Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Mięta•. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Mięta•. Pokaż wszystkie posty

4 stycznia 2022

Od Mięty CD Dymu

Kiedy skończył się patrol Dym ruszył na tereny Tenebris. Szczerze byłam ciekawa, co z tego wyniknie, jednak nie chciałam wojny. A co, gdyby coś mi się stało? Lepiej nie ryzykować. No oczywiście klanu też, chociaż nie uznawali nas za klan. Cieszyłam się z tego powodu. Przynajmniej nie byliśmy jak Ci od Gwiezdnych.

* * *

Minęło... dużo księżyców. Wojna się nie odbyła. Wszyscy żyją. Ja się zestarzałam. Dym zszedł się z Pumą. Ta, z tą dziwką. Wiedziałam, że coś z nią będzie. Miałam do tego przeczucie. Wiedziałam to po prostu. Czułam to w kościach. Tak za nią latał, że to nic dziwnego. Jednak pomimo tego, że ja, czyli jego przyjaciółka, mówiła, żeby się z nią nie schodził, ten i tak to zrobił. Chociaż nie to bolało najbardziej. Miałam jakieś dziwne ataki złości przez to. Nie wiedziałam czemu. Na samym początku ich związku pokazałam, teraźniejszemu liderowi, że mi się to nie podoba, ale ten nie rozważał nawet tej opcji. Czułam się strasznie.
Po długim czasie mi trochę przeszło, ale tylko odrobinę. Właściwie to zaczęłam chować tę złość, aby Dym nie myślał, że ciągle jestem na niego obrażona. W rzeczywistości lubiłam z nim przebywać, ale tego nie pokazywałam. Czemu? Już i tak miał większe ego niż wzrost. A przynajmniej według mnie.
Jako lider był bardzo zajęty. W końcu, kiedy udało mi się go złapać, zaczęłam.
— Cześć Dym. — szczeknąłem do niego cicho.
Osobnik płci męskiej odwrócił do mnie pysk. Od razu się uśmiechnął.
— Hejka Mięta.
Był naprawdę zadowolony, że mnie widzi. Widziałam to w jego oczach, ale i postawie. Dym zwykle był psem, który pokazywał najmniejszą emocję w swojej pozie. Może nie widziały tego psy, które pierwszy raz go na oczy widziały. Z pozoru w końcu był psem, który jest poważny i opanowany. Spokojny pies, huh? Kiedy ja go pierwszy raz zamieniłam z nim słowa, tarzał się w śniegu. Co prawda, był dużo młodszy, ale nie zmienił się od tego momentu aż tak. Nadal jest naiwny. Nic nie zmieni mojego zdania.
— Aż tak jesteś zajęty obowiązkami lidera? — burknęłam, udając oburzoną, że nie ma dla mnie czasu.
— Lider to nie zastępca! — powiedział od razu.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na karton obok.
Przypomniało mi się dużo wspomnień. Na Gwiezdnych! Znaczy, pieprzyć Gwiezdnych. Niby jestem już tyle w Bezgwiezdnych, a potrafię się pomylić. Czemu to było takie irytujące?
Pamiętam, jak na naszej pierwszej przygodzie schowaliśmy się w kartonie, w samym obozie Industrii! To był jego pomysł. Więc jak on został liderem?
To w sumie niejedyna przygoda. Na przykład.... Hiacynt! Ten denerwujący szczeniak, którego spotkaliśmy na terenie Flumine.
— Pamiętasz może Hiacynta? — powiedziałam po zastanowieniu.
Ten jakby się zdziwił i zamrugał kilka razy.
— No co? — burknąłem, tym razem serio niezadowolona.
— Oczywiście, że pamiętam Hiacynta! — odparł, jakby to była oczywista rzecz.
Już myślałam, że nie była to tak oczywista rzecz, jak myślałam. Trudno byłoby, aby o nim zapomniał. Przecież tak go kochał! Oczywiście żartowałam. Miałam nadzieję, że tak nie jest.
— Byłeś taki pewny, że uda Ci się go wziąć z powrotem do siebie, tatusiu — parsknęłam wrednie.
Dym przewrócił oczami. Chyba nie spodobało mu się to, że nazwałam go tatusiem. Przecież sam szczeniak tak go nazwał!
— Po prostu nie mogliśmy go tam zostawić — powiedział, w połowie poważnie, a w połowie żartem.
Dobre serce lidera się odpaliło. Ja miałam inne podejście do tego tematu. Czy czułam się bezduszna w jego towarzystwie? Kompletnie nie. Wtedy miałam dobry humor, więc byłam miła (w miarę). Co innego, gdybym była w złym humorze.
— Jasne, jasne. Nie zesraj się — powiedziałam, jakbym nie miała lepszego argumentu.
W pewnym sensie nie miałam lepszego argumentu. W końcu co miałam powiedzieć? W pewnym sensie miał rację, ale z drugiej strony jakoś przyszedł do nas. Powinien wiedzieć jak wrócić. Nie chciałam się powtarzać.
— Tak czy siak. Powinniśmy się gdzieś przejść, tak jak było kiedyś! — rzuciłam po chwili ciszy.
Dym nie mógł narzekać na moją zmienność humoru, znaczy, mógł, ale wiedział, że gdyby to zrobiłby, nie przeżyłby. Skąd to wiedziałam? Ponieważ zmieniam co chwilę humor?
— Jasne, tylko dokończę to co robiłem — mruknął.
Usiadłam w tym kartonie, co wcześniej dał mi dużo wspomnień. Postanowiłam tutaj czekać na Dymka.

<I'm done, teraz Ty Dymie.> 
[672 słowa: Mięta otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

22 maja 2021

Od Mięty CD Dymu

— Nie ufam Ci, od momentu, kiedy szlajasz się gdzieś z tą dziwką! — syknęła Mięta zdenerwowana.
Oczywiście, tak dziękuję Dymie. Najbardziej chciała mu wybuchnąć gniewem czy płaczem przy Pumie… no jednak… hehe… wstyd? Taki trochę. No przecież suczka nie jest psychopatką. Tylko nie przepada za Pumą.
— Nie nazywaj jej tak — warknął na nią Dym ostrzegawczo.
— Bo co? Zaatakujesz mnie? — odwarknęła Mięta.
Miała pewność, że tym nie podniesie na nią łapy. Przecież to oczywiste. Byli z tego samego klanu, w którym nawet jest zastępcą, a po drugie za dużo razy już ją bronił, aby teraz ją atakować. A przynajmniej taką nadzieję miała Mięta, przez co było widać, jak bardzo sobie pozwala.
Dym chyba postanowił się uspokoić i porozmawiać jak ze szczeniakiem, który przechodzi bunt w wieku księżyca. Wziął głęboki wdech. A Mięta już wiedziała, że zacznie być nagle spokojnie irytujący. Normalnie Dym jej aż tak nie denerwuje… no, chyba że chodzi właśnie o takie kłótnie. Wtedy to oboje mają siebie dość.
— Uspokójmy się oboje — zaproponował Dym. — Po prostu się przygotujmy do wojny i może w międzyczasie się uspokoimy.
Mięta ma się uspokoić? Ona? Phi! Przecież ona się oazą spokoju! Poruszyła nerwowo ogonem.
— Ja nie muszę się uspokajać! — „ostrzegła” go suczka. — Pilnuj siebie — powiedziała, jeżąc się w stronę Dyma.
— Dobrze — powiedział jak do szczeniaka. No chyba naprawdę miał jej dość. — W takim razie uspokoję się, nie ma sprawy.
— Wspaniale — prychnęła Mięta.
Po chwili położyła się, po czym położyła na przednich łapach głowę, odwracając obrażona wzrok od Dymu. Zastępca cicho wzdycha. Chyba już kompletnie zrezygnowany. Jednak co się dziwić? Mięta potrafiła obrażać się za nie wiadomo co, jednak dla niej to było całkowicie logiczne. Jej myśli to były właściwie tylko wyzwiska w stronę Dyma.
— A więc jaki jest plan, Dymku? — zapytała już lekko uspokojona po chwili, podnosząc na niego wzrok.
— Musimy trenować, Mięto — powiedział Dym spokojnie. — W końcu będziemy gotowi. Nie możemy w to wątpić.
Oczywiście Mięta w to wątpiła. Nie po to opuściła klan, aby jeszcze z kimś walczyć… jednak no cóż. Z tym psem mogła się wszystkiego spodziewać.
— Dobrze… — mruknęła Mięta niechętnie, po czym podniosła się na proste łapy. Otrzepała się w końcu, rozglądając się. — Może od razu przetestujemy Twój system patrolów — zaproponowała. Można powiedzieć, że trochę się uspokoiła. A przynajmniej nie chciała rozmawiać o Pumie, ta suka ją bardzo drażniła. — Chodź, wielki zastępco.
A więc ruszyli. Mięta nieobrażona i Dym spokojny. Co mogło pójść nie tak?
Gdy doszli na pierwszą część, gdzie mieli patrolować, Dym spróbował jej wytłumaczyć.
— Na samym początku musisz pamiętać, że patrolujemy tylko jedną część z trzech. Nie będziemy przechodzić całego terenu. Jest to wielka strata czasu, a zbadamy większość tego terenu w tym czasie. Kumasz? — powiedział Dym, wysilając swoje komórki mózgowe, aby wytłumaczyć normalnie, co Mięta ma robić. Jednak tak powoli, chyba rozumiał, że Mięta potrzebowała raczej dzisiaj specjalnego wytłumaczenie, po tym, jak już ją po raz kolejny zdenerwował.
— Na razie… — odparła trochę zawstydzona Mięta. Na litość, ile ten młody wymyślił?
— A więc my pójdziemy od kościoła do wysypiska. Wtedy obejdziemy naszą całą strefę. Kumasz?
Na szczęście, Dym tłumaczył jej powoli. Przez co się nie gubiła. Jak to mówił na tym spotkaniu klanu, to wszystko się tak mieszało… nie dało się nic zrozumieć. No, a przynajmniej dla już starej Mięty.
— Tak…? — odpowiedziała dosyć niepewnie. Nie no, raczej rozumie.
— Wspaniale! To wszystko — powiedział zadowolony.
— Myślałam, że więcej tego będzie — burknęła zdziwiona Mięta.
No naprawdę, tylko tyle wymyślił? Myślała, że jak już coś wymyślił to więcej, tak, że sama nie będzie rozumieć. Jednak jak widać, bardzo dobrze to wszystko wyszło. Może to się udać, gdyby Mięta mogła, dałaby mu złotą gwiazdkę do kolekcji w nagrodę.
A więc ruszyli na ten cały patrol. Mięta i patrole… błagam nie. Jednak już musiała, sama to przecież też zaproponowała. Nie miała już wyboru.
Przy śmietnisku doszedł do jej nosa zapach innego psa. Nie, nie był to Dym. Był to inny pies, niebezgwiezdny. Nie znała tego zapachu. Nie były przecież, to też śmieci! Niewiele myśląc, ruszyła w stronę tego złomowiska. Rozejrzała się po nim. Jednak do jej uszu doszedł głos Dymu.
— Coś tak wyrwała? — powiedział dosyć zdziwiony.
Suczka postanowiła zignorować Dyma.
Rozejrzała się ponownie po wysypisku. Przeszła parę kroków i zobaczyła kundla grzebiącego w śmieciach. A to łajza. Już postąpiła krok do niego, oczywiście coś zaszeleściło. Pies odwrócił pysk do niej i gdy tylko ją zobaczył, zaczął uciekać. Mięta się zdenerwowała i ruszyła za nim.
— Stój w imieniu prawa! — warknęła za nim.
Oczywiście poznała po chwili, że to włóczęga. Czyli powinna jeszcze może przyspieszyć. Jednak pościg za chudym włóczęgą się nie udał, gdyż suczka była za wielka, aby przeskoczyć w dziurę, w którą on skoczył.
— Lisie łajno! — warknęła w końcu suczka, do który Dymu do niej podbiegł.
— Prawie go złapałaś — odparł spokojnie.
Zamrugała kilka razu, ruszając uszami w tył.
— Prawie, to duża różnica między złapaniem go rzeczywiście. — Przewróciła szybko oczami.
Dym podchodzi do niej, szturcha ją po karku.
— Przynajmniej próbowałaś — spróbował ją pocieszyć.
Jednak Mięta zwróciła uwagę na ton, w jakim on to mówił, nie co mówił.
— Mówisz, jakbym była Twoją uczennicą — parsknęła. — Dymie! Nauczysz mnie jak walczyć? Proszę, proszę!
Zaczęła udawać ucznia, prawie że skacząc w miejscu. Nawet Dym się zaśmiał.
<Dymie?>
[848 słów: Mięta otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

