Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leszczynowa Kępa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leszczynowa Kępa. Pokaż wszystkie posty

9 sierpnia 2022

Od Leszczynowej Kępy CD Zroszonej Ptaszyny

Opowiadanie zaczyna się dawno, dawno temu. Po pokonaniu Piaskowej Gwiazdy, przed śmiercią Chmurnego Zmierzchu
Odkąd wszystko wróciło do normy, Leszczynowa Kępa stała się niemalże cieniem Zroszonej Ptaszyny. Chodziła z nią na patrole, po ich zakończeniu również szła, tam, gdzie Zroszona postanowiła podążyć, razem jadły (oczywiście dzieliły jedno zwierzę na pół) i wymieniały się ploteczkami. Leszczynka zauważyła, że były do siebie bardzo podobne — interesowały ich te same tematy, dzieliły poglądy, i obie były niezrażonymi, oderwanymi od rzeczywistości optymistkami. Nic więc dziwnego, że dobrze się ze sobą dogadywały i miały na siebie pozytywny wpływ. Leszczynowa Kępa uspokajała przyjaciółkę, zaś druga wojowniczka dodawała jej pewności siebie.
Poza tym Leszczynka zdołała naprawić relację ze swoją rodziną, która zdecydowanie osłabła po ich rozłące. Z Tulipanowym Płatkiem i Konwalijkowym Zagajnikiem wybierała się wieczorami do miasta dwunożnych, aby robić psikusy pieszczoszkom. Swoim braciom pokazała kolekcję swoich przedmiotów i opowiadała ich historię. Gdzieś podczas tych opowieści wygadała, że teoretycznie nie powinna znaleźć się w ich posiadaniu, ale że i oglądający mieli sporo za uszami, to postanowili nikomu o tym nie mówić. Na razie.
Był jedyny pies, z którym Leszczynka nie zdołała nawiązać ponownego kontaktu. Była to jej siostra, Chmurna. Od pamiętnej bitwy mijały poranki i wieczory — w końcu stworzyły się z nich całe księżyce — a wojowniczka wciąż wydawała się być pogrążona we własnych myślach. Coraz częściej chodziła zirytowana, a Leszczynowa Kępa nie zapytała się jej nawet, co się stało. Po prostu podstawiała jej kwiatki do wąchania, zbierając nieprzychylne komentarze od członkini rodziny. Trochę przestraszona takim obliczem siostry Leszczynka nie wiedziała, co począć. Więc nie poczęła nic, czekając i patrząc, co stanie się z biegiem czasu. Podejrzewała, że jej siostra po prostu potrzebuje trochę więcej czasu.
I wtedy jej siostra jakby powróciła do życia. Zaczęła częściej się uśmiechać i powróciła do aktywnego wypełniania obowiązków klanowych. Leszczynowa Kępa nie miała bladego pojęcia, co sprawiło tę zmianę, ale podejrzewała miłość. Prawdopodobnie jej siostra znalazła sobie partnera i z jakiegoś powodu nie mówi o tym głośno. Leszczynowej Kępie głupio było pytać o to siostrę, ponieważ przecież milczała, kiedy ta była smutna. Skoro nie przejęła się jej złym samopoczuciem, to czemu miałaby komentować dobre?
Chyba nie była najlepszą siostrą.
Ale gdyby zobaczyła jej partnera i poznała go, być może dowiedziałaby się, dlaczego Chmurny Zmierzch zrobiła z tego tajemnicę. Może zdołałaby pomóc.
Nie sądziła, że powód mógł być inny. W końcu wymykanie się z obozu i nagła poprawa nastroju mogły być świadkiem tylko jednej rzeczy. Zresztą, Leszczynka nie myślała zbyt logicznie. Dała się ponieść jednej idei i przestała zwracać uwagę na inne możliwości.
Tego pamiętnego dnia poszła za nią. Usłyszała rozmowę, która na zawsze wyryła się w jej pamięci. Zdołała tylko pomyśleć „Chmurka? Jest w ciąży, aby uratować przyjaciela?”, a parę uderzeń ogona później myślała już „Chmurka? Była w ciąży, aby uratować przyjaciela!”.
A ta zmiana czasu teraźniejszego na przeszły swoich myśli bardzo ją zabolała. Spodziewała się, że życie zabierze jej dużo, ale nie miała bladego pojęcia, czy będzie w stanie to znieść. Usłyszała coś, czego słyszeć nie powinna. Zobaczyła coś, co zobaczyć powinny tylko te dwa psy z obcych klanów.
Cała w dreszczach nie zdołała podnieść ciała swojej siostry. Tak naprawdę to nie próbowała, a swoje ostatnie siły wykorzystała na przywleczenie się do obozu i powiadomienie wszystkich, że miał miejsce wypadek. To nie ona powinna być tą, która będzie towarzyszyła swojej siostrze w drodze do obozu. Gdyby nie jej upośledzone działania to ta droga powrotna odbywałaby się zupełnie inaczej. Może nie odbyłaby się wcale?
Była w dziwnym stanie. Dusza była spokojna, i wydawała się wierzyć, że to nie Leszczynka zawiniła, a Chmurna postąpiła niewłaściwie i tak naprawdę sama sobie była winna. Natomiast jej myśli krzyczały głośno, że to wszystko jej wina, i powinna się wstydzić, że nie czuje się odpowiedzialna za śmierć siostry.
Jednocześnie zła i zrelaksowana, ze łzami w oczach położyła się w legowisku wojowników obok Zroszonej Ptaszyny. Wojowniczka nie wiedziała jeszcze, co zaszło, a Leszczyna wolała jej nie uświadamiać. Ze spokojem po raz kolejny roztrząsała bitwę we Flumine. Rozmowy o tym temacie były ich sesjami terapeutycznymi. Za każdym razem ich toczenie było coraz mniej bolesne.
— Rzucił się na pewnie wtedy. Jestem prawie pewna, że to zrobił, chociaż moje oczy po prostu zrobiły jedną wielką rundkę dookoła mojej głowy. Chyba zrobiłam pierwsze salto w moim życiu — westchnęła Leszczynowa. — Jestem ciekawa, kim był oraz czy przeżył.
Zroszona Ptaszyna wolała nie odpowiadać na drugie pytanie, jednak na pierwsze rzekła „Pewnie zwykłym oddanym wojownikiem, któremu kazali walczyć za swój klan”.
— To dziwne, że walczymy i ranimy siebie, nawet nie znając swoich wzajemnych motywów — mruknęła Leszczynowa Kępa. — Niby jest jeden: dobro klanu, ale myślę, że i tak są rzeczy ważniejsze. Niektórzy walczyli za rodzinę, inni za partnera, kolejni za swoją dumę i chwałę. A ja walczyłam za Chmurną.
W zamyśleniu zdałam sobie sprawę, że od powrotu do obozu nie pociekła mi z pyska ani jedna łza.
Jednak nie.
— Wiesz, myślę, że teraz to ona będzie musiała walczyć za siebie sama i nie jestem w stanie jej pomóc. Może to lepiej. Mam dość walki za innych, bo to i tak nic nie da. Raz wygram, a potem i tak przegram.
Nie przyznała mi racji, a jedynie milczała, ale to nic. Wiedziałam, że tak będzie dla mnie lepiej. Może Zroszona Ptaszyna walczyć powinna, jednak ja pozostanę bierna.
Przynajmniej na jakiś czas.

