Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liliowa Łapa x Cedrowy Deszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liliowa Łapa x Cedrowy Deszcz. Pokaż wszystkie posty

25 lipca 2022

Od Cedrowego Deszczu CD Liliowej Sadzawki

— Wow, widziałaś? Jestem już Liliową Sadzawką! Kiedy pójdziemy razem na patrol? Może dzisiaj? — świeżo mianowana wojowniczka z błyskiem w oczach skakała wokół Cedrowego Deszczu. — Dziękuję, że mnie Pani wytrenowała! Teraz jestem prawdziwym członkiem klanu! Może niedługo sama wytrenuję jakiegoś młodzika?!
Śmiech byłej mentorki przywodził na myśl szumiącą rzekę i zdołał uspokoić nawet Lilię.
— Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie. Ale jeżeli dobrze pamiętasz kodeks wojownika, to wiesz, że dzisiaj będziesz musiała odbyć czuwanie — przerwały jej szybkie, potakujące gesty Liliowej Sadzawki. — Nie byłoby ci łatwo, gdybyś zmęczyła się na patrolu i potem zasnęła warty. A noc się zbliża.
— Niech będzie. Dzisiaj będę grzecznie chroniła granic naszego obozu. Ale jutro rano wybiorę się na mój-pierwszy-i-najlepszy-wojowniczy-patrol.
— Nie będziesz wolała się wyspać po nieprzespanej nocy? — z troską i miną „ach te szczenięta” spytała Cedrowy Deszcz, jednak suczka już jej nie słuchała. Jej biała sylwetka pomknęła w tłum psów, gdzie przyjmowała gratulacje od Wietrznych.
Jeżeli tak wygląda każdy trening, to żałuję, że była moim pierwszym uczniem — pomyślała Cedrowa, usatysfakcjonowana obserwując radosną wojowniczkę.
— Gdzie te czasy, kiedy to ja byłam świeżo mianowana? — zapytała sama siebie, jak prawdziwa członkini starszyzny, a zaraz u jej boku pojawił się Jaskółcza Burza.
— Muszę przyznać, że dobrze ją wytrenowałaś — takie pochwały z jego pyska nie zdarzały się często, ale fakt, że miały miejsce coraz częściej, pokazywało Cedrowej, że pies faktycznie próbuje nawiązać z nią bliższą relację. — Pamiętasz, jak ci pogratulowałem ukończenia nauki, a ty spierdoliłaś? Dobrze, że przynajmniej twój kurdupel się w ciebie nie wdał i umie sobie poradzić z gadaniem.
Wspaniałomyślnie zignorowała jego słownictwo.
— Jakbyś nie zauważył, nauczyłam się gadać. Poza tym nie moja wina, że jesteś taki wielki i przerażający.
— Ta, bardzo śmieszne, nie musisz śmiać się z mojej nadwagi — mruknął pies.
Nie jesteś gruby — odpowiedziała mu w myślach.
Ów dwójkę obserwowała z daleka Jabłkowa Bryza. Siostra Cedrowego Deszczu świdrowała bliźniaczkę swoimi jasnymi oczami, z niezadowolonym wyrazem pyska widząc, jak rozmawia z Jaskółczym.
 
