Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irysowe Serce × Onyksowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irysowe Serce × Onyksowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

8 kwietnia 2020

Od Rysy CD Onyksa

Propozycja opieki nad maluchem wyszła z jej ust praktycznie niespodziewanie. W jej głowie kłębił się milion wątpliwości. Zawsze lubiła szczenięta, ale opieka nad takim maluchem to spora odpowiedzialność. Czy podoła temu zadaniu? Czy nie zawiedzie?
Przerażało ją to wszystko i szczerze liczyła, że znajdą ojca dzieciaka. Stanie się matką z dnia na dzień nie było łatwe. I chociaż zapewni młodemu wszystko, czego będzie mu brak, jeśli tylko zajdzie potrzeba, to w duchu miała nadzieję, że tak się nie stanie.
Krople deszczu miarowo uderzały o dach domu i metalową rynnę, wydając brzdęk. Rytmiczny stuk uspokajał myśli, jakby wraz z wodą, z psów powoli spływały zmartwienia. Rysa wiedziała jednak, że nie ucieknie przed tym, co się działo. Stali przed wielką niewiadomą i nikt nie mógł być pewien, jak to się skończy.
Słowa Onyksa ją niepokoiły. Chciał sam wrócić do lasu? Nie byli tam już od kilku miesięcy, Quintus pewnie dawno zapanował nad wszystkimi terenami. Rozumiała, że udanie się w głąb puszczy było jedyną szansą na odnalezienie rodzica szczeniaka, lecz wiedziała, jak niebezpieczne może się okazać. Co, jeśli Flumine straci lidera? Pamiętała dobrze, co stało się z Praxidikiem, przywódcą Tenebris. On również odznaczał się ogromną siłą oraz wiedzą, a mimo wszystko skończył jako brutalnie rozszarpane truchło. Quintus i samotnicy nie walczyli jak wojownicy. Ich nie obchodził kodeks. Potrafili mordować z zimną krwią, znieważając przeciwnika. Nie bili się, żeby bronić klanu. Robili to, by zabijać.
- Dziś już nie wrócimy do domu. Mały zmókłby na deszczu, poza tym nie wiem, czy udałoby się zorganizować mu ciepłe i suche legowisko. Na dziś musimy zostać tutaj. - odezwała się do lidera, leżącego pod drzwiami. Obserwował opadające na ziemię kropelki wody. - To miejsce wydaje się całkiem bezpieczne. Zamierzasz sprowadzić tu później klan?
Białowłosy wzruszył ramionami.
- Wciąż się waham. Jest tu cieplej, a dach chroni przed pogodą, czy to nie zbyt blisko siedzib Dwunogów? Mamy blisko miejsca, w których można by zdobyć pożywienie, natomiast nawet takie głupie istoty, jak Dwunożni, na pewno zauważą nagłe zagęszczenie psów.
- Z takimi decyzjami najlepiej będzie się przespać. Jutro zabierzemy malucha nad rzekę i tam zobaczymy, co dalej. Tylko nie idź do lasu sam. Słyszałeś, co stało się z Praxidikem. - westchnęła na wspomnienie przywódcy Ciemnych. Nigdy nie łączyły ich bliskie relacje, praktycznie się nie znali. Tenebris było w końcu wrogim klanem. Mimo wszystko miedzianowłosa darzyła każdego lidera szacunkiem. Bycie wybranym przez Gwiezdnych to nie błahostka.
- Wiesz, Rysa. Nie jestem szczeniakiem, tylko liderem, poradzę sobie. - roześmiał się samiec, a ona przytaknęła.
- Wiem. Idę do malucha, będę spała przy nim. Ktoś musi go dopilnować w nocy. Więc... dobranoc?
<Onyks?>
[421 słów - Rysa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

29 marca 2020

Od Onyksa CD Rysy

Wyszliśmy z zaułka i wróciliśmy do fontanny. Tam usiedliśmy przy murku i zaczęliśmy myśleć. W lesie grasował klan Quintus, jeśli samica naprawdę nie wróciła, to prawdopodobnie nie żyje. Oczywiście nie można wykluczyć też innych opcji. Jeśli wróciła z brzuchem, możliwy był romans z psem, należącym do tego klanu, wtedy albo nie żyła, bo się ukrywali, albo do nich dołączyła, tylko czy wtedy zostawiła by własne dziecko na pastwę losu? W dalszym ciągu, najbardziej możliwa była śmierć, bo wątpiłem, by jakakolwiek matka pozostawiła szczenie bez opieki, chociaż wyjątki z reguły się zdarzały, miałem tylko nadzieję, że nieznajoma mi suczka nie była takim wyjątkiem. Wtedy z chęcią bym ją rozszarpał za takie działanie. Potem zacząłem się zastanawiać, czy na pewno zabiły ją psy z klanu Quintus. Jeśli nosiła w sobie ich potomka, może darowali jej życie? Może coś innego ją tam zatrzymało?
- Onyks – z namysłu wyrwał mnie głos Rysy. Spojrzałem na nią, a na zwróciła uwagę na szczeniaka, który wyszedł z torby i małymi kroczkami szedł przed siebie. Przez krótki moment biegł i wylądował na pysku, zaraz się jednak podniósł i powtórzył naukę chodzenia. Łapki śmiesznie plątały się pod nim, a jego brzuszek praktycznie dotykał ziemi. Ciekawe, czy my wyglądaliśmy podobnie, jako szczenięta. Rysa po chwili wstała i podeszła do malucha, trącając go nosem, aby zawrócił, kiedy oddalił się na dość dużą odległość.
- Bardzo ładnie – pochwaliłem małego, kiedy ten położył się tuż przede mną. Popatrzył na mnie swoimi małymi czarnymi oczkami i przewrócił się na plecy.
- Więc co teraz z nim zrobimy, jeśli stracił matkę? - zapytała suczka, siadając obok mnie. Znowu przez chwilę milczałem, zastanawiając się. Informacja nie była pewna, była tylko punktem zaczepienia, wskazówką, od której mogliśmy zacząć (nie sądziłem, że jako lider klanu będę miał taki problem ze szczeniakiem). Najpierw należało się upewnić, że matka nie żyła, jeśli tak, odnaleźć ojca lub innego krewnego, a jeśli i to nie pomoże, należało się nim zająć.
- Robi się późno. Zabierzmy małego do domu i prześpijmy się z tym – zaproponowałem. Rysa zgodziła się, nachyliła się nad szczeniakiem i delikatnie go chwyciła za kark, wsadzając do torebki. Ugryzłem rączkę torby i ją podniosłem. Wróciliśmy do opuszczonego budynku, który prawdopodobnie będzie należał już do nas. Tam Rysa zrobiła wygodne posłanie dla malucha, który usnął po kilku minutach. Rysa posiedziała z nim chwilę, a kiedy miała już pewność, że maluch śpi, zostawiła go samego i zeszła na dół. Leżałem przy misce z wodą, zastanawiając się nad jutrzejszym dniem.
- Myślisz, że w tym lesie jest jego ojciec? - usłyszałem pytanie samicy, gdy ta weszła do pokoju. Podniosłem łeb, by na nią spojrzeć. Ta podeszła do zbiornika z wodą i napiła się.
- Mam nadzieję, jeśli szczeniak nie ma żadnych krewnych, będziemy musieli się nim zająć – przyznałem, chociaż miałem nadzieję, że nie będę musiał tego robić. Co innego bronić takiego członka klanu, a co innego wychować jak własne szczenie.
- Ja się nim zajmę, lubię szczenięta – przyznała siadając obok. Delikatnie się uśmiechnąłem, czyli jak coś, wyjście awaryjne mamy. Teraz tylko znaleźć te główne.
- Jutro pójdę do lasu – poinformowałem ją, na co ta spojrzała na mnie lekko zdziwiona.
- A jeśli spotkasz wroga?
- Sam nie wiem. Z jednej strony sam bym sobie nie uwierzył w te historię, z drugiej gdybym wziął małego, może by ktoś go rozpoznał, albo był by w niebezpieczeństwie – zacząłem wymieniać potencjalne scenariusze jutrzejszego dnia. - Wtedy ty być z nim została, a ja bym poszedł do lasu. Może miałbym szczęście.
- Albo wróciłbyś z masą ran – przytaknąłem jej, nie wiadomo co mnie tam spotka.
- No cóż, w mieście już raczej niczego nie znajdziemy – wstałem. - Pójdziemy jutro nad rzekę, może ktoś inny będzie miał lepszy pomysł – przyznałem. Chciałbym już teraz pójść w nasze bezpieczne miejsce, jednak nie miałem pewności, czy takiemu maluchowi nie będzie przeszkadzać chłód i twarda ziemia.
<Rysa?>
[617 słów: Onyks otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

