Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokrotkowy Płatek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokrotkowy Płatek. Pokaż wszystkie posty

27 lutego 2022

Miot w Tenebris! [Cytrynowy Liść x Stokrotkowy Płatek]

historia

Czy Stokrotkowy Płatek lub Cytrynowy Liść, zastępca Tenebris, spodziewali się, że ich dopiero rozwijająca się relacja i wiążące się z nią schadzki będą miały jakiekolwiek daleko idące materialne skutki? Niekoniecznie.
A jednak, teraz owe skutki powoli rosły w brzuchu Stokrotkowej, co niechętnie potwierdził jej własny brat, klanowy medyk.
I choć zarówno ona, jak i Cytrynek, nie planowali jeszcze zakładać rodziny, razem zdecydowali, by urodzić i wychować ich wspólny miot.

aparycja
Wielkość psa:
○ średnia, duża
Uszy:
○ stojące
Długość sierści:
○ półdługa
Kolory:
○ solid czarny
○ solid brązowy
○ solid dowolny odcień rudego
○ solid biały (może być więcej, niż jeden na miot!)
○ dowolny odcień rudego z czarnym sable
○ dowolny odcień rudego z brązowym sable
Wszystkie powyższe muszą mieć znaczenia irish spotting
 
formularz
Aby zarezerwować miejsce w miocie, należy wypełnić poniższy formularz i wkleić na przeznaczonym do tego kanale na serwerze.
Uwaga! Miot rodzi się 20 marca i oficjalnie pojawi się wtedy na stronie, ale kartę postaci należy odesłać do 18 marca
Imię szczeniaka:
Płeć:
Kontakt: (discord, ewentualnie mail/howrse)
 
zapisani
1. Listek, pies
yender#3602
2. Zakwitka, suczka
JustToBe#8776
3. Drozd, pies
•floweryheart•#7579

22 stycznia 2022

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

— Cytrynowy Liściu... Ja...
Stokrotkowy Płatek wierciła się nerwowo w miejscu, przebierając łapą w jakiejś kupce liści i ogólnie sprawiając wrażenie, jakby miała się przewrócić. Wszystkie jej zmysły krzyczały "Przestań, kompromitujesz się!". Chciała jakoś nad sobą zapanować. W podenerwowaniu wypływały z niej kolejne niemające sensu słowa, i po wypowiedzeniu każdego żałowała, że w ogóle otworzyła pysk. Zaraz zacznie się jeszcze trząść i Cytrynowy Liść w ogóle straci resztkę szacunku do niej. Zmusiła się do ustania mniej więcej w miejscu, choć nadal mięśnie jej ciała nerwowo rwały się we wszystkie strony. Stała ze spuszczonym łbem przed psem, bojąc się spojrzeć mu w oczy.
— Cytrynowy Liściu, chodzi o to, że ja...
Nerwowo przebiegła wzrokiem po kałużach i rozciapanych liściach.
— Ty...
Miała ochotę skulić się w kłębek i piszczeć z bezsilności.
— Przepraszam, Cytrynowy Liściu.
Jakiś impuls jej kazał podnieść wzrok i skierować go na oczy Cytrynowego Liścia. Były takie spokojne. Cudownie spokojne. Miały kolor zimowego nieba w te ciche poranki.
— Tak, Stokrotkowy Płatku?
Nadal zatopiona w oczach Cytrynowego Liścia i nie śmiąc oderwać od nich oczu, powiedziała, na początku powoli, a potem coraz szybciej, jakby chcąc jak najszybciej pozbyć się tych słów.
— Kocham cię, Cytrynowy Liściu.
Co teraz zrobić? Stać i się uśmiechać? Czekać na nie wiadomo co? Powiedzieć, że to głupi żart? Skulić się i powtarzać przepraszam w kółko, aż ochrypnie? Ta ostatnia opcja wydawała się całkiem ciekawa i właściwie to suczka zaczęła się nad tym zastanawiać. O ironio, tak jak wcześniej nie mogła przestać się wiercić, teraz bała się ruszyć. Stała jak jakaś rzeźba Dwunogów w parkach, ustawiona w dziwnej pozie i czując zimno i chłód liści, wilgoć przenikającą jej futro, ale jednocześnie czując się tak odległa od tego.

<Cytrynowy Liściu?>
[283 słowa: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 2PD]

3 grudnia 2021

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

Skip od ostatniego opowiadania Cytrynka do czasu teraźniejszego

— Nie dogonisz mnie! — szczeknęła radośnie Stokrotkowy Płatek. Wykonała jeszcze parę susów i zarzuciła łbem w stronę goniącego ją Cytrynowego Liścia. Oba psy biegały w jakimś ludzkim parku, powodując hałas godny szczeniaków, nie wojowników.
— Jeszcze zobaczymy! — warknął, udając powagę. 
Suczka znowu szczeknęła z rozbawieniem i przyspieszyła. Ledwo mogła złapać oddech z powodu biegu albo śmiechu.
— Poddaję się — wydyszała w końcu, gdy odległość między nimi zmalała znacząco. Padła na błotnistą trawę. Jej futro nasiąkło wilgocią, ale w tym momencie miała to gdzieś. Patrzyła z rozbawieniem na Cytrynowego Liścia.
— Ha! Wiedziałem, że uda mi się cię dogonić.
Pies pochylił się nad nią z udawaną wyższością w oczach, jednak nie dało się zamaskować rozbawienia w jego oczach. 
— Teraz ja będę gonił czy chcesz odpocząć? 
Stokrotkowy Płatek nie odpowiedziała, ale jej nierówny oddech zrobił to za nią. Próbowała go uspokoić, aby kiedy jej już się to uda, poderwać się do następnej dzikiej gonitwy po trawniku. Patrzyła na Cytrynowego Liścia tak jak on na nią — z radością i rozbawieniem. Nie wiedziała, jakie uczucie każe zachowywać się tak w towarzystwie wojownika, ale wiedziała o nim jedno — lubiła ten stan. Lubiła przebywać w towarzystwie Cytrynowego Liścia. Czuła, że może powiedzieć i zrobić z nim wszystko. Po prostu tak dobrze jej się z nim przebywało… W jej naturze leżała dociekliwość i pewnie zwykle starałaby się dociec, jaki jest status tych relacji. Parę razy próbowała się nawet nad tym zastanawiać, jednak kiedy tylko patrzyła w jego oczy, porzucała wszelkie zastanowienia w myśl "Dobrze jest, jak jest!" — że nie warto było zrozumieć, co jest między nimi, ale żyć chwilą i tym szczęściem, jakie daje.
— Gotowa?
Stokrotkowy Płatek czekała na tę chwilę. Poderwała swoje ubrudzone błotem, ziemią i trawą ciało, aby znowu zacząć biegać opętańczo ze śmiechem na pysku.
<Cytrynowy Liściu?> 
[287 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

