Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Krwawy Zew•. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Krwawy Zew•. Pokaż wszystkie posty

19 grudnia 2021

Od Krwawego Zewu CD Aroniowej Gałęzi

Spojrzałem na Aroniową Gałąź, nadszedł czas, aby nasze drogi się rozeszły. Budowanie więzi, nie było czymś stworzonym dla mnie. Nigdy nie spędzałem z kimś tyle czasu. Szykując się na ostatnią rozmowę przypomniałem sobie wszystkie chwile. Od momentu gdy zobaczyłem małą kulkę i załamałem się tym, że biorę na swoje barki odpowiedzialność, po uczucie wypełniające mnie gdy uświadomiłem sobie, że mogę stworzyć potwora. Pamiętałem jej upadki, ale i też wzloty, gdy dumna i zadowolona przychodziła do mnie, licząc na pochwałę, jej gorycz kiedy jej nie dostawała. Tyle razy widziałem smutek w jej oczach, ale on gasnął. Gdy moje serce się cieszyło, widząc, jak staje się twarda. Trzymałem ją zawsze na dystans. Teraz stała przede mną pewna siebie, rozstawiająca wszystkich po kątach. Szczera, bezpośrednia, ale nie prawdomówna. Wiedziałem, że nie wpoiłem jej tworzenie braku więzi, otaczała się gronem znajomych. Nie mogłem jej tego zabronić, każdy miał wybór. Obserwowałem ją również poza naszymi treningami, w środku czułem, że mimo wszystko, nie udało mi się stworzyć swojego sobowtóra, nie stała się potworem. Miałem do siebie żal, że być może poświeciłem jej zbyt mało czasu. Nie szykowałem żadnej przemowy końcowej.
— Gratuluje zakończenia treningu.
— Dziękuję, czy mogę cię o coś zapytać?
— Słucham?
— Jesteś ze mnie dumny?
— Nigdy nie jestem dumny, nie odczuwam takich emocji.
— Co sprawiło, że taki jesteś? Twoje blizny?
— Jesteś ciekawa mojej przeszłości, prawda?
— Od zawsze.
— Nie otwieram się przed nikim, zawsze taki byłem.
— Wiesz, co inni mówią o tobie?
— Chodzi Ci o to, że jestem kłamcą, że mnie nienawidzą, że woleli, bym nie żył, mają mnie za kanalie, czarną owce, nie mam litości, uwielbiam bójki, rywalizację, jestem arogancki, egoistyczny wręcz znienawidzony, nie robię nic za darmo, to prawda taki jestem, lubię taki być, pracowałem na to całe życie.
— Co zyskałeś na tym?
— Siłę, samotność, spokój.
— Nigdy nie chciałeś żyć normalnie? — Jej oczy aż błyszczały z ciekawości.
— Normalnie — wybuchłem śmichem, pełnym pogardy, złośliwości. — Czym dla Ciebie moja droga jest normalność? Rodziną, przyjaciółmi? Oni wszyscy dzisiaj są, jutro może ich nie być! Pojawiają się i znikają kiedy są potrzebni. Są nieprawdziwi, marnowanie czasu — warknąłem.
— Prawdziwi przyjaciele nigdy nas nie opuszczają!
— Jesteś naiwna! A gdy umrą, kto ci zostanie? NIKT! ZOSTANIESZ SAMA!
— Ty już jesteś sam.
— Dlatego nic nie tracę, nie tracę czasu, nadziei, wiary, nie tracę niczego.
— Twoi rodzice? Myślisz, że są z tego dumni?
Wydałem z siebie warkot z głębi gardła, był najbardziej przerażający, jaki tylko można było sobie wyobrazić. Oznaczał on, że nasza rozmowa dobiegła końca i nigdy więcej ma nie wracać do tego tematu.
Aroniowa Gałąź miała odrobinę oleju w głowie i zamilkła. Rzuciłem jej tylko pełne gniewu spojrzenie, po czym odwróciłem się plecami i odszedłem. Zostawiłem ją z wielką niewiadomą, z niedosytem, małą iskrą i setkami pytań, dzięki którym nigdy o mnie nie zapomni.

***

Kolorowe liście, masowo zaczęły opadać z drzew, choć dla mnie były one tylko czarno białe. Bacznie obserwowałem wszystkich, nic nie było w stanie mi umknąć. Zjawiałem się i znikałem, budząc odrazę w pozostałych członkach, niejednokrotnie ścierałem się z innymi samcami, głównie o pierdoły, szukając zaczepki, adrenaliny, upustu dla swojej złości i frustracji. Tego popołudnia walczyłem z Liderem bezgwiezdnych, pozostawił mi brzydką krwawiącą ranę na boku. Gdy usłyszałem szelest, zatrzymałem się, to nie były liście niesione przez wiatr.
— Aroniowa Gałąź — warknąłem. Czy ona myślała, że umknie mi niezauważona, a może wcale nie chciała pozostawać w ukryciu? — Jeśli zamierzasz zabrać mnie do medyka bądź mi pomóc od razu lepiej zniknij mi z oczu — zawarczałem ostrzegawczo.

< Aroniowa Gałęzi? >
[566 słów, Krwawy Zew otrzymuje 5 punktów doświadczenia]

10 grudnia 2021

Od Krwawego Zewu CD Aroniowej Łapy (Aroniowej Gałęzi)

← Poprzednie opowiadanie
ma to miejsce gdy Aronia była jeszcze uczniem
Czułem, jak pewność Aroniowej Łapy spadła, na widok grubego dwunoga.
Minus, utrata wiar we własne siły. Ulotniłem się szybko, pozostawiając ją z własnymi lękami, samą, z daleko przyglądając się całemu zajściu.
Gdy sytuacja, wymknęła się spod kontroli, wkroczyłem do akcji. Gdy wprowadziłem nas w na bezpieczną odległość, ze spokojem odetchnąłem. Nie było najgorzej, ale nie byłbym sobą, gdym nie wybrzydzał. Zabrałem się za jedzenie, patrząc, jak młodej cieknie ślinka, nie miałem zwyczaju się dzielić, więc tego nie zrobiłem. Zbierałem myśli co mam jej powiedzieć. Gd przełknąłem ostatni kęs, usiadłem i wbiłem w nią swoje lodowate, niemal nieobecne spojrzenie.
 — Wiesz, co przyczyniło się do porażki?
 — Jakiej porażki? Przecież zdobyłam to co chciałeś! — wydawała się zaskoczona moim stwierdzeniem.
 — Już oceniając "przeciwnika" straciłaś pewność siebie.
 — Byłam realistką.
 — Nie! Nigdy nie możesz wątpić w siebie, jeśli nie uwierzysz, nie przekroczysz granic swoich możliwości. Musisz wyjść ze strefy komfortu, mierzyć wysoko, nigdy nie wątpić w siebie, chociaż mogłoby się wdawać, że nie masz szans. Wiesz, dlaczego jeszcze żyje? Choć każdy chciałby, bym zdechł? Czemu nosze na ciele tyle blizn?
 — Nie - szepnęła
— Bo nie potrafię stchórzyć, zawsze wieże w siebie, czasami przegrywam. Jednak nigdy nie stanąłem do walki, mówiąc, że przegram. Chce zaszczepić w tobie, pewność siebie, egoizm nic nie jest ważniejsze od twoich potrzeb, zawsze myśl o sobie, jeśli chcesz być silna, pamiętaj, ból czyni nas silniejszymi, nie możesz się go bać, tak samo jak samotności

