawił się, zanim zdążył go wojownik poprawić. — Słyszałem już, że dużo się działo pod moją nieobecność.
— Tak, dosyć się dużo działo, ale na szczęście jesteś tutaj z nami Brązowa Blizno! — odparł Migoczące Światło, a Brązowej Bliźnie aż się miło zrobiło.
 
Brązowa Blizna przychodzi na zgromadzenie. Nie wydawało się jakieś ciekawe, no ale przynajmniej lepsze niż ostatnie, na którym lider Tenebris zdechł.
— Coś tu śmierdzi, czy to przypadkiem nie są przypadkiem Bezgwiezdni? — odezwała się Rzepakowa Gwiazda.
— Wydaje Ci się, zaczynaj — odpowiedział za to jej nowy zastępca — Sowi Pazur.
— WIDZISZ JĄ? TO BIAŁA GWIAZDA. O MOI GWIEZDNI. JAK ONA SUPER WYGLĄDA. TO MOJA MEN — dosłyszał jakieś krzyczenie wojownika, chociaż nie wiedział skąd i o czym on mówi, śmiesznie było. Co prawda nie dosłyszał, co dalej mówił jednak…
Przez długą chwile były jeszcze rozmowy, czekaliśmy, aż zaczniemy. Bezgwiezdni przyszli tutaj nieproszeni… eh.
— Moglibyśmy już zacząć? — chrząknął dosyć głośno Sowi Pazur.
— Dziękuję, Sowi Pazurze — rzekła zakłopotana Rzepakowa Gwiazda. — Tak więc, od czego by tu zacząć? Może, eee... — mruknęła pod nosem, zwracając się po chwili do siedzącego tuż koło niej Sowiego. — Weź mi tu trochę pomóż, co?
Kiwnął lekko głową do Rzepakowej Gwiazdy lekko zirytowany.
— W Industrii jest lepiej niż w czasie epidemii. Nie mamy dużo strat jak i mamy nowych wojowników. Również mamy nowe szczeniaki w klanie.
— No właśnie! Mamy nowe gnojowniki w klanie, to chyba dobrze, nie? — krzyknęła uradowana.
— Tak Rzepakowa Gwiazdo... to bardzo dobrze — powiedział już ciszej, lekko wzdychając.
— Juhu?! — odparł mniejszy Bezgwiezdny. — Cieszymy się, że u was wszystko w porządku. U nas też narodziło się sporo szczeniąt, a część z nich już nawet zostało uczniami — uśmiechnął się do samicy — i nikt nie umarł w epidemii.
— Och tak, tak — zaczyna się drzeć — w klanie mamy nowych, młodziutkich członków!
Brązowa Blizna cicho chrząknął, słysząc, jak są zadowoleni wojownicy Industrii z nowych szczeniaków.
— Możecie pochwalić się, jak stoicie z włóczęgami! Bo ostatnio jest u nas wielu się kręciło niedaleko naszych granic.
— Niedaleko wszystkich granic, jeśli dobrze słyszałem. Temat był poruszony na poprzednim zgromadzeniu, ale epidemia i śmierć Ciemniej Gwiazdy zajęła wszystkich. Epidemia skończyła się z niewielkimi stratami, a włóczędzy ciągle grasują.
Jednak mimo tego dostrzegł swojego przyjaciela z Industrii, zadowolony podniósł się i niczym ninja przysiadł się do Płonącego Konara. Niestety Mleczne Oko nie mogła się za bardzo do nich przysiąść, gdyż była zastępczynią, a Opalowego Promyka nigdzie nie dostrzegał. Laurency to Bezgwiezdny, więc go tu nie będzie… albo w sumie może na następnym zgromadzeniu go złapią, bo tutaj wtargnęli inni co?
— Witaj Brązowa Blizno. Naprawdę cieszę się, że Cię widzę — powiedział Płonący Konar do wojownika.
— Witaj Płonący Konarze, w końcu mogę was zobaczyć od naszego ostatniego rozstania — powiedział brązowy pies szeptem. Aby nie przeszkadzać innym.
Płonący Konar lekko skinął przyjacielowi, po czym wrócili do słuchania liderów.
— Ponieważ mamy te same problemy i tego samego wroga. Jesteśmy częścią tego samego społeczeństwa — powiedział młody Bezgwiezdny.
Szczerze Brązowa Blizna teraz nie za bardzo wiedział, o czym wszyscy mówią… w tym był problem.
— Z pewnością — syknęła wojowniczka z Industrii — ale wiarę to już nie.
— Zgadza się więc lepiej siedź cicho — mruknął większy Bezgwiezdny.
— Malwowy Ogonie opanuj się — warknął zastępca Rzepakowej Gwiazdy.
— Masz rację… — urwała na chwilę Biała Gwiazda — masz rację, młody Bezgwiezdny. Dlatego też bardzo się cieszę, że ten problem został przez was poruszony. Powinniśmy dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja w pozostałych klanach i, jeśli zajdzie taka potrzeba, być gotowymi połączyć siłę, by stawić czoła wspólnemu wrogowi. — Po czym Biała Gwiazda rozejrzała się po pozostałych przywódcach.
— Ależ Sowi Pazurze, jestem spokojna — Malwowy Ogon momentalnie się uspokoiła. — Po prostu ich straszę, rozumiesz, są tacy niepoważni.
— Czy tylko kuźwa ja tutaj latam całe dnie za włóczęgami?! Nie sądzicie, że to dziwne jak liczną grupą są i rozproszoną jak robaki jestem przekonany, że ta grupa zorganizowana badająca nasze słabości!
Brązowa Blizna zaczął się obawiać o stan psychiczny tego psa, albo też o innych, a co jak zaatakuje?
— Dziękuję liderko — zwrócił się w stronę Białej Gwiazdy. Jednak i tak zaczął mówić do swojego kolegi. — Dymie. Zdają sobie na pewno sprawę z powagi sytuacji. Pamiętają sprawę z Quintusem.
Brązowa Blizna poczuł, jak przyjaciela obok przechodzą dreszcze. Spojrzał na niego kątem oka czy dobrze się czuje, jednak wyglądał dobrze. Nie było czym się martwić.
— Przestańcie wrzeszczeć oboje — w końcu nie wytrzymała Mleczne Oko — i dajcie swoim liderom mówić.
O! O! Dajesz Mleczne Oko! — kibicował w myślach pies.
— Przepraszamy, rzeczywiście, zachowaliśmy się nie na miejscu — odpowiedział jakiś wojownik z Industrii.
— Czy pozostałe klany, poza Tenebrisem mają coś do powiedzenia. Czy tylko my będziemy rozmawiać z Bezgwiezdnymi? — powiedział kolejny wojownik, tym razem z Tenebris.
— Flumine również miało problemy z włóczęgami. Nie narzucali się zbytnio, dajemy sobie z nimi radę, ale i tak często pojawiają się na naszych terenach — odkaszlnęła Nakrapiana Gwiazda.
— Możecie się na mnie wkurzać, ale dla waszej wiadomości za kilka tygodni się nie pozbieracie jak ruszą na was zorganizowaną grupą. My jesteśmy gotowi, bo wiemy, gdzie prawdopodobniej się ukrywają, ale wy dalej sobie myślcie, że Gwiezdni was uchronią — mruknął większy Bezgwiezdny.
Brązowa Blizna się trochę oburzył. Poczuł, że pies obraża jego wiarę… a to naprawdę mu się nie podobało.
— A Ventus? — zapytał, prawie że ignorując swojego kolegę.
— Jedynym zmartwieniem Ventus są dwunożni, z którymi sobie poradzimy. Nie mamy problemów z włóczęgami z reguły… — stwierdził w końcu sam brązowy wojownik.
Po chwili jednak pożałował tych słów, czując na sobie wzrok samej liderki swojego klanu, Bryzowej Gwiazdy. Warknął coś pod nosem po czym po czym lekko odwrócił wzrok na liderkę. Nie była zadowolona jak widać, że zabiera jej kwestię. Kuźwa.
— Nikt u nas nie umarł — stwierdził w końcu młody.
Brązowa Blizna po tym wzroku był trochę… a nawet bardziej spięty. Nie mógł raczej powiedzieć o tym Płonącemu Konarowi, mimo tego, że byli przyjaciółmi, ale po prostu jakby to zabrzmiało? Że się boi własnej liderki? No właśnie.
— Kiedyś to były zgromadzenia, teraz to nie ma… — powiedziała niezadowolona Rzepakowa Gwiazda.
— Co do epidemii, były straty. Można powiedzieć, że nawet dużo. Jednak damy radę, prawda? — powiedział Sowi Pazur, jednak po chwili dopowiedział. — Prawda.
— Ważne, że epidemia się skończyła. Każdy klan kogoś stracił.
— Nie każdy.
— Nie jesteście klanem, idioci! Tylko zgrają włóczęgów bez tradycji!
— Jesteśmy skuteczni.
— Łatwo utrzymać zdrowie, kiedy jest was trzech na krzyż — warknęła Nakrapiana Gwiazda.
— Zdziwiłabyś się — odwarknął.
— Przestań — syknął do niego młody. — Nienawidzicie nas z powodu poglądów, a szczycicie się swoją szlachetnością.
— Skuteczni, skuteczni! Nic dziwnego! Wygnaliście nas z bezpiecznego lasu! Zajęliście tereny bez dwunożnych, gdzie mysz by sobie nawet poradziła! Daruj sobie te gadki!
Brązowa Blizna wziął głęboki wdech, myśląc o tym, że Malwowy Ogon pomyliła ich.
— Rozumiem, że bariera wiary jest dla was barierą nie do pokonania — powiedział do samicy — i nie mam zamiaru zmuszać cię do uznania nas za klan. Nie mogę tego zrobić. Możesz myśleć, co chcesz. Ale żyjemy w tym samym mieście i mamy te same problemy. Czy tego chcecie, czy nie, czy nas uznajecie, czy nie. Nie ruszymy się z tego miejsca. Możecie nas mieć nawet za szczury. Zamiast nas przeklinać, może wróćmy do tematu?
— Tematu, powiadasz? Tematu? Z wami? Czy można z wami normalnie porozmawiać? Nie zauważyłam, naprawdę. Zgromadzenie klanów jest dla nas ważne, Bezgwiezdni. Jesteśmy psami wierzącymi a wy nie. Przychodząc w to miejsce, obrażacie nas.
— Nie jesteś przywódcą prawda? Siedzi ona obok ciebie, tak samo jak zastępca. Czemu oni się nie wypowiedzą, zamiast ciebie? Skoro mówisz tak, jakby twoje zdanie było zdaniem klanu? Zgromadzenie, z tego co wiem, ma służyć omówieniu spraw, nie modlitwom. — Według Brązowej Blizny to było trochę niegrzeczne… — Czy jest jeszcze coś do powiedzenia na istotne tematy? Czy na twoim warczeniu będziemy kończyć?
— Poczekaj, bezgwiezdny na słowa Przywódców, skoro tak bardzo na ich zdaniu Ci zależy.
— Czy mamy coś do powiedzenia w sprawie minionej epidemii? Jak sytuacja w klanach? — odezwała się w końcu Bryzowa. Tym razem nie zabrał jej kwestii, nie mogła być na niego zła.
— Zmarło u nas parę psów — powiedziała Mleczne Oko — ale cała sytuacja jest opanowana.
— U nas podobnie, nie mamy już problemów — odpowiedziała liderka Flumine.
— Tak samo. Liderko, jak u was? — zwrócił się młody do Rzepakowej Gwiazdy.
— Radzimy sobie dzięki. Nie potrzebujemy jakiegoś wielkiego wspominania. Dobrze sobie radzimy i tyle. — za to odpowiedział jej zastępca. Sowi Pazur.
Jak widział Brązowa Blizna, skoro za przywódczynię mówił jej zastępca, mimo tego, że była na zgromadzeniu… to musiało się coś dziać.
— Mam pytanie, może głupie od kiedy zauważono spadek? Na tyle, że została wykluczona możliwość nawrotu zarazy?
Przecież przynieśliśmy zioła… Laurency musiał je im przynieść — pomyślał Brązowa Blizna. Przecież to logiczne…
 
