Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Tęcza × Stokrotkowy Płatek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Tęcza × Stokrotkowy Płatek. Pokaż wszystkie posty

27 kwietnia 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

„Złapiesz sobie jakiegoś gołębia”. Dobre sobie. Jeśli złapie. Czemu Biała Gwiazda nie rozumie, że Stokrotkowa Łapa jest głodna? Teraz przez decyzję liderki musi polować z pustym brzuchem, i mieć nadzieję, że coś złapie. Musi coś złapać, bo umrze z głodu. Nie jadła nic od samego rana, no trochę litości!
Powłócząc łapami, wlokła się ulicą za matką. Przechodziły obok jakiejś okropnej rudery. Dwunodzy omijali ściany pomazane mchem i farbą w gryzącym oczy kolorze. Jednak niektórzy młodzi Dwunożni z chęcią przychodzili, dlatego pod łapkami suczek zabrzęczały kawałki porozbijanego szkła. Może to dlatego ci młodzi Dwunożni tu przychodzą? Żeby mieć spokój od dorosłych Dwunożnych? Akurat w tej chwili Stokrotkowa Łapa była skłonna przyznać im rację.
Dalej wzdychając, wzdychając zapewne z powodu dość wczesnej pobudki i dość późnego pójścia spać, zatrzymała się obok Białej Gwiazdy przy jakichś krzakach. Przed nimi była kolejna ze starych kamienic, obfitujących w schodzącą farbę i tłuste gołębie.
— No dalej, Stokrotkowa Łapo. Pokaż, co potrafisz.
Stokrotkowa Łapa od utknęła coś w odpowiedzi. Zagapiła się na gołębie, wybierając cel. I skacząc po gołębia, ze zdziwieniem przyznała Białej Gwieździe rację. Rzeczywiście, z pustym żołądkiem była lżejsza i łatwiej było jej skoczyć po gołębia. Mimo to nie miała zamiaru powtarzać takiego czegoś.
— Proszę, gołąb.
 <Biała Gwiazdo?>
[201 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

14 kwietnia 2021

Od Białej Gwiazdy CD Stokrotkowej Łapy

Biała Gwiazda ostrożnie przeciągnęła się na swoim legowisku, krzywiąc się, gdy usłyszała ostatnio nieopuszczające jej strzelanie w kościach i poczuła zdecydowany protest własnych mięśni, które najwyraźniej nie lubiły porannej gimnastyki. Starzała się, nieuchronnie zbliżając się do wieku czyniącego ją częścią starszyzny klanu. Zbliżała się również do własnej śmierci, nie tylko zakładając, że miała umrzeć ze starości — wiedziała w końcu, że „śmierć się czai tuż za rogiem”, nawet jeśli nie miała prawo znać musicalu „Rodzina Addamsów”.
Gdy już zakończyła swój koncert trzeszczenia w kościach, znany również jako rozciąganie się, zdecydowanym krokiem wyruszyła w kierunku legowiska uczniów. Spała już zbyt długo, a, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze nie stała nad nią, Stokrotkowa Łapa zapewne również wciąż chrapała sobie w najlepsze lub, co gorsza, czekając na swoją mentorkę i nudząc się, postanowiła wywołać trochę zamieszania na terenach klanu.
Natknęła się na nią o kilka kroków przed jej legowiskiem, już na nogach, lecz najprawdopodobniej jeszcze przed sprawianiem kłopotów. Miała co prawda podejrzanie poplątaną sierść, lecz jej matka wolała nie zaprzątać sobie tym głowy. Podczas treningów mocno wchodziła w rolę liderki, starając się pomijać fakt, że dla swojej obecnej uczennicy była również matką i liderką.
— Dzień dobry, Stokrotkowa Gwiazdo. Jesteś gotowa na nasz dzisiejszy trening? — odezwała się w końcu, uśmiechając się delikatnie.
— Dzień dobry, Biała Gwiazdo. Ja... A co ze śniadaniem? — Młodsza z suczek przekrzywiła głowę.
Liderka wywróciła oczami. Oczywiście, uczniom i najmłodszym z wojowników nawet przez głowę nie przechodziło rozpoczęcie dnia bez zapełnienia brzucha. Nie rozumieli, że zaraz po jedzeniu byli ociężali, dlaczego też posilać się powinni dopiero po porannych treningach czy patrolach. Nie wiedzieli również, że czasem zajęć było zbyt dużo, by nie pomijać poszczególnych posiłków — zwłaszcza gdy było się jednocześnie liderką, mentorką, matką i czymś w rodzaju niańki dla młodego wojownika z innego klanu.
— Upolujesz sobie po drodze jakiegoś gołębia — mruknęła, nie starając się nawet ukryć swojej irytacji. — Chodźmy już, dobrze? Dzisiaj, jak już wspominałam, rozpoczniemy twoją naukę walki.
<Stokrotkowa Łapo?>
[318 słów] 

