Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleczne Oko x Potokowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleczne Oko x Potokowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

20 października 2021

Od Potokowej Łapy CD Mlecznego Oka

Dzisiaj mianowanie na ucznia wojownika!
Cieszyłem się jak głupi i trudno było mi spać, mając świadomość, że dziś jest ten dzień. Wyjątkowy dzień! Dostanę mentora, pokaże mu swoje umiejętności, ostre zęby i jaki to ja jestem silny. O tak, będę najlepszym wojownikiem z całego klanu, udowodnię to na szkoleniu.
 — To już dziś — śpiewałem, niemal kręcąc się w kółko. — Słyszycie?! — wydarłem się do pozostałych braci i siostry. — Dostaniemy mentorów!
 — Wiemy — odezwał się Pajączek. — Ja będę lepszy — skoczył na mnie i przygniótł do ziem.
 — Wcale nie! — zepchnąłem go z siebi.
 — Skarby, o co chodzi? — spytał Jasna Gwiazda — o co te wrzaski?
 — Będę lepszym uczniem — uparłem się — nie Pajączek!
Lubiłem moje rodzeństwo, ale to pewniak, że byłem najlepszy i najsilniejszy z nich.
 — Jesteś zbyt głośny — brat machnął łapą, aż wylądowała mi na nosie. — Mentor cię nie polubi
Przekrzywiłem głowę, głośny? Spójrz na siebie.
 — A masz! — przydusiłem mu głowę do ziem.
Iskierka z Powojem tylko przyglądali się nam i chyba się z nas śmiali. Za chwilę im pokaże, że nie ma tu nic do śmiechu jeśli chodzi o bycie lepszym. Jestem przekonany, że będę najbardziej nieustraszonym wojownikiem i pokonam każdego!
 — Odpuśćcie na chwilę — zwrócił się do nas tata. — Każdy z was jest wyjątkowy i wiem, że będziecie dobrymi uczniam.
Puściłem Pajączka, skupiłem wzrok na tacie, lubiłem go słuchać, a jeszcze lepiej jak zabierał nas na wycieczki z wujkiem. Zawsze starałem się dotrzymać mu kroku, a nawet skupiać się na drobnych rzeczach jak na przykład ostry kamień czy łamanie gałązki niedaleko.
 — Już czas, idziemy — zawoła.
Nastawiłem uszu, natychmiast wydarłem do przodu, żeby tylko znaleźć się obok ojca, czułem się wtedy ważny i nikt inny nie mógł zająć tego miejsca, bo gorzko by pożałował.
Podreptaliśmy wszyscy w stronę ruin, gdzie czekały pozostałe psy z klanu. Serce zaczęło mi szybciej bić, a łapy delikatnie drgały, lecz nie ze strachu tylko z radości. To już tutaj, za chwilę rozpocznie się ceremonia i zostanę uczniem, kogo dostanę? Który będę w kolejce do mianowania? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi, to powodowało jeszcze większe podniecenie. Zajęliśmy miejsce naprzeciwko skalnego wzniesienia, gdzie lider klanu będzie przemawiał, a nim właśnie jest Jasna Gwiazda, mój tata. Ogon chodził mi we wszystkie strony, pozostali nie podzielali mojej radości i po prostu siedzieli na tyłkach.
 — Kiedy się zacznie? — spytałem niecierpliwy.
 — Cicho bądź — skarciła mnie Iskierka.
Trudno mi było usiedzieć w miejscu, wszystko mnie ciekawiło naokoło i najchętniej spojrzałbym w każdą dziurę albo gwiezdni wiedzą co jeszcze mi wpadnie do głowy. Słońce zawitało do nas przez okrągły otwór w suficie i oświetliło okrągły stół na którym stanie każdy z nas. Korciło, aby położyć się na plecach i wygrzać brzuszek…
Lider klanu wspiął się na skalne wzniesienie i zaczął przemawiać. Cała nasza czwórka wlepiła w niego wzrok, obserwowaliśmy i słuchaliśmy, co mówił. Starałem się zapamiętać jego słowa, choć dużo tego było, za dużo. Większości nie zrozumiałem, chciałem zrozumieć, ale mała główka nie była w stanie pojąć znaczenia dziwnych słów.
Panowała cisza, była momentami straszna, ale zaraz mi się przypominało, że Jasna Gwiazda przemawia. Ile jeszcze? To pytanie cały czas słyszałem w głowie, chciałbym już stanąć na okręgu i poznać mentora! Przebierałem łapami w miejscu, dość mówienia, dość, przejdźmy do mianowania.
 — Przejdźmy teraz do najważniejszej części ceremonii — dobiegło do mych uszu. Nareszcie! — Pajączku, Iskierko, Potoczku, Powojku, jesteście z nami już od sześciu księżyców. Dziś zaczniecie swój trening.
Usiadłem na tyłku w oczekiwaniu na wywołanie na środek. Byłem gotowy, powtórzyłem sobie w głowie co mam powiedzieć. Wszystko pamiętałem jak nigdy. Mentorzy. Gdzie oni są?! Wychyliłem głowę, są! Siedzieli obok skalnego wzniesienia w oczekiwaniu na swoich uczniów. Nawet wujek znalazł się wśród nich! Ucieszyłem się bardzo i miałem nadzieje, że właśnie jego dostanę. Już wyobraziłem sobie, jak razem polujemy albo trenujemy walkę. Z moimi umiejętnościami nie ma równych, każdy to wie.
Pierwsza na Długi Blat wyszła Iskierka. Posmutniałem na pyszczku, czemu ona? Ja chciałem iść najpierw, nie bałem się! Promienie słońca objęły suczkę w całości, powiedziała to czego uczyliśmy się w domu i teraz miała dostać mentora. Kogo dostanie? Kto to będzie? Po chwili wujek Krzew podszedł do siostry i stykli się nosami. Jeszcze bardziej posmutniałem, dlaczego Iskierka dostała właśnie jego? To nie fair.
Następny był Pajączek. Wyszedł odważnie na stół i zrobił to samo co siostra – wysłuchał Jasną Gwiazdę, powiedział regułkę i wytypowali mu Lisi Wrzask na mentora. Westchnąłem, kiedy moja kolej? Lider zwrócił pysk w moją stronę, serce mi zabiło szybciej, teraz ja? Teraz ja?
 — Potoczku, wyjdź na środek
Wskoczyłem na Długi Blat i uniosłem głowę, słońce troszkę mnie raziło w oczy, ale widziałem lidera nad sobą. Czułem dumę, radość, szczęście.
 — Potoczku od dzisiaj aż do czasu, gdy zdobędziesz imię wojownika, będziesz nazywać się Potokowa Łapa. Twoim mentorem będzie Mleczne Oko — zakończył, a następnie zwrócił się do suczki — Mleczne Oko, zostaniesz mentorką Potokowej Łapy. Jesteś odważną i silną wojowniczką, na pewno te cechy przekażesz swojemu uczniowi.
W pierwszej chwili zwątpiłem. Czemu dostałem... Mentorkę? Pozostał jeszcze Wojowniczy Mróz, zdecydowanie wolałbym niego... Zbliżyłem się do mentorki i styknęliśmy się nosami. Byłem zawiedziony, co można robić z dziewczyną na szkoleniu? One są takie... Delikatne i czasem bojaźliwe. Widziałem kiedyś te cechy u Iskierki. Miałem nadzieje, że błędnie myślę i szkolenie okaże się fajne.

