Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smużna Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smużna Łapa. Pokaż wszystkie posty

2 czerwca 2022

Od Smużnej Łapy CD Aroniowej Gałęzi

Konwaliowy Szron była najmądrzejszym psem, jakiego Smużna Łapa znała. Uwielbiała ją. Starała się naśladować ją w każdym najmniejszym aspekcie zachowania. Nie było to proste, ponieważ uczennicy łatwo kończyła się cierpliwość, ale starała się, jak mogła. Ogromnym zawodem były dni, w których treningi były odwoływane, albo przekładane. Na szczęście, dzisiaj było inaczej. Smużka i Konwalia przespacerowały się na osiedle Dwunożnych, by zbadać wspólnie granicę i nauczyć się może czegoś nowego.
 Smużna Łapo, co zrobiłabyś, gdyby pojawił się tu wojownik innego klanu i próbował wedrzeć na nasze terytorium, a mnie by tu nie było?  zapytała kontrolnie.
 Zobaczył mnie?
 Załóżmy, że tak.
 W takim razie...  zamyśliła się.  Nie mogę go od razu zaatakować, ponieważ może mieć dobry powód, by tu być... Ymm... Podeszłabym, uważając, by nie wyglądać groźnie i zapytała, czemu wszedł na obcy teren.
 Co jeśli wyśmieje cię, albo zignoruje? — ciągnęła dalej Konwalia, nie pozwalając poznać po swojej minie, czy odpowiedź uczennicy ją zadowoliła.
 Dobrze by było, jakbym miała jakąś pomoc. Daleko stąd do obozu. Czy ten wojownik jest bardzo duży?
 Większy od ciebie.
 Ojoj... mogłabym go zaatakować, ale pewnie nie wygram. Jeśli pobiegnę po wsparcie, może zacząć mnie gonić i doprowadzę go prosto do obozu, a jeśli będę za wolna, sam go może znaleźć. Musiałabym odwrócić jego uwagę, albo jakoś zatrzymać...
 Dobrze kombinujesz — pochwaliła ją mentorka. — Kontynuuj.
 Jak by go zatrzymać?  sunia zaczęła przebierać łapami  Czymś go przygnieść? Poprowadzić go przez jakąś dziurę na tyle małą, bym zmieściła się w niej tylko ja, udając, że biegnę do domu? Jest tutaj gdzieś taka dziura? Już wiem, faktycznie pobiegnę, udając, że wracam do domu po wsparcie, a potem przebiegnę pod tym ostrym, kolczastym krzakiem, który rośnie po drodze i zagradza przejście. Może będzie mnie trochę bolało, ale nie ma szans, że ktoś dużo większy niż ja pod nim przejdzie. Potem zawołam kogoś silnego i ważnego, kto będzie wiedział, co zrobić.
Gdy Smużka dumnie zakończyła tę krótką sesję rpg, zapadłą pełna napięcia cisza. Łapa czekała na ocenę jej umiejętności obmyślania strategii przez Konwalię krótką chwilę, która wydawała się płynąć w nieskończoność.
 Dobrze ci poszło, twój plan ma kilka dziur, na przykład co jeśli intruz nie będzie chciał za tobą pobiec, albo jeśli jednak się przeciśnie? Ale bardzo dobrze sobie poradziłaś. Możemy już wracać, wyglądasz na zmęczoną. Lepiej połóż się dziś wcześniej, bo jutro zapisałam nas na patrol o świcie, bądź gotowa. Muszę jeszcze coś zrobić, więc zobaczymy się wieczorem w Ruinach na kolacji, dobrze?
 Oczywiście Pani Konwalio — skinęła głową.
Smużna Łapa podreptała niespiesznie do domu. Zatrzymała się na moment, by obejrzeć z bliska świecący kawałek potłuczonego szkła z butelki po Dwunożnych, odbijający światło w kolorze tęczy. Ładne. Już chciała z powrotem podjąć wędrówkę, ale zauważyła znajomy pysk wystający zza drzewa.
— Dzień dobry Pani Aronio — przywitała się grzecznie.
 Jesteś tu sama? Konwalia cię tu zostawiła?  zapytała wojowniczka, zdziwiona widokiem młodej suni samej w takim miejscu.
 Pani Konwalia powiedziała, że musi coś załatwić i poleciła mi powrót do obozu po treningu — wytłumaczyła najdokładniej, jak umiała. Nagle coś sobie przypomniała. — Przepraszam Pani Aronio, czy mogę spytać o to, czy Gnający był dzisiaj na treningu? Razem z moją mentorką znalazłyśmy dzisiaj ogromne zbiorowisko ślimaków i chciałam mu je pokazać. Na pewno się ucieszy — nie tylko kultura osobista się u Smużki poprawiła, dzięki regularnym treningom, ale i empatia oraz przyjaźń z rodzeństwem. Aż dziwne jak pies może tak zmienić swoje podejście w tak krótkim czasie.
 Ten mały bękart? Na pewno się ucieszy, wpiernicza te ślimaki, jakby to miał być jego ostatni posiłek w życiu. Pewnie znowu gdzieś biega, albo szuka tajnych przejść w Ruinach. Wydaje mi się, że wspominał coś, że ma zamiar posprzątać w żłobku. Prawdopodobnie, żeby mi się przypodobać.
Smużka nie zareagowała na nazwanie jej brata bękartem. Może powinna, ale jednak większy szacunek niż do niego, miała do Aroniowej Gałęzi. Tamten ciapaty cwaniak na pewno nie umiał zrobić dobrej ofiary! Uprzejmie uśmiechnęła się do złoto-białej wojowniczki.

