Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciepła Pleśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciepła Pleśń. Pokaż wszystkie posty

11 lipca 2022

Od Ciepłej Pleśni CD Rzepakowej Gwiazdy

Podczas tego traumatycznego epizodu na szczęście nikomu nic się nie stało i gdyby nie sztywny charakter Ciepłego, prawdopodobnie wszyscy wspominaliby to ze śmiechem. Poniekąd przez te wszystkie księżyce przeszło to do odległej historii. Wydarzyło się wiele rzeczy o znacznie większej wadze. Kilka zgromadzeń, mianowanie synów Rzepakowej najpierw na uczniów, a później na wojowników. Wpadka Ciepłego z Nieuchwytną, która była niczym plama na wizerunkach obu wojowników. To jednak jakiś cudem spłynęło po Ciepłym niczym po kaczce.
Całe życie był przekonany, że jedynym celem jego egzystencji jest działanie na rzecz swojego klanu. Trenowanie szczeniaków, polowanie, patrole. Tak widział swoją przyszłość. Jego podejście jednak nieco się zmieniło wraz ze szczeniakami, wraz z miłością.
Co innego było solą w jego oku. Przede wszystkim rozłąka z ukochaną dawała się we znaki. Związki na odległość nigdy nie należą do prostych. Tutaj pogarszał to brak czasu zastępczyni i położenie ich klanów. Sprawy nie poprawiali także bliscy Ciepłego w Industrii. Omszony… jak to Omszony, rzadko bywał w magazynie, zazwyczaj, gdy nakrapiany go widział był pod wpływem czegoś. Wieczorna Łapa patrzała na niego jak na wroga, nieważne jak stawał na głowie, by tak nie było. Nie chciał odciągać jej od treningu, starał się być miły, ale często przez to w jej oczach widział tylko większą pogardę. W tej sytuacji można powiedzieć, że została mu tylko nieco odklejona, ale kochana Rzepakowa.
Ostatnio także coraz bardziej brakowało mu mentorowania. Odkąd Nagietkowy Poranek zakończył swój trening, dni nakrapianego stały się dziwnie puste i bez wyrazu. Czas spędzał głównie na myśleniu, a to wpędzało go w coraz to gorsze samopoczucie. Miał wrażenie, że problemy, które aktualnie go nękały, są nie do przeskoczenia.
Tego poranka upolował kilka królików, zrobił sobie długi spacer, a mimo to po południu nie miał już żadnego zajęcia. Leżał w magazynie, znów odpływając, kiedy niespodziewanie pojawiła się przed nim Rzepakowa Gwiazda. Minę miała jednocześnie jakby zamyśloną i skonsternowaną.
— O, tu jesteś Ciepłku. — Pies kulturalnie usiadł, by nie wylegiwać się, kiedy liderka do niego mówi. — Słuchaj, mam do ciebie takie pytanko… Jak Miodowa jeszcze tu łaziła, rozmawiałam z Meszkiem o szczeniakach i nie uwierzysz, co mi powiedział. Że jest gejem!
Ciepły zamrugał swoimi dwukolorowymi oczami, patrząc na sukę z niezrozumieniem.
— No… tak… — zaczął, ale zanim zdążył coś więcej powiedzieć, zostało mu przerwane.
— O, wiesz o tym, dobrze. Więc powiedz mi teraz ładnie, co to ten gej znaczy — poprosiła, siadając przed nim niczym pilny uczeń.
Nakrapianemu mimo tylu księżyców na karku, całkowicie odebrało mowę. Czy ten kretyn zwany jego bratem nie mógł powiedzieć tego matce w sposób zrozumiały? Czemu to akurat na niego musiała ta rozmowa paść?
— To znaczy, że Omszona Krtań woli psy, mamo — odparł w końcu najlepiej, jak mógł.
Rzepakowa przechyliła głowę, wlepiając w niego swoje brązowe ślepia.
— I jak to przeszkadza w mieniu szczeniaków?
— Że woli nie zbliżać się do suczek w sposób pozwalający mieć szczeniaki. Naprawdę nie zauważyłaś? — Naprawdę zaskoczyła go ta rewelacja. — Cały czas gdzieś chodzi z Białym Krukiem.
Liderka mimo swojego wieku, wyglądała, jakby syn przed nią wyłożył jakąś prawdę objawioną.
— Białym Krukiem? A któż to jest? — zadała kolejne pytanie liderka.
— Wietrzny, z którym Omszony ciągle się wymyka.
Suczka pokiwała głową ze zrozumieniem, chociaż jej mina wskazywała, że dopiero próbuje sobie przypomnieć, o kim jest mowa.
— A oni nie mogliby mieć szczeniaków? — palnęła Gwiazda.
Jej syn na to pytanie już kompletnie zdurniał. Przez dłuższą chwilę wahał się, co powiedzieć.
— Chyba mogliby, tylko nie swoje, a jakieś przygarnięte — stwierdził w końcu.
W tym momencie w oczach Rzepakowej coś błysnęło, jakby nagle pojawił się plan.
— Dziękuję, synku za wyjaśnienie tego wszystkiego — powiedziała, wesoło machając ogonem.
Ciepły, widząc jej radość, sam nieco się rozpromienił.
— Nie ma za co, mamo — odparł, czując, jak jego humor nieco się poprawia.
Może ich rozmowa była absurdalna, ale właśnie ona sprowadziła go na ziemię, nieco odrywając od długoterminowych zmartwień.
— A ty jak się czujesz, kochanie? — zapytała nagle, jakby jakimś trzecim okiem dojrzała, co psu chodzi po głowie.
Nakrapiany nie odpowiedział od razu. Milczał długich kilka sekund. Nie chciał martwić swojej mamy. Mówienie jej o swoich rozterkach, czy też wewnętrznych moralnych konfliktach ani trochę by nie pomogło, a jedynie zajmowałoby niepotrzebnie myśli liderki.
— Trochę się nudzę, odkąd Nagietek został wojownikiem — przyznał w końcu, uznając to za najbezpieczniejszą z odpowiedzi.
Rzepakowa ucieszyła się, że problem, jaki przedstawił jej syn, był jak najbardziej przez nią do rozwiązania.
— Nie martw się! Niedługo mianujemy na uczniów te długonose maluchy, które przyprowadził Szlochająca Wierzba! Są takie urocze, może chciałbyś wziąć jednego na ucznia? — świergotała radośnie.
Ciche westchnięcie wyrwało się z nakrapianego pyska, który chwilę później przyozdobił nieco wymuszony uśmiech.
— Chciałbym, chyba dobrze mi to zrobi — przyznał.
— No pewnie! W końcu brzące są takie rozbrykane i pełne życia. Wszystko chcą wiedzieć i znać! Pamiętam jak ty i Meszek byliście jeszcze tacy malutcy — rozczuliła się suczka.
Ciepły zaśmiał się cicho, słuchając, ile radości sprawia to liderce.
— Daj spokój, dobrze wiem, że byliśmy nieznośni — powiedział szczerze, porównując to do zachowania swoich córek.
Suczka wstała i otrzepała się.
— Jak każde szczeniaki — oceniła, a widząc, że wojownik nadal był nieco przygaszony, zaproponowała: — Może przejdziemy się na plażę i trochę powspominamy?
Pies w tym momencie nie mógł wymarzyć sobie lepszej matki-liderki. Skinął lekko głowa, podnosząc się z legowiska.
— Chętnie.
<Rzepakowa Gwiazdo?>
[854 słowa, Ciepła Pleśń otrzymuje 8 punktów doświadczenia]

13 kwietnia 2022

Od Ciepłej Pleśni CD Omszonej Krtani

Wtargnięcie na tereny Bezgwiezdnych skończyło się dla uczniów bez większych uszczerbków na zdrowiu oraz, co bardzo zaskoczyło Ciepłego, także brakiem konsekwencji. Szara Skała nie powiedział o walce mentorom braci. Kiedy Sowi Pazur i Lekkie Serce zauważyli na nich zadrapania, polecili jedynie, by więcej nie wdawali się w bójki bez ich wiedzy. Zastępca oczywiście ujął to nieco mniej kulturalnie, ale fakt był taki, że na upomnieniu się cała ta przygoda skończyła. Dla nakrapianego było to wręcz nie do pomyślenia. Nie zamierzał jednak marudzić, chociaż sam nie miałby problemu z przyjęciem kary za ich zachowanie, Mech pewnie znów miałby do niego o to żal.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

Od tamtego czasu minęło wiele księżyców. Obaj synowie Rzepakowej zdążyli zostać mianowani. Po tym wydarzeniu życie Ciepłego nagle jakby zwolniło. Wcześniej przez ciągłe gonienie najpierw za byciem uczniem, a następnie wojownikiem, prawie wcale nie myślał, jak to będzie, gdy już nim zostanie. A prawdę mówiąc, było dużo bardziej leniwie, niż się spodziewał. Nikt nie miał względem niego aż takich wymagań, poza naturalnie nim samym. Jego grafik w zasadzie determinowało to, czy został przydzielony na patrol. W innych przypadkach to, czym się zajmował, było bardzo płynne. Rzepakowa nigdy nie należała do wymagających, a Sowi nawet jeśli taki był, to nie zamierzał każdego wojownika prowadzić za łapę.
Tak więc trochę zajęło Pleśni przyzwyczajenie się do nowych realiów. Jego głowę też nadal zaprzątało spotkanie z suczką z Ventusu. Niby ich rozmowa wcale nie była szczególna, a jednak w powietrzu wisiało jakieś dziwne napięcie. Nakrapiany nie był do końca w stanie powiedzieć, czym to może być.
Wrócił właśnie z polowania i ledwo rzucił złapaną przez siebie wiewiórkę na stos, kiedy tanecznym krokiem podeszła do niego Rzepakowa Gwiazda.
— O tu jesteś synku! — zawołała wesoło, jakby go szukała, a on sam napatoczył się jej pod łapy. — Gdzie jest Meszek? Widziałeś go może dzisiaj?
Ciepłego bardzo kusiło, by odpowiedzieć moimi negatywnymi założeniami. Prawdopodobnie gdzieś zżera zioła albo już dawno po nich odleciał.
— Nie mam po… — urwał, widząc, że wyjątkowo bury pies śpi głęboko, w środku popołudnia na swoim legowisku. — Tam jest.
— Świetnie! — Suczka zamachała ogonem, idąc w kierunku starszego syna.
Nakrapiany nie bardzo wiedząc, jakie są jej zamiary, podążył za nią. Chwilę patrzył, jak jego rodzicielka, próbuje doprowadzić burego do stanu trzeźwości. Obudzenie go nigdy nie należało do prostych zadań. W końcu jednak wojownik niechętnie podniósł się do siadu, mamrocząc pod nosem.
— Skoro już oboje słuchacie, to… chciałam powiedzieć wam to zanim cały klan się dowie — szczebiotała, mając problem z przejściem do sedna. — Będziecie mieć rodzeństwo. Małe urocze szkrabki, cieszycie się, prawda?
Żaden z psów nie wyglądał na szczególnie zadowolonego, na ich pyskach malowało się za to niezrozumienie i zaskoczenie.
— Kurwa — mruknął w końcu półprzytomnie Mech — To jakiś żart, ta?
Rzepakowa zaśmiała się, co przez chwilę dało im sądzić, że tak właśnie jest. Zaraz jednak okazało się, ze to tylko była oznaka jej świetnego humoru.
— Nie! No nie… Myślę, że Peter by tak sobie nie żartował — stwierdziła w zastanowieniu.
— Sowi Pazur już wie? — Ciepły zadał jedyne pytanie, które chodziło mu po głowie.
— Oczywiście, skarbeńku. Co prawda tak jak wy nie bardzo było po nim widać, jaki jest szczęśliwy, ale to na pewno kwestia zaskoczenia. — Jej niewinny uśmiech był aż ujmujący.
Omszony jakby w końcu wyrwał się z szoku i parsknął, nie wierząc w to, co właśnie usłyszał.
— Naprawdę musiałaś się dać wyruchać dla tego psychopaty? Jeden Sowi nam nie wystarczy? — ziewnął, przeciągając się i drapiąc za uchem.
Ciepłym aż zatrzęsło od jego wulgarności.
— Omszony! — syknął.
Naprawdę nie chciał, by ich mamie zrobiło się przykro. Strasznie cieszyła się tym wszystkim i Pleśń nie zamierzał pozwolić, by jego niemiły brat psuł jej humor.
— Czego jęczysz? Mówię tylko prawdę — parsknął bury.
Na jego pysku można było dostrzec cień uśmiechu.
— Ale jeśli sądzicie, że banda gówniarzy z tym popierdoleńcem to dobry pomysł, droga kurwa wolna. Tylko mnie w to nie mieszajcie — wywrócił oczami.
Po tych słowach jakby blask w ślepiach Rzepakowej lekko przygasł, a pyszczek zmienił się w podkówkę.
— Nie przejmuj się mamo, on tylko tak mówi — interweniował szybko nakrapiany, wysilając się na więcej ekscytacji niż zwykle. — Na pewno będą cudowne — Powinnaś jak najszybciej powiedzieć o tym reszcie.
Czarno-biała pokiwała głową, chociaż ciężko było powiedzieć, jak bardzo zabolały ją słowa syna. Poszła jednak za radą Ciepłego i zostawiła ich samych, by zwołać zebranie klanu.
— Nie musiałeś być taki ostry — fuknął na Mcha z wyrzutem.
Jego brat chyba jednak nie podzielał tego zdania.
— A co, nie podoba ci się coś? — parsknął, unosząc brew do góry.
— Tak — odparł Pleśń, patrząc na niego z wyższością. — Wiesz w jakim stanie mama była do niedawna, więc możesz jej chociaż przez moment trochę odpuścić.
— Gwiezdni, nie przesadzaj. — Wywrócił oczami. — Nie wiem, niech się nawpierdala makaronu, a nie rodzi dzieci jako lek na depresje — wyszczerzył się chamsko.
Ciepły aż sapnął, nie wierząc, że jego brat ma aż tak mało empatii.
— Czasem jesteś niemożliwy, wiesz? — odparł zrezygnowany, po czym odwrócił się od brata i odszedł, zostawiając go samego.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

