Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jasna Gwiazda x Pajęcza Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jasna Gwiazda x Pajęcza Łapa. Pokaż wszystkie posty

26 sierpnia 2021

Od Jasnego Serca CD Pajęczej Łapy (Pajączka)


Jasny zawsze był dumny i wiedział, że będzie dumny z wyborów jego dzieci. Jednocześnie był ojcem. Który ojciec nie chciałby mieć dziecka medyka?
— Czy ja kiedyś mówiłem ci o mojej mentorce? — zapytał.
— Nie, chyba nie…
— Nazywała się Beżowa Koniczyna. Umarła dawno, dawno temu. Była bardzo silna i mądra. Uważała, że każdy powinien wiedzieć co nieco o kwiatkach. Nawet powtarzała, że każdy wojownik powinien raz na jakiś czas pójść do Medyka i posłuchać o roślinach.
— Brzmi miło.
— Była miła. Bardzo ją lubiłem.
Bezowa Koniczyna cudem dożyła jego mianowania, dręczona przez chorobę. Żałował, że nie mógł mieć z nią chociaż ciut więcej czasu, na pewno miałaby jakieś porady, które mogły wyjść tylko z pyska Beżowej.
— Lubienie kwiatków to nic złego. Nie każdy musi być przecież dzikim, dzielnym wojownikiem. Klan potrzebuje wszelkiego rodzaju psów. Może akurat twoim przeznaczeniem nie jest bycie wojownikiem, a medykiem? — Oczka Pajączka aż się rozświetliły.
— Naprawdę? Myślisz, że mogę być medykiem? Ja?
— A czemu nie. To cię interesuje, a ty jesteś mądry i pracowity, na pewno dasz radę.
Patrząc po uśmiechu Pajączka, chyba zrobił coś dobrze. Tymczasowo temat ucichł, ale zbliżał się magiczny szósty księżyc i mianowanie. Jasny rozmawiał o tym trochę z Białą Gwiazdą, ale niewiele. Kiedy Pajączek zapytał, czy może iść z nim na patrol, nawet się nie kłócił. Wcześniej już zabierał pozostałe dzieci, czasem całą grupę. Był sprawny, a sytuacja na tyle spokojna, że nawet się o nie nie bał.
Rozmawiali o wszystkim i o niczym, aż nie doszli do granicy z Bezgwiezdnymi. Tam zauważył znajomy kształt.
— Dzień dobry Bobrze — powiedział Jasny uprzejmie. Spotkał go parę razy, gdy obaj mieli patrol po swoich stronach granicy. Był miłym, młodym samcem.
— Dzień dobry Jasne Serce. Dziś masz ze sobą małego towarzysza — powiedział, wskazując na malucha.
— Dokładnie. Mój syn, Pajączek.
— Czy ty wciąż jesteś szczeniakiem? — zapytał niewinnie. Na szczęście Bóbr nie zdawał się chować urazy.
— U nas jest tylko jedno imię.
— Tłumaczyłem ci to kiedyś — przypomniał Jasny. — Bezgwiezdni…
— A, dobra, dobra, pamiętam — odpowiedział maluch, wciąż radośnie merdając ogonkiem. Jasny wiedział, że wszystkie dzieci mają w sobie jakiś poziom bycie słodkimi, ale jego były lepsze.
— Widzę, że z twoimi oczami już lepiej — zauważył. Ostatnim razem, gdy widział Bobra, były one całe czerwone. Samiec od razu przyznał, że je sobie podrażnił. Ta jego szczerość kiedyś miała go zgubić, Jasny był tego pewien. Pies już na początku, przy pierwszym spotkaniu powiedział, że chociaż jest dla niego uprzejmy, to mu nie ufa. Jasne Serce czuł to samo, ale wiedział, że takich rzeczy się nie wypowiada na głos.
— Tak, na szczęście. Medyk się tym zajął.
— Ten mój malec może sam zostanie uczniem Medyka — powiedział Jasny, nie mogąc się powstrzymać.
— Gratulacje — odpowiedział Bezgwiezdny. Jasny uznał, że to dość pogadanek, bo Pajączek wyglądał na lekko zażenowanego. Pożegnali się i, jak już odeszli kawałek od granicy, Pajączek się odezwał.
— Lisi Wrzask mnie nie chce.
— Słucham. — Jasny aż się zatrzymał. — Jak to cię nie chce?
— Podsłuchałem, jak rozmawiał z Ciemnym Kłem, że nie chce mieć żadnych uczniów.
— Skarbeńku, nie słuchaj go. Lisek bywa wrednym ch… chrabąszczem, ale każdy medyk ma w końcu mieć ucznia. Jeśli Gwiezdni powiedzą tak, to ty nim zostaniesz. A coś czuje, że chcą. Będziesz najbardziej wojowniczym medykiem, jakiego widział świat!