<Aroniowa Gałęzi?> 
[640 słów: Smużna Łapa otrzymuje 6PD i 2PT]

9 maja 2022

Od Smużnej Łapy do Nocnej Furii

Smużna Łapa była dzisiaj na swój sposób szczęśliwa, co nie zdarzało się często. To zdanie na pierwszy rzut oka jest drobnym wyolbrzymieniem. Gdy rzuci się tym właśnie okiem na Smużkę, ciężko nazwać ją szczęśliwą jakkolwiek by się nie kręciło głową i nie podchodziło do tego z różnych perspektyw. Przez tyle czasu spędzonego na życie w tym parszywym świecie, udało jej się wyćwiczyć naburmuszoną minę do perfekcji. Nie było to wcale aż tak dużo czasu, ale dla niej to i lepiej, ponieważ często wmawiała sobie, że ma do aktorstwa wrodzony talent, czego nikt nie miał jeszcze możliwości ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, szczególnie że nikogo o to nie miała zamiaru pytać. Wstała z rana wypoczęta, nikt nie zawracał jej głowy swoimi problemami, ani w ogóle swoim życiem, więc mogła bez problemu skupić się na własnym. Czekał ją dziś trening ze swoją ulubioną mentorką (oraz jak na razie jedyną i miejmy nadzieję, że tak pozostanie), Konwaliowym Szronem, co było kolejnym plusem tego dnia. Od momentu otworzenia oczu, aż do teraz, poza widokiem Ćmiej Łapy, mordującej dżdżownicę, nie wydarzyło się nic szczególnie ciekawego, co mogłoby zakłócić przypadkiem lub specjalnie oczekiwania na obiecany wczoraj wieczorem trening. By zabić nudę, spacerowała w tę i z powrotem po ciemnych i chłodnych korytarzach Dworku Tenebris. Na zewnątrz mogło być nawet całkiem ciepło, ale grube mury pomyślnie odcinały słońcu drogę do wnętrza. Tylko przez sporadyczne szczeliny w ścianach światło wpływało na kamienną podłogę. Suczka znała większość tych ruin na pamięć, szczególnie tę zajętą przez psy jej klanu, ale nigdy jakoś szczególnie nie ciągnęło ją na zwiedzanie reszty. Wiedziała, że są tam jakieś tajne przejścia i dziwaczne rzeczy po Dwunożnych z różnych historii, tylko po co miała ich szukać, skoro nie będzie miała z nich nawet pożytku? Co, miała zadowolić się nagrodą w formie satysfakcji? To chyba była jakaś kpina.
Jej łapy w końcu przystanęły na dłużej w jakimś konkretnym miejscu, które okazało się wejściem do żłobka. Spojrzała do środka. Obie zgraje szczeniaków, młodsza i starsza, leniuchowały, część drzemała, inne bawiły się ospale kulką kurzu. Smużka nie zwykła zaglądać tu często, od opuszczenia tego miejsca na stałe kilka księżyców temu, szczególnie że nie lubiła zajmować się szczeniakami i wolała zostawić ten obowiązek ich właścicielom, którzy sami zdecydowali się przecież, by je mieć, ale ostatni miot, który się tu pojawił, zwrócił jej uwagę. Rodzicami było dwóch na pozór kompletnie dla suczki losowych i nieważnych wojowników. Smużna Łapa nie chciała się do tego przyznawać, ale zdarzało się jej polować na różne klanowe plotki, udając zajętą w okolicy rozmawiających o czymś psów. Wolała taki rodzaj rozmów, niż zniżanie się do samodzielnego wypytywania o szczegóły innych. W ten właśnie sposób udało się jej dowiedzieć, że szanowny ojciec zapładniacz postanowił uciec, na wieść o nadchodzącemu już ku niemu pakietowi dzieciarni. Nie była to szczególnie niesamowita historia, ale troszkę wzburzyła uczennicę, nie podobał się jej taki brak odpowiedzialności, ale nie był to powód, dla którego zainteresował ją ten miot. Ciekawsza była jego zawartość, szczególnie jej ulubieniec, Judaszowiec. Wśród całego jego rodzeństwa były lepsze i gorsze osobistości, na przykład grobowe miny Bożodrzewu były całkiem imponujące, ale gdy przypadkiem przyuważyła modlitwy Judasza, wiedziała, że w końcu Gwiezdni nakierowali ją na kogoś podobnego do Konwaliowego Szronu, godnego smużkowej prywatnej kolekcji religijnych świrów, czy inaczej psów wartych jej uwagi.
Nie miała jednak ochoty, ani nerwów, by próbować go tam teraz zapraszać. Może kiedy indziej. Uczennica powróciła do bezcelowej włóczęgi. Dowędrowała pod Bibliotekę, według niej najlepszego z pokoi, prawdopodobnie przez nostalgię z nim związaną. Miała tu kiedyś swoją tajną bazę za szafką, w której ukrywała się za szczeniaka przed innymi. Niestety, jakkolwiek krótkich łap by nie miała, czy jakkolwiek niska w stosunku do rodzeństwa by nie była, szczelina stała się dla niej za ciasna. Ominęła więc Bibliotekę i ruszyła w niezbadanym jeszcze dokładniej przez siebie kierunku. Skręciła za róg i omal nie zeszła na zawał. Ogromny czarny pies, wyglądający jak demon z Infernum, stał właśnie przed nią, łypiąc tylko swoimi lodowato niebieskimi oczami. Smużka musiała przyznać, że swoim wyglądem robił wrażenie i brzydki nie był, ale na moment faktycznie przestraszyła się, że już nie żyje i zesłano ją do psiego piekła. Im dłużej tak stała jak wryta, a pies oceniał ją wzrokiem, do jej mózgu dochodziło, że doskonale zna tego wojownika i widziała go już nie raz. Doszło też do niej chwilę później, że stanie w ten sposób nie dodaje jej ani krzty powagi, więc od razu przybrała swoją emo minę.
—  Dzień dobry panie Nocna Furio — przywitała się grzecznie.

<Nocna Furio?>
[738 słów: Smużna Łapa otrzymuje 7 punktów doświadczenia i 1 punkt treningu]