24 marca 2020

Od Rysy CD Onyksa

- Co ty na to, żebyśmy najpierw spróbowali porozmawiać z innymi psami? Wiem, że już wcześniej szukałeś matki, ale może teraz, bliżej wieczora, będzie tu więcej psów? - zasugerowała miedzianowłosa. Nie napotkała sprzeciwu ze strony lidera, więc ruszyła rozglądać się po rynku. Dwunożnych było już mniej niż koło południa. Kilku przechadzało się powoli wzdłuż sklepów, inni siedzieli w restauracjach, brak było jednak tłumów. Liczyła, że ci wszyscy włóczędzy ruszą teraz na poszukiwanie ludzkich odpadków pozostawionych na placu.
Chodzili w te i we wte, zaglądając w różne alejki i skrytki, ale nie napotykali prawie nikogo. Młody samiec, który się z nimi zetknął, warknął wściekle i nie odpowiedział nawet na zadanie mu pytanie, całkowicie koncentrując się na swojej imitacji prawdziwego pożywienia, czyli połówce hotdoga leżącej na chodniku. Starsza suczka uśmiechnęła się do nich przepraszająco i stwierdziła, że nie wie, czyje to dziecko, ale maluch jest absolutnie uroczy, po czym odeszła w swoją stronę. To byli wszyscy.
Porozmawiali z dwoma psami i wciąż byli w martwym punkcie. Rysa westchnęła i oblizała łapę. Cały dzień zszedł im... na czym właściwie? Mieli szukać nowego miejsca na obóz Flumine. Skończyli szukając mamy czekoladowej kulki.
- Może chodźmy napić się wody z fontanny? Mały po tym posiłku pewnie też jest spragniony. Zbierzemy myśli i zdecydujemy, co dalej.
Onyks przytaknął. Torebka ze szczeniakiem musiała już ciążyć mu w pysku, mimo wszystko nie chciał przekazać jej Iris. Niósł dzieciaka wszędzie, gdzie szli, bez narzekania. Widziała, że zaangażował się w całą sprawę.
Oboje napili się wody. Suczka nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo chciało jej się pić. Pomogła białowłosemu podsadzić malucha i przytrzymała go, żeby nie wpadł do wody. Gdyby się przemoczył, mógłby się rozchorować. Była Pora Zielonych Liści, ale wieczory nadal bywały chłodne. Zimny wiatr przeczesujący mokrą sierść to nic przyjemnego, a kiedy jest się szczenięciem, odporność organizmu wcale nie jest oczywistością.
Nagle na skraju fontanny zauważyła kanapkę pozostawioną przez małego Dwunoga. Powiedziała Onyksowi, żeby pilnował dziecka, a sama pobiegła szybko zabrać pożywienie. Nie pachniało jak najlepszy posiłek w jej życiu, jednak teraz liczył się każdy kęs. Postanowiła zabrać je do klanu, bo nie wiedziała, ile przyniosła reszta wojowników.
Wróciła do przywódcy, a ten nosem wskazał jej uliczkę. Nigdy wcześniej jej tam nie zauważyła, podejrzewała, że ma to jakiś związek z nową restauracją Dwunożnych. Pewnego dnia zaczęli remontować budynek, a jakiś czas później zaczęła z niego dobiegać smakowita woń. Logika podpowiadała sama.
- Idziemy? W sumie nie zaszkodzi spróbować.
Uliczka w rzeczywistości okazała się być ślepym zaułkiem. Onyks z Rysą i szczeniakiem stali naprzeciwko ściany, o którą oparty był duży pojemnik na odpady. Po prawej stronie znajdowały się tylne drzwi restauracji, zza których wyczuć można było mnóstwo zachęcających zapachów.
Z kosza dobiegł dziwny odgłos, a chwilę później wynurzył się z niego wychudzony kocur. Syknął i nastroszył sierść, omiatając wzrokiem wojowników.
- Wynoście się stąd, sierściuchy! To moje jedzenie... Jeśli zaraz stąd nie pójdziecie, sam was przegonię. - wysunął pazur i syknął, próbując ich odstraszyć. Nie wychodziło mu to zbyt dobrze, nawet jeśli tak bardzo chciał zgrywać odważnego.
- Założymy się? - miedzianowłosa położyła kanapkę na ziemi i wyszczerzyła kły. Była już zmęczona i sfrustrowała poszukiwaniami bez efektów, a ten kot musiał się tu napatoczyć. - Daj spokój, pchlarzu, nie dasz rady z nami dwoma.
- Czekaj, Rysa. Może on coś wie. - szepnął pies, po czym zwrócił się do kota. - Nie szukamy jedzenia, mamy swoje. Chcemy tylko informacji. Znasz może matkę tego szczeniaka?
- Nie zadaję się z takimi kundlami jak wy! - urwał na chwilę i łakomym wzrokiem spojrzał na bułkę leżącą u stóp suki. - Zresztą, dlaczego miałbym wam mówić?
- Bo jeśli nie powiesz, to zaraz nie będziesz miał już jak. - mruknęła pod nosem, tym razem na tyle cicho, żeby nie wcinać się w rozmowę. Skoro lider wolał załatwić to pokojowo, nie miała nic do gadania. Miała tylko nadzieję, że ten szaleniec nie rzuci się na nich z pazurami.
- Nie jesteśmy sprzymierzeńcami, wiem to. Ale ten maluch był sam w domu, wygłodzony i samotny. Nie chcemy go tam zostawiać. Możemy się dogadać. - lider przesunął w swoją stronę bułkę z szynką. - Jedzenie za informacje? W tym twoim koszu i tak nie ma za wiele jedzenia.
- Skąd wiesz? - fuknął, jednak po chwili otrzepał się i nieco rozluźnił mięśnie. Chyba głód wygrał wreszcie w nim nierówną walkę ze sceptycyzmem. - Umowa stoi, ale niech twoja koleżanka przestanie szczerzyć na mnie kły. Nie ufam wam.
- Lepiej? - Rysa westchnęła i posłała kocurowi wymuszony uśmiech.
Kot zeskoczył zgrabnie z pojemnika na śmieci, lądując wygodnie na czterech patykowatych łapach.
- Jak mówiłem, nie trzymam się z pchlarzami. - obwąchał szczeniaka, a ten skulił się przestraszony. - Za to o jego matce wiem sporo. Kto nie wie? Tylko samotnicy. Część psich włóczęgów trzyma się razem. A kiedy oni paplają, słyszy całe miasto. Wystarczy posłuchać. Gdzie go znaleźliście?
- W starym domu niedaleko sklepu z mięsem. Wiesz, gdzie możemy znaleźć jego matkę?
- Prędzej jej truchło. - prychnął i rozejrzał się dookoła. - Na co jej to było, tego nawet Dwunogi nie mogą wiedzieć. Łaziła pod las raz i drugi, w końcu przyszła z brzuchem. Potem urodził się młody, a ona... trzeba było siedzieć w mieście, nawet wśród tych potworów jest bezpieczniej niż tam.
- Chodziła do lasu? Skąd wiesz, że... nie żyje?
- Potwierdzenia nie mam, kości nie widziałem, ale każdy w tym mieście wie jedno: jeśli ktoś nie wraca z lasu, to raczej nie z własnej woli. Gorzka prawda. - przeciągnął się i zaczął wylizywać swoją sierść. - No, miło się rozmawiało, ale na darmo tyle nie gadałem. Dawaj. - porwał kanapkę sprzed łap Onyksa i zaczął się nią zajadać.
<Onyks?>
[900 słów: Rysa otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