☆ ✮ ☆
 
— Pokrzywowy Nos umarł tak niedawno, a ty już znalazłaś sobie kolejnego — Jabłkowa Bryza skarciła sprzątającą Cedrową. Suka, do której się zwróciła, natychmiast przestała zwilżać wodą zakurzone ściany i zmierzyła się z nią spojrzeniem. Dwie pary błękitnych oczu wpatrywały się w siebie przez chwilę, z taką siłą, jakby chciały wyskoczyć z oczodołów właścicieli. Potem Jabłkowa Bryza zniżyła wzrok i ponownie zajęła się sprzątaniem.
Łączyła je miłość do porządku, ale rozdzielała je zdecydowanie większa ilość rzeczy.
— To prawda, że chciałabym, aby Jaskółcza Burza został moim partnerem — Cedrowa nigdy nie potrafiła być kompletnie szczera, jednak tym razem prawda wzięła górę. — Ale to nie moja wina, że Pokrzywowy umarł. I wiem, że chciałby, abym była szczęśliwa. A ja mam jeszcze wiele księżyców przed sobą, podczas których mogę starać się cieszyć z życia.
— Wszystko fajnie — parsknęła jej siostra — ale co się stanie w Coelum? Jaskółczy jest starszy od ciebie, więc pewnie umrze pierwszy i pójdzie do Pokrzywowego. To będzie bardzo niezręczne, kiedy oboje będą cię z góry obserwować. A potem dołączysz do nich ty. Będziesz im w zaświatach robiła dyżury? Przez jeden tydzień jesteś z jednym, przez drugi z drugim?
— Jeszcze mi się do Coelum nie śpieszy.
— Masz rację, nie ma czym się martwić. Gwiezdni powinni zadbać, aby ukarać twoją nielojalność, i żebyś trafiła do jakiegoś mniej przyjemnego miejsca — teatralnym tonem powiedziała, po czym odwróciła się od rozmówczyni, ukrywając pełen złości wzrok.
— Zajmij się własnymi Gwiezdnymi — zmęczona Cedrowa zniżyła głos. — Ci moi, których znam, nie są głupi i rozumieją, czym jest lojalność, a czym miłość. Ty może nie rozumiesz, bo-
Przerwała. Nie powinna nawet zaczynać tego mówić, jednak zrozumiała to dopiero po fakcie dokonanym. Zawsze udawało jej się zachować spokój, ale odkąd związała się ze swoim (obecnie już martwym) partnerem, dość często zdarzało jej się wybuchać w obecności siostry. Jabłkowa wykorzystywała każdą wymówkę, aby móc się wyżyć na siostrze i sprowokować ją do kłótni. Trudno było jej przeboleć swój brak romantycznego życia i nie umiała pogodzić się z faktem, że Cedrowa, mimo jej dawnych słów, znalazła sobie partnera.
— Rodzice wydają się źli, że nadal nie mamy nikogo — Jabłkowa Łapa warknęła z poirytowaniem. — Czy nie mogliby dać nam spokoju?
— Większość uczniów była już w co najmniej jednym związku. Chyba się o nas po prostu martwią.
— Raczej o swoich nieistniejących wnuków. Może razem z Jaskółczym wyhodujesz im trochę?
— Nie i nawet sobie z tego nie żartuj. Jestem uczennicą, on wojownikiem, a w dodatku totalnie nie jest mną zainteresowany — Cedrowa Łapa speszona przestała się uśmiechać. — Wiesz, możemy trzymać się razem i nie mieć partnerów. Jak zobaczą, że jesteśmy sobie bliskie i się kochamy, to może nam darują, że nikogo oprócz rodziny nie darzymy tym uczuciem.
Jabłkowej Łapie ten pomysł wydawał się żałosny, ale i tak spędzała z uczennicą większość swojego czasu. Jeżeli to poprawi jej humor i sprawi, że ta faktycznie będzie spokojna, iż ma na głowie o jedno zmartwienie mniej — to jasne, czemu się nie zgodzić?
— Niech tak będzie. Nie potrzebujemy przecież faceta czy laski.
Zresztą, mogłaby dać odejść temu w niepamięć, gdyby nie fakt, iż tylko jedna z nich znalazła szczęśliwy związek. Jakby i ona znalazła odpowiedniego psa, to sprawa wyglądałaby całkowicie inaczej.
Jabłkowa Bryza kontynuowała porządki w ciszy. Po chwili usłyszała ciche „przepraszam”. Skinęła delikatnie głową, nadal nie odrywając się od sprzątania.
Może jej siostra miała rację i powinna była pozwolić jej na samodzielne prowadzenie życia, bez kwestionowania jej wyborów. Tak czy siak, pomiędzy nimi była ściana, której już nie zdołają zburzyć. A ona nie chciała dodawać do niej kolejnych kamieni. Była już wystarczająco wysoka.
— Powodzenia.
— Nawzajem.
— Cedrowy Deszczu, czy mogę prosić cię na słówko? — Aksamitkowa Chmura weszła do legowiska wojowników. Członkini starszyzny wyglądała, jakby była w nastroju do plotek.
— Już idę, tylko daj mi, proszę, skończyć.
 