To był już koniec zgromadzenia, było… dosyć nieprzyjemne. A tym bardziej kiedy Bryzowa Gwiazda na niego patrzała, jakby chciała go zabić. Po powrocie do obozu chciał porozmawiać z innymi, lecz nawet nie miał takiej możliwości kiedy Bryzowa Gwiazda go zaczepiła.
— Co Ty sobie myślałeś, przemawiając jak lider na zgromadzeniu? — warknęła niezadowolona.
— Powiedziałem tylko jedno zdanie… — zauważył cicho wojownik.
— Ja jestem liderką! Ja jako lider mówię na zgromadzeniach, zapamiętaj to sobie.
— Tylko że Ty byś nie powiedziała! — warknął w końcu Brązowa Blizna, a prędzej to trochę podniósł głos. Jednak nie był zadowolony z tego i raz chrząknął, przyprowadzając swój głos do porządku. — Znaczy tak…
— Zapamiętaj to sobie mysi móżdżku — syknęła ponownie, po czym odchodzi od brązowego wojownika.
 
Brązowa Blizna po „opierdzielu” od Bryzowej Gwiazdy ruszył w stronę Migoczącego Światła oraz Berberysowego Wzgórza, gdyż to właśnie z nimi wybierał się na patrol.
Patrol był dosyć spokojny… poza faktem, że musieli uważać na pułapki rozstawione przez dwunożnych. Szczerze mówiąc, najbardziej się bał o Migoczące Światło, przecież jak w coś wpadnie, to on sobie tego nie wybaczy.
— Uważaj tam — powiedział za nim Brązowa Blizna, widząc, jak właśnie Migotek wbiega w pole.
— Uważam! — krzyknął zza ramienia Migoczące Światło.
Berberysowe Wzgórze przewrócił na to oczami i pobiegł za młodszym wojownikiem. Jednak po chwili już do uszu Migoczącego Światła i Brązowej Blizny dobiegł odgłos zamykającej się klatki oraz krzyk zastępcy. Brązowa Blizna bez wahania podbiega do miejsca, skąd usłyszał krzyk. Już widział ogon Migoczącego Światła przed sobą, dlatego przyspieszył, aby być pierwszy przed nim. Przecież nie chciał, aby on coś takiego oglądał. Zobaczył Berberysowe Wzgórze… w na pewno złym stanie. Miał całą łapę w krwi, przyjrzał mu się. Widział, że jeszcze jego klatka piersiowa się unosi, co znaczy, że jeszcze żył! Jest nadzieja!
Spojrzał na u… już wojownika! Tak, Migoczące Światło jest wojownikiem, nie małym Bubą uczniem.
— Trzeba go zabrać do obozu… — powiedział cicho.
A co jeśli pies zginie? Przecież to będzie najgorsze… kto wtedy zostanie zastępcą?
— Tak, tak… — powiedział szybko Migoczące Światło.
Brązowa Blizna był tak samo przerażony jak Migoczące Światło… niestety.
Zanieśli Berberysowe Wzgórze do medyka. Manaci Olbrzym przecież sobie powinien poradzić…
— Niestety Berberysowe Wzgórze… — zaczął Manaci Olbrzym.
Jednak nie musiał kończyć, każdy wiedział, o co mu chodziło. Brązowa Blizna prawie od razu położył uszy po sobie i skulił ogon. Naprawdę? Po chwili przyszła do legowiska medyka Bryzowa Gwiazda.
— Berberysowe Wzgórze nie żyje? — zapytała prawie od razu po wejściu, po czym spojrzała na martwego zastępcę. Prawie od razu spojrzała na Brązową Bliznę. — No i dumny jesteś z siebie?
— Przecież nie mogłem nic zrobić — odpowiedział brązowawy wojownik.
— Racja, byliśmy bezradni — dopowiedział Migoczące Światło w obronie swojego byłego mentora.
— Nie mam kogo teraz mianować na zastępcę — warknęła niezadowolona.
— Mianuj Brązową Bliznę — powiedział stary uczeń Brązowego, a ten momentalnie spojrzał na niego. — To dobry wojownik.
Brązowa Blizna w tym czasie postanowił wziąć Berberysowe Wzgórze na środek obozu, aby inne psy mogły odbyć czuwanie. Jednak można powiedzieć, że Migoczące Światło z rozmową z Bryzową Gwiazdą ruszyli za nim.
— Nie mianuje Brązowej Blizny na zastępcę — warknęła w końcu.
— Czemu nie?
— Bo się nie nadaje?
— Nadaje — wtrącił się do rozmowy Wilczy Cień.
— Nie.
— Czemu nie? — powiedział Manaci Olbrzym ze swojego legowiska.
Po długich namowach klanu, aby mianowani Brązową Bliznę na zastępcę Bryzowa Gwiazda w końcu się zdenerwowała i zgodziła się. (uznajmy, że więcej psów się przyłączyło).
— Wypowiem je nad ciałem Berberysowego Wzgórza, by jego dusza mogła usłyszeć i zaaprobować mój wybór. Nowym zastępcą przywódczyni Ventusu zostanie Brązowa Blizna.
 