18 marca 2020

Od Onyksa CD Rysy

Spojrzał na przedmiot, który znalazła suczka. Torebka była idealnych rozmiarów dla malucha, chociaż miałem nadzieje, na znalezienie jakiegoś wózka, ponieważ transport na kółkach łatwiej jest ciągnąć. Mimo to posłałem samicy lekki uśmiech, wskazując na zadowolenie, po czym wróciliśmy do małego. Brązowa kulka już spała, jego brzuszek rytmicznie się podnosił i opadał, co ciekawsze, machał prawą łapką, jakby biegł. Uroczo wyglądał, ale gdy zaczął cicho piszczeć, zacząłem się martwić. Prawdopodobnie śnił mu się koszmar, dlatego podszedłem do niego i lekko trąciłem nosem, aby go obudzić. Psiak powoli otworzył oczka i spojrzał na mnie czarnymi ślepiami. Przestał piszczeć, ale położył po sobie uszy i spojrzał na Rysę, która stanęła obok mnie i położyła torebkę na podłodze.
- Coś ci się śniło? - odezwała się, przybliżając się do niego. Ten tylko przerzucił swoje oczka znowu na mnie, potem na nią i się podniósł chwiejnie. - Chodź, poszukamy twojej mamusi – oznajmiła mu, po czym delikatnie łapiąc go za kark, podniosła i nakierowała na torbę. Powoli opuściła go do środka, a ten zaczął przestraszony piszczeć. Rysa od razu wzięła sprawę w swoje łapy i zaczęła malucha uspokajać, tłumacząc mu, że nie ma się czego obawiać, że to tylko przejściowe i idziemy szukać jego rodziny. Po kilku sekundach maluch położył główkę na łapkach i dał za wygraną.
- Masz dar do dzieci – stwierdziłem i chwyciłem rączki torebki. Delikatnie uniosłem ją do góry.
- Najważniejsze, by się nie bały – stwierdziła i popchnęła nosem brązową kulkę, która chciała wyskoczyć z torebki.
- Pedziesz szla opok, jakpy chcal wyskocyc – powiedziałem niewyraźnie, przez zaciśnięte zęby na torebce. Rysa pokiwała głową i kiedy maluch przyzwyczaił się do nowej rzeczywistości, ruszyliśmy do wyjścia.
Szedłem na początku powoli, starając się nie machać torebką, aby maluch się jeszcze bardziej nie wystraszył, ale kiedy zacząłem schodzić po schodach, musiałem przyznać, że to było trudniejsze, niż myślałem. Waga nie przeszkadzała, torebka była stosunkowo lekka, a szczenię nie ważyło dużo. Gorzej było z utrzymaniem tego przedmiotu w stabilnej pozycji, więc kiedy zszedłem na sam dół, położyłem transport malucha, by sprawdzić, jak sobie radzi.
- Jest dobrze, możemy iść – powiedziała samica. Szczenię rzeczywiście się uspokoiła, teraz nie wychylało główki, miało za to szeroko otwarte oczka. Ponownie podniosłem torebkę, po czym wyszliśmy z domu.
Na naszą korzyść była Pora Zielona Liści. Wyższa temperatura sprawiła, że maluch się nie trząsł z zimna, a mi samemu łatwiej było pokonywać drogę bez zasp, śliskiej powierzchni i soli, wbitej w łapach, która swoją drogą była najokropniejszą rzeczą w zimie, naprawdę. Już nawet głód i zimno mi tak nie przeszkadzały, jak ta cholerna sól! Rysa objęła prowadzenie i zaczęła nas kierować w stronę fontanny z delfinem. Przez cała drogę milczeliśmy, głównie dlatego, że mi było niewygodnie mówić, a ona sama pilnowała trasy oraz malucha, który z czasem wyłonił się z torebki i zaczął oglądać okolicę. Jego łepek śmiesznie poruszał się w rytm mojego kroku, mrugał oczkami, ponieważ oślepiało go słońca, obracał się, by zobaczyć jak najwięcej i nim się zorientowaliśmy, byliśmy na miejscu. Gdy położyłem malucha przy fontannie, poczułem, jak bardzo miałem spięte mięśnie oraz po części sparaliżowany pysk i kark, od długiego trzymania w górze torebki. Na szczęście po jakichś trzech minutach skurcz puścił, poruszałem trochę szczęką i głową, po czym usiadłem na ziemi.
- Więc od czego zaczynamy? Znasz okolicę, kieruj.
<Rysa?>
[531 słów: Onyks otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