13 kwietnia 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

 Zastępcy i liderzy, zastępcy i liderzy... Co mówi kodeks?
— Eee... Zastępca... Jest... Zastępcą. Lidera, znaczy. I jak lider umrze... To zastępca zostaje liderem?
— Coś jeszcze? — spytała Biała Gwiazda.
— No ten... Lider kieruje Klanem, Gwiezdni mu błogosławią, bla, bla, bla, bla i tak dalej.
— Na razie ci daruję Kodeks. Wracamy do obozu — westchnęła ze zrezygnowaniem liderka.
Obie suczki podreptały do obozu, przedreptały przez wejście i przydreptały do Mroźnej Burzy.
Stokrotkowa Łapa mimo wcześniejszego narzekania z uwagą słuchała opowieści starszego. Parę razy się nawet zaśmiała!
— Kiedy byłem jeszcze takim uczniem jak ty, kolega namawiał mnie, żebyśmy poszli nad rzekę — zaczął kolejną historyjkę Mroźna Burza. — Opowiedziałem o tym mentorowi i ten nam nie pozwolił. Jednak ten mój kolega mimo zakazu poszedł nad rzekę. Wpadł do rzeki i prawie się utopił, na szczęście jakiś wojownik go uratował. Ale i tak potem się przeziębił, i to porządnie.
— Może powiedz mi, Stokrotkowa Łapo, jaki z tego morał wynika? — zapytała Biała Gwiazda.
— Nie kąpać się w rzece? — burknęła Stokrotkowa Łapa, niezadowolona, że matka przerywa jej słuchanie opowieści.
— Też. Ale przede wszystkim – słuchaj się starszych.
Mroźna Burza przytaknął liderce.
— Stokrotkowa Łapo, będziesz już musiała iść spać. Jutro zabiorę cię na trening.
— Ale... jeszcze chwila...
— Bez dyskusji. Do legowiska!
Stokrotkowa Łapa, mrucząc niezadowolona, podreptała do legowiska. Padła na posłanie. Na początku myślała, że miną wieki, zanim choćby zacznie być senna. Obserwowała kawałek paproci wystający z posłania obok jej pyska. W końcu ziewnęła raz, drugi, no i zasnęła.
<Biała Gwiazdo?>
[238 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

30 marca 2021

Od Białej Gwiazdy CD Stokrotkowej Łapy

— Gdzie teraz idziemy? — spytała Stokrotkowa Łapa, gdy skończyła już spożywać upolowanego przez siebie ptaka. 
Jej mentorka pokręciła głową. Tę młodą trudno było zmęczyć, a ona sama, z czego zapewne śmiali się teraz Gwiezdni, nie była już ani młoda, ani szczególnie cierpliwa w stosunku do szczeniąt i uczniów. Wiedziała jednak, że skoro została wybrana na mentorkę swojej córki, musiała wywiązać się z powierzonego sobie zadania jak najlepiej. Miała również świadomość, że jeśli jeszcze raz będzie musiała patrzeć, jak Stokrotka poluje na tłuste gołębie, to zwariuje.
— Teraz idziemy znaleźć jakieś spokojne miejsce. Sprawdzimy, jak dobrze pamiętasz kodeks. 
— Kodeks? — jęknęła młodsza ze śnieżnobiałych suczek. — Ale to nudne!
„Chyba nie tak nudne jak ciągłe polowanie na niemrawe ptaszyska”, miała ochotę napomknąć liderka Ciemnych, lecz w porę ugryzła się w język. To nie była pora na uszczypliwość.
— Nie wiem, czy nudne, ale na pewno ważne. To najważniejsze zasady obowiązujące każdego z nas, których musimy przestrzegać. No chyba że nie chcesz po śmierci zasiąść wśród Gwiezdnych — dodała po chwili.
Uczennica bąknęła coś pod nosem. Szybko zerknęła po tym na matkę i, upewniwszy się zapewne, czy ta nie usłyszała, o czym marudziła, odezwała się ponownie, tym razem głośniej:
— Dobrze, Biała Gwiazdo. — Nie brzmiała na zachwyconą, ale przynajmniej nie sprzeciwiała się otwarcie suczce, która była jednocześnie jej matką, mentorką i liderką. Gdyby postąpiła inaczej, miałaby potrójnie przechlapane.
— Co powiesz na jakiś przyjemny zakątek w ogrodach? Może uda nam się usiąść wśród kwiatów — zaproponowała, próbując udobruchać Łapę, a także licząc na to, że miejsce to nie będzie aż do przesady okupywane przez Dwunożnych.
— Dobrze — przytaknęła uczennica z coraz szerszym uśmiechem na pyszczku.
Jakiś czas później dotarły do ogrodów, a także znalazły przyjemne i ciche miejsce wśród kwiatów. Ich białe sylwetki wyraźnie odznaczały się na tle zieleni trawy i całej gamie barw otaczających je kwitnących roślin. Tu i ówdzie przelatywała pszczoła, bąk czy motylek, które Stokrotka z wyraźnym zadowoleniem uważnie obserwowała.
— No dobrze, przejdźmy do rzeczy. Teraz porozmawiamy o kodeksie, po czym wrócimy do obozu. Tam już czeka na ciebie Mroźna Burza, obiecał opowiedzieć ci trochę o przeszłości klanu. — Zatrzymała się na chwilę i udała, że nie usłyszała kolejnego niezadowolonego jęknięcia. — Jutro zajmiemy się treningiem walki. Niedługo też prawdopodobnie wyślę cię na patrol z kilkoma wojownikami — wyjaśniła, woląc od tej pory mieć wszystko zaplanowane, a nie do końca treningu swojej córki patrzeć, jak ta dobija ptaki i tak stojące już u progu śmierci z przejedzenia.
Choć najwyraźniej niezbyt zadowolona perspektywą wysłuchiwania opowieści serdecznego starszego, Stokrotkowa Łapa ożywiła się na wzmiankę o walce i patrolu. Poderwała się aż do pozycji stojącej, lecz równie szybko, zauważywszy minę swojej matki, powróciła do siadu.
— A tymczasem... Co kodeks mówi o zastępcach i liderach?
 <Stokrotkowa Łapo?>
(439 słów + trening Stokrotki) 