Po czym odbyło się czuwanie, a Brązowa Blizna zostaje nowym zastępcą Ventusu po nieszczęsnym wypadku Berberysowego Wzgórza… minuta ciszy dla niego.
<Migoczące Światło?>
[2018 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 20 Punktów Doświadczenia +5 za zgromadzenie]

26 kwietnia 2021

Od Brązowej Blizny CD Wilczego Cienia

Brązowa Blizna obejrzał się za siebie. Widząc, jak Wilczy Cień walnął w drzewo, prawie od razu podbiegł do młodszego od siebie psa. Jak widać, nie cieszyła go jego wpadka. Przecież by nie warczał bez powodu.
— Nic Ci nie jest? — powiedział Brązowa Blizna, przyglądając się mu.
Raczej na tego psa drzewo nie zrobiło aż takiego wielkiego wrażenia. W końcu, na kim by zrobiło? Pewnie miałby on sam jakieś siniaki czy coś.
— Nic — burknął Wilczy Cień.
No i super, jeszcze burcz mi tutaj — pomyślał wojownik. Westchnął w końcu głośno. No co on miał zrobić, skoro mówi, że nic mu nie jest? No właśnie. Brązowa Blizna ruszył więc dalej do obozu. Miał wrażenie, że Wilczy Cień jest naprawdę czymś rozkojarzony, tylko nie do końca wiedział czym.

Brązowa Blizna wrócił w końcu do swojego ukochanego klanu… ile czasu minęło? Cztery sezony? Dużo, czasu, również dużo rzeczy go spotkało. Wrócił do obozu, rozglądając się dosyć zmęczony. Przecież to nie była łatwa droga stąd dotrzeć do gór i potem jeszcze wrócić. Do tego wrócił z tymi ziołami, po które się wspiął Opalowy Promyk. Ruszył w stronę legowiska medyka. Już przy wejściu jednak zamiast wielkiego pyska Manaciego Olbrzyma zobaczył Cynamonową Pestkę. Już pełnoprawną medyczkę jednak nadal pełniąca obowiązki ucznia medyka… życie. Brązowa Blizna schylił lekko łeb, kładąc zioła przed swoje łapy.
— No w końcu zioła! — powiedziała zadowolona medyczka. — Ile trzeba było czekać?
Um… no Brązowa Blizna wiedział, że musieli na nie czekać bardzo długo, a tym bardziej, kiedy jeszcze była u nich epidemia, przez co było mu bardzo przykro, że nie mógł wtedy z nimi być. Jednak naprawdę trzeba było to podkreślać? Może wymsknęło się to jej przypadkiem, a Brązowa Blizna niepotrzebnie się tym przejmuje, tak. Wolał uznać, że to właśnie o to chodzi.
— Tak, niestety — mruknął w końcu starszy wojownik, kiwając lekko głową. — No cóż… to ja już może nie będę przeszkadzać. Pewnie jeszcze jest dużo roboty. — dodał pośpiesznie Brązowa Blizna.
— Tak, tak. Miłego dnia — szczeknęła nawet, nie zwracając uwagi na to, co powiedział wojownik. A przynajmniej tak się wydawało Brązowej Bliźnie.
— Miłego dnia Cynamonowa Pestko.
No i wyszedł z legowiska medyka. Na Gwiezdnych. Nie ma to, jak wrócić do klanu po takiej długiej przerwie od nich. No i po co on tyle przeszedł? No przynajmniej jest koniec epidemii, już nikt z jego klanu nie będzie umierać prawda? No mógł tu zostać, na pewno może by coś się udało… zrobić lepszego? No nie było go przecież długo, aż za długo. Normalnie tyle się nie idzie do gór przy najłatwiejszej trasie. Jednak jak widać, zrobili sobie wycieczkę krajoznawczą. Ile przez to przygód mieli… oho. Przynajmniej dobrze było poznać tych wojowników. Spoko są.
Wojownik więc ruszył w stronę legowiska wojowników, tam spotkał nie kogo innego niż właśnie Wilczego Cienia. Kiwnął raz do niego głową. W końcu mógł zobaczyć swojego przyjaciela.
— Witaj Wilczy Cieniu — powiedział, siadając właśnie obok niego.
Pies popatrzył na niego, jakby ducha zobaczył.
— Coś się stało? — zapytał ponownie, mrugając kilka razy. — Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczył — stwierdził Brązowa Blizna.
— Nie, nic — burknął niezadowolony.
— No cóż… a mógłbyś mi może opowiedzieć, co się działo pod moją nieobecność? A no właśnie! Muszę dokończyć trening Migoczącej Łapy. Będę musiał zabrać go na trening.
— To jest już Migoczące Światło.
— Oh… czyli Złota Gwiazda go już mianowała? To świetnie. Muszę w takim razie pogratulować zostanie wojownikiem. Tak samo, jak porozmawiać ze Złotą Gwiazdą o misji i…
— Złota Gwiazda nie żyje.
— To strasznie… Biała Zamieć sobie radzi? Nie gadaj…
— Ta… też nie żyje.
— Bryzowa Gwiazda żyje
— Czemu miałaby nie żyć?
Czemu wszyscy akurat musieli zdechnąć, kiedy go nie było? Na Gwiezdnych ile nieszczęść… Złota Gwiazda to była przecież liderka klanu. A sama Orzechowa Gwiazda też zginęła niedawno, no dobrze. Zginęła trochę przed tym, jak Brązowa Blizna wyruszył na wyprawę, ale przecież on nie wiedział, że to tak długo potrwa. Westchnął ciężko, kładąc łeb na swoich przednich łapach.
— Nieważne — mruknął pod nosem Brązowa Blizna. — Kto jest teraz zastępcą?
— Berberysowe Wzgórze — odparł bez zastanowienia.
— Dobrze… dziękuję Wilczy Cieniu.
— Tia… nie ma sprawy — powiedział chyba zniesmaczony, po czym sam wojownik wyszedł z legowiska.
Brązowa Blizna naturalnie uznał, że Wilczy Cień po prostu wiedział, że to już pora, aby ruszyć na jakiś patrol czy coś takiego. Nie wiedział, co ten Berberysowe Wzgórze ustalił za patrole. Jednak teraz? Musiał trochę odpocząć. Tak. To będzie idealny pomysł. Ziewnął raz w końcu, po czym spróbował zasnąć. Pomijając fakt, że pies jeszcze się kręcił kilka razy w legowisku, zanim zasnął.
<Wilczy Cieniu?>
[729 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