15 marca 2020

Od Rysy CD Onyksa

Wiadomość od Onyksa nieco ją zaniepokoiła. Bądź co bądź, tydzień to całkiem sporo. Co zrobią z maluchem, jeśli matka zaginęła, albo stało się coś gorszego? Rysa nie potrafiłaby sobie nawet wyobrazić zostawienia na pastwę losu niewinnego malucha, jednak mimo swojej słabości do szczeniąt starała się myśleć trzeźwo. Klany miały wystarczająco ciężki czas, dodatkowy pyszczek do wykarmienia tylko dokładałby problemów. Poza tym... młody nie był Wybranym. Jasne, w klanach zdarzały się przypadki psów spoza lasu, ale po odejściu części wojowników do Bezgwiezdnych wszyscy stali się ostrożniejsi. Szczeniak od narodzin wychowywany w klanie zdecydowanie łatwiej przyswajał sobie zasady kodeksu.
Rozważanie miliona możliwych scenariuszy nie miało teraz sensu. Być może matka się znajdzie i zabierze swoje dziecko, a oni odejdą spokojni i z czystym sumieniem. Rudowłosa musiała omówić z liderem wszystko, czego się dowiedzieli i opracować jakiś plan działania.
- Ja też czegoś się dowiedziałam. Pójdę z tobą szukać, musimy porozmawiać.
Przywódca spojrzał na czekoladowego szczeniaczka, który właśnie kończył posilać się znalezionym przez niego pasztetem.
- A co z nim? Nie może tu zostać sam.
Suka podeszła do malucha, a ten ziewnął przeciągle. Ułożyła mu małe, prowizoryczne posłanie z pozostawionych w szafie ubrań.
- Poczekaj tu, dobrze? Zaraz po ciebie wrócę. - Młody spojrzał na nią zdezorientowany, ale po chwili ułożył się w legowisku i wrócił do spania. Jeju, nie zdawała sobie sprawy, ile czasu dzieciaki poświęcają na drzemki.
Kiwnęła głową w stronę korytarza i udała się do innych pokojów w ślad za liderem.
Przeszukiwali jedno miejsce po drugim, lecz nic nie wydawało się odpowiednie do przetransportowania malucha. Czy Dwunogi naprawdę nie miały nic, co by się do tego nadawało?
- Kiedy mały nie chciał się uspokoić, opowiadałam mu o lesie. Powiedział mi, że tam był. - przerwała ciszę. To wydawało jej się ważnym tropem, czymś nieprzypadkowym.
- Powiedział..? - Białowłosy rzucił jej zaskoczone spojrzenie. No tak, dobór słów w przypadku szczeniaka nie był odpowiedni.
- Zapytałam go. Nie mówi nic, ale zdaje się, że rozumie, co do niego powiesz. Przytaknął. Dwa razy. - Nie była pewna, czy lider jej uwierzy, lecz co miała do stracenia? Może to zawęziłoby krąg poszukiwań matki? - Jego wspomnienia związane z puszczą nie wydawały się być najlepsze.
Onyks pokiwał głową i wrócił do przeszukiwania pokoju.
- Jesteś pewna, że o to mu chodziło? To jeszcze dziecko. Tak czy siak, na razie musimy jakoś go stąd zabrać.
- Komunikacja z takim maluchem jest ograniczona, ale wydaje mi się, że rzeczywiście był kiedyś w naszym... domu.
Przywódca westchnął i poszedł dalej. Rozumiała go - problemy tylko się nawarstwiały, a on na pewno miał na głowie sprawy ważniejsze, niż szukanie rodzicielki tego szczeniaka. Nie zmieniało to faktu, że czuła się traktowana jak głupia. Co jeśli tamta suka była kimś z klanu? Bezgwiezdną? A może... członkiem Quintus? Chociaż mogła też być zwykłym włóczęgą, który znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.
Pobiegła do innego pokoju. Rozdzielenie się chyba było lepszą decyzją, przeczesywanie terenu trwało szybciej.
- Mam! - zawołała Onyksa.
W pysku trzymała niewielką torebkę, jednak szczeniak zmieściłby się do niej bez problemu. Zapewne nie będzie to najwygodniejsza opcja, bo wymaga trochę siły, za to brzmiała lepiej niż targanie małego za kark.
<Onyks?>
[506 słów: Rysa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

14 marca 2020

Od Onyksa CD Rysy

Wróciłem do samicy truchtem, ponieważ i tak zostawiłem ją ze szczeniakiem bardzo długo. Byłem ciekaw, jak sobie z nim poradziła, czy go uspokoiła, czy mały siedział w szafie i nie chciał wyjść? Byłem tak samo ciekawy tego, co się stało z jego matką. „Od tygodnia jej nie widzę”, to pytanie nie dawało mi spokoju. Czyżby coś się stało? Miałem tylko nadzieję, że odnajdziemy matkę tego malucha, bo co z nim innego zrobimy? Zaopiekujemy się nim? Może gdyby Rysa się zgodziła zostać jego przyszywaną matką, mógłbym jej pomóc, ale uważałem, że młody powinien być ze swoją prawdziwą rodzicielką; jeśli żyje.
Gdy wszedłem do pokoju, zobaczyłem, że maluch leży przy suce. Lekko uśmiechnąłem się na ten widok, jednak gdy samica spojrzała na mnie, szybko spoważniałem. Podszedłem do nich, po czym położyłem na ziemi kawałek surowego mięsa i jeszcze mniejszy kawałek pasztetu, owiniętego w papier. Przysunąłem to pierwsze samicy, a to drugie odwinąłem i przysunęłam szczeniakowi. Spojrzałem na mnie nieufnie, przez chwilkę patrzył to na mnie, to na jedzenie, a gdy jego brzuszek wydał z siebie odgłos burczenia, powąchał jedzenie.
- Widzę, że dobrze sobie poradziłaś – powiedziałem do samicy, która zaczęła skubać mięso.
- Musiało go coś porządnie wystraszyć – skomentowała. Po chwili maluch zaczął lizać pasztet i pomału go skubał. Ulżyło mi, bałem się, że mimo wszystko to nie jest dobre jedzenie dla takiego szczeniaczka, ale na szczęście mały nie marudził i zaczął powoli konsumować zdobyte przeze mnie jedzenie. - Jadłeś coś? - zapytała samica, na co pokiwałem głową.
- W ogóle dowiedziałem się czegoś ciekawego – wstałem i usiadłem bliżej samicy, aby nie przeszkadzać maluchowi w jedzeniu.
- Hm? - Rysa skończyła jeść, po czym nosem przysunęła małemu pasztet, który się trochę odsunął od lizania go.
- Spotkałem w parku sukę, która powiedziała, że jej znajoma niedawno urodziła podobnego szczeniaka, ale od tygodnia jej nie widziała. Dodała jeszcze, że mieszka przy dużej fontannie z delfinem – Rysie oczy zabłysnęły na tę informację.
- To dobry trop, znajdziemy jego matkę – popatrzyła z troską na szczeniaka, który położył łapkę na jedzeniu, a po chwili zaczął ją wylizywać.
- Wiesz gdzie jest ta fontanna? - zapytałem. Mi jakoś umknął ten element krajobrazu, na szczęście brązowej suce nie, ponieważ zaraz pokiwała głową i wyjaśniła, że znajduje się on niedaleko stadionu. Wiem, gdzie był ów stadion, ale dalej nie mogłem sobie przypomnieć tej rzeźby delfina.
- Pokażę ci – powiedziała, gdy widziała, ze nie mogłem sobie skojarzyć tego miejsca.
- A co z małym? - wskazałem na puchatą kulkę, którą powoli kończyła jeść. - Nie możemy go samego zostawić – dodałem.
- Jest to też za daleko, aby ciągle szedł za nami – zauważyła. Przez chwilę oboje milczeliśmy, zastanawiając się, co zrobić.
- Przydałby się jakiś środek transportu, jakiś wózek czy coś – po chwili wstałem.
- Gdzie idziesz?
- Poszukać czegoś przydatnego w tym domu.
<Rysa?>
[444 słowa: Onyks otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