☆ ✮ ☆
 
— Patrząc na twoje zainteresowanie Jaskółczą Burzą, pomyślałam, że miło byłoby z mojej strony, jakbym do ciebie wstąpiła i przekazała ci coś — Aksamitkowa powiedziała to tak, jakby musiała wybrać się na nie byle jaką wyprawę, aby do niej dotrzeć.
Trochę zdziwiona Cedrowy Deszcz skinęła głową, dając znak, że słucha uważnie.
— No i przy okazji, gratulację, że wytrenowałaś swojego pierwszego ucznia! Wiem, że minęły od tego dwa dni, ale miałam wiele do roboty — starsza zmieniła temat, a Cedrowa domyśliła się, że powinna dać jej trochę atencji, by ta, mile połechtana, przestała zbaczać z tematu i szukać wymówek, aby przedłużyć rozmowę.
— Dziękuję ci! Byłaś dla mnie drugim wzorem po moim mentorze. Cieszę się, że mogłam przekazać mojej podopiecznej wiedzę, do której zebrania się przyczyniłaś. Te gratulacje naprawdę wiele dla mnie znaczą — szczerze uśmiechnięta odparła.
— Tak, tak, nie ma za co. Wracając do tematu, słyszałam, jak Jaskółczy narzekał, że nie wie, jak zapytać się o twoją chęć do zawarcia partnerstwa. Chyba biedak obawia się, że nie pozbierałaś się po Pokrzywowym. Niech Gwiezdni mają go w opiece.
Cedrowa szczerze sądziła, że starsza ma do powiedzenia coś ciekawszego, i widocznie się myliła — no cóż, sama potrafiła ocenić, czy ktoś wyraża nią zainteresowanie. Teraz jednak, o ile nie młodą już Aksamitkę słuch nie omylił, przynajmniej była pewna, że powinna jasno zakomunikować Jaskółczemu, że jest gotowa na więcej. Na samą myśl zrobienia pierwszego kroku skręcał jej się żołądek.
— Dziękuję, Aksamitkowa Chmuro. Zapamiętam to — zapewniła, po czym żegnając się z nią, postanowiła ułożyć plan.
Jednak nie zdążyła.
Jaskółcza Burza już czekał na nią i prosił, aby odbyła z nim rozmowę.
Widocznie chcieli przedyskutować ten sam temat.
— Wiem, że nie jesteśmy najmłodsi, a ja niedawno straciłam partnera. Nie wiem, jak to wszystko się ułoży — Cedrowy Deszcz nawet nie siliła się na „musimy porozmawiać” czy „przejdziesz się ze mną?” — ale chciałabym spróbować.
Jaskółczy miał minę, jakby zastanawiał się, czego chce spróbować Cedrowa. Jego pysk przybrał w ciągu paru sekund blisko sto wyrazów, zanim zrozumiał. Zaczął się jąkać, a wojowniczce zrobiło się głupio. Może Aksamitce się przesłyszało, a on jest gejem? Wyglądał, jakby próbował zrobić coming out. Cedrowa pomyślała, że jednak trzeba było to zaplanować. 
— Okej — w końcu odparł po prostu i zaczął się głupkowato śmiać.
Idiota — pomyślała Cedrowy Deszcz, ale nawet w jej głowie zabrzmiało to jak komplement.
Przestał chichotać i zaczął się na nią patrzeć. Ona na niego. Stali tak, każdy analizując, co się właśnie wydarzyło. Cedrowa uświadomiła sobie, że Jaskółczy się nie myje zbyt często i będzie musiała czuć ten smród przez większość dnia, a Jaskółczy przypomniał sobie, że Cedrowa nie lubi jeść kiełbasy.
— Ee, mogę cię polizać? — strachliwie spytał Jaskółczy, a zaraz zrobił się cały czerwony, jakby jego świadomość nie nadążała za słowami.
— Tak — pisnęła Cedrowy Deszcz, uświadamiając sobie, jak często wyobrażała sobie tę scenę jako uczennica. Czuła się z powrotem małym szczenięciem, uczącym się walki. Niemal wyczuwała Porostowego Narcyza, stojącego nad nią i mówiącego jej, co robi źle. A pewnie popełni jeszcze dużo błędów i nie będzie partnerką idealną. Chociaż, być może Pokrzywowy przygotował ją na to. 
Cedrowa włożyła nos w sierść Jaskółczej Burzy, zastanawiając się, czy kiedy Liliowa znajdzie swoją miłość, to również przypomni sobie swoją mentorkę i swoje dzieciństwo. A Jaskółcza Burza po raz pierwszy w życiu przełożył cokolwiek ponad chęć przekąszenia króliczka, i zamiast biec do stosu zwierzyny, niepewnie polizał Cedrową po uchu.