6 maja 2021

Od Mięty CD Dymu

 Mięta spojrzała na niego, spodziewając się, że będzie zadowolony, jednak tak przez chwilę się nie stało i po prostu wąchał to powietrze. Nie mógł raz powąchać? A nie, wąchał z milion razy. Idealnie.
— Nawąchałeś się już?
— Tak, tak.
— Cieszę się, w takim razie, pokaż swoje zadowolenie… a nie. Lepiej skruchę, że potrafię cię zaprowadzić w ciekawe miejsce bez łamania zasad.
— Skruchę? Phi! — powiedział, udając dumnego pies, po czym odwrócił głowę.
— Oczywiście wielki zastępco — parsknęła lekkim śmiechem suczka, jak widać, jeszcze ten dobry humor jej nie uciekł.
— Dobra, dobra — zaczął pies, jednak Mięta nie dała mu dokończyć.
No nie mówiła nic za bardzo, jednak po prostu rzuciła śniegiem w pysk psa. Trzeba było korzystać, póki ma ten dobry humor, prawda? Nie było tyle śniegu co zeszłej pory nagich drzew. Jednak nadal był śnieg. Dym przez chwilę patrzył na nią zabójczym wzrokiem, że oberwał tym zimnym czymś, jednak jak oberwał już drugi raz od Mięty… to oddał. Przez co przez chwilę, a nawet przez długą chwilę obsypywali się tym zimnym czymś. Jednak kiedy Mięta stwierdziła, że koniec… było raczej to widać, więc Dym momentalnie się opanował. Dym postanowił trochę pozwiedzać to miejsce… co prawda sama Mięta nie miała nic przeciwko temu. Jeśli tylko jakby wpadł w jakąś dziurę, z której gruby nie mógłby się wydostać, to Mięta mu by nie pomogła. Nie ma bata. Sam wpadł to, po co go ratować? Phi!
Przeszli trochę truchtem, co jakiś czas rozglądając się za siebie. Szli pod wiatr, przez co jakieś zwierzęta przed nimi nie mogły ich wyczuć. Za to łatwo było ich śledzić. Mięta po chwili dostrzegła dwa psy przed sobą. Jeden był wielki, prawie bez sierści (podobnie jak sama ona) skóra mu w niektórych miejscach zwisała, a ten pies był większy nawet od Dymu! To był szary gigant. Za to drugi pies był mniejszy, w podobnym wzroście do zastępcy, w przeciwieństwie do poprzedniego psa był włochaty. Miał bardzo dużo tej sierści. Wyglądał z jednej, strony jakby on był tylko jakąś kupką sierści bez ciała.
Mięta zamarła w miejscu, spoglądając kontem oka na Dymka. Dym po chwili też dostrzegł psy, jak można było się spodziewać.
— Dym chodźmy stąd — wyszeptała suczka.
— Chcesz tak po prostu uciec?
— A czy Ty widzisz tego wielkiego psa?! — prawie że krzyknęła to suczka, jednak i tak się opanowała. — Nie znamy tych terenów, może to ich..?
— Jeśli to włóczędzy to nie mają terenów — syknął niezadowolony Dym.
— Dobra, w takim razie ja wracam, a jak chcesz z nimi mieć jakiś spór, to mam nadzieję, że pokonasz tego bossa.
Po czym ruszyła truchtem w drugą stronę, wracając już. Dym po chwili ruszył za nią.
— Wiedziałaś, że oni tu są?
Co to za pytanie?
— Oczywiście, że nie! Skąd ten pomysł? — powiedziała trochę zestresowana.
— To, czemu się stresujesz?
— Nieeee stresuję się.
— Nie kłam.
— Ale ja się nie stresuję Dymku.
— Teraz to Dymek.
— No ale to prawda, nie kłamię, a teraz po prostu wracajmy… raczej nie chcemy mieć znowu ran, a tym bardziej po nich.

Mięta z dnia na dzień coraz bardziej się martwiła (szok), że to nie były przypadkowe psy, tylko właściwie Ci włóczędzy, o których jest tak głośno. Gdy doszła do wniosku, że powinna o tym porozmawiać z Dymem, nie mogła go nigdzie znaleźć. Dopiero nad ranem nagle się pojawił.
— Gdzie byłeś? — zapytała już trochę zmęczonego psa.
— Na zgromadzeniu… — powiedział cicho, po czym ziewnął.
— Na zgromadzeniu? — powtórzyła już trochę erotycznym tonem. — No a co piesek się dowiedział na nim? Hm? Może jak w klanach jest dobrze? Na pewno pochwaliłeś się przecież nowymi szczeniakami prawda? No przecież to oczywiste.
— Nie, zaczęli o tym gadać, ale ja zmieniłem temat na włóczęgi Mięto. — Chyba był zbyt zmęczony, aby zrozumieć jakim tonem mówi Mięta. — Jak widać, my sobie radzimy najlepiej.
— No a jak zareagowali, że pojawiłeś się na zgromadzeniu z Jazgotem.
— Nie byli zbyt zadowoleni.
— Mówiłam Ci.
— Co mówiłaś?
— Nie wierzę — warknęła już kompletnie zdenerwowana suczka. — Ty mnie słuchasz? Mówiłam Ci, że to jest zły pomysł, aby tam iść. Nie no oczywiście przecież Dym wie lepiej, co jest najlepsze, prawda? Nie no oczywiście. No bo przecież trzeba specjalnie przychodzić na zgromadzenie, gdzie się staje przed samymi Gwiezdnymi! Nie no wspaniale! Tego oczekiwałeś? A może jednak poszedłeś tam z innego powodu? Nie no myślałam, że jesteś mądrzejszy choć trochę! Przychodzisz tak sobie na luzie na zgromadzenie, gdzie jest TWÓJ były klan i nagle rozmawiasz o włóczęgach. Masz pojęcie, co Ty właściwie robisz? No jak widać nie! A do tego…
— Ale bo to… — Dym spróbował jej przerwać.
— O nie! Teraz ja mówię! Nie dość, że jeszcze teraz śmiesz mi przerywać to do tego, jak widać, nie masz żadnego poczucia winy! Myślałam, że jako zastępca będziesz miał jakieś poczucie, że czasami czegoś nie można robić, ale jak widać, nie masz tego! Kurwa a jeszcze do tego jako zastępca jesteś czasami bardziej dziecinny niż zwykle! Rozumiem zabawy czasami, tak jak było ostatnio na tych pustych terenach, ale aby tak po prostu sobie iść do kogoś na jego święto do duchów, które nie istnieją?! Jesteś zbyt naiwny! Przecież nawet sama Miękka mówiła Ci, abyście nie szli! Pokazaliście teraz tylko jakimi błaznami są Bezgwiezdni!
Mięta plątała się w tym, co krzyczała. Przez co mogło się to kilka razy powtarzać jedno. Jednak przekaz na pewno był jasny – Mięta była wściekła. W końcu nic nie mówiąc oraz nie czekając na odpowiedź psa, odchodzi od niego, prawie że tupiąc łapami o ziemię.

Suczka za to, iż była tak wściekła, nawet poszłaby do tego debila Leonisa, aby wziąć jakąś truciznę i otruć Dyma. Jednak przy wejściu do legowiska medyka widziała jak Szrama – jedna z wojowniczek w tym klanie właśnie do niego szła. Co prawda Mięta w głowie nazywała ją ,,Pędzi Wiatrem'', jednak przeszła trochę do suczki, zobaczy przynajmniej, co się jej stało. A jeśli się czymś otruła, to może będzie wiedziała co podać temu debilowi, aby nie zginął, ale przy okazji się czegoś nauczył.
Okazało się, że Pędzi Wiatr miała tylko ból gardła, a Leonis ją wyleczył. Czyli prosto ujmując, suczka teraz jest zdrowa, a Mięta nie ma trucizny, aby otruć zastępcę… co prawda również nie chciała tego rzeczywiście zrobić… emocje robią swoje.
<Dymie?>
[1005 słów: Mięta otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

1 maja 2021

Od Mięty

Mięta niezbyt zadowolona ruszyła w stronę swojego ucznia, czyli… eee… jak on miał? Chaber? Chyba tak… a przynajmniej jej się tak zdawało. A trudno, będzie się do niego zwracała „Młody”, bo łatwiej i koniec tematu.
— Wstawaj młody, trening — powiedziała w końcu Mięta, stojąc jak jakieś widmo nad uczniem.
Młody podniósł się trochę przestraszony, że Mięta już nad nim stoi, jednak szybko się opanował.
— Już idę, Mięto — powiedział trochę zaspany uczeń.
No i wyszli, Mięta również, może nadal niezadowolona z dzisiejszego dnia. Jednak nie to jest warte uwagi. Jak szli do miejsca, gdzie planowała mieć z młodym trening, to spodziewała się, że pies zacznie zadawać tonę pytań. A ten cicho siedział. On się dobrze czuje? Spojrzała na tego ucznia zza ramienia. Wyglądał dobrze, więc nie mógł być chory. Lisie łajno! Coś z nim musiało być nie tak. Jeszcze tak przez chwilę się przyglądała psu. Jednak w końcu młody musiał zapytać, czemu Mięta tak na niego patrzyła jakby... chciała go zabić?
— Coś się stało Mięto? — zapytał może trochę już pewniej pies. Na pewno już tak się jej nie bał, jak za pierwszym razem? Coś takiego.
— Jesteś za grzeczny.
— To chyba dobrze.
— Za grzeczny jak na szczeniaka, młody.
Mięta w końcu zabrała swój zabójczy wzrok z ucznia, ruszając dalej.
W końcu doszli po tej długiej ciszy na pierwszą granicę z Industrią. Mięta spojrzała na młodego.
— Tutaj jest granica z Industrią, przejdziemy po granicy, abyś wiedział jakiej części nie przechodzić bla bla… kumasz?
Mięcie jak widać, nie chciało się wszystkiego tak tłumaczyć. Pierwszy trening zawsze był taki nudny i ogólnie… na pewno jej samej się bardziej podobało polowanie.
— Tak.
— Nie masz żadnych pytań?
— Nie mam.
— Ale tak żadnych?
Suczka nie dowierzała, że młody nie będzie taki wkurzający. Naprawdę myślała, że będzie tak denerwujący, jak reszta.
— Nie mam, wszystko rozumiem.
— Dobrze… — mruknęła cicho, po czym ruszyła wzdłuż granicy.
Tym razem w stronę granicy z Tenebris. Ona przecież sama była z Industrii, więc no po prostu nie mogła patrzeć na tereny tego klanu. Wolała przyspieszyć, nie myślała w tym momencie o tym, że młody może nie nadążyć. Dopiero po chwili zwolniła, oglądając się za siebie. Młody był w tyle, kto by się spodziewał…
— Żyjesz?
— Żyję… — powiedział lekko zdyszany.
— Znakomicie, to przyspieszamy.
— C-co…
— Nie no, prowadź. Tylko jak postąpisz krok za granice… to zawróć, ok?
— Dobrze… — powiedział młody, już opanowując swój ton głosu, po czym truchcikiem wyprzedził suczkę.
Mięta postarała się iść za psem wystarczająco wolno, aby młody przynajmniej przez chwilę mógł iść... normalnie. Za to ona musiała tak się wlec... eh. Czy te łapy młodego nie mogły urosnąć szybciej? No ile można? No dobrze... ona kiedyś też była takim szkrabem. Życie jest niesprawiedliwe.
Po dosyć długiej chwili w końcu obeszli wszystkie granice. Mięta kompletnie niezadowolona ze swojego pomysłu, że puściła ucznia przodem, spogląda na niego.
— Dobrze, jak już obeszliśmy całe tereny — zaczęła, jednak urwała na chwilę. Myślała, że uczeń jej przerwie, ale to przecież TEN młody. — Zaliczyliśmy patrol i mamy trening. Trudno, że Dym mówił o jakimś innym chodzeniu na patrole. Nie obchodzi mnie to.
— Wracamy do obozu?
— Tak, wracamy.
Mięta wraz z młodym wróciła do obozu, już przy wejściu suczka wypatrzyła Pumę, czyli taką jedną, której sama Mięta nie lubiła. Warknęła coś pod nosem, widząc tylko, jak idzie. Trudno było powiedzieć, czemu akurat Mięta tak się na niej uwzięła, po prostu jej nie lubiła.
— Nie lubię tej dziwki — syknęła cicho pod nosem.
— Kto to dziwka? — zapytał młody, patrząc na nią swoimi szklanymi oczami.
— Dziwka? — potworzyła zakłopotana suczka. — No cóż… mama ci powie, dobrze?
— Dobrze…
[580 słów: Mięta otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia, a Chaber 2 Punkty Treningu]