10 września 2021

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

Dzieje się to serio dawno, w zimie, niedługo po śmierci Bolesnej Łapy
Śnieg chrzęścił pod ich łapami, gdy brnęli w śnieżnobiałej brei, miejscami zabrudzonej przez ludzi i przeróżne nieczystości. Cytrynowy Liść wydawał się nieobecny. Trząsł się z zimna, stąpając po śnieżnej pokrywie, ale jego wzrok błądził, nie skupiając się na otoczeniu i przywołując myśl, że jest bardzo daleko stąd. Ich oddechy, na mroźnym powietrzu zmienione w drobne chmurki z pary, kłębiły się, mieszały i znikały, wędrując ku czarnemu nieboskłonowi. 
— Wróciliśmy do ruin — szepnęła, kiedy znaleźli się w pomieszczeniu. Było tu cieplej niż na dworze, więc lód i śnieg zaczął topnieć i skapywać z ich futer. 
Odprowadziła Cytrynowego Liścia do legowiska, a potem pod jego posłanie. Powiedziała mu „dobranoc”, ruszyła w stronę własnego posłania, starając się nie potrącić żadnego ze śpiących wojowników Tenebris. Parę coś wymruczało przez sen, ale większość spała. Byli chyba jedynymi, którzy wracali tak późno. Tak, było późno, i powinna iść spać. Jednak nie zasnęła. Cytrynek patrzał wokoło pustym wzrokiem, może też próbował zasnąć. To bez wątpienia był dzień pełen wrażeń – jednak nie w pozytywnym sensie. Nie dziwiła się Cytrynowemu Liściowi, że nie mógł zasnąć. Jak ona sama by się czuła po stracie ukochanej osoby? Jak by się czuła... po stracie... hm... Kogoś z jej rodzeństwa? Lub Białej Gwiazdy? Nie była pewna, jakby zareagowała. No... w końcu to rodzina, więc pewnie źle. A wyraźnie Bolesny był Cytrynowemu Liściowi bliższy niż brat, czy jak się to tam mówi. Sama nigdy nie miała partnera, ani nie była zainteresowana żadnym wojownikiem czy wojowniczką w sensie romantycznym. Trochę śmieszne, bo była około dwa razy starsza od Cytrynowego Liścia. I... chyba nie zazdrościła posiadania partnera, skoro wiąże się to z takim ryzykiem jak rozstanie lub śmierć ukochanej osoby. Cytrynowy Liść musiał bardzo kochać tego psa z Industrii, że podjął to ryzyko. Tak to chyba było – że dla miłości wszystko, czy coś w tym rodzaju... Stokrotkowy Płatek czuła dumę, że podjęła się na pewno niełatwego zadania wspierania psa, ale też odczuwała niepokój. O przyszłość. O Cytrynowego Liścia. Jak on sobie poradzi? Załamie się zupełnie, czy jakoś da radę? Musi dać radę, musi – powtarzała te słowa jak mantrę, starając się odegnać niepokój. 
Myśli krążyły w jej głowie, tworząc nieopisany chaos, zanim przeanalizowała jeden problem, pojawiał się kolejny. Poczuła się zmęczona. To nie był znowu taki długi dzień, ani specjalnie męczący – przynajmniej fizycznie – jednak poczuła się jak po przebiegnięciu całego ludzkiego miasta. Mimowolnie się uśmiechnęła. Jeszcze rano jej największym problemem było wybranie między ryjówką a muszą do zjedzenia. Teraz, oprócz swoich, co prawda nic nieznaczących kłopotów, przejęła część ciężaru Cytrynowego Liścia. Nie, żeby coś... ale myślała, że tak powinno robić wojownicy. Przyjaciele. Jej uczucia do wojownika również mieszały się, zależnie od sytuacji i nastroju. Kiedy zobaczyła dziś ból na jego pysku, w jej sercu coś drgnęło, i poczuła, że po prostu musi mu pomóc, bo nie zniesie cierpienia w jego spojrzeniu. Nie potrafiła jasno wyjaśnić, czemu. Ziewnęła. Powieki same jej opadały. Tak, sen, tak bardzo chciałby zasnąć, choć na parę chwil oderwać się od tego całego zamieszania, które pojawiło się dziś. Nie pomoże Cytrynowemu Liściowi, jeśli zawali całą noc roztrząsając problemy, możliwe lub nieprawdopodobne wersje tego, co może stać się jutro. Tak, z pewnością musi spać. Ułożyć się wygodniej, wtulić nos między łapy, zamknąć oczy i zasnąć.

<Cytrynowy Liściu?>
[531  słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

21 sierpnia 2021

Od Stokrotkowego Płatku

Stokrotkowy Płatek obudziła się wcześnie rano z powodu chłodu i  co bardziej prawdopodobne  jakiegoś zamieszania w legowisku wojowników. Co do tego drugiego nie była pewna, ponieważ przez dłuższy czas leżała z półprzymkniętymi powiekami, w półśnie, aż obudziła się zupełnie. Zamrugała parę razy oczami, ziewnęła parę razy i jeszcze raz się zastanowiła czy nie iść spać. Z zimna i nielicznych rozmów w legowisku wywnioskowała, że było wcześnie rano. Po chwili spędzonej na próbie zaśnięcia stwierdziła, że nie zaśnie. Ziewnęła jeszcze raz i wstała. Poczuła ból w biodrach i szyi  zapewne skutek złego ułożenia. Postanowiła trochę się przejść, żeby rozchodzić tą sztywność. Chwiejnie przeszła parę kroków. Potknęła się o parę ciał leżących na ziemi, obeszła trochę legowisk. I idąc zamyślona, walnęła z impetem w ścianę. Właściwie najpierw poczuła zaskoczenie, nie ból. Z cichym jękiem osunęła się na ziemię. Dokicała do legowiska. Stwierdziła, że ból w biodrze nie przechodzi. Uderzyła w zesztywniały mięsień, i to jakąś cegłą czy inną rurą. Spojrzała ponad unoszącymi się w takt rytmicznego oddechu ciałami psów w kierunku, który mniej więcej zapamiętała skacząc, deptając, i przepraszając. Tak. Rura.
Może w sumie pójść do medyka? Właściwie i tak nie miała nic do roboty, a jeśli ból biodra okazałby się poważniejszy, byłoby trochę słabo. Jak to się mówi, lepiej dmuchać na zimne. Najwyżej dostanie opieprz za zgłaszanie się z pierdołami o nieludzkiej godzinie. Decyzja podjęta. Starając się nie prowokować kolejnych dali bólu, potruchtała do medyka. Podeszła do legowiska, stanęła mniej więcej przed wejściem i szczeknęła w miarę cicho:
 Halo? Jest tam ktoś? Biodro mnie boli, jest na to jakieś zioło?
[259 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