Koniec wątku Leszczynowej Kępy i Zroszonej Ptaszyny.
[859 słów: Leszczynowa Kępa otrzymuje 8 PD]

15 kwietnia 2022

Od Leszczynowej Kępy

Leszczynowa Kępa czuła ucisk na swoim sercu, napierający z każdą sekundą, która przybliżała ją do Flumine. Z obawą wychyliła się z grupy wygnanych, by móc spojrzeć w dal. Ujrzała tę znajomą granicę dzielącą ją od jej domu, którą widziała już wiele razy wcześniej. Teraz jednak zamiast ulgi i uczucia spełnienia w jej oczach zalśniła niepewność.
Nie mogła przemóc się, by chociażby w swoich myślach nadać temu miejscu nazwę jej domu. Gdy ów miano odbijało się echem w jej głowie, zamiast wesołych i ciepłych wspomnień rodziny miała przed oczami przemówienie Piaskowej i jej przerażające, jasne oczy, w których malowało się szaleństwo. Widziała te dwa świecące punkty za każdym razem, gdy zasypiała, i za każdym razem, gdy budziła się rano. W dodatku ich wizja była tak wyraźna, jakby Leszczynowa Kępa w ostatnim księżycach oglądała je codziennie.
Przełknęła ślinę, gdy uświadomiła sobie, że właśnie wychodzi ich właścicielce na spotkanie. I chociaż doskonale wiedziała, że przywilej jej zamordowania wpadnie w łapy ich przywódcy, to mimo tego miała wrażenie, jakby to właśnie na niej spoczywała największa część ciężaru śmierci, jaką oni wszyscy wyrządzą.
W końcu pomagając którejkolwiek ze stron, staje się powiernikiem śmierci, jaką wyrządzą jej sprzymierzeńcy. Być może Leszczynka powinna uważać, że to szlachetny i odważny czyn, będący jedynie aktem samoobrony, ale widziała to jako morderstwo swoich.
Jednak musieli go dokonać, bowiem w innym wypadku to Piaskowa Gwiazda splamiłaby ich klan krwią. Musieli zabić tych, których ona omamiła, chociaż nieraz byli oni członkami ich rodzin. Leszczynowa Kępa pocieszała się myślą, że więcej jest tych trzeźwych, znających się na sytuacji.
Jej oczom ukazało się Rumiankowe Zioło. Gdy patrzyła na klanowego medyka, współczuła jejmu. Musiało czuć się okropnie, dosłownie wpuszczając wojsko do swojego własnego domu. Mimo faktu, że psy te przybyły, by go wyzwolić.
Z każdą chwilą gdy byli bliżej, jej wzrok stawał się coraz bardziej zamglony. Tylko chwilami widziała otoczenie: przez większość czasu przebiegała jej przed oczyma Chmurna. Jej siostra nie wiedziała, co ma sądzić o inwazji na Flumine. Leszczynka nie musiałaby być z nią blisko, by zobaczyć, że wojowniczka nie wiedziała, co ma sądzić o zaistniałej sytuacji. W końcu co jeżeli Piaskowa Mara mówiła prawdę i naprawdę jest wysłanniczką Gwiezdnych?
Ale dla Chmurnej to nie była Piaskowa Mara, tylko Piaskowa Gwiazda. Leszczynowa Kępa w tej chwili wyglądała, jakby nad jej głową zebrała się porządną, burzowa chmurna, co jednak nie odróżniało ją wcale na tle pozostałych psów. Nielicznym w oczach błyszczała tylko odwaga i pewność siebie. Większość wyglądała na przybitych wątpliwościami, strachem przed ich pierwszą walką, bądź też troską o najbliższych. W końcu nikt nie wie, kto po tej bitwie będzie mógł ujrzeć następny dzień.
Leszczynowa Kępa nie chciała umierać. Do jej oczu napływały kolejne łzy, gdy patrzyła na wizję siebie, leżącą bezwładnie na łapach kogoś, kto jeszcze niedawno był częścią jednego klanu. Była młoda i słaba. Nie wiedziała, co będzie w stanie powstrzymać ją od ucieczki, jeżeli zobaczy swoich pobratymców w kałużach krwi. Prawdopodobnie nic: zwieje, jak tylko dostaną sygnał do ataku.
O ile go dostaną. Bo równie dobrze może ktoś na nią naskoczyć nagle, w tym oto momencie, zanim inni się zorientują i zdążą ją uratować.
„Gwiezdni, proszę, zaopiekujcie się mną, ja naprawdę nie chcę umierać, proszę, nie chce umierać, proszę, ja nie chce umierać, ja naprawdę…” — zaczęła szeptać, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Dalej już była tylko krew.
Dotarli do obozu, a podczas gdy Piaskowa przemawiała, Leszczynowa Kępa jedynie patrzyła się w jej oczy. Te same, które nawiedzały ją w koszmarach. Po sierści młodej wojowniczki przebiegł zimny dreszcz.
Faktem, który ją ucieszył, był brak jej rodziny stojącej za liderką. Czyli mimo tego, że nie poszli razem z Leszczynką, nie mają siana w głowie.
Gdy wszyscy się na siebie rzucili, poczuła jedynie falę strachu. Świat stał się jedną szarą plamą, raz jaśniejszą, raz ciemniejszą, ale zawsze w odcieniu czerwieni.


Gwiezdni, zajmijcie się Chmurną, Mżystym i Popielatym. Proszę, niech okaże się, że poszli na polowanie i nie muszą na to patrzeć.


Tyle psów umarło, ale ona przeżyła.
Leszczynowa Kępa patrzyła na ciała martwych pobratymców.
Jakaś część niej wolała być teraz z nimi. Ulga, którą odczuwała, patrząc na te trupy, jednocześnie ją uspokajała i mroziła krew w żyłach.


— Następnym razem pójdź ze mną, Chmurna. Proszę.
— Nie wiem, co będzie następnym razem.
— To wezmę cię na siłę, uparta kulko sierści.