<Aronia?>
[239 słów: Krwawy Zew otrzymuje 2PD]
 

11 września 2021

Od Krwawego Zewu CD Srebrnego Pyłu

Myślałem, że jest nieco mniej dziecinna. Jednak chyba się przeliczyłem, gdy zobaczyłem, jak beztrosko bawi się patykiem. Przed oczami miałem małego głupkowatego szczeniaka, a nie prawie dojrzałą samicę. Przewróciłem oczami i postanowiłem przerwać jej tę zabawę. Po chwili zabrałem jej zabawkę, którą był owy kijek. Podeszła do sprawy bardzo dojrzale. Postanowiła się obrazić, strzelić focha, wracać do obozu, no super szczeniackie zachowanie. To mnie załamało. Puściłem kijek, usiadłem na tyłku, lekko przekręcając głowę. Wtedy srebrny Pył odwróciła się, sprawdzając, czy aby za nią idę. Czy myśli, że ja, dojrzały pies będę podążał za mentalnym dzieckiem?
— Idziesz? — mruknęła niezadowolona.
— Znam drogę powrotną — prychnąłem niezadowolony.
— Jak sobie chcesz — ruszyła truchtem w stronę obozu, nie odwracając się już więcej za siebie.
Leniwie przeciągnąłem się, miałem swoje sprawy na głowie. Od niedawna byłem mentorem Aroniowej Łapy, musiałem się z nią spotkać i przeprowadzić jej trening. Nie wiem kto wpadł na tak wspaniały pomysł, abym miał ucznia. Nigdy nie widziałem w takiej roli, ale jeśli mogę niewinnej istocie namieszać manipulacyjne w głowie, to z ogromną przyjemnością to zrobię.

***

Po treningu z Aroniową Łapą udałem się na moje ulubione miejsce, czyli na mur, skąd widziałem wszytko, mogłem się tam spokojnie położyć i obserwować z góry całą resztę.

<Srebrny Pył?>
[207 słów: Krwawy Zew otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia + Aroniowa Łapa otrzymuje 1 Punkt Doświadczenia]

28 maja 2021

Od Krwawego Zewu — zgromadzenie klanów

Przyszedłem na zgromadzenie klanów. Szczerze sam nie wiem, co ja właściwie tutaj robiłem. Nigdy mnie nie interesowało w sumie, co się działo na tych schadzkach. Kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Rozejrzałem się w koło, znaczna część psów się już zebrała. Usiadłem więc z tyłu, tak aby nie rzucać się nikomu w oczy. Moją uwagę przykuł Jazgot. Nerwowo rozglądałem się dookoła. Czemu tak młody pies z Bezgwiezdnych przychodzi sam? Przecież nie pełni zbyt ważnej roli. Czemu nie zjawiła się liderka? Albo zastępca? Tylko przysłali jakiegoś młodego wojownika. Wiem, że Bezgwiezdni nie są mile widziani tutaj, ale przecież na pewno zostanie poruszona sprawa morderstwa szczeniaka. No tak jak myślałem, nie musiałem na to długo czekać. Sowi Pazur chrząknął głośno.
— Bez przedłużania.
Zrozumiałem, że chyba właśnie wszyscy przybyli i zgromadzenie się rozpoczyna. Bezgwiezdny szybko się wyrwał.
— Nasz szczeniak wszedł na tereny Tenebrisu i został zamordowany.
— Szczeniak jaki szczeniak, Sowi gdzie moje dzieci — wrzasnęła Rzepakowa.
— Zostały w obozie — opowiedział spokojnie.
Po chwili nasza liderka spojrzała w stronę młodego Bezgwiezdnego.
— Zajmuję się już tą sprawą. Szukam sprawcy, który gdy tylko uda mi się go znaleźć, zostanie w trybie natychmiastowym wydalony z klanu — wyjaśniła spokojnym tonem.
Już nie mogłem się doczekać kiedy to się stanie, naprawdę, jednego rywala mniej.
— Wierzę, jednakże wolałem usłyszeć to na własne uszy, jak również poinformować inne klany o sytuacji. Wierzę głęboko w wasze zdolności znalezienia sprawcy. W końcu niebezpiecznie jest mieć mordercę dzieci wśród swoich — odezwał się młody Bezgwiezdny.
— W takim razie świadek mógłby opisać sprawcę — odparł brązowy wojownik.
Malwowy Ogon nagle podniosła głos:
— A czy ten świadek był z klanu?
— Chciałbym zauważyć, że Tenebris rzecz jasna, jak każdy klan, nie mógłby wydać członka własnego klanu. Jedynym światkiem może być Bezgwiezdny, ale najwyraźniej śmierć szczeniaka nie jest tak ważna, skoro nie raczyli się tutaj pojawić — odparł Krzaczasta Łapa.
— Owszem jednakże nasz świadek widział, jak szczeniak zostaje rozszarpany na kawałki na jego oczach. Każdy, kto mierzył się ze śmiercią, a sądzę, że wielu to tu przeżyło, wie jakie to traumatyczne zdarzenie. Poza tym na dziecku dało się wyczuć zapach. Biała Gwiazda współpracuje z nami, starając się z całych sił znaleźć sprawcę. Nie chcemy w końcu niepotrzebnych oskarżeń i rozlewu niewinnej krwi. A co do naszej niewielkiej obecności. Zostało uznane, że jestem odpowiednim przedstawicielem bezgwiezdnych i obecność większej ilości naszych członków nie jest konieczna do omówienia spraw — odparł Jazgot.
— Nawet nie jesteś zastępcą — syknął ktoś w tłumie.
— Nie, nie jestem, a jednak uznano, że jestem kompetentny — odparł Jazgot.
— Zastępcą nie jest, aczkolwiek gada całkiem sensownie — odezwał się Pustynny.
— Czy szczeniak, o którym mówisz, opisał może sprawcę, jeśli nie wypadałoby to zrobić — odparł Brązowa Blizna.
Postanowiłem przestać siedzieć cicho i zabrałem głos.
— Skoro jakiś szczeniak w Bezgwiezdnych przyszedł na nasze tereny to logiczne, że to ich winą jest niedopilnowanie.
— Opis pasuje do więcej niż jednego psa. Jak również jest to sprawa delikatna. Nie możemy przecież wejść na tereny Tenebrisu i żądać wydania sprawcy Pies, który złamał prawo, podlega pod władzę Białej Gwiazdy. Jedyne co możemy zrobić i co z resztą zrobiliśmy, jest poinformowanie jej o wszystkim, co wiemy i liczenie na jak ja szybsze i pokojowe rozwiązanie sprawy.
Ten młody bardzo przynudza, o wiele bardziej wolę zastępcę, jest bardziej porywczy a tak to sama nuda.
— Dokładnie dobrze mówisz wojowniku z Tenebris — poparła mnie Malwowy Ogon.
— Jak i też, nie można zjadać dzieci — Syknął Sowi w moją stronę.
Jakoś bardzo się tym nie przejąłem.
— Owszem niedopilnowanie było naszą winą — przyznał Jazgot.
Spojrzałem w stronę młodego Bezgwiezdnego, przewróciłem oczami i podszedłem do niego.
— Miej oczy szeroko otwarte, on tutaj jest.
— Mógłbyś się ze mną nie spoufalać.
Grzecznie osunąłem się i odszedłem nieco dalej.
— A jeśli można wiedzieć, jak mniej więcej wyglądał morderca? — spytała Malwowy Ogon.
— Skąd mam wiedzieć — odparłem, udając zadziwionego.
— Wolałbym, by pozostało to między nami a Białą Gwiazdą. Nie chcemy niepotrzebnych oskarżeń. W końcu opis jak mówiłem, pasuje do wielu psów. Byłoby słabo, gdyby morderca wyglądał na przykład jak ty. Zaczęłyby się niepotrzebne podejrzenia.
— Czy nie ma innych tematów — odparła Mleczna.
Nudziło mi się, więc rzuciłem pierwszym lepszym imieniem, jakie przyszło mi do głowy, aby sprawdzić reakcje pozostałych.
— Może Jasne Serce pasuje do opisu — zasugerowałem.
— Mam nadzieję, że morderca w Tenebris szybko się znajdzie — odparła Malwowa.
— Można by było przesłuchiwać każdego w tej sprawie po kolei — zaproponowałem.
— Krwawy nie zapędzaj się to rola Białej nie twoja. Przestań straszyć Bezgwiezdnych — odparła lekko poirytowana Mleczna.
— Tak oczywiście chciałabym posłuchać twoich zeznań — mruknęła Malwowa.
Zamilkłem, skoro już kilkakrotnie została zwrócona mi uwaga.
— Raczej nie będziemy chcieli tracić na to czasu — mruknął Sowi Pazur.
— Długo jeszcze będziemy ciągnęli temat szczeniaka? — spytałem już znudzony.
— Chcieliśmy przejść dalej, ale z jakiegoś powodu ty do niego wracasz — westchnęła Mleczna.
W końcu Rzepakowa zmieniła temat.
— Ogólnie to też taka trochę sprawa się pojawiła, że zaczęły nas nawiedzać jakieś dziwne typy.
— W magazynie pojawiło się bardzo dużo dwunożnych, którzy próbują złapać naszych wojowników — Sowi uzupełnił wypowiedź.
Przez chwilę zrobił się szum, po czym zgromadzenie dobiegło końca. Wstałem więc i wróciłem, trzymając się jak zawsze nieco z tyłu za pozostałymi członkami klanu. 
[829 słów: Krwawy Zew otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia +5 za zgromadzenie]