6 sierpnia 2021

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

Bolesna Łapa, uczeń Industrii — a także, o czym przed chwilą się dowiedziała — ukochany Cytrynowego Liścia. W jego głosie było tyle bólu i tęsknoty, że Stokrotkowy Płatek nie miała wątpliwości co do uczuć Cytrynka, a także ich mocy. Wyznanie psa spowodowały jeszcze większy mętlik w głowie suczki. Kim był dla niej właściwie Cytrynowy Liść? Młodszy od niej o jakieś dwadzieścia księżyców wojownik. Kolega? Wróg? Przyjaciel? Chwilami myślała, że może nawet ktoś więcej — ale akurat te przemyślenia pojawiały się najrzadziej. Nie, zdecydowanie nie była pewna swoich uczuć. Choć starsza, może nawet bardziej zagubiona? Cytrynowy Liść przynajmniej miał stałego partnera, świadomość, że ktoś go kocha — choć początki zapewne były ciężkie. Jednak nie mogła powstrzymać myśli, że jest chyba zazdrosna. Cytrynowy Liść, młodszy, znalazł miłość. Chyba szczęśliwą. Ale skończoną tragicznie. Czy w takim razie warto wchodzić w jakiekolwiek związki, wiedząc, że skończą się odejściem lub śmiercią? Ale z drugiej strony, nigdy się nie zakochać, nie przeżywać pięknych chwil — lub bolesnych, dzięki którym bardziej można było doceniać te pierwsze? Zapewne przemyślenia o miłości i związkach były niezwykle ciekawe, ale teraz musiała się skupić na Cytrynowym Liściu, bo jeszcze chwila, a i ona zacznie ryć nosem w śniegu.
Stokrotkowy Płatek zbytnio nie wiedziała co powiedzieć, poza zwykłym „Tak mi przykro”. Choć naprawdę było jej szkoda Cytrynowego Liścia i chciała mu pomóc, te słowa zabrzmiały dla niej sztucznie. Nigdy dotąd nie przeżyła takiej straty jak śmierć kogoś bliskiego. Po zastanowieniu stwierdziła, że dla niej te słowa zabrzmiałyby pusto i nieznacząco. Co w takim razie zrobić? Patrzeć, uśmiechać się? Zapewniać, że będzie dobrze?
— Bolesna Łapa na pewno obserwuje cię z góry — mruknęła cicho, wskazując nosem gwiazdy pobłyskujące na czarnym niebie — i skoro cię kochał, pewnie chce, żebyś o nim pamiętał, ale też żył dalej. Będzie nad tobą czuwał.
Stokrotkowy Płatek nigdy nie myślała, że Gwiezdni naprawdę obserwują psy z nieboskłonu. Jednak obserwując Cytrynowego Liścia, doszła do wniosku, że zapewnienie o opiece ze strony nieżyjącego ukochanego może mu pomóc. Otrząsnąć się i żyć dalej? Domyślała się, że nie jest to takie proste. Przecież pies dopiero co dowiedział się o jego śmierci. Cytrynowy Liść pewnie przez długi czas nie otrząśnie się po jego śmierci. Będzie delikatniejszy i podatny na załamania. Klan mógłby się też dowiedzieć o Bolesnej Łapie. Nie była pewna reakcji Białej Gwiazdy. Ani też reszty Klanu. W najlepszym przypadku mógł liczyć na niechęć, w najgorszym może nawet na wygnanie? Suczka postanowiła pomóc Cytrynowemu Liściowi pomóc przejść ten trudny okres.
— Chodź, musimy iść do obozu. Chyba nie zamierzasz spędzić tu nocy?
Gwiazdy jak zwykle błyszczały zimno na czarnym niebie. Śnieg chrzęścił pod poduszkami łap, a okruchy lodu gdzieniegdzie zdobiące białą pokrywę odbijały światło księżyca. Stokrotkowy Płatek skupiła się na mało znaczących szczegółach — szelest śniegu spadającego z drzewa, krzyk pojedynczego ptaka, odległy ludzki wrzask lub dźwięki miasta. Jeśli chodzi o sprawę z Cytrynowym Liściem, była zdeterminowana, aby mu pomóc, ale... jakby bała się o tym myśleć? Cała ta sprawa była dla niej trudna. Oczywiście, nie trudniejsza niż dla Cytrynowego Liścia, w końcu to nie ona straciła partnera. Została poinformowana o tej tajemnicy nagle i spontanicznie, i tak samo podjęła decyzję. Chyba dobrą, ale rozproszone myśli nie dawały jej do tego pewności.
<Cytrynowy Liściu?>
[521 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

18 lipca 2021

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

Odkąd rozdzielili się z wojownikiem, Stokrotkowemu Płatkowi polowanie nie szło zbyt dobrze. Prawdę mówiąc, w ogóle. Podobno zdolnością kotów jest widzenie w ciemnościach. Jeśli jest to też zdolność psów, na sto procent nie jest to zdolność akurat tej wojowniczki. Nadepnęła parę razy na gałęzie, miliony razy gałęzie waliły ją po pysku, strząsając na nią śnieg. Było zimno, ciemno. Tylko gwiazdy połyskiwały wyraźnie w górze. Patrząc na nie, poczuła złość. Gwiezdni podobno mieszczą się w gwiazdach. Jeśli by naprawdę istnieli, pomogliby klanom. A tak, tylko gwiazdy mrugają irytująco. Już księżyc jest bardziej przydatny, daje przynajmniej odrobinę światła. Choć trzeba przyznać, gwiazdy ładnie wyglądają tak w nocy. Kolejny płatek śniegu spadł jej na nos. Czy będzie ich więcej? Może będzie śnieżyca? Stokrotka nie była tchórzliwą sunią, ale wizja wracania do obozu po ciemku i w zasobach niezbyt przypadała jej do gustu. Gdzie jest Cytrynowy Liść? Próbowała złapać nosem jego zapach. Szła po nim. Chwilowo znikał, zasypany śniegiem, jednak w końcu zauważyła ciemną sylwetkę na tle śnieżnobiałego puchu.
Oczy Cytrynowego Liścia połyskiwały w ciemnościach drżącymi punkcikami odbitego od gwiazd światła. On... Płakał? Niewątpliwie był mocno wzruszony.
— Cytrynowy Liściu, nic ci nie jest? Co się stało?
Jej złość spowodowana długimi poszukiwaniami zniknęła bez śladu jak pierwszy zimowy płatek śniegu. Teraz czuła odrobinę ciekawości — co on robił, gdzie był? — i troskę. Tak. Chyba to troska. Taka jak matki o szczenięta... lub partnerki o partnera. To były takie myśli, które przychodzą same, odruchowo na czyiś widok. Tak, martwiła się o Cytrynowego Liścia, ale nie wiedziała, czym to było spowodowane. Przy wojowniku język się jej plątał, gadała jak najęta. O wszystkim — ale jeszcze bardziej o niczym. Próbowała sobie tłumaczyć to zachowanie, ale nie umiała. Na widok psa jej serce przyspieszało i traciła panowanie nad słowami. Skąd to się brało? I czemu?
A może to miało jakiś związek z wcześniej wymienioną troską? Jak matki o szczenięta. I partnerki o partnera. Nie myślała tak o Cytrynowym Liściu — jeszcze, dodała w myślach mimowolnie.
Postanowiła odłożyć te rozmyślania na potem. Cytrynowy Liść stał tu, teraz. Teraz musi z nim porozmawiać. Zapytać. Czemu jest taki wzruszony, gdzie był, co robił. Postarała się skupić. Chyba po raz pierwszy zdołała opanować ekscytację przy mówieniu do wojownika. Podeszła nieco bliżej, aż jej nozdrza wypełnił kojący zapach Cytrynowego Liścia. Błękitne oczy, błyszczące od łez lub gwiazd. Może tych obu rzeczy. Futro, połyskujące różnymi kolorami — od brązowego po rudy. Wszystkie te znane elementy, składające się na postać wojownika. Jednak nie mogła zrozumieć tego dziwnego wzruszenia czy łez. Czym on mógł się wzruszyć? Płaczącą wiewiórką? Małymi boberkami? Jakimś szczególnie pięknym liściem? Może tajemniczy Gwiezdni (o ile istnieją) coś mu zrobili? Mimowolnie zmarszczyła wargi, na myśl, że ktoś mógłby zagrozić Cytrynowemu Liściowi.
W zapachu Cytrynowego Liścia wyizolowała ostrą, śmierdzącą nutę.
— Industria?
— Skąd wziął się zapach Industrii na twoim futrze, Cytrynowy Liściu?
Pies nie odezwał się, choć wyglądał, jakby bardzo chciał jej coś wyjaśnić, ale nie mógł.
— Polowałeś na ich terenie? A może jakiegoś spotkałeś? Albo... napadli cię. Mam rację? Halo, ziemia do Cytrynka? Co się stało? Wytłumacz mi, proszę. Czekam.
<Cytrynowy Liściu?>
[501 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