I w końcu nastał ten dzień. Ciepły i Omszony dostali pod swoje skrzydła swoich pierwszych uczniów. Prawdopodobnie żaden z nich nie podejrzewał, że stanie się to tak szybko. Możliwe, że Krtań nie podejrzewał, że w ogóle kiedykolwiek się to wydarzy. Każdy z nich miał zaopiekować się jednym z dzieci Jagodowej Mgły i Deszczowego Podmuchu. Ciepły był z tego bardzo zadowolony. Starszy pies zawsze był dla niego bardzo miły, a kiedy tylko mógł, doradzał mu w różnych sprawach. Jak się jednak okazało Puchaczka nie była ani trochę do niego podobna. Cechował ją na pewno upór oraz przekonanie o swojej nieomylności. Jeszcze przed mianowaniem jej na ucznia, Ciepły zastanawiał się, z której strony ugryźć jej trening.
Po mianowaniu szczeniaków, kiedy Pleśń skończył rozmawiać z brązową księżniczką, podszedł do niego jego brat. Nakrapiany od rana podejrzewał, że nie był on zbyt trzeźwy, ale nie miał na to żadnych dowodów.
— Heej, braciszku. I co, kurwa? Nie sądziłeś, że też dostanę ucznia, haa? — zagadnął go Omszony, po czym parsknął śmiechem.
Ciepły nie był pewny, co odpowiedzieć mu na tę zaczepkę. Teoretycznie było to proste — Nie, nie sądził. Nie chciał jednak, żeby bury pies znów zaczął pluć w jego stronę jadem.
— Mhm, to niespodzianka — przyznał, nie określając, jaki ma konkretnie do tego stosunek.
Starszy wojownik zabujał się na boki, podchodząc bliżej.
— No właśnie! — Parsknął. — Wiesz co? Wytrenuje tego szczyla szybciej niż ty.
Pleśń ledwo ugryzł się w język. No pewnie. Mech wszędzie widział pole do rywalizacji, więc dlaczego miałby i tutaj go nie znaleźć? Całkowicie zignorował dobro swojego ucznia, by co? By coś udowodnić? Jeśli tak to komu? Ciepłemu? Sowiemu? Ich matce? Gwiezdnym? Czy może samemu sobie? W zasadzie niezależnie od powodu wydawało się to nakrapianemu skrajnie nieodpowiedzialne.
— Jeśli ci się uda równie dobrze i szybciej wyszkolić ucznia, to będę naprawdę dumny — odparł, co zabrzmiało trochę jak wyuczona formułka, mająca zapobiec sprzeczce.
Na Omszonym efekt był jednak zgoła odwrotny, aż się na te słowa zagotował.
— Dobra, chujku, widzę, że mi nie wierzysz, ale sam się przekonasz, że jestem od ciebie zwyczajnie lepszy — zawarczał.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

Jak można się spodziewać. Bury nie przemyślał zbytnio swoich słów. Nie trzeba było długo czekać, by umiejętności jak i podejście do treningu zweryfikowały tę deklarację. Puchacza Łapa została mianowana niedługo po tym jak skończyła dwanaście księżyców. Jej trening początkowo szedł dość topornie, ale im bliżej było końca, tym bardziej wiedziała, że Ciepły jej nie odpuści. Właśnie dlatego udało jej się zmotywować, by jak najszybciej pozbyć się namolnego mentora i jako wojowniczka, wrócić do odgrywania księżniczki. Dzięki temu Pleśń mógł dostać za ucznia swojego ukochanego młodszego brata. Omszony, kiedy się o tym dowiedział prawie przez miesiąc, był cięty na nakrapianego. Fukał, parskał, dogadywał mu przy każdej możliwej okazji. A Ciepły jak to Ciepły, starał się puszczać takie rzeczy mimo uszu. Był za stary, by dawać się czymś takim sprowokować. Jego myśli krążyły raczej wokół jego ostatniej rozmowy z Żałobną. Udało mu się dowiedzieć, dlaczego dostała swoje imię i nieco więcej na temat jej przeszłości. Przez ostatnie dni łapał się na tym, że chciałby znów ją spotkać. Zamiast tego jednak całą swoją energię wkładał w wytłumaczenie Nagietkowi jak najlepiej kodeksu oraz podstaw polowania.
Dbał, by mały miał odpowiednią postawę, która mogła mu później doskonalić swoje umiejętności. Przepytywał, że znajomości śladów oraz woni zwierząt, kiedy gdzieś szli. Ogólnie rzecz biorąc, po raz kolejny dawał z siebie wszystko. Może dlatego tak bardzo zirytował go widok Mcha, który znów biegł gdzieś bez Sikorki. Pleśń właśnie szedł z Nagietkiem poćwiczyć na plaży, a bury pies całkiem niespiesznie zmierzał w jakimś nieznanym jego bratu kierunku.
— Omszony? — zawołał go, a Krtań wykrzywił swój pysk w niezadowolonym grymasie.
Zdecydował jednak na chwilę łaskawie przystanąć.
— No? Czego? — odparł starszy wojownik z kpiącym uśmiechem.
— Czemu nie trenujesz teraz Sikorkowej Łapy?
Mentor wspomnianej suczki wyglądał na jeszcze mniej zadowolonego, że zwrócono mu uwagę niż wcześniej.
— Bo nie? To nie kurwa twoja sprawa — warknął, a po chwili zastanowienia dodał — Robimy sobie dzisiaj wolne.
Nakrapiany nie mógł się powstrzymać i uniósł pytająco brew, przez co jego mina wyglądała na bardzo oceniającą.
— Serio? Nie za dużo robisz sobie takich dni wolnych?
Te słowa zadziałały już na Omszonego jak płachta na byka. Jak on śmiał w ogóle się w to wtrącać?
— Ja pierdole, Ciepły… nie. Mógłbyś się ode mnie odwalić. I tak skończy szybciej trening niż ten gówniak Sowiego.
Drugi wojownik patrzył na niego z niedowierzaniem. Zacznijmy od tego, że tak się wyrażał o ich młodszym bracie i to w jego obecności. To było wręcz niedopuszczalne. Co więcej, co to w ogóle był za argument? Przecież to był już drugi uczeń nakrapianego, kiedy Mech nie zakończył nawet pierwszego treningu. A w dodatku Nagietek był młodszy od Sikorki o całe sześć księżyców. Mentor nie musiał nawet patrzeć na małego ucznia, by wiedzieć, że zrobiło mu się przykro.
— To twój brat, nie mów tak o nim — warknął.
Odpowiedział mu na to gromki śmiech.
— To, że nasza matka wypchnęła go z macicy, nie znaczy, że będę go nazywać bratem!
W nakrapianym aż się zagotowało. Co jak co, ale według niego Krtań mógł sobie oszczędzić takich słów względem kilkuksiężycowego, wrażliwego psiaka.
— Po prostu wróć tym razem na noc — rzucił chłodno, mając w pamięci te wszystkie razy, kiedy bury nocował poza magazynem.
Ciężko było powiedzieć, czy Mech zauważył, że przesadził. Nawet jeśli, to nie powstrzymało go to przed dorzuceniem:
— Jak mi się kurwa będzie chciało.
Ciepły już jednak nie miał do niego siły. Popchnął lekko nosem swojego ucznia i ruszył w dalej w kierunku plaży. Nie obejrzał się już więcej na wojownika, który po chwili także odszedł swoją drogą.
— Nie przejmuj się nim Nagietku, on… tak już ma — powiedział mentor do malucha, widząc, że zrobił się cichszy niż zwykle.
Para mokrych oczu uniosła się w jego kierunku.
— Myślisz, że naprawdę aż tak mnie nie lubi? — wymamrotał.
— Nie — odparł szczerze nakrapiany. — Myślę, że się nie wyspał, zdenerwował, że zwróciłem mu uwagę i chciał zrobić nam na złość.
Uczeń milczał chwilę, aż w końcu pokiwał łebkiem.
— Mam nadzieję, że następnym razem się wyśpi — stwierdził szczerze, co aż rozczuliło jego mentora.
— Ja też. A na razie skupmy się na twojej nauce. Przypomnisz mi kodeks wojownika? — poprosił Pleśń.
Liczył, że w ten sposób jakoś odciągnie myśli brata od tych ostrych słów, które przed chwilą usłyszał. Słuchał uważnie, czy wszystkie zasady są dobrze wymieniane, a co jakiś czas zadawał też pytania o niektóre kwestie.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