*Jakiś czas później* 

Wybraliśmy się z mentorką na patrol przy granicy klanu. Wydawała mi się cicha i zamknięta w sobie, za każdym razem gdy na nią spojrzałem, widziałem podenerwowanie. Nie podobało jej się patrolowanie? Zacząłem jej opowiadać, co takiego działo się ostatnio na naszych terenach, a ona tylko odpowiadała z niechęcią. Trzeba ją na pewno zachęcić do rozmów i ja już znajdę na to sposób. Skierowaliśmy się na miasto, a raczej tyły miasta, po chwili pod łapami poczułem coś twardego. Dziwne podłoże tworzyło wzór, do głowy przyszedł mi pomysł na zabawę.
 — Co ty wyprawiasz? — spytała Mleczne Oko.
— Nie mogę nadepnąć na kreskę — wyjaśniłem, stawiając szerokie kroki.
Jak zwykle posłała mi pogardliwe spojrzenie, ale za chwile sama mnie naśladowała!
 — Wcale nie — zaprzeczyła.
Ruszyliśmy przed siebie, kazała mi wyrecytować zasady z kodeksu wojownika. Pfff łatwizna, bo wcześniej uczyłem się tego z tatą, znam wszystkie na pamięć! Nim skończyłem recytować, dojrzałem przed nami wejście do ogrodów, co my tutaj robimy?
— Tak chciałeś poćwiczyć zwinność, prawda?
 — Tak, bardzo chce — pomachałem ogonem. — Co mam robić?
Nagle z ziemi wyszły jakieś dziwne rurki, pojawiły się znikąd! Czym były i czego chciały? Powoli zbliżyłem się do jednej, jeśli coś zrobi niespodziewanego, to poczuje moje zęby na sobie. Z jej górnej części zaczęła tryskać woda. Mały strumień uderzył mnie w nos, kichnąłem kilka razy, żeby się jej pozbyć.
 — Twoje zadanie brzmi: omijaj strumienie wody i dostań się na drugą stronę trawnika — powiedziała mentorka.
Omijać wodę, nie mogę być mokry. Wyobraziłem sobie, że strumienie są groźnymi wiewiórkami (kiedyś mnie goniły za zabranie żołędzi) i muszę robić uniki przed och ostrymi zębami.
Omijanie wody okazało się bardzo trudne, bo była wszędzie i gdziekolwiek się obróciłem czy postawiłem łapę – atakowała. Jak to zrobić, żeby uniknąć bycia mokrym?