Koniec wątku Cedrowego Deszczu i Liliowej Sadzawki
[1483 słów: Cedrowy Deszcz otrzymuje 14 PD]

5 lipca 2022

Od Liliowej Łapy (Sadzawki) CD Cedrowego Deszczu

Obudziłam się wcześnie rano, z dziwnym uczuciem mrowienia w brzuchu. Mimo że mój mózg po przebudzeniu pracował na wolnych obrotach, pamiętałam, że powinnam o czymś pamiętać… Zmrużyłam oczy, przywołując wspomnienie wczorajszej rozmowy z Cedrowym Deszczem.
— Bardzo dobrze się spisałaś — wymruczała zadowolona wojowniczka, patrząc na mnie z dumą w oczach.
Chociaż byłam zdezorientowana i nie bardzo wiedziałam, o co jej chodzi, napuszyłam się, również z siebie zadowolona.
— Obserwowałam Cię, jak polowałaś — wyznała. Jej głos był spokojny i taki jak zawsze, ale jej niebieskie oczy wyraźnie błyszczały. — Myślę, że jesteś już gotowa.
Jutro rano przepytam cię z kodeksu i jeśli pójdzie ci równie dobrze, co dzisiaj, zostaniesz wojowniczką.
O Gwiezdni! Czyli dziś prawdopodobnie odbędzie się moje mianowanie!
Zwykle kwiaty, które otaczały moje legowisko, traktowałam z należnym im szacunkiem (w końcu były cudownymi ozdobami). Dziś jednak zapomniałam o nich i wybiegając z pomieszczenia, dość mocno je podeptałam.
Słońce mocno grzało i świeciło, co jasno mi mówiło, że zbliża się południe. Nie byłam pewna, czy Cedrowy Deszcz mówiąc „rano” miała na myśli taką porę, ale tak czy siak, miałam nadzieję, że się nie rozmyśliła i jest gotowa poczekać na mnie jeszcze chwilę.
Miałam zamiar poprosić Sarenkę, by pomogła mi odkręcić wodę do kąpieli i wyczesać sierść. MUSIAŁAM wyglądać idealnie. Z pośpiechem rozpoczęłam poszukiwanie siostry, a gdy ją znalazłam, wytłumaczyłam jej, jak ważne jest to, bym dziś wyglądała idealnie.
— Nie uwierzysz, Sarni Tupocie — zaczęłam, z dezaprobatą przyglądając się kołtunie, który wytworzył się na mojej sierści podczas snu. — Dziś jest mój ostatni dzień bycia uczennicą. Na ceremonii chciałabym wyglądać bosko — mocno zaakcentowałam ostatnie słowo. — Mam nadzieję, że pomożesz mi z kąpielą, mam rację?
Zamrugałam oczami i uśmiechnęłam się promiennie. Byłam pewna, że Sarenka mi nie odmówi. I nie myliłam się. Młoda wojowniczka pokiwała głową i raz-dwa zabrała się do pracy.
Podczas gdy ona oblewała mnie stajennym wężem, ja poleciłam jej, by naprawdę się pośpieszyła. Zaznaczyłam, że już i tak jestem spóźniona. Sarenka przejęła się tym, a jej ruchy stały się jeszcze szybsze.
Rozmawiałyśmy między sobą o tym, jak dzisiejszy dzień jest cudowny. Moja siostra z zapałem szorowała moją sierść końskim szamponem, od czasu do czasu dając mi rady odnośnie ceremonii i ciesząc się razem ze mną.