<Pajęcza Łapo?>
[526 słów: Jasne Serce otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia, Bóbr zostaje wyleczony]

24 sierpnia 2021

Od Pajączka (Pajęczej Łapy) CD Jasnego Serca

Pajączek nasłuchiwał swoimi oklapniętymi uszami. Adrenalina zaczęła pracować, a jego małe serduszko biło bardzo szybko. Był podekscytowany! Co to mogło być?! Może jakiś inny szczeniak? Może będzie chciał się bawić! Albo porozmawiają! Pająk kochał pogaduszki, tak samo, jak mizianie za uszkami, albo wspólne szukanie pięknych kwiatków... 
— Może to jakiś piesek — szepnął optymistycznie. 
— Nie wiem — odparł jego tata. — Leż tutaj, poczekamy, aż przejdzie. 
— Ale trzeba się z nim przywitać! — odparł cierpliwie. — To kultura, tato! 
Jasne Serce przewrócił oczami. Nie zamierzał ryzykować, patrząc tylko na to, że jego syn powołuje się na kulturę zachowania. Mógł być tam pies, ale mógł to być też lis, z którym nie byłoby wesoło. 
Pajączek z kolei wiercił się jakby robaki miał w tyłku. Korciło go, żeby sprawdzić, co tam jest, ale cóż, tata nie pozwala, a on jako złote dziecko się słuchał. Więc po prostu hamował swoją wielką chęć na rzecz bycia posłusznym. Cudowny synek, no nie? 
*** 
 Po jakimś czasie Jasne Serce nie słyszał nic, więc podniósł się, rozglądając uważnie. Stary wojownik dał znak młodziakowi, a Pajączek wystrzelił jak z procy. Natychmiast poleciał obwąchać tamto miejsce, ale zapachy nic mu nie mówiły. Zresztą, nawet nie wiedział, czy był przy dobrej kępce trawy. 
— Co robisz? — zapytał Jasny. 
— Tropię! — odparł poważnie. — Ale mi nie wychodzi... 
— Haha, masz jeszcze czas na naukę. Niedługo zostaniesz uczniem — wytłumaczył starszy. 
Oczy Pajączka pojaśniały. 
— I będę umiał takie super rzeczy? 
— Nawet więcej. 
— O kurczaki! — Otworzył pyszczek zszokowany szczeniak. 
Ruszył przed siebie, depcząc jakąś roślinę. 
— To... Szałwia. — rzucił do siebie, ale na tyle głośno, by ojciec usłyszał. 
— Lubisz rośliny? — zapytał. 
— Uh... Nie wiem! Lubię, ale nie lubię... — Zaczął kręcić. 
Sam nie wiedział, czego chciał. Jego głównym zajęciem było patrzenie, jak kwitną kwiaty, a później zrywanie ich i nazywanie. Starsi wojownicy mu pomagali, bo znali niektóre zioła dzięki wizytom u medyka. Stąd na przykład znał szałwię. Niestety nie pamiętał, kto mu wyjawił nazwę tej sekretnej rośliny. 
— Wszyscy jesteście silnymi wojownikami... Też bym chciał — mruknął tylko. — Ale rośliny też lubię... 
Zawiesił głowę, patrząc na szałwię w jego łapkach. Przecież normalnym było, że zostanie uczniem wojownika, a później silnym, wielkim psem. Nie było chyba innej drogi życiowej, prawda?