24 marca 2022

Od Smużnej Łapy do Konwaliowego Szronu

Drap, drap, drap, drap, drap… ta onomatopeja mogłaby powtarzać się przez kilka kolejnych akapitów. Taki właśnie dźwięk towarzyszył Smużce od niewyobrażalnie długiego czasu, którego jej młoda główka nie była nawet w stanie zliczyć. Wbrew wszelkim pozorom, nie są one sztucznym nabijaczem słów w tym opowiadaniu. Tydzień? Dwa? Może nawet miesiąc albo i dłużej. Każda chwila tego okropnego uczucia, jakby na jej ciało ktoś wpuścił całe mrowisko, była nie do zniesienia. Przez pierwsze dni nie było trudno ukryć potrzeby jak najszybszego odwiedzenia medyka, ale im bardziej suczka to odwlekała, tym bardziej zwracało uwagę jej bezustanne drapanie, gryzienie albo tarzanie się, chociaż dla chwili ulgi. Teraz już nawet to nic nie dawało. Pomimo okropnie upartej natury Smużki, w końcu udało się jej matce siłą wepchnąć ją do pokoju gospodarczego Ruin Tenebrisu, w którym, według powszechnej wiedzy, mieścił się gabinet Lisiego Wrzasku. Nie bywała tu często, a właściwie prawie nigdy z powodu swojej ogromnej dumy, ale gdy przechodziła obok, nie zdarzyło jej się jeszcze zobaczyć kolejki. Najwidoczniej jest to jakaś odwieczna zasada, że gdy tylko potrzebujesz skorzystać z należnych ci usług klanowego uzdrowiciela, kolejka po prostu jest i nic nie można z tym zrobić. Sunia przyjrzała się dwójce psów przed nią. Lisi Wrzask obsługiwał już jednego z nich, czarnego wojownika o białych łapach, w drobne ciapki, przywodzące na myśl poziomki, które kiedyś Pan Ojciec przyniósł jej i mniej udanemu, z perspektywy Smużki, rodzeństwu. Gdyby bardziej jej na tym zależało, możliwe, że byłaby w stanie przypomnieć sobie imię tego Poziomkowego wojownika. Kochana Pani Matka kazała jej się kiedyś uczyć imion wszystkich psów jej klanu, ale nie było to zbyt proste na jej małą główkę, więc poszły na kompromis i Smużka znała na pamięć tylko większą część wojowników, a reszta klanowych imion krążyła bez celu w odmętach jej umysłu, czasem obijając się o ściany i przypominając o swoim istnieniu, ale z rzadka.
— Ta nornica, którą zjadłem wczoraj na kolację, pewnie była już stara. A co, jeśli się zatruję i stanie mi się coś poważnego? — zaczął panikować wojownik. Po chwili dodał, mrucząc pod nosem. – Po co ja ją w ogóle jadłem? Tak coś czułem, że miała dziwny kolor.
Medyk Tenebris spojrzał się na biednego psa ze zmęczeniem. Przewrócił oczami i westchnął, po czym odszedł gdzieś w cień pokoju, prawdopodobnie w celu dobrania odpowiednich ziół.
