Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

24 marca 2022

Od Agatowej Łapy CD Jaśminowej Łapy

Od pamiętnego dnia, podczas którego Agatka po raz pierwszy porozmawiała z Jaśminką, a Jaśminka z Agatką, obie suczki nie spędzały ze sobą za wiele czasu. Miały pełne łapy roboty; ćwiczyły ruchy bitewne, polowały i doglądały starszyzny. Zwykle przez cały dzień krzątały się po obozowisku, wykonując swoje obowiązki. Jaśminowa Łapa robiła to z uśmiechem na pysku i żywym zaangażowaniem, a Agatowa, widząc jej zapał, czuła buzującą w niej zazdrość. Nie mówiła jednak jej kąśliwych komentarzy, a zamiast tego zdecydowała się na bezczelną ignorancję.
Więc gdy pewnego razu Jaśminka sprawnie czyściła legowiska wojowników, a do pomieszczenia weszła Agatka z całą toną wyściółki, w oczach starszej suczki zamigotała nadzieja.
— Jeju, Agatowa Łapo! — sapnęła z wrażenia. — Gdzie znalazłaś tyle materiałów?
Córka rządzących klanem, tak jak sobie obiecała, minęła Jaśminkę bez słowa, ignorując malujące się na pysku złotej uczennicy niemiłe zaskoczenie.
Podobne sytuacje miały miejsce wiele razy. Motorem napędowym działań Agatowej była przede wszystkim wyżej wspominana zazdrość i chęć bycia najlepszą. Irytowało ją to, że Jaśminowa była na jej poziomie — co od razu powodowało, że stawała się jej rywalką.
Pewnie zachowywałaby się tak dalej i dalej, aż do zakończenia treningu (a może i dłużej, zależy od tego, kiedy by zmądrzała), jednakże, ku swojej rozpaczy i pewnemu rozczarowaniu, złamała swoją zasadę, zanim od jej postawienia upłynął chociaż jeden księżyc.
Suczka przesiadywała późnym wieczorem w legowisku uczniów, przygotowując się powoli do zakończenia dnia. Raz za razem drapała się tylną łapą, z rozdrażnieniem zdając sobie sprawę, że pchły, na które skarżyli się Płomienni wojownicy, odkąd zaczęła się pora nagich drzew, dopadły również ją. Mimo że zaczęła się właśnie pora nowych liści, te paskudztwa nie chciały jej opuścić. Denerwowało ją to znacznie bardziej, ponieważ wydawałoby się, że wszyscy już nie mają tego problemu. Przewróciła gałkami ocznymi, cicho powarkując z frustracją.
Już miała się podnosić, by pójść do medyka, z nadzieją, że Szara Skała  poleci jej jakieś lekarstwa, gdy usłyszała ciche, jak gdyby ociężałe kroki.
Wyprostowała się, natychmiast wlepiając wzrok w wejście do pomieszczenia. Uniosła ogon i głowę, wyciągając pysk w stronę źródła dźwięku.
Klap, klap, plask… klap… klap… klap…
Gdy w nozdrza załaskotał ją zapach Jaśminowej Łapy, automatycznie zmarszczyła nos. Z jej oczu zniknęły żywe iskierki, zastąpione złością. Napięła swój ogon niczym strunę i rozcapierzyła palce.
W takim oto stanie zobaczyła ją wchodząca do pomieszczenia złota uczennica. Jaśminka jednak jak gdyby tego nie zauważyła, bez słowa mijając Agatkę. W odpowiedzi na to dziwne przygaszenie, które można było zaobserwować u uczennicy Kolorowego Wiatru, Agatowa poczuła naraz satysfakcję i zadowolenie, lecz także… Zdziwienie? … Litość?
Sama tym zaskoczona, stała przez dłuższą chwilę bez ruchu, gapiąc się niezbyt inteligentnie na Jaśminową Łapę; zwykle emanująca optymizmem suczka oklapła na swoje posłanie, patrząc się załzawionym, tępym wzrokiem w podłogę.
— Uh… Ekhem…? — chrząknęła głośno czarnowłosa uczennica. Mimo że wcale tego nie zamierzała, jej ton przypominał w najlepszym razie wściekłą karmicielkę wrzeszczącą na swoje dzieci.
Jaśminowa Łapa nawet nie uniosła głowy. Jej barki zaczęły trząść się spazmatycznie, a oczy robiły się coraz bardziej mokre. Po chwili z jej gardła wydobył się szloch.
Agatka na ten odgłos rozluźniła swoją posturę, a także nerwowo rozglądnęła się po otoczeniu. Wolałaby, żeby nikt teraz nie wszedł do legowiska, ponieważ mógłby pomyśleć, że to ona jest powodem smutku Jaśminowej Łapy.
Zaraz. Może to ja jestem tym powodem naprawdę? Ale chyba nie beczałaby tylko dlatego, że się do niej nie odzywałam przez parę dni, co nie?
Biła się z myślami, nie wiedząc, co powinna teraz począć. Już miała się zdecydować na wymamrotanie czegoś i szybkie odejście, gdy złapała kontakt wzrokowy z Jaśminką. Poczuła skurcz w żołądku, na myśl, że teraz miałaby ją tak zostawić.
— Jaśminowa Łapo? — wyszeptała, podchodząc do suczki. Cała zesztywniała z nerwów usiadła obok niej. W odpowiedzi usłyszała głośne pociągnięcie nosem. — Masz jakiś pro- — zamilkła, zdając sobie sprawę, że zabrzmiałoby to za szorstko. Przełknęła ślinę. — Coś… Coś nie tak?
Wlepiła w złotą ten jej spokojny, stanowczy wzrok.
 
<Jaśminkoo?>
[636 słów: Agatowa Łapa otrzymuje 6 PD i 2 punkty treningu]

27 grudnia 2021

Od Agatowej Łapy CD Drżącego Szeptu

Akcja (na początku) dzieje się latem.