Nie potrzebowałam jej rad, ale czułam się dobrze, że jest ze mną ktoś, kto już ma to za sobą, wysłucha mnie i zabawi rozmową. A w dodatku świetnie wyszoruje każdy brud i wyczesze każdy splątany włos. Umiejętność pielęgnowania mojej sierści była najlepszym darem mojej siostry.
— Dobrze, Sarni Tupocie — zaćwierkałam, gdy Sarenka rozczesała ostatnią kępkę mokrej sierści. Z zadowoleniem przyglądałam się mojemu odbiciu w kałuży wody, powstałej po mojej kąpieli. — Muszę już iść. Do zobaczenia na ceremonii!
Nie przejmowałam się czasem. Spacerkiem poszłam do legowiska wojowników, w poszukiwaniu Cedrowego Deszczu. Teraz byłam gotowa.
W pomieszczeniu jednak nie było mojej mentorki. Zamiast tego dostrzegłam Spadającą Łzę — przepraszam, teraz już Spadający Promyk. Oblałam się rumieńcem.
Wojowniczka wydawała się w ogóle mnie nie zauważyć. Poczułam się, jakby przyłożyła mi łapą prosto w nos.
— Ekhem, przepraszam — wydusiłam z siebie, unikając wzrokiem Spadającej. Och, Gwiezdni, ona naprawdę była taka śliczna. Prawie tak piękna, jak ja. Skarciłam się w myślach, bojąc się, że mój głos nie będzie już tak opanowany. Wdech, wydech. — Wiesz może, gdzie jest Cedrowy Deszcz? Wojowniczka dopiero teraz uniosła głowę znad swojego posłania.
— Ostatnio widziałam ją w legowisku lidera — na dźwięk jej głosu moje serce podskoczyło. — A czemu pytasz? Chcesz coś od niej?
Była za bardzo ciekawska, jak na mój gust, ale to nie przeszkadzało mojemu sercu w kontynuowaniu szalonych podskoków, które niemal rozsadziły mi klatkę piersiową.
— Yyy… To moja mentorka. Muszę się z nią spotkać — wypaliłam. Nie czekałam na odpowiedź. Pośpiesznie wyszłam z pomieszczenia, kierując się ku legowisku Wilczej Gwiazdy.
Moje serce szybko się uspokoiło, a ja poczułam ukłucie żalu. Nie byłam pewna, czy Spadający Promyk jest mi pisana, skoro ona nie wiedziała nawet, kto jest moim mentorem. Poza tym, w ogóle nie potrafiłam do niej zagadać. W sumie, to ona nawet pewnie nie wie, jak mam na imię. Ta myśl mnie przeraziła. Nieee, na pewno jest zainteresowana taką fajną suczką, jak ja.
— O, tutaj jesteś.
Otrząsnęłam się. Przede mną stała Cedrowy Deszcz we własnej osobie.
— Dzień dobry Pani! — wypaliłam nieco za szybko. — Przepraszam, że musiała Pani tyle na mnie czekać, ale musiałam się najpierw umyć.
Posłałam jej jeden z moich przepraszających uśmiechów.
— Rozmawiałam z Wilczą Gwiazdą. Wieczorem odbędzie się twoja ceremonia, o ile nie zawalisz części teoretycznej testu na wojownika.
— Nie zawalę.
 