Zaraz przed Smużką, na swoją kolei czekała puchata biała suczka, w czarne łaty. Co nie zdarzało się szczeniakowi często, uznawała tę wojowniczkę za bardzo ładną. Nawet zapamiętała jej imię! Śnieżny Tryumf. Łaciata Śnieżka wydawała się zdenerwowana, więc szczeniak postanowił nie zbliżać się do niej za bardzo. Tak na wszelki wypadek. Może futro miała piękne, ale co do jej charakteru nie była wciąż pewna, więc wolała nie odkrywać go, gdy wojowniczka miała zły humor. Szaro-czarno-ruda sunia dumnie klapnęła swoim kuprem na ziemi i z wyniosłą miną czekała na swoją kolei, co kilka chwil chaotycznie wywijając tylną łapą, z ciągłą nadzieją na poprawę jej fatalnego stanu, związanego z pchłami. Nie naczekała się samotnie długo, bo dosłownie kilka chwil później, zza jej pleców dobiegł aksamitny, spokojny, niczym morze w bezwietrzny dzień, głos:
— Witaj Smużko, jak się czujesz?
Zaalarmowany szczeniak odwrócił się i spojrzał w równie spokojną i harmonijną, jak tajemniczy głos, parę oczu. Zaskakujące, że te dwukolorowe, praktycznie przeciwne sobie gałki oczne, można nazwać harmonijnymi. A jednak. Konwaliowy Szron, jak zdołała sobie uzmysłowić Smużka, była wyjątkowa. Pomimo iż szczenię widziało ją wiele razy, nigdy nie targały nią żadne silne emocje, a nawet jeśli, jakimś cudem wojowniczka potrafiła przemienić je w spokojny morski szum. – jak mogłaby określić zdecydowanie mniejsza sunia, gdyby bawiła się w przenośnie i poezje. Jednak ten maluch zdecydowanie wolał bezpośredni przekaz, nad którego znaczeniem nie trzeba się zastanawiać.
— Okropnie swędzi mnie wszystko – poskarżyła się. – A ta kolejka jest taka strasznie dłuuuuga! Kto w ogóle wymyślił kolejki? Pewnie po śmierci trafił do Infernum!
Konwalia zastanowiła się chwilę.
— Wydaje mi się, że gdyby nie kolejki, wszyscy by się przepychali i ostatecznie przez to nigdy nikt by nie dostał pomocy medyka — odpowiedziała w końcu.
Smużka nie spodziewała się, że będzie musiała mierzyć się z dobrym argumentem.
— Chyba ma Pani rację — powiedziała, wbrew swojemu nastrojowi. — Pewnie ma to jakiś sens. A wiedziała Pani, że moja Pani Matka przygarnęła niedawno kolejnego szczeniaka? Nazywa się Ćma – zmieniła kompletnie temat.
Od jakiegoś czasu bardzo chciała o tym z kimś porozmawiać, bo drażniła ją perspektywa kolejnego bachora, zabierającego należną jej miłość matki. Wiedziała, że nie powinna się od razu nastawiać na najgorsze i że Gwiezdni by tego nie pochwalali, ale nie chciała oddawać rodzicielki innym. Jej siostra Morze też jakby została zagarnięta przez nowego członka rodziny, co było dla Smużki ciosem prosto w serduszko, bo liczyła, że jej do tej pory jedyna siostra pozostanie jej wierna, jakkolwiek by to samolubnie nie brzmiało.
— Coś o tym niedawno słyszałam — odpowiedziała, łagodnie jak zwykle, Konwalia. — I jaka ona jest? Zaprzyjaźniłyście się?
Sunia miała ochotę powiedzieć całą prawdę, o tym, że nie bardzo jej się podoba wizja jeszcze większej ilości rodzeństwa, ale powstrzymała się, myśląc, że właściwie jeszcze bielutkiej siostruni nie poznała, a jak powie coś takiego na głos, ludzie mogą o niej pomyśleć dziwne rzeczy.
— Chyba jest w porządku, jeszcze nie miałam za bardzo okazji jej poznać.