Agatka siedziała nieruchomo, wwiercając się brązowymi oczami w martwe ciało nieznanej jej bliżej wojowniczki, o wilczym umaszczeniu i pustych, błękitnych ślepiach.
Gwiazdy migotały wysoko na niebie, jak gdyby wraz z księżycem uśmiechały się do zmarłej suczki. Panowała spokojna, letnia noc, a lekki blask padający z nieba srebrzył wszystko, co znajdowało się na ziemi; pokrywał drzewa, pogrążone w żałobie psy, wypełniał ich oczy, nosy i futra, nadając im tajemniczości i magii.
Ciało Fenkułowej Plamki również oświetlone było nocnymi, delikatnymi promykami światła, które wpadały przez okno magazynu.
Szczenię, pochłonąwszy wzrokiem najbliższe otoczenie, które wyglądało rzeczywiście niezwykle, uniosło pysk, zauważając w grupie milczących psów identyczne, niebieskie oczęta, jak te, które widziała u zmarłej.
Zaskoczona tym jakże wspaniałym ,,znaleziskiem’’, a przy tym zaciekawiona, wstała ze swojego miejsca koło Sowiego Pazura i uparcie przepychając się przez tłum, dotarła do śnieżnobiałej wojowniczki — właścicielki pięknych oczu.
— Kim dla ciebie była? — pytanie Agatki zawisło w chłodnym powietrzu, po dłuższej chwili milczenia; sama pytająca długo zastanawiała się, czy złamać ważną zasadę i zaspokoić ciekawość, czy też być grzeczną niunią; jak już wiadomo, wybrała pierwszą opcję. Dość egoistyczną, szczerze mówiąc.
Nie wiedziała, że to jedno pytanie, zadane uprzejmym, choć lekko chłodnym tonem, wywoła tyle przekleństw godnych Sowiego Pazura, czy Omszonego.
— Spierdalaj kurwo niemyta, w czuwaniu zachowuje się ciszę. Pierdolić zresztą jebaną ciszę, kurwa!, pierdolić!
Agatka lekko poruszała uszami w rytm wykrzykiwanych brzydkich słów i wbiła intensywne spojrzenie w pysk wojowniczki, jak gdyby chciała ją zamordować swoimi szczenięcymi, kakaowymi oczętami, skąpanymi w blasku księżyca i gwiazd.
Wydawałoby się jednak, iż śnieżnobiała nie dostrzegła nawet wzroku Agatki, a jedynie wbiła grobowe spojrzenie w martwe ciało.
Szczenię nie spuszczało wzroku z niebieskookiej, tej żywej oczywiście, a w jej głowie buzowały różnorakie myśli, przypuszczenia, fakty i domysły, które próbowała jakoś złożyć w całość i otrzymać odpowiedź: Kim dla niej była?
Nie wiedziała do końca, dlaczego ją to tak interesuje. Wiedziała natomiast, iż na zadane sobie pytanie, gdy już rozbudziła swoją ciekawość, musi otrzymać odpowiedź. Po prostu musi.
,,Może Fenkułowa Plamka była jej siostrą?’’
W pierwszej chwili poczuła rozgrzewającą ją od środka dumę, że jest to z pewnością prawidłowa odpowiedź; zaraz potem, gdy jeszcze chwilę ją przeanalizowała, stwierdziła, że posiwiała zmarła była z pewnością za stara na rówieśniczkę wojowniczki.
,,No to pewnie była to jej matka’’.
I usatysfakcjonowana tym, rzuciła jeszcze szybkie spojrzenie na śnieżnobiałą, nieruchomo siedzącą suczkę i podreptała do Sowiego Pazura, by grzecznie siedzieć przy jego boku do końca ceremonii czuwania.
 