17 lutego 2021

Od Brązowej Blizny CD Migoczącej Łapy

Chyba bez potrzeby się on na niego gniewał. No jak można było się na takiego niewinnego ucznia gniewać? Nie miał serca, aby to zrobić. A tym bardziej, iż trochę było mu przykro, że tak na niego nakrzyczał. Miał wyrzuty sumienia. Serce się kraje. On nie może tak po prostu krzyczeć na kogoś. On nie chciał przecież. Ale ważne, że teraz jest wszystko dobrze. Nie powinni chyba teraz się tym przejmować. Po prostu pewnie próbował coś upolować, tak. Tak uznajmy. Chociaż Brązowa Blizna nie zna prawdziwej wersji. Chociaż naprawdę bał się, że coś mu się stanie. Jakby tu przybiegł potwór? To przecież gdyby mu nie pomógł, straciłby łapę, i nie mógłby zostać wojownikiem, i najprawdopodobniej trafiłby do starszyzny, przecież tam są psy, które nie mogą walczyć czy polować. Nie Brązowa Blizno! Koniec. Za dużo scenariuszy już masz w głowie. Nie myślimy o tym. Koniec. Za dużo tego, naprawdę. Albo jeszcze by brakowało, aby Migocząca Łapa skończył z imieniem, które opisuje to zdarzenie. Na przykład przecież on ma takie. Dobra, naprawdę koniec. Za dużo myśli naraz. Delikatnie go dotyka nosem po głowie, po czym wstaje. Czując, że Brązowa Blizna się ruszył, Migocząca Łapa też wstaje.
— Wróćmy do obozu, przecież nie będziemy tu siedzieć cały czas. Pójdziemy na następnym treningu na walkę — odparł, mówiąc optymistycznie.
— Walkę? — powtórzył ciągle tym samym tonem Migocząca Łapa, czy on go słuchał? Czy też się zamyślił o na temat tego zdarzenia?
— Tak, nauczymy się walczyć. Znaczy. — Ugryzł się w język. Przecież on umie walczyć. — Nauczymy się podstaw walki — odparł już szybciej i ruszył po swoją przepiórkę. Którą zostawił gdzieś tam. A uczeń wrócił po swoją mysz.
Tę mysz, z której do końca Brązowa Blizna nie był zadowolony. No cóż, pierwsza zdobycz. A potrenuje przecież jeszcze z nim polowanie. Jednak w opinii Brązowej Blizny, trzeba urozmaicać treningi uczniów. Aby nie mieli ciągle czegoś pod rząd. Tutaj nauczą się tego, a tam tego. Nauka przez zabawę też jest dobra. A uczniowie lubią treningi walki z tego co wiedział. A jeśli będzie wolał polować, będą polować, ale po treningu walki. Wszystko jest przecież tak samo ważne. Wypadałoby tylko wymyślić jak ten trening przeprowadzić. A najlepiej wtedy by było przez zabawę, pobawi się młody, i się czegoś nauczy. Czyli jak już było wspomniane — jego ulubiona forma nauki. Nie będzie wtedy kojarzył nauki z jakimś cierpieniem. A do tego sam będzie raczej kojarzony z miłym i dobrym mentorem. Idealnie.
 
Słońce już było wysoko. A jego ucznia brak. A umówili się, że przyjdzie do niego po posiłku, aby miał siły. Ile można jeść? No dobrze, może tylko Brązowa Blizna je jakoś szybko, a potem biega, ale naprawdę, aby tak długo? Ile on już je? Cały sezon najpewniej. Wzdycha ciężko i już miał się kierować w stronę legowiska uczniów, bo widział, że tam jadł posiłek, kiedy z niego wybiega nie kto inny, jak właśnie Migocząca Łapa. Ha! Nauczył go biegać, a przynajmniej startować, bo właśnie widział, jak biegł w jego stronę, aż prawie się zderzyli, jednak uczeń wyhamował w porę.
— Bardzo dobrze! — pochwalił go mentor i pokazał głową na wyjścia z obozu. — Gotowy? — zapytał dla pewności.
— Tak, Brązowa Blizno — odpowiedział uczeń i ruszyli truchtem w stronę wyjścia z obozu. Oczywiście nie od razu biegiem. Nie chcieliby jeszcze raz widzieć swoich posiłków.
Ruszyli więc do pola, oczywiście teraz mentor będzie mógł pilnować swojego ucznia, aby nie wpadł na tory. Wprost przeciwnie! Nawet zaprowadzi go w tę część, gdzie bliżej jest do granicy niż do torów. Wojownicy z innego klanu go nie zabiją, raczej. A potwór już tak. Dlatego, też będzie go pilnować, aby nie przekroczyli granicy. Nie chciałby mieć problemów z wojownikami wrogiego klanu. Nikt by nie chciał.
— Gotowy? — zapytał szybko, zatrzymując się między złotymi kłosami.
Dlatego też Brązowa Blizna wybrał takie miejsce? Uczeń nauczy się walczyć z przeciwnikiem, którego też do końca nie widzi. Musi być przecież szybki i zwinny, nie da się zaatakować psa szybszego od siebie. A jak się będzie atakowało przeciwnika z kilku stron, nie będzie wiedzieć skąd się przygotować na atak. Oczywiście, znał jego zdanie, na temat walki, że nie chce zabijać innych, i tym podobne. Ale przecież nikt mu nie każe zabijać. Brązowa Blizna sam wiedział, że on nie lubi atakować. Najlepsza jest obrona. Nikt przecież tak po prostu nie chce atakować innych. No, chyba że jesteś na patrolu. To wtedy też wypada podejść i wyjaśnić sprawę, jak pies z psem. Ale nie zawsze Brązowa Blizna prowadzi patrol, często wtedy musi atakować.
— Tak — odparł uczeń, jakoś chyba niechętnie. Chociaż Brązowa Blizna się z jednej strony nie dziwił, a z drugiej, było mu trochę przykro.
Ze swojego doświadczenia, wiedział, że to wina nauczyciela, że uczeń nie jest zainteresowany lekcją. Przez co chciał wymyślić, jak mógłby z nim tę lekcję przeprowadzić, aby go zainteresować. Na pewno przez zabawę. Nie będzie się przecież nudził, tak jak było to wspomniane. Tylko w co? I jak to zrobić też jako nauka? Pobawiłby się z nim w berka, ale wtedy tylko bardziej by go nauczył biegać. Chowanego? Węch, czyli też niby polowanie. Ale jak walkę? W walkę, tak jak szczeniaki nie będzie się bawić przecież. Ale mogliby się teorii jakoś pouczyć, wtedy na pewno by nie mogli się bić, to później może trochę. Na pewno będą walczyć, ale nie teraz, kiedy on musi jeszcze go nauczyć tylu rzeczy o walce. Chociaż z drugiej strony… miał już pomysł. A do tego musiał na pewno wykorzystać pole.
— Wiesz co? Mam pomysł, zrobimy tak — zaczął wojownik. — Zrobimy taką mini zabawę. Zanim zaczniemy trenować. — Oczywiście, i tak będzie się uczyć w czasie zabawy.
— A w co? — zapytał już chyba bardziej zainteresowany uczeń, czyli tak jak myślał mentor.
Z tego był zadowolony, rozbudził jego ciekawość. Czyli na pewno trening będzie ciekawszy, dla niego, i dla Brązowej Blizny. Migocząca Łapa otrzyma naukę, i nie będzie się nudzić. A przynajmniej Brązowej Bliźnie nie będzie przykro, że go zanudza. 
<Migocząca Łapo?>
[965 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia, Migocząca Łapa 2 Punkty Treningu]