***
 
— Ja, Wilcza Gwiazda, lider klanu Wietrznych, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tą uczennicę. Ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam ją wam jako wojowniczkę. Liliowa Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia?
Miałam wrażenie, że cały klan wstrzymuje oddech. Zerknęłam na moją rodzinę, która obserwowała mnie z dumą w oczach.
— Obiecuję — odpowiedziałam z pewnością siebie.
— A zatem mocą Coelum nadają ci nowe imię. Liliowa Łapo, od dziś będziesz znana jako Liliowa Sadzawka. Gwiezdni honorują twoją śmiałość i szybkość, a my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika Ventusu.
W tamtej chwili nie miało znaczenia, że zostałam mianowana jako ostatnia z mojego rodzeństwa. Byłam cholernie z siebie dumna, a gdy Wilcza Gwiazda położył głowę na moim czole, niemal zapomniałam o tym, by polizać go w bark.
Gdy ceremonia dobiegła końca, pierwsze, co zrobiłam, to podbiegłam to mojej rodziny i stojącej obok nich mojej dawnej mentorki, z radością wyrzucając z siebie potok słów. 

<Cedrowy Deszczu?>
[891 słów: Liliowa Łapa otrzymuje imię Liliowa Sadzawka i staje się wojowniczką; otrzymuje 8 PD]

25 listopada 2021

Od Cedrowego Deszczu CD Liliowej Łapy

— Liliowa Łapo!
Uczennica Cedrowego Deszczu odwróciła się gwałtownie i chociaż na jej pysku nadal widać było obrzydzenie mieszające się z strachem, to wydawała się uspokajać. 
— Kleszcze — szepnęła przestraszona. — Mysią żółcią?... Fuj, chyba nie oczekujesz, że będę to robić! — roztrzęsiona podniosła głos.
— Dlaczego nie? — jej mentorka była widocznie zdziwiona.
— To jest ohydne! — z niedowierzaniem wyjąkała uczennica. – Proszę, nie. Proszę…
— Chodź — powiedziała cicho wojowniczka, zapraszając młodą gestem.
— Ale… Ale… —Lilia nadal nie chciała wrócić do legowiska starszyzny.
Jej nauczycielka jednak nie oczekiwała zgody; mimo współczucia dla Liliowej Łapy dobrze wiedziała, że nie powinna jej tego odpuszczać. Poczciwe, starsze psy zapewne mogłyby o siebie same zadbać, jednak w końcu chodzi o coś więcej, niż zwykłą pomoc członkom klanu. To element treningu. 
— Chcesz zostać wojowniczką. Nie możesz bać się robali — przypomniała jej Cedrowy Deszcz. — To element nauczania, który nauczy cię pokory i szacunku dla starszych. Te małe szkodniki nic ci nie zrobią — dodała miękko, ze spokojem, chcąc ją uspokoić. 
— No nie wiem — biała sunia powiedziała to takim tonem, jak gdyby jej mentorka opowiadała właśnie o kosmitach.
Obie suczki podeszły do starszyzny, która spod bacznych oczu obserwowała poczynania wojowniczki i jej uczennicy. Cedrowa zachęciła młodą, aby ta spróbowała znowu pomóc im w pozbyciu się pasożytów. 
— Fuj… — mamrotała Lilia, odskakując co chwila. Tak czy siak, w końcu jednak wykonała swoje zadanie.
A Cedrowy Deszcz uświadomiła sobie, że musi ją jeszcze wiele nauczyć. 