26 maja 2021

Od Krwawego Zewu CD Aroniowej Łapy

Nie obchodziło mnie, co sobie pomyśli, o mnie ten mały móżdżek. Patrzyłem, jak zmaga się z wodnym żywiołem, po dość długim czasie wydostała się na brzeg, wylewając na mnie swoją złość, niemal płacząc. Nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Jest jeszcze mała, jak chce, niech beczy. Co z tego, że omal nie zginęła, przecież przeżyła, o co te nerwy. Nałykała się troszkę słonej wody, co najwyżej będzie ją wieczorem brzuch bolał. To nie ma znaczenia. Ma wolę, walki i życia, a to się dla mnie liczyło. Nie wiem, dlaczego akurat ja miałem być jej mentorem, jednak skoro taka była decyzja.
— No już uspokój się! — warknąłem.
— Nie, bo chciałeś mnie zabić! — lamentowała.
— Gdybym chciał Cię zabić, to bym to zrobił, rozumiesz? To był tylko egzamin, zbieraj się, nie mam całego dnia, przecież.
Aronia uspokoiła się, po chwili głęboko oddychając. Ruszyłem żwawym krokiem w stronę Targu. Idealnie suczka wyglądała jak mały biedny przemoczony szczur. To w sumie nieco ułatwi jej zadanie.
— Co teraz mi zrobisz? — fuknęła.
— Jesteśmy na Targu, twoim zadaniem jest zdobyć ten smakowity kawałek kiełbaski i nie dać się złapać dwunogom.
Suczka spojrzała na stoisko, przy którym stał gruby facet a przed nim stół z wyśmienitym mięskiem, aż ślinka ciekła na samą myśl.
Oddaliłem się od szczeniaka, miała pole do popisu, poszedłem za róg. Przy okazji natknąłem się na dwójkę Bezgwiezdnych, jak im tam Dym i Jazgot. Postanowiłem nieco się zabawić, wykorzystać okazję zdenerwowanie Dyma ostatnim zajściem i użyć sztuki manipulacji. Pomimo że pies mnie przydusił, grając role ofiary, to ja byłem górą. Przy odrobinie szczęścia Dym odwali za mnie brudną robotę, wyeliminuje moich wrogów, a ja nawet nie ruszę łapą. Gdy według mnie rozmowa dobiegła końca, wybiegłem zza rogu sprawdzić jak radzi sobie Aroniowa Łapa. W razie kłopotów musiałem być w gotowości. Skoro jest moim uczniem, muszę dbać o jej bezpieczeństwo, w krytycznej sytuacji. 
<Aroniowa Łapo?>
[306 słów: Krwawy Zew otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia, Aroniowa Łapa 2 Punkty Treningu]

25 maja 2021

Od Krwawego Zewu CD Srebrnego Pyłu

Nie dało się nie wyczuć, iż suczka z lekko była zaintrygowana moją osobą. Nic dziwnego odpowiadałem dosyć zdawkowo, nie rozwijając się. Przecież to nie było przesłuchanie, a właśnie tak się poczułem. Jednak dotknęła ją już po chwili lekka irytacja moją osobą. To nie było dla mnie nic nowego. Gdy dowiedziała się, że byłem na patrolu, dała po sobie poznać, że jest nieco zawiedziona moją odpowiedzią. Jak nikt inny potrafiłem wyczuć jej intencje, jeśli chodzi o robienie komuś po złości. Nie trudno było się domyśleć, że po kłótni z bratem zechce zrobić mu na złość. Przecież wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie życzy sobie, aby jego siostra pokazywała się w moim towarzystwie. Mogłem jej pomóc, lekko zemścić się na bracie, jednak co bym z tego miał? Samo przebywanie ze mną źle wpłynęłoby na reputacje Srebrnego Pyłu. Czy to byłaby korzyść dla mnie? Czy korzyścią dla naszej dwójki byłoby doprowadzenie do szału Lisiego? Analiza ta zajęła mi zaledwie kilka sekund.
— Chcesz wkurzyć brata i potrzebujesz mojej pomocy prawda? — Spojrzałem na Srebrny Pył, prostując się, nieco obdarzając ją dość podłym uśmiechem.
— Nie potrzebuję twojej pomocy! — zirytowała się.
— Jak bardzo niezadowolony byłby twój brat gdybyś szlajała się na widoku w moim towarzystwie. — Mój głos był melodyjny, lekko irytujący ton. Sztuka manipulacji.
Srebrny Pył przyglądała mi się z coraz to większym zaciekawieniem w oczach.
— Czego ty ode mnie chcesz?
— Nie chcę, wiem, że chcesz, bym poszedł z tobą, aby utrzeć nos swojemu bratu.
— Czego chcesz w zamian?
Chwilę się zastanowiłem, ale tak naprawdę to już znałem korzyści podjętej i tak wcześniej przez siebie decyzji. Lisi mnie nie szanował tak jak reszta. Przebywanie w obecności Srebrnego Pyłu, mogłoby nieco lepiej wpłynąć na moją renomę, albo pogorszyć jej opinie, jedno jest pewne, Lisi Wrzask dostanie za swoje. Jednak nie mogłem jej tego ot, tak powiedzieć, udajmy, że robię to z dobrej woli.
— No dobrze Srebrna, to dokąd idziemy?
Jej spojrzenie pałało ogromną podejrzliwością co do mojej osoby. Co do mojej decyzji, ale moje zamiary to moje zamiary. Dostała to czego chciała dumnie pokaże się reszcie w jej towarzystwie.
<Srebrny Pył?>
[342 słowa: Krwawy Zew otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

