Tegoroczna zima okazała się dość niefortunna dla Płomiennych. Różany Płatek, Wojoniczka Industrii wpadła na hycla, a kiedy przed nim uciekała przez jezioro, lód się pod nią załamał. Trafia do Coelum.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różany Płatek †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różany Płatek †. Pokaż wszystkie posty
9 marca 2022
6 września 2021
Miot w Industrii [Różany Płatek x Płonący Konar]
historia
Oboje doskonale wiedzieli, że to gra, wiedzieli także, jakie są jej reguły. Był to cichy, niepisany kontrakt, który pozwalał im obojgu realizować własne cele — ona dostawała mnóstwo uwagi, a i inne psy patrzyły na nią z jakby większą dozą szacunku, on za to mógł zatrzymać przy sobie wizję wiecznej młodości, bez dorastających szczeniąt, kwitnących kwiatów i umierających drzew.
Tragedią jest gdy para psów, których obchodzą tylko ich własne, pierwotne instynkty doczeka się potomstwa. Tym większą tragedią jest to, że żadne z nich nigdy tych szczeniąt nie chciało. Nie zmieni się to nawet wtedy, gdy nowonarodzone puchate kulki pierwszy raz otworzą oczy i ujrzą nie własną matkę, a obce psy dbające o przeżycie tego niefortunnego miotu.Powiedzieć, że Różany Płatek nienawidzi własnych dzieci to jakby nic nie powiedzieć - są konsekwencją lekkomyślności, chęci spełnienia własnych ambicji; okropnie uwierającą konsekwencją, która uczyniła ją niedostępną w oczach innych samców, niegodną zainteresowania, obarczoną ciężarem.
Płonący Konar natomiast wciąż nie może znaleźć odpowiedzi na swoje pytanie - czy zdoła pokochać szczenięta, przez które jego związek się rozpadł, miot który obnażył prawdziwą twarz jego byłej partnerki? Każda komórka ciała każe mu uciekać, zignorować problem, jednak widma jego własnego dzieciństwa pozbawionego ojca nie dają mu spokoju. Całkiem możliwe, że nie bez celu kręci się w pobliżu żłobka, wciąż zbyt przerażony, by wejść i poznać swoje dzieci.
O powstaniu miotu można dokładniej przeczytać tutaj.
aparycja
Wielkość psa:
○ średnia
○ duża
Uszy:
○ stojące
Oczy:
○ brązowe
○ brązowe
○ bursztynowe
Długość sierści:
○ półdługa
○ akitowa
Kolory:
○ solid czarny
○ solid brązowy
○ solid średnio intensywny rudy/złoty
○ solid biały
○ akita (albo shiba) ruda (najlepiej średnio intensywny/złoty)
○ akita (albo shiba) biała
wszystkie powyższe mogą (ale nie muszą) mieć maski, nie mogą mieć żadnych znaczeń (poza shibami/akitami, one standardowe)
○ solid brązowy
○ solid średnio intensywny rudy/złoty
○ solid biały
○ akita (albo shiba) ruda (najlepiej średnio intensywny/złoty)
○ akita (albo shiba) biała
wszystkie powyższe mogą (ale nie muszą) mieć maski, nie mogą mieć żadnych znaczeń (poza shibami/akitami, one standardowe)
formularz
Aby zarezerwować miejsce w miocie, należy wypełnić poniższy formularz i wkleić na przeznaczonym do tego kanale na serwerze. Miejsca trzeba konsultować z Mantylda#7270 przed wyrażeniem chęci zapisu, ponieważ miot jest półotwarty.
Uwaga! Miot rodzi się 20 września i oficjalnie pojawi się wtedy na stronie, ale kartę postaci należy odesłać do 17 września.
Imię szczeniaka:
Płeć:
Kontakt: (discord, ewentualnie mail/howrse)
zapisani
1. Sasanka, suczka
Mantylda#72702. Jaśmin, suczka
konwalia.lapa.kwiat@gmail.com3. wolne
30 kwietnia 2021
Od Różanego Płatka CD Płonącego Konara
Praktycznie niemożliwe było, by to poruszenie umknęło bacznym uszom i spostrzegawczym oczom Różanego Płatku. Po magazynie zaczęła panoszyć się jakoś nowa, jednak wciąż dziwnie znajoma woń. Suczka próbowała ją sobie zobrazować w myśli i zajrzeć do najgłębszych odmętów wspomnień, by poznać właściciela zapachu. Chłodne i ostre powietrze nieco utrudniało głębsze wczucie się w zapach, co zirytowało Różaną i postanowiła ruszyć się spod legowiska i na własne oczy zobaczyć powód zamętu. W drodze na miejsce, które obrała sobie za cel, dosłyszała jakiś szmer i szepty wśród uczniaków, wyraźnie czymś podekscytowanych. Zdecydowała się do nich nie podchodzić, mimo że prosto i szybko mogła wyciągnąć od nich wszyściusieńkie informacje, jednak sprawa zdawała się na tyle poważna i podejrzana, by Różana zapragnęła samodzielnie ją zbadać.