<Konwaliowy Szronie?>
[855 słów: Smużna Łapa otrzymuje 8 PD i 1 Punkt Treningu + zostaje wyleczona]

22 lutego 2022

Od Smużki do Aroniowej Gałązki

    Duży, błyszczący kamień przeturlał się przez ruiny, popychany co chwilę, przez łapy Smużki. Sunia miała misję. Czuła się, jak posłaniec Gwiezdnych, jakby w jej łapkach spoczywał los klanów, albo nawet całego świata. Podeszła aż pod wejście do biblioteki, zostawiła tam swój kamień i westchnęła ze zmęczenia. Odwróciła się i zaczęła niestrudzenie dreptać z powrotem, po jakieś kwiaty lub coś innego, co by jej wpadło w łapy. Na drodze, siedział jej już inny pies, zajadając się jakimś martwym zwierzęciem. Smużkę to wzburzyło, ponieważ usiadł akurat obok bardzo ładnej, suchej gałęzi, która płonęła będzie świetnie, a niekulturalnie było się przepychać, więc suczka będzie musiała poczekać, aż wojownik skończy. Głowa blokady na drodze do zbawienia suczki odwróciła się tak nagle, jakby w jej głowie zaczęła grać boss muzyka, zaraz, gdy tylko Smużka weszła do pomieszczenia. Okazało się, że tą blokadą była Aroniowa Gałąź. Jej niebieskie oczy przeszyły szczeniaka na wylot. Gdyby nie duma, Smużka spojrzałaby na swoją pierś, by zobaczyć, czy nie ma w niej dziur po tym spojrzeniu. Ale nie mogła, musiała zachować kontakt wzrokowy i nawet jeśli wojowniczka była od niej dużo większa i straszniejsza, a sunia najchętniej by uciekła z powrotem do żłobka. Nie spuszczając zmrużonych oczek z biało-rudej suczki, co zamiast groźnie, wyglądało raczej śmiesznie i uroczo, Smużka przeszła obok i bez słowa chwyciła patyk, niemal dwa razy dłuższy niż ona sama, odwróciła się od wojowniczki, po czym wróciła do biblioteki. Aroniowa Gałąź, zakłopotana, zdziwiona lub niedowierzająca, albo czująca się w tej sytuacji jeszcze inaczej, zajrzała do pokoju, w którym szczeniak przygotowywał swoją ofiarę.
 Co ty tak właściwie tu robisz? — zapytała Smużki, która właśnie strąciła z pułki jakąś wiekową księgę, która wyglądała, jakby miała się zaraz rozsypać i zaczęła wyrywać z niej kartki, rozrzucając je wokół.
Mała suczka spojrzała na wojowniczkę niewinnym wzrokiem, po czym zaczęła się drapać tylną łapką, jakby nagle zaatakowali ją mieszkańcy całego mrowiska.
 Chciałam przekazać Gwiezdnym mój ulubiony kamień — powiedziała ze śmiertelną powagą – tata powiedziała mi, że to byłoby bardzo miłe z mojej strony i że na pewno to docenią. Myślę, że dzięki temu, może pozwolą nam pójść z powrotem do lasu.