15 marca 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

— Mamo, wszystko w porządku?
Odwróciła się w stronę Białej Gwiazdy. Obok niej stały dwa śmierdzące koty, hatfu, okropność. Koty! Przywódczyni Ciemnych próbowała wyraźnie się ich pozbyć, ale koty albo były tak głupie, że nie zdawały sobie o tym sprawy, albo specjalnie ją zatrzymywali. W pewnym momencie jeden kocur rzucił się na jej matkę. Tego już za wiele! Warknęła, usiłując wyglądać groźnie i chwyciła wspomnianego kota za ogon, starając się go ściągnąć z Białej Gwiazdy. Na szczęście biała suczka poradziła sobie sama. Odepchnęła kota i szybko zerwała kępę ziół, które rosły za kocim tyłkiem.
Lisek się ucieszy.
Obie suczki poszły prosto do obozu Ciemnych. Biała Gwiazda położyła zioła przed Lisią Łapą, który właśnie wyszedł z legowiska medyków. Czarny piesek przez chwilę rozmawiał z przywódczynią. Z legowiska wyłoniła się postać Ciemnego Kła. Medyczka podeszła do nich i po obwąchaniu kępy ziół rzuciła zdawkowe „dziękuję”, po czym podeszła do chorych psów otaczających legowisko. Na jej pysku — na pysku Liska zresztą też — było widać zmęczenie. Nic dziwnego, w czasie epidemii medyk ma pracy aż nadto. Stokrotkowa Łapa przeleciała wzrokiem po chorych członkach Tenebris. Niektórzy na dźwięk głosu Białej Gwiazdy unieśli pyski i pozdrowili ją. Jednak parę psów nie miało siły nawet się obejrzeć. Leżeli i dyszeli. Strach pomyśleć, jak by to wszystko wyglądało bez medyków. Wśród leżących psów sunia rozpoznawała kształty znajome. Obok nich przeszła Jeziorny Kwiat. Ona również nie wyglądała jak dawniej... Zawsze suczka była okazem zdrowia, silna, no i w ogóle... A teraz można było od niej usłyszeć cichy kaszel, nieumiejętnie maskowany. W takich momentach Stokrotkowa Łapa znowu zastanawiała się nad istnieniem Gwiezdnych.
— Chcesz jeszcze iść na polowanie, czy wolisz zostać w obozie i odpocząć? — usłyszała głos mentorki.
— Na polowanie!
Dwa białe kształty przemknęły przez zachwaszczony trawnik, otaczający ich obóz. Gdzieniegdzie leżały kamienie, sterty zeszłorocznych liści, a nawet opony. Dworek nie był szczytem marzeń — krusząca się rudera, porośnięta niezliczonej ilości chwastami, pod łapami psów czasami pękały butelki — puste lub pełne. Jednak mimo wszystko, to był ich obóz, ich dom.
Stanęły przed niewielką kamienicą w którejś z bocznych uliczek. Na parapetach i gzymsach pogruchiwały gołębie.
— Znowu gołębie? — zaśmiała się Biała Gwiazda.
Stokrotkowa Łapa przytaknęła. Łapki same ją tu przywiodły, właściwie nie zastanawiała się, gdzie by mogła pójść.
Zmrużyła oczy i wpatrywała się w rozedrgany tłumek ptaków. Szare, bure, czarne, białe, a przede wszystkim tłuste gołębie rozpychały się na parapetach. Zdawało się, że nie zwracają uwagi na psy. Dwunożni karmili je z ręki, więc się ich nie bały. Psy były dużo mniejsze od Dwunogów. Suczka skupiła się na jednym konkretnym gołębiu. Był tłusty, niezdarny, i miał zwichnięte jedno skrzydło. Zauważyła to, kiedy jakiś jego kumpel popchnął go z dachu w rynnę. Gołąb rozpaczliwe machał jednym skrzydłem, ale wylądował bezpiecznie. W końcu ów gołąb, spychany przez inne, znalazł się przed schodkami kamienicy. Przekrzywiwszy łebek, wpatrywał się w Stokrotkową Łapę. Wystarczyło jedno ugryzienie, by ptak zwisł bezwładnie w jej pysku.
— Brawo! — usłyszała szczeknięcie Białej Gwiazdy. Czy to była ironia? Gołębia złapałby nawet ślepy szczeniak, ale sunia postanowiła nie zawracać sobie tym głowy. Wyprężyła dumnie pierś i w ciszy skonsumowała gołębia.
— Gdzie teraz idziemy? 
<Biała Gwiazdo?>
[507 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