12 marca 2020

Od Rysy CD Onyksa

Zauważyła, że Onyks nie za bardzo radził sobie z młodymi. Cóż, nie za bardzo to chyba zbyt łagodne sformułowanie, ale szczerze mówiąc nie spodziewała się czego innego. Szybko przejęła pałeczkę i zaczęła rozmawiać z szczeniakiem, niestety bezskutecznie. Nie była pewna czy maluch w ogóle potrafił mówić, ale był naprawdę drobnym i szczupłym zwierzęciem, dlatego nie mogła określić jego wieku.
Gdy białowłosy udał się na poszukiwanie czegoś do jedzenia, Rysa leżała wśród starych ubrań koło małej, brązowej kulki i próbowała ją uspokoić. Z początku nie wychodziło jej to zbyt dobrze, bo szczenię rzuciłoby się do ucieczki, gdyby nie to, że było zbyt głodne i wycieńczone. Bało się jej i jej towarzysza, a ona w sumie nie czuła się tym zdziwiona. Czuła, że maluch ma za sobą niezbyt ciekawe doświadczenia, więc teraz jej priorytetem było pokazać mu, że nie jest groźna i pilnować go do czasu powrotu Onyksa. Miała tylko nadzieję, że znajdzie coś, co młodemu uda się zjeść. Twardy, stały pokarm nie był najlepszym pomysłem.
Kiedy zauważyła, że młody nie reagował już tak nerwowo na każdą jej próbę zbliżenia się, zaczęła powoli go wylizywać, żeby go wyczyścić i przy okazji uspokoić. Przez chwilę szczeniak napiął mięśnie i otrzepał się, wystraszony, że suka może zrobić mu krzywdę, ale po chwili poddał się, a nawet rozluźnił.
- No widzisz, mały? Wcale nie było tak źle. - przyjaźnie trąciła go nosem, a on spojrzał na nią niepewnie. - Będzie dobrze, zobaczysz.
Oczekiwanie na lidera Flumine nieco się przeciągało, więc miedzianowłosa zdecydowała, że zajmie malucha opowieściami. Rozmowa z nim nie była możliwa, ale zdawał się rozumieć to, co do niego mówiła, a przynajmniej słuchać z zainteresowaniem. Rozpoczęła historię o życiu w lesie, omijając nieprzyjemne szczegóły i w zasadzie cały atak Quintusa. Opowiadała o tym, jak wyglądała puszcza, o polowaniach, przygotowywaniu się do zostania wojownikiem, szumie rzeki i tym, jak przyjemnie jest moczyć w niej sierść, gdy nadchodziła Pora Zielonych Liści, a słońce grzało z góry. W duchu pytała samą siebie, czy kiedykolwiek jeszcze tego doświadczy, czy może ich domem musi na zawsze stać się miato. Cholera, Onyks powinien już dawno wrócić, bo zaczynało jej się zbierać na wspominki, a to nie był dobry znak.
- Byłeś kiedyś w lesie? - zdawała sobie sprawę, że to pytanie było głupie, co taki maluch miał kiedykolwiek tam robić? Dlatego kiedy szczeniak niepewnie kiwnął głową, była pewna, że coś jej się przywidziało. - Naprawdę?
Czekoladowowłosa kulka przytaknęła raz jeszcze, z lękiem, jakby las, który pamiętał, nie był taki przyjemny, jak opisywała go Iris. Młody przytulił się do niej delikatnie i skulił u jej boku, pozostawiając ją w szoku wpatrującą się w ścianę.
Drzwi zaskrzypiały, a do pokoju wszedł Onyks. Nigdy w życiu jego widok nie cieszył jej tak bardzo, jak teraz. Musieli ustalić, co dalej zrobią ze znaleziskiem teraz śpiącym cicho u jej boku.
<Onyks?>
[459 słów: Rysa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

23 stycznia 2020

Od Onyksa CD Rysy

Byłem tu już wiele razy, ale nigdy nie wyczuwałem takiego zapachu. Chociaż był słaby, jestem pewien, że wcześniej wyłapałbym tę podejrzaną woń, unoszącą się w powietrzu. Był jednocześnie znany, jednak nie potrafiłem określić, co to. Po prostu poszedłem za nim do innego pokoju. Źródło znajdowało się w szafie z uchylonymi drzwiczkami. Czułem, że to nie będzie zagrożenie, zapach wydawał się taki… dziecinny. Nastroszyłem uszy i powoli zbliżałem się do mebla, kiedy usłyszałem cichy pisk. Natychmiast się wyprostowałem, zastanawiając się, czy zwariowałem, czy w tej szafce naprawdę znajdował się mały… szczeniaczek. Tak, to był on. Gdy popchnąłem drzwiczki pyskiem, zobaczyłem śpiącego, czekoladowego, małego pieska, któremu najwyraźniej coś się śniło, bo machał łapkami i cichutko piszczał.
Odwróciłem łeb do Rysy, tak samo jak ja była zdezorientowana. Popatrzyła to na mnie, to na szczeniaka. Skąd on się tutaj wziął? Na pewno był tu nie długo, ale sam? Taki mały, bez opieki? Coś tu nie grało, a jedynym sposobem, aby się o tym dowiedzieć, to zapytać samego szczeniaka. Wsadziłem łeb do szafy i szturchnąłem szczeniaka w brzuszek, ten od razu otworzył oczy i gdy tylko mnie zobaczył, pisnął przestraszony, położył po sobie uszy i zaczął się trząść. Cofnąłem łeb, kompletnie nie wiedząc, co zrobić. Jakoś w mojej historii przetrwania nie było szczeniaków, tak samo ich nie było w mojej nauce przetrwania z ojcem, więc skąd miałem wiedzieć, jak się zająć małym? I to jeszcze tak zaskoczony? Na szczęście Rysa była obok, a widząc moją niewiedzę, na temat dzieci, sama zareagowała. Podeszła bliżej, wsadziła głowę między drzwi i lekko uśmiechnęła się do szczeniaczka.
- No już, nie bój się – powiedziała miło. - Jak się nazywasz? - zapytała, ale mały się nie odzywał. Patrzył się na nią tymi swoimi dużymi oczkami i nie wyglądało na to, aby w najbliższym czasie coś powiedział. Rysa spojrzała na mnie. - Nie możemy go zostawić. – przyznałem jej rację. Chociaż było to obce szczenie, to jednak był jednym z nas.
- Posiedzisz z nim? Spróbuje znaleźć mu coś do jedzenia - samica pokiwała głową. Odwróciłem się i wyszedłem z pokoju, zostawiając ją samą z małym. Miałem nadzieje, że pod moją nieobecność uda jej się coś od niego dowiedzieć. Gdy wyszedłem z budynku, zacząłem się zastanawiać, co może zjeść taki maluch. Mleka mu raczej nie znajdę, więc musi to być coś miękkiego. Zacząłem węszyć z nadzieją, że coś wyczuje, ale zamiast smrodu ulicy i ludzkiego potu, nie wyczułem nic. Przebiegłem na drugą stronę ulicy i zajrzałem do kosza, stojącego przy sklepie. Akurat nic nowego się tam nie znalazło, dlatego wyszedłem z uliczki i zacząłem łazić po mieście, zaglądając w każdy możliwy kąt i śmietnik. Przy okazji zaczepiałem inne psy, pytając, czy nie zna małego, czekoladowego szczeniaka, ale żaden z nich nie mógł mi pomóc. Dopiero gdy trafiłem na jakiegoś pudelka, który siedział w parku przy swoim panu, los się do mnie uśmiechnął. Chociaż patrzyła na mnie z obrzydzeniem i nieufnością, zapytałem ją o szczeniaka.
- Nie rozmawiam z takimi pchlarzami jak ty, ale powiem ci, że moja znajoma niedawno urodziła i bodajże miała takiego synka – na tę informację oczy mi się zaświeciły.
- Wiesz, gdzie ją znajdę?
- Niestety od tygodnia jej nie widzę, zawsze przychodziła z właścicielem do parku, ale teraz… - nagle jej pan wstał i pociągnął w stronę bramy. - Mieszkają przy dużej fontannie z delfinami – dodała na odchodne i kręcąc ogonkiem, ruszyła za panem. Krzyknąłem jej jeszcze krótkie „dziękuje” i ruszyłem dalej na „polowanie”. W końcu trafiłem na jakiś ślad, jednak dom odnajdę później, teraz musiałem znaleźć coś dla małego… wracamy do pytania: co jedzą takie szczeniaczki? Latałem wszędzie i znalazłem trochę dobrego jedzenia, ale dla siebie. Dla Rysy też wziąłem kawałek mięsa, ale dla małego dalej nic nie znalazłem. Zbawienie przyszło do mnie, gdy zacząłem wracać i udało mi się znaleźć puszkę z jakimś pasztetem. Dobre na początek, mały powinien to przełknąć.
<Rysa?>
[624 słowa: Onyks otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