22 maja 2021

Od Krwawego Zewu CD Aroniowej Łapy

Nadszedł ten czas, kiedy dostałem wiadomość o tym, że zostałem właśnie mentorem niejakiej Aroniowej Łapy. Nie byłem początkowo zachwycony, nawet nie kojarzyłem tych szczeniąt. Wiedziałem, że są, ale nie przykładałem zbytniej uwagi do ich istnienia w klanie. Z jednej strony, fajnie byłoby wychować wspaniałego mordercę. W sumie cieszyło mnie, że mogę mieć wpływ na jakiś mały dopiero co rozwijający się rozumek. Okryć mrokiem, małe niewinne serduszko, zasiać ziarno nienawiści i zemsty, manipulować małe nieskażone żyjątko. Więc nadeszła najwyższa pora by poznać swoją uczennicę. Wiedziałem, jak ma na imię, została mi również opisana wizualnie. Drugie łapki, krótka brązowa puchata sierść, połączona razem z rudobrązową barwą oraz intensywnie niebieskimi oczami. Nie trudno było ją znaleźć. Mała faktycznie była wyższa od innych szczeniąt. Gdy stanąłem przed nią, na jej pysku malowało się zdziwienie. Spojrzałem w jej niebieskie oczy.
— Nie trać czujności nigdy — mruknąłem.
— Co będziemy robić? — Zamerdała ogonem.
— Oszroniony zajmij się swoją uczennicą, nie jestem nianią — mruknąłem.
— Chciałam iść z nią — pisnęła młoda.
— Nie, za dużo tracisz, wtedy. Nie ma, czasu idziemy!
Wyprowadziłem Aronię z terenów klanu, udaliśmy się na plażę. Potrzebowałem ciszy spokoju, braku niepotrzebnych obserwatorów. Po wstępnej rozmowie, jaką mi zafundowała, wiedziałem, że jest dobrą duszyczką, jednak jeśli wszytko pójdzie zgodnie z planem, wkrótce to się zmieni.
— Jesteś wizualnie podobna do mnie gdy byłem mały miałem również długie łapy i niebieskie oczy.
— To fajnie. — Zamerdała ogonem.
— Twoi rodzice to? — Zerknąłem na nią pytająco. Musicie mi wierzyć, naprawdę się nie orientuję w temacie młodego pokolenia.
— Malwowy Ogon i Skalny Potok.
— Skalny Potok powiadasz — mruknąłem.
— Tak.
— Obyś odziedziczyła coś po nim — mruknąłem sam do siebie po cichu.
— Co mówisz? — Spojrzała zaciekawiona.
— Mówię, abyś się skupiła. Zaczniemy od pływania.
— Umiem pływać.
— To się okaże. — Chwyciłem ją za kark, ruszyłem biegiem na molo po czym, rzuciłem, wrzuciłem do wody.
Wszystko działo się bardzo szybko, nie wiem, czy złapała powietrze, w każdym razie wpadła jak kamień w wodę, znikając pod jej powierzchnią. Gdy się wynurzała, przybywała ją fala. Samodzielnie musi stawić temu czoła. Do brzegu miała jakieś czterysta metrów, a morze było dzisiaj wyjątkowo niespokojne. Musi poznać strach, doznać czegoś szokującego, życie jest brutalne i bezlitosne, jej beztroskie życie musi dobiec końca. Od dzisiaj nauczy się walczyć o przetrwanie. Jeszcze kiedyś mi za to podziękuje. Usiadłem, na molo milcząc i czekając. Pomimo że długo się nie wynurzała, nie zamierzałem się ruszać. Musi mi udowodnić swoją wolę walki, tego, że nie marnuje na nią swojego cennego czasu. W końcu nie każdy jest godny zostania moim uczniem. Muszę mieć pewność, że ona jest. 
 <Aroniowa Łapa?>
[415 słów: Krwawy Zew otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia, Aroniowa Łapa 2 Punkty Treningu]