11 marca 2021

Od Białej Gwiazdy CD Stokrotkowej Łapy

Zacisnęła zęby. Fakt, że łowom przewodziło szczenię, nawet jeśli była to jej córka i uczennica, sprawiał, że aż czuła nieprzyjemne dreszcze. Sami Gwiezdni raczyli wiedzieć, co mogło się stać, jeśli taki młodzik wpakuje je w jakieś tarapaty. Och, a o tym, jak po prostu uwłaczające dla niej to było, nie chciała nawet myśleć.
Nie powinna była w ogóle zgadzać się na prowadzenie tej młodej suczki w jej drodze do tytułu wojownika. Była na to już za stara, robiła się z niej zrzędliwa staruszka.
— No to prowadź — odpowiedziała w końcu, siląc się na delikatny, zachęcający uśmiech.
Zaledwie chwilę później obie węszyły i rozglądały się uważnie w poszukiwaniu wspomnianych wcześniej przez Stokrotkową Łapę tłustych gołębi. Tych, oczywiście, gdy były im akurat potrzebne, było jak na lekarstwo. 
— Ten jest tak gruby, że chyba nawet nie może już latać — zaśmiała się cicho Stokrotka, kiwnięciem głowy wskazując matce gołębia tak tłustego, że aż zdającego się być nierealnym.
— Albo Dwunożni ładnie go dla nas napaśli przez porę nagich drzew, albo jest chory. Wygląda jednak na zadbanego, ma całkiem ładne pióra...
— To co? Zjemy go?
— Skoro uważasz, że nawet nie oderwie się od ziemi, to możesz zająć się nim sama — zachęciła córkę Biała.
Młodsza z suczek ochoczo, lecz z wystarczającą ostrożnością wyruszyła w kierunku spasionego ptaszyska. Jej matka przyglądała się jej jedynie kątem oka, bo oto kilka kroków dalej dostrzegła jedną z roślin, które obecnie były najbardziej pożądane we wszystkich klanach — zioło, które mogło wyleczyć chorego na szerzącą się między psami chorobę.
Wciąż zerkając na zasadzającą się na ofiarę uczennicę, sama wyruszyła w kierunku swojego nowego celu. Już była dosłownie o krok przed zerwaniem ziół i powrotem do córki, gdy nagle wyrósł przed nią ogromny długowłosy kocur. Gdyby byli ludźmi, oto miałaby przed sobą napakowanego dresiarza.
— To ona? — wysyczał nieprzyjemnym, charczącym głosem do stojącego nieopodal wyłysiałego kota, którego wcześniej przegoniły dwie białe suczki.
— Tak, Stasiek, to ona. — Pokiwał gorączkowo głową. — Pokażesz jej teraz, prawda, pokażesz jej, że z nami, kotami się nie zadziera?
— Pokażę. — Kiwnął łbem i znów łypnął na liderkę. — No, psina, teraz sobie porozmawiamy. Janek powiedział mi, że ty i jakaś twoja mini kopia chciałyście skopać mu tyłek. Sytuacja przedstawia się następująco: mojemu brachowi nie skopuje się tyłka, bo potem ma się ode mnie w gratisie jeszcze gorsze kopanie tyłka.
— Sam przecież powiedziałeś, że tylko chciałam skopać mu tyłek, ale tego nie zrobiłam.
— Bo uciekł!
— Nie uciekłem, tylko poleciałem po ciebie, Stachu, wiesz przecież, że ja nigdy nie uciekam! — oburzył się Janko. Z jego głosu suczka wnioskowała, że jest już na skraju łez.
— No dobra, przepraszam, Janko. No, słyszałaś, nie uciekł, tylko pobiegł po mnie. A wiesz, dlaczego pobiegł do mnie? Bo słabych się nie bije, a ty chciałaś go bić. To teraz ja pobiję ciebie.
— Słuchaj, Staszek, trochę mi się spieszy. Jakbyś mógł się odsunąć i dać mi zebrać zioła, których potrzebuję, to już za chwilę moglibyśmy rozstać się w pokoju — zaproponowała znudzonym głosem, mając już dość tej idiotycznej pogawędki.
— W pokoju, dobre! Nie jesteśmy w żadnym pokoju białasie, jesteśmy na ulicy. A na ulicy są zasady i prawo betonowej dżungli, psinko!
Wypowiedziawszy te słowa, koci dres o idiotycznym imieniu Stach rzucił się na liderkę klanu Ciemnych. Nie traciła czasu, od razu przystąpiła do kontrataku, chcąc jak najszybciej mieć to za sobą. Gdyby nie zioła, które czekały na nią za plecami kocura, nawet nie bawiłaby się w te śmieszne zapasy.
— Dajesz, Stachu, pokaż jej! — krzyczał z bezpiecznej odległości jego wyłysiały kumpel. Gdyby on był człowiekiem, prawdopodobnie łudząco zarówno wyglądem, jak i zachowaniem, przypominałby Czerepacha z „Rancza”.
<Stokrotkowa Łapo?>
(582 słowa + trening Stokrotki)