20 kwietnia 2021

Od Mięty CD Dymu

Uhhh... zawsze ten Dym był taki wkurzający czy tylko teraz nagle Mięta ma takie wrażenie, jakby zaczął być bardziej opryskliwy? Przecież ona się zagryzie, jak jeszcze powie coś, że to jej wina. A może on właśnie tego chce, aby ona się zagryzła? Nie no super. Mięta żyje już z nim cztery sezony i teraz widzi, jaki to denerwujący gad. Doszli w końcu do medyka. Może dla Mięty również niestety. Westchnęła cicho, wchodząc z zastępcą do legowiska Leonisa...
Mięta rozejrzała się po pokoju. W końcu ich obóz znajdował się w blokowiskach po dwunożnych, nie można było się spodziewać niczego więcej, przecież nigdy nie będzie jak w starym domu. Jednak koniec tych wspominek, musi zastępcę doprowadzić do porządku... a tym bardziej, kiedy jeszcze tutaj nie ma Leonisa. Oboje są ranni, a medyka ani jego uczennicy tu nie ma. Warknęła coś pod nosem, po czym machnęła ogonem już kompletnie zdenerwowana. Wcześniej jeszcze próbowała odetchnąć po nieprzyjemniej wymianie zdań z Dymkiem, ale teraz? Nie no świat chce ją kompletnie po prostu dzisiaj zmiażdżyć. Syknęła coś pod nosem nieprzyjemnie, po czym legła dosyć głośno na posłanie gdzie zawsze leżeli pacjenci. No tego jeszcze brakowało. Podniosła wzrok na samca, który jak widać, raczej też się źle czuł. No, tylko że on bardziej przez rany, kiedy suczka o nich totalnie zapomniała. Przewróciła szybko oczami.
— Masz moje pozwolenie na usadowienie swojego zada na legowisku, panie Dymie — powiedziała oczywiście nadal obrażona.
No chyba już każdy wie, że jak Mięta jest zdenerwowana, to potrzebuje czasu, aby dojść do dobrego humoru. Jednak w końcu! Przyszedł Leonis ze swoją uczennicą, Kurką. Dym momentalnie się podniósł. Phi. Mięta za to leniwie podniosła wyżej pysk.
— A wy znowu... — powiedział niezadowolony medyk.
Ehh... czemu akurat ona musi spotykać się z psami, których nie lubi? Nie no super.
Po wizycie u medyka wojownicy musieli odpocząć. Przecież nie wrócą do zdrowia tak nagle. Dym jak zwykle się wiercił, w tę i z powrotem wypełniając swoje obowiązki.
— A czy Ty musisz tak głośno iść? — powiedziała niezadowolona suczka, kiedy akurat zastępca przychodził obok miejsca, w którym siedziała.
— A jak mam chodzić? — odwarknął cicho do suczki.
— Normalnie przynajmniej. — Przewróciła oczami, po czym położyła pysk na swoich przednich łapach, odwracając wzrok perfidnie od psa.
Dym jak widać, nie miał już siły, aby znosić humorki Mięty, więc po prostu wrócił do swoich obowiązków.
Dopiero na wieczór Mięta się uspokoiła, a Dym skończył rozkładać swoje obowiązki na cały dzień. Szczerze, Dym nie musiał podchodzić do Mięty, to ona przy jedzeniu wzięła pierwszą lepszą zwierzynę ze sterty i położyła się obok Dyma, aby ją zjeść.
— A więc mam nadzieję, że udało Ci się dobrze rozdzielić obowiązki — mruknęła suczka podczas jedzenia.
Dym spojrzał na nią z niedowierzaniem, jakby nagle ducha zobaczył. Prawie zadławiając się swoją zwierzyną, chrząknął raz, jednak i tak zaczął mówić.
— Tak, tak. — powiedział w końcu.
Mięta po chwili wstała. Nie miała ochoty tutaj teraz tak siedzieć. A w końcu, sam Dym powiedział, że ma go zabrać na coś interesującego, co nie jest polowaniem. Odpowiedź była prosta — zabierze go na patrol. Nie no, a tak na serio to nie. Samej jej by się nie chciało. Spojrzała na swoją niedojedzoną zwierzynę, lecz i tak ruszyła w końcu w stronę wyjścia z obozu. Obejrzała się za siebie, czy Dym idzie za nią. Jednak ten jadł sobie, patrząc, co ona wyprawia. Mięta tupnęła o ziemię przednią łapą, a po chwili Dym wstał leniwie ze swojego miejsca, gdy zjadł swoją zwierzynę i ruszył ku boku Mięty.
Po chwili cichego marszy w końcu zastępca spytał.
— A gdzie my idziemy?
— Mój drogi, idziemy na wycieczkę.
— Gdzie?
— Pójdziemy... — Zastanowiła się przez chwilę. — Na patrol. Nie no, żartuję. — dopowiedziała szybko, zanim Dym zdążyłby się obrazić. — W sumie… to zobaczysz przynajmniej. — I tutaj nacisnęła na te słowa. — Nie złapie nas patrol.
Dym na jej niemiły gest przewrócił oczami, no jak widać, Mięta nawet w swojej dobrej stronie potrafi być wredna.
— To jak?
— Gdzie dokładniej chcesz iść?
— Nie ufasz mi? — odpowiedziała krótko.
No i teraz masz możliwość Dymie, najlepiej powiedź prawdę. To jest najlepszy pomysł. Mięta pewnie by się obraziła, gdyby powiedział to z pełną powagą, że jej nie ufa. W końcu tyle już Mięta z nim przeszła… od chodzenia po obozach innych klanów do kłócenia się z nim. A patrząc z perspektywy czasu, chyba jednak wolała się z nim gdzieś szlajać niż z nim kłócić.
<Dymie?>
[713 słów: Mięta otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

8 kwietnia 2021

Od Mięty CD Dymu

Zamrugałam kilka razy. Chyba jednak naprawdę wolałam, kiedy Dym zachowywał się, jak na zastępcę przystało. Tak, definitywnie, wtedy przynajmniej czułam, że jest dojrzały… no i tak dalej. Um… no cóż, tak.
— Źle się czujesz? Może jednak wrócimy do Leonisa, aby dał Ci jakąś truci… znaczy lekarstwo. — Poprawiłam się.
— Aż tak się o mnie martwisz? — zapytał, chyba nawet mniej zdziwiony, że chciałam powiedzieć „truciznę”.
— Tak, nie chcę być znowu chora — parsknęłam, po czym przewróciłam oczami.
Rozejrzałam się naokoło. W końcu byliśmy na plaży, chociaż i tak można było stwierdzić, że mogą tu gdzieś chodzić dwunożni. A nawet jeśli nie, to jeszcze musiałam się pilnować, aby nikt mnie nie zobaczył z tym mysim móżdżkiem, czyli Dymem dla niedoinformowanych. Chociaż i tak, pora zielonych liści się kończyła. No ba, jeszcze była. Dwunożni mogli tu się pojawić w każdej chwili. Spojrzałam z powrotem na tego psychopatę, co chciał tunel wykopać.
— Wracamy, nie chcę mieć problemów — powiedziałam stanowczo do zastępcy własnego klanu.
Właściwie… to co mi może zrobić jako taki wielki zastępca? Nic, no właśnie. Niby może na mnie naskarżyć Miękkiej, ale czy on naprawdę będzie chciał słuchać o tym, jak to źle postąpił i mojego marudzenia? Raczej nie. A ja tylko staram się być miła... no cóż. Musieliśmy ruszyć przez tereny Industrii, czyli mojego byłego klanu. Dym chyba naprawdę robił mi to na złość. Musiałabym go spytać o to, ale w obozie, gdyż od razu już wyczułam zapach patrolu. Spojrzałam na swojego towarzysza, czy też podziela moje obawy. Niestety, ale tak.
— No i widzisz, co narobiłeś? — syknęłam cicho niezadowolona.
— Ja narobiłem? Mogliśmy pójść na około — odwarknął Dym również cicho.
Już chciałam mówić, abyśmy biegli, jednak oczywiście patrol do nas dotarł. Spojrzałam na ich znajome pyski. Prawie od razu rozpoznałam, kto to jest, no może, gdyby tylko nie uczennica, która z nimi była. Jednak oprócz tej larwy rozpoznałam obydwóch wojowników.
— No cześć, my tu tylko przechodzimy, możecie nas przepuścić… Hehe… — powiedziałam speszona.
Kto jak kto, ale raczej nawet sam nasz wspaniały zastępca byłby speszony, gdyby nagle wypadało mu gadać z wojownikiem z Flumine.
— Nie sądzę, abyśmy nagle musieli puścić wolno intruzów — odparł tym swoim jakże spokojnym i denerwującym tonem, właśnie Sowi Pazur. Od tego sama mam już po dziurki w nosie. Zmarszczyłam nos niezadowolona.
— My tylko przechodzimy, głuchy jesteś czy naprawić Ci słuch?
— Wolę być głuchy niż słyszeć Twój głos.
Warknęłam coś pod nosem. Oczywiście nie chciałam walki, wypadło to by na pewno źle, a tym bardziej, kiedy nie jesteśmy na swoich terenach… eh. Czemu akurat, kiedy wracamy, musi nas to spotykać? Dym wiedziałby, że to się źle skończy przecież, ale nie, nie. Musieli przecież teraz przyjść prawda? No oczywiście! Dzięki wielki Dymie! Przecież o to chodzi przez cały czas prawda? No wspaniale! 
Zanim się obejrzałam, już widziałam, jak Sowi Pazur prawie mnie przewraca na ziemię, ale uniknęłam jego ataku. No cóż. W końcu jestem szybsza od tego bydlaka. Warknęłam jeszcze raz na niego, widząc, jak Dym siłuje się z drugim psem. Problem pojawił się, kiedy kompletnie zapomniałam jego durnego imienia.
Sowi Pazur ugryzł mnie w szyję. Jak to bolało! Syknęłam z bólu. No wspaniale! Szybko spróbowałam się wyrwać, co mi się udało, przy okazji oczywiście nie mogło się obyć bez ugryzienia przeciwnika. Spojrzałam szybko na Dym, który chyba sobie radził. Odetchnęłam lekko. Spojrzałam ponownie na zastępcę, który już wydostał się z uścisku psa.
— Uciekamy! — rzuciłam szybko, po czym popędziłam biegiem w stronę naszych terenów.
Na szczęście Dym biegł za nią. No pięknie znowu trzeba będzie odwiedzić tego starego medyka, no wspaniale. Kolejny raz?
<Dymie?>
[579 słów: Mięta otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