1 czerwca 2021

Od Stokrotkowego Płatka

— Ał! To boli!
Rozgrzana jezdnia parzyła w łapki, jak ogień. Stokrotkowy Płatek szybko przebiegła, piszcząc kiedy poduszki stykały się z nagrzaną powierzchnią. Wskoczyła na chodnik, który wydawał się być chłodniejszy. Ale największą ulgę jej poparzonym łapom przyniósł trawnik, który mimo upału i wiszącego w powietrzu gorąca, w cieniu drzewa pozostał trochę zielony. Mimo tego poduszki nadal piekły i bolały. Próbując nie jęczeć przy każdym dotknięciu łapkami czegokolwiek, potruchtała do obozu. Nie mając wyboru, przeszła po raz kolejny przez jezdnię. Łapki bolały bardziej z każdym krokiem. Spoglądała przed siebie, żeby nie przegapić obozu. Jest! W końcu jest! Wsunęła się w uspokajający cień starego dworku, a potem poszła prosto do legowiska medyków.
— Dzień dobry! Jest tu ktoś? Łapy mnie bolą...
Z legowiska wyjrzała Ciemny Kieł.
— Pokaż.
Stokrotkowy Płatek skwapliwie pokazała poparzone poduszki.
— Poparzyłaś się — stwierdziła medyczka. — Znajdź szybko jakąś kałużę z czystą, zimną wodą i porządnie wymocz łapy. Ja w tym czasie przygotuję zioła.
Wojowniczka rozejrzała się. Kałuża... Ostatni deszcz wpadł przed dziurawe sklepienie budynku, zostawiając dużo kałuż. Większość wyschła, ale parę zostało. Podeszła do najbliższej i z westchnieniem ulgi zanurzyła w nim łapki. Podeszła do niej Ciemny Kieł z garstką ziół.
— Podaj łapę.
Wtarła w poduszki jakąś śmierdzącą papkę. Można było kichnąć od tego ziołowego smrodu. Jednak ból zelżał.
— Dziękuję, Ciemny Kle.
— Teraz odpoczywaj. Do jutra powinno być w porządku.
[219 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

22 maja 2021

Od Stokrotkowego Płatka

Stokrotkowy Płatek wyszła z legowiska wojowników. Stokrotkowy Płatek. Legowisko wojowników. Jest wojowniczką. Mogłaby tak powtarzać w nieskończoność. W końcu, w końcu jest wojowniczką!
Może pójdzie na polowanie? Albo patrol? Cokolwiek. Musi pokazać, jaka jest super mega wielką wojowniczką i w ogóle. Polowanie na żule było trudniejsze, niż myślała. Jeleni nie ma, zajęcy też. A może by jednak takiego żula upolowała? Przyniosłaby martwego menela do obozu. Ale musiałaby wziąć kogoś do pomocy, a nie ukrywając — chciała, żeby cały blask chwały jaśniał wyłącznie nad jej dumnie podniesioną głową. Czyli z polowania na żule trzeba zrezygnować. To co w takim razie zrobić? Liczyć pęknięcia na ścianie? Jeść żuczki? Wnerwiać medyków? Nie, to by robiła jako uczennica. A jest w końcu wojowniczką. Dobra, medycy. Co oni właściwie robią? Lisi Wrzask siedzi cały dzień w tym śmierdzącym ziołami legowisku. Może się czegoś nawdychał i dlatego jest taki burkliwy? Mimo tego, że nie darzyła sympatią brata, poczuła przypływ nagłego smutku, a może żalu. Ciągle nie dawało jej spokoju pytanie — co robią medycy? Najłatwiej spytać.
Lisiego Wrzasku nie było widać. Zresztą, nie miała ochoty gawędzić akurat z bratem. Biedny, jak się nawdychał ziół, to może jest nawet chory? Ale wtedy Ciemny Kieł też byłaby chora, ty głupia biała kulo futra. Może ty też byłabyś chora? W końcu również obwąchujesz zielsko obrastające trawnik! Konwersacja sama ze sobą, w myślach też była chyba przywilejem zarezerwowanym uczniom. A może to właśnie wojownicy tak robią? Gadają sami ze sobą, żeby uporządkować myśli, czy inne pierdoły? Obraz, który powstał w jej głowie, a przedstawiał Białą Gwiazdę mówiącą do siebie, wywołał dość skrzywiony uśmiech na pysku Stokrotkowego Płatka. No, teraz to dopiero dziwnie wyglądasz! Będziesz tu stała czy w końcu ruszysz łaskawie twojej cztery litery?
Konwersacje z samym sobą chyba jednak prowadzą do czegoś złego, skoro zaczęłam sama siebie wyzywać. Może to początek paranoi?
— Dzień dobry, Ciemny Kle? Jest tu ktoś? — kaszlnęła. Zapach ziół gryzł w nos. Jak medycy mogą tu żyć, biedacy. 
[320 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

7 maja 2021

Od Stokrotkowej Łapy (Stokrotkowego Płatka)

W końcu nadszedł ten dzień. Dzień mianowania.
Dzień mianowania Stokrotkowej Łapy.
Rano obudziła się normalnie. Poszła do Białej Gwiazdy, bo wczoraj obiecała jej polowanie.
— Idziemy? — spytała suczka.
— Idziemy — potwierdziła liderka dziwnie podekscytowana.
Ruszyły w kierunku parku. Stokrotkowa Łapa sama złapała trzy wiewiórki i dwa gołębie. Łapałaby dalej, ale Biała Gwiazda powiedziała, że zaś wracać. W obozie wskoczyła na jakiś stop lub kawał gruzu — z wyglądu nie różniły się zbytnio. I wypowiedziała te słowa, na które od księżyców czekała Stokrotkowa Łapa.
— Ja, Biała Gwiazda wzywam naszych walecznych przodków, aby spojrzeli na tu tą obecną Stokrotkową Łapę. Pracowała ciężko, aby pojąć zasady waszego Kodeksu. Z pewnością wykorzysta swoje umiejętności, aby w przyszłości wyszkolić wojowników tak, jak została wyszkolona. Stokrotkowa Łapo. Od dziś nie jesteś uczennicą. Jako wojowniczkę znamy cię pod imieniem Stokrotkowy Płatek!
— Stokrotkowy Płatek! Stokrotkowy Płatek! Stokrotkowy Płatek! — krzyczały psy, a Stokrotkowy Płatek puchła wręcz z dumy. Imię... było w porządku. Nie zezłościłaby się, gdyby dostała jakieś groźniejsze i poważniejsze. Ale jak brzmiałby taki groźny i poważny drugi człon w połączeniu ze „stokrotkowym” pierwszym? Suczka zdecydowała, że imię może być. Kiedy psy przestały wiwatować na jej cześć, nagle poczuła się zmęczona. Ruszyła do legowiska, żeby trochę odpocząć.
— Nie tu — mruknęła Srebrny Pył, jej siostra. Wskazała jej legowisko wojowników — od dziś śpisz tu.
Stokrotkowy Płatek po raz enty tego dnia poczuła dumę z tego, że jest już wojowniczką. Będzie spała w legowisku wojowników!
Wybrała jedno puste miejsce. Utupała wystające paprocie, wytrząsnęła ewentualne brudy i z westchnieniem położyła się w nowym legowisku.
[249 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i nowe imię]