9 maja 2021

Od Krwawego Zewu do Srebrnego Pyłu

Z niemal zerowym entuzjazmem wybrałem się na patrol. Tutaj i tak się nic ciekawego nie działo. Jednak był to mój obowiązek jako członka klanu. Swój patrol zacząłem od ruin, w sumie jakby bardziej się w to zagłębić miejsce to miało swój urok. Nie zamierzałem się przemęczać, wdrapałem się na murek otaczający dworek. Z wysokości o wiele więcej widać, co prawda spacer po nim nie był przyjemny, co chwila natrafiałem na jakieś nierówności lub ubytki. Musiałem zachować czujność i koncentrację co by się z niego zgrabnie nie wypierniczyć. Upadek nie byłby niczym pożądanym ani przyjemnym. W tak dobrze chronionym obozie mogliśmy, żyć bez lęku. Ciekawiej za to było po tej drugiej stronie murów, to właśnie tam koncentrowałem swój wzrok. Poza członkami klanu sprawnie przemieszczającymi się nie dostrzegłem nic, co by miało nam zagrażać, po zrobieniu kilku rundek na murowej ścianie, zwinnie się z niego ewakuowałem, przemieszczając w dalszą część. Idąc przez osiedle domków, wzbudzałem, sporą ciekawość burków dwunożnych. Nie cierpiałem tego fragmentu w sumie z jednej strony, można było pozazdrościć bezgwiezdnym, że mają spokój od pałętających się ludzi. Trzymałem się na dystans, w sumie sam nie byłem pewien, jakiego zagrożenia mam wypatrywać. Najchętniej rozszarpałbym wszystkich dwunogów i ich pupili, aby był tutaj święty spokój jak w naszych ruinach. Na pustym placu kręcili się ludzie, zawsze to samo o tej samej porze roku. W ogrodach również ich nie brakowało. Dlaczego nie możemy, żyć w bardziej zacisznym miejscu. Mój wewnętrzny demon nienawidził tych kreatur. Jak takie miejsca można nazywać terenami, skoro musimy się nimi dzielić. Po ukończonym patrolu ponownie wdrapałem się na mur, mało psów tutaj spacerowało. Mogłem mieć ciszę i spokój. Obserwując z góry, moją uwagę przykuła Srebrny Pył. Nie wiem po prostu, ot, tak sobie patrzyłem. Suczka o męskim imieniu, kto to wymyślił, nawet nie wiadomo jak się zwracać do niej. Położyłem łeb na łapy, przymykając oczy. Wiosenne słońce nie było zbyt intensywne, ale miło wygrzewało choć trochę moje kości po zimie. Do moich uszu dobiły się dzięki jakiejś sprzeczki. To było w stanie na chwilę oderwać mnie od wylegiwania się. Oczy powędrowały za intrygującym odgłosem. Dwa czarne nieco zdenerwowane psy. Poprawka, suczka o dziwacznym imieniu i jej braciszek. Wziąłem głęboki wdech, opuściłem swoje miejsce, kierując kroki w stronę kłócącej się dwójki. Lisi Wrzask zdążył mnie dostrzec, na jego pysku pojawił się grymas i zniesmaczenie widokiem mojej, zacnie wspaniałej osoby.
— Czego tu szukasz rudy zadku — mruknął do mnie niezadowolony. Ale jakże pewny swoich słów.
— Niczego, nie można sobie tak po prostu popatrzeć jak dwójka szczyli się kłóci.
Te słowa wywołały niemałą irytację u tej dwójki.
— Nie jesteśmy już dziećmi — warknęła Srebrny Pył.
— Ohm, doprawdy, wyglądacie jakbyście byli.
— Krwawy nie mieszaj się. — Lisi Wrzask zjeżył sierść na grzbiecie.
— Bo co mi zrobisz — zadrwiłem z niego, wyszczerzając kły w perfidnym uśmieszku.
— Zabieraj te swoje dupsko, nie jesteś mile widziany — warknął.
Przewróciłem teatralnie oczami. Nie interesowało mnie czy jestem mile, czy niewidziany. Lisi Wrzask zdenerwowany moją osobą, spojrzał na siostrę.
— Chodźmy stąd, nie będę tracił czasu na tego dupka.
Czemu odpuścił, prawdopodobnie, nie uważał mnie za godnego siebie przeciwnika. Od zawsze mną gardzono i nie doceniano mnie. Jednak jego mina, gdy Srebrny Pył nie poszła za nim, była bezcenna.
— Siostra idziesz? — Zdziwiony spojrzał na nią.
— Nie — mruknęła niezadowolona.
Musieli się ostro spiąć, skoro olała prośbę brata.
— Jak chcesz, tylko nie pokazuj się nigdzie z tym pchlarzem. — Po tych słowach Lisi Wrzask zniknął z naszego pola widzenia.
Srebrny Pył z niemałą ciekawością przyglądała się mojej osobie.
— Krwawy Zew prawda? — to brzmiało, jakby chciała się upewnić, kim jestem.
— We własnej osobie.
— Jednak to prawda, że jesteś czarną owcą klanu.
— Od razu czarną owcą, ale tak można powiedzieć.
— Wszystkim już zalazłeś za skórę?
— Najwidoczniej nie, skoro jeszcze tutaj stoisz i ze mną rozmawiasz. Znając życie, szybko się to zmieni. — Na moim pysku ponownie zawitał tajemniczy teatralny uśmieszek.
<Srebrny Pył?>
[630 słów: Krwawy Zew otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

9 kwietnia 2021

Od Krwawego Zewu CD Bryzowej Gwiazdy

Czułem, jak wszystko we mnie buzuje. Adrenalina w momencie podskoczyła. Czułem swoją przewagę nad tą marną suczką. Nie obchodziła mnie jej pozycja. Zioła musiały znaleźć się u mnie, tylko tak mogła skończyć się ta zaciekła walka. Nagle moja rywalka wyminęła mnie, ruszając do ucieczki. Spojrzałem jak łapie lecznicze zioła w pysk i zwiewa. Zebrałem resztki swojej determinacji i ruszyłem za nią w pogoń. Moje długie łapy pozwalały mi na wielkie susy, dzięki czemu już prawie ją dorwałem. Jednak w sekundzie zbrakło mi powietrza, zacząłem kasłać, zawirował, świat więc zrezygnowałem z dalszego pościgu. Czyżby choroba wróciła, nie to niemożliwe. Nagle poczułem, jak coś podchodzi mi do gardła, otworzyłem pysk i zwymiotowałem pianą. Cholera to coś dziwnego, zawróciłem więc. Na szczęście w pośpiechu suczka nie wyrwała wszystkiego, złapałem za pozostałości i wróciłem na tereny klanu. To nie był prosty powrót, czułem się paskudnie. Gdy stanąłem u progu legowiska medyczki. Ta spojrzała na mnie zaniepokojona.
— Krwawy co Ci się dzieje?
— Nie wiem, duszę się, wymiotuje pianą, mam zawroty głowy.
— Kładź się tutaj, muszę dokładnie Cię zbadać.
Obwąchała mnie całego, nagle złapała mnie zębami i szarpnęła.
— Oszalałaś? — warknąłem.
— To kleszcz, był zakażony.
Dostałem kilka ziół, miały zneutralizować truciznę, jaką kleszcz mi wpompował.
— To przez niego mam te wymioty i kaszel?
— Tak. Oszczędzaj się Krwawy, teraz. Za trzy dni przyjdź do mnie, chyba że twój stan się pogorszy.
Skinąłem głową i udałem się do siebie. Niestety nie odczuwałem poprawy, znowu powrócił mi ból głowy, gardła, kaszel i ten głupi brak możliwości normalnego oddychania. Nie chciałem zawracać medyczce głowy, więc przybyłem po trzech dniach.
— I jak się czujesz?
— Mam te same objawy co przy poprzednim zachorowaniu na nieznaną chorobę.
Medyczka nic mi nie odpowiedziała, widziałem grymas na jej pysku, co ani troszkę mnie nie uspokoiło. Ponownie przystąpiła do badań.
— To nawrót choroby... — Przygotowała mi lekarstwo. Wypiłem je bez zastanowienia.
— To pomoże?
— Jesteś ponownie zarażony, musisz dużo pić i odpoczywać, ten głupi kleszcz musiał Cię osłabić i złapałeś to dziadostwo ponownie, jednak powinieneś a tydzień czuć się o wiele lepiej. Ogranicz przebywanie z innymi psami.
Skinąłem głową i udałem się do swojego legowiska.
Koniec wątku.
[346 słów: Krwawy Zew otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