19 stycznia 2020

Od Rysy CD Onyksa

Propozycja lidera przypadła jej do gustu, ale budziła też wątpliwości. Stary, opuszczony dom zdawał się być idealną kryjówką, osłaniał przed deszczem i śniegiem, lecz ograniczał możliwość ucieczki. Martwiło ją także, czy wiekowa budowla nie zawali się na nich, jednak postanowiła przemyśleć wszystkie za i przeciw później, już po dokładnym zwiedzeniu ewentualnego obozu. Poza tym, bądź co bądź, to nie ona miała tu moc decyzyjną.
W drodze na miejsce, Rysa niezliczoną ilość razy strzepywała z siebie śnieg, który przyklejał się do jej długiej sierści. Samiec też miał z tym problem, ale na jego białej sierści puch zdecydowanie mniej rzucał się w oczy, a i on sam był praktycznie niezauważalny z daleka w zimowym krajobrazie. Miedzianowłosa w kwestii kamuflażu zdecydowanie preferowała jesień, bo w zimie jej rude futro kontrastowało z wszechobecną bielą.
Dotarli do domu. Sklep z mięsem pachniał zachęcająco, a z rury w suficie budynku kapała woda. Iris wzięła kilka łyków i podążyła za przywódcą.
Po obejściu całego domu udali się na górę. Samiec przyznał, że jeszcze nie przeszukiwał drugiego piętra domu, więc suczka z podnieceniem, ale i dozą niepewności wbiegła po schodach.
Poczuła ból w łapie. Dzisiejsze wycieczki dały jej się we znaki, a zimno nie ułatwiało radzenia sobie z kontuzją. Zacisnęła zęby i przyrzekła sobie, że jeśli do wieczora nie przejdzie, uda się do medyka po kilka ziaren maku. Nie lubiła brać leków, gdy nie była ciężko ranna. To sprawiało, że czuła się słaba. Nie chciała jednak nadwyrężać łapy, wolała być sprawna i gotowa do walki, gdyby zaszła potrzeba.
Wśród pokoi na piętrze były głównie sypialnie. Miękkie materace zachęcały do położenia się na nich. Rzeczy leżały rozrzucone, przez co całe mieszkanie sprawiało wrażenie opuszczanego w pośpiechu. Rysa nie wiedziała dużo o Dwunożnych, lecz zauważyła, że zwykle opuszczając miejsce zamieszkania, zabierali ze sobą swój dobytek. Tu wszystko było w nieładzie. O co chodziło?
Wkroczyli do kolorowego pokoju. Ludzkie zapachy były już praktycznie niewyczuwalne, widocznie opuścili dom dawno temu. Rudowłosa mogła jednak stwierdzić, że ten pokój należał do małego Dwunoga. Na podłodze leżał mały, wytarty pluszak. Zebrał się na nim kurz, lecz Rysa miała wrażenie, że wciąż czuć na nim zapach krwi. Zaniepokoiło ją to, ale uciszyła swoje myśli. Przecież ludzie zabrali się stąd już dawno . Jeżeli do ucieczki skłoniło ich niebezpieczeństwo, na pewno po takim czasie minęło.
Nagle Onyks wzmógł czujność i zaczął węszyć.
– Co się stało? – cicho zapytała zaniepokojona.
– Chodź.
Bez słowa poszła za nim. Białowłosy wszedł do niewielkiej garderoby, ona trzymała się na dystans. Po chwili usłyszała wysoki pisk i wbiegła do pokoiku. W szafce, wśród ubrań i tkanin chował się mały, przerażony szczeniak.
<Onyks?>
[427 słów: Rysa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

16 stycznia 2020

Od Onyksa CD Rysy

Przez chwilę milczał zastanawiając się nad odpowiedzią. Zdołał zwiedzić większą część miasta i nie wierzył, że jakakolwiek jego część nadawała się na teren. Nawet gdyby sprawdził pozostałe miejsca, nawet w jakimś w innym mieście, bezpańskie psy wśród ludzi nigdy nie będą mogły żyć spokojnie, jak na swoim. Zagrożenie czyha z każdej strony, nie wiadomo kiedy któryś Dwunożny się na ciebie rzuci, by cię złapać i wsadzić do ciasnej klatki, z której możesz pójść albo na śmierć, albo zostać niewolnikiem – chociaż tak naprawdę nie wszyscy ludzie byli źli.
- W mieście ciężko znaleźć bezpieczny teren – powiedział i przełknął ostatni kawałek ptaka. - chociaż gdybym już musiał bardzo wybierać, najlepsze byłoby opuszczone miejsce, jak na przykład ten dom naprzeciwko sklepu z mięsem. Za nim jest dość spory kawałek ziemi – powiedział, przypominając sobie tę szarą ruderę z pękniętymi oknami. Pamiętał, że za nią znalazł dobrą kość zakopaną w ziemi, może byłoby tam coś jeszcze?
- Nie zawali się? - zapytała samica.
- Ludzie to budowali, powinno być solidne. Na pewno można się tam na spokojnie wyspać, a i w tym sklepie często wyrzucają jakieś mięso do kosza – dodał. Może nie było to najsmaczniejsze jedzenie, bo trochę stare i spleśniałe, jednak w takie zimowe dni, jakie mają nadejść za jakiś czas, nawet taki kawałek pozwoli przeżyć.
- Więc chodźmy tam – zaproponowała Rysa, na co przytaknął. Wstał i otrzepał się ze śniegu, jaki przyległ mu do brzucha, po czym wskazał kierunek. Szliś brzegiem miasta, w którym było mniej ludzi, potem skręcili w uliczkę, wyszli na ulicę, przebiegli na drugą stronę, starając się nie wpaść pod te żelazne maszyny i truchtem kierując się prosto chodnikiem, dotarli na miejsce. Po lewej stał sklep, z którego właśnie ktoś wyszedł. Po lewej zaś znajdowała się ich rudera.
- Może cię oprowadzę – zaproponował, na co suczka przytaknęła. Stanęli przed budynkiem, po czym weszli do środka – Tutaj możesz się napić wody – wskazał na miskę, wypełnioną cieczą. Po chwili wpadła do niej kropla, a samica spojrzała do góry, dowiadując się, skąd ona się tam znalazła. Woda płynąca przez rurę w suficie była dziurawa i trochę kapało z niej kapało, dlatego wystarczyło, by Onyks znalazł coś na wzór miski. Była to szeroka i głęboka micha, z której się napił. Przeszli do innego pokoju. - Tutaj właściciele zostawili masę koców i poduszek – wskazał na bałagan, wszystko leżało na ziemi, a jedno miejsce było nawet ugniecione przez samca. - I ostatnia część – skierowali się na tyły. - Podwórko. Idealne do chowania jedzenia – skomentował, po czym spojrzał na Rysę. Nie oczekiwał od niej radości, w końcu miejsce nie było za cudowne, ale w porównaniu do całego miasta, tutaj była największa szansa, że będą mogli spokojnie spać i przeżyć do wiosny.
- Co się stało z ludźmi? Dom wygląda, jakby uciekali – Onyks spojrzał na nią.
- Nie mam pojęcia, może tak było. Już zastałem to miejsce w takim stanie – skierował łeb przed siebie, patrząc na biały podłoże. - Ale może jakąś odpowiedź znajdziemy na górze? Jeszcze nie miałem okazji przeszukać górnych pokoi.
<Rysa?>
[482 słów: Onyks otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