[705 słów: Leszczynowa Kępa otrzymuje 7 PD]

13 lutego 2022

Od Leszczynowej Kępy CD Bryzowej Łapy (Zamieci)

Opowiadanie dzieje się przed towarzyską wizytą Piaskowej Mary we Flumine.
Uch. Ta suka wkurwiała Leszczynową Kępę jej samą obecnością, nie mówiąc już o nieudolnych próbach rozmowy i zatarcia niekorzystnego pierwszego wrażenia. Jednym słowem zdawała się pozerem, nieumiejącym zbytnio w relacje pies-pies, i z tego też powodu na siłę popisującym się, udającym bałwanem, byleby poprawić swoją reputację — oto, kim dla wojowniczki była ciemna nieznajoma, o niespokojnym kroku i rozbieganym spojrzeniu. Swój piękny pysk ciągle rozchylała to w zamyśleniu, to w pogardzie, obie emocje zaś skierowane były do tworów jej wyobrażeń, odcinających ją od Leszczynowej Kępy, która próbowała z towarzyszką ustalić jakąkolwiek informację, dotyczącą jej tożsamości.
Wojowniczka Wodnych nie mogła próbować tego w nieskończoność, z czego zdawała sobie sprawę. W zasadzie dwie próby, które podjęła, nieskończonością mianować nie można, albo chociażby szczególnym staranie się o uzyskanie innych rezultatów. Tak czy siak, po podwójnym fiasku postanowiła maszerować dalej w ciszy, zdyscyplinowanie, wzorem żołnierzy. Nie może w końcu pokazać ciemnocie, że ciepłe serce Leszczynki czuje do niej niechęć, skrajnie powiązaną ze strachem. W końcu nie może pokazać swoich słabych stron na widok nieznajomym, prawda? Tym bardziej, iż nieznajomi ci podają o sobie fałszywe informacje, a kłamstwa te służą nieznanym celom.
Sierść suki z Flumine zjeżyła się, gdy jej właścicielka pomyślała o tym, kim może być czworonoga istota. Mordercą? Szpiegiem? Kimś, kto nie lubi pączków?
Przerażająca była każda z wizji, a Leszczyka nie potrafiła podjąć decyzji, który z ów wyborów mógłby skończyć się najczarniej. Raz po raz posyłała włóczędze ciekawskie i zaniepokojone spojrzenia, podczas gdy suka unikała ich z wprawą, siląc się, by udawać, iż wcale ich nie spostrzega. Szczerze mówiąc, szła ona sztywno, i nienaturalnie odwracała wzrok, gdy tylko Kępa obdarzyła ją kolejnym z serii swoich podejrzliwych i niemych wypowiedzi.
Nie mogła wytrzymać długo. Kiedy jej towarzyszka potknęła się, wpatrując się w czarną tak, iż prawie rąbnęła o ziemię, obca parsknęła, z gniewem odwracając swój rozczochrany łeb ku Kępie.
— Na co się gapisz? — zapytała to bynajmniej bez miłości i trochę zbyt ostro, niż zamierzała. Słowa odniosły lepszy efekt, niż tego oczekiwała: wojowniczka odskoczyła w bok, przestraszona nagłą reakcją. Potem zaś zachichotała nerwowo, utwierdzając się w swoim przekonaniu, iż nieznajoma jest i Mordercą, i Szpiegiem, i niekoniecznym fanem pączków.
— Nic, nic — nerwowo zaszczebiotała, szeroko się uśmiechając. — Tylko cię podziwiam.
Chociaż zabrzmiało to dość ironicznie, pies o czarnej sierści nie zareagował. Rozpoczął tym dość długą ciszę, którą ciągnęła się po obu stronach suk. Przerywana była ona jedynie głośną pracą obu nosów, kiedy te próbowały wyłapać trop zagubionego młodego.
— Jak mam na ciebie mówić? — spytała się Leszczynowa Kępa, czując, iż powinna jakoś naprawić swoją negatywną postawę, i chociaż nie nazywać nieznajomej w swoich myślach naprzemiennie jednym z trzech tytułów, jakimi została ona obdarzona.
— To nieistotne — niechętnie odparła Morderczyni, niuchając wciąż zajadle.
„Ach ci faworyci wafelków, nie dość, iż nie cenią pączków, to jeszcze silą się na tajemniczość” — westchnęła Leszczynka w myślach, rozglądając się za Szkrabkiem. Mogła przeżyć postawę Szpiega, aczkolwiek zaginięcie Szkrabka do przetrawienia było trudniejsze, niżby się tego spodziewała. Przywiązała się do tego małego, niepojętnego kurdupla, utrudniającego jej życie. Chociaż przez niego i jego rodzeństwo mogłaby popełnić samobójstwo, to jednocześnie gotowa byłaby stracić życie w ich szlachetnej obronie.
I wtedy, jak z nieba, spadła rodzona matka szczeniąt, w towarzystwie zaginionego Szkrabka.
— Szkrabku! Chodź do cioci, dziecko, stęskniłam się za tobą! — radośnie zaszczekała, szybko tuląc (dusząc) młodzika.
— Hej, uważaj, bo go zadusisz jeszcze — mruknęła przybywająca z uśmiechem, ale ten zaraz zniknął, gdy jej wzrok napotkał czarną sukę. Obie zmierzyły się swoimi spojrzeniami, które stopniowo twardniały do tego stopnia, iż niemal jednocześnie zrezygnowały z pojedynku dla wzajemnego dobra, swoje oczy zawieszając na przepięknym krajobrazie.
— To jak? Teraz tylko znaleźć mojego najlepszego przyjaciela pod słońcem i rodzinka złączona! — Leszczynka nawet nie zauważyła panującej niezręczności i z niegasnącym zapałem gotowa była kontynuować przygodę.  
Matka Szkrabka pokiwała głową, kierując się za wojowniczką z Flumine. I chociaż samica o czarnej sierści również chciała do nich dołączyć, prawowita opiekunka młodych posłała jej ostrzegawcze spojrzenie, mrucząc „Jeszcze raz … (niewyraźne mówienie, przykro mi) pożałujesz”.
Ciemna odburknęła jej coś, czego Leszczynka nie dosłyszała. Zresztą, nawet słyszeć tego zdania nie chciała, pogrążona w szczęśliwej wizji ponownie złączonej rodziny. W podskokach, rozmawiając sama z sobą o Szkrabku i współce poszła na poszukiwanie Bryzowej Łapy, pod opieką posiadającego pozostałą część dzieci.
Ten znalazł się bez problemu, niemal wychodząc im na spotkanie. Po szybkim, bezceremonialnym przedstawieniu sobie Bryzowego z Matką, drugi pies z tej dwójki szybko wziął swoje potomstwo i zniknął. Gdyby Leszczynowa Kępa wyposażona była w chusteczkę, zapewne machałaby nią na pożegnanie przez parę następnych godzin, roniąc przy okazji kilka soczystych łez.
— Tak się cieszę, że dzięki nam ta cudowna rodzinka jest ponownie razem — rozmarzona westchnęła, bez podtekstów dodając: — mam nadzieję, że kiedyś sama dorobię się takiej garstki bachorów!
Cokolwiek o tym myślał Bryzowy, i jeżeli w jakikolwiek sposób spróbowałby wypowiedzieć swoje myśli na głos, musiałby się obejść bez tego przywileju. Wojowniczka radośnie wyruszyła w drogę do domu, jedynie szybko żegnając Bryzowego, życząc mu miłego dnia.
Jej głowa ponownie była wolna od zmartwień wszelkiego rodzaju, co pozwalało na poszukanie paru dość świeżych pączków, jakich mogła się doszukać w śmietnikach dwunożnych. 