19 marca 2021

Od Krwawego Zewu CD Bryzowej Gwiazdy

Jakaś porąbana ta suczka. Kto normalny łapie za kij i nawala innych po głowie. To wstyd mając kły i pazury używać dodatkowych przedmiotów. Zacisnąłem kły, zebrałem się w sobie, bacznie patrząc, gdzie celuje. Rozwarłem szczęki, złapałem za patyk, ścisnąłem z całych sił, łamiąc go. Nie miałem serca, nie miałem litości. Skoczyłem na nią, złapałem zębami za kark i zacząłem szarpać. Głupia długa sierść suczki nieco mi utrudniała, ale w końcu poczułem krew w pysku, udało się przerwać skórę. Poczułem, jak ta menda gryzie mnie w łapę. Naprawdę chce dzisiaj zginąć. Podniosła mi ciśnienie, nikt nie będzie ze mną zadzierał. Puściłem jej kark, aby wbić się w jej bok. Suczka puściła moją łapę, przyszpiliłem ją do ziemi. Warczałem i obnażałem kły, te roślinki były moje nie jej. Spryciara wyślizgnęła mi się, zaczęła się, stawaliśmy na tylnych łapach, siłując się, gryząc, gdzie popadnie. Złapałem ją za ucho i rozerwałem je. To wprawiło moją przeciwniczkę w jeszcze większą furię. Gryźliśmy się zaciekle, krew tryskała, każde z nas po kilku minutach dyszało. Zobaczyłem, jak moja przeciwniczka znowu usiłuje złapać jakiś badyl, uprzedziłem ją, przegryzając badyl.
— Tak się nie bawimy — warknąłem.
Ponownie szczepiliśmy, się gryząc zaciekle, to była walka a nagrodą były zioła, Tenebris ich potrzebowało, nie mogłem przegrać. Musiałem dać z siebie wszystko, ani ona, ani ja nie opuścimy tego. Na naszych ciałach pojawiało się coraz to więcej małych ran. Udało mi się w końcu złapać ją na tyle wygodnie za kark, że ją podniosłem, rozpędziłem się i uderzyłem nią o drzewo kilkakrotnie. Kosztowało mnie to sporo wysiłku, w końcu puściłem ją. Suczka wstała na drżących łapach, wręczała i obnażała kły, nie miała dość, w takim razie również i ja nie zamierzałem zakończyć tego starcia.
— Za kogo ty się masz — warczała.
— Nie twoja sprawa damulko.
— Jak ty mnie nazwałeś, wiesz, z kim zaczynasz?
— Nie i nie muszę wiedzieć!
— Jestem przywódczynią tego klanu a ty intruzem.
— Nie obchodzi mnie, kim jesteś, stajesz mi na drodze do zdobycia lekarstwa, którego potrzebuje mój klan
— Mój niby nie — warknęła.
— Gówno mnie obchodzi twój klan, tak jak ciebie mój więc niech wygra lepszy — warknąłem.
Oboje ruszyliśmy, biegiem w swoją stronę rozwierając szczęki. 
<Bryzowa Gwiazda?>
Dzięki przewadze w sile Krwawy Zew traci PZ w skali 86-99, zaś Bryzowa Gwiazda w skali 51-70. Bryzowa Gwiazda ma przewagę szybkości i może zdecydować się uciec. Krwawy Zew ma przewagę zręczności i — jeśli przeciwniczka nie ucieknie — wygra walkę.
[353 słowa: Krwawy Zew otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

1 marca 2021

Od Krwawego Zewu CD Płomiennego Krzewu (do Bryzowej Gwiazdy)

Tego było już za wiele. Cudem udało mi się ujść z życiem. Walka z tym futrzakiem kosztowała mnie wiele wysiłku. Nie zakończy się to na jednorazowym starciu. Ten dupek jeszcze mnie popamięta i będzie błagał o litość. Los mnie nie oszczędzał, musiałem podczas starcia z nim coś złapać. Przez dwa tygodnie czułem, jak uchodzi ze mnie życie. Idiota, skończony pajac. Mimo braku sił i perspektyw moja przygoda skończyła się dobrze, gdyż zostałem wyleczony. Pomimo próby, jaką podjąłem, nie udało mi się dostać do tej głupiej szklarni. Zawisłem na tej głupiej klamce jak kretyn. Byłem wściekły na siebie i na cały świat. Chociaż nie zamierzałem tak po prostu odejść i odpuścić, bo co jeśli będę miał nawrót choroby. Nie znałem odpowiedzi na to pytanie, jakim sposobem zostałem zarażony, ale całą odpowiedzialność zrzuciłem na tego gnojka. Odszedłem od szklarni z nosem przykutym do ziemi. W głowie miałem setki przemyśleń. Postanowiłem zmienić strategię pora, aby wkraść się na terytorium innych klanów. Nie obchodzi mnie to, że tym sposobem zmniejszam szansę innych na przetrwanie. Najważniejszy byłem ja i moje potrzeby. Musiałem się zabezpieczyć na każdą ewentualność. Tutaj nie da się przewidzieć niczego, sytuacja drastycznie się zmienia z każdym dniem. Nie obchodzą mnie inni, mogą zdychać na moich oczach, to ich problem, że są słabi. Postanowiłem wedrzeć się na tereny Ventusu. Na tych polach musiało coś rosnąć. Musiałem zachować, chociaż odrobinę ostrożności, choć nie bałem się starcia. W końcu poczułem ostry zapach, przylgnąłem do ziemi, nie byłem sam. W zasięgu wzroku widziałem już roślinę, Ona była moja. Podniosłem wzrok i zobaczyłem, jak jakaś suczka pewnie kieruje swoje kroki w stronę zioła. Nie mogłem czekać, poderwałem się i ruszyłem biegiem. Zostałem dostrzeżony, Rzuciłem się na suczkę, aby ją odepchnąć od roślinki. Tak jak mówiłem kto pierwszy ten lepszy. Gdy ta tylko odzyskała równowagę, obnażyła kły. Wiedziała, że jestem intruzem i nie wyglądała jakby ot, tak chciała mi odpuścić.
— Dla twojego dobra, lepiej sobie odpuść — warknąłem, obnażając kły. Moje mięśnie się napięły, byłem gotowy ją przegonić, zrobić wszystko, aby wrócić z tym głupim ziółkiem do swojego klanu.
 <Bryzowa Gwiazdo?>
[340 słów: Krwawy Zew otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