13 stycznia 2020

Od Rysy CD Onyksa

Zamrugała z niezrozumieniem. Buzowała w niej adrenalina, a jej własny lider kazał się wycofać i uciec, niczym przerażony szczeniak.
Słowo lidera stanowiło prawo, więc zbyt dużo do powiedzenia w tej sprawie nie miała, ale w myśli przypięła Onyksowi łatkę tchórza. Czy nie powinien bronić klanu za cenę życia?
Zauważyła jego biały ogon przed sobą i pognała za nim, zostawiając dzika w tyle. Zdziwiło ją, jak szybko bestia odpuściła i zawróciła tam, skąd przyszła. Większość zwierząt tego gatunku walczyło z przesadnym wręcz uporem.
Wtem zrozumiała decyzję przywódcy i spojrzała na niego z szacunkiem, w myśli karcąc się za pochopną ocenę.
Wymienili kilka zdań na temat dzika. Słowa Onyksa wydawały się sensowne i rzeczowe, ale było w nim coś, czego nie umiała rozgryźć. Dalej nie miała jednoznacznie wyrobionej opinii. Gdyby ktoś zapytał o to, jakim jest liderem, zapewne wzruszyłaby ramionami i nie wciągała się w dłuższą dyskusję. Nie wiedziała. A lubiła wiedzieć, chociaż sama nie dzieliła się prawie niczym.
Obserwowała zimowy krajobraz. Miasto było dziwne. Wszystko okrywała warstwa białego puchu, podobnie jak w lesie, a na szybach domów Dwunogów błyszczał szron. Chodniki były jednak drażniące dla opuszek łap. Rozsypana na nich dziwna, biała substancja była nieprzyjemnie słona w smaku i zdawała się szczypać.
Teraz jednak siedziała w towarzystwie białego samca na skraju puszczy. Tak blisko domu i tak daleko. Nie mogli podejść bliżej, wbiec między drzewa czy złapać królika. Odór Piątych otaczał ich z każdej strony i była pewna, że kilka nierozważnych kroków wystarczyłoby, żeby ich zwęszyli.
Ośnieżone czubki drzew lśniły w bladym blasku słońca, a śnieg przyjemnie trzeszczał pod łapami. Owszem, było zimno, ale w jakiś sposób miało to urok.
– W sumie zima jest całkiem ładna na swój sposób.
Przytaknęła i wróciła do cieszenia się widokiem, lecz po chwili kontynuowała rozmowę.
– Jest piękna. Piękna i niebezpieczna. – uśmiechnęła się zadziornie. – Zadziwiające, jak często te rzeczy lubią iść ze sobą w parze.
Drobny ptak wzleciał z gałęzi drzewa i wylądował na białej zaspie. Wystarczyłoby jej kilka skoków, żeby się do niego dostać. Cały czas wahała się jednak, bo członkowie Quintusa mogli być gdzieś blisko.
Pokręciła głową. Była niezmiernie głodna i podejrzewała, że przywódca czuje się tak samo. Rzuciła się przed siebie i szybkim ruchem złapała zwierzę w zęby. Ptak zastygł, a ona poczuła wspaniały smak świeżego mięsa. Brakowało jej takiego pożywienia. Życie na starych hotdogach i resztkach ludzkiego jedzenia nie było w żaden sposób tak satysfakcjonujące, jak polowanie i posilanie się własnymi łupami.
– Może odejdziemy trochę dalej i zjemy? – zasugerowała. Wolała nie sterczeć tak blisko lasu z upolowaną zdobyczą w pysku.
Onyks zaaprobował, więc udali się w stronę obrzeży.
Podzieliła ptaka na pół i przesunęła nosem jedną część w jego stronę. Oboje spojrzeli na chwilę w niebo i zabrali się do jedzenia.
Po skończonym posiłku zakopała kości i podziękowała Gwiezdnym za to, że udało im się trafić na zwierzynę. Naprawdę dawno nie jadła czegoś tak dobrego.
– Więc... – zaczęła niepewnie. – Chyba póki co jesteśmy skazani na miasto. Masz jakieś pomysły na nowy teren klanu?
<Onyks?>
[490 słów: Rysa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

31 grudnia 2019

Od Onyksa CD Rysy

Nie cierpiał dzików. Zawsze atakowały, nie ważne w jakiej sytuacji, nawet gdy potrzebują pomocy i tak będą się bronić. Z jednej strony to odważne, ten hart ducha wymaga podziwu, jednak w tym momencie był on całkowicie niepotrzebny. Ani Onyks, ani Rysa (tak mu się wydawało) nie mieli w stosunku do niego złych planów i samiec wolałby nie walczyć, odejść w pokoju… niestety teraz musiał wykonać szybki ruch w bok, aby nie zostać staranowanym przez dzika. Rysa zrobiła to samo i po chwili się na niego rzuciła. Onyks miał zrobić to samo, ale poczuł coś dziwnego, zapach tego dzika dobiegał jakby z dwóch stron. Odwrócił się i podbiegł do krzaków, za którymi, jak się domyślał, chowała się dwójka małych warchlaczków. Szybko wrócił do samicy.
- Nie zabijaj jej! - oznajmił Rysie, która puściła zwierzaka. Gdy locha zobaczyła, że znajdował się blisko jej młodych, szybko popędziła w jego stronę. Znowu zrobił unik. - Chodź – rzucił do suczki, która nic nie rozumiejąc, ruszyła za nim. Krótko mówiąc: uciekli.
Las po chwili się skończył, a dzik gonił ich tylko przez chwilę, w końcu nie mógł zostawić swych dzieci bez opieki. Pod tym względem szanował ten gatunek, chociaż większy podziw wzbudzały u niego niedźwiedzice: nie dość, że musiały same wychować potomstwo, to jeszcze musiały ich bronić nie tylko przed innymi zwierzętami, ale nawet przed własnym gatunkiem, gdzie samiec bez oporu je zabije. Taka samica walczy o swe dziecko z praktycznie silniejszym i większym od siebie przeciwnikiem.
Kiedy już byli poza zasięgiem dzika, zatrzymali się przy moście, który pojawił się przed nimi. O tej porze Dwunożych nie było, jednak w celu większej ostrożności, weszli pod most. Usiedli na ziemi i napili się wody. Zawsze w tym miejscu śmierdziało ściekami i czymś ostrym od ludzi, którzy często tutaj spali.
- Dobry ruch – odezwała się Rysa, samiec spojrzał na nią.
- Jaki?
- Żeby uciec i nie marnować siły - mówiła to spokojnie, Onyks lekko się uśmiechnął.
- Zgadzam się z tobą i chciałbym dodać, że miała młode. Jak locha walczy dla swych dzieci, to do śmierci – odwrócił głowę w jej kierunku. - Nie lubię osierocać – dodał i poruszył uszami. Podniósł się i odwrócił, za nim pojawili się ludzie. Dwójka ludzi, samica i samiec, którzy nie przypominali otumanionych i niczym nie śmierdzieli, chociaż od dziewczyny mógł lekko poczuć coś na wzór fiołków.
- Są tu jakieś psy – odezwała się kobieta. Psy uważnie im się przyglądały. Mężczyzna popatrzył na nich, kucnął i wziął coś do ręki. Po chwili okazało się, że był to niewielki kamień, którym rzucił w psy. Na szczęście trafił w ziemię, przed nimi. Po chwili dziewczyna pomachała dziwnie rękami, poruszała ustami, na szczęście psy nie musiały rozumieć ich słów, by wiedzieć, że mają sobie stąd iść.
- Nigdzie nie ma spokoju – stwierdził Onyks, a Rysa mu tylko zawtórowała i oboje stąd zniknęli, dając kochankom możliwość nacieszenia się sobą. Wyszli spod mostu i ruszyli wzdłuż lasu, aby po kilkunastu metrach wejść w głąb i wrócić na bezpieczne tereny.
Las się zmienił. Żadnych liści, gołe gałęzie i wszędzie biało. Ten zimny puch przyklejał się do futra i nawet gdy próbowało się go strząsnąć, zawsze coś zostawało. O tej porze roku ciężej było cokolwiek znaleźć do jedzenia.
- W sumie zima jest całkiem ładna na swój sposób – odezwał się do samicy.
<Rysa?>
[530 słów: Onyks otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