***
 
Agatowa Łapa rozglądnęła się pośpiesznie, z zadowoleniem wbijając wzrok w stare ściany magazynu, od których odłaził tynk i farba; uśmiechnęła się delikatnie.
Członkowie klanu Płomiennych jeszcze spali; magazyn pogrążony był w ciszy, a nocny wartownik wrócił niedawno ze swojego posterunku, kładąc się spać. Słońce świtało, wpuszczając ciepłe, jesienne promienie przez okna w magazynie i oświetlając rozstawione wszędzie kartonowe pudła, a także kurz fruwający w powietrzu.
Czarna uczennica lawirowała pomiędzy unoszącymi się w regularnym oddechu grzbietami pobratymców, z determinacją stawiając obszerne, lecz ciche kroki.
Zostawiała za sobą rzędy półek, korytarze i numerki poprzyklejane na ścianach przy regałach. Mijając skąpą stertę zwierzyny, poczuła obrzydzenie i smutek na widok martwych ciał zwierząt. Szybko odwróciła wzrok. Sunęła cicho niczym duch, będąc skupiona i zdeterminowana.
Agatka bowiem, lekko poddenerwowana swoim poprzednim treningiem, podczas którego zgubiła się na terytorium własnego klanu, postanowiła regularnie wybierać się na spacery, poprawiając swoją orientację w terenie. Tylko… dlaczego poszła sama, skoro tak łatwo się gubi?
No cóż, co za dużo, to nie zdrowo — problem, który miała, nie wydawał jej się zbyt poważny. Ba, był błahostką, idiotycznym niedociągnięciem w jej całej osobistości pełnej zalet, z którym sama sobie poradzi. Po co miałaby ciągnąć Sowiego Pazura za sobą? Po co miałaby mu zawracać głowę? W końcu tatuś zajmuje się wraz z jej mamą całym, caluteńkim klanem.
O rodzeństwie nawet nie myślała. Uważała, że to jej najlepiej idzie trening na wojownika, więc też po jaką cholerę miałaby brać kogokolwiek z nich?
Wyszła z obozu, a w pysk uderzył ją chłodny wiatr. Zastrzygła uszami, lustrując z uwagą najbliższe otoczenie; starała się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, które pomogłyby jej w znalezieniu drogi powrotnej.
Kolorowe liście szurały pod jej szczenięcymi łapami, a niektóre z nich spokojnie opadając, lądowały na jej grzbiecie. Powietrze przesiąknięte było zapachem zgnilizny, dwunogów i Industrii.
Szła przed siebie, noga za nogą, krok za krokiem. Ogon trzymała luźno opuszczony, jednak łeb zadarła wysoko.
Postanowiła wybrać się w stronę jeziora. Była tam wczoraj z Lekkim Sercem i miała nadzieję, że odnajdzie drogę. I że w przeciwieństwie do dnia poprzedniego, da radę sama wrócić z powrotem do Magazynu.
Oszroniona trawa, oświetlana przez słońce, wydawała się mienić srebrem, a liście na niej leżące — złotem. Agatka z cichą radością obserwowała otoczenie, chcąc zapamiętać każdy, najdrobniejszy szczegół.
Jezioro było coraz bliżej niej; do jej nosa dochodził także zapach wody, ryb i kaczek. Odetchnęła głęboko, stawiając kroki jeszcze szybciej, niż dotychczas.
Gdy poczuła pod pobrudzonymi błotem poduszkami miękki, wilgotny piasek, gdzieniegdzie wymieszany z kamykami, uśmiechnęła się triumfalnie. Już połowa sukcesu za nią — trafiła do jeziora.
Cieszyła się tym faktem znacznie bardziej, niż powinna. Zaczęła również uważać, iż widocznie jej orientacja w terenie uległa poprawie — w końcu z taką łatwością dotarła na wyznaczone miejsce! Była wniebowzięta.
Nie dotarło do niej, że przez całą drogę kierowała się zapachem jeziora; nie wzięła również pod uwagę, że skoro wiatr jej sprzyjał i wiał w dobrą stronę, gdy szła, to, jeżeli się nie zmieni, będzie mieć niemały problem z drogą powrotną, bowiem nie będzie mogła już polegać na węchu.
Pochyliła się nad mieniącą się taflą, chłeptając powoli językiem chłodną, przejrzystą wodę.
Podziwiała jezioro jeszcze przez jakiś czas, obserwując pływające w nim nieliczne ryby i parę kaczek. Gdy podjęła decyzję, że powinna wracać, bo jeszcze rodzina zacznie się martwić, usłyszała za sobą głośny trzask i świszczący oddech.
Odwróciła się jak na zawołanie; serce podskoczyło jej w piersi, a wodne ptactwo, dotychczas spokojnie pływające, poderwało się do lotu. Zakręciło jej się w głowie, gdy, nieustannie kręcąc się wokół własnej osi, próbowała dojrzeć zwierzę, które tak ją wystraszyło.
Nagle znieruchomiała. Dostrzegła wpatrujące się w nią morderczym wzrokiem malutkie, brązowe oczka. Cofnęła się, gdy zza krzaków wyłoniła się cała sylwetka zwierza; krępe ciało o czterech silnych łapach i czarnej sierści, posiadającej dwa białe paski na pysku.
Borsuk.

<Drżący Szepcie?>
[1017 słów: Agatowa Łapa otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

22 listopada 2021