5 lutego 2021

Od Brązowej Blizny CD Migoczącej Łapy

— No ja mam nadzieję — parsknął sarkazmem, otrzepując się z zimnego śniegu. Spojrzał na niego.
— No to, co mam zrobić? — zapytał uczeń podekscytowany.
— Musisz jak najszybciej przebierać łapami, i jak najdalej je wyciągnąć, im dalej wyciągasz łapy, tym szybciej biegasz, i musisz też szybko przebierać łapami. Popatrz — odparł dumnie, że może nauczyć kolejnego szczeniaka, jak się biega i ruszył biegiem przed siebie, jak najdalej wycinając łapy. — Widzisz? — zapytał, już wracając do niego spokojniej.
— Widzę.
— Spróbuj — zaproponował i machnął ogonem energicznie.
Machnął ogonem i usiadł, przyglądając się młodemu, jak zobaczył, że Migocząca Łapa wystartował, od razu go to trochę rozśmieszyło. Dobrze próbował wyciągać łapy do przodu, ale widząc również, jak Migocząca Łapa robił to starannie, jak się starał. To i tak nie wykonał jego wcześniejszego polecenia, czyli szybko przebierać łapami. Przez co wyglądał, jakby ktoś zwolnił czas. W końcu nie wytrzymał i się zaśmiał, z drugiej strony to też było urocze. Ale na szczęście uczeń nie mógł usłyszeć owego śmiechu, bo był trochę już za daleko. Brązowa Blizna musiał wstać i ruszyć za nim truchtem. A Migocząca Łapa, jak widział, on próbował przyspieszyć, przez co trochę zaczął szybciej przebierać łapami. Tak jest! Bardzo dobrze Ci idzie — pomyślał zadowolony mentor, kierując się za nim w stronę pola. Aż przyspieszył, aby wyprzedzić ucznia, oraz popatrzał na niego zza ramienia. Przez swoją nieuwagę prawie wpadł na drzewo! Ale na szczęście tylko się potknął o jego korzeń, i ledwo co utrzymał się na łapach. Oczywiście musiał zwolnić. Zatrzymał się i spojrzał na ucznia. Który po chwili pojawia się u jego boku.
— Widziałeś? Dlatego trzeba uważać, jak się biegnie, inaczej wpadnie się na drzewo, lub potknie o korzeń — oznajmił szybko, chociaż i tak pewnie o tym on wiedział. No trudno. Przynajmniej miał o czym powiedzieć. — A to, co przed chwilą zrobiłem, było tylko potwierdzenie moich słów.
— Biegniemy dalej? — zapytał pośpiesznie uczeń. Czy on go słuchał?
— No dobrze, widzimy się przy polu — parsknął Brązowa Blizna i ruszył biegiem w stronę pola, zostawiając za sobą ucznia.
Wojownik ruszył, jak już wcześniej było wspomniane w stronę pola. Już widział na horyzoncie złote kłosy, kiedy się zatrzymał i spojrzał za siebie, czy Migocząca Łapa biegnie za nim, czy coś. Ale oczywiście nie zobaczył go. Lisie łajno! A co jeśli się zgubił? Przecież to będzie jego wina. Na pewno zna tereny! Ale czy on miał pewność? A jeśli wpadł pod pociąg? Proszę, Gwiezdnych, niech to nie będzie prawda. Przecież on się załamie. Ale gdzie on mógł się podziewać? Może jednak nie wyszedł jeszcze z sadu? O nie, proszę nie. A może pobiegł, bo myślał, że na skróty, i pobiegł na dworzec. Albo co gorsza, na tereny Flumine, co miasta? Przecież jak go patrol złamie… albo, co gorsza dwunożni! Nie, nie. Brązowa Blizno nie myśl tak. Na pewno go wyprzedził. Poza tym, że to nie możliwe, bo przecież on jest szybszy! A może wrócił do obozu? Do stajni? Przecież, po co miałby wracać? Sam chciał biegnąć dalej. Otrzepał się zestresowany. I co on ma zrobić biedny. Oczywiście, że iść po niego. Tak, jest dobrym mentorem i umie zadbać o ucznia. Co z tego, że go właśnie zgubił. Znajdzie go. A jak już go znajdzie, to więcej nie będzie takich rzeczy robił. Ruszył biegiem powrotem w stronę sadu. A jeśli jakiś wojownik go tam znalazł, a on jest bez opieki? Uczniowie nie mogą wychodzić sami. No nie, i co on zrobi? Proszę Gwiezdni, niech nikogo tam nie będzie. Przecież on sam ze sobą będzie się źle czuł. Przyspieszył jeszcze, chociaż i tak to nic nie dało za bardzo, bo i tak jak na siebie to próbował pędzić. Oczywiście nawet nie zdążył dobiec do sadu, był dopiero w połowie drogi gdy wypatrzył sylwetkę swojego ucznia noszącego coś w pysku. Podbiega do niego.
— Migocząca Łapo? Co ty trzymasz? — zapytał, jeszcze będąc trochę dalej od niego, ale im bliżej niego był, tym bardziej widział, że to była jego mysz. Tą, którą wcześniej upolował. Migotek zatrzymuje się i rzuca na ziemię swoją mysz.
— Prawie zapomnieliśmy o mojej myszy! — przypomniał dumnie uczeń i wypiął pierś do przodu.
— Oczywiście, jak mogliśmy o tym zapomnieć? — parsknął i spojrzał na jego zgniecioną mysz. — Ale będziesz tak z tą myszą biegać?
— A czemu nie?
— No wiesz, jak się potkniesz, lub coś, to możesz się wywrócić na mysz.
— Nie wywrócę się! Ja będę uważał.
— No dobrze — powiedział trochę ciszej i ruszył już uspokojony w stronę złotych kłosów.
Ruszyli w stronę pola, ponownie. A przynajmniej dla mentora ponownie. Już widział złote pole, i odwrócił się, czy Migocząca Łapa tym razem się nie zgubił. Na szczęście się nie zgubił. Więc nie musiał się o nic martwić. Pies ruszył dalej, wchodząc do pola. Może tutaj coś jeszcze znajdą? W sensie, że zdobycz. Wojownik spogląda na Migoczącą Łapę, który wchodzi za nim do pola. On się sam zatrzymuje.
— Popolujemy tutaj, jak przyniesiemy dużo zwierzyny, będziesz miał czym się pochwalić — odparł, po czym nie czekając na odpowiedź, ruszył przez kłosy.
Uginały się, oczywiście niektóre. Brązowa Blizna przecież nie jest jakiś ciężki, czy gruby. Wziął wdech, i przez chwilę analizował zapachy. W końcu, po tej analizie dochodzi do wniosku, że przed nim jest gdzieś przepiórka. Taka mała kura… Ruszył ku niej. I po chwili łapie owego ptaka. Bierze ją w pysk i chwilę się rozgląda. Miał nadzieję, że się nie zgubi w polu. Tutaj, nie widział horyzontu. Co było dużym problemem. Wzrusza barkami. I ruszy poszukać Migoczącej Łapy, ciekawe jak sobie radzi. Odkłada na chwilę swoją zdobycz na ziemię i bierze wdech. Zapach jego ucznia dochodził bardziej od strony torów. Co go przestraszyło. Co prawda, bardzo mało biegło tam tych blaszanych, wielkich potworów. Prawie nigdy. A przynajmniej on tak dużo nie widział tego. Ale i tak sam fakt, że on się tam zbliżał, go przestraszył. Wziął przepiórkę w pysk i idzie szybko w stronę torów. Po czym widzi jak Migocząca Łapa... 
<Migocząca Łapo?>
[961 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia, Migocząca Łapa 2 Punkty Treningu]