Od Stokrotkowej Łapy

Stokrotkowa Łapa leżała w legowisku, gapiąc się w sufit. W legowisku uczniów panowała cisza. Oprócz niej zostały chyba tylko Cytrynowa Łapa, Słodka Łapa i Sikorkowa Łapa. Dużo młodsze! A ona, jest ostatnią córką Białej Gwiazdy, która nie została mianowana! Nawet Lisia Łapa został mianowany! A Stokrotkowa Łapa — właśnie, Ł A P A — nie miała zbytnio ochoty zostać ostatnią uczennicą. Czemu Biała Gwiazda już jej nie mianuje? Przecież odbyła ten głupi trening. Polowała, skradała się. Zbierała zioła. Czemu liderka nie zrobi już jej wojowniczką?
Chyba musi coś zrobić, żeby udowodnić, że nadaje się na pełnoprawną wojowniczkę Tenebris.
Ale co zrobić, żeby udowodnić Białej Gwieździe, że może już odbyć mianowanie na wojowniczkę Ciemnych? Pokazać, że na to zasługuje!
Musiałaby pokonać jakiegoś wroga, wykazać się bohaterskim czynem albo upolować jelenia. Pierwsza opcja odpadała. Może by pokonała jakiegoś lisa. Gdyby go znalazła. A zresztą, nie chciałaby aż tak ryzykować.
Dokonać bohaterskiego czynu.
Łatwo powiedzieć. Nie było żadnych topiących się szczeniaków, uciskanych psów czy mdlejących księżniczek, niczym z bujd Dwunogów. Więc musi coś upolować — ale coś dużego, żeby Biała Gwiazda poczuła dumę z córki.
Cicho wyszła z legowiska, kierując się do wyjścia.
Weszła do parku. Było tu pełno wiewiórek, Dwunogów i śmieci. Raczej nie byłoby tu jelenia, ale spróbować nie zaszkodzi. Chyba jelenie mieszkają bardziej w lesie... Ale, szczerze mówiąc, trochę bała się lasu. Więc musiała mieć nadzieję, że znajdzie jakiegoś jelenia.
Po całych wiekach wąchania, skakania i skradania Stokrotkowa Łapa traciła powoli nadzieję na jelenia. Może jakiś zająć? Albo wiewiórka? Biała Gwiazda nie byłaby aż tak zachwycona, ale może by starczyło...
Podeszła do kolejnego drzewa, a wnosi uderzył ją smród niemytego ciała i alkoholu. Pod drzewem spał menel. Może to jego upolować? Biała Gwiazda na pewno byłaby dumna!
Powoli podczołgała się do Dwunoga. Czekała na odpowiednią chwilę... Skoczyła. Warcząc, ugryzła go w nos. Język zapiekł ją od okropnego smaku, ale nie puszczała.
Nagle menel się zbudził. Z nieludzkim rykiem trzasnął łapą Stokrotkową Łapę. Suczka zdziwiona i przestraszona, odbiegła jak najdalej od tego przerażającego zjawiska. Pobiegła do obozu.
— Gdzieś ty była? Chciałam zabrać cię na trening. Jeśli tak dalej pójdzie, nie wiem, czy kiedykolwiek zostaniesz wojowniczką! — szczeknęła Biała Gwiazda.
— Och, Biała Gwiazdo. Ale ja właśnie... — próbowała się tłumaczyć Stokrotkowa Łapa.
— Co, polowałaś na jakiegoś potwora? Nawet nie próbuj zmyślać, Stokrotkowa Łapo.
[376 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

27 kwietnia 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

„Złapiesz sobie jakiegoś gołębia”. Dobre sobie. Jeśli złapie. Czemu Biała Gwiazda nie rozumie, że Stokrotkowa Łapa jest głodna? Teraz przez decyzję liderki musi polować z pustym brzuchem, i mieć nadzieję, że coś złapie. Musi coś złapać, bo umrze z głodu. Nie jadła nic od samego rana, no trochę litości!
Powłócząc łapami, wlokła się ulicą za matką. Przechodziły obok jakiejś okropnej rudery. Dwunodzy omijali ściany pomazane mchem i farbą w gryzącym oczy kolorze. Jednak niektórzy młodzi Dwunożni z chęcią przychodzili, dlatego pod łapkami suczek zabrzęczały kawałki porozbijanego szkła. Może to dlatego ci młodzi Dwunożni tu przychodzą? Żeby mieć spokój od dorosłych Dwunożnych? Akurat w tej chwili Stokrotkowa Łapa była skłonna przyznać im rację.
Dalej wzdychając, wzdychając zapewne z powodu dość wczesnej pobudki i dość późnego pójścia spać, zatrzymała się obok Białej Gwiazdy przy jakichś krzakach. Przed nimi była kolejna ze starych kamienic, obfitujących w schodzącą farbę i tłuste gołębie.
— No dalej, Stokrotkowa Łapo. Pokaż, co potrafisz.
Stokrotkowa Łapa od utknęła coś w odpowiedzi. Zagapiła się na gołębie, wybierając cel. I skacząc po gołębia, ze zdziwieniem przyznała Białej Gwieździe rację. Rzeczywiście, z pustym żołądkiem była lżejsza i łatwiej było jej skoczyć po gołębia. Mimo to nie miała zamiaru powtarzać takiego czegoś.
— Proszę, gołąb.
 <Biała Gwiazdo?>
[201 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

13 kwietnia 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

 Zastępcy i liderzy, zastępcy i liderzy... Co mówi kodeks?
— Eee... Zastępca... Jest... Zastępcą. Lidera, znaczy. I jak lider umrze... To zastępca zostaje liderem?
— Coś jeszcze? — spytała Biała Gwiazda.
— No ten... Lider kieruje Klanem, Gwiezdni mu błogosławią, bla, bla, bla, bla i tak dalej.
— Na razie ci daruję Kodeks. Wracamy do obozu — westchnęła ze zrezygnowaniem liderka.
Obie suczki podreptały do obozu, przedreptały przez wejście i przydreptały do Mroźnej Burzy.
Stokrotkowa Łapa mimo wcześniejszego narzekania z uwagą słuchała opowieści starszego. Parę razy się nawet zaśmiała!
— Kiedy byłem jeszcze takim uczniem jak ty, kolega namawiał mnie, żebyśmy poszli nad rzekę — zaczął kolejną historyjkę Mroźna Burza. — Opowiedziałem o tym mentorowi i ten nam nie pozwolił. Jednak ten mój kolega mimo zakazu poszedł nad rzekę. Wpadł do rzeki i prawie się utopił, na szczęście jakiś wojownik go uratował. Ale i tak potem się przeziębił, i to porządnie.
— Może powiedz mi, Stokrotkowa Łapo, jaki z tego morał wynika? — zapytała Biała Gwiazda.
— Nie kąpać się w rzece? — burknęła Stokrotkowa Łapa, niezadowolona, że matka przerywa jej słuchanie opowieści.
— Też. Ale przede wszystkim – słuchaj się starszych.
Mroźna Burza przytaknął liderce.
— Stokrotkowa Łapo, będziesz już musiała iść spać. Jutro zabiorę cię na trening.
— Ale... jeszcze chwila...
— Bez dyskusji. Do legowiska!
Stokrotkowa Łapa, mrucząc niezadowolona, podreptała do legowiska. Padła na posłanie. Na początku myślała, że miną wieki, zanim choćby zacznie być senna. Obserwowała kawałek paproci wystający z posłania obok jej pyska. W końcu ziewnęła raz, drugi, no i zasnęła.
<Biała Gwiazdo?>
[238 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