<Jasny?>
[351 słów: Pajączek otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

6 sierpnia 2021

Od Jasnego Serca do Pajączka

Wilczy Wicher zgodził się na spotkanie przy granicy Tenebrisu. Zazwyczaj to Jasne Serce przychodził do niego, ale od czasu wypadku zmienili swoje zwyczaje. Powiedział mu o dzieciach trzy tygodnie księżyc po ich narodzinach, by nie było żadnych powodów, by łączyć ich narodziny ze zniknięciem Uszki. Dziękował wszystkim gwiezdnym, że żadne z dzieci nie było do niej podobne.=
— Nasz medyk zachorował.
— Przykro mi to słyszeć — odpowiedział Jasny. Jego rany po 
— Poradził sobie. Podgrzybek to dobry medyk, a teraz nie ma czasu na odpoczynek. Nie w obecnej sytuacji.
Jasny pokiwał łbem. Słyszał o ich wojnie z Industrią. Wiedział, że Wilczy w niej nie uczestniczył. Nie sądził, by istniała jakakolwiek siła, która wciągnęłaby go w kolejną wojnę. Przeżyli jedną, żaden z nich nie chciał dopuścić do drugiej. Dlatego właśnie Jasne Serce pozbył się Malwowego Ogonu, gdy tylko miał okazję. Świat może nie był idealny, ale póki trwał pokój, chciał utrzymywać obecny stan rzeczy. Przyjrzał się bratu. Wyglądał staro, może to przez jego szarą sierść. Może to przez zmęczenie w oczach.
— Czy któreś z twoich…
— Nie. Moje dzieci w tym nie uczestniczyły, Bursztynowa też nie.
— To dobrze — odparł Jasny. Zasłużył sobie tym na delikatny uśmiech. Coś jeszcze siedziało mu w głowie, widział to. Czekał, aż postanowi mówić, nie naciskał. Jak za dawnych czasów. Jasny zawsze był tym, który otwierał serce i czekał, czy ktoś postanowi zrobić to samo.
Miał ochotę powiedzieć mu o Jazgocie. O Burzy. Może o Płomiennym, jego podejrzeniach, o Malwowym Ogonie. Chciał usiąść i rozmawiać. Nie przez granicę, nie raz na księżyc, jeśli żaden z nich nie był zajęty.
— Moje starsze dzieci… widziałem się z Jeżogłówką i Szpakiem. Czy słyszałeś coś od Cichociemnego? 
— Widziałem go. Jest cały. Wszyscy są cali. — Wilczy pokiwał łbem, ale to nie było to. 
— Czy… czy coś się stało u ciebie w rodzinie? — Widział, jak brat się waha. Jakby walczył z samym sobą, żeby nie powiedzieć za dużo. Jasny chciał go przytulić, chciał zaproponować wycieczkę nad rzekę, by tam móc obiecać, że wszystko będzie dobrze. Wilczy pokręcił łbem i spojrzał mu w oczy.
— Moja córka… 
Serce Jasnego zaczęło bić szybciej. Czy Uszko mu powiedziała, przecież on nie może wiedzieć. Czy on sam się czegoś domyślił. Czy…
— Tato!
Co.
— Pajączek? Pajączek, co ty tu robisz? Wojowniczy miał cię pilnować!
— Wojowniczy? — Odwrócił się. Wilczy Wicher patrzył to na jednego, to na drugiego z nich, próbując zrozumieć scenę, która się przed nim rozgrywała.
— Wojowniczy musiał iść do Białej, więc przekazał mnie Poziomkowemu.
No tak, Wojowniczy nie nauczył się jeszcze, że Poziomkowemu nie wolno z niczym ufać. 
— To jeden z twoich dzieciaków, tak? — zapytał Wilczy.  — Jestem twoim wujkiem, nazywam się Wilczy Wicher.