Mijały kolejne księżyce. W tym czasie życie Ciepłego stało się naprawdę intensywne. Po spotkaniu z Żałobną, w którego czasie zdecydowanie ich poniosło, nie mógł wypędzić jej ze swoich myśli. Jako związek nie miało to dłuższej przyszłości i ognisty niestety to wiedział, ale miewał momenty, gdzie traciło to jakiekolwiek znaczenie. Tak jak teraz, kiedy nie mógł zasnąć w nocy i tylko przewracał się z boku na bok. W końcu zdecydował się wyjść, by nieco rozprostować kości.
Nie dane mu było jednak zajść daleko, bo oto pojawił się jego brat cały na buro. Wyglądał jak student wracający z ostrego melanżu w poniedziałek nad ranem. Pleśń miał wrażenie, że dosłownie cudem się nie zataczał. Omszony w mroku nocy najwidoczniej go nie zauważył, bo w końcu go zobaczył, aż podskoczył
— Kurwa, czemu nie śpisz? — wymamrotał w miarę przytomnie.
Nakrapiany na to przywitanie westchnął ciężko.
— Nie mogłem zasnąć, więc wyszedłem się przejść — wyjaśnił.
Krtań pokręcił głową, całkowicie nieprzekonany.
— Jasne… Oho, a może na mnie czekałeś? To urocze, ale nie musiałeś. — Zaśmiał się na samą myśl.
Ciepły naprawdę nie miał siły się z nim sprzeczać, więc tylko przytaknął.
— Możesz już iść spać — rzucił, chcąc jak najszybciej skończyć tę bezcelową wymianę zdań, zanim znowu skończy się ona kłótnią.
— Aha, dzięki za pozwolenie — zakpił w odpowiedzi bury. — O! Właśnie. Serio się władowałeś w jakieś smordy z tą suką z Ventusu?
Prawdopodobnie jedynym celem Mcha było ponabijanie się po raz kolejny z tego, ile jego brat spędza czasu z Żałobną. Sprawy jednak przybrały nieoczekiwany obrót, kiedy Ciepły od razu nie zaprzeczył. Zamiast tego miał na pysku coś pomiędzy przerażeniem a niedowierzaniem.
— Kurwa, naprawdę? — Było to jedyne, co starszy z braci dał radę z siebie wykrztusić, zanim zaniósł się śmiechem, który prawie zwalił go z nóg.
Pleśń za to nie miał pojęcia co na to powiedzieć. Zwyczajnie pewność, z jaką bury rzucił ten żart, całkowicie zbiła go z tropu. Wziął głębszy wdech, po czym odezwał się niepewnie:
— Nie… Znaczy… Skąd to wiesz? — wymamrotał.
Jego ton spotkał się jednak tylko z kolejnym, głośniejszym chichotem. Nie miał co innego zrobić, jak tylko stać i czekać jak skazaniec, jak ta męka się skończy.
— Ja pierdole… — rzucił wreszcie Mech, próbując uspokoić oddech. — Serio myślałem, że tylko mnie wkręca.
Nadal co kilka wdechów cicho się śmiał.
— Kto? — nacisnął na niego Ciepły, któremu coraz mniej podobała się ich rozmowa.
— No jak to kto. — Parsknął bury. — Biały, no przecież on jest Wietrznym, nie?
— A skąd on to wiedział? — drążył nadal nakrapiany.
— Chuj go wie. Jego stara jest medykiem, może stąd.
Pleśń wziął uspokajający oddech. Naprawdę miał dość tego, w jaki sposób jego brat się do niego zwracał, ale w tym momencie nie miał co na to poradzić. Dobrze, że przynajmniej dowiedział się tego, czego powinien.
— Muszę z nią porozmawiać — stwierdził w końcu, odwracając się, by pójść na od początku zamierzony spacer.
Teraz tym bardziej go potrzebował. Zanim jednak zdążył się oddalić, dogoniło go jeszcze nieco cichsze:
— Kurwa, nie wierzę.
Ciepłemu też nie chciało się wierzyć, ale nie powiedział tego na głos. Przyspieszył jedynie kroku, by móc w spokoju pomyśleć, jak przeprowadzić tę rozmowę.
<Omszony?>
[2383 słowa, Ciepła Pleśń otrzymuje 23 punkty doświadczenia, a Nagietkowa Łapa 2 punkty treningu]

28 lutego 2022

Od Ciepłej Pleśni CD Nagietkowej Łapy

Jeśli zapytać by Ciepłego, kogo lubi najbardziej ze swojego rodzeństwa, to prawdopodobnie odpowiedziałby dyplomatycznie, że kocha je całe, od Omszonego zaczynając, a na Agatowej Łapie kończąc. W myślach jednak jako pierwszego przywołałby mimo wszystko Nagietka. Już odkąd ten był mały, nawiązała się między nimi więź, jakiej Pleśń nie czuł z żadnym innym członkiem rodziny. Wystarczyło, by szczeniak z wielkim sercem wybrał jego, by wojownik także odruchowo stawiał go zawsze na pierwszym miejscu.
Wiedział od zakończenia treningu Puchaczej Dumy, że kolejnym jego uczniem będzie jedno z młodszych dzieci Rzepakowej. Nie krył też przed samym sobą, kogo najchętniej widziałby w roli swojego ucznia. Nigdy jednak nie wpadłoby mu do głowy, by prosić swoją matkę o przydzielenie mu Nagietka. Liderka jednak miała to do siebie, że swoim trzecim, nieistniejącym okiem po prostu widziała pewne rzeczy. Ciepły był jej wyborem bardzo pozytywnie zaskoczony.
Ich trening trwał w najlepsze. Wojownik mógł obserwować jak jego brat od kilku księżycowego szkraba poznającego powoli kodeks, staje się dojrzałym uczniem, bez problemu radzącym sobie z patrolem czy polowaniem. Z każdym jego postępem był z niego coraz bardziej dumny.
Niestety, później nastał dla Pleśni czas zwątpienia. Żałobna pojawiła się w jego życiu, a on zaczął kwestionować wszystkie zasady, w jakie wierzył do tej pory. Skończyło się to nieplanowanym przybyciem na świat trzech szczeniaków. Wtedy też Ciepły musiał dokonać wyboru. Czy trening brata jest na tyle ważny, że powinien zostać w Industrii, czy też Nagietek poradzi sobie bez niego? Tak też skończył, prosząc Drżący Szept o zajęcie się jego uczniem i trzymiesięcznym pobycie w Ventusie. Przez ten czas poznał nieco ich tradycji, jak na przykład zakaz polowania na ptactwo i nawiązał kilka nowych znajomości. Nawet jeśli większość psów tam patrzała na niego jak na intruza.
Aż w końcu nastał dzień powrotu do domu. Cała piątka przemknęła neutralnymi terenami na spotkanie z rodziną, która zamieszkiwała magazyn. Wojownik martwił się, że to powitanie może być równie nieprzyjemne jak to u Wietrznych, ale nie mógł się pomylić bardziej. Poza niechętnymi, podejrzliwymi spojrzeniami Sowiego Pazura, Jagodowej Mgły i kilku innych wojowników, całe spotkanie było miłe. Szczególnym entuzjazmem wykazywała się Rzepakowa, która nie mogła się nacieszyć maluchami. Szybko polubiła też Żałobną, z której stres wylewał się hektolitrami. Wydawało się, że ciężko uwierzyć jej, że liderka Industrii naprawdę jest tak kochaną osobą, jak zapewniał jej syn.
Mijały kolejne uderzenia serca, a Ciepły nadal nie widział nigdzie swojego ucznia, ani Omszonego. Jakby obaj bracia, którzy najbardziej zaprzątali mu myśli, zdecydowali się tego dnia na opuszczenie obozu. Dzięki temu jednak piątka świeżo przybyłych mogła, po salwie przywitań, rozgościć się w starym kącie Pleśni, który w tym celu musiał zostać nieco powiększony.
Jeszcze przed południem młody ojciec rozmawiał z Deszczowym Podmuchem. Mimo sporej różnicy księżyców między nimi całkiem nieźle się dogadywali, a starszy pies miał u syna Rzepakowej swego rodzaju dług wdzięczności, odkąd podczas uratował go z wnyków. Co prawda pomógł w tym bardzo Lekkie Serce, ale tak naprawdę, im obu brązowouchy pies nie wiedział jak dziękować. Dodatkowo ich relacje nieco się zacieśniły, kiedy Puchacza Duma została uczennicą. Deszczowy miał co do niej obawy, ale czarno-biały uporał się z nią bez większych problemów. Właśnie przez te drobne akty dobroci, kiedy Ciepły poprosił o go dotrzymywanie towarzystwa Żałobnej, zgodził się bez mrugnięcia okiem. Sam wiedział jak trudno opiekować się zgrają szczeniaków, nawet jeśli jego pociechy miały już dwadzieścia księżyców. Nie mówiąc już o tym, że czarno-biały musiał skupić się na szkoleniu kolejnego wojownika Ognistych.
Pleśń spokojny o tę sprawę, mógł wrócić myślami do treningu brata. Musiał koniecznie wypytać zarówno jego jak i Drżącą na stronie o każdy szczegół, jaki miał miejsce w ciągu jego nieobecności. Kiedy myślał o tym, obserwując, jak Iskrzący Płomień wesoło zagaduje coraz spokojniejszą Żałobną, usłyszał wesoły pisk:
— Ciepły! — Był to głos nikogo innego, jak jego nieoficjalnie ulubionego brata.
Mentor nie zdążył nawet mrugnąć, bo już został obdarzony czułym przytulasem. Sam ledwo powstrzymał wzruszenie, kiedy objął mniejszą wersję Rzepakowej.
— Nagietku, nawet nie wiesz, jak się stęskniłem — wymamrotał cicho, nieco zażenowany, że spora część klanu przygląda się tej scenie.
Młodszy psiak nawet nie musiał odpowiadać, że on też. Jego ogon falował wręcz dwa razy szybciej niż Pleśni, a w oczach zalśniły łzami.
— Nie wiedziałem, że wrócisz dzisiaj, mam ci tyle do opowiedzenia! — wykrzyknął, nie potrafiąc hamować swojej radości.
Ciepły obserwując go, nie mógł powstrzymać się przed szerokim uśmiechem.
— Też nie mogę doczekać się naszych treningów, rozmawiałem już z Deszczowym, by w tym czasie zadbał o... — W tym momencie jakby przypomniał sobie, że wypada młodszemu bratu przedstawić nową część rodziny. — Nagietkowa Łapo, to Żałobna Pieśń, Różyczka, Szept i Wieczorynka, a to Nagietkowa Łapa, mój brat i uczeń.
Na pysku młodszego Ognistego radość zmieniła się w szczere zaskoczenie. Przywitał się grzecznie z nową bratową i bratanicami, po czym znów wrócił wzrokiem do swojego mentora.
— Czy… Czy nie mówiłeś mi na ostatnim zgromadzeniu, że to tylko przyjaciółka? — zapytał niepewnie, jakby nie wiedząc, czy wypada o coś takiego pytać.
I w istocie tym jednym zdaniem wprawił Ciepłego w kompletne zmieszanie. Nie miał pojęcia, jak się z tego wytłumaczyć. Wtedy jeszcze nie był świadomy swoich uczuć.
— Tak… Widzisz, wtedy to była jeszcze przyjaciółka, ale sprawy nieco się zmieniły — wyjaśnił to najogólniej, jak był w stanie.
Nagietek patrzył na niego całkiem nieprzekonany tymi słowami, ale najwidoczniej zdecydował się oszczędzić starszemu bratu więcej wstydu. Chwała mu za to.
Tamtego wieczoru Ciepły odbył rozmowy jeszcze z dwoma ważnymi w jego życiu psami. Pierwszym z nich była Drżąca, z którą dialog jak zwykle był bardzo rzeczowy i tyczył się podsumowania jej opieki nad najmłodszym synem Rzepakowej. Pleśń dziękował jej chyba tysiąc razy, nadmieniając także, że ma u niego dług.
Drugim był Omszony, jak zawsze raczący go swoim ciętym językiem. Ognisty liczył, że może chociaż tym razem, uda im się porozmawiać normalnie, ale Krtań najwidoczniej nie miał zbyt dobrego humoru. Ostatnio działo się to aż za często. Ciepły obiecał sobie, że pomimo braku wielu wolnych chwil, postara się z nim o tym porozmawiać. Co jak co, ale martwił się o tego kretyna. Kamień spadł mu z serca, kiedy wrócił i zastał go całego.