30 marca 2021

Od Stokrotkowej Łapy

Stokrotkowa Łapa biegała wokół obozu Ciemnych. Była już uczennicą, ale nadal taką samą frajdę sprawiało jej ganianie robali. Jeśli nikt nie widział. Właśnie zachodziło słońce — było pięknie. Suczka zatrzymała się na chwilę, żeby kontemplować ten widok. Ale nie była Dwunogim, więc zachód słońca niezbyt się jej przyda. Kichnęła, gdy komar usiadł jej na nosie. Szybkim ruchem strząsnęła bezczelnego owada z noska i zaczęła za nim gonić. 
 W pogoni za tym komarem (a może już następnym) nie zapędziła się za daleko. Wpadła noskiem w pokrzywy. Piszcząc, wyszła z liści. 
 — Lisi Wrzasku! Naprawdę nie ma żadnych ziół na pokrzywy? 
 — Pokrzywy są zdrowe. Ciesz się, że nie wpadłaś w gorsze zielsko. Teraz nie mam czasu na leczenie twojego biednego nosa. Sama widzisz, jest epidemia. 
Stokrotkowa Łapa mruknęła jeszcze coś, ale w końcu sobie poszła. Włożyła swędzący nos w kałużę. Pomogło, na krótko. Na dodatek na obolałym nosku usiadł komar. Suczka ponownie zrzuciła go. Spróbowała podrapać się łapą po nosie – widziała takie coś kiedyś u Dwunogów. Nie pomogło, a wręcz przeciwnie. Z jeszcze bardziej swędzącym nosem zagapiła się w trawę, gdzie beztrosko bzyczały komary i inne biedronki. Postanowiła w mieście poszukać czegoś na bolący nos. 
Biegła po jakiejś rurze. Rura wisiała parę metrów nad ziemią i łączyła dachy dwóch ludzkich domów. Postawiła kolejny krok i aż się zachwiała – rynna okropnie zaskrzypiała i się przechyliła. Nie patrz w dół, nie patrz w dół. 
Zamiast tego spojrzała w przód. Na dachu kamienicy naprzeciwko rosły niezliczone ilości zielska. Kształty lisi jednego wydawały się znajome... Rura znowu zaczęła ruszać się pod jej łapkami. Jeszcze chwila, a spadnie!
[259 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

15 marca 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

— Mamo, wszystko w porządku?
Odwróciła się w stronę Białej Gwiazdy. Obok niej stały dwa śmierdzące koty, hatfu, okropność. Koty! Przywódczyni Ciemnych próbowała wyraźnie się ich pozbyć, ale koty albo były tak głupie, że nie zdawały sobie o tym sprawy, albo specjalnie ją zatrzymywali. W pewnym momencie jeden kocur rzucił się na jej matkę. Tego już za wiele! Warknęła, usiłując wyglądać groźnie i chwyciła wspomnianego kota za ogon, starając się go ściągnąć z Białej Gwiazdy. Na szczęście biała suczka poradziła sobie sama. Odepchnęła kota i szybko zerwała kępę ziół, które rosły za kocim tyłkiem.
Lisek się ucieszy.
Obie suczki poszły prosto do obozu Ciemnych. Biała Gwiazda położyła zioła przed Lisią Łapą, który właśnie wyszedł z legowiska medyków. Czarny piesek przez chwilę rozmawiał z przywódczynią. Z legowiska wyłoniła się postać Ciemnego Kła. Medyczka podeszła do nich i po obwąchaniu kępy ziół rzuciła zdawkowe „dziękuję”, po czym podeszła do chorych psów otaczających legowisko. Na jej pysku — na pysku Liska zresztą też — było widać zmęczenie. Nic dziwnego, w czasie epidemii medyk ma pracy aż nadto. Stokrotkowa Łapa przeleciała wzrokiem po chorych członkach Tenebris. Niektórzy na dźwięk głosu Białej Gwiazdy unieśli pyski i pozdrowili ją. Jednak parę psów nie miało siły nawet się obejrzeć. Leżeli i dyszeli. Strach pomyśleć, jak by to wszystko wyglądało bez medyków. Wśród leżących psów sunia rozpoznawała kształty znajome. Obok nich przeszła Jeziorny Kwiat. Ona również nie wyglądała jak dawniej... Zawsze suczka była okazem zdrowia, silna, no i w ogóle... A teraz można było od niej usłyszeć cichy kaszel, nieumiejętnie maskowany. W takich momentach Stokrotkowa Łapa znowu zastanawiała się nad istnieniem Gwiezdnych.
— Chcesz jeszcze iść na polowanie, czy wolisz zostać w obozie i odpocząć? — usłyszała głos mentorki.
— Na polowanie!
Dwa białe kształty przemknęły przez zachwaszczony trawnik, otaczający ich obóz. Gdzieniegdzie leżały kamienie, sterty zeszłorocznych liści, a nawet opony. Dworek nie był szczytem marzeń — krusząca się rudera, porośnięta niezliczonej ilości chwastami, pod łapami psów czasami pękały butelki — puste lub pełne. Jednak mimo wszystko, to był ich obóz, ich dom.
Stanęły przed niewielką kamienicą w którejś z bocznych uliczek. Na parapetach i gzymsach pogruchiwały gołębie.
— Znowu gołębie? — zaśmiała się Biała Gwiazda.
Stokrotkowa Łapa przytaknęła. Łapki same ją tu przywiodły, właściwie nie zastanawiała się, gdzie by mogła pójść.
Zmrużyła oczy i wpatrywała się w rozedrgany tłumek ptaków. Szare, bure, czarne, białe, a przede wszystkim tłuste gołębie rozpychały się na parapetach. Zdawało się, że nie zwracają uwagi na psy. Dwunożni karmili je z ręki, więc się ich nie bały. Psy były dużo mniejsze od Dwunogów. Suczka skupiła się na jednym konkretnym gołębiu. Był tłusty, niezdarny, i miał zwichnięte jedno skrzydło. Zauważyła to, kiedy jakiś jego kumpel popchnął go z dachu w rynnę. Gołąb rozpaczliwe machał jednym skrzydłem, ale wylądował bezpiecznie. W końcu ów gołąb, spychany przez inne, znalazł się przed schodkami kamienicy. Przekrzywiwszy łebek, wpatrywał się w Stokrotkową Łapę. Wystarczyło jedno ugryzienie, by ptak zwisł bezwładnie w jej pysku.
— Brawo! — usłyszała szczeknięcie Białej Gwiazdy. Czy to była ironia? Gołębia złapałby nawet ślepy szczeniak, ale sunia postanowiła nie zawracać sobie tym głowy. Wyprężyła dumnie pierś i w ciszy skonsumowała gołębia.
— Gdzie teraz idziemy? 
<Biała Gwiazdo?>
[507 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