1 marca 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

Stokrotkowa Łapa była gdzieś w obozie. Biegała między gruzami, skakała przez większe kawałki kamieni i gryzła but znaleziony w jakichś ruinach. Udało jej się nawet zjeść robaka, który ośmielił się wyjść z cegły. Właśnie oglądała promienie słońca, które odbite w szybie odbijały na ścianie „zajączki”. Odwróciła głowę i zauważyła Białą Gwiazdę idącą z ziołami. Podbiegła do matki.
— Dla kogo te zioła?
— Miały być dla ciebie, ale widzę, że jesteś już zdrowa. Cóż, będziemy musiały je zanieść Ciemnemu Kłowi.
Śnieżnobiałe suczki stanęły niedaleko legowiska medyków. Niedaleko leżały chore psy, kaszlące lub te niemające siły się nawet ruszyć. Stokrotkowa Łapa przeszła między psami i podeszła do medyczki. Przywódczyni położyła zioła przed medyczką. Ta zabrała je bez słowa.
— Mogłaby chociaż podziękować! — szepnęła sunia gdy oddaliły się od chorych.
— Ciemny Kieł ma teraz bardzo dużo pracy. Widziałaś, ile tam chorych psów. Choć takie małe „dziękuję” rzeczywiście by jej nie zabiło.
Biała Gwiazda z uczennicą wyszły przed stary dworek. Ciepłe światło słońca pięknie odbijało się w zabrudzonych szybach i kałużach na drodze.
— Co powiesz na małe polowanie? — spytała nagle Biała Gwiazda.
— Oczywiście! — szczeknęła radośnie sunia
Suczki szły w stronę jakich ruin, porośniętych zielskiem. Pamiętając ostatnią przygodę, omijały szerokim łukiem Dwunogów i ich psy. Przed nimi wyskoczył na pół łysy kot. Zasyczał, udając groźnego, ale kiedy to członkinie Tenebris odsłoniły zęby w warknięciu, czmychnął w stronę jakiegoś śmietnika.
— Czujesz coś? — mruknęła przywódczyni.
Stokrotkowa Łapa zawąchała w powietrzu. Czuła woń szczurów i śmieci.
— Może pójdziemy tam? — Wskazała noskiem starą kamienicę. — Na pewno znajdziemy jakieś tłuste gołębie. 
<Biała Gwiazdo?>
[249 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

19 lutego 2021

Od Białej Gwiazdy CD Stokrotkowej Łapy

— Wszystko w porządku? — spytała Biała Gwiazda, gdy podeszła do Stokrotkowej Łapy.
Dwunóg chwilę wcześniej odszedł. Wielki owczarek wlókł się u jego nogi, od czasu do czasu próbując odwrócić się, by znowu warknąć coś w stronę członkiń klanu Ciemnych, a mały piesek z dziwnymi szmatami w sierści usiłował wyrwać się z rąk istoty pozbawionej sierści.
— Tak, uciekłam mu. I zobacz, co znalazłam! — Stokrotka z zadowoleniem pokazała kępkę leczniczych ziół leżących u jej łap.
— Brawo. Nie dość, że umknęłaś Dwunogowi i jego pieszczochom, to jeszcze przysłużyłaś się klanowi, zbierając zioła. Jestem z ciebie dumna. — Zwalczyła w sobie ochotę przytulenia córki, zamiast tego jedynie się do niej uśmiechając. Teraz była jej mentorką.
— Teraz trzeba to zanieść Ciemnemu Kłowi, tak? 
— Pomyślałam, że najpierw chciałabyś spróbować zapolować na coś małego, ale jak wolisz iść do medyczki... 
— Nie! Chcę zapolować! — ożywiła się suczka. Po chwili jednak zauważalnie posmutniała. — Tylko nie wiem, czy dam radę. Ostatnio szybciej się męczę.
Ostatnio szybciej się męczę. 
Słowa te były dla Białej zbyt znajome, by nie wywarły na niej żadnego wpływu. Znów widziała Ciemną Gwiazdę, który szeptem, tak, by nikt poza jego zastępczynią go nie usłyszał, przyznawał dokładnie to samo. Tak jakby osłabienie było jakimś powodem do wstydu. 
Gdyby nie ta głupia duma i niekompetencja Ciemnego Kła, może wciąż by żył.
— Mamo?
Mała suczka, tak podobna do niej samej, delikatnie ją kręciła. Pomogło jej to wrócić do rzeczywistości. Ciemna Gwiazda nie żył. Stokrotkowa Łapa była za to żywa i potrzebowała pomocy medyka.
— Przepraszam, zamyśliłam się. — Pokręciła łbem. — Co powiesz na to, żebyśmy zapolowały razem? Tak powinnyśmy dać radę. Zaraz potem zabiorę cię do Ciemnego Kła, powinna się tobą zająć.
— Mną? — spytała suczka, prawdopodobnie tłumiąc w sobie na chwilę ekscytację związaną z obietnicą wspólnego polowania.
— Szybko się męczysz. Masz kaszel. Wygląda to na pierwsze objawy choroby — oznajmiło rzeczowo, nie chcąc bardziej zagłębiać się w temat. — To co? Polujemy?
— Polujemy!
No i zapolowały. Wybrały wspólnie tłustego szczura, który nie był w stanie umykać przed nimi tak szybko jak jego pobratymcy. Mimo przykrych objawów choroby poradziły sobie z nim stosunkowo szybko. Już po chwili, z brzuchami wypełnionymi podzieloną między sobą ofiarą, mogły wrócić do obozu.