15 marca 2021

Od Mięty

Mięta, Mięta, Mięta... cóż tu o niej mówić? Może to, że dzisiaj była we wspaniałym humorze, co raczej nie jest nowością, raczej codziennie tak się budzi, to po prostu inni psują jej dzień. Na to nic nie poradzi... No cóż. Dym miał swoje obowiązki, do których w sumie sama go przekonała, ale to mniejsza. Przynajmniej dzisiaj nie musiała sobie nim zawracać głowy. Były nowe szczeniaki, czyli kolejne czego trzeba unikać. Nie to, że Mięta nie lubi szczeniaków, jednak… aby polubić nie swojego szczeniaka, musi ten szczeniak być bardzo grzeczny, i zawsze się z nią zgadzać. Inaczej? Inaczej nie wiadomo, po co on do niej zagadał. Ona nigdy by nie podeszła do cudzego dziecka. Nie ona je urodziła. Jednak aby mieć własne szczeniaki? No to trzeba o nie dbać. Takie małe miniaturki siebie samej. Słodziaki! Jak można ich nie kochać wtedy? Są takie milutkie i niewinne, ale te inne to są takie dziwne i brzydkie. Jej szczeniaki na pewno byłby ładne. Chociaż czemu ona się nad nimi tak rozmyśla?! Koniec. Uch! Powinnaś gdzieś się przejść, wziąć trochę świeżego powietrza, i się uspokoić.
A więc ruszyła. Próbując nie myśleć o tym mysich móżdżkach, kierowała się do legowiska wojowników. Na tym starym blokowisku… no cóż. Naprawdę było nie codziennie. W magazynie było inaczej. A tutaj? No cóż, natura zawsze była czymś, co ona wolała… Nie musiała wtedy uciekać przed dwunożnymi. 
[227 słów: Mięta otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

1 marca 2021

Od Mięty CD Dymu

Mięta naprawdę się zdziwiła kiedy Dym do niej przyszedł, z jednej strony — było to miłe, jednak z drugiej. Po co? Już coraz bardziej się zastanawiała, czy na pewno Dym czasami myśli. Do tego raczej nigdy nie miała pewności. A tym bardziej, skąd tu się zjawił. Przed chwilą go tu nie było. A tym bardziej, jak teraz leżał na ziemi, jakby błagał o litość. Gdyby działo to się w obozie, poczułaby się bardzo niezręcznie. Ale teraz? To tym bardziej, chociaż wiedziała, że nikogo tutaj nie ma oprócz nich. Może to ona źle się czuje po prostu? No racja, to byłoby prawdopodobne. Albo oboje źle się czują. Rozejrzała się niezręcznie, czy na pewno nikogo tutaj oprócz nich nie ma, po czym spogląda znowu na zastępcę, który błaga ją o litość. Ale naprawdę nie miała pomysłu, o co może mu chodzić. Kto normalny nagle się kładzie na ziemi i przeprasza? Jak widać — Mięta chyba jednak potrzebuje więcej ziół, gdyż jej coś nie pomogły. Chociaż ciągle czuła, że coś ją piecze na pysku.
— Ale ty możesz mi w końcu powiedzieć, o co Ci chodzi, prawda?
Dym popatrzał na nią jeszcze bardziej chyba zmartwiony. Czyli to jednak ona ma coś z głową, rozumiem. Pies po chwili wstał. Oczywiście już otworzył pysk, aby zacząć coś mówić, jednak Mięta mu nie pozwoliła, tylko od razu szturchnęła go delikatnie nosem po barku, co chyba jeszcze bardziej go zdziwiło.
— Już się może jednak nie wysilaj, bo w tym stanie chyba nie dam rady Cię zrozumieć — odparła dosyć delikatnie. Jakby nie ona... naprawdę chyba jednak potrzebowała odpoczynku.
Mięta wraz z Dymem, oczywiście suczka co jakiś czas się zatrzymywała. Osłabienie jeszcze dawało po sobie znaki, z takiej choroby, nie dało się wyleczyć raz-dwa. Dochodzą do legowiska wojowników, czyli również do obozu, który był w starych blokowiskach, co już każdy wiedział. Mięta kładzie się na swoim legowisku, od razu zasypiając. Oczywiście słyszała kroki Dyma, który gdzieś człapał, inaczej się tego określić nie da, gdyż nawet taka zmęczona suczka jak ona to usłyszała, jednak nie potrafiła określić gdzie. W czym był problem dla niej.
 
Suczka obudziła się grubo po wschodzie słońca, wcześniej się jej nie dało obudzić, co jej za bardzo nie przeszkadzało. Za to była wypoczęta. Wyciągnęła łapy do przodu, rozciągając się. Po czym dopiero teraz otwiera oczy. Od razu zauważyła, że nie ma w legowisku Dyma, jak i też żadnego z wojowników, a ona musiała w końcu wstać. Nikt jej raczej nie uwierzy na wymówkę taką, iż źle się czuje, gdy wyglądała na na pewno wyspaną. Tak też zrobiła. Wstała i wyszła nawet zadowolona z legowiska, jak ona lubiła się wysypiać, nikt jej nie budził, ani czegoś takiego. Jednak jej samotne wyjście z legowiska wojowników nie trwało długo, gdy nie wpadła prawie że na Dyma, który spojrzał na nią, a ona w dobrym humorze nawet się uśmiechnęła, że go widzi. Oczywiście, nadal ból na pysku dawał swoje znaki, ale spróbowała to zignorować.
— A kto tu wstał? — powiedział, dosyć energicznie, widząc oczywiście, co nosi na pysku.
— Niestety ja... — mruknęła, udając oczywiście niezadowoloną z tego powodu. — Masz może jakiś patrol dla mnie? — dodała.
— No mam, ale nie chce Cię przemęczać czy... — tym razem już Mięta nie dała mu dokończyć, nie chciała słyszeć tego tragicznego zakończenia.
— Przemęczać? Proszę Cię! — powiedziała, jednak i tak po chwili chrząknęła. — Jeśli aż tak bardzo się o mnie martwisz, to jeśli nasz szanowany zastępca nie ma teraz zajęć, to pójdzie ze mną, prawda? — powiedziała suczka, oczywiście też nie czekając na odpowiedź i po prostu ruszyła w stronę wyjścia z ich obozu.
Nie chciała, aby kogoś odpowiedź zepsuła jej dzień, mimo tego, iż po prostu czuła, że tak się stanie, nieważne czy specjalnie, czy też nie. Po prostu Mięta nie lubi dużo rzeczy, a tym bardziej, owa suczka potrafi się zdenerwować o najmniejszą rzecz. Nawet jak ma taki wspaniały humor jak teraz. Trudno ją zrozumieć...
Obejrzała się za siebie, czy Dymek idzie za nią, i na szczęście tak było. A czemu na szczęście? Szczęście dla niego. Zwolniła trochę, aby iść z nim krok w krok. Oczywiście rozmawiając, cicho co prawda, jednak dla niej wystarczyła zwyczajna rozmowa, na pewno przez to się nie zdenerwowała.
Gdy już skończyli patrol, Mięta oczywiście postanowiła gdzieś pójść jeszcze, i nie. Nie chciała iść na tereny innych klanów czy coś takiego. Chciała po prostu się przejść, czyli spojrzała na niego.
— Masz jakieś rzeczy do załatwienia, czy możesz jeszcze chwilę mnie „popilnować” — parsknęła cicho, i poczekała chwilę na odpowiedź.
Ten jego mysi móżdżek za wolno pracował, jak zauważyła. Dym naprawdę się coś długo zastanawiał, jakby miał coś do zrobienia, ale nie chciał jej powiedzieć. No oczywiście, jeszcze niech jej powie, że tego Hiacynta tutaj ściągnął, ale boi się powiedzieć. Eh! Niestety Mięta o nim jeszcze pamiętała.
— Możemy pójść, nic nie mam takiego do załatwienia — powiedział w końcu, a Mięta już w duszy się czuła jak szczeniak.
Dym spoważniał, co było widać, teraz to czuła się, jakby to ona była młodsza, niż zawsze on. Chociaż nadal to ona była starsza, i zawsze jak sobie o tym przypominała, to aż jej się smutno robiło, jednak po zachowaniu Dyma, jak gdyby czuła, że naprawdę po prostu stara się być jak najlepszym zastępcą. Co nie było według niej dobre, gdyż mniej czasu spędzał z nią. O niej jak można się spodziewać — nie podobało się jej. W końcu dochodzą do miejsca, w którym jak dobrze pamiętała — trochę dalej było wysypisko. Czyli jeszcze nie dojdą do tego śmierdzącego miejsca. Zatrzymała się właśnie w tym miejscu, rozglądając się. Chociaż nie było tutaj nic ciekawego. No, chyba że na przykład ona. Machnęła ogonem. O czym spojrzała na zatrzymującego się już psa. Oczywiście nie będą szukali ziółek, nawet jak to Dym zaproponuje. Oczywiście już czuła jak coś jak gdyby kapało z pyska. Nie padał deszcz, a to coś piekło. Czyli oznaczało to, że ta rana, którą miała na pysku, już pokazała ponownie, że jest. Pies od razu do niej podchodzi, oczywiście może trochę zmartwiony, i liznął ją po pysku. Co jeszcze bardziej ją zapiekło. A ona nie chciała iść do medyka, ponownie. Syknęła coś pod nosem.
— Trzeba będzie pójść z tym do Leonisa jednak... — mruknął zastępca.
— Nie trzeba, mówię Ci, przestanie. W nocy przecież aż tak źle nie było. Teraz to tam wróciło, ale wiesz. Nie trzeba — powiedziała bardzo szybko Mięta, po czym się obejrzała.
Suczka oczywiście postanowiła, może zapolować, choć nie była pewna czy coś tu znajdzie. Na samym początku — od razu zobaczyła przebiśniegi, trawę z rosą, błoto, ale na pewno nie zwierzynę. Również nic nie czuła. Oprócz tego smrodu, który jest ogólne na ich terenach. Westchnęła i spojrzała ponownie na Dyma. Który ewidentnie chyba chce wziąć ją na litość, aby pójść do medyka.
— Nie ma mowy.
— Przecież Leonis Cię nie zabije.
— Prędzej to ja go zabiję, jak spróbuje mnie dotknąć — parsknęła, po czym nie czekając na odpowiedź, ruszyła dalej.
Od razu jej humor poszedł w dół, na wspomnienie o tym, że będzie musiała gdzieś iść. Najwyżej będzie miała zakażenie, trudno. Ona nigdzie nie idzie. Nie ma takiej mowy, a tym bardziej, jak czuła w tym legowisku odbiór choroby. Nie będzie przecież szła do miejsca, gdzie będzie mogła znowu zachorować. Choroba chorobą, ale czy ona by przeżyła kolejny raz? No właśnie. Do tego, czuła się naprawdę coraz starzej, na przykład widząc szczeniaki. Mimo tego, że Dym się zachowuje starzej od niej ostatnio. Można powiedzieć, że dojrzewał, co wychodziło na plus, ale Dymek, żeby był już Dymem? No cóż, może w końcu coś z niego wyrośnie.
Doszli po chwili do owego wysypiska, a Mięta od razu zobaczyła coś, co jej się spodobało. Nieważne co! Błyszczało w blasku słońca, Dym co prawda spojrzał na nią trochę może… zawiedziony, czy coś takiego. Jednak Mięta po chwili gdy dotarła do owej rzeczy, też się rozczarowała i wróciła do psa już wolniejszym krokiem. Oczywiście też od razu poczuła, że znowu tamta rana na pysku, o której na samym początku Dym mówił, dała po sobie znaki, przez co on ją znowu liznął delikatnie. Jak wrócą, do obozu to może w końcu zje, i się opanuje. Już po tym szybkim kroku, była zmęczona, co pewnie było po niej widać. Dym coś na jej oko, za szybko wyszedł z tej choroby, w porównaniu do niej. Ona dopiero co już zaczyna wychodzić, ale za to nie było już tego uciążliwego kataru, czy kaszlu. Ruszyła spokojnie w stronę obozu, oczywiście idąc blisko zastępcy. Nie to, że coś, ale na pewno była pewna, że jak nagle się przewróci, to może jakimś cudem on jej pomoże. Suczka zmrużyła oczy. Było coraz cieplej. Przynajmniej już nie zamarznie, tak jak kiedyś było, w porę nagich drzew. Kiedy musiała razem z Dymem przeżyć, choć chwilę w obozie swojego byłego klanu. Co było tragedią dla niej, chociaż i tak nie było tak źle, gdyby nie Dym, zostałaby pewnie rozszarpana. Albo jak byli na terenie Wodnych, czy też na terenie Tenebris, gdzie ją oczywiście ochronił… o cóż, ona mu raczej nie będzie aż tak pomagała. Można uznać, że pomoc w przynoszeniu zwierzyny, była zapłatą za to. Była tak skupiona, że nie zauważyła kiedy stanęła na czymś miękkim, aż się przestraszyła i skoczyła, chowając się w futro psa.
<Dymie?>
[1506 słów: Mięta otrzymuje 15 Punktów Doświadczenia]