1 marca 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

Stokrotkowa Łapa była gdzieś w obozie. Biegała między gruzami, skakała przez większe kawałki kamieni i gryzła but znaleziony w jakichś ruinach. Udało jej się nawet zjeść robaka, który ośmielił się wyjść z cegły. Właśnie oglądała promienie słońca, które odbite w szybie odbijały na ścianie „zajączki”. Odwróciła głowę i zauważyła Białą Gwiazdę idącą z ziołami. Podbiegła do matki.
— Dla kogo te zioła?
— Miały być dla ciebie, ale widzę, że jesteś już zdrowa. Cóż, będziemy musiały je zanieść Ciemnemu Kłowi.
Śnieżnobiałe suczki stanęły niedaleko legowiska medyków. Niedaleko leżały chore psy, kaszlące lub te niemające siły się nawet ruszyć. Stokrotkowa Łapa przeszła między psami i podeszła do medyczki. Przywódczyni położyła zioła przed medyczką. Ta zabrała je bez słowa.
— Mogłaby chociaż podziękować! — szepnęła sunia gdy oddaliły się od chorych.
— Ciemny Kieł ma teraz bardzo dużo pracy. Widziałaś, ile tam chorych psów. Choć takie małe „dziękuję” rzeczywiście by jej nie zabiło.
Biała Gwiazda z uczennicą wyszły przed stary dworek. Ciepłe światło słońca pięknie odbijało się w zabrudzonych szybach i kałużach na drodze.
— Co powiesz na małe polowanie? — spytała nagle Biała Gwiazda.
— Oczywiście! — szczeknęła radośnie sunia
Suczki szły w stronę jakich ruin, porośniętych zielskiem. Pamiętając ostatnią przygodę, omijały szerokim łukiem Dwunogów i ich psy. Przed nimi wyskoczył na pół łysy kot. Zasyczał, udając groźnego, ale kiedy to członkinie Tenebris odsłoniły zęby w warknięciu, czmychnął w stronę jakiegoś śmietnika.
— Czujesz coś? — mruknęła przywódczyni.
Stokrotkowa Łapa zawąchała w powietrzu. Czuła woń szczurów i śmieci.
— Może pójdziemy tam? — Wskazała noskiem starą kamienicę. — Na pewno znajdziemy jakieś tłuste gołębie. 
<Biała Gwiazdo?>
[249 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

22 lutego 2021

Od Stokrotkowej Łapy

Stokrotkowa Łapa już od jakiegoś czasu cierpiała na dotkliwy kaszel. Na początku zwalała to na Porę Nagich Drzew — po prostu się przeziębiła. Jednak kiedy do kaszlu doszła gorączka i opanowujące całe jej ciało osłabienie, zaczęła się trochę martwić. Te objawy znała aż za dobrze — widziała wiele psów, które cierpiały tak samo. Ale czy ona też? Nie dopuszczała do siebie myśli, że ona, Stokrotkowa Łapa jest chora. Wieczorami kaszląc, układała się w ciepłym legowisku i czekała na sen, który nie chciał nadejść, rozmyślając w bólach głowy czy może jednak pójść do Liska po zioła. Jednak rano zawsze te myśli znikały — zamiast tego Stokrotka wypełniała swój młody umysł rzeczami typu „jakoś to będzie”, „nie umrzesz przecież od razu”. Jednak pewnego zimnego poranka rozkaszlała się tak mocno, że zaczęła się zastanawiać czy nie jest już za późno na zioła. Wyruszyła na przebieżkę wokół murów obozu. Ze zdziwieniem patrzyła na swoje zmęczone nogi, ledwo dysząc. Pamiętała chwilę, kiedy biegała aż do ostatniego tchu, ciesząc się po prostu z wiatru w futrze. Teraz nawet truchcik sód jednego drzewa do drugiego przyprawiał ją o bóle głowy. Położyła się w cieniu rozłożystego kasztana i przymykając oczy, próbowała uspokoić oddech. Spróbowała wstać i niemal od razu przewróciła się na zgniłe liście. W łebku kręciło jej się tak silnie, jakby zeszła z wielkiego potwornego koła, które Dwunożni zwą karuzelą. Widziała kiedyś młode Dwunogi zwracające swój obiad w krzakach po przejażdżce okropnym czymś.
Następnego dnia jej stan się nie polepszał. Uczennica chodziła, a raczej czołgała się po obozie. Walcząc sama ze sobą w końcu zajrzała do legowiska medyka
— Lisku? Jesteś tam? — szczeknęła. Po chwili jej brat wynurzył się ze środka.
— Czego? — spytał po prostu.
Oczy Stokrotki zabłysły, miała już gotową ripostę, ale postanowiła zachować to dla siebie.
— Gdybyś miał jakieś zioła, no wiesz, te zioła... Mogłabym z nich skorzystać? — wysyłała.
Czarny piesek westchnął, zaprowadził ją do środka legowiska. Sunia siedziała bez ruchu, czekając na powrót brata. Obok niej przeszła Ciemny Kieł. Spytała o coś Liska, który właśnie niósł dla niej zioła. Piesek coś jej tłumaczył, raz wskazał na siostrę. W końcu medyczka wyszła z legowiska, a czarny samczyk podszedł do Stokrotkowej Łapy.
— Masz, zjedz to. Powinno ci się poprawić. — Podał jej zioła
Sunia wyszła z legowiska, memłając zioła. Smak może nie powalał, ale nie były też całkiem nieznośne. Ruszyła w kierunku swojego posłanka i zapadła w sen
Rano, budząc się, nie czuła już słabości jak wczoraj. Kaszlnęła. Choć nadal nie była zupełnie zdrowa, czuła się o wiele lepiej. Wybiegła z obozu, zastanawiając się, jak wczoraj czuła zmęczenie zaledwie przy jakimś drzewie. Jeśli by psy umiały się uśmiechać, Stokrotkowa Łapa właśnie się uśmiechała. Zawroty głowy ustąpiły niemal zupełnie. Suczka biegała w te i we wte, po prostu ciesząc się z samego biegu. Piszcząc, potknęła się o jakiś kopczyk, jednak od razu wstała i biegała dalej. Parę ludzkich godzin później wróciła do legowiska, gryząc stary but znaleziony na chodniku. Był wyborny, wręcz idealny. Kątem oka przechwyciła sylwetkę brata, który podawał zioła pod czujnym okiem Ciemnego Kła. Nagle zrobiło jej się szkoda brata. On tam cały dzień siedzi, biedny... Nie rozumiała, jak mógł zostać uczniem medyka. Nuda przez cały dzień, zamiast polowania zbieranie głupich ziół... Jednak jeśli on to lubi, Stokrotkowa Łapa uszanuje tę decyzję. Choć nadal nie mogła sobie wyobrazić, jak on może wytrzymywać tyle chorych psów... Krew, zakażenia... Suczka zastanowiła się, czy ona sama zdobyłaby się na takie poświęcenie. Wyszła cicho ze starego dworku. Zawęszyła w powietrzu.
Wróciła jakiś czas później. Odnalazła brata wzrokiem i położyła przed nim mysz.
— Może niepozorna, ale to jedyne co zdołałam upolować.
— Jest jakiś specjalny powód tego prezentu?
— Chciałam po prostu... podziękować... 
[596 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia, 1 Punkt Treningu i zostaje wyleczona z choroby]