✧─── ・ 。゚★: *.✦ .* :★. ───✧

Pierwszy trening po przerwie był dość spokojny. Zarówno uczeń jak również mentor mieli sobie wiele do opowiedzenia, dlatego starszy pies postanowił poprosić Gwiazdę o wysłanie ich na wspólny patrol. Wraz z nimi zostali przydzieleni na niego także synowie Deszczowego Podmuchu. Po śniadaniu cała czwórka ruszyła w stronę granicy. Ciepły uważnie słuchał precyzyjnych opisów Nagietka o jego zajęciach z białą suczką, które wręcz idealnie pokrywały się z jej słowami. Co jakiś czas dopytywał o szczegóły, na przykład, na jaki typ drzewa ćwiczył wspinaczkę, czy też gdzie dokładnie poszli polować.
— A czy coś ciekawego działo się na ostatnim zgromadzeniu?
Uczeń aż podskoczył na to pytanie.
— Tak, było dość ważne — przytaknął młodszy pies. — Liderzy omawiali wydarzenia we Flumine oraz problem pcheł. Omszony…
— Wydarzenia we Flumine? — przerwał mu Ciepły, słysząc, że Nagietek ma jeszcze wiele do powiedzenia, a temat ten wydaje się bardzo ważny.
Podczas jego pobytu w Ventusie mało słyszał o sytuacji w innych klanach, nie miał też wiele czasu, by wypytywać o to innych.
— To ty nic nie wiesz? — wytrzeszczył na niego oczy uczeń.
Nakrapiany pokręcił głową, co tylko jeszcze bardziej zaskoczyło Łapę. Dostał niepowtarzalną szansę od Gwiezdnych, by zabłysnąć przed swoim mentorem.
< Nagietku? >
[1188 słów, Ciepły otrzymuje 11 punktów doświadczenia, a Nagietkowa Łapa 2 punkty treningu]

25 lutego 2022

Od Ciepłej Pleśni CD Żałobnej Pieśni — Event Walentynkowy

Przez ostatnie księżyce życie Ciepłego zmieniło się niewyobrażalnie. Począwszy na zauroczeniu, które przeobraziło się w dużo bardziej zażyłą relację i to z prędkością światła, poprzez narodzenie się Wieczorynki, Różyczki oraz Szeptu, a na tymczasowym pobycie w Ventusie kończąc. Te wydarzenia poza morzem zmian, przyniosły Ognistemu także masę stresu, a co gorsza, moralny kryzys. Z zewnątrz czarno-biały wyglądał nad wyraz spokojnie w porównaniu do swojej nowej partnerki. Kiedy Żałobną Pieśń najłatwiej opisać byłoby jako wielki kłębek nerwów, Ognisty zachowywał się niczym starożytny stoik. Nawet najbystrzejsze oko nie dojrzałoby jego splątanych myśli.
Prawdą było, że ten związek nie przystoił, a w dramaturgii na pewno nie pomagał fakt, że Ciepły był szanowanym synem liderki Industrii, którego aż nadto stawiano jako przykład. Tego typu wyskok na pewno był szokiem, dlatego czarno-biały nawet doceniał, że może wręcz odpocząć w Ventusie.
Niedługo miał jednak wrócić w rodzinne strony. Gdzie spotka się z bardzo różnymi opiniami na temat swój jak i swoich szczeniaków, dlatego musiał się na to przygotować. Gdyby tylko wszyscy mogli tę sprawę potraktować równie wyrozumiale, co jego matka, życie byłoby o wiele prostsze.

***

— Mamo? — zagadnął Rzepakową, niedługo po rozmowie z Żałobną. — Możemy porozmawiać?
Liderka, oderwawszy się od resztek swojego posiłku, zwróciła w jego stronę swoje entuzjastyczne spojrzenie.
— Oczywiście synku! — zaświergotała.
Z jakiegoś powodu jej radość tylko utrudniała młodemu psu wyduszenie z siebie prawdy. Nie widział jeszcze nigdy swojej rodzicielki złej, ale miał wrażenie, że tym, co chciał jej przekazać, całkowicie wyprowadzi ją z równowagi. Poprosił ją, by oddalili się nieco od wścibskich uszu. Dopiero wtedy, po kilku głębszych wdechach, Ognisty wydusił z siebie:
— Zostaniesz babcią.
Był gotowy na bardzo wiele reakcji, jednak najmniej spodziewał się, tej faktycznej. Gwiazda podskoczyła radośnie, merdając ogonem.
— Ojejku, nowe szczeniaki?! Uwielbiam je! — zapiszczała niczym młoda suczka.
— No tak… — odparł coraz bardziej zestresowany Ciepły — Ale jest pewien problem. Moją ukochaną jest Żałobna Pieśń z Ventusu.
Nie miał serca dłużej trzymać Rzepakowej w niewiedzy.
— Koniecznie muszę ją poznać — odpowiedziała na to dość niespodziewanie liderka — Myślisz, że kiedy mogłaby się ze mną spotkać?
Pleśń nie rozumiał, dlaczego jego matka przyjęła to wszystko tak spokojnie, bezproblemowo. Coś z tyłu jego głowy podpowiadało mu, że jest to cisza przed burzą. Nie zamierzał jednak narzekać. Był wdzięczny Gwiezdnym, że to wszystko przebiegało tak gładko.
— Rozmawialiśmy dzisiaj i doszliśmy do wniosku, że jeśli zarówno ty jak i Brązowa Gwiazda się zgodzicie, to dobrze, gdyby szczeniaki zostały przez trzy księżyce w Ventusie, a później przez trzy księżyce w Industrii. — Kuł żelazo, póki gorące. — Chcemy, by nauczyły się tradycji obu klanów, żeby mogły zdecydować, gdzie chcą trenować. Chcielibyśmy, żebym najpierw ja spędził z nimi czas u Wietrznych, a później Żałobna Pieśń z młodymi gościliby u nas. Wtedy mogłabyś ich wszystkich poznać — zaproponował.
Liderka nagle zamilkła, a jej wzrok wydał się zamyślony. Ciepły nie mam pojęcia, co kotłuje się w jej głowie, ale po poprzednich przypływach radości, starał się być pozytywnie nastawiony. Po tej, ciągnącej się dla Pleśni zadziwiająco długo, chwili Rzepakowa roześmiała się serdecznie i odparła:
— Dobrze! To całkiem niezły pomysł.

***
  
W dzień ostatniego, przed opuszczeniem terenów ognistych, treningu z Nagietkową Łapą, Ciepły zabrał swojego ucznia na polowanie. Stwierdził, że jego młodszy brat powinien wszystkie pierwsze poważne kroki stawiać z nim, swoim prawowitym mentorem. Nawet jeśli przez czas jego nieobecności miał zająć się nim inny wojownik. Było to tylko zastępstwo.
Już wcześniej synowie Rzepakowej polowali wspólnie, jednak zawsze były to drobne zwierzęta takie jak myszy czy żaby. Ten poranek spędzili natomiast na uganianiu się za kaczkami przy jeziorze. Bez większych problemów udało im się złapać aż dwa ptaki, z którymi wrócili do obozu.
— Nagietkowa Łapo — zaczął Ciepły dość oficjalnie, kiedy odłożyli łup na stos — będę na dniach musiał opuścić tereny naszego klanu na trzy księżyce.
Młodszy pies wyglądał na bardzo tym przejętego. Chyba każdy by był. Niecodziennie słyszy się, że twój mentor oraz brat musi cię zostawić. Ciężko było wyobrazić sobie coś na tyle ważnego, by uzasadnić taką decyzję.
— Dlaczego? — dopytał, od razu wpatrując się swoimi niewinnymi oczami w starszego brata.
Pleśń wiedział, że jeśli powie mu prawdę, Nagietek przestanie widzieć w nim wzór, może nawet nie będzie chciał już się od niego uczyć. Aczkolwiek, okłamywanie młodszego psa nie było dobrym rozwiązaniem.
— Będę miał szczeniaki z wojowniczką innego klanu — wyznał, malując tym na pysku ucznia zaskoczenie. — Nie musisz się martwić o swój trening, przez ten czas ktoś mnie zastąpi. Zadbam o to, by była to najlepszy wojownik, jakiego znam.
Łapa pokręcił głową.
— Wierzę ci, po prostu…
— I kiedy tylko wrócę, nadrobimy czas rozłąki. Twój trening będzie dla mnie na pierwszym miejscu — obiecał.
Ciepły przeważnie nie przerywał innym. Był dobrze wychowany i zawsze uważał, że każdy powinien mieć prawo dokończyć swoją myśl. Właśnie dlatego tym razem było to aż nadto sugestywne. Nie uważał, by w tym momencie najważniejsze były jego miłosne problemy.
— Dobrze. — Młodszy pies westchnął cicho.
Wiele rzeczy musiał sobie poukładać po tej rozmowie.