Koniec wątku Leszczynowej Kępy i Bryzowej Łapy (Zamieci)
[832 słowa: Leszczynowa Kępa otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

15 stycznia 2022

Od Leszczynowej Kępy do Zroszonej Ptaszyny

Szła po błocie. Paręnaście księżyców temu, zarówno w tym miejscu, jak i wiele kroków dalej, rozlegała się piaszczysta równina. Doskonale pamiętała tę chwilę, którą spędziła tutaj podczas Pory Zielonych Liści — krzyki ptaków rozbrzmiewały w powietrzu, krzyżując się wraz z piskami młodych dwunożnych. Pływały tu, ciesząc się z wodnej kąpieli, a Leszczynowa Kępa obserwowała ich z bezpiecznego, więc też suchego piasku. Wolała patrzyć na fale obmywające brzeg, niż faktycznie wyjść im na spotkanie. Nie myślała wtedy, że ów podłoże będzie jej się kojarzyć w ten sposób, iż teraz, gdyby znalazła się w tamtym miejscu, wolałaby prędzej topić się niżby stawiać na nim kolejne kroki. Znała Owcze Serce. Z widzenia, przynajmniej. I naprawdę nie wyglądała na kogoś, kto atakowałby cudzego lidera. A zrobiła to przecież z polecenia Piaskowej Mary, będącej teraz Piaskową Gwiazdą — liderką jej własnego, rodzimego klanu.
We Flumine zostawiła całą swoją rodzinę; wszystkich, których kochała, znała, lubiła i szanowała. Nigdy nie czuła do nich żadnych negatywnych emocji. Gdy teraz swoim spojrzeniem wiodła po otaczających ją psach, nie czuła, że do nich przynależy. Nie czuła, że są z tego samego klanu. Wyglądali jak włóczędzy i tak też pachnęli. Cuchnęli strachem, zwątpieniem i żalem. Czy wojownikom nie przystoją inne emocje? Czy to wszystko, co niedawno się wydarzyło, wyprało z nich dumę i odwagę? Trudno było się temu dziwić. Właśnie stracili wszystko, co znali do tej pory, i dowiedzieli się tylu okropieństw, iż trudno byłoby się nie obawiać o jutro.
„Przecież Piaskowa nie zostawi Klematisa w spokoju” — uświadomiła sobie suka. — „Wróci po niego, i kto wie, co stanie się z nami. Co, jeśli moja własna rodzina przyłączy się do niej, i gotowa będzie mnie zabić w jej imieniu?”.
Sama nie była pewna, czy naprawdę wierzy, że to zrobią. W końcu dlaczego mieliby? Zna ich jak mało kto. Ich. Popielatego. Mżystego. Chmurną. Chmurną.
— Słyszałaś, co ona powiedziała? — Leszczynka warknęła z niedowierzaniem. Jej oczy były skrajnie zdziwione, z niedowierzaniem wbite w przemawiającą Piaskową. — Zabiła naszą liderkę, a teraz twierdzi, że Klematis to zwyczajny tchórz!
Nawet nie zdała sobie sprawy, że z jej gardła wydobywa się ostry warkot, skierowany w stronę obcej suki. Obcej suki, uważającej się z ich zbawczynię. Lepiej; twierdzącej, że wybrali ją Gwiezdni, oraz w ich imieniu właśnie mianującej się na ich liderkę.
— Moje serce jest otwarte, łaskawe i miłościwe. Słuchajcie się, a już nigdy więcej nie spotka was nędza! Tak bowiem Gwiezdni umiłowali ten klan!
Leszczynowa Kępa nie mogła tego słuchać. Rozbolała ją głowa, gdy uświadomiła sobie, że to nie jest koszmar. Na dodatek jej siostra wyglądała, jakby miała wątpliwości, czy Piasek mówi źle. Nie, nie była pewna, że to wszystko to jedna wielka obłuda. Miała wątpliwości. Czy naprawdę dopuszczała możliwość, iż Gwiezdni zesłali tę oszustkę, by ich poprowadziła do lepszej przyszłości?
— Klematis może nie jest tchórzem, ale uciekł. Kto odważny ucieka, kiedy ma ze sobą patrol, mogący obronić go przed nieznajomym?
„Nieznajomym”. Nie użyła słowa „wrogiem”.
Kępie opadła gęba niemal do podłogi. Wiedziała, że Chmurna jest zmieszana pod jej spojrzeniem. Nie mniej jednak wojowniczka nie mogła marnować czasu, by przekonywać siostrę o swojej racji. Zmierzch będzie musiała dowiedzieć się o tym sama, gdyż ona wydała już wystarczająco dużo sekund na tę niedorzeczną rozmowę.
— Przykro mi — niegdyś wesoła suka, teraz miała kamienny wyraz pyska. — Czas na mnie. Mam nadzieję, że spotkamy się znów, kiedy będziesz w stanie przejrzeć na oczy.
Nie oglądała się za siebie. Czując zbierające się w jej oczach łzy, podążyła do wyjścia z obozu, zostawiając ich wszystkich ze sobą. Psy krzyczały, przytakiwały się, a młodzi płakali. Jeden wielki chaos, któremu nawet Gwiezdni nie potrafili zapobiec. Ale nie stworzyli go. Nie ma opcji, by zesłali tutaj Piaskową Gwiazdę. Jej własna pewność stanowiła dla niej niewielkie pocieszenie, patrząc na obecną sytuację.
— Przekaż pozostałym, że będę tęsknić! — zawyła, nie odwracając wzroku. Nie chciała pokazać, że płacze: wystarczająco już dobiła Chmurną. Ta jednak pokiwała głową, gdyż jakimś cudem usłyszała swą siostrę w tym gwarze.
— Oczywiście — szepnęła. Być może nie poszła za nią, jednak to nie ona będzie ślepym sługą ich nowej liderki. Poprawa: nowej liderki Chmurnej. Leszczynowa Kępa ma własnego przywódcę, którego musi wpierw odnaleźć.
„Gdzie jesteś, Klematisie?” — zadała sobie pytanie, wzrokiem ogarniając tereny Flumine. Do jej nosa dotarł znajomy trop. Odetchnęła z ulgą. „Dziękuję, Gwiezdni. Opiekujcie się nimi, a mnie samą zaprowadźcie do mojego lidera”.
Widocznie wysłuchali jej, skoro teraz się tutaj znajdywała.
W ciszy podeszła do niej Zroszona Ptaszyna. Złapała z nią kontakt wzrokowy. Wojowniczka wiedziała, że ona też cierpi. Być może nie urodziła się we Flumine, lecz z tym miejscem łączyła ją więź i miłość. Leszczynka mogła mieć pewność, że jej serce mówi suczce wyraźnie, że to właśnie członkom Wodnych powinna okazać lojalność. Nie Piaskowej Marze, myślącej, iż głupi czyn, jakiego się dokonała, wystarczył, by została Gwiazdą i wzorem do naśladowania dla innych.
— Wrócimy tam — powiedziała do Zroszonej Leszczynka, uśmiechając się. Czuła się dobrze, gdy mogła chociaż odrobinę pomóc innym przez to przejść. Jej samej nie było łatwo, tak samo jak wtedy, gdy umarł jej ojciec. To ją jednak wyhartowało. I teraz tym hartem mogła podzielić się z innymi.
— Znowu pójdziemy na zgodny patrol. I znowu zaśniemy we własnych legowiskach. Albo pobawimy się z szczeniakami — na jej pysku wciąż widniał pełen nadziei uśmiech. — Gwiezdni się nami zaopiekują.
Nie było innego wyjścia. Ich Przodkowie z całą pewnością są nad nimi, i nawet teraz patrzą na nią z góry. Oraz pokazują Klematisowi, gdzie powinien prowadzić swoją eskortę.
Cokolwiek się nie stanie, wrócą do Domu. Wtedy Leszczynka nie zmarnuje ani chwili swojego życia. Będzie dobra i pogodna. Pokaże wszystkim, że zasłużyła, by być członkiem tej społeczności. 