Wbiło ją w ziemię, gdy przed jej ślipiami ukazała się smukła sylwetka obdarzona złotawym futrem. Zabrakło jej na moment tchu, nie wiedząc, czy to ze zdziwienia, czy zauroczenia tym cudownym widokiem. Nigdy nie sądziła, że będzie dane jej ujrzeć żywego jednego z psów, które zaginęły już dobry sezon temu. Tak też i się stało, że w niewiadomych okolicznościach zaginął jeden pies z każdego z czterech klanów. Ostatecznie uznano je za martwe i zapomniano o nich. Z pamięci Różanego Płatku już niemal zupełnie wymazał się obraz psa, którego to tak sobie bardzo upodobała, mimo że nigdy nie weszła z nim w głębszą relację. Kończyło się na wymianie kilku zdań, czy słów i wspólnych łowach. Gdy ten, jakby rozpłynął się w powietrzu, szara nie tęskniła za nim ani trochę, co też nie oznaczało, że nie ucieszyła się na ponowny jego widok. Oczywistym też był fakt, że poczuła wielką ochotę podbiegnięcia do starego znajomego i zasypania go wodospadem pytań i zagadnień. Musiała się jednak powstrzymać. Wypadało dobrze się zaprezentować, obraz Różanej mógł już niemal zniknąć z umysłu samca. W takim wypadku będzie to jak próba zrobienia dobrego pierwszego wrażenia.
— Witaj w domu, Płonący Konarze — odezwała się miękkim głosem i zamrugała niewinnie powiekami, przyjaźnie, z troską spoglądając na starszego. — Co było powodem twojego zniknięcia? Mów śmiało, o ile, rzecz jasna, chcesz.
Po wysłuchaniu historyjki o Gwiezdnych, wybrańcach i długiej wędrówce, w pamięci szarej suczki odżył obraz silnego i szanowanego wojownika, w dodatku ze zdwojoną siłą. Płonącego Konara można było nawet nazwać teraz bohaterem i niczym dziwnym będzie, jeśli zachwyt i budząca się pokora przed nim będzie jeszcze przez kilka księżyców gościć w sercach klanowiczów. Jakby głębiej pomyśleć, Różana mogłaby też przygotować sobie miejsce u boku Konara, jedynie po to, by inne suczki jej pozazdrościły tak cudownego partnera, bohatera klanu. Ha, czemu by nie spróbować? Życie jest za krótkie na nieryzykowanie, a wizja mienia Płonącego Konara za partnera jest wręcz... Cudowna.
Wieczorny patrol brzmiał jak idealna randka. Różany Płatek łatwo nie przegapi takiej okazji, by pokazać się swojemu obiekcie zalotów w promieniach zachodzącego słońca. Wszyscy dobrze wiedzą, że sylwetka odznaczona promykami wygląda najpiękniej i najsmuklej. Pewna siebie podeszła do świeżo przybyłego z długiej drogi i powitała go uśmiechem.
— Spodziewam się, że wciąż nie wypocząłeś po wędrówce, jednak co powiesz na krótki patrol? Myślę, że spacer po dawno niewidzianym domu dobrze ci zrobi — z góry wykluczała opcję odmówienia, jednak gdyby to się stało, wpadłaby w lekką konsternację i zażenowanie. Liczy na to, że wojownik zdążył się już zauroczyć jej urokliwym spojrzeniem i zawiesił na niej oko, za każdym razem, gdy ją tylko zauważył. Po tej randce zapragnie częściej słyszeć jej przyjemny dla ucha głos i sam dodawać swoje pięć groszy do jej rozmów i dyskusji. Zakocha się, a potem będzie miała go na własność i zrobi z nim, co zechce. Mogłaby pozostać mu wierna do końca swego żywota i równie dobrze go zostawić, jak tylko pojawi się taki kaprys. Tak, to brzmi, jak plan, nawet na całe życie. Kto jej zabroni? Jedynie nieprzyjazne zrządzenie losu, które sprawi, że jakimś cudem Różana jednak nie podpasuje Płonącemu Konarowi lub zaistnieje jakaś inna niesprzyjająca szarej suczce sytuacja.