17 lutego 2021

Od Krwawego Zewu

Z dnia na dzień czułem się coraz gorzej, Zaczęło się dość niewinnie, najpierw kasłałem jak bym, miał co najmniej wypluć własne płuca. Kichałem i co chwila czułem, jak coś cieknie mi z nosa. Od czasu do czasu czułem jak łapie mnie ból głowy. Nie spiesznie mi jednak było do medyka. Po co miałem zawracać komuś głowę. To na pewno zwykłe przeziębienie. Funkcjonowałem normalnie, czułem się tylko troszkę osłabiony. Inne psy unikały mnie jak ognia, byłem do tego przyzwyczajony. Jednak po zaledwie tygodniu kaszel i kichanie znacznie bardziej się nasiliło, gardło zaczęło mnie palić, a mi brakowało sił, aby trenować i walczyć. Nie szukałem już zaczepki, po prostu nie miałem na to ani siły, ani chęci. Coraz trudniej było mi oddychać. Jednak nadal, bagatelizowałem swój stan zdrowia. To musiało w końcu samo przejść. Mój nastrój, choć nigdy nie był zabójczo dobry, to jeszcze bardziej się pogorszył. Nie miałem ochoty na nic, z każdym dniem czułem, jak słabnę do tego stopnia, że nastał czas, gdzie nie mogłem oddychać, z nosa ciekło mi niemiłosiernie, przesypiałem niemal cały dzień. Nie mogąc się ruszyć z własnego legowiska. Czułem, jak moja temperatura ciała jest znacznie podwyższona i bolało mnie niemal wszystko. Już było mi momentami wszystko jedno, jako że nie byłem w stanie, samodzielnie się poruszać to przestałem zjawiać się na posiłkach. Moje zniknięcie z życia klanu, nie zrobiło na nikim wrażenia, przecież i tak nie udzielałem się społecznie. Tego dnia czułem, że jest jeszcze gorzej, wybudziłem się z długiego snu, usiłowałem wstać, jednak bezskutecznie. Po raz kolejny upadłem na ziemię, robiąc przy tym nieco więcej hałasu. Nagle usłyszałem, jak ktoś zbliża się w moją stronę. Nie byłem w stanie rozpoznać zapachu, jako że mój nos był całkowicie zatkany. Moje oczy zachodziły mgłą, a ja znowu poczułem senność. Pies coś do mnie mówił, ale to wszystko było bardzo niewyraźne. Zamknąłem oczy i praktycznie chyba zaczynałem żegnać się ze swoim bytem na tym świecie. Nie wiem, jak długo spałem. Ale gdy się ocknąłem, znajdowałem się w obcym mi do tej pory miejscu. Było to legowiska medyka. Ciemny Kieł była to brązowa suczka, która cały czas kręciła się przy mnie, przygotowywała mi jakieś obrzydliwości. Gdy tylko spostrzegła, że się ocknąłem, od razu mi wepchała gorzki płyn do pyska.
— Pij, bo inaczej nie przeżyjesz.
Czy ze mną naprawdę było tak źle? Może trzeba było od razu się do niej zgłosić, a nie czekać aż ktoś mnie tutaj przetransportuje.
— Co mi jest?
— Ofiara epidemii kolejna — suczka westchnęła.
Nie miałem siły na dalszą rozmowę, niekontrolowanie ponownie zasnąłem. Zostałem tutaj na czterodniowe leczenie, zioła i posiłku o wyznaczonych porach, do tego jakieś wzmacniające witaminowe owoce sprawiły, że doszedłem do siebie i mogłem spokojnie o własnych siłach opuścić legowisko medyczki. Gdy opuściłem obóz, spostrzegłem, że mieliśmy nową porę roku nastała pora nowych liści. Myśl o ponownym zachorowaniu sprawiła, że pomimo iż miałem się nie przeciążać, ruszyłem w stronę miasta, otóż po to, by znaleźć odpowiednie zioła, o które wcześniej wypytałem medyczkę. Wiedziałem, że zioła znajdują się najczęściej w okolicy miasta. Dwunożni bardzo często hodują jakieś specyficzne roślinki, więc zapewne istnieje możliwość, że znajdę je po w targnięciu na ich posiadłości. Bez wahania więc ruszyłem do betonowej dżungli, udałem się do miejsca, gdzie dziwaczne istoty przed swoimi wielkimi norami posiadali kawałek zielonego pasma gdzie rosły pięknie pachnące kwiatki. Cudownie było odzyskać węch, po tak długim czasie gdy go niemal całkowicie straciłem. Ciężko było się dostać, na ich posesje, wszystko otoczone było jakimś murem. Po co oni tak bardzo zabezpieczają te swoje posiadłości. Z pogardą patrzyłem na pieszczochy przekłute łańcuchem do budy, lub zamknięte w jakimś kojcu. Te psy nie mają szacunku do samych siebie. Przecież życie na smyczy w niewoli to nie jest życie. Dlaczego oni tak bardzo poświęcają się dla tych dziwnych istot? Niektóre płoty przeskakiwałem, inne podkopywałem, bacznie przeszukując coraz to większe ogrody. Nagle z jednego budynku wylazł gruby facet, trzymał w ręku dziwne coś i wycelował we mnie. Musiałem szybko uciekać, gdyż huk wydawany z tego urządzenia był bolesny dla moich uszu. Zwiałem przez dziurę w ogrodzeniu. Adrenalina lekko skoczyła do góry. Nie zamierzałem się poddać. Zostało mi już kilka posesji do przekopania. Nagle zobaczyłem dziwny szklany namiot, musiałem się tam dostać i sprawdzić co jest w środku. Przeskoczyłem ogrodzenie, jednak szklane drzwi okazały się być zamknięte, musiałem się dostać do środka. Próbowałem się podkopać, niestety po chwili natknąłem się na beton. Głową usiłowałem przesunąć drzwi, lub swoją masą stłuc szkło. Nagle zobaczyłem klamkę, widziałem, jak dwunożni jej używają, stanąłem na dwóch przednich łapach, usiłując ją nacisnąć, kilkakrotnie złapałem zębami i zawisłem na niej, musiał być jakiś sposób, aby się tam dostać. Podjąłem ostateczną próbę. 
Krwawy Zew zawisa na klamce, jednak nie udaje mu się otworzyć drzwi.
[764 słowa: Krwawy Zew otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia i zostaje wyleczony z choroby]

7 lutego 2021

Od Krwawego Zewu

Jak niemal co ranek wstałem w paskudnym nastroju. Jednak tego ranka czułem się nieco inaczej niż zazwyczaj. Jakbym był lekko osłabiony. Jak tylko wstałem, kręciło mnie w nosie i co chwila kichałem. To było dziwne, przecież nigdy nie miałem na nic uczulenia ani alergii. Wtedy przez myśl przeszło mi, że to może ta głupia choroba, która rozprzestrzeniła się na zgromadzeniu. Tylko przecież mnie tam nie było to raz, naprawdę nie często się z kimś widuje. Więc kto niby miałby mi sprzedać to dziadostwo. Przeciągnąłem się, udałem na poranne bieganie, czułem, jakby nieco brakowało mi powietrza w płucach, co chwila musiałem kasłać. Strasznie mnie to irytowało. Do tego wszystkiego, co jakiś czas czułem, że pobolewa mnie głowa. Nie miałem zamiaru zarazić innych, więc postanowiłem trzymać się z dala od pozostałych. Co prawda słyszałem, ze ktoś coś mówił o ziołach, które mogą pomóc w leczeniu tego dziadostwa, jednak nie chciało mi się w to do końca wierzyć. Jeśli mi się nie poprawi, to wtedy spróbuję ich poszukać. Chociaż niby na pozór nie przejmowałem się tym, że mogę posiadać dziwną chorobę, to w środku jednak mnie to lekko ruszyło. A może jednak lepiej jakby nie zwlekał i od razu poszukał tego głupiego zielska, tylko problem polegał na tym, że nie wiedziałem czego mam szukać. 
[211 słów: Krwawy Zew otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