— Jak to „nie mamy ziół”? — warknęła liderka do medyczki, w której legowisku nie zjawiałaby się, gdyby nie choroba kolejnego jej szczenięcia. — A to co ma być? — ostrym ruchem wskazała na kępkę ziół, którą przed chwilą Ciemnemu Kłowi wręczyła Stokrotkowa Łapa.
— To za mało, żeby wyleczyć twoją uczennicę. Na tym etapie rozwoju choroby potrzebuje ich więcej. 
— Wysłałam niedawno wojowników i uczniów po zioła! Nikt niczego nie przyniósł? — drążyła Biała coraz bardziej zdesperowana.
— Nawet jeśli ktoś coś przyniósł, zostało już zużyte do wyleczenia innych psów. Mamy coraz więcej chorych, a coraz mniej ziół.
— To trzeba je zbierać! Do stu Dwunożnych, mamy Porę Nowych Liści, jest ich zdecydowanie więcej niż jeszcze kilka księżyców temu, kiedy choroba zaczęła nas atakować. Ty też mogłabyś się wybrać po zioła. W ogóle muszę znowu wysłać po nie wojowników i uczniów. — Zatrzymała się, próbując się uspokoić, gdy zobaczyła na sobie niepewne spojrzenie córki. Nie chciała jej przestraszyć, nie mogła dać się dalej ponieść tej bezradności. — Ale najpierw sama spróbuję coś zebrać. Stokrotko, zostań tutaj — rozkazała, po czym rzuciła Ciemnemu Kłowi spojrzenie, które miało mówić „a ty nawet nic nie próbuj”.
Nie czekała na odpowiedź ani jednej, ani drugiej. Najzwyczajniej w świecie opuściła legowisko medyczki i wyruszyła w drogę w bliżej nieokreślonym kierunku.
Dopiero już na miejscu spostrzegła, gdzie poniosły ją łapy. Miała przed sobą ogród — miejsce, które słynęło z nietypowej dla miasta różnorodności roślin. Być może były tam również te zioła, których potrzebowała jej córka i cały klan?
Szła ostrożnie, pilnując się obrzeży ogrodów — wiedziała, że im dalej by się zapuściła, tym większe było prawdopodobieństwo natknięcia się na Dwunożnego. Prawdopodobnie to tam polowali na zwierzynę, bo czasami, gdy tylko wiatr zawiał we właściwym kierunku, do nosa Gwiazdy dobiegał stamtąd rozkoszny zapach pożywienia. 
Była głodna. Zjedzona przez nią niedawno część gołębia, bez względu na to, jak był tłusty, nie zapełniła jej brzucha tak, jak powinna. Jej organizm, który powinien teraz walczyć z chorobą, potrzebował jeszcze więcej „paliwa”, by mógł jako tako funkcjonować. 
Dlatego też złamała swoje postanowienie — gdy dotarł do niej wyjątkowo wyraźny aromat mięsa, wyruszyła prosto w kierunku, z którego dobiegał. Na miejscu zastała jedynie garstkę Dwunogów — samicę, dwóch samców i jedno szczenię. Wyglądali na bliskich sobie, być może byli rodziną. Dorośli nie dostrzegali jej, zajęci pożywieniem, lecz biegający tu i ówdzie łysy szczeniak zauważył ją i szybko zjawił się u jej boku. W dłoni trzymał pożywienie, które teraz wyciągnął w jej stronę. A ona, głupia, podążyła za nim.
Dopiero w ostatniej chwili spostrzegła dwie rzeczy — kępkę ziół znajdującą się obok miejsca, w którym zaledwie przed chwilą stała, oraz zamykaną przez młodego Dwunożnego furtkę. Ocknęła się z transu wywołanego połączeniem głodu i znajdującego się tuż obok jedzenia. Rzuciła się do biegu. Łyse szczenię krzyknęło. Furtka zaskrzypiała, zamykając się coraz szybciej.
Zioła czekały na nią na wolności — nie wiedziała jedynie, czy zdoła się wydostać i, jeśli tak, czy da radę je zebrać, zanim będzie musiała zwiewać przed krzyczącą istotą.
<Stokrotkowa Łapo?>
(870 słów + trening, punkty niewpisane)