28 lutego 2021

Od Mięty

Mięta ostatnio coraz gorzej się czuła. Ciągle tylko kichała, kaszlała, a co najgorsze, bolało ją strasznie gardło. Nawet nie chciało jej się odzywać do kogoś, aby o coś zapytać, bo już wiedziała, że będzie ją to kosztować. Co jak można się domyślić — nie pomagało jej w utrzymaniu dobrego humoru. A tym bardziej nie chciała iść do Leonisa. Prędzej, to już się zastanawiała, skąd jest owa choroba. Oczywiście! Dym ją zaraził! Jak mogła się wcześniej o tym nie pomyśleć! Mogła mu jednak nie pomagać, lepiej by wyszło, on by spokojnie wrócił do zdrowia, i nie byłaby chora. A mówił, że czuje się lepiej. Teraz widać jak się świetnie czuł. Co prawda, nie kaszlał na nią, ani nie kichał. Jednak… czy da się zarazić obecnością? Jak widać, może i można. Wojowniczka w końcu musiała pójść do medyka. Skoro on jemu pomógł, co prawda nieudolnie, ale niby pomógł. To jednak coś tam umie. Wzdycha ciężko, przez co jeszcze zimne powietrze lekko ją podrażniło w gardło, jednak ona pokonała ten dosyć mały jak na jej chorobę. Podobno w końcu, to jest najłagodniejsze. Tyle dobrego. Przeszła w końcu, denerwując się przy okazji, czy nie wygląda na aż tak chorą, jednak kiedy już doszła do legowiska medyka, od razu poczuła zapach choroby. Nie był to na pewno, za przyjemny zapach. Teraz ją tylko zastanawiało — czy od niej też był takie zapach. Widząc, iż nikt na nią nie zwrócił uwagi, kaszlnęła cicho. Nie będzie przecież się witać. Od razu Leonis na nią wtedy spojrzał, co już widziała, że po prostu denerwuje się jej przybyciem, ona też.
— Daj mi jakieś zioła, i uznamy, że mnie tu nie było — parsknęła cicho niezadowolona, nie dając nic do powiedzenia psu.
Medyk przez chwilę jakby się kręcił przy swoim składziku z ziołami. No ile jeszcze ona mogła czekać? W końcu owy pies jej podaje owe zioła, a ona spojrzała na nie krzywo.
— Mam Ci to siłą wsadzić do pyska?
Miętę nie trzeba było długo namawiać, nie chciała tu być. A tym bardziej jak słyszała jego ton. Od razu wzięła to coś do pyska. Jakie to było obrzydliwe! Fu! Mogła tu nie przychodzić... chociaż jak by przyszła później, możliwe, iż byłaby bardziej chora, ale Mięta by spróbowała sama się uleczyć. Co pewnie byłoby niemożliwe, jednak ona by i tak spróbowała. Ważne, że teraz będzie zdrowa.
— Czyli teraz mam się odizolować od innych tak jak- — nie dokończyła, gdyż pewnie Leonis już wiedział, o co jej chodzi.
— Tak, idź — pogonił ją, a ona się odwróciła do niego tyłem, i z uśmiechem na pysku wychodzi z legowiska, w końcu!
 
Przez owe wschody słońca, siedziała grzecznie sama, przynajmniej nikt jej nie denerwował. Jest chociaż jeden pozytyw w tym zajściu. Minęła już jej kara, a Mięta naprawdę teraz się cieszyła, że wychodzi z obozu, a rzadko to się zdarza. Zasiedziała się w tym legowisku. Nawet nie myśląc o tym, gdzie idzie, przeszła trochę dalej. Co prawda — nie była z Dymem, aby zbierała zioła, jednak wypadałoby chyba. Co prawda, nie dla kogoś, ale jak sama zachoruje, ponownie, to będzie miała czym się leczyć. Był to plus. Zaszła więc w stronę cmentarza, czyli w miejsce, gdzie raczej, według Mięty, mogła znaleźć jakieś zioła. Nie liczyła na wiele, ważne jednak, aby wystarczyło przynajmniej dla jednego psa. Gdy po tej wędrówce dochodzi do cmentarza, rozgląda się po owym terenie. Było tu strasznie dużo zwykłych płaskich kamieni na ziemi, co prawda, nie takich zwykłych, bo wyjątkowo gładkich, a do tego, na tych płytach, było naprawdę dużo różnych ozdób. Mięta jednak nie będzie rozmyślać nad tym, po co i jak. Dla niej wystarczy wiedzieć, że tu powinna znaleźć jakieś zioła. Dlatego lekko przyspiesza, aby nie zajęło jej to całego dnia. Po chorobie Mięta była jeszcze osłabiona, dlatego wolała szybko znaleźć zioła, i wracać do obozu. Wypatrzyła jednak jedno z nich, chociaż prędzej, to na pewno było ich tam więcej, a ledwo co zobaczyła ową roślinę. Była bardzo schowana. Od razu pochodzi do owej kupki, a przynajmniej spróbowała podejść, gdyż zioła, były schowane w szparze, między owymi płaskimi kamieniami. Wystarczyło tylko zręcznie wyciągnąć zioła, jednak to nie było aż takie proste, jak można było się spodziewać. Niby mogła wcisnąć tam pysk, i zabrać zioła, ale z drugiej strony. Kamienie, może i były gładkie, ale tylko od góry, a z boku… Jak to zrobi nieumiejętnie — pokaleczy się w pysk.
[713 słów: Mięta otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia i zostaje wyleczona z choroby]

18 lutego 2021

Od Mięty CD Dymu

Szczerze? Mięta nie chciała mu pomagać, tak jej się nie chciało… No ale cóż. Umarłby z głodu inaczej. Plus, ta choroba jakaś nie jest groźna… A przynajmniej dla niej. A w dodatku miała dobry humor. Nowość. No ale nie chciała też szukać ziół. Znowu, no ale niech będzie. Skoro tak bardzo chce dbać o tych debili, to niech będzie. Droga wolna. Spójrzmy na to z innej strony, w końcu, będzie mogła się uspokoić przez te wszystkie przygody z Dymem, co z tego, że zrobiła to kiedy był chory. Liczmy, że się odstresuje baba. Co prawda, to teraz Dym dowodził tym ich… um. Patrolem zbierania ziół? No cóż. Jak było widać, Dym miał fioła na punkcie zbierania ziół. Tylko… po co? Odpoczywał przez dwa dni. Niech odpoczywa jeszcze. Nikt mu nie zabrania. Wzdycha ciężko gdy dochodzą do kościoła. Popatrzała się co prawda krzywo na niego. No ale skoro Dym chce tam iść. To ona i tak nie wejdzie tam. Nie ma mowy. No bo po co? Tam i tak nie znajdą tych jego ziółek. Podchodzi do jednej ze ścian, od razu zobaczyła przebiśniegi. Śniegu było już mało. Dlatego te roślinki miały szansę wyjść na świat. Eh… rośliny jak rośliny. Czego tu się zachwycać? Przynajmniej jest pokazane, że niedługo będzie pora nowych liści. Spojrzała w końcu ponownie na Dyma, który stał niedaleko niej, za nią oczywiście. Dlatego musiała spojrzeć na niego przez ramię.
— Wydajesz się niewyraźny — odparła spokojne. Po czym uderzyła łapą owe przebiśniegi i odwróciła się do niego przodem.
— Wydaje Ci się.
— Możliwe, jednak chciałabym Ci przypomnieć, że nie jestem ślepa. Już Cię trochę znam — powiedziała, przyglądając mu się trochę. Jednak i tak po chwili usiadła.
Dym patrzał na nią zdziwiony. Co tym razem. Ma brudne futro czy coś się stało? Spojrzała na siebie, raczej nie. A więc o co może mu chodzić? Naprawdę nie rozumiała. No ewidentnie coś go dziwiło. Ale Mięta nie potrafiła domyśleć się co. Może zdziwiło go to, że popatrzyła na przebiśniegi? No to możliwe. Jednak czemu niby? Roślinki jak roślinki. A może mu chodziło o jeszcze coś innego? Może… może jakoś krzywo usiadła. Spojrzała na siebie ponownie. Co mogło wyglądać naprawdę śmiesznie wyglądać, jak co chwilę na siebie popatrzyła. Ale popatrzyła znowu na Dyma, tym razem już zdziwiona. No bo kurde, o co może mu chodzić?
— Coś źle? — zapytała już bardziej zdziwiona.
Inaczej przecież by się nie dowiedziała, o co mu chodzi. W tym problem. I to mówią, że jej się nie da zrozumieć. Ha! Śmieszne. Ona jest naprawdę łatwa do zrozumienia. Oczywiście według siebie samej. Naprawdę, to ciężko ją chyba zrozumieć. W tym problem. Ale dla Mięty to wszystko jest łatwe, więc o co wam chodzi? Phi.
— Nie, nie. W żadnym wypadku — odparł szybko i opanował swój pysk po chwili zastanowienia.
No ja myślę — mruknęła w myślach suczka i wstała. Cóż. Dlatego więc miałaby nie być miła? Kiedy dzisiaj wszystko jej się chyba udaje? No poza tym, że nie dowiedziała się znowu od Dyma, o co mu chodziło.
— A więc ruszajmy po te zioła — powiedziała szybko, i ruszyła wzdłuż ścian owego budynku, aby znaleźć to, czego szukają.
— Coś mi nie pasuje — powiedział dosyć łagodnie. Co on chce jej nie zdenerwować? Przecież logiczne, że tego nie zrobi. Dlatego więc Mięta uznała, że tego nie słyszała.
— Czy ja rozmawiam z Miętą?
— No tak, a coś źle? — zapytała zdziwiona, i podniosła wzrok na jego pysk.
Jeszcze będzie jej mówić, że nie zachowuje się jak ona. Przecież się zachowuje jak ona, co w tym dziwnego? Jak jest sobą, to się zachowuje jak ona. Bez sensu te pytania. W końcu Mięta się zatrzymuje i spogląda na psa, który już trochę kroków zrobił.
— Właściwie, to może przejdziemy się bardziej od tego kościoła? Nie myślę, że chodzenie wzdłuż ścian owego budynku, to zły pomysł. Jednak możemy pójść tak, jak mówię. Dla mnie to nie ma problemu — odparła, oczywiście próbując być miła.
— Mięta? Wszystko dobrze? Nie masz gorączki? — zapytał, chyba dosyć zmartwionym tonem Dymek podchodząc do niej. Czy ona wygląda, jakby miała gorączkę?
Przez chwilę właśnie teraz patrzyli na siebie jak na debili. Dosłownie. Czy naprawdę ona wygląda, jakby miała gorączkę? No dobrze, co prawda jakoś za bardzo nie chce jej się dużo robić, najchętniej to by wróciła do legowiska, i poszła spać. Ale ruch dobrze zrobi jej. Chociaż z drugiej strony spanie też jej dobrze zrobi. Jednak wracając do tego, że niby jest chora, to przecież ona nie jest chora. On dobrego był chory, więc to może on ma jeszcze gorączkę. Phi. Nowy jego wymysł.
— A chciałbyś, abym miała gorączkę? — powiedziała po chwili.
— Nigdy w życiu.
— To się nie patrz, jakbym Ci matkę myszą zabija — prychnęła, przewracając oczami i ruszyła dalej, wymijając zastępcę.
 