22 stycznia 2021

Od Krwawego Zewu CD Płomiennego Krzewu

Taki wysiłek na początek dnia był dla mnie zbawienny. Jednak nie spodziewałem się, że pies jest tak silny. Zaatakowałem pierwszy, wyszczerzając zęby. Pies się stał nieruchomo, nagle szybkim ruchem wbił mi kły prosto w szyję. Jak ja mogłem dać się tak zrobić. Trzasnąłem o ziemię, wydając z siebie niewyraźne warczenie, poczułem, jak pies mnie dusi. Jak powoli się przemieszczamy. Musiałem szybko się odwrócić i zrewanżować. Rozdarłem mu bark, aż polała się krew.
Tym razem to on wykonał pierwszy ruch. Poczułem, jak zatapia się w moim ciele. Odepchnąłem go szybko, aby nie pozwolić mu na więcej. Szybko złapałem go za kark, zwalając z nóg. Szarpałem jak opętany i nie miałem zamiaru wypuścić. Nie musiałem długo czekać na odwet, poczułem, jak pies łapie mnie za szyję, gdzieś w okolicach ucha. Ścisnął mocniej szczęki, mimo woli musiałem go. Nie zamierzał się hamować i rzucił mnie o betonową ściankę. W powietrzu cały czas latały strzępki naszych futer, a także unosiła się woń krwi, mimo że wiał wiatr. Na lekko drżących łapach podniosłem się, miałem problem, aby złapać oddech. Dostrzegłem, jak napastnik rusza wprost na mnie. Nie miałem, jak uniknąć ataku więc postanowiłem go odeprzeć. Zbiliśmy się z dużą siłą, czułem jego przewagę, ale nie dopuszczałem myśli porażki do siebie. Po kilku kolejnych ciosach czułem, jak tracę siły.
— Wynoś się! — walnął.
Jednak trafiła kosa na kamień. Po tych kilku minutach wiedziałem, że przewagę jeśli chodzi o siłę. Zamknąłem na chwilę oczy, na moim pysku pojawił się złowieszczy uśmiech, prędzej umrę, niż pozwolę sobie odejść z podkulonym ogonem. To był dla mnie początek, musiałem teraz wykorzystać swoje umiejętności na maksa. Otrzepałem się i zobaczyłem, jak kolejne krople krwi spadają na ziemię. Ruszyłem biegiem w jego stronę, złapałem go za przednią łapę, zanim mnie sięgnął, już byłem za nim, gdy się odwrócił, złapałem go za szyję i przyciągnąłem do ziemi. Bez problemu jednak podniósł się wraz ze mną, złapał mnie za klatkę piersiową. Z wielkim bólem wyrwałem się, a w jego pysku zostało futro. Złapałem go za tylną łapę i znowu zmieniłem szybko swoją pozycję. Gryzłem w różne miejsca, gdzie popadało, biegając wkoło niego. Tracił energię, aby nadążyć za mną i odpierać moje ataki. Ja też z każdą chwilą czułem to większe zmęczenie. Ale sprawiało mi to ogrom frajdy. W pewnej chwili dopadł mnie, mocno chwycił za grzbiet i rzucił o ziemię, powtarzając to kilka razy. Jednak nie zastanawiałem się co robić, złapałem znowu jego przednią łapę, zaś on mnie za kark im mocniej on ściskał mnie, tym bardziej ja wgryzałem się w jego łapę. Jeśli postara się mnie odciągnąć to razem z jego własną łapą. Zastygliśmy w tej pozycji, gdyż za nami pojawił się lider.
— Co wy wyrabiacie? Natychmiast przerwijcie walkę! Jak chcecie się naparzać to nie na terenach sfory! Dzieci patrzą.
Faktycznie zebrała się tutaj małoletnia widownia. Jeden z bachorów zapewne doniósł na nas.
Oboje puściliśmy się i wycofaliśmy. Lider dalej nas opierniczał, ale się wyłączyłem. Rzuciłem w stronę psa wrogie spojrzenie
— Jeszcze się policzymy — warknąłem i ruszyłem, wymijając wszystkich.
Nie wiem, kto wygrał, ale gdyby nie mali donosiciele to któryś z nas byłby trupem. Nie czułem się ani wygrany, ani przegrany. Ale zostawiałem za sobą sporo krwawych śladów. 
<Płomienny Krzew?>
[524 słowa: Krwawy Zew otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

16 stycznia 2021

Od Krwawego Zewu do Płomiennego Krzewu

Nie podobało mi się to, że tereny Tenebris są takie małe. W porównaniu do miejsc zajmowanych przez inne klany wydawało się, że jesteśmy mało uwzględniani przez innych. Tak jak byśmy nie znaczyli wiele. Ale to były tylko moje myśli, może inni uważają całkowicie inaczej. Część psów na pewno kojarzy mnie, jak byłem szczeniakiem. Tak wtedy żyłem beztrosko, ale już od początku niczym się nie przejmowałem. Ojciec zawsze był surowy, mama zaś była łagodniejsza. Jednak w moich oczach to zawsze on był głową rodziny. Jego marzeniem było, zostanie liderem klanu. Gdy wyruszali na bitwę, pamiętam jak dzisiaj, gdy po raz pierwszy w życiu mnie przytulił. Zawsze był obojętny, nie szukał kontaktu z synem. Moja matka była w nim ślepo zakochana, to była bardziej jednostronna relacja. Zawsze starała się, aby jej partner był zadowolony, zaś ona nie miała z tego nic. Chociaż okazywała mi jakieś uczucia, to nie byłem w stanie określić, co do mnie czuje. Odnosiłem często wrażenie, że psuję wszystko, czego tylko dotknę, że nie powinienem istnieć na tym świecie. Inni rodzice inaczej traktowali swoje pociechy. Nadszedł ten dzień gdy oboje wyruszyli. Nie przejmowałem się tym, wiedziałem, że mogą nie wrócić. Po kilku miesiącach czułem, że reszta klanu zachowuje się inaczej wobec mnie. Patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem, ale nie wiedziałem, o co im chodzi. W końcu nie wytrzymałem, poszedłem do lidera i spytałem wprost, czy oni żyją, czy nie. On też miał ten dziwny wyraz pyska, jak reszta gdy patrzył na mnie. Jego odpowiedź mnie nie zaskoczyła. Mówił coś o współczuciu, a ja nie wiedziałem, po jakiemu to jest. Bez słowa wróciłem wtedy do ruin. Nie zaprzątałem już sobie więcej głowy tym, że mnie osierocono. Irytowała mnie litość innych, ja jej nie potrzebowałem i ze wszystkich sił chciałem, aby przestali. Uczyłem się pilnie, trenowałem pod okiem swojego nauczyciela. Kiedy stałem się już dorosłym wojownikiem, zamknąłem kolejny rozdział swojego życia. Mój nauczyciel stał się dla mnie nikim ważny, po prostu w tamtym okresie był mi potrzebny, a gdy przestał, po prostu stał się nikim w moich oczach.
Wędrowałem po granicach Tenebris patrolując, czy nikt dzisiaj nie nadzieje się na moje ostre kły, które z chęcią zatopiłbym w czyimś ciele. Niestety to był zbyt spokojny dzień, a gdy schodziłem ze zmiany, napotkałem na swojej drodze Płomienny Krzew. Chyba nigdy mi nic nie zrobił, złego, ale miał pecha, napatoczył się na mnie.
— Dokąd idziesz? — Spojrzałem na niego.
Jego mina wskazywała na to, że nie powinienem zadawać mu ani jednego pytania. Usiłował mnie wyminąć bez słowa, ale stanąłem na jego drodze. Wiedziałem, że on tak jak i ja, potrzebuje iskry, aby wzniecić ogień i właśnie ja byłem tą iskierką.
<Płomienny Krzewie?>
[436 słów: Krwawy Zew otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

„To nie więksi pokonują mniejszych tylko szybsi wolniejszych.”

[kliknięcie przeniesie do karty postaci]