***
  
Tego popołudnia jednak nie spędzał ze swoją nową rodziną. Czy mógł ich już tak nazwać? Raczej tak. Minęło w końcu czasu, a oni nadal przy nim byli.
Od początku zimy w Ventusie szalały pchły, a pech chciał, że zagnieździły się akurat w kocu Ciepłego i Żałobnej. Łutem szczęścia ominęły szczeniaki, ale wizyta u medyka nadal była obowiązkowa. Manaci Olbrzym zużył na nich potężną ilość mysiej żółci, a młodzi rodzice spędzili u niego zdecydowanie zbyt dużo ranka na pozbywaniu się wszystkich małych żyjątek. Nic więc dziwnego, że Żałobna wręcz niesiona na skrzydłach pognała do swoich pociech, gdy tylko padło przy jej uchu zadowolone „Gotowe”. Czarno-biały natomiast musiał przecierpieć tam jeszcze kilka dłużących się chwil, a na domiar złego, gdy wychodził, wpadł na niego ulubiony kolega jego brata.
— Uważaj, jak łazisz, kretynie — warknął niezbyt przyjemnie nakrapiany pies.
Tym razem jednak Pleśń nie zamierzał dać się sprowokować. Był w tym miejscu gościem, jego ukochana za niego ręczyła, a on sam chciał zachowywać się najgodniej jak mógł podczas swojego pobytu na obczyźnie. Nie chciał przypadkiem skłócić ich klanów.
— Przepraszam — wymamrotał, chociaż na język cisnęło mu się zupełnie coś innego. — Ciebie też męczą pchły?
Dalmatyńczyk najwidoczniej nie odebrał tego jako zwykłą troskę, a przytyk, bo posłał mu chłodny wzrok.
— Nie. Pewnie Żałobna ci tego nie powiedziała — rzucił, jakby było to coś oczywistego, co powinno być pierwszą informacją, jaką mu przekazała — ale odwiedzam tu moją matkę.
— Właściwie to wspominała, po prostu…
Nie dane mu było dokończyć, bo Wietrzny stracił nim już zainteresowanie. Minął zirytowanego Ciepłego, wchodząc do boksu medyków. Natomiast młody ojciec z westchnieniem powlókł się za wybranką swojego serca. Zatrzymał się przed wejściem. Jasna leżała na sianie koło trzech zwiniętych kulek. Kiedy przychodził na tereny Ventusu nie był pewny tego, co czuje. Miał wrażenie, że robi to wszystko z powinności. Kiedy jednak widział przed sobą tę czwórkę, na myśl samo przychodziło mu, że je kocha.
Cicho wślizgnął się do środka.
— I jak? Wszystko z nimi w porządku? — zagadnął szeptem, nie chcąc przypadkiem którejś obudzić.
— Na to wygląda, bałam się, że na samym sianie będzie im niewygodnie — wyjaśniła Żałobna.
Ognisty, pogrążony w swoich myślach, przejechał wzrokiem na zwinięty w rogu materiał. Bez wielu ciężkich starań nie nadawał się on już do niczego. Po paru uderzeniach serca wrócił wzrokiem do Pieśni.
— Skoro małe śpią grzecznie, może zapytam kogoś, czy nie przeszedłby się mną na targ po nowy koc? — zaproponował pies.
Suczka wyglądała na zakłopotaną, jakby pomysł ten wydawał się zły z tylu powodów, że aż trudno było ubrać je w słowa. Najbardziej jednak uwierało Żałobną jej wewnętrzne złe przeczucie. — Myślisz, że ktoś się zgodzi? — zapytała w końcu ostrożnie.
Entuzjazm Pleśni wcale od niego nie ostygł. Wręcz przeciwnie, był jak na niego zadziwiający.
— Jak nie zapytam, to się nie dowiem — odparł.
— Ciepły, nie wiem… — zaczęła uzewnętrzniać swoje wątpliwości Wietrzna, ale czarny ogon już zniknął z jej pola widzenia, więc westchnęła tylko cicho.
Ognistego energia naprawdę roznosiła, odkąd starał się nie odchodzić zbyt daleko od swojej wybranki, a ona rzecz jasna od szczeniaków. Wojowniczka była za niego odpowiedzialna i nie dziwił się, że przez to często bywała bardzo nadopiekuńcza. W zasadzie Ciepły sam się zastanawiał, jak powinien zachowywać się względem niej, kiedy wróci do domu. Miał Nagietka, z którym powinien trenować, ale pozostawienie Wietrznej samej sobie, nawet jeśli jej ufał, było skrajnie nieodpowiedzialne. Nie ważne jak luźno nie podchodziłaby do tego Rzepakowa Gwiazda.
Z tych rozważań wyrwał Pleśń ponowny widok podopiecznego Cynamonowej Pestki. Opuszczał właśnie boks medyków i, gdyby nie łut szczęścia, znów mogliby na siebie wpaść. Nakrapiany początkowo wydawał się pogrążony w swoich myślach, gdy jednak spostrzegł Ognistego, od razu posłał mu zirytowane spojrzenie. Krzyczące wręcz „No tak, jeszcze tego tu brakowało”.
— Idziesz na granicę? — zapytał nagle Ciepły zupełnie neutralnym tonem.
Dalmatyńczyk aż zatrzymał się, mierząc go wzrokiem.
— Może? — odparł powoli, jakby szukając w tym podstępu.
— Zabierzesz mnie? — Nie zniechęcał się syn Rzepakowej.
Młodszy wojownik przechylił lekko głowę na bok. Pytanie całkiem go zaskoczyło, ale nie dał się nim całkiem wybić z rytmu, dlatego wciąż niezbyt uprzejmie zapytał:
— Nie możesz iść ze sobą niańką?
Ta oczywista prowokacja nie wywarła na bracie Omszonego większego wrażenia.
— Zostaje ze szczeniakami — wyjaśnił spokojnie.
Chwilę mierzyli się wzrokiem, jakby walką na spojrzenia mogli wyłonić tego, który powinien ustąpić w tej rozmowie. Pierwszy zrezygnował z tego nakrapiany. Westchnął i powiedział:
— Dobra, ale mnie nie spowalniaj i najlepiej to się nie odzywaj. Jasne?
— Jasne. — Ciepły nie miał najmniejszego zamiaru się z tym kłócić. — Tylko dam znać Żałobnej Pieśni, że idę z tobą.
— Mhm — wymamrotał sceptycznie nastawiony do tego wszystkiego pies — jak się nie pospieszysz, to pójdę sam.
Ognisty wrócił do swojej rodziny, równie szybko jak opuścił ją jeszcze chwilę temu.
— Pójdę z Białym Krukiem, chyba wybiera się do mojego brata — powiedział bez ogródek, jakby nie było w tym nic dziwnego.
Jasna suczka popatrzyła na niego z jawnym zaskoczeniem.
— I on się na to zgodził? — zapytała powątpiewająco.
Ciepły jednak zbytecznie się nad tym wszystkim nie zastanawiał.
— Trochę marudnie, ale tak, zgodził — odparł.
Żałobna wyglądała na zrezygnowaną, jej także ostatnie tygodnie dały w kość. Zastanawiała się przez dłuższą chwilę, patrząc w różnokolorowe oczy partnera, aż w końcu skinęła głową. Zamiast prób zmiany jego zdania ułożyła ją na sianie, sama także planując drzemkę. Natomiast czarno-biały dołączył szybko do dalmatyńczyka, który mimo wszystko nie spełnił swojej groźby i na niego zaczekał.
Tereny Ventusu opuścili w absolutnej ciszy, każdy z nich pogrążony we własnych myślach. Ciepły rozmyślał o swoich wyborach. Od małego był pewny, że klan powinien stawiać na pierwszym miejscu, że powinno to być dla niego najwyższą wartością. Kiedy jednak został postawiony przez Gwiezdnych przed wyborem pomiędzy Industrią a własnym szczęściem, wybrał to drugie. Minęło od tego czasu kilka tygodni, ale odpowiedź na pytanie, czy taka decyzja była słuszna, nie chciała do niego przyjść. Kiedy był sam, myślał o tym na chłodno, skłaniał się ku temu, że była fatalna, a on zachował się jak typowy zdrajca. Jego podejście do tego jednak zmieniało się wręcz o sto osiemdziesiąt stopni, gdy w pobliżu pojawiała się Pieśń lub szczeniaki. Zdążył pokochać ich całym sercem.
Gdy byli już prawie na targu, Pleśń przerwał milczenie:
— To… kiedy będziesz wracać? — zagadnął, będąc pewny, że Dalmatyńczyk zaraz go opuści.
— A co mamy do załatwienia? — Nakrapiany odpowiedział mu chłodnym pytaniem, nie racząc nawet na niego spojrzeć.
Dla syna Rzepakowej było to dość dziwne. Skoro pies szedł się spotkać z Omszonym, to czemu chciał to wiedzieć? I dlaczego mówił, jakby było to też jego zadanie?
— Chciałem przynieść stąd nowy koc — wyjaśnił krótko swojemu zgryźliwemu towarzyszowi.
— To jak go zawiniesz — zadecydował w końcu Biały, odpowiadając tym samym na początkowe pytanie.
Starszy wojownik mimo zaskoczenia, jakie to w nim wywołało, nie zamierzał się kłócić. Ruszył, by zdobyć swój łup. Nakrapiany natomiast przysiadł na śniegu przy skraju targu, obserwując jego poczynania znudzonym wzrokiem, który nie zmienił się nawet na widok czarno-białego uciekającego z ciemno-niebieskim materiałem w pysku przed wściekłym dwunożnym. Ognisty był na tyle szybki, by nawet z niedogodnością, jaką był dodatkowy ładunek, bez trudu uciec mężczyźnie.
Dopiero gdy zbliżyli się do Białego, podniósł się on leniwie z ziemi, jakby wszystko to sobie wyliczył już wcześniej i sam udał się truchtem w drogę powrotną. Przyspieszył, kiedy partner jego ciotki się z nim zrównał, nie chcąc zostać w tyle. Ucieczka zakończyła się dość szybko, a Ciepły mógł w spokoju poprawić koc, by bardziej go nie wybrudzić śniegiem. Złożył go nieco, zaginając rogi i zarzucił na swoje barki. Liczył, że gdy wyschnie, będzie prezentował się nieco lepiej niż kawałek mokrej ścierki.
— Nie idziesz się spotkać z moim bratem? — zapytał Ognisty, podczas ich drogi powrotnej.
Dalmatyńczyk nie wyglądał, jakby gdziekolwiek się wybierał.
— Nie pamiętam, żebym mówił, że do niego idę — odparł Biały, a jego styl wypowiedzi coraz bardziej zaczynał działać Pleśni na nerwy.
— To dlaczego mi pomagasz? — Czarno-biały nie potrafił tego pojąć.
Ustalmy jedno. Ta dwójka od pierwszego spotkania nie pałała do siebie sympatią. Nie było takiej możliwości, by pomoc ta była oparta na ich przyjacielskiej więzi. Nakrapiany prychnął cicho. — Miałem ochotę się przejść, to wszystko — rzucił, a jego tonie była kpina, którą już nie raz potraktował młodszego syna Rzepakowej.
Zdobycie się na nią nie było głupim pomysłem, bo dzięki temu uniknął dalszego przesłuchania. Czarno-biały stracił jakiekolwiek chęci do dalszego wypytywania. W ciszy, przerywanej tylko skrzypieniem śniegu pod ich łapami dotarli do obozu.
Rozstali się przy wejściu do stajni. Ciepły wrócił do Żałobnej. Przywitał się z nią, Szeptem oraz Różyczką. Wieczorynka prawdopodobnie znów odwiedzała Owsiankę. Młody ojciec rozłożył koc na ziemi. Miał nadzieję, że ten prezent pomoże jego partnerce, gdy będzie zmuszona wrócić na tereny Ventusu tym razem bez niego. Już teraz bez problemu mógł powiedzieć, że będzie tęsknił za tym beztroskim czasem. Ich rodzinie daleko było do ideału, ale nie miało to najmniejszego znaczenia.
<Żałobna Pieśni?>
[2235 słów, Ciepła Pleśń otrzymuje 22 punkty doświadczenia + 22 punkty doświadczenia za event, a Nagietkowa Łapa 1 punkt treningu]

15 grudnia 2021

Miot w... trudno powiedzieć Industrii i Ventusie?? [Żałobna Pieśń x Ciepła Pleśń]

historia

Zawsze marzyłeś o byciu małym smrodem? Nie? Super, teraz masz okazję być nie tylko małym i smrodem, ale nawet małym MIĘDZYKLANOWYM smrodem!!! Wyobraź sobie Żałobną Pieśń. Taka stara panna z depresją, która ponad pół swojego życia myślała, że bombelki wychodzą z dwóch samic. Teraz wyobraź sobie najgłupsze słowo, którym można nazwać psa. Pleśń. I to jeszcze Ciepła. Połącz ze sobą kropki — kodeksowego fanatyka i straumatyzowany kłębek nerwicy, który jest od niego starszy na tyle, że mógłby być jego matką. Uwaga uwaga, zamiast tego będzie matką jego kaszojadów. Niesamowity zwrot akcji. Gwarantujemy rozbitą rodzinę, nieodpisujących miesiącami starych, którzy znikają po mleko, szaloną babcię-liderkę i nieobecną ciocię-medyczkę. Czego chcieć więcej? Wyboru klanów? Proszę bardzo, możesz być Szybkim Tyłkiem albo Przysmolonym Tyłkiem, wedle życzenia przy zostawaniu uczniakiem, wcześniej niestety wszyscy gnieździmy się pod rządami przewracającej się w Infernum Bryzowej, bo ta wariatka nigdy nie zejdzie ze stołka. Nawet po śmierci. Zapisy do tego domu wariatów u karo lub senshi, buźka (edytowane)

[prawdopodobnie opis zostanie wkrótce zmieniony na mniej pijany]

Opowiadanie z historią

aparycja
Wielkość psa:
○ średnia
Uszy:
○ stojące
Oczy:
○ brązowe
○ bursztynowe
○ niebieskie (ewentualnie)
Długość sierści:
○ półdługa
Kolory:
○ solid czarny
○ solid brązowy
○ solid rudy (nie intensywny)
○ solid złoty/beżowy
○ solid biały (jeden na miot!)
○ czarny z rudymi tan points
○ czarny z beżowymi tan points
○ brązowy z rudymi tan points
○ brązowy z beżowymi tan points
○ rudy z czarnym sable
○ rudy z brązowym sable
○ złoty/beżowy z czarnym sable
○ złoty/beżowy z brązowym sable
Wszystkie powyższe muszą mieć znaczenia irish spotting albo white factored, MOGĄ ale nie muszą mieć roaning.