12 lutego 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

Suczka w milczeniu szła obok mentorki. Matki. Przywódczyni. Jak właściwie powinna ją nazywać? Spojrzała z ukosa na Białą Gwiazdę i zaraz odwróciła wzrok. Spuściła wzrok na swoje łapy. Kopnęła jakiś przypadkowy kamień, który okazał się większy, niż wyglądał. Stokrotkowa Łapa powstrzymała się od jęknięcia. Postarała się iść dalej i nie kopać już kamieni. Głupie zbieranie ziół! Po co? Nie mogłyby po prostu zapolować?
— Czemu chore psy same nie mogą sobie poszukać ziół? — warknęła.
— Cóż, Stokrotkowa Łapo. Myślisz, że porządny klan kazałby chorym samym szukać ziół? Od tego są inni wojownicy. Chore psy muszą odpoczywać.
— Ale... ale co mnie obchodzą chore psy!
— A gdybyś to ty była chora?
Stokrotkowa Łapa umilkła. Gdyby ona była chora? Zaczęła się nad tym zastanawiać. Jednocześnie zakasłała. Miała tak od jakiegoś tygodnia, ale nie zastanawiała się nad tym czy ona nie jest chora... A może?
Zapominając o wcześniejszym postanowieniu, kopnęła kamyk. Ten na szczęście nie był taki duży — zaledwie odłamek żwiru czy coś podobnego. Potoczył się kawałek i zatrzymał. Stokrotkowa Łapa już miała kopnąć go ponownie, tak sobie, bez żadnego powodu kiedy nagle coś zwróciło jej uwagę. Razem z Białą Gwiazdą przechodziły właśnie obok kawałka terytorium Dwunożnych, które ogrodzili i posadzili tam drzewa. Śmierdziało nieziemsko, Dwunożnymi i ich psami. Właśnie jedna z samic Dwunożnych otwarła wejście i wyszła ze śmiesznym pieszczochem uwiązanym na kawałku linki. Pies był malutki, miał sterczące uszka i śmierdzące szmatki Dwunogów zawiązane na uszach i szyi. Na widok Stokrotkowej Łapy i Białej Gwiazdy zapiszczał i zaczął się miotać na sznurku. Samica Dwunożnych nie zrozumiała, o co mu chodzi, wzięła go na łapy i zaczęła do niego piszczeć. Jednak piesek dalej piszczał. W końcu paniusia zauważyła dwójkę psów i wrzasnęła ze strachu. Zwierzak wykorzystał chwilę nieuwagi i rzucił się na śnieżnobiałe suczki. Widok był co najmniej śmieszny. Po drodze zgubił jedną ze szmatek. Jednak po chwili do miniaturowego pieska dołączył nieco większy. Ten ostatni akurat nie był na smyczy, więc warknął i rzucił się na członkinie Tenebris. Obie rzuciły się do ucieczki. Mikrus uradowany piszczał jeszcze głośniej. Większy owczarek biegł tuż za nimi, szczekając „to moje terytorium, wynoście się” i tak dalej. Stokrotkowa Łapa zauważyła ze zdziwieniem, że zaczyna ją ogarniać zmęczenie. Łapy odmawiały jej posłuszeństwa, a serce łomotało. Kątem oka spojrzała na Białą Gwiazdę. Ta również miała problemy z utrzymaniem właściwego tempa. Co się dzieje? pytała się w duchu. Zapewne większość psów w tej chwili wzywałaby pomocy Gwiezdnych, ale Stokrotkowa Łapa postanowiła liczyć tylko na własne siły. Kiedy suczka poczuła, że kroku dalej już nie zrobi, a obcy pies prawie łapał za jej ogon, usłyszała wrzask Dwunożnego. Ostatkiem sił wskoczyła w drzwi najbliższej rudery, starej i porośniętej zielskiem. Nawet nie obejrzała się za siebie. Usłyszała, jak Dwunóg związuje psa i szuka tego mniejszego. Odetchnęła z ulgą. Spojrzała na swoje tymczasowe schronienie. Zaraz, to zielsko tam obok okna to nie przypadkiem...? W tym momencie jego głos przybliżył się. Uczennica ostatkiem sił skoczyła poza zasięg rąk Dwunoga w kierunku ziół. 
<Biała Gwiazdo?>
Stokrotkowa Łapa umyka przed Dwunogami i zabiera ze sobą kilka ziół. Tenebris otrzymuje 5 ziół.
[486 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

8 lutego 2021

Od Białej Gwiazdy CD Stokrotkowej Łapy

Biała Gwiazda przeciągnęła się na legowisku, próbując odpędzić senność. Nie wyspała się. Nic nowego, nie wysypiała się od śmierci Ciemnego. Tego dnia jednak musiała być skupiona — obiecała Stokrotkowej Łapie, że nareszcie zajmą się porządnie jej treningiem. 
Żałowała, że została mentorką swojej córki. Myślała, że podoła, lecz już obowiązki zastępczyni ją przytłaczały, przez co Stokrotka została przez nią zaniedbana, nie wspominając już nawet o tym, jak wiele pracy miała teraz, jako liderka. 
Nie mogła jednak pozwolić na to, by taki stan rzeczy trwał dalej. Musiała wziąć się do pracy, pokazać wszystkim naokoło, że liderka może dobrze zająć się swoim uczniem. Pamiętała, co działo się z Wojowniczą Łapą — teraz, jak słyszała, Wojowniczym Mrozem — gdy jego mentorka została liderką. Szukał pomocy gdzie popadnie, nie raz pakując się przy tym w kłopoty. Nie mogła dopuścić, by przez coś takiego przechodzić musiała Stokrotka.
— Witaj, Biała Gwiazdo — usłyszała gdzieś nad sobą.
To sztywne powitanie zabolało ją bardziej niż powinno. Czy był to efekt tego, że przez Lisią Łapę niedawno dowiedziała się, kim był ich ojciec? A może po prostu zaczynała nią gardzić, za całokształt, tak jak wcześniej już wspomniany Lisek?
Nie. Nie mogła popadać w paranoję. Była przecież Białą Gwiazdą, takie nosiła imię. Teraz, gdy miały wyruszyć na trening, była dla suczki o śnieżnobiałej sierści nie matką, mamą czy mamusią, a mentorką. Do mentora zwracało się po imieniu. 
— Witaj, Stokrotkowa Łapo — odpowiedziała, wstając, gdy zdołała już uspokoić szalejące myśli. — Cieszę się, że jesteś już w pełnej gotowości. — Uśmiechnęła się delikatnie. — Chodźmy, mamy trening do przeprowadzenia.
— Czym się dziś zajmiemy? — zagadnęła jej uczennica, gdy znalazły się już poza murami ruin.
— Przysłużymy się klanowi, Stokrotko. Potrzebujemy ziół, by leczyć chore psy. Chcę, byśmy wybrały się na ich poszukiwanie. 
— Poszukiwanie ziół? To nudne — jęknęła córka liderki.
— Nudne? W żadnym wypadku. To jak polowanie, tyle tylko, że cel jest nieruchomy. Musisz znaleźć zioła, a to nie zawsze jest takie łatwe. Możliwe, że będziesz się musiała również wykazać szybkością, siłą czy zręcznością. 
— Niby jak? — prychnęła uczennica.
— Jeśli między tobą a ziołami będzie coś, co może odciąć ci drogę już za chwilę, będziesz musiała po nie pobiec. Jeśli trzeba będzie coś przesunąć czy rozbić, przyda się siła. A może do ziół trzeba będzie zwinnie doskoczyć?
— A może będą mi rosły pod nosem? — wymamrotała Stokrotka pod nosem, a jej matka ledwo co powstrzymała się przed zganieniem ją za pyskowanie.
— Zobaczymy. A teraz chodźmy, musimy najpierw do nich dojść. — Już miała wyruszyć, kiedy wpadła na pewien pomysł. — Albo nie. Ty pójdziesz przodem. 
— Gdzie?
— Gdziekolwiek, gdzie twoim zdaniem mogą być zioła. Jest Pora Nowych Liści, powinno ich być pełno, wystarczy tylko wiedzieć, gdzie szukać.
<Stokrotkowa?>
[455 słów: Biała Gwiazda otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia, a Stokrotkowa Łapa 2 Punkty Treningu]
(wszystkie punkty za to opowiadanie i wcześniejsze wpisane) no do chuja poprawiam ten dopisek już czwarty raz żeby był gramatycznie i nadal mi nie wychodzi, biała gwiazda nie ma zaległości z punktami i poggers