<Mleczne Oko?> 
[1188 słów: Potokowa Łapa otrzymuje 11PD oraz 3PT]

29 września 2021

Od Mlecznego Oka do Potokowej Łapy

— … i dopiero wtedy Mięta przyszła do Medyka. Wiesz, jak bardzo on się wkurzył? Zaczął mówić, jak głupia jest, że nie przyszła do niego ze skróceniem od razu i…
— Cichociemny.
— A żebyś widziała jego minę.
— Nie obchodzi mnie absolutnie nic co powiedziałeś, w ciągu tej drogi. Wracam do legowiska.
— Hej, nie skończyłaś jeszcze patrolu! — zawołał, ale nie ruszył się z miejsca. Na pewno głupio się uśmiechał.
— Jeżeli największym zagrożeniem, ze strony Bezgwiezdnych, jesteś ty, to nie mamy się o co martwić — prychnęła.
Gwiezdni jej nie lubili, bo dostała dosłownie minutę spokoju, zanim nie pojawił się kolejny głos.
— Dlaaaczeeeeego gadałaś z tym psem na granicy?
Nawet nie powinna się dziwić, że Potokowa Łapa tu za nią przyszedł. Westchnęła i kontynuowała powrót do klanu.
— Bo go znam.
— A to ja mogę z nim pogadać?
— Nie.
— Ale dlaczego? — jęknął Potoczek — wtedy ja też będę go znać! I nie będę nudził się na patrolach!
— Bo nie masz rozmawiać z obcymi.
Potoczek jęknął jeszcze głośniej. Mleczna przewróciła oczami. Ale dramat, czy wszystkie szczeniaki takie są? A może to rodzinne.
Nie planowała w ogóle zgadzać się na zostanie mentorem. Jasny jednak zaczął ją prosić i robić minę, oznaczającą „Jestem stary i zmęczony, sam nie dam rady”, a ona nie mogła się nie poddać.
Niechętnie musiała przyznać, że ten dzieciak nie był taki zły. Polecenia wykonywał sprawnie, umiał jakieś podstawowe rzeczy i był pełen zapału. Zdawał się ignorować jej złe humory i, tak jak teraz, po prostu przyklejać się jak rzep. Pomyślała, że musi obgadać z Jasnym jego rodzicielskie obowiązki, bo Potoczek znowu zwiał jej szukać. Nie, żeby się przejmowała.
— Co dziś będziemy robili? — zapytał, niemal wpadając jej pod łapy.
— Nic — odpowiedziała — Nie mamy dziś treningu.
— Ale ja tu jestem i ty tu jesteś! I nie robisz nic ważnego. — Czyli nie miał zamiaru tak szybko odpuścić, tak?
— Nie. Idziemy do domu — warknęła. 
Szczeniak nareszcie zamknął pysk. Zrobiło jej się go trochę żal, ale co miała zrobić? Nie będzie przecież na każde jego zawołanie. Widziała go kątem oka, jak smętnie szedł po jej lewej stronie. Jego humor jednak zdawał się szybko polepszyć. Kiedy weszli na chodnik, zaczął iść dziwnie. Stawiał długie kroki, kilka razy niemal wywalając się na pysk. Oglądał się za siebie tak często, że w końcu i Mleczna spojrzała, spodziewając się zobaczyć tam cokolwiek. Ulica była jednak pusta.
— Co ty wyprawiasz? — zapytała.
— Ćwiczę zwinność — powiedział, jakby był niezmiernie dumny ze swojego pomysłu. — Idę tak, żeby nie nadepnąć na kreski na kamieniach.
Mleczna przewróciła oczami. Nie nadepnąć na kreski. Pff, przecież to proste. Trzeba było tylko umieć patrzeć i nie było problemu. To żadne wyzwanie…
— Też tak robisz! — Cholera, zgubiła rytm.
— Nie, wcale nie — odpowiedziała. — Zresztą to głupie. Nic nie ćwiczysz.
— To może pokażesz mi, jak być zwinniejszym?
Cholerny dzieciak i jego niewinne oczka. Powinna widzieć, w co się pakuje. Westchnęła ciężko.
— Dobra chodź, robimy jednak ten trening.
— Juhu! — Aż podskoczył.
— Ale, ale. W trakcie drogi masz mi wymieniać wszystkie zasady udanego polowania, jasne?
— Zawsze sprawdź, czy jesteś bezpieczny. Jeżeli będziesz ranny, nic nie upolujesz. Rozejrzyj się. Poczekaj. Nie atakuj od razu, tylko upewnij się, że rozumiesz sytuację. Bądź spokojny, bo niespokojny pies nic nie upoluje. Przemyśl, na kogo chcesz polować. Najlepiej atakuj słabe osobniki, bo one ci nie uciekną. Jeśli możesz, postaraj się skrada… czemu idziemy do ogrodów?
< Potokowa Łapo? > 
[541 słów, Mleczne Oko otrzymuje 5 punktów doświadczenia, Potokowa Łapa otrzymuje 2 punkty treningu, Mięta została wyleczona przez Leonisa]