<Zroszona Ptaszyno?>
[913 słów, Leszczynowa Kępa otrzymuje 9 punktów doświadczenia]

2 stycznia 2022

Od Leszczynowej Kępy

Leszczynowa Kępa w ostatnim czasie miała sporo spraw na głowie. Być może nie były one strasznie interesujące, wyjątkowo zajmujące, czy też szczególnie ważne dla niej samej; zresztą, jakby dłużej o tym pomyśleć, nie było ich tak dużo, jak to się wydawało. Mimo tych faktów potęgowały się one w głowie wojowniczki, sprawiając, że ona sama miała trudności ze skupieniem się nad czymkolwiek. Największym problemem, będącym jednocześnie zagadką dla Leszczynki, była Chmurny Zmierzch.
Siostra ów wojowniczki, zwana Kępą, sama nie wiedziała, co ma o tym wszystkim sądzić. Członkini jej klanu (nawet lepiej: rodziny) zaczęła od zejścia na ubocze, z niewiadomych dla niej powodów, żeby potem ponownie się do niej przybliżyć. Dlaczego jednak to w ogóle miało miejsce? — wciąż zadawała sobie wspomniane pytanie, nie umiejąc sobie sama na nie odpowiedzieć. Ten jeden epizod mógłby nie być taki ważny, gdyby nie intuicja, podpowiadająca Leszczynce, iż jest w tym coś głębszego. Jednak skąd miała wiedzieć o tych wszystkich sprawach, które rozgrywały swoje bitwy w głowie Chmurnej? Tylko strzelała.
Gdyby wiedziała, jak dobrze to robi, byłaby nie wychodziła ze swojego legowiska.
Leszczynowa Kępa miała wrażenie, że jej siostra chce coś powiedzieć. Zdradzić jakąś tajemnicę, która wywróciła jej życie do góry nogami i gotowa jest to samo zrobić z życiem siostry. Oczywiście Leszczynka mogłaby wysłuchać jej, gorzej z przekonaniem do tego Chmurnej. Zresztą, raz się zdawało, że jest to coś na rozmiar wybuchu bomby nuklearnej, czemu zdecydowanie warto zapobiec, a drugim, iż nic takiego jak zmartwienie w ogóle nie istnieje, i wszyscy tylko zmarnują swój czas. A śmiała dotychczas Kępa traciła przyczepność, w swojej głowie pisząc najczarniejsze scenariusze i nie umiejąc im zapobiec. Chociaż sama się nie przyznawała do tego przed sobą, wolała żyć we słodkiej niewiedzy, o nikogo się nie martwić i przez nikogo nie będąc zmartwionym. Zapewne podświadomie odpychała Chmurny Zmierzch, zniechęcając ją do wszelkich zwierzeń, z uśmiechem na pysku słodko paplając o motylach i kolorowych, jesiennych liściach. Tylko że tak nie dało się w nieskończoność. I w końcu piękny, acz nieistniejący świat Leszczynki musiał runąć, jakoby długo tego nie powstrzymywała. W końcu może nie słuchać swojej siostry, jednak jak ma nie słuchać tysiąca innych historii, tak samo zagadkowych i smutnych pewnie?
Wielki mętlik w jej głowie niszczył jej naturalny uśmiech, podstawiając niemal identyczną replikę, ale pustą w środku i nic nieznaczącą. Właścicielka podróbki ciągle wahała się w całej swojej egzystencji, rozważając, gdzie też mogła popełnić błąd. Błąd, który tyle kosztował, i w którego wyniku coś zaczęło się psuć w relacji Chmurna-Leszczynka. Zaczęło się, skończyło, a teraz było jak dawniej. Czy zakończenie sprawy nie powinno zakończyć dochodzenia? W końcu Leszczynka ma to, co tak chciała mieć. Spokój. Brak zmartwień. Szczęście. Przecież mogła już iść na swoje bujne łąki marzeń, zostawiając za sobą cały szary świat. Wojowniczka w duchu czuła, że mimo wszystkiego, takie zachowanie byłoby naganne i niemal ironiczne. Nie mogła, najzwyczajniej nie mogła, zostawić tej sprawy nierozwiązanej. I faktycznie, dało się to zrobić szybko i przyjemnie. Dało się zapytać „Co się wtedy z tobą działo?”. Tylko, moi drodzy, musimy uzmysłowić sobie jedną rzecz. Leszczynka, jakkolwiek z uśmiechem i silną gębą do błahostek, wobec dużych i znaczących spraw jest nikim. Może zabrzmieć to głupio, ale jej mózg po prostu nie powstał, by rozwiązywać zagadki i problemy wszechświata. Cała Kępa raczej nie ma innego celu w swojej egzystencji, jak korzystać z niej pełnymi garściami (szczękami, w zasadzie) i zachęcać do tego innych. Zachęcać. Bo mówienie jest łatwiejsze od robienia. I również przyjemniejsze, nieprawdaż?
Idiotyczne jest to, jak łatwo można by niektóre problemy rozwiązać, rozmawiając o nich z innymi. Jest to prawie tak głupie, jak cała ta sytuacja, kiedy to Leszczynka mimowolnie wczołguje się do sytuacji beznadziejnej. A miało to miejsce pewnego dnia, który zdarzył się przed Porą Spadających Liści. Było to więc, oczywiście, przed jej wszystkimi rozważeniami i bezsensownym chodzeniem po obozie. Było to, kiedy słońce znajdowało się wysoko i świeciło jasno, ciepłymi promieniami oblewając ziemię i wszystkie chodzące po niej istoty. Było to również w momencie, gdy wiele pożarów rozprzestrzeniało się w różnych częściach miasta, przez co Leszczynka wiecznie martwiła się o obóz i bezpieczeństwo swojej rodziny. Zagrożenie jednak nadeszło od tyłu, niespodziewane atakując boleśniej, niż mógłby zrobić to jakikolwiek ogień. Zmartwień widocznie nigdy za wiele.
Co się wtedy stało? Cóż, nic takiego. Kępa po prostu nieszczęśliwym trafem zobaczyła z daleka spotkanie jej siostry z dwoma odmieńcami. Słyszała ich krzyki, niezbyt trzeźwe ruchy, wrzaski rozgoryczonej Chmurnej i rozpacz, wynikającą z niemocy.
Był to czas, w którym Chmurny Zmierzch powrotnie przybliżyła się do Leszczynowej Kępy. I to właśnie, moi drodzy, było powodem, dla którego mimo tego wszystkiego, Kępa nie mogła zapomnieć o tym chwilowym odizolowaniu się siostry. To wydarzenie dało jej wiele do myślenia. Być może chciała wtedy do nich podejść, powiedzieć siostrze „Idziemy stąd, to nie miejsce dla nas! … Bo przecież jest już tak, jak było dawniej?”, ale patrząc na nią, doskonale zdawała sobie sprawę, że Chmurka jest z nimi bardziej powiązana, niż się to powierzchniowo wydaje. I że nie uda się tego łatwo zerwać, o ile zerwać da się w ogóle. Chwilowa poprawa jest tylko ciszą przed burzą.
A gdy Chmurna rzuciła się do ucieczki, widząc, kiedy ci dwaj się liżą, Kępa musiała powstrzymać odruch zajebania nieznajomych i rzucenia się w wir, spowodowanym pragnieniem krwi.
Ledwo stłamsiła w swoim gardle krzyk, uświadamiając sobie, iż nie chce, by Zmierzch wiedziała o jej obecności podczas zaistniałego zdarzenia. Stanęła w miejscu, nie rozszarpując nikogo. Wolała patrzeć, jak ta odbiega, i po cichu wrócić za nią do domu, niż porozmawiać i pomóc osobniczce.
Dlaczego?
Na to pytanie próbowała odpowiedzieć sobie Leszczynka, widząc, w jakim stanie jej siostra odchodzi. Na to też pytanie próbuje sobie odpowiedzieć podczas obecnej Jesieni, którą zna jako Porę Spadających Liści, chodząc nocami po obozie i szukając odpowiedzi w gwiazdach; dniami natomiast przyglądając się rzece, nie mając zbytniej ochoty, by do niej wejść.
Dlaczego?
Nie wiem. Może kiedyś, za jakiś czas, ktoś się o to jej zapyta, a wtedy będzie znała odpowiedź. Szansa jest jednak nikła. Równie dobrze mogłaby znać rozwiązanie na to, czemu trzy księżyce temu wzięła ze stosu mysz, zamiast tego dorodnego ptaka. To było jak wycofanie się w teleturnieju, by odejść z połową wygranej, zamiast wygrać całość, mimo niemal pewności poprawnej odpowiedzi. Teraz natomiast Leszczynka mogła jedynie czekać, by na ekranie ów wybór podświetlił się na czerwono lub na zielono.
Gdyby tylko wiedziała, jakim kolorem będzie błyszczeć.