W końcu, po ich małej wymianie zdań idą wzdłuż kościoła ponownie. Chociaż nie była Mięta, czy tutaj coś znajdą, ale zawsze wypada mieć nadzieję. Chociaż to było logiczne, że nie znajdą tutaj nic. Wzdycha zrezygnowana, spoglądając znowu na kościół. Kościół, był na pewno z jakiegoś kamienia, ale nie umiała aż tak określić z jakiego. Był na pewno gładki, dzięki czemu, jakby się o niego otarła, na pewno by się jej nic nie stało. Chociaż w niektórych miejscach, wyglądał na zaniedbany. Była chyba tam raz w środku, ale na pewno nocą. Inaczej by tak nie weszła. Były również takie ogromne coś, kolorowe, przez co czasami wydawało się, jakby stamtąd wydobywał się właśnie kolorowe światła. Jednak bardziej zastanawiało Miętę, czemu oni zrobili to kolorowe? W mieście są przecież takie bariery przezroczyste, a tutaj są kolorowe. No cóż. Chyba się nie dowie. Również pewnie się nie dowie. Chyba że dwunożny by powiedział po co, ale i tak pewnie się nie dowie. Gdyby dwunożni mówili normalnie, a nie jakimś bełkotem, można byłoby coś zrozumieć. A nie, biedni oni muszą się domyślać, o co im chodzi. W końcu dochodzą do jednego z wejść. Były dosyć duże… a nawet za duże. Przecież oni nie są aż tacy duzi. Jednak wracając. I tak tam nie wejdą. Po co mieliby tam wchodzić? Ruszyli więc trochę dalej, eh. Czy znajdą te zioła głupie teraz tylko pytanie? Po chwili zauważa coś przed sobą, a dokładniej obok kościoła, zbyt blisko jednego kamienia, aby to wyjąć. Chociaż, może by się udało, gdyby tylko udało jej się odsunąć kamień. Inaczej się nie przeciśnie. Podchodzi szybciej do ziół, z planem oczywiście wzięcia ich. Na samym początku tylko wypadałoby odsunąć kamień. 
<Dymie?>
[1047 słów: Mięta otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia. Ale wam się musi nudzić pisząc same opowiadania o zbieraniu ziół XD]

11 lutego 2021

Od Mięty CD Dymu — "Misja: wyjście po mleko" [przygoda #11]

Zaczęło się ściemniać, dlatego Mięta postanowiła wrócić do miasta i tam spędzić noc. Obejrzała się za siebie, czy Dym idzie za nią, ale szedł za nią grzecznie.
— Następnym razem nie puszczę Cię do jakiegoś dwunożnego — parsknęła Mięta i odwróciła od niego pysk. Dym dorównał do niej kroku.
— A co? Czemu tak?
— Bo jak Cię porwą, to nie wiem, co powiem Miękkiej. No wiesz Miękka, Dym poszedł sobie… na wyprawę, raczej nie wróci. Ale zawsze możesz mieć nadzieję — zacytowała swoją przyszłą wypowiedź Mięta i sama przyspieszyła.
W mieście było o wiele cieplej. Dwunożni, jak każda istota na ziemi, przecież nosiła jakieś ciepło w sobie, a tym bardziej ich ocieplane legowiska. Było naprawdę cieplej niż na takim śmietnisku na przykład. Tylko po co oni to sobie ocieplają, a potem chodzą jeszcze w swoich dodatkowych futrach? Im jest aż tak zimno? A co wtedy ma zrobić taka Mięta, która ma krótką sierść? Przecież nie nałoży dodatkowego futra, bo będzie jej niewygodnie. A im pewnie też nie jest wygodnie. Phi. To po co? Skoro jest im zimno, to niech nie wychodzą. Proste. Ruszyli w stronę jakiejś alejki. Aby spędzić spokojnie noc. Była to chyba, najmniej zadbana część miasta. Ściany były brudne, i widać było czerwone… pudełka? Chociaż chyba to nie były pudełka, bo one by nie utrzymały owej budowli. Jednak tak czy siak. W porównaniu do ziemi, była ściana, i owe pudełka… ziemia była niezbyt wygładzona. Mięta na swoich poduszkach łap czuła każdy kamień, bo cała droga była z nich zbudowana. A do tego, cała droga była jakaś, dziwna. Zwykle trawa jest dosyć miękka, tak samo jak i śnieg. A teraz? Gorsza niż droga grzmotu! Przy ścianach, było bardzo dużo kartonów. Dzięki czemu mieli gdzie spędzić noc. Tylko trzeba było sprawdzić, czy nikt tam nie urzęduje.
— No to tu spędzimy noc. A po tym. Idziemy od razu na nasze tereny — powiedziała stanowczo. I nie dając mu szansy na sprzeciw, ruszyła sprawdzać owe kartony.
Podniosła jeden z owych kartonów. Chociaż i tak słyszała jak coś Dym mówi pod nosem, ale to nie było istotne. Przynajmniej chodziło o to, iż sprawdzał kartony. Pierwszy karton był pusty, jednak co można było się spodziewać? Przecież był zbyt mały dla dorosłego psa. Ale i tak Mięta miała nadzieję, że może jej się tylko wydaje… ale jednak się nie myliła. Spojrzała na Dyma, czy on coś znalazł, ale się nie odzywa. Jednak raczej nic. Parsknęła, przewracając oczami. I ruszyła trochę dalej, w końcu w pewnym momencie słyszy radosny pisk. Oczywiście na pewno szczeniaka, bo kogo innego? Dym by tak nie piszczał. Odwraca pysk w tamtą stronę, widząc oczywiście jakiegoś szczeniaka przyklejającego się do łapy zastępcy, zdziwiła się.
— Tato! — zapiszczał szczeniak.
Tato? Oczywiście się zdziwiła, on ojcem? Aż jej się chciało śmiać. Jednak lepsze pytanie jest takie, czy naprawdę jest nimi on jego ojcem. No jak się zmruży oczy, przekręci głowę w lewo i cofnie się o kilka kroków, to coś tam podobni są. Ale z kim się puścił Dymek? On nie jest za młody na dzieci? A do tego, szczeniak wyglądał na około na… 4 księżyce? Do tego miał obrożę na szyi. Coś koło tego, no ale skoro on już miał syna, to znaczy, że miał partnerkę, albo ma, skoro to dziecko jeszcze go poznaje. Czyli on jej o niczym nie powiedział?! No jasne, oczywiście, lepiej zatajać takie fakty co nie? No najlepiej. Bo przecież nikt się nie dowie. Od razu Mięta zmarszczyła nos. Jak on śmie?! On jest normalny czy coś takiego? Lepiej powiedzieć, i po co oni tu są? Nie lepiej było od razu wrócić przez noc? A nie, bo przecież Mięta postanowiła przenocować na jego danych terenach. Rybi oddech z niego. Po prostu nie można sobie tego wybaczyć. Jak już się ma dziecko też, to lepiej się nim zająć, a nie. Zostawić. Jak już się ma dziecko, to lepiej się nim zająć! Oczywiście, Mięta by się zajęła swoim dzieckiem.
— Z kim się puściłeś? — zapytała Mięta, zanim Dym może cokolwiek jeszcze odpowiedzieć na wypowiedź szczeniaka.
— Co? Ja? Nie! — powiedział szybko, jednak po chwili się poprawił i spojrzał na tego szczeniaka. — Gdzie Twoja mama? — zapytał szczeniaka spokojnie. Jednak szczeniak nie był chyba zainteresowany tym, co on mówi, gdyż popatrzał na Miętę.
— Tato? Kim jest ona? — zapytał niepewnie.
— Twoim koszmarem — syknęła Mięta, zanim jeszcze zdążył Dym mu powiedzieć, a szczeniak się cofnął.
— Mięta… — zwrócił się do niej Dym spokojnie, aby jego nie wystraszyć jeszcze bardziej.
Suczka już nic nie odpowiedziała, tylko przewróciła oczami. Już go nie lubiła. I nie musiała lubić. Głupi szczydel. I Dym próbował być dla niego dobry? Niedorozwinięta przylepa. A ni tak, będzie dla niego miły, bo to przecież jego syn. No oczywiście, nie lepiej go już przepędzić, i spokojnie spędzić noc?
— Gdzie jest Twoja mama? — powtórzył Dym, a szczeniak skierował ku niemu swojego wielkie ślepia.
— Ale tato! Po co nam mama? Jak mam Ciebie! Tatusiu! — pisnął zadowolony. Dym spojrzał na nią wymownie.
— No co? Zostałeś ojcem, to sobie radź — parsknęła.
— Twoja mama się pewnie o Ciebie martwi — odpowiedział Dym, spoglądając na szczeniaka.
Szczeniak zaczął przez chwilę milczeć. No i fajnie, w końcu nie będzie słuchała jego piskliwego głosu. Odetchnęła z ulgą i podchodzi do szczeniaka, bierze go za kark i podnosi, odsuwa go od Dyma.
— No to teraz skoro wszyscy już sobie wytłumaczyli, o co chodzi, proponowałabym, abyś już poszedł — zwróciła się do szczeniora.
— Trzeba mu pomóc — odezwał się nagle wielki bohater.
— Przyszedł sam, to i wróci sam — odparła szybko.
— Właściwie… — pisnął cicho szczeniak.
— Nie z Tobą rozmawiam! — warknęła na niego suczka, a szczeniak się cofnął.
— Czemu ty go tak nie lubisz? — zapytał Dym i wymija wojowniczkę, bierze szczeniaka za kark i podnosi.
— Aha? Czyli wolisz stracić czas i go odnieść? — powiedziała niezadowolona, a Dym kiwnął głową.
No super, woli jakiegoś szczeniaka, niż posłuchać zdrowego rozsądku Mięty, co za… no po prostu no nie. Jak tak można? No po prostu no nie. Ale że tak naprawdę po prostu chce mu pomóc? Jak tu przyszedł, to powinien przecież znać drogę. No ale nasz bohater Dym, nie może wytrzymać jeśli jakiś szczeniak potrzebuje pomocy. A no tak, ojciec. No oczywiście, to po co ona jest tutaj? No jasne. Mięta obrażona odchodzi od niego, i kładzie się na jakimś zgniecionym kartonie. Dym spogląda na nią, i stawia szczeniaka na ziemi, który od razu przykleja się do jego nogi.
— Nie idziesz?
— A idź se — powiedziała niezadowolona i położyła głową na swoich przednich łapach.
— Chodź i nie marudź. — Na te słowa już się jeszcze bardziej zdenerwowała.
Ona marudzi?! Ona marudzi?! O nie, nie, nie. Ona nie marudzi, tylko stwierdza fakty. Czego on od niej jeszcze chce? Rybi móżdżek! Jak tak można?! Przecież ona nie marudzi! Więc postanowiła milczeć. No co ją tu będzie okłamywać jeden wielki gbur. Dym wzdycha cicho. No znowu będzie musiał mieć chyba do niej cierpliwość. Przepchnął lekko szczeniaka w stronę kartonu. Co on chce tutaj z nim jeszcze przenocować?! Co on sobie znowu wymyślił?! Zdenerwowana podnosi szybko pysk i spogląda na niego. A dokładniej na Dyma, który kładzie się na owym kartonie, obok niej, a szczeniak blisko jego przednich łap. Mięta syknęła coś pod nosem i położyła ponownie pysk na swoich łapach. Zamknęła oczy i po chwili zasnęła. Chociaż i tak słyszała jak co jakiś czas Dym podnosił głowę, bo Mięta przecież nie ma twardego snu, a gęsta sierść owego wojownika, daje po sobie znaki.
 