4 lutego 2021

Od Stokrotkowej Łapy do Białej Gwiazdy

Stokrotkowa Łapa obudziła się wcześnie. Leniwie otworzyła oczka, zamrugała i próbowała znowu zasnąć. Po chwili poddała się i ziewając, wyszła z cieplutkiego legowiska do centrum obozu. Niemal od razu poczuła chłód poranka pod futerkiem. Przebiegła parę razy wokół obozu, dla rozgrzewki, aż przypadkowo kopnęła jakimś kamieniem czy innym gruzem w kierunku jednego z legowisk. Niezadowolony pies szczeknął, że ma się bawić gdzie indziej, że tu się próbuje spać i że przecież jest jeszcze prawie noc. Suczka grzecznie przeprosiła, a przynajmniej postarała się i odeszła kawałek. Usiadła między jakimiś kamieniami obrośniętymi mchem i obserwowała żuczki spacerujące po owych kamieniach. Nie było to zbytnio interesujące, jednak pomagało zająć czas. W końcu zdenerwowana chapnęła jednego żuczka. Rozgryzła i niemal od razu wypluła. Fuj! Mimo że wielokrotnie próbowała już robaczków, nie ustawała w próbach zjedzenia owadów. Ciągle tliła w sobie nadzieję, że następny będzie lepszy. Rodzina żuczków spiesznie się rozbiegła, uciekając przed Stokrotkową Łapą. Nagle na zakurzonej, potłuczonej i zabrudzonej szybie, przez którą przebijały się tylko nieliczne promienie słońca, usiadł malutki ptaszek. Wróbel, sądząc po szaro-brązowych plamkach na skrzydełkach. Wróbel nastroszył piórka i w tym momencie zauważył suczkę szykującą się do skoku. Stokrotkowa Łapa spóźniła się o dosłownie sekundę. Wylądowała między okurzonymi odłamkami szkła, chyba tylko cudem się nie raniąc. Kichnęła, wzbudzając jeszcze większą chmurę kurzu. Ptaszek odfrunął na najbliższe drzewo, również obsypane białym puchem, jak wszystko wokoło. Wstała i pobieżnie otrzepała się z brudu. Wspięła się na tylne łapki i wyjrzała przez okno. Do wróbla na drzewie przyfrunęły inne. Chwilę ćwierkały, po czym odfrunęły, zapewne z powodu chmary czarnych kruków. Ptaki obsiadły drzewo i okropnie kracząc. Niektóre trzymały w dziobach jakieś nasiona, orzechy. Przyfrunęła też samotna kawka i parę synogarlic, jednak usiadły na sąsiednim drzewie. Ptaki były tłuste i najedzone. Jakiś czas temu Stokrotkowa Łapa zauważyła, że Dwunożni podkarmiają ptaki! Jak miło z ich strony, że tuczą zwierzynę klanom. Nawet Dwunogi robią czasem coś dobrego. Kichnęła jeszcze raz, kiedy kolejny zabłąkany kłąb kurzu usiadł jej na nosie i zawróciła w kierunku legowisk. Jej mentorka, Biała Gwiazda właśnie się obudziła. Podeszła do niej, uprzednio dokładnie umywszy się z kurzu i innych drobinek.
— Witaj, Biała Gwiazdo — szczeknęła krótko.
<Biała Gwiazdo?>
[354 słowa: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]