<Płonący Konarze?>
[639 słów: Różany Płatek otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
12 kwietnia 2021
Od Różanego Płatka CD Lekkiego Serca
Zręcznie odskoczyła za krzak, unikając szponów jastrzębia. Nie uważała, by przygarnięcie młodego lisa pod swoje skrzydła było dobrym pomysłem, jednak, o ile to Lekkie Serce się nim zajmie, nie zamierzała dłużej z nim dyskutować. Niech robi, co chce, dla niej najważniejsze jest to, by jak najszybciej załatwić brudną robotę i wrócić do milszych zajęć. Patrzyła na nijakiego Kitę z góry i gardziła jego gatunkiem. Lisy nie raz wadziły psom, polując i kopiąc nory na ich terenach, a także mógłby stanowić zagrożenie szczeniętom. Fakt, nie były zbyt wymagającymi przeciwnikami w walce, wszak z reguły były mizerniejsze od wojownika pokroju Różanego Płatku, aczkolwiek dla początkującego uczniaka mogły być nie lada wyzwaniem.
— Chcesz go? Nie na mojej warcie. Podejdź tylko, kolego, a oskubię cię ze wszystkich piórek — warknął jej mniejszy towarzysz, najwidoczniej gotowy stanąć w obronie świeżo poznanego lisa.
Idiota. Pomyślała, przeklinając Lekkie Serce pod nosem. Na co męczyć się i narażać własne zdrowie dla byle szkodnika? Trzeba było od razu go wypędzić, tak na robi nam tylko kłopotów, wrzód na dupie jeden.
Ptaszysko krzęknęło, niezadowolone kręcąc się w kółko. Po chwili wzbiło się powietrze, odlatując. Szara westchnęła z ulgą, prostując się. Lekkie Serce wyszedł zza głazu, spoglądając na towarzyszkę.
— Najwidoczniej już odleciał. Mieliśmy szczęście — mruknęła, przerywając chwilę ciszy. Nastawiła uszu i spróbowała wsłuchać się w muzykę lasu, jakby jastrząb lada moment miał wydać z siebie szpetny odgłos ponownie. Co za szczęśliwe zrządzenie losu. Nie zapowiadało się na to, by drapieżnik był w pobliżu i miał zamiar wrócić. Tylko... Co teraz? Podeszła do młodego wojownika, skacząc spojrzeniem to z lisa, to na niego. — Co z nim robimy? — mruknęła, gestem łba wskazując na Kitę.
— Może... Może... Zabierzemy go do obozu...? Wiem, to brzmi jak pomysł godzien mysiego móżdżku, ale on potrzebuje pomocy. — Różaną zamurowało i zaczęła z powątpiewaniem mierzyć wzrokiem niższego. Bez ani krztyny zwątpienia to był pomysł godzien mysiego móżdżku. Jeszcze zacznie atakować i szczuć na innych. Nie ma mowy, by przywódca zgodził się na trzymanie lisa w obozie. Niepotrzebnie marnują na tego kurdupla czas.
— Tak, to tragiczny pomysł. Nikt o zdrowych zmysłach nie przygarnąłby takiego pasożyta pod swój własny dach. Wyprowadźmy go z naszych terenów i po sprawie.
— Ja nie być pasożyt — nieśmiało odezwał się Kita, broniąc swojego dobrego imienia.
Szara od razu spiorunowała go wzrokiem, po czym cicho się zaśmiała. Cóż, może i Kita nie należał do tych stereotypowych lisów, jednak Różany Płatek nie potrafiła tego dostrzec. Mimo że Kita był jedynie bezbronną sierotą, wojowniczka Industrii i tak uznawała, że należy się go pozbyć.
— Nawet sam nie wiesz, kim jesteś. Twoja matka na pewno wyrządziła mnóstwo szkód, z resztą, ty też je wyrządzisz, a może nawet już to zrobiłeś.
— To nie być prawda! — Róża już chciała coś odwarknąć, ale jedynie roztworzyła pysk, a przed oczyma mignęła jej brązowa smuga.
Padła na ziemię, czując, jak ból przeszywa jej bark. Syknęła, by po chwili spróbować wstać na równe łapy. Dopiero i wtedy uświadomiła sobie, że lis, na którego to jeszcze przed chwilą miała zamiar nawrzeszczeć, unosi się w powietrzu, schwytany przez jastrzębia, a Lekkie Serce stara się go odzyskać. Na jej pysku wymalowało się wyraźne zdziwienie, a sama wpadła w konsternację. Czyli... Jastrząb wciąż im zagrażał i teraz ponowił próbę łowów?