[1046 słów: Leszczynowa Kępa otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

21 grudnia 2021

Od Leszczynowej Kępy CD Bryzowej Łapy

Witam. Przepraszam, że to opko jest takie krótkie, ale mam fazę na pisanie krótkich (tak samo jak na przepraszanie). Zauważ jednak, że starałam się i piszę oto ten wstęp: używając wielu barwnych przymiotników, opisujących jakże prestiżowe przeprosiny. Mogłam to napisać jednym słowem, zapraszając Ciebie do kontynuacji. Ale robię to tutaj żeby nabić jak najwięcej słów, by to wszystko wydawało się dłuższe. Nie ma za co, Re (Ja przez chwilę serio myślałam że Bryzowego ma Re) Zuzatek, że masz więcej do czytania moich cholernie interesujących opowiadań :) Pozdrawiam wszystkich którzy to czytają, buziaczki! 
O, i ten, to opko dzieje się jakoś latem. Razem z poprzednimi.

Leszczynowa Kępa nie martwiła się. Nigdy.
Dlatego możecie sobie wyobrazić, w jakim była stanie, kiedy zaczęła to robić. W tym momencie.
Myślała, że zaraz eksploduje. Matki nie ma, szczenięcia nie ma, a ona do jasnego pączka musi teraz uganiać się za jakimś Szkrabkiem, który do jakiegoś większego cukrowego pączka zniknął. Nie ma po nim śladu, a ona na ogonie ma Bryzową Łapę, który na gigantycznego pączka z kolorową polewą zdążył uznać ją za wariatkę. I co ona ma, na wszystkie pączki świata, zrobić?!
— No nie wiem — powiedziała zrezygnowana. — Może wróćmy do obozu, pośpijmy, zjemy coś, pogadamy i wrócimy. I zrobimy jeszcze parę innych rzeczy, żeby wrócić jak najpóźniej. Albo wcale. Może coś nas rozjedzie!
— Ale mu moglo se cos stac! — Mgiełka zapiszczała. Porostek nadal siedział cicho, a wojowniczka zauważyła, że młody ma zeza. — Jak Pani kopne w pącka, to nie ulatuje go!
— Co ci się w oczka stało? — poświęciła szczenięciu ze zrąbanym wzrokiem swoją całą uwagę.
Temu natomiast wzrok się zamglił i zaczął chlipać.
— Ojejciu, nie chciałam, strasznie przepraszam! — powiedziała niemal ze strachem. — Sorki!
— Niech Pani zabierze nas do mamy! — Mgiełka niemal warknęła, jak na nią używając przedziwie poprawnej wymowy.
— Hej, Leszczynowa Kępo, może powinniśmy znaleźć ostatniego i ich mamę? — Bryzowa Łapa uśmiechnął się krzywo. — Wiesz, widocznie zaczynają się niecierpliwić. Wojowniczka Flumine myślała, że wpadnie w szał. Uśmiech, chociaż wymuszony, powoli schodził jej z pyska, ustępując miejscu niepochamowanej wściekłości na te dwie nierozumne istotki (jedną z zezem!) i tego kurdupla, uczącego się dopiero życia (on jest pełnioletni?).
W ostatniej chwili zdała sobie sprawę, że przecież nie może wybuchnąć, zakopać ich pod ziemią i zrobić sobie przerwy na pączka. Mają przewagę liczebną.
— MODLITWA! — wydarła się, upadając na dupę. Zadarła głowę do góry.
Wszystkich wprawiła tym w osłupienie. Co tu się odjaniepawla?
— Co to „motlitwa”? — spytała się cicho Mgiełka Bryzowego.
„Jeszcze ateistka!” — z niedowierzaniem pomyślała Leszczynowa. Dobra, okej, ale faktycznie włóczęga miał prawo nie wiedzieć o Gwiezdnych. Och, znaczy… ŚMIERĆ MU! ŚMIERĆ NIEWIERZĄCYM!
— Gwiezdni, dajcie mi mądrość i kurwa, cierpliwość, abym ich wszystkich nie pozabijała! — zawyła. Trochę uspokojona dodała potem: — o, i jeszcze jakąś cnotę, żeby jedno z drugim mi się nie popieprzyło.
Zamyśliła się. Kontynuowała, wiedząc, jak to zakończyć:
— Dzięki wielkie, moje ukochane trupy! Już nie będę przeklinać!
Myślę, że świat zmieniłby się na dobre, gdyby w skład treningu na wojownika uczono modlitwy. Wszyscy obecni minami potwierdzali tą tezę.
— Co wam, kurwa? — zapytała się poirytowana Kępa. — Wy, młodzi, przestańcie zrzędzić, zepnijcie poślady i chodźcie szukać tego Szkrabka. Tylko on z was wszystkich jest normalny. Mój biedny, mały skarb! Co go wzięło?!
Bryzowa Łapa miał minę: „Ale co ja zrobiłem, że muszę tutaj być?!”.
„Żyjesz.” — odpowiedziałaby mu Leszczynka, gdyby czytała mu w myślach. Dobrze więc, że ta umiejętność nie została jej dana, bo uczniak mógł żyć w spokoju. I umierać. Niech spoczywają w spokoju Ci, których ta wariatka zabiła (chyba na razie nikogo takiego nie ma, muszę to przedyskutować z tym co ją stworzył, bo ogarniają mnie wątpliwości jak patrzę na tą kp. Strasznie ją zrypałam. Zrobiłam z niej jakąś walniętą chrześcijankę).
Podeszła do tej oto gromadki pewna czarna, obca suka, pachnąca papierosami dwunożnych. Może sobie od nich je pożyczyła. Albo od Mcha. Dobra, nieważne, w każdym razie podeszła do nich i strasznie waliła.
„Całkiem ładna!” — z uznaniem stwierdziła w myślach Kępa. Znaczy, wydawało jej się, że w myślach, ale tak naprawdę powiedziała to na głos. Cieszmy się, że miała zapchany nos katarem, bo inaczej z jej ust wyrwałyby się mniej piękne słowa.
— Jestem partnerką matki tych szczeniąt — ostrożnie zaczęła nowoprzybyła.
— Okej, bierz je! — wojowniczka od Flumine odezwała się z radością, że pozbędzie się tych smrodów.
— Ale my jej nie znamy!
Zapadła cisza.
— Wow, ty umiesz mówić, Porostku! — Leszczynowa powiedziała z uznaniem. — Zawsze sądziłam, że jest to dane tylko inteligentnym.
— Nie powinniśmy poszukać ich… Biologicznej matki? — ostrożnie zaproponował Bryzowy, nieufnie patrząc na czarną sukę. Też bym się tak patrzyła na kogoś, kto tak cuchną. Ale Leszczynka nie.
A dobra, ona miała zapchany nos, zapomniałam.
No to mamy już usprawiedliwienie dla jej niecnego uczynku, który zmierzał do wypierdolenia tej dwójki za burtę w ślad Szkrabka.