29 grudnia 2019

Od Rysy CD Onyksa

Od dłuższego czasu leżała otępiała w niedawno znalezionej kryjówce pod drzewem. Za dużo się działo. Miała wrażenie, że śmierć przychodzi zbyt często. Owszem, życie w lesie też nie było łatwe, szczególnie w Porze Nagich Drzew, ale ostatnie tygodnie były tragiczne dla wszystkich klanów, nie tylko Flumine. Suczka powoli zaczynała tracić nadzieję na to, że znajdą nowy, bezpieczny dom.
 W dodatku wszyscy Dwunożni wydawali się teraz tacy szczęśliwi! Rysę irytowało to do granic możliwości. Gdy klany walczyły o każdy dzień, oni wesoło śpiewali, wieszali wszędzie te swoje jaskrawo świecące lampki i wozili do domów wycięte drzewa. Wyglądały jak te, które rosły w lesie. A może to były one..? Nie wiedziała tego, ale zapach żywicy po raz kolejny przypomniał jej dawne życie i przeszył serce bólem.
 Zaczęła szeptać swoje błaganie o lepsze życie do Gwiezdnych, gdy spośród traw wychylił się biały pysk. Samiec przyjrzał się jej, a w jego oczach było widać ulgę.
 Nowy lider Flumine. Był od niej starszy o ponad dwa lata, nie znali się aż tak dobrze. Gdy ona jeszcze ssała mleko matki, on już walczył w obronie klanu. Potem został zastępcą i... cóż, przejął stanowisko lidera, kiedy nadeszła sposobność. Śmierć Nawłoci była ogromną stratą dla wszystkich Wodnych, chociaż najłagodniejszym słowem, jakim można było określić byłą liderkę, było ekscentryczna.
 Onyks w roli przywódcy sprawdzał się przyzwoicie - na tyle, na ile miedzianowłosa mogła to stwierdzić po tak krótkim czasie. Zebrał wszystkich i pomógł im przejść do porządku dziennego mimo kolejnych strat.
 Teraz wydawał się jednak zaniepokojony. Rysa rozejrzała się wokoło i po chwili wyczuła drażniący nozdrza zapach. Zerwała się na równe nogi i stanęła obok niego. Z początku nie potrafiła zidentyfikować zapachu, ale już po chwili wszystko się wyjaśniło.
 Na wprost dwójki stał dzik.
 Iris nie miała pojęcia, skąd się tutaj wziął. Nawet w lesie nie dało się ich spotkać zbyt często, większość psów na szczęście nie miała za sobą doświadczeń z tymi zwierzętami. Co w takim razie ten osobnik robił tak blisko miejsca zamieszkania Dwunożnych?
 To wszystko jednak straciło na znaczeniu, gdy zwierz chrząknął i ruszył w ich stronę.
<Onyks?>
[341 słów: Rysa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

26 listopada 2019

Od Onyksa do Rysy

Siedział i rozmyślał. Obserwował nurt rzeki, który wydawał mu się koić wszystkie jego nadszarpane nerwy, kiedy znowu wspominał przeszłość. Nie lubił tego robić, wręcz nie cierpiał przypominać sobie o rodzicach, którzy byliby przydatniejsi jako przyjaciele, ale jego umysł robił mu na złość. Na chama wciskał mu przed oczy obrazy, jak razem z ojciec biegał przez lat i walczył z większymi przeciwnikami, tylko po to, by nauczyć się walczyć o swoje, wycieczki w góry z matką, która zawsze wybierała najtrudniejszą i najniebezpieczniejszą drogę. Po co o tym rozmyślać? Po co wspominać stare dzieje, które są nieprzyjemne? W sumie, to nie można powiedzieć, że są w stu procentach złe, w końcu dzięki takiej rodzinie nauczył się nie poddawać i zawsze odnajdować drugie wyjście – a czasem nawet samemu je tworzyć. Jednak mimo to… po co wspominać przeszłość?
Rzeka płynęła tym samym tempem cały czas, ryby, które przepływały przed jego nosem, nie zwracały na niego uwagi. One miały swój świat, a on swój, ten w umyśle, do którego nie wpuści nikogo, bo po co karmić kogoś niepotrzebnymi do życia bzdetami? Uwielbiał takie momenty w życiu, w których możesz całkowicie poświęcić się samego sobie i rozmyślać nad tym, po co rozmyślać. Czy to ma sens? Onyks ciągle go szuka, a odpowiedź zawsze odpływa razem z rzeką.
Podniósł łeb. Odkąd do jego uszu dotarła informacja o śmierci lidera Tenebrisa – Praxidike’a – stał się bardziej uważny. Skoro zwykła zgraja włóczęgów postanowiła dokonać takiego czynu, teraz można się po nich wszystkie spodziewać, ale najważniejsze, aby nie tracić głowy. Podniósł się i ruszył wzdłuż rzeki, jego szósty zmysł podpowiadał mu, że ktoś się czai przy granicy. Chociaż czy czai to nie za mocne słowo? W lesie jest wiele zwierząt, może to królik, sarna, a może zwykły, niegroźny pies? Mimo to musiał sprawdzić, musiał mieć pewność, że nic nie grozi jego klanowi.
Nurt rzeki się nie zmieniał, a z nią odpływały wszystkie myśli Onyksa, wiedział jednak, że kiedy tu wróci, one będą na niego czekać, tak jakby przywiązały się do brzegu i czekały na powrót właściciela, aby znowu go męczyć. Jakby mówiły „nas się tak łatwo nie pozbędziesz”. A pies niczym posłuszne zwierzę, wracało do nich i dawało się gnębić przez kolejne godziny.
Wiatr zawiał w jego stronę. Powąchał i poczuł dwa zapachy; jeden znał, drugi był mu obcy. Pierwszy należał do suczki, drugi… przeszedł do żwawego truchtu, by znaleźć się na miejscu raz dwa. Patrolowanie terenów to jeden z jego obowiązków, gdyby coś się na nich stało, pewna odpowiedzialność spadłaby na niego. Kiedy był już na miejscu, zobaczył leżącą pod drzewem suczkę: miedzianoruda kulka na moje przybycie podniosła łeb do góry, a ciemne oczy utknęły w jego osobie. Uspokoił się, może mi się tylko wydawało? Mimo wszystko był czujny.
- Przepraszam, nie chciałem przeszkadzać – powiedział spokojnie patrząc przez chwilę na psa, by zaraz rozejrzeć się wokół. - Od tego morderstwa w Tenebris przez jakichś włóczęgów stałem się bardziej ostrożny – wytłumaczył powód swojego przybycia. Miał zamiar odejść i dać jej odpoczywać, kiedy znowu poczuł ten zapach. Teraz był pewien, że coś się czai, żaden zając czy jeleń. Wiedział, że teraz jej nie zostawi, nawet, jeśli potrafi walczyć (to bardziej niż pewne), nie potrafił jej pozwolić na samotną walkę. A jeśli ten ktoś ma wsparcie?
<Rysa?>
[532 słowa: Onyks otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]