<Lekkie Serce?>
[528 słów: Różany Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
24 marca 2021
Od Różanego Płatka CD Sowiego Pazura
Suczka przekrzywiła łeb i z politowaniem spojrzała na wojownika. Jak widać, dziadzio w ogóle nie znał się na podrywie, o ile można to tak nazwać, bo raczej bliżej temu było do nieudolnego obrażania jej osoby, niż beznadziejnego podrywu. Na jej pysku zarysował się uśmiech, który, na szczęście, szczelnie hamował wybuch śmiechu. Przypatrzywszy się temu, jak Sowi Pazur wydobywa spod kamienia zioła, podeszła bliżej samca, obwąchując jego zdobycz. Przy użyciu łapy, zaczęła zręcznie bawić się kamieniem i niby to niechcący, upuściła sporej wagi kamień na łapę psa. Ten od razu syknął z bólu, krzywiąc się i zabierając szybko łapę spod bolesnego ciężaru. Spiorunował wzrokiem suczkę, zapewne w środku hamując z trudem chęć oberwania jej uszu.
— Ups. — Uśmiechnęła się niewinnie, w rzeczywistości zupełnie świadoma i zadowolona swojej winy. Ten staruch zasłużył sobie. Odwróciła się na pięcie i podreptała kawałek dalej, próbując wywęszyć zioła dla siebie. Nie będzie gorsza i również na coś się przyda klanowi. Nie może pozwolić na to, żeby ten idiotyczny Sowi Pazur był lepszy od niej. Wojownik, po pozostawieniu na pewien czas swoich ziół w bezpiecznym miejscu, podszedł do szarej, obserwując jej poczynania. — Widziałeś gdzieś może tu zioła? — zagadnęła, jednak po dłuższej chwili oczekiwania nie dostała żadnej odpowiedzi. Prychnęła i przewróciła oczami, rozumiejąc, że nie ma co liczyć na pomoc Sowiego Pazura. Najwyraźniej ten drań dobrze wiedział, że brak odpowiedzi to najgorsze, co można dostać. Zmierzyła wzrokiem okolicę, jednak chyba nawet sokole oko nie dostrzegłoby żadnej roślinki wartej uwagi. Westchnęła i skierowała z powrotem wzrok na Sowiego Pazura:
— Może jednak mi pomożesz?
— Będę miał coś w zamian? — zaśmiał się, wstając na równe łapy i machając ogonem. Różany Płatek aż się zapowietrzyła, zirytowana. Coś w zamian?! On sobie żartuje?! — Nie? No to nie pomogę ci — odparł i chciał już odchodzić w swoją stronę, gdy jednak Różana się odezwała:
— Jesteśmy z tego samego klanu, mógłbyś jednak choć trochę pomóc! Powinieneś ze mną współpracować, a jak nie, to odczep się ode mnie raz na zawsze!
Odwrócił łeb w jej stronę i zlustrował rozgniewaną wojowniczkę wzrokiem. Liczyła na to, że może w końcu Sowi Pazur ruszy swoim pustym łbem i weźmie jej słowa do serca.
— Nie muszę nikomu pomagać. Nawet jeśli jest z tego samego klanu.
— Lisie łajno! Jesteś wart najwyżej karmy dla wron! — warknęła, jeżąc futro na karku i obróciła się na pięcie, byle jak najszybciej oddalić się od tego idioty.
<Sowi Pazurze?>
[389 słów: Różany Płatek otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
9 marca 2021
Od Różanego Płatka CD Sowiego Pazura
Suka tylko posłała wściekłe spojrzenie w stronę psa, mając ochotę pozbawić go łba, by już nie wydawał jej zbędnych rozkazów. Truchtem udała się w stronę stawu, chcąc odbyć polowanie w samotności i nie zawracać sobie głowy jakimś aroganckim psem. Tak też i zrobiła, udało jej się zdobyć zająca pokaźnych rozmiarów. Po drodze powrotnej do obozu zaczepił ją Sowi Pazur, narzekając na to, że mu nie potowarzyszyła, jednak szara machnęła tylko na to ogonem, nie mając ochoty na żadne konfrontacje z innymi osobnikami.
***
Suczce od jakiegoś czasu wadził uciążliwy kaszel i ból gardła. Znacznie ją to zaniepokoiło, w końcu nie mogła pozwolić sobie na chorobę i śmierć. Gdy tylko przyszła ku temu okazja, powędrowała do medyka, by ten ją obsłużył i wręczył jej odpowiednie zioła. Żałowała, że nikt wcześniej nie przejął się jej złym stanem i nie zaprowadził szarej do legowiska medyka. Potrzebowała trochę uwagi, to oczywiste, a już od dawna nikt jej dla niej nie dawał. Czy to dlatego, że za głośno kaszlała? Może wystraszyła wszystkich adoratorów? Miała nadzieję, że nie i teraz gdy już będzie tylko lepiej, odzyska swoje grono wielbicieli.