Uwagi
Budowa raczej lekka, bardziej w typie border collie niż aussie.

LINK DO DOCU Z PROPONOWANYMI, ZATWIERDZONYMI MAŚCIAMI
 
formularz
Miot jest zamknięty, ale jeśli ktoś miałby bardzo ochotę i pomysł zajebisty, to może pisać do OrangeMind#5703 na pw.

Uwaga! Miot rodzi się 28 grudnia i oficjalnie pojawi się wtedy na stronie, ale kartę postaci należy odesłać do 26 grudnia
 
zapisani
1. Wieczorynka, suczka
fley#9531
2. Szept, suczka 
Ja#4101
3. Różyczka, suczka
kovansky#0451

14 grudnia 2021

Od Ciepłej Pleśni CD Żałobnej Pieśni

Ciepły wlepił w suczkę spojrzenie swoich dwukolorowych oczu. Nie rozumiał, czemu zaproponowała mu spacer, w zasadzie się nie znali. Może chciała po prostu pomocy z polowaniem? To była najprawdopodobniejsza odpowiedź. Młody wojownik zawahał się, czy powinien się zgadzać. Zerknął w kierunku Ognistego Maku i Iskrzącego Płomienia, którzy czekali na niego, by kontynuować patrol i podjął decyzję:
— Z przyjemnością, jeśli tylko nie przekroczysz do tego czasu granicy.
Nie czekając na odpowiedź, czy też zapewnienia, że tak się nie stanie ruszył w dalszą drogę. I tak widział już zniecierpliwienie na pyskach pozostałej dwójki, zerkającej dość podejrzliwie w kierunku Wietrznej. Nie wyglądali na przekonanych co do jej czystych zamiarów, ale też nie mieli prawa wyganiać jej z neutralnego terenu, na którym na razie się znajdowała.
Dokończenie obchodu zajęło im niewiele czasu, prawie kończyli swój odcinek trasy. Ciepły nie wrócił z pozostałą dwójką do obozu, a zdecydował się wrócić na granicę. Początkowo żałował nieco podjętej przez siebie decyzji. Był pewny, że wyjdzie na idiotę i gdy wróci, nikogo już nie zastanie. Tak się jednak nie stało. Jasna suczka siedziała kilka metrów dalej, w cieniu drzew. Upał musiał dawać jej się we znaki. Zresztą męczył on wszystkich.
— Wróciłam, Żałobna Pieśni — powiadomił ją wciąż jakby nieco zmieszany.
Rzadko poza zgromadzeniami spotykał psy z innych klanów i przeważnie wolał ich raczej unikać. Tym razem było na to już za późno. Suczka podniosła na niego wzrok i nieznacznie się ożywiła.
— To świetnie. Dziękuję — mruknęła.
— Jest jakiś powód, dla którego zapytałaś mnie o spacer? — wypalił Ciepły, chcąc wiedzieć, czego ma się spodziewać.
Było za wcześnie na takie pytanie, by nie było ono niegrzeczne. Świadczyło o tym także zmieszanie, jakie wywołało u Wietrznej.
— Liczyłam, że pomożesz mi w polowaniu. Jak już mówiłam, większość zwierzyny przeniosła się w te rejony — wyjaśniła.
Czarno-biały od początku podejrzewał po cichu, że może tak być, ale i tak odpowiedź nie była dla niego zbyt prosta. Niby w Industrii problem braku zwierzyny nie istniał, ale co jeśli nagle by się pojawił? Każda zdobycz wtedy byłaby ważna.
Szybko jednak odgonił od siebie te myśli. Kogo obchodził nieistniejący na chwilę obecną problem, kiedy w innym klanie mogli przymierać z głodu? Na pewno nie powinno jego, jeśli jakiś brak pożywienia zostanie zarejestrowany, wtedy będzie miał podstawy, by na taką prośbę odmówić.
— W porządku — przytaknął — Wolałabyś coś mniejszego, by dało się to łatwo przenieść do Ventusu, prawda?
— Na pewno nie tak niewielkiego jak mysz, tym nikt się nie naje — odpowiedziała Pieśń, nie wiedząc do końca, czy to miał na myśli wojownik.
Ciepły skinął głową. Żałobna wstała i otrzepała nieco wygniecione futro.
— Tak, no pewnie — zgodził się ognisty, po czym spróbował wykazać się znajomością okolicy. — Może znajdziemy jakieś ptaki w parku?
Pomysł został zaakceptowany, więc oboje ruszyli wzdłuż granicy. Towarzyszyła im cisza, której niezręczność narastała z każdą chwilą. Syn Rzepakowej zerkał co jakiś czas w stronę Wietrznej. Zastanawiało go, co sprawiło, że Gwiezdni postanowili wysłać ją akurat tu, akurat teraz, akurat na spotkanie z nim. Nigdy nie zaliczał się do psów szczególnie wierzących, ale zbieg okoliczności, jaki zamajaczył mu przed pyskiem, był zbyt absurdalny. Nie zdarzyło mu się tak po prostu wpaść na kogoś podczas patrolu.
— Czemu przyszłaś aż tutaj? — odezwał się w końcu, nie mogąc się powstrzymać.
— Trop mnie tu zaprowadził — wyjaśniła, zerkając na niego, co chwilę.
Najwidoczniej oboje nie byli pewni, jak zachowywać się względem siebie. Jedyne, co o sobie wiedzieli to klany i idiotyczne imiona.
— Brzmi to, jakby sami Gwiezdni cię poprowadzili. — Czarno-biały podzielił się z nią swoim przemyśleniem, a na jego pysku odruchowo pojawił się uprzejmy uśmiech. — Kto wie, może zaplanowali nasze spot… — mówiła z delikatnym uśmiechem, jednak nagle urwała, skupiając swój wzrok na pobliskim punkcie. Nie zdążyli dotrzeć jeszcze do ośrodka dokarmiania zwierzyny przez dwunożnych. Na małym paśmie nieużytku przemykało jednak się kilka królików. Przeważnie nie kręciły się w tej okolicy, więc ci z góry czuwali także nad całokształtem tej misji. Oboje poważnych wojowników podążył tropem zajęczaków, upewniając się ukradkiem, czy w okolicy nie ma nikogo, kto by im przeszkodził. Byli na tyle szybcy, by po ukatrupieniu dwóch pierwszych ofiar, rzucić się w pogoń za ich pobratymcami.
— Poradzisz sobie z zabraniem tego? — zapytał Ciepły, obserwując, jak Żałobna układa cztery króliki przy sobie, by złapać je w pysk.
— Powinnam — przytaknęła — dziękuję za pomoc.
Ognisty uznał to wręcz za absurdalne, jak pozytywne uczucie w nim rozkwitło po tych słowach.
— Drobiazg — zapewnił z mimowolnym uśmiechem.
Ich zadanie zostało wykonane, dzień dobiegał końca, a atmosfera zaczęła nieco gęstnieć. Jakby razem z brakiem celu znów istotnym stało się ich pochodzenie, obcość i okoliczności.
— Jeśli to wszystko, będę już wracał — Ognisty zrobił kilka kroków w stronę swojego obozu.
— Tak, tak! Oczywiście, ja… jeszcze raz dziękuję — wymamrotała szybko Żałobna, po czym zatkała pysk zwierzyną.
Skinęli sobie zgodnie głowami, po czym odeszli każdy w swoją stronę. Każde pozostawione same sobie przez kolejnych kilka długich księżyców.