Od Agatki (Agatowej Łapy) CD Nagietka (Nagietkowej Łapy)

Akcja dzieje się wtedy, kiedy uczniowie byli jeszcze szczeniętami.
Odkąd braciszek Agatki zaproponował przekąszenie czegoś, suczka nie mogła się skupić na niczym innym, niż na pustce w jej brzuchu; uświadomiła sobie, jaka jest głodna, a emocjonujący sen i długa rozmowa nocą z Nagietkiem wyczerpały jej energię, którą zwykle tryskała wczesnym rankiem, gdy się wyspała. Podążając za rodzeństwem oraz Rzepakową Gwiazdą, którzy właśnie zaczęli iść, by coś przekąsić, ledwo powłóczyła łapami, marudząc w myślach. Przepowiednia pod wpływem głodu stała się dla niej mniej istotna. Brzuch jej cichutko zaburczał, co w jej uszach zabrzmiało przerażająco głośno. Uszy zapiekły ją ze skrępowania.
— Świetnie się z tobą rozmawia.
To jedno zdanie wyrwało ją z zamyślenia i markotności; jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na pyszczku Agatki pojawił się delikatny, lecz ciepły uśmiech, a ogon uniósł się w górę; jego koniuszek drgał, waląc co sekundę idącego obok niej Nagietka. Suczka miała ochotę go uściskać.
Pozytywne emocje trwały jednak jedynie parę uderzeń serca, zanim nie zostały zatopione przez rodzone się w szczenięcym umyśle wątpliwości. Przyszło zażenowanie, równie nagle, co jeszcze przed chwilą radość i zadowolenie. Agatka zdała sobie sprawę, że pewnie wygląda idiotycznie; jej szczerbaty, krzywy zgryz odstrasza wszystkich naokoło, zmierzwione, puchate, szczenięce czarne futro odstaje na wszystkie strony, a te dwie wady — a przynajmniej wadami były według Agatki — upodabniają ją do małego, przerażającego, wyszczerzonego i brzydkiego potworka. Zbliżyli się do stosu zwierzyny. Siadając, Agatka zerknęła kątem oka na Nagietka, z lekką zazdrością dostrzegając, że jest on zadowolony, szczęśliwy. Zaczepił mamę, coś do niej szepcząc. Rzepakowa uśmiechnęła się do niego, równocześnie zajmując obok niego miejsce. Przed liderką czekało niemałe zadanie, jakim było uspokojenie wrzeszczącego stada małych kaszojadów, w którym każdy mówił, czego chciałby spróbować; jedynie Nagietek siedział dość cicho. Chociaż próbował podzielić się swoimi pomysłami na posiłek, szybko został zagłuszony, tak więc zaprzestał dalszych prób przekrzyczenia rodzeństwa. Lekko zbity z tropu, czekał, aż będzie mógł powiedzieć cokolwiek.
Agatka jednak nie zamierzała się poddawać.
— Mamo? — mówiła cały czas, jak nakręcona zabawka. — Mamo? Mogę zjeść miód?
— Ej, ja chcę spróbować żaby — mruknął pewien szczeniak; pewnej dwójki Agatka nienawidziła w swoim rodzeństwie, tak więc, gdy tylko ustaliła, że głos ten należy albo do Węgorzyk, albo do Kłaczka, zignorowała go, czując w sercu obrzydzenie i chłód.
— Możemy zjeść drozda? — poprosiła Lipka, wwiercając się w matkę proszącym wzrokiem.
— Drozda? Fuj, nudy — odparła Górka, tonem wielkiej znawczyni. — Pióra powpadają nam do pysków.
— Nie, nie! — szybko zaprzeczyła Agatka, pod wpływem nagłych emocji wstając z miejsca. — Nie drozda! One są… — miała ochotę powiedzieć, że są słodkie, bowiem jednego widziała, gdy usiadł na parapecie magazynu; z radością go wtedy obserwowała przez okno, wodząc za nim roziskrzonym wzrokiem. Jednak pod wpływem nagłego impulsu zmieniła zdanie, odrzucając ten argument, ponieważ stwierdziła, iż jest niewystarczający, a przede wszystkim dziecinny. — Bo… Są niedobre. Górka ma rację. Zjedzmy owoce! Albo poliżmy plaster miodu! Szara Skała nam pożyczy. Proszę. Większość z rodzeństwa obdarzyło ją niezbyt pozytywnym spojrzeniem.
Wtedy jednak do akcji wkroczyła Rzepakowa Gwiazda; otworzyła pysk, machając ogonem to na prawo, to na lewo. Agatka zmusiła się, by pozostać nieruchomo na swoim miejscu; pokusa polowania na majdającego ogona matki była olbrzymia, jednak suczka wiedziała, że powinna pokazać powagę. Nadzieja tliła się w jej sercu, że jej pomysł przez to przejdzie i zostanie zaakceptowany. 
— Dzieciaczki — zaczęła wesoło dumna mamusia całkiem sporej liczby bachorów. — Każdy niech zje, to, na co ma ochotę! Ja zjem nuggetsy, są pyszne.
Szczenięta, a w tym Agatka, zawyły szczęśliwe; niektórzy cicho, u innych bardziej przypominało to sapnięcie, jednakże wszyscy zaczęli szukać swojego wymarzonego dania; niektórzy rozwalili stertę zdobyczy, inni, a w zasadzie jedynie Agatka, udała się do legowiska medyka, wyżebrać stanowczością i magicznymi słówkami jakiś wegetariański posiłek; czy to jakieś nieszkodliwe, jadalne (i niepsychoaktywne) zioła, albo też kapkę miodu czy owoców.