Poczłapała smętnym krokiem w stronę wyjścia z obozu, nie mając teraz najmniejszej ochoty na postaranie się i przybranie choć trochę dostojniejszego chodu. Uniosła wzrok na niebieskiego nieba, przebierając językiem. Dobrze czuła suchość w pysku, a pragnienie narastało z każdą chwilą. Otrzepała futro, jakby chciała się pozbyć gorąca z ciała i powoli ruszyła w stronę stawu. Stąpała po suchym piasku, wystarczyło się tylko trochę bardziej wczuć, by poczuć mniejsze i większe kamyki pod poduszkami łap. Jej długie i ciemne futro o tej porze było istnym przekleństwem. Dbanie o nie w takim upale było strasznie nużące, a w dodatku łapało więcej promieni słońca. Czuła się, jakby dwunożni palili ją na swoich ogniskach, jakby to była ona parówką. Tak, tak to się zwało, racja? Była czarną, spaloną parówką. Piekielnie gorącą parówką. W pewnym momencie naszą paróweczkę zaczepiła inna parówka, chyba nie aż tak spalona, gdyż gdzie nigdzie na jej ciele zauważyć można było jeszcze beżowe, czy brązowe mięso. Nie, on był kiełbasą. Kiedyś zdarzyło się Różanej skosztować taką kiełbaskę. Wyrwała ją z rąk młodego dwunożnego, co było bardzo ryzykowne, jednak nie żałowała tego czynu. Ów kiełbaska była chrupiąca, gorąca, parzyła w język, jednak suczka jej nie wypluła, gdyż była po prostu zbyt pyszna na to, by tak ją zhańbić.
— Co tam, Różana Łapo? Gdzie się wybierasz? — parsknął wojownik, a suka powoli wróciła do rzeczywistości.
— Nie za dobrze się dziś czuję — przyznała.
Zapewne, gdyby w tamtej chwili wszystkie jej trybiki w mózgu działały poprawnie, ugryzłaby się w język przed wypowiedzeniem tych słów, jednak w rzeczywistości nawet nie poczuła zdziwienia.
— Słyszałem, jak kaszlesz — zaśmiał się pies, trzepiąc na nią ogonem. Mógłby teraz nawet ją zaatakować i oberwać jej uszy, a ta by nie za wiele zrobiła z tym faktem. O tyle dobrze, że przynajmniej kaszlała odpowiednio głośno.
W końcu znaleźli się przy stawie, wchodząc na pomost, a suczka od razu się nieco ożywiła. Objęła wzrokiem wojownika i podskoczyła, by rozruszać kości i mięśnie. W jej głowie już wytwarzał się obraz zmokłego Sowiego Pazura. Jaka to będzie z niego mokra kura! Na pewno będzie wyglądał iście komicznie z oklapniętą sierścią.
— No, mów, po co tu przyszłaś? — odezwał się i spojrzał na towarzyszkę, by od razu oberwać zręcznym ciosem i wylądować w wodzie.
Chwilę mu zajęło, by zorientować się, gdzie jest i co robi, by następnie utrzymać się na bezpiecznej głębokości. W tym czasie młodsza wojowniczka brała rozpęd, słysząc, jak jej łapy odbijają się od drewnianych belek, a następnie jej ciało unosi się w powietrze i z głośnym pluskiem ląduje w chłodnej wodzie. Zaśmiała się, po czym spojrzała na trochę oszołomionego Sowiego Pazura, patrzącego na nią jak na skończoną wariatkę. Sama Różana nigdy nie sądziła, że zrobi to z Sowim Pazurem. Czy szaleństwo to kolejna z objaw choroby? Nie, dostała już zioła, powinno być lepiej. Będzie i lepiej.
Wojownik już z trudem przemierzał szuwary, byle by wyjść z nie tak ciepłej, jak mogłoby się wydawać, wody. Najwidoczniej ten pomysł godny mysiego móżdżku ani trochę mu się spodobał.
— Ej, a ty gdzie się wybierasz, dziadku?! — krzyknęła za nim suczka, pośpiesznie dołączając do niego, tym samym chlupiąc niezmierne wodą.
— Nie mam zamiaru się z tobą bawić jak szczeniaki, Różana Łapo — parsknął, wyłaniając się na suchą trawę i otrzepując futro z wody.
Wojowniczka stanęła obok niego i zrobiła to samo, pamiętając o gracji ruchów, jednak nie pożałowała Sowiemu kolejnych kropel wody na sierści. Podeszła do niego bliżej, uśmiechnięta i wsunęła nos w jego brązowe futro na szyi.