1 lutego 2021

Od Brązowej Blizny CD Migoczącej Łapy

Akcja dzieje się przed wyruszeniem Brązowej Blizny na wyprawę.
Brązowa Blizna postanowił zabrać na trening Migoczącą Łapę, co prawda byli od razu po zgromadzeniu, ale on przecież da radę. Widział, jak uczeń zasnął jak kłoda, więc powinien dać sobie radę, najwyżej mentor da mu trochę odpocząć. Aż tak to nie da mu wycisku. Co prawda trochę się nabiegają, bo czego się spodziewać po Brązowej Bliźnie? No właśnie. Nauczy go biegać szybko, jak nie umie. Jak będzie umiał tylko normalnie biec, to jak będzie próbował nadążyć za nim, to się nauczy. A jeśli go spyta, jak to robi, to odpowie grzecznie. Potem Brązowa Blizna musi ruszyć na tą wyprawę, ale to dopiero wieczorem, czyż nie? Dostanie te ziółka od swojego dużego przyjaciela i ruszy na przygodę. A teraz ruszył w stronę legowiska uczniów.
— Wstawaj Migocząca Łapo! — powiedział dosyć głośno do jeszcze śpiącego ucznia. No ale cóż miał niby zrobić? Chciał go obudzić.
— Nie śpię! — Od razu się zerwał i spojrzał na mentora. — Co się stało?
— Trening — odpowiedział, po czym wyszedł z legowiska.
— Dobrze. — Powiedział takie słowo, które normalnie brzmiało jak obojętność, ale w tej intonacji było odwrotnie, wydawało się, że jest zadowolony z tego powodu.
Wojownik ruszył wielkim susem w stronę sadu, i — dla niego — długo mu zajęło dotarcie tutaj. Odwrócił się do ucznia, gdy stanął między drzewami. Ale ten jeszcze jego bieg, trochę go to rozśmieszyło. No nie powinien był oczywiście tak osądzać ucznia, po tym jak biegnie, ale miał też nadzieję, że się nauczy za nim nadążać.
Kiedy Migocząca Łapa dotarł do niego, zaśmiał się znacząco, a on popatrzył na niego tym swoim niby obrażonym wzrokiem, chociaż i tak wiedział, że nie jest obrażony. Już go przecież na zgromadzeniu trochę poznał, nie to, że wcześniej z nim nie rozmawiał, ale po prostu znał jego zdanie na temat zgromadzeń.
— Myślę, że dzisiaj zaczniemy polować, znasz pozycję na polowanie myszy?
— Eee… nie.
— No to patrz. — Po czym przysiadł do pozycji, w której się skrada do myszy. Zaczął się skradać do ucznia, pokazując, jak to się robi. Gdy już był wystarczająco blisko, skoczył na niego zręcznie i go przewrócił. — Tak się poluje na mysz. — Zaśmiał się i zeskoczył z niego.
Migocząca Łapa przysiadł do tej samej pozycji co jego mentor i zaczął skradać się do niego. Jednak po chwili, jak na niego skoczył, to Brązowa Blizna odskoczył. Nie da się zaatakować psów, które są szybsze od ciebie, no chyba że byłby to atak z zaskoczenia, to byłoby inaczej, ale teraz on się tego spodziewał, przez co uczeń wylądował na ziemi.
— Dokładnie tak.
— Aha?
— No przepraszam młody, ale cóż — rzucił, śmiejąc się i cofnął się trochę, przy okazji coraz bardziej wchodząc w śnieg. — Weź wdech i powiedz, co czujesz.
I właśnie tak zrobił, według jego rozkazu Migocząca Łapa wziął wdech. Chyba przemówił do niego tym, że zachoruje, jak go nie będzie się słuchać, a to wyjdzie mu na dobre.
— Czuję drzewa, śnieg, zgniłe jabłka… mysz.
— Super, teraz skup się na myszy, a nie na tych zgniłych jabłkach — rzucił szybko, aby nie zaczął mu tu głupot opowiadać.
— I co mam zrobić?
— Zacząć się skradać — przypomniał.
Uczeń zaczął robić tom co mu kazał, czyli zaczął się skradać do owej myszy, a przynajmniej w stronę jej zapachu. On za to siedział cicho, patrząc na niego. Zauważył po chwili mysz, do której się skradał. Co prawda była chuda, jak zawsze zwierzyna w tą porę, ale co poradzić? Muszą jakoś wyżywić klan. Każda zwierzyna jest na wagę złota.
Widząc, że Migocząca Łapa jest coraz bliżej niej, prawie podskoczył w miejscu. Dla niego to był idealny moment, aby na nią skoczyć, aż w myślach krzyknął TERAZ!, ale uczeń nie mógł tego usłyszeć.
Po kilku uderzeniach serca mysz zaczęła uciekać, ale uczeń był od niej szybszy i skoczył na nią, miażdżąc jej kręgosłup. Ałć, tak się nie powinno zabijać zwierzyny, tylko ją zmiażdżył, a dla niego nie było to nic dobrego. Ale uczeń dumny wziął w pysk swoją zdobycz i zaniósł do Brązowej Blizny.
— Dobrze mi poszło?
Wtedy od razu pies się uśmiechnął.
— Oczywiście! Jednak myślę, że jak skręcisz jej kark, to szybciej ją zabijesz. A mysz, którą upolowałeś? Jestem dumny. Jeśli pozwolisz, zapolujemy jeszcze, a potem odłożysz ją na stercie z zwierzyną, aby inni wojownicy mogli ją sobie zjeść. — Oczywiście, i tak Brązowa Blizna ją weźmie, jak nie będzie patrzył. Inni wojownicy nie powinni tego jeść, a nie chce też, aby Migoczącej Łapie było przykro.
— Nie ma sprawy — odparł i zakopał swoją marną zdobycz pod śniegiem, po czym ruszył w dalszą cześć sadu.
Brązowa Blizna jeszcze spojrzał w miejsce, w którym zakopał on swoją mysz, po czym sam ruszył za nim. Sam może coś tam zapoluje, ale to trochę później, a kiedy? No wtedy, kiedy zobaczy, że uczeń opanował polowanie na myszy. Wtedy dopiero będzie pewien, że dobrze sobie radzi, dlatego też zatrzymał się za jednym z drzew i spojrzał znowu na swojego ucznia, czyli jeśli ktoś jeszcze nie wie, Migoczącą Łapę.
Od razu zauważył, jak uczeń prawidłowo skrada się do myszy, ale samej myszy nie widział, do czego on się skradał? Zaczął się rozglądać, kiedy zobaczył wróbla na krzaczku. Na Gwiezdnych, tak się nie skrada do ptaka! Co on sobie wymyślił? Przecież jak on odleci, to już go nie złapie, na gałąź nie wejdzie. No i teraz zaczęła się panika. Co on wyprawia... Przecież jak wpadnie na te krzaki to sobie tego nie wybaczy. A jeśli na tym krzaku są jakieś kolce i wbiją mu się w skórę? No po prostu nie. I co on ma zrobić? Przecież on nie zrobił nic złego. Z każdym uderzeniem serca Brązowa Blizna widział, jak Migocząca Łapa zbliża się do krzewu. A jemu coraz szybciej serce biło ze stresu. No po prostu nie. Musiał działać, nie chciał, aby coś mu się stało, więc szybko podbiegł do Migoczącej Łapy, przy okazji płosząc wróbla i spojrzał na niego. Nie zdążył nic powiedzieć, bo on był pierwszy.
| — Co ty robisz?!
— Ratuję cię przed wpadnięciem w krzewy, tak się nie poluje na ptaki.
— To nie ma jednej pozycji na polowanie na całą zwierzynę?
— Nie, czy myślisz, że do królika trzeba się skradać?
Teraz to on zamilkł. Wydawało mu się, że czasami uczeń znika z tego świata i pojawia się w innym. Bardziej pod tym względem, że po prostu nagle się zastanawiał i pyk, nie ma Migoczącej Łapy. A nie lubił, jak uczniowie nagle zapominają o tym, co się dzieje. Oduczy go tego na pewno, tylko to trochę potrwa.
— Ziemia do Migoczącej Łapy?
— A więc jak się skrada do ptaka? — zapytał uczeń.
W tym momencie Brązowa Blizna, jak widać, musiał znowu się wykazać swoimi umiejętnościami pokazywania, gdyż tym razem miał pokazać, jak się skradać do ptaka. A do tego jeszcze będzie musiał mu wytłumaczyć, że nie skrada się do ptaków, które są na drzewie, czy też krzewach. Przecież nie chciał, aby jego uczeń miał kolce w futrze, czy też igły, zależy, w co wpadnie. Ale nadal nie chciał przecież, aby to się stało, za żadne skarby. Nie chciał słyszeć pisku ucznia, jak to go boli. Wiadomo że go wtedy zaboli. Kogo by nie zabolało wbijanie się kolców w skórę? No właśnie. Każdego, no chyba że liczymy Dwunożnych w swoim dodatkowym futrze, to wtedy ich to może nie zaboleć, ale pies ma tylko jedno futro, o które powinien dbać. Nie, że Brązowa Blizna chciał kogoś pouczyć, ale powinni uważać. — Trzeba też pamiętać, aby nie polować na ptaki na gałęziach, czy też krzewach. Bo może się to źle skończyć.
— Źle to znaczy jak?
— No wpadasz w krzew i masz kolce w futrze. Albo nie doskakujesz do gałęzi a ptak ucieka — odpowiedział dosyć wyrozumiale i machnął ogonem, oczekując jakiejś kolejnej reakcji. Lubił swojego ucznia, jak każdego w swoim klanie, a może nawet poza. Inni przecież wyglądali przyjaźnie, a nie powinno się określać książki po okładce.
— Mhm…
— Słuchasz mnie?
— Oczywiście.
— Nie masz nic więcej do powiedzenia? — Wyprostował się. — Żadnych pytań?
— Raczej nie, ale mogę ci jakieś wymyślić!
— No dawaj — parsknął i przewrócił oczami.
Ciekawe, co wymyśli. Naprawdę był ciekawy, a tym bardziej, że sam to zaproponował. Śmiesznie przynajmniej będzie, a nie tak sztywno, że wszystko trzeba robić według tego, co on powie i trzeba polować. Trochę śmiechu przecież nie zaszkodzi. A tym bardziej, chciał aby jego treningi były takie luźne. Niech się nie spina, przecież jak będzie ostrym mentorem, to może nie mieć zaufania co do niego, a Brązowej Bliźnie można zaufać! Oczywiście, że tak. On zawsze spróbuje pomóc, no chyba że sam będzie zdenerwowany, ale to rzadkość, taka wielka rzadkość. Nie da się go przecież tak po prostu wkurzyć. Chyba jeszcze aż tak nie był wkurzony… a, nie. Chyba był, nawet sam nie pamiętał, ale to inna sytuacja.
<Migocząca Łapo?>
[1418 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 14 Punktów Doświadczenia, a Migocząca Łapa 2 Punkty Treningu]