12 lutego 2021

Od Stokrotkowej Łapy CD Białej Gwiazdy

Suczka w milczeniu szła obok mentorki. Matki. Przywódczyni. Jak właściwie powinna ją nazywać? Spojrzała z ukosa na Białą Gwiazdę i zaraz odwróciła wzrok. Spuściła wzrok na swoje łapy. Kopnęła jakiś przypadkowy kamień, który okazał się większy, niż wyglądał. Stokrotkowa Łapa powstrzymała się od jęknięcia. Postarała się iść dalej i nie kopać już kamieni. Głupie zbieranie ziół! Po co? Nie mogłyby po prostu zapolować?
— Czemu chore psy same nie mogą sobie poszukać ziół? — warknęła.
— Cóż, Stokrotkowa Łapo. Myślisz, że porządny klan kazałby chorym samym szukać ziół? Od tego są inni wojownicy. Chore psy muszą odpoczywać.
— Ale... ale co mnie obchodzą chore psy!
— A gdybyś to ty była chora?
Stokrotkowa Łapa umilkła. Gdyby ona była chora? Zaczęła się nad tym zastanawiać. Jednocześnie zakasłała. Miała tak od jakiegoś tygodnia, ale nie zastanawiała się nad tym czy ona nie jest chora... A może?
Zapominając o wcześniejszym postanowieniu, kopnęła kamyk. Ten na szczęście nie był taki duży — zaledwie odłamek żwiru czy coś podobnego. Potoczył się kawałek i zatrzymał. Stokrotkowa Łapa już miała kopnąć go ponownie, tak sobie, bez żadnego powodu kiedy nagle coś zwróciło jej uwagę. Razem z Białą Gwiazdą przechodziły właśnie obok kawałka terytorium Dwunożnych, które ogrodzili i posadzili tam drzewa. Śmierdziało nieziemsko, Dwunożnymi i ich psami. Właśnie jedna z samic Dwunożnych otwarła wejście i wyszła ze śmiesznym pieszczochem uwiązanym na kawałku linki. Pies był malutki, miał sterczące uszka i śmierdzące szmatki Dwunogów zawiązane na uszach i szyi. Na widok Stokrotkowej Łapy i Białej Gwiazdy zapiszczał i zaczął się miotać na sznurku. Samica Dwunożnych nie zrozumiała, o co mu chodzi, wzięła go na łapy i zaczęła do niego piszczeć. Jednak piesek dalej piszczał. W końcu paniusia zauważyła dwójkę psów i wrzasnęła ze strachu. Zwierzak wykorzystał chwilę nieuwagi i rzucił się na śnieżnobiałe suczki. Widok był co najmniej śmieszny. Po drodze zgubił jedną ze szmatek. Jednak po chwili do miniaturowego pieska dołączył nieco większy. Ten ostatni akurat nie był na smyczy, więc warknął i rzucił się na członkinie Tenebris. Obie rzuciły się do ucieczki. Mikrus uradowany piszczał jeszcze głośniej. Większy owczarek biegł tuż za nimi, szczekając „to moje terytorium, wynoście się” i tak dalej. Stokrotkowa Łapa zauważyła ze zdziwieniem, że zaczyna ją ogarniać zmęczenie. Łapy odmawiały jej posłuszeństwa, a serce łomotało. Kątem oka spojrzała na Białą Gwiazdę. Ta również miała problemy z utrzymaniem właściwego tempa. Co się dzieje? pytała się w duchu. Zapewne większość psów w tej chwili wzywałaby pomocy Gwiezdnych, ale Stokrotkowa Łapa postanowiła liczyć tylko na własne siły. Kiedy suczka poczuła, że kroku dalej już nie zrobi, a obcy pies prawie łapał za jej ogon, usłyszała wrzask Dwunożnego. Ostatkiem sił wskoczyła w drzwi najbliższej rudery, starej i porośniętej zielskiem. Nawet nie obejrzała się za siebie. Usłyszała, jak Dwunóg związuje psa i szuka tego mniejszego. Odetchnęła z ulgą. Spojrzała na swoje tymczasowe schronienie. Zaraz, to zielsko tam obok okna to nie przypadkiem...? W tym momencie jego głos przybliżył się. Uczennica ostatkiem sił skoczyła poza zasięg rąk Dwunoga w kierunku ziół. 
<Biała Gwiazdo?>
Stokrotkowa Łapa umyka przed Dwunogami i zabiera ze sobą kilka ziół. Tenebris otrzymuje 5 ziół.
[486 słów: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

4 lutego 2021

Od Stokrotkowej Łapy do Białej Gwiazdy

Stokrotkowa Łapa obudziła się wcześnie. Leniwie otworzyła oczka, zamrugała i próbowała znowu zasnąć. Po chwili poddała się i ziewając, wyszła z cieplutkiego legowiska do centrum obozu. Niemal od razu poczuła chłód poranka pod futerkiem. Przebiegła parę razy wokół obozu, dla rozgrzewki, aż przypadkowo kopnęła jakimś kamieniem czy innym gruzem w kierunku jednego z legowisk. Niezadowolony pies szczeknął, że ma się bawić gdzie indziej, że tu się próbuje spać i że przecież jest jeszcze prawie noc. Suczka grzecznie przeprosiła, a przynajmniej postarała się i odeszła kawałek. Usiadła między jakimiś kamieniami obrośniętymi mchem i obserwowała żuczki spacerujące po owych kamieniach. Nie było to zbytnio interesujące, jednak pomagało zająć czas. W końcu zdenerwowana chapnęła jednego żuczka. Rozgryzła i niemal od razu wypluła. Fuj! Mimo że wielokrotnie próbowała już robaczków, nie ustawała w próbach zjedzenia owadów. Ciągle tliła w sobie nadzieję, że następny będzie lepszy. Rodzina żuczków spiesznie się rozbiegła, uciekając przed Stokrotkową Łapą. Nagle na zakurzonej, potłuczonej i zabrudzonej szybie, przez którą przebijały się tylko nieliczne promienie słońca, usiadł malutki ptaszek. Wróbel, sądząc po szaro-brązowych plamkach na skrzydełkach. Wróbel nastroszył piórka i w tym momencie zauważył suczkę szykującą się do skoku. Stokrotkowa Łapa spóźniła się o dosłownie sekundę. Wylądowała między okurzonymi odłamkami szkła, chyba tylko cudem się nie raniąc. Kichnęła, wzbudzając jeszcze większą chmurę kurzu. Ptaszek odfrunął na najbliższe drzewo, również obsypane białym puchem, jak wszystko wokoło. Wstała i pobieżnie otrzepała się z brudu. Wspięła się na tylne łapki i wyjrzała przez okno. Do wróbla na drzewie przyfrunęły inne. Chwilę ćwierkały, po czym odfrunęły, zapewne z powodu chmary czarnych kruków. Ptaki obsiadły drzewo i okropnie kracząc. Niektóre trzymały w dziobach jakieś nasiona, orzechy. Przyfrunęła też samotna kawka i parę synogarlic, jednak usiadły na sąsiednim drzewie. Ptaki były tłuste i najedzone. Jakiś czas temu Stokrotkowa Łapa zauważyła, że Dwunożni podkarmiają ptaki! Jak miło z ich strony, że tuczą zwierzynę klanom. Nawet Dwunogi robią czasem coś dobrego. Kichnęła jeszcze raz, kiedy kolejny zabłąkany kłąb kurzu usiadł jej na nosie i zawróciła w kierunku legowisk. Jej mentorka, Biała Gwiazda właśnie się obudziła. Podeszła do niej, uprzednio dokładnie umywszy się z kurzu i innych drobinek.
— Witaj, Biała Gwiazdo — szczeknęła krótko.
<Biała Gwiazdo?>
[354 słowa: Stokrotkowa Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]