— Ładnie pachniesz. W jakich kwiatach się tarzałeś? — uśmiechnęła się do niego zalotnie, po czym cicho, lecz urokliwie się zaśmiała. No i odeszła żwawym krokiem, nie chcąc już słyszeć odpowiedzi Sowiego Pazura.
<Sowi Pazurze?>
[780 słów: Różany Płatek otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia i zostaje wyleczona]
3 marca 2021
Od Różanego Płatka CD Jagodowej Mgły
Różany Płatek nie życzyła sobie, by ten piękny dzień został zniszczony przez byle jakąś suczkę, która się jej wywyższała. Co ona sobie wyobraża?!
— Skoro tak, to dlaczego tym razem wpadłaś? — prychnęła, unosząc dumnie łeb w górę i łypiąc na nią z pogardą. Jagoda Mgła była nie wiele lepsza od niej, jednak mimo wszystko nie dorównywała Różanemu Płatku.
— Idź już lepiej na to swoje polowanie!
— Nie każ mi co mam robić! Nie jesteś liderem!
— A ty nie podnoś na mnie głosu!
— To niby dlaczego?
— Faktycznie... Może dlatego, że jestem starsza od ciebie? — Szara zaszorowała pazurami o szarą powierzchnię magazynu. Ha, jesteś starsza, tak? Cudownie! Jestem od ciebie znacznie młodsza, a co za tym idzie, piękniejsza i sprawniejsza! Uśmiechnęła się, zadowolona. Co za mysi móżdżek...
— Mm, tak, jesteś starsza, szybciej trafisz do starszyzny... Zapewne twoje kości są już wysłużone i rozklekotane... Podobnie i z głową. Cóż, nie będę zużywać twojej cennej energii, babciu, w końcu nie chcę byś padła w trakcie polowania — mruknęła, zmiękczając swój głos, po czym uśmiechnęła się z satysfakcją w oczach, machnęła ogonem i odeszła, nie słuchając już suczki. Niech da jej w spokoju przetrwać ten wypad na łowy... Powoli patrol łowiecki wyszedł z obozu, a Róża miała okazję poczuć wręcz gorący powiew wiatru w futrze, który dosadnie sygnalizował, że Pora Zielonych Liści zbliża się wielkimi krokami. Cudownie. Na pewno będzie znacznie chętniej wychodzić poza obóz, by nawdychać się świeżego powietrza i zapachu kwiatów. Gdyby tak wytarzała się w kwiecistej łące, na pewno jej futro przesiąknęłoby słodką wonią kwiatów, a klanowicze chętniej zwracaliby na nią uwagę... To jest plan. Cóż, na razie będzie musiała sobie to odpuścić, ma inne rzeczy na głowie. Rzuciła przelotnie spojrzeniem na resztę psów, po czym ruszyła za nimi, przebierając łapami po zimnej i mokrej ziemi. Wkrótce znaleźli się w okolicach jeziora. W tej porze lepiej nie zapuszczać się w pobliże kempingu, bo jeszcze jakiś durny Dwunogów cię pogoni, a tego Różana wolała uniknąć. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, chcąc jak najszybciej to skończyć, by potem znaleźć jeszcze czas na tarzanie się w kwiatach, wypatrzyła sobie pierwszą lepszą ofiarę w postaci wrony, po czym zaczęła się do niej skradać. Nie przepadam za tym, nieprzyjemnie było szorować brzuchem po ziemi, tak okropnie wysilając swoje mięśnie. Czemu polowanie nie może być łatwiejsze? Przewróciła oczami, cicho wzdychając, po czym skoczyła na czarnego ptaka. Ptaszysko długo nie pożyło pod uściskiem szczęki wojowniczki i padło zdechłe. Uniosła się na równe nogi, oblizując pysk z satysfakcją i kątem oka, patrząc na promienie słońca. Zmrużyła oczy i skrzywiła się, żałując, że w ogóle taki durny pomysł przyszedł jej do głowy. Ach, szkoda, że nigdy dobrze słońcu się nie przyjrzy... Wtem poczuła, że ktoś nadchodzi, więc rzuciła przelotnie spojrzeniem w bok. Naprawdę? Czy musiała ona teraz psuć tę cudowną atmosferę ciepłej pogody?
— No młodziutka, widzę, że nie poszczęściło ci się tak w polowaniu, jak mi. — Jagodowa Mgła położyła martwą kaczkę przed swoimi łapami, lustrując wronę Różanego Płatka. Racja, może i kaczka była większa i smaczniejsza niż nędzna wrona, jednak to nie zależało od umiejętności wojownika.