Rano już czuła nos Dyma, którym on ją szturchał, aby ją obudzić. Noc przespana w tym miejscu, była niezbyt przyjemna. Słychać było strasznie dużo potworów. Co prawda mniej niż rano, ale na pewno były. Dym się kręcił, jakby miał robaki w dupie, a do tego szczeniak tu był. Wiatr wiał kilka razy, przez co też było strasznie zimno. Wybranie alejki, chyba nie było za mądrym pomysłem, gdyż kiedy przywiewał wiatr z drogi grzmotu, całe zimno zatrzymywało się na nich. W końcu Mięta otwiera leniwie oczy i spogląda na psa, który już siedzi gotowy do drogi. Ale bez dzieciaka. Gdzie dziecko zgubił? Nawet nic nie zdążyła powiedzieć kiedy usłyszała pisknięcie owej istoty. No pięknie. Czyli jednak tu jest. Wzdycha ciężko i podnosi się do siadu i przez chwilę szukała wzrokiem tego szkodnika, jednak go nie zobaczyła, więc spojrzała na Dyma, który miał chyba zbyt zadowolony wyraz pyska.
— A tobie co?
— Mi nic — powiedział po chwili Dym i wstał, spojrzał na szczeniaka, który bawił się w jednym z kartonów. — Co niby miałoby się stać? — zapytał szybko i spojrzał ponownie na Miętę.
— Czy ten szczeniak przypadkiem Cię tak nie denerwuje jak mnie — syknęła cicho i podchodzi do kartonu, w którym jest szczeniak. A za nią poszedł Dym, szturchnęła karton, a szczeniak wychodzi z kartonu.
— Idziemy — powiedział dosyć energicznie pies i ruszył w stronę wyjścia z alejki. — Odprowadzimy Hiacynta i będziemy my też wracać.
— Czy ty już go nawet nazwałeś? — powiedziała zdziwiona, jednak i tak ruszyła za nimi. Niestety.
Przeszli blisko ściany, jak najdalej drogi, oczywiście, coraz bardziej się bała, o to czy ktoś tu nagle nie przyjdzie. Hycel może przecież ich złapać! Ponownie. Czego to oni w sumie już nie robili? No ale sam fakt, że mógł im równie dobrze zaraz ktoś przyjść, i ich łapać, był dla niej po prostu przerażający. Szczeniak coraz szybciej szedł, a tym bardziej, iż wyglądał na głodnego. Co jej się nie podobało, równie dobrze może go upchać jedzeniem, żeby wybuchnął, bo śmierć z głodu trochę trwa. Rozejrzała się, i nikogo nie było, co prawda, było jeszcze ciemno, ale słońce wstawało. W końcu do jej nosa dochodzi zapach, zatrzymuje się i rozgląda. Zapach owy dochodził z jakiegoś budynku. Podchodzi dosyć szybkim krokiem do owego budynku, w którym były wielkie okna. Dzięki nim mogła zobaczyć, że w środku są jakieś stoły, a kocem. Krzesła obok. Ogólnie, jakoś dziwnie. Spojrzała na Dyma, oraz jego nowego syna.
— Gdybyśmy się tam dostali... — nawet nie zdążyła dokończyć, kiedy Dym jej przerwał.
— Jak niby chcesz się tam dostać? — zapytał, podchodząc do niej, wskoczył dwoma łapami na jakąś podpórkę przy oknie. Dzięki czemu był jeszcze wyższy, no super. — Przecież się tam nie dostaniemy, zaraz będą się schodzili dwunożni.
— No wiem, no ale przecież możemy tam szybko wejść, nawet nie tym wejściem.
— No to jakim wejściem?
— Tato! — pisnął szczeniak i ruszył w bok budynku, a dokładniej na drugą stronę, i po chwili znika za ścianą.
— Co tym razem… — powiedziała niezadowolona Mięta pod nosem i ruszyła razem z Dymem za nim.
Szczeniak zaprowadził ich do innego wejścia, tutaj było pełno śmietników, ale szczeniaka brak. Zniknął. O koniec problemów, możemy jeść — oczywiście chciała to powiedzieć, lecz nie zdążyła, gdyż z jednego z przewróconych śmietników wybiega owy Hiacynt ze skórką od banana na łbie.
— Tato, tato! Patrz, co znalazłem! Jesteś ze mnie dumny? — zapytał energicznie, prawie że podskakując w miejscu. No a najgorsze jest to, iż Dym nawet nie zaprzeczył, że jest jego ojcem…
— Gratuluję Hiacyncie. Widzisz Mięta? — zapytał ją, a ona przewróciła oczami.
— Tak, tak. Gratuluję — powiedziała dosyć niechętnie, chociaż i tak jak na niego spojrzała, to widziała, że ten szczeniak się cieszy z nie wiadomo czego. — A teraz, może coś zjemy, skoro już tu coś mamy. Może dwunożni są tacy głupi, że wyrzucają dobre jedzenie.
Po ich posiłku, w który skład wchodziło jakieś niedojedzony kurczak oraz twarde bułki. Jednak bardziej zastanawia Miętę to, czemu oni to wyrzucili. Przecież nawet dobre było. Co prawda, i tak wolała świeżą zwierzynę, ale to też się nadawało. Wstała, otrzepując się. Wszyscy wyglądali na najedzonych, ale ten szczeniak nadal tu jest. No super. Spojrzała na Dyma, który już kręcił się przy wyjściu z alejki. Podchodzi do niego.
— Ej, może go tu zostawimy? No wiesz, dwunożni się nim zajmą, i tak jest tym pieszczochem — powiedziała cicho suczka. A Dym popatrzał na nią jak na dziwaka. — No co? Idealny plan.
— Mięta, nie możemy go zostawić. To przecież szczeniak, jak znajdziemy jego rodziców.
— Już jednego ma… — syknęła cicho pod nosem i odwróciła od niego pysk. Spogląda na szczeniaka, który bawił się jakimś chyba białym kartonem, może był bardziej elastyczny.
— Przestań już, zrobimy tak, jak mówiłem — powiedział chyba najspokojniej, jak umiał, no jeszcze czego. Niech się jeszcze wydrze na Miętę.
— Mhm… — mruknęła cicho, oczywiście próbując się zgodzić, jednak już chciała mówić coś w stylu: „ To jest beznadziejny plan!”. No ale niech już będzie.
— Tato! Gdzie teraz pójdziemy? — zapytał Hiacynt podbiegając do nich, i przy okazji wywracając się przez łapę Mięty.
— Na samym początku nauczymy Cię chodzić, wiesz — odpowiedziała szybciej od Dyma Mięta i od razu ruszyła, wychodząc z alejki.
A więc nasza gromada przeszła szybko przez drogę grzmotu. Poszli jakąś mniejszą, drogą, gdzie jest bardzo mało domów, jak i też ogólnie wszystkiego. No, chyba że liczymy trawę, tak. Jej było tu masa. Czuła się jak na innych terenach, niż jak w mieście. No ale zapach Flumine, ją odciągał od myśli, że to inne tereny. Psy dochodzą do parku, dlatego też pewnie było tak dużo trawy. Wchodzą do owego parku, i próbują iść jak najszybciej, aby już wrócić, czy coś takiego, ale niestety, szczeniak spowalniał. Dochodzą do miejsca, gdzie dwunożni przebywali. To był chyba jakiś zlot na lisie łajno, bo naprawdę było tu ich jak mrówek. Mięta wyrwała do przodu, zostawiając Dyma z Hiacyntem. Musiała sprawdzić gdzie może ich nie ma. Ogląda się za siebie, czy Dym pilnuje swojego syna. Ale tak nie było, Dym poszedł za nią, no super.
— Gdzie zgubiłeś syna?
— Nie syna, ale zostawiłem go tam w krzakach, i kazałem nie wychodzić — powiedział Dym, ale i tak Mięta miała wątpliwości.
— Ale ty jesteś mądry, wiesz — powiedziała sarkazmem i się rozejrzała po dwunożnych.
Było tam bardzo dużo dużych dwunożnych, ale też i małych. Każdy chyba trzymał coś w ręce, ale nie wiedziała co. Strasznie ciasno się trzymali. No ale jeden mały dwunożny przykuł jej uwagę. Bo albo trzymał swoją zabawkę, albo prawdziwego psa… Po swojej wielkiej analizie doszła do wniosku, iż owo dziecko trzymało Hiacynta, i pokazywało go swoim wielkim dwunożnym. Jest! W końcu nie będzie musiała słuchać jego pisku! Spogląda z zadowolonym pyskiem na Dyma.
— Hiacynt znalazł już rodzinę, możemy wracać — powiedziała szybko, i nie czekając na żadną odpowiedź, ruszyła truchtem od dwunożnych, idąc naokoło parku.
W końcu Miętę dogania Dym, oczywiście, i na szczęście bez tego szczeniaka. Spogląda na niego.
— Jak to znalazł rodzinę? — zapytał zdziwiony.
— No dwunożni go zabrali, pieszczoch idzie do dwunożnych, proste — odparła, już widać było kompletnie po niej widać, że poprawił jej humor.
<Dymie?>
[2352 słowa: Mięta otrzymuje 23 Punkty Doświadczenia +10 za przygodę]

7 lutego 2021

Od Mięty CD Dymu

Pisnęła głośno gdy już wyszli z legowiska medyka.
— Ała! Puszczaj! Proszę! Litości! Boli! Proszę — pisnęła, próbując się jakoś skulić.
Oczywiście, próbowała to zrobić dosyć głośno, żeby nawet jak by nie chciał ją puścić, to żeby musiał. No chyba, że chciał pokazać, że znęca się nad innymi czy coś. Na szczęście Dym zrobił to co ona chciała — czyli ją puścił. Już widziała, jak Dym otwiera pysk, aby coś powiedzieć, jednak ona była szybsza.
— Dziękuję — powiedziała opanowując swój głos, i się wyprostowała. Aktorka jedna. — Myślę, że możemy się wybrać na polowanie — zaproponowała i usiadła.
Przez chwilę czekała na jakąś odpowiedź, jednak właśnie po owej chwili jej nie otrzymała. Skrzywiła się. Ignoruje ją czy co? Może jako zastępca już coś zaplanował, lub ogólnie myśli, że ona źle zaproponowała. Mysi móżdżek jeden. Bo przecież jak jest się zastępcą to wszystko można. No ba, zawsze tak jest. Co prawda, jeszcze się nie przyjaźniła z zastępcą, więc co ona mówi. Mogła się tego spodziewać. Bo przecież on może się nie nadaje jednak na zastępcę? Albo ona może się nie nadaje na rozmowy z nim. Oczywiście, przewróciła oczami. Po czym spróbowała być miła.
— Uznam to za Oczywiście Mięto, już idziemy — parsknęła cicho, śmiejąc się pod nosem i ruszyła w stronę wyjścia z obozu. Spojrzała za siebie jeszcze szybko, czy ruszył za nią. A on szedł za nią. Grzeczny piesek.
Suczka razem z nim ruszyła w stronę jakiegoś miejsca, gdzie będą mogli zapolować. I oczywiście w miejscu, do którego on nie będzie czepiać. Chociaż i tak by tego nie zrobił. To ona chciała w końcu coś upolować, i może nie mieć problemów w końcu. Wypadałoby. Zawsze jak gdzieś wychodzi z obozu, to przecież obrywali. Wypadałoby tym razem nic złego nie zrobić… chociaż i tak jak zna życie to coś się jej stanie. Jej biedna sierść. Tyle się nacierpiała. Jejciu, czemu akurat ona? Czemu ona się zgadza na te wybryki tego szczeniaka? Bo musi go pilnować, no oczywiście. Obejrzała się znowu za siebie, czy znowu on nie postanowił iść na jakąś przygodę, czy coś. Ale na szczęście tak się nie stało. Na razie grzecznie szedł… no ale i tak się bała, że zaraz coś wymyśli. A tego się obawiała. W końcu się zatrzymała, tak że widziała gdzieś przed sobą kościół. Wzięła wdech, by wyczuć zwierzynę. Ruszyła w stronę owej zwierzyny — jak ją już wyczuła. Po chwili zaczęła się skradać do wróbla, który się tarzał w piasku, który bardziej był jeszcze trochę zasypany śniegiem. Ale nadal go było widać. Również przecież widziała przebiśniegi, przy ścianach od starych bloków, czyli przy ich obozie. W końcu gdy już złapała wróbla, bierze go w pysk. Również ogląda się za siebie, chociaż nie było go za nią. To miała nadzieję, że nic nie odwali. Gdyby się znowu do niej skradał, i chciał na nią skoczyć, z niewiadomych powodów to by go usłyszała. Może wtedy na nią skacze, bo chce się pobawić jak szczeniaki? No jeśli to prawda to ma rację nazywając go Dymek, lub ogólnie szczeniakiem. Raczej. Rozejrzała się za nim, gdzie się on podział. Jednak po chwili gdy go nie zauważyła, odłożyła wróbla na ziemię. Wzięła wdech w końcu i ponownie go podniosła. Ruszyła trochę dalej, od razu usłyszała za sobą kroki i się odwraca. Zauważyła Dyma, który już upolował coś. No super, tyle się czaił do tej zwierzyny? No po prostu brawo Dymie. No oczywiście, może już wcześniej coś upolował. No to nie było tematu w takim razie. 
<Dymie?>
[566 słów: Mięta otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

4 lutego 2021

Od Mięty CD Dymu

Mięta zmrużyła oczy, przez chwilę się zastanawiając czy to na pewno dobry pomysł. Mogliby pójść pozbierać zioła przy okazji, słyszała przecież, że wojownicy się rozchorowali.
— Niech będzie, skoro i tak niczego innego nie mogłam się po Tobie spodziewać, to czemu nie, pozbieramy zioła przy okazji, bo Leonis… no przyznajmy sobie, myślisz, że on to zrobi czy jednak nie? — nie czekając na odpowiedź, suczka ruszyła w stronę wyjścia z obozu, jednak gdy spojrzała przez ramię na Dyma, który dopiero teraz zaczął za nią iść.
 