29 stycznia 2021

Od Brązowej Blizny

Brązowa Blizna, myśląc, że znowu będzie śnić o tym jak biegnie przez te złote kłosy za marzeniami, położył się w legowisku wojowników. Jednak tak się nie stało, może na szczęście lub też nie, tak się nie stało. A tak gdyby zasnął i zaczął śnić o właśnie tym bieganiu, to może złapałby coś przy okazji. Albo spotkałby kogoś fajnego? Na przykład Wilczy Cień. Tak, Wilczy Cień jest spoko ziom. Zawsze poga… dobra. Akurat on często nie mówi, ale fajnie się z nim rozmawia, jak już coś mówi. Popolowaliby razem! Oczywiście, to dobry pomysł. Plus jeszcze ma ucznia, Migoczącą Łapę, więc mógłby z nim pobiegać. Słyszał, że jest dosyć szybki, ale to równie dobrze mogło być kłamstwo. Ale pobiegać tak sobie z nim? To czemu by nie? Każdy kompan do takiej gonitwy byłby świetny. A do tego jak on zagada? To czemu nie?
Tym razem wojownik nie pojawił się przy polu, czy też przy miejscu, które znał. Tu było zimniej niż na jego terenach, plus jeszcze przecież jest pora nagich drzew. Widział też jakieś inne psy, ale daleko przed nim, a on stał w śniegu po sam brzuch, oraz z silnym wiatrem. Mimo tego, jego sierść się nie poruszała, jakby był jakimś duchem. Co było dziwne, a do tego był w górach. A tu, podobnie jak w lesie zazwyczaj nie wiedział, gdzie jest. Jednak tutaj, widział, skąd przyszedł. Rozejrzał się za siebie, a na dole ledwo co było widoczne pole, tylko je odróżnił, widział też miasto, czy płyciznę, z daleka to wszystko inaczej wyglądało. Nagle gdy spogląda na te psy przed sobą, które wyglądały jak mrówki, teraz dostrzega szczeniaka idącego w jego stronę, jego sierść była biała, przez co zlewała się ze śniegiem, i gdyby Brązowa Blizna był dalej, nie umiałby odróżnić, czy to śnieg, czy też szczeniak. Na pewno przecież jest mu zimno! Wyskakując co chwilę ze śniegu, który się co chwilę pod nim zapadał, po chwili dochodzi w końcu do owego szczeniaka, ale mu nie było zimno. Też mu się sierść nie poruszała, jak jemu samemu. Wydawał się może trochę zagubiony czy… zdziwiony? Nie umiał tego określić, na pewno był skryty, a jego oczy nie pokazywały za dużo. A tego też nie lubił, wolał wiedzieć, o czym myśli pies, z którym rozmawia.
— Ja ci nie zrobię! — od razu go zapewnił. — Może ci zimno lub… — urwał, a bardziej to owy pies mu przerwał.
— Wiem, że mi nic nie zrobisz Brązowa Blizno — powiedział, próbując utrzymać swój łagodny ton głosu. Ale i tak było czuć, że mu się też nie śpieszy.
Na pysku wojownika pojawiło się wielkie zdziwienie. Skąd on zna jego imię?! Obserwuje go z ukrycia? Przecież w żłobku nie ma takiego psa, więc w obozie raczej go nie obserwuje, może jest z innego klanu i się zakrada, aby go obserwować? Nie zdążył nawet odpowiedzieć sobie na to pytanie, kiedy szczeniak zaczął mówić.
— Na zgromadzeniu wszyscy wiedzieli, co się stało.
— Ciemna Gwiazda żyje?
Kiedy zadał on pytanie, to nie usłyszał odpowiedzi, gdyż milczał. A wojownik zaczął się niepokoić. Tego brakowało.
— W miejscu bliskim gwiazdom spoczywa uzdrowienie klanów, Brązowa Blizno.
— A co to znaczy? Jak się nazywasz? Ja nie pamiętam! — rzucił szybko i odwrócił na chwilę głowę. Spojrzał po chwili znowu w miejsce, gdzie stał on, ale on już szedł przed siebie w stronę, gdzie poszły tamte psy.
— Nie zostawiaj mnie tu! — powiedział i zaczął za nim biec, co prawda, nie usłyszał jakiejś odpowiedzi.
Pies z Gwiezdnych zaczął przyspieszać, ale nie było tego widać po jego sylwetce. Nawet taki szybki pies jak Brązowa Blizna nie mógł go dogonić! A tym bardziej niż to, że on nie mógł tutaj zamarznąć. Nie czuł tego zimna, ale czuł przecież śnieg, który co jakiś czas zapadał się pod nim, jak próbował biec. Przecież on się tu zgubi. A robiło się coraz ciemniej, jego oczy się same zamykały, ale nadal biegł za nim. Nie może przecież go zgubić. Jednak po chwili się potyka o ten śnieg, a biegł bardzo szybko, i nie było innej możliwości niż wpaść z wielkim impetem w owy śnieg.
Obudził się w swoim legowisku i szybko podniósł głowę. Zauważył, że wszyscy jeszcze spali. Rozejrzał się po legowisku, naprawdę wszyscy spali. A on miał jakieś sny dziwne. Spojrzał na jednego z wojowników, oczywiście Wilczego Cienia, któremu co jakiś czas unosiła się i podała klatka piersiowa, naprawdę głęboko oddychał. A on? Obudził się nagle i nie wiedział, co się dzieje przecież. Nigdy tak nie robił, a tym bardziej iż nigdy nie śniły mu się obce psy. Po tej wielkiej analizie wstał, i się otrzepał. Nie wiadomo czemu. Myślał, że miał śnieg na sobie, ale nie miał. Sen był zbyt realistyczny… Ruszył dosyć szybkim krokiem w do wyjścia z legowiska wojowników i wchodzi cicho do legowiska medyka. Nie chciał budzić go, w sensie medyka więc próbował to zrobić jak najszybciej. Rozgląda się po legowisku i już miał wychodzić kiedy jego drogę zastawił we własnej osobie Manaci Olbrzym. Był to ogromny pies.
— Jak mnie przestraszyłeś! — powiedział może trochę nawet za głośno, i od razu zamknął swoją jadaczkę.
— Źle się czujesz? Wyglądasz, jakbyś miał gorączkę, czekaj, zaraz podam ci tu coś szybko, bo mi padniesz — zapytał dosyć głośno, tak sam jak on.
— Co ja? Nieeeeeee… w żadnym wypadku. Bardziej chodzi mi o taką jedną małą rzecz.
— Co, jesteś pewien? Dobrze już, dobrze, o co chodzi? Tylko szybko, bo muszę się wyspać, jutro mnie czeka wyprawa po zioła.
— Chodzi mi o mój sen. Nigdy nie śniły mi się psy, których nie znam. A do tego w miejscu, którego nie znam.