— Jestem zaskoczona, że jeszcze nie padłaś z wycieńczenia, babciu. Na pewno twoje stare kości musiały się nieźle wymęczyć.
<Jagodowa Mgło?>
[521 słów: Różany Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
20 lutego 2021
Od Różanego Płatka CD Sowiego Pazura
Gdy tylko wojownik zniknął z jej pola widzenia, zaorała pazurami ziemię, spinając mięśnie. Jak on mógł ją tak traktować! Zacisnęła zęby, po czym westchnęła i rozluźniła mięśnie. Mimo wszystko, lepiej, by się kontrolowała i powstrzymała od zaoraniem pazurami pysku Sowiego Pazura, mimo że zrobiłaby to z wielką przyjemnością. Nienawidzi każdego włosku na jego skórze. Bardzo nienawidzi. Czemu nie może być dla niej bardziej łaskawy? Może powinna nadal uwodzić go głosikiem i ruchami, co? Może tylko zgrywa takiego niedostępnego? Nie, oni już się za bardzo nienawidzą... Gdy starszy wrócił z ziołami w pysku, szara tylko prychnęła:
— Jak widzę, wcale nie jesteś lepszy ode mnie.
Chwyciła w pysk swoje zdobycze i sztywnym krokiem odeszła w stronę obozu. Krytykował ją, a sam nie jest lepszy! Jej przynajmniej udało się uciec przed Dwunogami, a on by w życiu nie dał rady tego zrobić!
— Już się zmywasz? — Wojownik podreptał truchtem za nią, jednak ta nie raczyła mu odpowiedzieć. Spięła się jedynie na jego głos i przewróciła oczyma. Naprawdę musiał się jeszcze odzywać? Chyba nie jest na tyle głupi i ślepy, by nie widział, że czas na powrót do obozu. W końcu Sowi Pazur również nienawidził Różanego Płatku, tak samo, jak ona jego, prawda? Wojowniczka rzuciła szybkie spojrzenie na swojego towarzysza. On jest taki przystojny, zdecydowanie lepiej by było mieć z nim dobrą relację... Cóż, najwidoczniej już nic wartościowego z tego nie wyciągnie. To pierwszy i ostatni raz, gdy musiała przebywać z nim sam na sam. Wkrótce znaleźli się i w magazynie, a wojowniczka, podobnie jak jej towarzysz, na początek udała się w stronę legowiska medyka, by oddać mu zebrane zioła. Deszczowy Podmuch spojrzał kątem oka na wojowniczkę, zauważając zioła w jej pysku.
— Widzę, nowa dostawa ziół. Świetnie! — odezwał się z lekkim zawahaniem w głosie. Do jego boku przyklejona była Owcza Łapa.
— Dzień dobry — odezwała się grzecznie uczennica. Różany Płatek od razu przybrała zupełnie inny wyraz pysku i posłała w stronę pobratymców urokliwy uśmiech, po czym gestem łba zaprosiła ich do środka legowiska, domyślając się, że przyszli po zioła na ich dolegliwości. Szara już wcześniej słyszała, jak i widziała, że co po niektóre osobniki w klanie kaszlą, czy kichają. Bez wątpienia były to objawy choroby. Mentor i uczennica weszli pierwsi, a za nimi Różana i Sowi Pazur. Szkarłatny Bluszcz powitał ich uśmiechem, po czym z wyrazami wdzięczności, przyjął zioła od wojowników. Gdy już upewniła się, że medyk otrzymał zioła, a Deszczowy Podmuch i Owcza Łapa zostaną wyleczeni, skierowała się leniwym krokiem w stronę stosu zdobyczy, by coś przekąsić. Ach, może i mogłaby jeszcze dołączyć do patrolu łowieckiego, ale miała już serdecznie dość, tego całego wychodzenia na te zimne powietrze. Najchętniej to by tylko położyła się gdzieś niedaleko legowiska wojowników i zabrała za jedzenie... Miała nadzieję, że ten cholerny Sowi Pazur nie potraktuje jej znowu jak swoją uczennicę i nie będzie kazał jej iść z nim na te głupie polowanie... Ma już go znacznie powyżej uszu...