Jego głos, jego głos brzmiał tak… cichutko. Patrzył na swojego wnuka. Jasny tak bardzo chciał mu powiedzieć prawdę, tak bardzo chciał, chociaż odrobinę, osłodzić mu życie. A Wicher patrzył tylko na niego smutno. On wiedział. On wiedział, prawda? Jasnemu gula stanęła w gardle.
— Miło było cię zobaczyć, Jasny. Mam nadzieje… mam nadzieje, że potem przedstawisz mi pozostałe dzieciaki. — Mógł jedynie pokiwać głową. Nie rejestrował, co Pajączek do niego mówi, póki Wilczy nie zniknął między domami.
— Taaaaato.
— Hm? — Spojrzał na malucha. 
— Dziwnie się zachowujesz.
— Dziękuję, wiem. 
— To nie był komplement — odpowiedział Pajączek, marszcząc swój mały nosek. Jasny uśmiechnął się, atmosfera trochę się rozluźniła, ale i tak czuł ciężar na sercu. Obiecał. Obiecał i obietnicy dotrzyma, Wilczy nie może się dowiedzieć, póki Uszko sama mu nie powie. To wcale nie sprawiało, że było mu łatwiej.
Poziomkowy ich odnalazł, ale Jasny kazał mu spadać na drzewo. Już go nie potrzebował do opieki nad dzieckiem, skoro ono samo go znalazło. Musiał przypomnieć Jasnemu, żeby nie zostawiać nikogo z maluchów u Poziomkowego. Trzeba było zrobić to na tyle delikatnie, żeby młodzik nie myślał, że jest zły. Nie mógłby znieść tego smutnego wyrazu pyska, który przybiera, myśląc, że kogoś zawiódł.
— No dobra, kochaniutki, przeszedłeś już taki kawał drogi, to nie ma co wracać wprost do żłobka, prawda? — Widział, jak ogonek zaczął mu merdać na wszystkie strony. Reszta siedziała z ciotką Jasnego, więc nie musieli się śpieszyć aż tak bardzo. Tylko Pajączek poszedł z Wojowniczym szukać rzeżuchy, czy czego tam Lisek potrzebował. Jasny miał cichą nadzieję, że to zainteresowanie ziołami przerodzi się w chęć zostania medykiem, nie narkomanie.
— Dobra mój Kochaniutki, to co, ścigamy się? Do drzewa. Trzy…
— Poczekaj, przygotuję się!
— Dwa.
— Taaaato — jęknął Pajączek, ale ustawił się obok i ugiął łapy.
— Jeden, start! 
Pająk wystrzelił. Jasny pozostawał tuż przy nim. Biegł tak, by fory nie były zbyt oczywiste. Pajączek starał się pracować swoimi małymi łapkami, jak tylko mógł, ale wciąż był tylko szczeniakiem. Ostatecznie Jasny wygrał, ale nie pozwolił, by to było zwycięstwo o więcej niż o głowę.
— Wygrałem! — zawołał radośnie. Pajączek prychnął, ale nadal się uśmiechał. Jasny znał ten uśmiech, jego dzieciaczek coś knuł. 
— Ha! — Szczeniak wskoczył na niego.
— O nie! O nie, atakuje mnie! Pomocy! — zachwiał się teatralnie, to na jeden, to na drugi bok.
Słyszał, jak Pajączek śmieje się na jego plecach. Ostatecznie upadł na miękką trawę. Objął szczeniaka łapą, przytulając, ot tak, bo czemu nie. Jasny też miał za mało przytulasów w swoim życiu.
To byłaby bardzo idyliczna scena, gdyby nie dźwięk, który nadszedł z ogrodu za nimi. Jasny odwrócił się, przyciskając Pajączka lekko do ziemi.
— Leż — polecił. — Nie wiem co to.

<Pajączku?>
[909 słów: Jasne Serce otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]