***

Z pełnym brzuchem Agatka znów zaczęła snuć rozważania o przepowiedni; najedzona odzyskała energię i zapał. Rozmyślanie o swojej wyjątkowości i specjalności dawało jej mnóstwo radości, a za każdym razem, gdy wracała myślami do snu, utwierdzała się w przekonaniu, iż był on niezwykły, specjalny i jakże ważny. Tego dnia próbowała jeszcze porozmawiać sam na sam z bratem, jednak okazje nie przychodziły; to mama zawołała na drzemkę, to jakaś wojowniczka czy wojownik przyszli ich podziwiać, to znowu Węgorzyk czy Kłaczek znaleźli jakiegoś żuka. Poza tym w żłobku nie byli sami, a liczne rodzeństwo, w tym dwaj starsi bracia znacznie się do tego przykładali.
Dopiero wieczorem, gdy Rzepakowa musiała wyjść by spełniać swoje obowiązki przywódczyni (które zresztą i tak w większości spadły na jej partnera i jednocześnie zastępcę), sytuacja sprzyjała planom Agatki, które suczka zdążyła już w ciągu dnia kilkakrotnie przemyśleć i zmienić.
Znaczna większość szczeniąt położyła się spać, parę rozmawiało cicho między sobą, co jakiś czas wybuchając śmiechem. Agatka szturchnęła Nagietka, zachęcając go, by wyszedł razem z nią ze żłobka.
— Chodź — wymamrotała, dziko rozglądając się po otoczeniu, by upewnić się, że uwaga żadnego z obecnych w żłobku psów nie jest skupiona na niej czy bracie. — Tylko na chwilę! Nikt nie zauważy.
Mina Nagietka na usłyszane słowa była nieodgadniona. To w jego oczach obecne były niepewne błyski, to ogon delikatnie zamerdał; przy tym piesek śladem za siostrą rozglądnął się po pomieszczeniu, najpewniej zastanawiając się, czegoż Agatka tak wypatruje.
— Ale… Po co? — wyszeptał możliwie najcichszym tonem. — Chyba nie możemy-
Agatka strzepnęła zdenerwowana ogonem.
— Musimy porozmawiać! — zarządziła konspiracyjnym tonem. — Tyle czasu myślałam nad naszym przeznaczeniem! Śniła mi się krew, prawda?
Nagietek przełknął ślinę i zlustrował siostrę badawczym spojrzeniem; wyglądał na zaniepokojonego.
— Tak, śniła mi się krew… — odpowiedziała sama sobie. — Powinniśmy więc poszukać śladów na zewnątrz obozu! Śladów, które pokazałyby nam, jak dokładnie zinterpretować przepowiednię, o czym ona mówi, czego mamy szukać… To ułatwiłoby nam późniejszy trening na wojownika! Zostalibyśmy… — przerwała. — Ej, właśnie. Kim chcesz zostać jako dorosły? Powiedz mi, proszę. Ja chcę być liderką, wiesz? — poprosiła, po czym wróciła do tematu. — I powiedz mi przede wszystkim, czy się zgadzasz. To ważne. Czuję to.
Nagietek spoglądnął niepewnie przez okno w żłobku. Świat na zewnątrz powoli spowijała ciemność; słońce, wielkie i pomarańczowe, zsuwało się powoli po niebie, by zniknąć za horyzontem. Nocne chmury okalały już po części nieboskłon, a gdzieniegdzie przez ich grubą zasłonę dało się zobaczyć błyszczące, jasne punkciki gwiazd. Bez dwóch zdań nie była to bezpieczna pora dla dwóch samych, młodych szczeniąt; na obrzeżach miasta czyhały lisy i borsuki, w centrum jeździły zabójcze Potwory. Kolejnym problemem były uważne, chociaż w tamtym momencie zajęte sobą szczenięta z miotu; bez wątpienia chociaż jeden z nich skapnie się, jeśli Agatka bądź Nagietek będą wychodzić i naskarży mamie, czy też tacie.
Dla „przepowiedni” Agatki było to być albo nie być. Nagietek, pod wpływem głosu rozsądku mógłby przemówić siostrze do rozumu, tym samym niszcząc jej plany na krótki wypad z obozu, by szukać kolejnych znaków od Gwiezdnych. Mógł również — na co Agatka liczyła — zgodzić się z nią i wymknąć się z obozu; no, chyba że spotkaliby na swej drodze wojownika, wojowniczkę, czy też starszego, który od razu odprowadziłby ich z powrotem do żłobka…
<Nagietkowa Łapo?>
[1126 słów, Agatowa Łapa otrzymuje 11 punktów doświadczenia i 2 punkty treningu]