— Hej, Różana Łapo! — zaśmiał się pewien wojownik, podchodząc do Różanego Płatku. Nie, nie, proszę nie! Odejdź jak najdalej i zostaw mnie w spokoju! Błagała w myślach, nie wierząc własnym oczom i uszom…
<Sowi Pazurze?>
[511 słów: Różany Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia, Deszczowy Podmuch i Owcza Łapa zostają wyleczeni]
17 lutego 2021
Od Różanego Płatka do Sowiego Pazura
Różany Płatek niechętnie wyszła z obozu, mimo wszystko starając się nie okazywać swojego niezadowolenia z faktu, że to akurat ona została zagoniona do zbierania ziół, w dodatku z innym psem, który nie wyglądał na interesującego osobnika. Poruszała się zgrabnym truchtem, wyprzedzając Sowiego Pazura, z którym to było jej dane wyruszyć na poszukiwania ziół. Nie, żeby pomaganie medykom i ratowanie klanu przed chorobą było czymś złym, ale czy to naprawdę akurat ona musiała to robić? To powinno być zadanie dla uczniaków, czy medyków, a nie takich wojowniczek jak ona. No i ten cały Sowi Pazur... Może i był przystojny, ale jakiś taki niedostępny... Chyba nawet jej by się nie udało jakkolwiek go udobruchać.
— Tak właściwie, gdzie zamierzasz szukać tych ziół? — Spojrzała uśmiechnięta na psa po pewnym czasie drogi.
— Może sama byś nad tym pomyślała? — fuknął nieprzyjemnie. To był właśnie moment, gdy Różany Płatek uznała, że nie ma co tutaj udawać i nie będzie dłużej ukrywać swojej złości.
— Ty jesteś starszy i znacznie bardziej doświadczony, to ty powinieneś nad tym pomyśleć! — parsknęła, piorunując go wzrokiem. Samiec przewrócił oczami, widocznie tak samo rozdrażniony, jak Różana.
— W takim razie udamy się w stronę kempingu.
— Kempingu?! Co, jeśli są tam teraz dwunożni? Oszalałeś?! — Stanęła przed nim, zjeżona. Niech sobie on nie myśli, że ona będzie narażać swoje życie dla paru ziółek!
— Spokojnie, nie ma jeszcze Pory Zielonych Liści, więc nie powinno być ich tam dużo. Nie dramatyzuj.
Suczka chciała jeszcze jakoś skrytykować jego działania, jednak tylko machnęła ogonem i ruszyła twardym krokiem przed siebie. Modliła się na duszy, by to jak najszybciej się skończyło, bo długo nie wytrzyma z tym psem! Po dłuższym czasie drogi odbytej w milczeniu znaleźli się w okolicy kempingu. Pff, ten mysi móżdżek się mylił! Dwunogami śmierdziało na kilka długości lisa!
— No, jak zamierzasz tam wejść? — parsknęła z brzuchem przyklejonym do ziemi, zapewniając sobie ukrycie przed oczami Dwunogów.
— Może ty zaprezentujesz mi swoje umiejętności, co? Z przyjemnością popatrzę, jak sobie radzisz. — Uśmiechnął się wścibsko. Co on sobie wyobraża?! Machnęła ogonem, wstając na równe nogi, powstrzymując się od zranienia go. Chciała coś powiedzieć, jednak nic nie przychodziło jej do głowy. Westchnęła, objęła wzrokiem kemping i pewnym krokiem ruszyła w ogień. Miała nadzieję, że wyjdzie z tego cała i zdrowa. Mimo wszystko nie da tak łatwo splamić swojego honoru i pokaże mu, co ona potrafi. Otworzyła pysk, by zasmakować powietrza, po czym zastrzygła uszami, poruszając energicznie nosem. W pobliżu nie widziała żadnego dwunożnego, jednak namioty były, a dodatkowo ostro śmierdziało tymi dziwnymi istotami. Od ogniska, otoczonego tą mniejszą wersją Gniazd Dwunożnych, pachniało dymem, więc i zapewne było palone jakiś czas temu. Wśród tych wszystkich nieprzyjemnych zapachów, udało się jej wyczuć woń ziół. Tak, teraz tylko je zdobyć i będzie mogła wracać do obozu! Prawda? Ruszyła swobodnie w stronę źródła zapachu, które znajdowało się przy namiocie naprzeciwko suki. Nie zajęło jej długo odkopanie rośliny z korzeniami, jednak wtedy pojawił się pierwszy problem... Młody dwunożny, na swoich małych i grubych nóżkach, niezgrabnie szedł z wyciągniętymi w stronę Różanej ramionami. Szara skrzywiła się na widok tej obrzydliwej istoty i już chciała odbiec stamtąd jak najdalej z ziołami w pysku, gdy poczuła uścisk młodego na karku, a kątem oka zauważyła dorosłego dwunoga na horyzoncie. Nie pozostało jej nic innego jak uciekać…
<Sowi Pazurze?>
Różany Płatek umyka przed Dwunogiem i dosięga ziół. Industria otrzymuje 15 ziół.
[534 słowa: Różany Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Subskrybuj:
Posty (Atom)