Aronia oceniła ją krytycznym wzrokiem. Smużka nie umiała odczytać wyrazu jej pyska, więc założyła, że uważa jej pomysł za bardzo dobry i po prostu pomyślała, jak świetnie by było wrócić na ich stare tereny. Albo uznała ją za szurniętą i już nie do odratowania. Dla szczeniaka nie było to żadną różnicą. Zerwała trochę mchu spod ściany, ugniotła łapkami i dorzuciła na szczyt stosu. Z doświadczenia miała przygotowaną też korę brzozy, która była świetną podpałką. Przecisnęła się za stary, ledwo trzymający się regał, przy okazji drapiąc się po grzbiecie, wyciągnęła puszkę po ohydnie pachnącym napoju, znalezioną kiedyś na zewnątrz oraz takie śmieszne szkiełko, na drewnianym patyku, które ukradła Dwunożnemu, który kiedyś przyszedł z kamerą, której działania suczka nie znała do dziś, w okolice obozu i zaczął pokazywać do niej jak rozpalić ognisko. Smużka, niewiele myśląc, skorzystała z tego poradnika, a gdy nauczyła się już wszystkiego, co musiała wiedzieć, pożyczyła kilka rekwizytów na zawsze. Przy okazji mogła stać się przypadkiem sławna. Chwyciła w ząbki swoje narzędzia, po czym wybiegła przed ruiny. Nie zwracała uwagi, co robi Aronia. Może krzyczała na nią gdzieś w tyle albo kompletnie olała i wróciła do swoich zajęć. Szczeniak przygotował miejsce pracy. Położyła puszkę na kamieniu, swój perfekcyjny patyk, obok, na trawie, przykrytej śniegiem by przypadkiem go nie podpalić za wcześnie i chwyciła mocno w zęby szkiełko, próbując nakierować przez nie promienie słońca. Nie minęło dużo czasu, a puszka zajęła się ogniem. Podekscytowana suczka chwyciła patyk i zanurzyła jego końcówkę w płomieniach, by móc przenieść go na swój ołtarzyk. Gdy i to wyszło pomyślnie, z ogonem w górze podreptała do biblioteki, po drodze mijając Aroniową, kompletnie ignorując, co miała do powiedzenia na temat jej rytuału. Przecież jej dar jest w tym momencie najważniejsza! Ostrożnie przeniosła patyk do pomieszczenia, uważając, by nie zgasić płomienia. Tak, ogień był zdecydowanie jej ulubionym elementem takich ofiar. Właściwie, to robiła coś takiego po raz pierwszy, ale planowała od jakiegoś czasu, więc w wyobraźni, robiła to już raz przynajmniej kilkunasty. Gdy tylko przybliżyła się do łatwopalnego stosu ze swoją palną laską, coś złapało ją za kark i podniosło w powietrze. Jak ktoś mógł przerwać coś tak ważnego!? Przecież teraz Gwiezdni nas znienawidzą – zdenerwowała się Smużka. Zaczęła się wiercić, ale pysk, który ją złapał był silny. Powoli i ostrożnie, ale stanowczo przeniósł ją poza obóz, wrzucając do wielkiej kupki śniegu. Szczeniak nie chciał wypuścić swojego trofeum, ale niewiele to dało, bo i tak ogień już zgasł, zasypany przez biały i zimny puch. Zdenerwowana wystawiła główkę i strząsnęła z niej śnieg, a później podrapała się w brodę. Jej puszka była cała czarna i dymiąca, ale ugaszona, a Aroniowa Gałąź, która ją tu przyniosła, patrzyła z mieszaniną rozczarowania, zdziwienia, złości i cholercia wie czego jeszcze.
 Jak tylko twoja mama dowie się, co ty tu robisz… — zagroziła, nie kończąc zdania, bo jak powszechnie wiadomo, takie groźby są najstraszniejsze.

<Aroniowa Gałązko?>
[818 słów, Smużka otrzymuje 8 punktów doświadczenia]