— A co ci się śniło? Bo wiesz, sny są różne, ja mam sny z Gwiezdnymi, chociaż czasem to nie, ostatnio śniły mi się zgniłe warzywa, przykry sen, wiesz takie tylko szczegóły, ale opowiadaj swój, opowiadaj. Nie mamy całej nocy przecież.
— Pojawiłem się w górach, gdzie śnieg, sięgał mu do samego brzucha. Wszędzie było biało, a do tego widziałem w oddali psy. Z daleka też za mną, widziałem nasze tereny. Nie znałem tam niczego. Tak samo jak szczeniaka, który po chwili do mnie podszedł. Powiedział kilka słów, a najważniejszym słowami, z tego co zrozumiałem, to było: „W miejscu bliskim gwiazdom spoczywa uzdrowienie klanów, Brązowa Blizno”. I ja po prostu nie rozumiem, spytałem go, o co chodziło, ale on zaczął się oddalać. Niby szedł wolno, a przynajmniej tak to wyglądało, bo był szybszy od mojego biegu! Nie mogłem go dogonić i wpadłem w zaspę… Przez co też się obudziłem.
— Widzisz, mój przyjacielu, wydaje mi się, że tobie także Gwiezdni zesłali sen, a skoro tobie, to ja też już wiem, że to ty. Nasze klany będą w niebezpieczeństwie. Przodkowie ostrzegli nas, a teraz mówią o ratunku. Przekazali mi, że wybraniec musi się udać po coś, co nas ocali od straszliwego losu. Ja muszę zostać tutaj, będzie pewnie dużo pracy, ale ty pójdziesz nas uratować. Nie martw się, jeśli ci powiedzieli, że to ty, to pewnie dasz radę, bo jak nie, to raczej nie przetrwamy, ale o tym nie ma co myśleć. Ważne jest to, że w śnie widziałem pięć psów, idących w góry, szukających. Jesteś wybranym przez Gwiezdnych od nas, więc oni wskażą ci drogę do lekarstwa. Czekają na nas ciężkie dni, choroby i pewnie także śmierć, ale skoro nas ostrzegają, to nas przecież nie zostawią i pomogą. A teraz lepiej pójść spać, a teraz lepiej pójść spać, bo na każdego z nas czeka jutro jego wyprawa i ciebie też to pewnie daleka. Przygotuję ci mieszankę ziół na podróż, przyjdź do mnie o świcie.
Pies był zbyt bardzo zdziwiony przez chwilę. Ale że on, wybrany? Przecież on nawet nie jest dobrym mentorem, albo to on nie jest dobrym uczniem, ale wolał tę pierwszą opcję. Plus jeszcze, że on… no dobrze. Skoro tak Gwiezdni chcą, to czemu miałby się nie zgodzić? To w sumie wielki zaszczyt. Ale ciekawe kto też idzie. Na pewno będzie najszybszy z nich! Bo on zawsze jest taki! Phi. Kto by nie był. Też się bał, że będzie musiał specjalnie zwalniać, aby oni nadążyli. Niestety jest to prawdopodobne.
— A kto jeszcze idzie?
— Powiem Ci, że nie wiem, przecież widziałem tylko pięć psów, ale nie widziałem dokładnie, kto. Ale co prawda gdyby się uprzeć, to na pewno ktoś z innego klanu. Tylko ty otrzymałeś na razie ten sen. Może przecież Gwiezdni chcieli, aby poszedł po jednym psie z klanów. Gdyby poszło więcej z jedno klanu, byłaby to faworyzacja też. Myślę, że jednak naprawdę trzeba iść spać. Wiesz, jak mnie obudziłeś? Plus będę musiał ci zioła przygotować! Wiesz ile to roboty? Lepiej idź już się połóż.
— No dobrze, dziękuję jeszcze raz Manacie, a ty jeszcze pilnuj, aby twoja uczennica się wyspała — odpowiedział Brązowa Blizna i się cicho zaśmiał, a on spojrzał na swoją uczennicę, a dokładniej medyk spojrzał na swoją uczennicę.
— A no tak, musi się przecież wyspać, nie to, że coś, ale lepiej, aby była wyspana, niż zamulała podczas swojego treningu. My medycy mamy inne treningi niż wy, wojownicy. Według mnie też oczywiście ciekawsze. Te zioła i wszystko, przyjemnie to się robi. Cynamonowa Łapa też sobie radzi, wiesz, jak uczennica medyka.
— Rozumiem — odpowiedział tylko, aż mu się trochę szkoda robiło, że musi iść spać, i zostawiać go, chętnie by z nim jeszcze pogadał, a było widać, że jest rozmowny! — No to tak jak kazałeś, idę spać, dobrej nocy! — rzucił jeszcze szybko przez ramię i wybiegł z legowiska medyka.
Wojownik położył się znowu na swoim posłaniu. Teraz dopiero chyba do niego doszło, że będzie musiał pójść w te góry, które widział, nie mógł też powiedzieć, że nie chciał tego. Chciał, a tym mógł pozwiedzać! To będzie idealne, pozna tyle psów, znaczy 4, ale z innego klanu. Może zasłuży na dobrą reputację w innych klanach? Tak! Albo ktoś będzie chciał z nim się ścigać? No chyba, że nikt poza nim by nie lubił biegania, wtedy by pewnie też prowadził. Ale nadal się ciekawił, kto może pójść wtedy, może ktoś ważny pójdzie? Na przykład taka Biała Tęcza, przecież jest z innego klanu, a do tego zastępczynią, znaczy, jeszcze na zgromadzeniu była nią. Może teraz jest już Białą Gwiazdą? Skoro Ciemna Gwiazda nie żyje… a szkoda. Wydawało się, że jest dobrym przywódcą, dla tego klanu to pewnie jest wstrząs. Nie mógłby przecież się wtedy zwrócić jako Biała Tęcza, nie można zwracać się do przywódcy jego starym imieniem. To tak samo jak by on nagle został Brązową Gwiazdą i ktoś by się zwrócił do niego Brązowa Blizna. To jest wielka zniewaga, a on by był najszybszym przywódcą haha! Chociaż wtedy musiałby przemawiać przed innymi klanami… a co to dla niego? On da radę, jak to powiedział Migocząca Łapa, on jest doświadczony, co prawda w słuchaniu, ale nadal jest. Ale też wracając do jego, przyszłej przygody, to ciekawe co mu medyk da. W sensie będzie to smaczne, czy też nie? Inaczej się przecież zarzyga na oczach wojowników z innych klanów! Na pewno tego nie chciał, a co te zioła by robiły? Może blokowały odruchy wymiotne? Dobra, Brązowa Blizno, nie myśl o tym. Położył łeb na swoich przednich łapach i zamknął oczy, próbując zasnąć. Nie udawało mu się to przez długi czas… za dużo myślał o tym, co się stanie na tej przygodzie.
 [1835 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 18 Punktów Doświadczenia i 20 za opowiadanie o śnie]