9 listopada 2021

Od Agatki (Agatowej Łapy) CD Jaśminki (Jaśminowej Łapy)

akcja dzieje się podczas zimy brrr zimno :(((
Panował mroźny, zimowy ranek; świat był spokojny, przykryty grubą kołderką białego puchu, acz niebywale lodowatą jak na kołdrę, która okalała wszystko; drzewa, ziemię, jezioro, magazyn… Wszystko.
Tymczasem Agatka przekręcała głowę to w prawo, to w lewo, nie wierząc w to, że jakiś szczeniak wcześniej niż ona odważył się opuścić obóz. Musiało jej się przewidzieć.
Zamrugała powoli oczami, jednak przez okno magazynu nadal widziała drzewo, a na nim wspinającą się złotą postać maleńkiego psa; Agatka kojarzyła tę suczkę, która w zasadzie była razem z nią przez większość czasu w żłobku, jednak szczerze mówiąc, nie zapamiętała jej imienia.
— Tatuś? — odwróciła swą główkę do Sowiego Pazura, który rozmawiał o czymś z Rzepakową Gwiazdą. Rosły samiec uniósł pysk, posyłając pytający wzrok w stronę córki.
— Tatuś wiedział, że jakaś suczka wspina się po drzewie?
Tatuś widocznie nie wiedział.
Sowi, widocznie zaskoczony, zostawił równie zaskoczoną partnerkę wraz z rozbawionymi zachowaniem Agatki szczeniakami i podszedł do swojej córki, która świdrowała go roziskrzonym z emocji spojrzeniem.
— Niech tatuś szybko zobaczy! — pisnęła, merdając zaciekle ogonem. Przycisnęła przy tym swój mały nosek do szyby, próbując się znaleźć jak najbliżej drzewa i, jak myślała, złotego szczeniaka; jej ciepły oddech zaparował szkło.
Wyszło idiotycznie, bo żadnego kurdupla nie było widać. Złota postać widocznie rozpłynęła się w powietrzu.
Agatka była wyraźnie zbita z tropu i, z nisko opuszczonym ogonem i oklapłymi uszami wlepiła wielkie oczy w swojego rodzica.
— Ale… Tatuś…
— Nie widzę nikogo — szczeknął, mrużąc oczy. — Chyba coś ci się przewidziało.
— Aha! Na pewno tak musiało być — Agatka szybko przytaknęła, jednak kątem oka zauważyła drobny ruch pod drzewem. — Kocham cię tatusiu i dziękuję!
Można by zaryzykować stwierdzeniem, że Sowi się uśmiechnął. Ot, tak delikatnie, powściągliwie, z pewnym dystansem do tej całej sytuacji i odszedł, z powrotem wracając do omawiania spraw Industrii z Rzepką, która, oprócz zamartwiania się klanem, musiała ogarniać biegające wokół niej puchate, krzyczące kuleczki.
Córeczka tatusia tymczasem rzuciła jeszcze okiem na tereny, które była w stanie dostrzec przez oszronioną szybę i ze spokojem upewniając się, że nikt teraz na nią nie patrzy, wyszła ze żłobka.
Serce waliło jej mocno w małej piersi, myśli pędziły, z nerwów łapy się jej ugięły. Możliwie najszybciej przeszła przez magazyn, raz niemal zostając zmiażdżona przez dwunożnego, który, niosąc kartonowe pudła, szedł prosto na nią.
Suczka w ostatniej chwili przycisnęła się do ściany, czując, jak sierść, która stanęła jej dęba, ociera się o buty przechodzącego człowieka. Stłumiła w gardle narastający warkot.
Odczekała przez kilkanaście uderzeń serca, nie będąc w stanie poruszyć jakąkolwiek część ciała; mimo że dwunożny odszedł, nawet jej nie zauważywszy, strach przykuł ją do podłoża.
Po upływie dłużących się kilkudziesięciu sekund postawiła drżącą łapą drobny krok. Potem ruszyła pędem, postanawiając, że wyjdzie z tego miejsca najszybciej, jak się da.
Dlaczego więc, chociaż się bała, w ogóle wychodziła z obozu?
Cóż, Agatka ubzdurała sobie, że zostanie bohaterką. Sprowadzi zagubione szczenię do domu, bez niczyjej pomocy, zasłuży na uznanie klanu, rodziny i — przede wszystkim — ojczulka. Dodatkowo, ponieważ była narcystyczna, uważała, że tylko i wyłącznie jej może się udać tak ryzykowny czyn, dlatego nikogo o tym nie poinformowała, nikogo nie poprosiła o pomoc; najzwyczajniej w świecie przeceniła swoje szczenięce, marne dość możliwości.
Mimo że widziała śnieg przez okno, nie przygotowała się na to, że będzie tak lodowaty; nie spodziewała się również, że w powietrzu obecna będzie ostra, mroźna woń, która wprawiała jej serce w szybszy rytm.
Przedzierała się przez śnieg, który, chociaż był cienki, wydawał jej się barierą nie do przebicia. Niestety, jak wszyscy wiemy, Agatka nie posiada powalającej orientacji w terenie, dlatego przez dłuższą chwilę włóczyła się bezsensu wokół magazynu, próbując ustalić, które drzewo widziała z okna żłobka.
Gdy w oddali zauważyła tą obsypaną ze wszystkich stron śniegiem gigantyczną roślinę, automatycznie pomachała w powietrzu parę razy ogonem i, zapominając zupełnie o śniegu oblepiającym jej brzuch i łapy, rzuciła się w jego stronę; nie dostrzegła jednak wokół niego ani jednej żywej duszy, toteż mocno zdezorientowana, przysiadła na zadzie.
— Jest tu kto? — szczeknęła ze zdziwieniem ukrytym pod rosnącym zdeterminowaniem, by odnaleźć łamiącą prawa istotę. — Widziałam cię! Wyjdź, bo zawołam mojego ojca, który jest zastępcą.
Nikt się nie odezwał, więc Agatka od razu zmarszczyła w niezadowoleniu nos.
— Jeśli wolisz, mogę zawołać moją mamę. Jest liderką.
Dopiero wtedy odpowiedział jej cichy szmer. Po paru uderzeniach serca zza ciemnego pnia wychylił się drobny, zaskakująco długi pysk z dużymi, brązowymi oczami i otaczającą je czarną maską. Agatka rozszerzyła nozdrza, wyłapując znany jej, przesycony magazynem i żłobkiem mleczny zapach.
— Kto ty jesteś? — zadała pytanie, nieufnie się cofając.
Suczka wyglądała w tej chwili tak, jakby Agatka mówiła do niej po chińsku; po chwili rozszerzyła oczy, jak gdyby właśnie zrozumiała pytanie, które padło w jej stronę. Szczerze mówiąc, złote szczenię zmarszczyło czoło; wyglądała, jakby próbowała sobie coś usilnie przypomnieć. Być może był to wierszyk, który każdy z nas powtarzał w przedszkolu, ale Agatka nie oczekiwała od swojej rówieśniczki odpowiedzi: „Polak mały”.
— Jaśminka — powiedziała po chwili, przystępując z łapy na łapę. — A ty…?
— Mam ważniejsze pytanie — Agatka pozwoliła sobie zignorować słowa Jaśminki. — Co tutaj robisz? Dlaczego wyszłaś sama z obozu? — ciągnęła tonem pełnym chłodnej uprzejmości. — Próbowałaś się wspinać i spadłaś z drzewa? Zrobiłaś to naumyślnie, bo widziałaś, że Sowi Pazur podchodzi do okna, czy jesteś fajtłapą?
Coś zamigotało w umyśle Agatki. To „coś” mówiło jej, że przesadziła, dlatego lekko się speszyła. Jaśminka jednak nie wyglądała na obrażoną. Przynajmniej na razie, bo Agatka była niczym tykająca bomba, schowana pod toną spokoju i upartości.