***
— Ogon niżej.
Czy jest złą mentorką? Możliwe. Liliowa Łapa mogłaby już przecież skończyć trening, tak samo jak jej reszta rodzeństwa. Z drugiej strony w końcu Cedrowej udało się wyszkolić Płomiennego — być może problem leży w samej Liliowej. Wojowniczka jednak, z racji swojej natury, prędzej przyznałaby się przed liderką że jest zbyt słabą mentorką, niż powiedziała swojej uczennicy, że ta jest beztalenciem. 
Gdyby tak popatrzeć na klan, może wyszłoby, że Liliowej nieźle idzie. W końcu Nieuchwytna Łapa najkrótszego treningu nie miała, a teraz jest jedną z najlepszych wojowniczek w klanie. W końcu może być tak, że tym dłuższy okres ćwiczeń, tym lepiej; zresztą, to brzmiałoby dość sensownie.
— Przepraszam? — Liliowa Łapa wysapała. — Mogę już zmienić pozycję na nieco bardziej wygodną?
— Co… A, tak — z zakłopotaniem powiedziała nauczycielka. — Znaczy… Nie? — zaraz poprawiła się, co brzmiało tak, jakby zapytała się sama siebie, co jej uczennica ma do cholery robić. — Tak. Postój jeszcze chwilkę.
— Ale stoję dłuższą — Łapa powiedziała cierpliwie.
— No to… Możesz przestać.
Suka położyła się, by odpocząć. 
A Cedrowa zdała sobie sprawę, że to ona być może jest zbyt pogrążona w swoich rozmyślaniach i poświęca młodzikowi zbyt mało czasu. Wobec tego, po dłuższej chwili zastanowienia, postanowiła zabrać Liliową na spacer po mieście. Być może taka wycieczka pomoże jej zrozumieć Dwunożnych? O ile ich da się w ogóle zrozumieć.
W każdym razie, to mogłoby się jej przydać.
— Liliowa Łapo, jeżeli nie masz nic przeciwko, zabrałabym się jutro na cały dzień. Pokażę ci miasto — zaczęła Cedrowa. — Wiem, że byłaś tam już nieraz, jednak doświadczenie ci się zawsze przyda. Być może zobaczysz coś nowego? – zadała retoryczne pytanie, czekając na Lilię.
— Nie mam nic przeciwko — sunia o kręconej sierści delikatnie zamerdała ogonem.
— Więc wstań wcześniej. I nie jedz nic — dodała. — Upolujemy coś po drodze. Głód doda ci zdolności.
Uczennica powoli pokiwała głową.
A więc niech się zacznie. Nareszcie nadszedł czas, by przetestować umiejętności Lilii w terenie. 

<Liliowa Łapo?>
[535 słów: Cedrowy Deszcz otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia, a Liliowa Łapa 2 Punkty Treningu]

20 września 2021

Od Liliowej Łapy do Cedrowego Deszczu

Cedrowy Deszcz została moją mentorką. 
Oceniłam suczkę stojącą przede mną krytycznym wzrokiem. Zmrużyłam powieki, smakując powietrza — jej zapach byłby całkiem przyjemny, gdyby o siebie dbała, bowiem śmierdziała potem. 
— Mentorko? — zbliżyłam się do niej, przekrzywiając w skupieniu głowę. Wykrzywiłam szczękę, przyglądając się wojowniczce z uwagą; Cedrowa patrzyła się wszędzie, tylko nie na mnie. — Myślałaś czasem, żeby wysmarować się kwiatami? O, na przykład różami, pachną odurzająco słodko, jednak myślę, że do ciebie najbardziej pasowałyby ciemne astry, czy inne, bardziej delikatne. Mocne kwiaty nie są dla ciebie, łatwo by cię przyćmiły. — przerwałam na chwilę, by wziąć wdech. — Masz całkiem ładne futro, nie kręcone, ale zawsze coś. A to… O FUJ, CHOLERA, SUKO, ZABIERZ TO ODE MNIE!!! 
Cedrowa zamrugała zdziwiona oczami, zdezorientowana spoglądając po otoczeniu. 
Po chwili spuściła wzrok, podczas gdy ja biegałam spanikowana po pomieszczeniu, piszcząc głośno. Na jej łapie znajdował się paskudny, tłusty kleszcz. Przerażona nie na żarty, odbiegłam od wojowniczki, najdalej jak mogłam, przyciskając się ciałem do rogu pomieszczenia. Wywaliłam z przerażenia oczy. Stałam sparaliżowana, obserwując kątem oka robala. 
— Zabierz… to… ode mnie… — ponowiłam prośbę drżącym szeptem. 
Nagle Cedrowa schyliła głowę i zacisnęła zęby na pasożycie. Wyrwała go ze skóry, a naokoło trysnęła krew. 
Myślałam, że zemdleję. Zatoczyłam się. 
— Cholera — po chwili spokojnie powiedziała wojowniczka, przyglądając się swojej kończynie. — Źle ugryzłam. Chyba jego tyłek został mi w łapie. 
Oczy wpadły mi do czaszki, a ja zatoczyłam się, tak jak pokazywała Sarenka. Lekko drżąc, zemdlałam.