***

Po zgromadzeniu, na którym wybrano posłańców i obwieszczono przepowiednię o śmierci dwóch Gwiazd nastała zima. Była tego roku wyjątkowo mroźna, co dodatkowo popsuło nastroje społeczne. Ciepły był bardzo zaskoczony, kiedy po powrocie delegacji dowiedział się, że został wybrany na posłańca. Tym bardziej zaniepokoił go powód takiej decyzji oraz ogólne podsumowanie wydarzeń. Żałował nieco, że nie mógł także pójść, ale po namyśle stwierdził, że taki obrót spraw był lepszy. Wstydziłby się za Omszonego, martwił wizjami medyków, byłby skory do zbyt emocjonalnego zachowania.
Tego lodowatego poranka, Rzepakowa wezwała go do siebie. Myślał, że poprosi go o pomoc ze szczeniętami, ale suczka miała zupełnie inne plany. Chciała, by oznajmił pozostałym klanom, że małe Rzepiątka przyszły na świat całe i zdrowe, jak również ich wspaniała matka jest w najwyższej formie. Oczywiście nie chodziło o to, by inni liderzy bali się o jej stan zdrowia w związku z przepowiednią.
Powód mógł wydawać się nieco ekstrawagancji, jednak wojownik zdecydował się go uszanować. Nawet nie wiedział, jak mógłby w miły sposób odwieść Gwiazdę od tego pomysłu, dlatego po prostu wyruszył w drogę. Zaczął od Bezgwiezdnych, z którymi mimo wszystko zdawali się mieć dość dobry kontakt. Nawet jeśli Miękka uważała powód tej wizyty za idiotyczny, nie dała tego po sobie poznać i rozmowa odbyła się w dość miłej atmosferze. Ciepły cały czas starał się ignorować to jak bacznie jest obserwowany.
Ze skrajności uderzył w skrajność, bo mimo że trasa ta miała średni sens poszedł do Flumine. Zdecydował się na to w czasie drogi, zyskując nieco pewności siebie u Bezgwiezdnych. Wolał teraz załatwić najgorsze. Ku jego zdziwieniu, zakończyło się jedynie na wielu uszczypliwych komentarzach, które pozwoliła przetrwać mu jedynie anielska cierpliwość. Nakrapiana nie była w nastroju, a widok jej znienawidzonego Płomiennego z tak absurdalnego powodu, tylko bardziej popsuł jej humor. Prawdę mówiąc, przy takim rozwoju sytuacji, Pleśń spodziewał się dużo gorszej reakcji.
Przedostatnich odwiedził Ciemnych, gdzie lider chyba z grzeczności, udawał zainteresowanie tematem stanu zdrowia Gwiazdy Płomiennych.
Na koniec posłaniec zostawił sobie przekazanie wiadomości Bryzowej Gwieździe. Uważał ją za najbardziej wybuchową i nieprzewidywalną. Przerastała liderkę Wodnych swoją nieprzewidywalnością.
Szedł wolno neutralnymi terenami, kiedy do jego uszu dobiegł dobrze mu znany śmiech.
— Kogo moje piękne oczy widzą! Od kiedy wielka chluba Industrii biega sobie po terenach neutralnych, zamiast męczyć szczyle? — rzucił Omszony, równając z nim kroku.
— Odkąd z twojego polecenia zostałem posłańcem — odparł Ciepły z cichym westchnieniem.
Jego brat wyszczerzył się szyderczo, jak ostatnio miał coraz częściej w zwyczaju.
— A z jaką to ważną nowiną śpieszysz do Ventusu? — zapytał, prawdopodobnie już się spodziewając, że jest to coś durnego.
Pleśń odetchnął, chciał zachować pełną powagę.
— Powiadamiam inne klany, że mama czuje się dobrze po porodzie i ze szczeniakami wszystko w porządku. — Kiedy tak to ujął, brzmiało to nawet w miarę logicznie.
— Bez jaj, kazała ci biegać cały dzień, żeby pochwalić się tymi bachorami? — parsknął starszy z braci.
— Nie ująłbym tego w tej sposób… — zaczął wyjaśniać młodszy pies, ale przerwała mu kolejna salwa śmiechu.
Przez tę konwersację, ledwo zauważyli, kiedy przekroczyli granicę. Uświadomił im to dopiero charakterystyczny zapach.
— Nie powinieneś dalej za mną iść — upomniał nielegalnego intruza Ciepły.
Mech jednak zdawał się nic sobie nie robić z tego, że właśnie poważnie naruszył kodeks. Nadal wesoło hasał przy drugim wojowniku.
— Ach, idę po Białego. Zaprosiłbym cię na męski wypad, ale raczej tylko spierdoliłbyś nastrój — wytknął posłańcowi Krtań.
— O, czyli nie bierzecie tej całej… Chmurnej? Tak o niej mówiłeś ostatnio? — Komentarz ten jak na młodszego syna Rzepakowej był naprawdę uszczypliwy.
Nigdy nie krył, że nie przepadał za tym, jak jego starszy brat wymyka się w każdej możliwej chwili na przechadzki po innych klanach. Tym większą niechęć przejawiał w kierunku jego znajomych, którzy wspierali Omszonego w jego pasji testowania niezbyt bezpiecznych substancji. Kilka razy już nie wracali przez to na noc lub trafiali do medyka.
Jedyną odpowiedzią na postawione pytanie było mrożące spojrzenie Mcha i jego przyspieszony krok. Pleśń był zaskoczony, że udało mu się trafić w tak dobry punkt. Nie był w stanie powiedzieć, czemu akurat ta szpilka ukuła dostatecznie głęboko, by zamknąć pysk drugiego psa.
Ogarnęła ich cisza aż do momentu, w którym do ich uszu dobiegł odgłos zbliżających się kroków. Kilka sekund później drogę zastąpiła im jasna Wietrzna. Widząc dwóch Płomiennych, przyjęła postawę obronną i odruchowo lekko się zjeżyła.
— Co tu robicie? — zapytała, wodząc od jednego przybysza do drugiego.
Po chwili skonfundowania, rozluźniła się nieco rozpoznając znajomego psa.
— Nie powinno was tu być. — Nie straciła przy tym swojej stanowczości.
— H-Hej — zaczął niepewnie Ciepły, czym zasłużył sobie na pełne politowania spojrzenie brata — Wiem, przychodzę z wiadomością od Rzepakowej Gwiazdy — wyjaśnił, w zasadzie nie czując potrzeby, by tłumaczyć również Mcha, który skory do rozmowy z suczką się nie wydawał.
— A ty? — drążyła dalej wojowniczka.
— Nie twoja, kurwa, sprawa — rzucił od niechcenia bury pies, przymierzając się do ruszenia w dalszą drogę.
Żałobna nie wyglądała, jakby zamierzała odpuścić.
— Trochę jednak moja, odkąd należę do klanu i mam obowiązek dbać o jego bezpieczeństwo — powiedziała, zagradzając mu drogę.
— Boże wyjmij tego kija z dupy i się nie zesraj, zachowujesz się jak Sowi — warknął na nią Omszony.
— A ty jak rozwydrzony dzieciak. Zmiataj stąd, dopóki jestem jeszcze pokojowo nastawiona.
W tym momencie rzuciła także krótkie spojrzenie na Ciepłego, jakby szukając pomocy.
— Ja przynajmniej zaruchałem, w przeciwieństwie do ciebie — pies wyszczerzył się, zadziwiająco zadowolony ze swojej riposty.
Czarno-biały zamierzał właśnie się wtrącić i także naskoczyć na swojego krewnego, słysząc jego bezwstydnie chamskie komentarze, ale wyprzedził go nowoprzybyły Wietrzny.
— Wystarczy — rozległo się nagle dość stanowcze słowo, jakby wypowiedział je sam wojownik z czterdziestoksiężycowym stażem.
Oczy obecnych zwróciły się w stronę młodego dalmatyńczyka. Kiedy tylko uwaga się na nim skoncentrowała, zwrócił się do Omszonego tym razem dużo bardziej uprzejmie:
— Mogłeś poczekać na mnie przy granicy — rzucił, marszcząc lekko brwi, jakby się gniewał, ale jego ogon kołysał się zdradliwie na widok przyjaciela.
— Co za różnica? — odparł od niechcenia sam zainteresowany.
Dalmatyńczyk wzruszył obojętnie ramionami, po czym podniósł wzrok na Żałobną.
— Zaraz wyjdziemy na tereny neutralnie, odpuść czasem — powiedział znów cierpko.
Ciepły miał zdecydowanie dość bezczelnego zachowania zarówno swojego brata jak i jego przyjaciela. Dlaczego ten, z tego co wiedział od Mcha, uczeń zwracał się w taki sposób do wyższej rangą? A nawet jeśli byłby wojownikiem, nie powinien podważać decyzji starszej od niego i w dodatku działającej według kodeksu suczki.
— Nie powinieneś się tak do niej zwracać — wtrącił się z naganą w głosie.
Pleśń widział, że jego brat już otwiera pysk, by kazać mu się nie wtrącać, ale młody Wietrzny najwidoczniej nie potrzebował pomocy.
— A ty nie powinieneś myśleć, że skoro pieprzysz się z moją ciotką, to masz prawo mnie pouczać — Było w tych słowach czuć absurdalną wyższość.
Zarówno Żałobną jak i Ciepłego zmroził ten bezczelny komentarz. Przez chwilę brakło im języków w pyskach i to wystarczyło, by Biały mruknął przychylniejszym tonem do swojego kompana „spadajmy stąd”. Obaj degeneraci dość szybko odeszli, pozostawiając posłańców w pełnej niezręczności ciszy.
— Uhm, więc wy się znacie? — zaczął niepewnie Pleśń, próbując rozluźnić atmosferę, którą dałoby się kroić nożem.
— Moja siostra go przygarnęła. — W głosie suczki skrywała się niechęć.
Jedyną suczką, jaka przyszła mu na myśl była Cynamonowa Pestka, którą widywał na zgromadzeniach.
— Ta, która jest medykiem, prawda? — Wolał się upewnić, niż strzelać w ciemno.
— Tak. — Skinęła głową. — Bardzo dobrym zresztą.
Wojownicy skierowali swe kroki w stronę obozu Wietrznych.
— Macie w klanie jeszcze jakichś krewnych? — zagadnął Ciepły.
Miało być to na pozór dość luźne pytanie, a odpowiedź na nie powinna być prosta jak stwierdzenie „Ładną dzisiaj mamy pogodę”. Niestety nie było to dobry strzał podczas rozmowy z Nieuchwytną.
— Jeszcze Krzemienny Pazur. I Sosnowa... Łapa. Ma... ma niesprawne biodra, nie jest w stanie chodzić — Wspomnienie to wydało się wywołać na jej pysku realny ból, gdy jej wzrok nerwowo uciekł.
Ognisty nie był w stanie nawet sobie wyobrazić, jak funkcjonuje taki pies, a co dopiero, ile pracy muszą mieć jego bliscy.
— Musi być jej ciężko — Jego głos brzmiał na naprawdę zmartwiony jak i jego właściciel. — A ty jak sobie z tym radzisz?
Żałobna milczała dłuższą chwilę, pogrążona gdzieś głęboko w swoich myślach.
— Staram się jej pomagać. Jej i Cynamonowej. W zasadzie zostałyśmy we trzy. Nie czuję żadnej więzi z tym bratem — odparła w końcu, ukazując nieco więcej siebie.
Te słowa mimo tonu, w jakim były wypowiedziane, brzmiały prawie inspirująco. Tak wiele przeszła, a mimo to była w stanie wspierać swoich bliskich. Pleśń również pamiętał ciągle o powodzie, któremu suczka zawdzięczała swoje imię. W jego głowie ukształtował się przez to obraz wojowniczki obleczony samymi superlatywami.
— Podziwiam, że masz w sobie tyle siły — wyznał szczerze.
— Nie ma czego podziwiać — zaprzeczyła jasna, skrywając w tym cały swój smutek.
Przez chwilę zapanowała cisza, syn Rzepakowej wahał się, czy powinien dzielić się wszystkimi swoimi przemyśleniami, ale w pewien sposób czuł się przy Żałobnej komfortowo.
— Z tego, co mówiła wasza liderka, sporo przeszliście, ty sporo przeszłaś, a mimo to trzymacie się razem — wyjaśnił więc, co miał na myśli.
Jasna zastanawiała się chwilę, co mogłaby na to odpowiedzieć. Trzymała tym Ciepłego w sporej niepewności, czy jego stwierdzenie nie przekroczyło granic jej wytrzymałości.
— Na początku się odizolowałam — Poddała się wreszcie, decydując trochę bardziej przed nim otworzyć. — Nie potrafiłam się odnaleźć po śmierci obu mam. Potem się okazało, że nawet nie są moimi matkami... Wtedy Migoczący… — Wymawiając jego imię, zadrżał jej głos, dlatego zamilkła na chwilę, by się uspokoić. — Dalej czuję, że mam za słabe relacje z siostrami, ale dziwnie się czuję. Nieswojo.
Ognistemu dłuższą chwilę zajęło poukładanie tego. Oczywiście nawet wtedy nie był w stanie zauważyć każdej rany, jaka została przez nie wydrążona w jej psychice. Poza dojrzałym zachowaniem nie miał nawet w połowie tyle doświadczenia czy traum. Z jakiegoś powodu jednak czuł do niej sympatię. Chciał okazać jej wsparcie, na jakie w jego oczach zasługiwała. Nie był w stanie odróżnić zauroczenia od chęci bycia potrzebnym. A może po prostu zbytnio się one na siebie nakładały?
— Myślę, że odbudujesz je, to kwestia czasu — zapewnił ją, próbując uchwycić w tym jednym zdaniu całe wsparcie, jakie chciał jej dać.
— Przepraszam — burknęła nagle, jakby chcąc wycofać się z każdego swojego słowa. — Powiedz lepiej, jak to jest w twojej rodzinie — dodała szybko, by tylko jej rozmówca tego nie drążył.
— Nie masz za co przepraszać — zaczął Pleśń, ale zaraz po tym podchwycił zmianę tematu — A co do mojej rodziny... jest trochę wyjątkowa — bardzo nie chciał użyć określenia "specjalna", które było dość negatywne — Mojego brata widziałaś, moją mamę pewnie też pamiętasz, ciężko ją zapomnieć. Ach… I niedawno urodziła się reszta mojego rodzeństwa. Bryzowa Gwiazda prawdopodobnie nie będzie zadowolona, że tylko to przyszedłem jej oznajmić.
— Bryzowa Gwiazda nigdy nie jest zadowolona — parsknęła Żałobna — Chyba że akurat kogoś gnębi.
— Dzięki, przynajmniej wiem, czego się spodziewać.
— Kto wie, może akurat będzie miała dobry humor. Wtedy jest szansa, że przegoni cię bez gróźb i przekleństw — Humor suczki poprawił się na tyle, że skusiła się na półżart.
Trąciła przy tym Ciepłego przyjacielsko bokiem, jakby chcąc dodać w tym wszystkim otuchy.
Chwilę później wkroczyli na teren obozu. Wiadomość Rzepakowej, jak posłańcy przewidzieli, spotkała się jedynie z irytacją Bryzowej. Chociaż w tym wypadku trochę ciężko było jej się dziwić. Czarno-biały jednak miał jedynie tę informację przekazać, a nie znosić pieklenie się suki, dlatego dość szybko się od niej oddalił.
Opuszczając stajnie, powitał ponownie Żałobną lekkim uśmiechem, ale dopiero gdy oddalili się od ciekawskich spojrzeń oraz nadstawionych uszu odezwał się:
— Jakoś to poszło — mruknął w formie podsumowania.
— Byłeś dzielny — zachichotała cicho. — Nikt z klanu nie lubi konfrontacji z Bryzową. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak ciężko ją przełknąć nie będąc do tego przyzwyczajonym.
— A tam, wystarczyło tylko trochę cierpliwości.
Tak marudząc na liderkę-wariatkę, dotarli do granicy.