<Jaśminko?>
[913 słów: Agatka otrzymuje 9PD oraz 1PT]

29 października 2021

Od Agatki do Nagietka

 Nadstawiła uszu, gdy dosłyszała szmer płynącej wody, tak dziwnie pachnącej zapachem krwi.
Próbowała powstrzymać pędzące w panice łapy, gdy poczuła za sobą obcy zapach.
Piżmowa, odrażająca, przerażająco obca woń zalała jej nozdrza, przyprawiając o zawrót głowy. Wszystkie jej myśli zawirowały, z powodu paniki rozrzucone bezsensu po szczenięcym umyśle. 
Po chwili do smrodu dołączyły dogłosy łap. Początkowo były to dwie pary łap, potem trzy, następnie cztery i w końcu tupot rozbrzmiewał już sto razy głośniej niż na początku, tysiąc razy szybciej i milion razy bardziej strasznie.
Agatka płakała z przerażenia, a wiatr wiejący jej prosto w pysk osuszał piekące oczy. 
Goniące ją zwierzęta były coraz bliżej. Bała się odwrócić, chociaż czuła ich gorący oddech. Zacisnęła powieki, lecz gdy je otworzyła z powrotem, nie zważając na bestie pędzące tuż za nią, w szoku wyhamowała.
Parę kroków przed nią ziała głęboka przepaść, pusta i ciemna, cuchnąca odorem krwi. Agatka wiedziała, że nie da rady jej przeskoczyć.
Słone łzy spływały jej po pysku, rozmazując otoczenie. Słyszała głośny warkot parę długości ogona od niej, gdy jednak skierowała załzawiony wzrok w tamtą stronę, nie potrafiła niczego dojrzeć. Zamrugała oczami, jednak te pozostały ślepe. Widziała jedynie krwistą mgłę.
Nagle poczuła na sobie olbrzymie szczęki. Zęby rozdarły jej skórę, wbijając się do żywego mięsa. Agatka początkowo była w takim szoku, że nic nie czuła. Potem zalała ją fala cierpienia.
Była jak bezwładny worek, gdy kreatura, by zadaniu jej ran, rzuciła ją w przepaść. Spadała, jej sierść owiewał cuchnący wiatr, a ciało co jakiś czas obijało się o kamienie.
Z biegiem chwil powietrze jednak stawało się chłodniejsze, orzeźwiające. Suczka powoli otworzyła oczy, a chwilę potem zwolniła; opadała teraz jak lekkie, błyszczące piórko. Rany na jej ciele zniknęły. 
Zamrugała, z ulgą stwierdzając, że widzi. Na jej pysku malował się wspaniały uśmiech, gdy rozglądnęła się z radością po otoczeniu; leżała na zielonej łące usianej kwiatkami. A otaczał ją świat godny My Little Pony.
Popierdolony sen.
***
— No, I wtedy otworzyłam oczy, a otaczały mnie latające kolorowe motyle — pokiwała w skupieniu głową, z dumą obserwując reakcję swojego brata na jej wspaniały sen.
Słońce jeszcze nie wzeszło, a Agatka, gdy tylko się obudziła po swoim śnie, i gdy ogarnęła, że to nie działo się naprawdę, pokonała strach i wstała z legowiska, postanowiła podzielić się swoim doświadczeniem z kimś bliskim.
Normalnie pierwszą osobą, która dowiedziałaby się o tym wspaniałym wydarzeniu, byłby tatuś. Ale Agatka, nadal roztrzęsiona, nie chciała pokazywać się w takim stanie ojcu, w obawie, że Sowi uzna ją za mięczaka i nigdy nie zostanie wojowniczką. 
Siostra Węgorzyk czy brat Kłaczek nawet nie wchodzili w rachubę. Nigdy nie wybaczy im tego, że jeszcze dzień temu przyłapała ich na zabijaniu żuczka. Biedny, nieżywy robaczek. Na samo wspomnienie suczka pociągnęła nosem.
Doszła do wniosku, że obudzi Górkę albo Lipkę.
Potruchtała parę kroków do śpiących sióstr, podskakując za każdym razem, gdy jej pazury stukały o zimną podłogę. Czyli praktycznie cały czas; przemieszczała się jak piłeczka pingpongowa.
— Górko? Lipeńko?
Cisza.
Agatka przełknęła ślinę, a białka jej oczu zamigotały w ciemności. Wyciągnęła przed siebie łapę, w ostateczności dotykając swoją poduszką najpierw czarnej siostry, a potem brązowej.
Górka nie zareagowała zupełnie. Nic. Zero życia. Natomiast Lipka przewaliła się na drugi bok, cicho pochrapując.
Córeczka tatusia stała tak nad nimi, kalkulując w głowie, czy opłaca się je dalej szturchać. Bała się ich gniewu, bała się ciemności, a jednocześnie bała się, że zapomni swojego snu. Że nikt go nie usłyszy.
Z warknięciem pełnym złości oddaliła się od nich, kierując się w stronę Nagietka. Został jeszcze on. Niemal natychmiast po dotknięciu go nosem, Agatka wymruczała jego imię; pies rozciągnął we śnie łapy i zatrząsnął uszami.  
Suczka straciła już cierpliwość. Przysunęła swój pysk do głowy brata, sycząc niewyraźne słowa prosto do jego ucha.
Nagietek zerwał się, uderzając swoim barkiem o jej pysk. Odskoczyli od siebie, przestraszeni nagłym ruchem. Potem zmierzyli siebie spojrzeniem, a ostatecznie uspokoili po kilkunastu uderzeniach serca. 
I tak oto teraz rozmawiali. 
Wracajmy do ich dyskusji:
— Wiesz co, Nagietku — Agatka kontynuowała swój wywód, po opisaniu polany w jej śnie. — Myślę, ze to był znak od Gwiezdnych.
Nie, nie był. Jednakże Agatka żyła w nadziei, że urodziła się do wielkich czynów, a przodkowie ją wybrali do przywództwa, ratowania życia innych, bycia wspaniałą wojowniczką, jedyną, wybraną. 
Nagietek poruszył się niespokojnie, waląc brunatnym ogonkiem o podłogę.
— Naprawdę tak myślisz?
Suczka widziała jego podekscytowanie, co podziałało także i na nią. Zamiast martwić się, czy rzeczywiście był to znak, poczuła głęboką pewność, że właśnie Gwiezdni zesłali jej omen.
— Naprawdę — szczeknęła cicho, starając się nie obudzić śpiącego rodzeństwa, lecz z niebywałą pewnością w głosie. Jej oczy zabłyszczały. — A teraz musimy zinterpretować treść tego snu, a potem ją wypełnić, niczym przepowiednię. Nagietku, jesteśmy wybranymi.
Posłała mu skąpy uśmiech. Jeszcze nigdy w swoim krótkim życiu nie czuła się tak zmobilizowana do działania.
<Nagietku? Przepraszam za zwłokę>
[786 słów: Agatka otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