<Bryzowa Łapo?>
[672 słów, Leszczynowa Kępa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

3 grudnia 2021

Od Leszczynowej Kępy do Bryzowej Łapy — „Uśmiech Bąbelka” [przygoda #31]

 Dzień był śliczny — to uważała o teraźniejszości Leszczynowa Kępa i wątpliwe, by ktokolwiek i cokolwiek nam znane zdołało to zmienić. Pora Zielonych Liści dla suki była sama w sobie niezwykle atrakcyjna, i nawet wizja końca świata nie mogłaby tego zmienić. Lepiej; Leszczynka chodziła po brzuch w błocie, a do pyska wpadała jej trawa i mokre robale, jednak ona wciąż była zdania, że w wiośnie wszystko jedynie kwitnie i na nowo rodzi się do życia. Nikt nie umiera. Wszyscy się cieszą. Klany się rozrastają, uczniowie kończą treningi, nawet poświrowani mordercy nachylają się nad kwiatkami, a kanibale postanawiają zostać weganami. 
Także nawet tajemnicza samotniczka na granicy terytorium jej klanu dostała od wojowniczki jakąś dziwną łaskę. Nie dość, że nie została przepędzona, to jeszcze Leszczynka wspaniałomyślnie zgodziła się wziąć jej garstkę szczeniaków pod opiekę, mówiąc jej, że jest cudowną matką. Trójka nieboraków, obdarzona imionami co prawda nie została, jednak wodna miana nadała im samodzielnie. Były to Mgiełka, Porostek i Szkrabek. Szczególnie Szkrabka uwielbiała; puchata kuleczka w kolorze kupy w każdej chwili mogłaby zasnąć snem wiecznym, gdyż z niedożywienia ledwo trzymała się na nogach. Leszczynowa Kępa wzięła go za myśliciela i stwierdziła, że doskonale się dogadają; ciągłe podnoszenie go raz po raz z ziemi nie przeszkadzało jej ani trochę. Marzyła, że razem będą mogli filozofować nad cytatami, które dorosła zasłyszała od młodych dwunożnych. Albo też będą je razem wymyślali. Gdyby nie to, że ów samica miała w zwyczaju ładnie się odzywać, podsumowałaby to słowem „zajebiście!”.
Biedna suka nie dorosła jeszcze do roli matki, o czym boleśnie przyświadczyło ją życie, sprawiając, iż biedny mały Szkrabek zaginął w akcji, wprawiając ją samą w zakłopotanie. W końcu co zrobiła źle? Była dla nich dobra! Pozwoliła się im taplać w błocie, jeść żaby…
— Może mu się spacer nie podobał? — na głos myślała młoda wojowniczka, zmartwiona węsząc dookoła. – Swoją drogą, ciekawe, gdzie podziała się wasza mamusia? Coś długo jej nie ma. 
Zamyślona niechcący weszła w Porostka, na co ten pisnął. Nie odezwał się ni słowem (z resztą, nie powiedział on ani jednego słowa od poznania swojej opiekunki. Dla Leszczynki nie było to specjalnie niepokojące)
— Przepraszam! 
— Ooh — zaraz dodała. — Jeśli spadniesz na kogoś, nie wystarczy powiedzieć, że nie chciałeś. W końcu ten ktoś też wcale nie chciał, żebyś na niego spadał. No tak! Poniosę cię na plecach! 
Wzięła więc szczeniaka na plecy, udając samolot i szczęśliwie skacząc dookoła.
— Pseprasam, plose pani? — Mgiełka odezwała się cicho, próbując nadążyć za dorosłą samicą. Musiała tak zapytać się parę razy, zanim członkini Flumine ją usłyszała w swoim szalonym biegu.
— Taaak? — z uśmiechem, troskliwie odparła Leszczynka, zachowując się jak dziki, wierzgający koń. 
— Gdzie jest nas brat? — zatroskana kuleczka zapytała, patrząc się Leszczynce głęboko w oczy. Jej brat natomiast już z dziesięć razy był blisko śmierci, a jego mina doskonale mówiła, co sądzi o ich niani.
— Nie martw się, słoneczko. — Rozpromieniona wojowniczka wpadła na kolejny ze swoich świetnych pomysłów. — Ściągnę kogoś z klanu, żeby nam pomógł. Na pewno ktoś się blisko nas kręci! 
— A oni nic nam nie zrobią? — Mgiełka nie była przekonana. Nic dziwnego. 
— No co ty! Pewnie, że nie! Oni kochają takie małe puchate kuleczki jak wy! — z entuzjazmem krzyknęła Leszczynka, wierzgając jeszcze wyżej, czego już Porostek nie mógł wytrzymać. Zleciał jak z armaty.
— No nie! Wszystko w porządku? Chcesz kolejną rundkę jako wynagrodzenie? — niania pochyliła się nad młodzikiem, całkowicie zapominając, że miała szukać kogoś z klanu. 
Porostek przecząco pokręcił głową. Mgiełka nerwowo przebierała łapami w miejscu.
— Coś się stało, czy masz owsiki? — życzliwe spytała się małej Leszczynka.
— No nie, ale cy pani nie miala nam pomóc? — płaczliwie wyszczekała.
— Oczywiście, że wam pomogę! Patrzcie, już szukamy waszego braciszka! — niezrażona zlizała łzy z pyska Mgiełki. — Właśnie czuje zapach mojego kolegi w powietrzu!
— Hej, hej! Bryzowa Łapo! — pognała w kierunku ucznia. 
<Pomożesz, Bryzowa Łapo?>
[615 słów: Leszczynowa Kępa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia + 10 Punktów Doświadczenia za przygodę]