***
Ostatnimi czasy zarówno Żałobna jak i Ciepły nie mieli zbyt wiele czasu. Z powodzeniem jego większość zabierali im uczniowie. Żaden z mentorów nie był w stanie odpuścić treningów swojego ucznia, dlatego widywali się rzadziej.
Nic więc dziwnego, że na zgromadzeniu klanów jakaś magiczna, niewidzialna siła ciągnęła ich spojrzenia ku sobie. Nie zostało to niezauważone przez pozostałych wojowników, ale poza ich uczniami, nikt jakoś nie kwapił się, by zwrócić im na to uwagę.
Syn Rzepakowej przeważnie poświęcał temu wydarzeniu pełnie swej uwagi, ale tym razem było nieco inaczej. Jakby się nie starał, systemy antypowodziowe Flumine nie potrafiły utrzymać jego uwagi. Dochodząc do wniosku, że równie znudzony musi być Nagietkowa Łapa, postanowił kontynuować jego trening z teorii. W końcu dosłownie na dniach mieli przejść do w pełni praktycznej części. Jego młodszy brat wyjątkowo szybko złapał kodeks, jak i teoretyczne podstawy polowania. Do tej pory ich zajęcia opierały się głównie na spacerach, wypełnionych rozmowami, gdzie młodszy pies miał polecenie pytać o wszystko, co wzbudza jego wątpliwości, nawet jeśli będzie to jedynie ptak siedzący na drzewie. Księżyc, który na to poświęcili, wydawał się wojownikowi w pełni adekwatny. Teraz wypadało w końcu przejść do działania.
Na zgromadzeniu tego dnia o praktyce mowy nie było, dlatego musieli znów zadowolić się cichą rozmową:
— Jak uważasz, lepsze są nudne zgromadzenia takie jak to, czy te bardziej barwne? — zagadnął półszeptem Ciepły.
Szczeniak zerknął na niego, później na rozmawiających liderów, najwidoczniej zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu był gotowy do jej udzielenia.
— Może to moje pierwsze, ale myślę, że lepsze są... nudne — zawyrokował Nagietek, także starał się utrzymać ciszę — Ciekawsze zgromadzenia oznaczają więcej problemów, wolę jak z Industrią wszystko jest w porządku. A ty, Ciepły?
— A ja się z tobą jak najbardziej zgadzam — odparł wojownik, bardzo zadowolony z odpowiedzi ucznia — Ciekawe zgromadzenia są bardzo długie i męczące, a przede wszystkim zwiastują jakiś niepokój. Pamiętasz jeszcze ostatni punkt kodeksu?
Tak naprawdę wcale nie wątpił w pamięć młodszego brata, ale mała powtórka nigdy nikomu nie zaszkodziła, tym bardziej jeśli łączyła się z praktycznym rozumieniem danej reguły.
— W czasie kłopotów klany powinny się zjednoczyć w walce ze wspólnym problemem, aby zachować w istnieniu wszystkie cztery klany...? — powiedział uczeń z pewną dozą niepewności w głosie.
Jego wzrok także wydawał się pytający, co niego rozbawiło jego mentora.
— Dokładnie — przytaknął pleśń, starając się rozwiać wszelkie wątpliwości swojej małej, mniej nakrapianej wersji — to znaczy, że jeśli inni będą mieli problemy, to nas one też będą po części dotyczyć.
Uczeń w tym momencie nieco się ożywił, a jego szept był coraz bardziej zdeterminowany:
— Chciałbym, żeby nie było żadnych problemów... ale pokonam wszystkie dla każdego klanu jeśli będzie trzeba. Najbardziej dla Industrii.
Gdy zakończył swoją deklarację, skupił się na swoich rodzicach, w tym momencie zajętych wyglądaniem na bardzo zainteresowanych podsumowaniami innych klanów.
— Miejmy nadzieję, że takiej potrzeby nie będzie. Na razie najważniejsze, żebyś potrafił siebie samego się obronić — stwierdził mentor i polizał młodego po głowie.
Był szczęśliwy, że kolejny idealnie zapowiadający się wojownik wyrośnie na jego naukach, a pomagało temu tylko jeszcze ich pokrewieństwo oraz przyjaźń, jakiej dodatkowo się dorobili. Nagietek zdaje się, że był z tego faktu równie zadowolony, bo uśmiechnął się wesoło i wrócił wzrokiem do Ciepłego.
— Będę się bardzo starał, żebyś był ze mnie dumny — rzucił z werwą.
Takimi słowami zawsze zmiękczał serce starszego brata.
— Przecież wiesz, że już jestem, bo dajesz z siebie wszystko — zapewnił go Pleśń.
Po tej przeuroczej wymianie zdań, która prawdopodobnie niejednego przyprawiła o cukrzycę, mentor nie mógł dłużej ignorować bycia obserwowanym. Nie był jeszcze pewny, kto tak bacznie śledził jego ruchy, ale gdzieś z tyłu głowy kołatała mu myśl, że może być to Żałobna Pieśń. Gdy jednak chciał zwrócić się w kierunku Wietrznych, poczuł, jak jego uczeń nieco się do niego zbliża.
— Kto to jest? — zapytał młody, wskazując ukradkiem na jasną suczkę — Czasami na ciebie patrzy.
Ciepły w tym momencie już całkiem świadomie podniósł wzrok na Żałobną, nawet nie zauważając, że ogon jakoś podświadomie zaczął kiwać mu się na boki. Sama zainteresowana, kiedy zrozumiała, że teraz to ona jest na świeczniku, szybko spojrzała w innym kierunku. Ciężko było powiedzieć, czy próbuje tym zwieść siebie, czy innych.
— To moja przyjaciółka z Ventusu — wyjaśnił, po czym jakby uświadamiając sobie, że może Nagietek także chętnie poznałby inne psy, ale bał się zapytać o zgodę, dodał — Chciałbyś porozmawiać z innymi uczniami? Chyba ich też trochę to nudzi i przysiedli się do Kłaczk... Kłaczastej Łapy.
Nadal nieco ciężko przychodziło mu przestawienie się ze szczenięcych imion swojego rodzeństwa. Od ich mianowania nie minął nawet pełny miesiąc i wciąż bardziej przypominali mu szczenięta.
— Mógłbym spróbować — przytaknął w przypływie odwagi maluch.
Możliwe, że wyczuł podświadome intencje starszego psa, co zaważyło na jego decyzji. Trudno było nie zauważyć oczywistej mowy ciała, wskazujące na chęć przelokowania się bliżej Wietrznych. Nagietek w przeciwieństwie do reszty swoich krewnych, zawsze wydawał się nieco bardziej niepewny, ale jak mu się dziwić, skoro każdy z nich posiadał ego lub wiarę w swoje działania tak wielkie, że ledwo mieściły się w naszym układzie słonecznym.
Gdy czarno-biały szczeniak ruszył na poszukiwanie kamratów, jego mentor jeszcze chwilę słuchał dość nudnej rozmowy, zastanawiając się jakim cudem ciągle wracali do tematu zabezpieczania powodzi. Zakończono to, w jaki sposób poradzić sobie z nadmierną ilością wody, po czym podjęto temat większego zwracania uwagi na brzące bawiące się w jej okolicach.
Pleśń wstał powoli, leniwie, jakby nie do końca świadomie, a następnie przeniósł się kilkanaście długości ogona dalej, gdzie przysiadł się do sióstr z Ventusu.
— Hej. Wzięłaś Klemantisową Łapę na zgromadzenie? — zagadnął bliższą z nich, najmniej oficjalnie jak tylko był w stanie.
Żałobna prawie podskoczyła, kiedy usłyszała to pytanie. Na chwilę straciła swojego przyjaciela z oczu, przez co w tym momencie całkowicie się go nie spodziewała.
— Tak. — odchrząknęła — Chciałam, żeby zobaczył, jak to wygląda. Trafiło mu się spokojne, może nie złapie z niego traumy — dodała półżartem.
Pies zerknął na nią lekko zaskoczony. Sam mimo dość żywiołowych oraz nieprzyjemnych zgromadzeń, nigdy nie myślał o nich w kategoriach „traumy”. Niestety opuścił zgromadzenie, na którym suczka została zaatakowana przez swoją liderkę, ale może to i dobrze? Istniałaby wtedy szansa, że mimowolnie rozpętałby wojnę. Wystarczyło, że Gwiazda wodnych patrzyła na niego krzywo od pamiętnej sprzeczki o reparacje.
— Mam nadzieję, że uda im się pozostać przy takich spokojnych zgromadzeniach — przytaknął z westchnieniem.
Pieśń pokiwała głową.
— Tego im życzę — odparła.
Milczeli krótką chwilę, Ciepły w tym czasie obserwował poczynania swojego ucznia, który rozmawiał właśnie z jakimś psem z Flumine. Miał co do tego dość mieszane uczucia. Martwił się, że ich znajomość zaowocuje czymś poważniejszym, bo nie sposób było przewidzieć, czy oznaczało to będzie poprawienie się relacji między klanami, czy raczej dramatycznym stanięciem naprzeciw siebie z powodu jakiejś bitwy.
— Ładny księżyc — usłyszał nagle.
To stwierdzenie nieco go rozluźniło. Wydało się takie… błahe. Czegoś takiego właśnie wtedy potrzebował.
— Fakt — przytaknął.
O dziwo, przypomniało mu to, o co zapytać chciał Żałobną. Mianowicie umówienie ich kolejnego spotkania.
— Może chciałabyś spotkać się jutro, po treningu? Obiecałem Szarej Skale, że zerknę na Kłacz..astą Łapę podczas zbierania ziół na targu. Miał iść sam, ale lepiej przypilnować go z daleka. Z tobą na pewno będzie ciekawiej.
Trochę obawiał się, że pytanie to było tylko durnym zawracaniem głowy wojowniczki, ale na szczęście pomysł jej się spodobał.
— Pewnie, dlaczego nie — zgodziła się Pieśń, a z jej głosu był lekki entuzjazm.
W tym momencie medyk wodnych w końcu zamilkł, a nieco zdezorientowane spokojem, jaki zapanował psy, zaczęły rozchodzić się klanami ze wzgórza. Ciężko było powiedzieć czy taki obrót spraw był zapowiedzią lepszego jutra, czy tylko ciszą przed burzą.

<Żałobna? To opko mnie zjadło i wypluło.>
[ 3922 słów, Ciepła Pleśń otrzymuje 39 punktów doświadczenia i gówniaki, które go nienawidzą, a Nagietkowa Łapa 1 punkt treningu]