***

Z obrzydzeniem zezując, by przyglądnąć się mysiej żółci, którą trzymałam na kupce mchu nabitym na patyku, weszłam do legowiska starszyzny.
Nie rozumiałam, dlaczego akurat mi przypadło wyciąganie kleszczy starszyźnie. Przecież to takie ohydne! A co, jak przeskoczą na mnie? Paskudztwo. Poczułam, jak resztki myszy podchodzą mi do gardła. 
— Dzień dobry! — mruknęłam niewyraźnie, gdyż trzymana w zębach gałązka utrudniała mi mówienie.
— Przyszłam zobaczyć, czy macie kleszcze i w razie czego wam pomóc. O, może pani chce pierwsza?
— zwróciłam się do najstarszej w legowisku suczki. Zaraz potem mrugnęłam do dziadków. — Wybaczcie panowie, ale suczki mają pierwszeństwo. 
Starszyzna zaśmiała się ochrypłymi głosami. W zasadzie to ich nawet lubiłam, jeśli tylko nie musiałam ich moczyć w tej żółci, ble. 
Podeszłam do jednej z babci, sprawdzając, czy nie ma w sierści kleszczy. Przebierałam łapami jej sierść, co jakiś czas widząc przyczepionego do skóry pasożyta. Z przymrużonymi oczami i natłokiem myśli uniosłam gałąź, niepewnie dotykając kleszcza zamoczonym w żółci mchem. Robal udusił się, z plaskiem opadając na podłogę. Znów zakręciło mi się w głowie. 
— Wszystko w porządku? — starsza rzuciła mi spojrzenie przez bark, na co delikatnie pokiwałam głową, zbyt przerażona, by wykonać większy ruch. Kleszcz leżał tuż przede mną. 
Była wojowniczka podniosła łapę, miażdżąc ciałko robala. Odrzuciłam głowę w tył, a patyk z mysią żółcią niemal wyleciał mi z pyska. 
— Och, współczuję. Biedna jesteś — mruknęła babcia, wstając. Jej stawy trzasnęły cicho. — Daj ten badyl, widać, że to nie na twoje nerwy. 
— Nie, nie… — wyjąkałam, jednak jeden ze starszych psów mi przerwał. 
— Przecież mamy zęby i łapy, daj spokój. Sami możemy o siebie zadbać. 
Wlepiłam w niego przerażone spojrzenie, a łapy znów zaczęły mi się trząść. 
Dziadek podszedł do mnie, wyrywając mi z pyska gałązkę. Przytknął mech z żółcią do miejsca na głowie suczki, w którym siedział naprawdę olbrzymi kleszcz. 
Piszcząc głośno, wybiegłam z legowiska, odprowadzana własnym echem.

<Cedrowy Deszcz?>
[558 słów: Liliowa Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia oraz 2 Punkty Treningu]