22 października 2021

Od Agatki do Sowiego Pazura

Agatka, wraz z przybieraniem na masie i rośnięciem „jak na drożdżach”, stawała się coraz bardziej ciekawska; z nowo narodzonego płodu przeistoczyła się we włochatą, dwuksiężycową kuleczkę.
— A tatuś wie, gdzie odbywają się zgromadzenia klanów? — zapytała się Sowiego Pazura, pewnego brzydkiego, zachmurzonego ranka. Wszystkie legowiska były tak grube, jak nigdy dotąd, wyczyszczone i ocieplone na tyle, ile się tylko dało. Zawsze, gdy młoda suczka chciała się położyć, tonęła w morzu szmatek, zamarzniętego mchu i ścinek kartonów. Tym razem było identycznie; ledwo postawiła krok na posłaniu w żłobku, łapy się jej zapadły, a ona lekko się zachwiała.
Podniosła wzrok na Sowiego, który obserwował ją z góry. Jego brązowa głowa z czarną maską przekrzywiła się, a oczy bacznie ją obserwowały. Zamerdała niepewnie ogonem i chwiejąc się, usiadła w legowisku.
— Niech tatuś mi opowie, jak to jest — zażądała, łapami uklepując z emocji posłanie. Po uderzeniu serca zawahała się, po czym dodała stanowczym tonem: — Proszę.
Sowi Pazur przejechał po niej wzrokiem, po czym rozchylił szczęki, by odpowiedzieć.
— Zgromadzenia odbywają się na Gwiezdnym Szczycie — zaczął. — Spotykają się tam wszystkie cztery klany.
Cztery? Jak to cztery? Szczenię szybko przeliczyło w myślach wszystkie znane sobie nazwy: Industria, Tenebris, Fentus i te okropne Wlumine, które biło się z jej ojczulkiem. Zmarszczyła brwi, gdy przypomniała sobie, jak mamusia opowiadała jej o bitwie Płomiennych z Wodnymi, podczas której Sowi wykazał się wspaniałym męstwem. Z zadowoleniem przemknęło jej przez myśl, że jej tata to zajebisty gość.
— A… Bezgwiezdni? — Agatka, wyraźnie zaintrygowana, przekręciła głowę. — Oni nie istnieją? Nie lubimy ich?
— Oni też czasem się pojawiają — chociaż zastępca spiął się i najpewniej miał ochotę powiedzieć coś zupełnie innego, kontynuował. — Nie wierzą w Gwiezdnych, ale i tak przychodzą.
,,Jak można nie wierzyć w Gwiezdnych? Przecież i tatuś kiedyś pójdzie do przodków, i mamusia, i ja sama, i wszyscy inni. To oczywiste’’.
— A tatuś wierzy…? — zadała pytanie, po czym, przerażona swoją bezmyślnością, sama odpowiedziała: — Tatuś wierzy. A tatuś powie mi jeszcze o tej wojnie? O tej bitwie z Wlumine, wie tata. Proszę.
Sowi Pazur westchnął, kładąc się, jakby z góry zakładał, że spędzi tu jeszcze trochę czasu. Agatka nie poruszyła się ani o milimetr, a jedynie zamrugała oczami; czekała na odpowiedź, ale również była w pełnej gotowości do, w razie odmowy, grzecznego trucia ojcowskiej dupy.
— Dawno, dawno temu-
— A jak dawno, a jak dawno?
Partner Rzepki przewrócił oczami, na co Agatka sapnęła; to chyba dobrze, że chce wiedzieć, prawda? W końcu jej mamusia wie, że jest matką. Tatuś wie, ze jest tatusiem. Agatka wie, że jest Agatką. Więc i ona powinna wiedzieć, kiedy wojna była, bo wojna wie, kiedy-
Nie, to tak nie działa. Ale dla dwuksiężycowego szczeniaka — a przynajmniej dla Agatki — świat jest tak banalnie prosty.
— Uh — Sowi Pazur namyślił się i przejechał językiem po zębach w pełnym skupieniu. Zmrużył oczy, po czym potrząsnął głową. — Kilkanaście księżyców temu. Wtedy, kiedy jeszcze ciebie ani twojego rodzeństwa nie było na świecie.
— A Ciepły i Omszony żyli?
Wojownik kiwnął twierdząco głową, momentalnie powodując ekscytację i niedowierzanie, które namalowało się na ciemnej, szczenięcej mordce.
— Serioo? — Agatka wytrzeszczyła oczy. — Ojej! — po chwili opamiętała się, poważniejąc; w końcu Sowi był poważny, a z takiego ojca należy brać przykład (i potem przeklinać jak Omszony).
— Nawet walczyli w bitwie.
Tu już suczka nie wytrzymała. Najpierw zadygotała, potem otworzyła szeroko pysk, a na koniec, dygocząc i wywalając język jednocześnie, skoczyła przed siebie, najdalej, jak potrafiła; czyli jakąś niecałą długość myszy.
— I robili o taaak? — zadała pytanie, demonstrując… Gwiezdni wiedzą co, najpewniej jakiś atak polegający na odsłonięciu brzucha, szyi i wszystkich wrażliwych miejsc, by dwa razy kłapnąć w powietrzu zębami.
Sowi nie zdążył cokolwiek powiedzieć, bo jego córeczka, zawzięcie gryząc wymyślonego Wodnego zębami, nagle zapadła się wyjątkowo głęboko w posłaniu, tracąc równowagę. Runęła do przodu, upadając na pysk.
W głowie jej huknęło, po czym zaczęło pulsować; powieki jej zadrżały i zaczęły błyskawicznie mrugać, by zatrzymać łzy.
Wtem poczuła na karku zaciśnięte szczęki, które delikatnie pociągnęły ją, by wstała. Suczka uniosła zapłakane oczy, które dostrzegły brązowo-czarny pysk jej ojca.
— Nic się nie stało — burknęła, przełykając ślinę. Po kilku uderzeniach serca, kiedy opanowała swój głos, by ten nie był tak płaczliwy i urywany, zadała pytanie: — Myśli tata, że wygrałabym z wojownikiem Wodnych?
Widziała zastanowienie w oczach Sowiego Pazura i gdy ten otwierał pysk, ta przestraszyła się, że powie jej coś, co jej się nie spodoba. W pierwszej chwili chciała przerwać ojcu, jednak potem doszła do wniosku, że prawdziwi wojownicy nie boją się niczego. Tym bardziej wspaniałego ojczulka i jego słów.
— Hm — chrząknął, przyglądając się szczeniaczkowi uważnie. Po chwili ciszy, podczas której Agatce przeszło przez myśl, że umrze z niepewności, zastępca kontynuował: — Jeśli będziesz tylko pracowała nad równowagą, powinnaś zostać wielką-… Kim chcesz być?
— Najpierw zastępcą, tak jak tata, potem przywódcą, tak jak mama — odpowiedziało zawzięcie upierdliwe stworzenie. Sunia zamrugała oczkami, stukając o podłoże łapką. Po krótkim niezdecydowaniu, czy coś jeszcze dodać, wyprostowała się na baczność, milcząc. Jedynie obawa w jej oczach zdradzała jej myśli, co odpowie jej tatuś.
— Więc pracuj nad swoją równowagą, byś się nie wywracała więcej razy.
— Ale tatusiu! — szczeknęła z stanowczością i odrobiną złości. — Ja mam równowagę bardzo dobrą! O, patrz, patrz! — poleciła, unosząc przednią łapę do góry, a pozostałymi trzema stojąc na ziemi. Zachwiała się raz i drugi, aż w końcu Sowi Pazur musiał ją podtrzymać, by znów się nie wyjebała na ryjek.
— Tatuś, ja mam gorsze strony, niż moja równowaga. Ale ją też będę ćwiczyła, by tacie nie było smutno. Ja mam prośbę — tutaj skrzywiła się, spotykając pewien opór w swojej naturze, która, mimo jej wieku, zabraniała jej przyznawać się do słabości. — Niech tatuś nauczy mnie dobrej orientacji w terenie. Nie chcę się już gubić — szepnęła cichutko.
Po krótkiej ciszy, podczas której dało się słyszeć jej bicie serca, Agatka podeszła do ojczulka jeszcze bliżej i, ku jego zmieszaniu, lecz i także pewnej uległości, postawiła swoją drobną łapkę na jego kończynie.
— Grzecznie proszę. — dodała stanowczo.
 
<Sowi Pazurze?> 
[1014 słów: Agatka otrzymuje 10PD]