25 listopada 2021

Od Leszczynowej Kępy do Popielatej Łapy

 Tuż przed śmiercią Brzozowego Kła. Koniec opowiadania po niej. 

Leszczynowa Kępa była wówczas Leszczynową Łapą; zresztą, wraz z jej wiekiem zmieniło się tylko imię. Księżyc, czy dziesięć księżyców wstecz, ona nadal jest najbardziej optymistyczną optymistką z wszystkich istniejących, wierzącą w siłę i potajemne sprzyjanie wszechświata wszystkim żywym stworzeniom.
A to był natomiast tylko jeden z tych pięknych dni; słońce świeciło, psy rozmawiały w obozie, a Leszczynka uganiała się od wojownika do wojownika, by sprawdzić, czy — nie daj boże — w kimś nie zaległ się smutek. Jeżeli natomiast takowy znalazła, robiła co w swojej mocy, by go wygnać. Z uśmiechem na pysku i żwawym krokiem cieszyła się, że i ten dzień dane jej będzie przeżyć. 
Gdzieś w głębi jej podświadomości, za wszystkimi myślami i cytatami zasłyszanymi od małych dwunożnych czaiła się myśl, że jej ojciec nadal nie wyzdrowiał, i jemu to może nie być dane. Brzozowy Kieł samotnie walczył z chorobą, a chociaż ona potrafi pomóc innym odgonić się od smutku, od choroby nie jest w jej mocy. I za każdym razem gdy na niego patrzyła, za każdym zerknięciem bała się, że to jego ostatnie chwile. I kiedy tylko usłyszała plotkę, że podobno to jego brzegowe oddechy, pędziła co sił do medyka, by upewnić się, że plotka jest tylko plotką — jak długo jednak nią pozostanie? Ta niepewność trapiła ją za dnia i włóczyła się za nią po nocach, by śledzić ją w krainach jej najwspanialszych snów. Jej piękne senne marzenia zamieniała w koszmary, a jej zwykłe myśli w pełne smutku wrzaski; wiedziała ona sama, że tak być nie może. W związku z tym starała pozbyć się tych czarnych rozmyślań, szczęściem próbując wygonić rozpacz.
A jednak wiedziała, że to się zbliża — wrota do zaświatów stoją już niemal otworem, trzeszcząc okropnie, a ona sama nie da rady ich zamknąć. Chociaż rwie, w szalonym impecie chciałaby wyrwać śmierci swojego ojca, to jest to niemożliwe. Zostały modlitwy, w których błaga Gwiezdnych o litość. Dla swojej matki, która przecież straciła tyle dzieci. Jak pogodzi się z utratą partnera? A jak pogodzi się z tym starsze rodzeństwo Leszczynowej Łapy? Błaga ona o litość dla wszystkich psów, które życzą Brzozowemu, by ten wyzdrowiał; i w ich płaczach ona sama dołącza do gromady jego najdroższych przyjaciół. 
Czuła na swoim karku duszny oddech, a kątem oka widziała czarny cień końca. Nieuniknione się zbliżało, a ona wychodziła mu naprzeciw z uśmiechem — tylko tyle jej zostało, w przypływie tylu strasznych rzeczy na świecie, które w jej mniemaniu nigdy nie istniały. Leszczynowa Łapa zrobiłaby wszystko, by było tak naprawdę, i była ona o tym święcie przekonana. Niech się dzieje, co ma się dziać, ona smucić się nie będzie!
A jednak stało się. Jej ojciec umarł, pozostawiając ją na tym świecie samą i samotną. 
Gdyby wiedzieli, jak trudno było jej powstrzymać łzy! Gdyby spodziewali się, że słowa, które wygłosiła, iż „Jest on w opiece Gwiezdnych, w Coleum, gdzie już nigdy nie zazna bólu”, były gorzkie, i ona sama zmusiła się do ich wypowiedzenia! Ach, i oczywiście, że wszyscy się domyślali, że mała czuje się źle. Nikt natomiast nie domyślał się, jak głęboką ranę jej to uczyniło, i jak wielki wpływ wyparło na jej ogromne dotychczas szczęście.
Dzień po dniu walczyła samotnie, próbując nie poddać się rozpaczy. Jej uśmiechy były puste, a śmiech płytki. Kiedy dawniej śmiały się oczy i śmiała się jej dusza, teraz był to tylko odgłos paniki, że nie uda jej się na duchu podeprzeć swojej rodziny, która przecież tyle straciła…
Wiedziała, że będzie lepiej; bo mogło być tylko lepiej. Leszczynowa wówczas, będąca Łapą, czekała tylko powoli, jak czekają zwierzęta na nadejście słońca. Wiedziała, że może być jak dawniej, a ona potrafi przyłożyć do tego swoją małą cegiełkę, by razem z innymi mogła zbudować most na drugi koniec świata. Ten, wszystkim znany, mógł się zawalić złem, a ona zawsze miałaby w sercu ognik dobra, i dążyła teraz już tylko do jego utrzymania. Czuła, że musi zrobić wszystko, aby ten się nie wypalił, chociaż rozpacz czekała ją na każdym rozdrożu. 
To w końcu nie była ostatnia tragedia, jaka miała ją dotknąć; nikt nie jest nieśmiertelny, i płakać będą również po niej. A gdyby ktoś zapytał się jej, jakie jest jej przedśmiertelne życzenie, to osobiście wybrałaby, by nikt po niej nigdy nie płakał. Chciałaby łzy usunąć z rzeczywistości, dlatego też po śmierci swojego ojca, Brzozowego Kła, tym właśnie postanowiła się zająć; usunięciem smutku. Najpierw jednak musiała wyplenić go z samej siebie, a było to zadaniem trudnym i czasochłonnym.
Klany w końcu nie powstały przez kilka dni, prawda? Potrzeba było księżyców. 

<Popielata Łapo? A co ty o tym sądzisz?>
[736 słów: Leszczynowa Kępa otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]