Suczka razem nowym zastępcą Bezgwiezdnych. Wzięła wdech, aby znaleźć owe jakieś zioła, jednak na razie tak się nie stało. Zamiast tego wyczuła smród. Od razu cofnęła pysk. I tutaj ma rosnąć jakaś roślinka, która ma uratować psa?
— Przydałaby się tu mięta.
— Przecież jesteś tutaj — odparł do niej Dym.
— Nie ja, że Mięta, tylko mięta jako taka roślina.
Mięta przewróciła oczami, słysząc ten absurd. Jak można jej imię pomylić? No ale cóż, wypadałoby zleźć owe zioła, skoro tak zaplanowała. Tylko jak znowu on będzie ją tak zaczepiać, to ona już przecież nie wytrzyma. Kto by wytrzymał? Jej imię jest piękne, a ta roślinka? — nie. Proste. A nawet bardzo proste. Ruszyła dosyć szybkim krokiem bliżej jednego, z bardziej wysuniętych kamieni, rozgląda się, czy blisko niego są jakieś zioła. Jednak się myliła. Wskoczyła na ten kamień, który był bardzo dobre… wyszlifowany? Można raczej tak to nazwać. Jednak też jak wskoczyła na niego, prawie zrzuciła jakieś szkło oraz kwiatki! No ale udało się. Zamiast jakichś ziół spogląda na Dymka, który chyba ewidentnie za długo stoi w jednym miejscu. Czy Dym znalazł zioła, aby wyleczyć chore psy?
 
Po tym jak nowy zastępca, wraz z wojowniczką, wyszli ponownie z obozu i ruszyli, jak też wcześniej planowali, w stronę terenów Tenebris. Właśnie przez ich przywódcę jest choroba we wszystkich klanach. Wszyscy to już wiedzieli, ale czy wiedzieliśmy, czy Ciemna Gwiazda żyje? No właśnie nie, bo oni nie byli na zgromadzeniu. No chyba, że Dym wie. Ona nie wie, a szczerze, nie słuchała go aż tak, aby pamiętać, co do słowa co powiedział. Ale pamiętała, jak na cmentarzu pomylił jej imię. To pamiętała doskonale, i będzie pamiętać. Phi. Powinna się za to obrazić. Jednak ona, tylko grzecznie mu wytłumaczyła. Powinna nasza aktorka na niego naskoczyć, jednak chyba za dobry miała humor, czy coś takiego. Trudno to nazwać, jak się opisuje nastrój Mięty. Za szybko zmienia emocje.
Za szybko przeszli na tereny innego klanu, a dokładniej już doszli do osiedli dwunożnych. Inaczej Mięta nie wiedziałaby, gdzie jest. Szli obok ulicy, czyli między płotami, za którymi były ich legowiska, a między drogą grzmotu, jednak było zbyt cicho. A słońce w zenicie. A i tak nikogo nie było. Dla Mięty wydawało się zbyt dziwne. Jednak trudno. Na horyzoncie, Mięta od razu wypatrzyła kota. Zaczęła warczeć, na niego. Chociaż może Dym, nie zrobił tak jak ona. To i tak, była gotowa, by skoczyć ku niemu. Niech zrobi tylko jeden mały ruch w ich stronę. Warknęła ponownie pod nosem. Była gotowa na to poświęcenie, aby dostać po nosie od owego kota. Jednak i tak, kot szybko ruszył na drzewo, a ona walnęła łapą o ziemię.
— Mięta?
— Uhhh… czego? — syknęła na niego i spojrzała.
— Spójrz — powiedział, pokazując pyskiem za siebie. Ona też się odwróciła w tę stronę. Mali dwunożni? Co oni tu robią? A do tego noszą coś na plecach, jak jakieś żółwie. Ale po co? Mniejsza przecież oni idą w ich stronę? Od razu, bez ostrzeżenia Mięta rzuciła się do biegu, a Dym niedaleko za nią.
Mięta już cicho prosiła, aby ich nie zobaczyli. Ale do czego? Do fartu, bo tylko fart mógł ją uratować. Przeszli już, trochę daleko biegiem, ale przed sobą też zobaczyli ich! No co prawda, tyłem odwróceni do psów, ale byli!
— Tam! — krzyknął Dym, wyrywając ją z zastanowienia i po chwili pojawiają się, na czyimś podwórku.
— Super… a teraz… gdzie jesteśmy?
— Na podwórku dwunożnych, z tego co widzę — wyjaśnił jej grzecznie, i machnął ogonem rozglądając się.
— Super, to poczekamy chwilę aż… — urwała suczka, widząc łańcuch. — Widzisz ten łańcuch? — zapytała ciszej.
— Widzę... — Po czym Dymek ruszył za tym łańcuchem, no nie. Jego ciekawość naprawdę nie zna granic. Jednak łańcuch prowadził do mniejszego gniazda dwunożnych z desek. Może tutaj trzymają swoje młode, jak są niegrzeczne? Mięta, też podchodzi do owego domu.
— Wygląda na pusty.
— Na razie pusty — poprawiła go.
— Racja.
Jednak i tak, wojownicy nie mogli nacieszyć się długo ciszą, gdy do podwórka wchodzi, starszy na pewno dwunożny z wielkim, czarnym psem. Który był trzymany na sznurku. Aż Mięta się zaśmiała, że pieszczochy nie mogą nawet sami chodzić. Dwunożny spuścił go szybko i wyciągnął czarne pudełeczko. A jego pieszczoch, z wystawionymi kłami biegł w ich stronę. Od razu Mięta pożałowała, że się próbowała zaśmiać. Pies był na pewno większy od Dyma, i miał pomarszczoną skórę, jak się na niego spojrzało z bliska, oraz ogólnie, pomarszczony pysk. A owy „pieszczoszek” rzucił się na Dyma i zacisnął szczękę na jego szyi. Ona, przez chwilę stała oszołomiona, jednak szybko skoczyła na jego bok, aby go puścił. Oczywiście, Mięta i siła? Dlatego to się na dużo jakoś nie przydało, bo on szybkim ruchem odpycha ją i gryzie ją w klatkę piersiową. Jak to bolało! Dym, szybko, próbował przynajmniej skoczyć na niego, aby z go z niego zrzucić. Walka była, ciężka. I to jak. Mięta już chciała odskoczyć, kiedy usłyszała wołanie dwunożnego. Pieszczoch, od razu się w tamtą stronę odwrócił, odpychając zastępcę. On podbiegł do niego, a Mięta wstała zwycięsko, jak by to ona wygrała walkę. Nie zdążyła nic powiedzieć, kiedy zobaczyła jak dwóch, jeszcze innych dwunożnych, próbuje im założyć jakąś pętelkę na szyję, którą trzymają na patyku. No nie, powtórka z rozrywki? Suczka warknęła i się cofnęła, ale i tak to nic za dużo nie dało, bo miała już ową pętelkę owiniętą przy szyi. Już chciała biegnąć, i wyrwać owy patyk, jednak zacisnęło się jej bardziej na szyi. Ałć. Warknęła na niego, jednak to też nic nie dało. Spojrzała na Dyma, który jeszcze się z nim siłował, a dokładniej już trzymał patyk dwunożnego, i siłował się, kto trzyma patyk. Dwunożny, czy on. Drugi dwunożny, czyli ten, który trzymał Miętę, ruszył z nią, aby pomóc, swojemu koledze, jednak mu się to nie udało, bo suczka, wykorzystując okazję, wyrywa się z jego uścisku i ucieka. Z pętelką na szyi. Odwraca się za siebie, sprawdzając, czy Dym biegnie za nią, jednak machnęła ogonem do niego. Dopiero po chwili Dym na nią spojrzał. Postanowił oddać dwunożnemu patyk, i pobiegł za nią.
Po długiej przeprawie biegu zatrzymują się, na drodze, jednak i tak, z niej zeszli, po prośbie suczki.
— Nic Ci nie jest aż tak? — zapytała cicho Dyma, podchodząc do niego, a dokładniej przyglądając się jego ranie na szyi.
— Nic…
— Przecież widzę, wracajmy do obozu.
— Przecież musimy Ci to najpierw jeszcze zdjąć — odpowiedział jej, przy okazji przypominając o tym patyku.
— No i co niby chcesz zrobić, aby to zdjąć? — parsknęła i sama ugryzła owy patyk, próbując przez chwilę, go sama zdjąć, jednak przez to jeszcze bardziej zaciskała to sobie na szyi.
— Nie, nie — zaprotestował szybko, widząc, co ona sobie robi. — Może próbujmy inaczej.
— Inaczej, to znaczy jak? — parsknęła, kiedy Dym schylił głowę, do jej szyi, i delikatnie próbował chwycić jej nową obrożę.
— Weź nie bo mnie ugryziesz — syknęła i się cofnęła.
— No ale co chcesz innego zrobić, aby to zdjąć? Nie da się inaczej.
— Ugryziesz mnie.
— Nie ugryzę.
— Ugryziesz.
— Przecież Ci mówię, że nie, obiecuję Ci — powiedział, podchodząc do niej, i znowu próbował chwycić pętelkę na jej szyi, właśnie też przy okazji ciągle też dotykając jej szyję, co jej się nie podobało.
W końcu nadszedł ten moment, gdy Miętę zaczęła już denerwować również rana na klatce piersiowej. A dopiero teraz Dym złapał ją za pętelkę, lub ogólnie za jej nową obrożę. Pociągnął do siebie. Ale raczej nie przemyślał tego, że pociągnie za sobą całą Miętę, i prawie się przez to przewróciła.
— Dymie!
— Przepraszam noo… — powiedział przez zęby i po chwili zrobił to delikatniej, a Mięta dosyć szybko wyciągnęła głowę z owej pętelki głowę.
— No i co? Aż tak bolało? Ugryzłem? — zapytał uśmiechnięty, może dlatego, że mu się udało. To przecież była drobnostka.
— Prawie się przez Ciebie przewróciłam — parsknęła suczka i polizała się delikatnie po klatce piersiowej.
— No przepraszam.
— Mhm… — powiedziała cicho, opanowując się lekko. — Wracamy? — zapytała już, chyba bardziej pozytywnie niż wcześniej. 
<Dymku? Przepraszam, że tak długo…>
Mięta wskakuje na kamień i znajduje zioła w swoim zasięgu. Bezgwiezdni zdobywają 15 ziół.
[1365 słów: Mięta otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]