Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brązowa Gwiazda × Migoczące Światło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brązowa Gwiazda × Migoczące Światło. Pokaż wszystkie posty

30 kwietnia 2021

Od Brązowej Blizny CD Migoczącego Światła — zgromadzenie klanów

Brązowa Blizna po tym jak wrócił już... no cóż. Za długo go nie było można powiedzieć. Migocząca Ła… Migoczące Światło! Tak! Musi się jeszcze do tego imienia przyzwyczaić. Pokręcił lekko głową. Podchodzi już do swojego danego ucznia.
— Witaj Migoczą… Migoczące Światło — poprawił się, zanim zdążył go wojownik poprawić. — Słyszałem już, że dużo się działo pod moją nieobecność.
— Tak, dosyć się dużo działo, ale na szczęście jesteś tutaj z nami Brązowa Blizno! — odparł Migoczące Światło, a Brązowej Bliźnie aż się miło zrobiło.
 
Brązowa Blizna przychodzi na zgromadzenie. Nie wydawało się jakieś ciekawe, no ale przynajmniej lepsze niż ostatnie, na którym lider Tenebris zdechł.
— Coś tu śmierdzi, czy to przypadkiem nie są przypadkiem Bezgwiezdni? — odezwała się Rzepakowa Gwiazda.
— Wydaje Ci się, zaczynaj — odpowiedział za to jej nowy zastępca — Sowi Pazur.
— WIDZISZ JĄ? TO BIAŁA GWIAZDA. O MOI GWIEZDNI. JAK ONA SUPER WYGLĄDA. TO MOJA MEN — dosłyszał jakieś krzyczenie wojownika, chociaż nie wiedział skąd i o czym on mówi, śmiesznie było. Co prawda nie dosłyszał, co dalej mówił jednak…
Przez długą chwile były jeszcze rozmowy, czekaliśmy, aż zaczniemy. Bezgwiezdni przyszli tutaj nieproszeni… eh.
— Moglibyśmy już zacząć? — chrząknął dosyć głośno Sowi Pazur.
— Dziękuję, Sowi Pazurze — rzekła zakłopotana Rzepakowa Gwiazda. — Tak więc, od czego by tu zacząć? Może, eee... — mruknęła pod nosem, zwracając się po chwili do siedzącego tuż koło niej Sowiego. — Weź mi tu trochę pomóż, co?
Kiwnął lekko głową do Rzepakowej Gwiazdy lekko zirytowany.
— W Industrii jest lepiej niż w czasie epidemii. Nie mamy dużo strat jak i mamy nowych wojowników. Również mamy nowe szczeniaki w klanie.
— No właśnie! Mamy nowe gnojowniki w klanie, to chyba dobrze, nie? — krzyknęła uradowana.
— Tak Rzepakowa Gwiazdo... to bardzo dobrze — powiedział już ciszej, lekko wzdychając.
— Juhu?! — odparł mniejszy Bezgwiezdny. — Cieszymy się, że u was wszystko w porządku. U nas też narodziło się sporo szczeniąt, a część z nich już nawet zostało uczniami — uśmiechnął się do samicy — i nikt nie umarł w epidemii.
— Och tak, tak — zaczyna się drzeć — w klanie mamy nowych, młodziutkich członków!
Brązowa Blizna cicho chrząknął, słysząc, jak są zadowoleni wojownicy Industrii z nowych szczeniaków.
— Możecie pochwalić się, jak stoicie z włóczęgami! Bo ostatnio jest u nas wielu się kręciło niedaleko naszych granic.
— Niedaleko wszystkich granic, jeśli dobrze słyszałem. Temat był poruszony na poprzednim zgromadzeniu, ale epidemia i śmierć Ciemniej Gwiazdy zajęła wszystkich. Epidemia skończyła się z niewielkimi stratami, a włóczędzy ciągle grasują.
Jednak mimo tego dostrzegł swojego przyjaciela z Industrii, zadowolony podniósł się i niczym ninja przysiadł się do Płonącego Konara. Niestety Mleczne Oko nie mogła się za bardzo do nich przysiąść, gdyż była zastępczynią, a Opalowego Promyka nigdzie nie dostrzegał. Laurency to Bezgwiezdny, więc go tu nie będzie… albo w sumie może na następnym zgromadzeniu go złapią, bo tutaj wtargnęli inni co?
— Witaj Brązowa Blizno. Naprawdę cieszę się, że Cię widzę — powiedział Płonący Konar do wojownika.
— Witaj Płonący Konarze, w końcu mogę was zobaczyć od naszego ostatniego rozstania — powiedział brązowy pies szeptem. Aby nie przeszkadzać innym.
Płonący Konar lekko skinął przyjacielowi, po czym wrócili do słuchania liderów.
— Ponieważ mamy te same problemy i tego samego wroga. Jesteśmy częścią tego samego społeczeństwa — powiedział młody Bezgwiezdny.
Szczerze Brązowa Blizna teraz nie za bardzo wiedział, o czym wszyscy mówią… w tym był problem.
— Z pewnością — syknęła wojowniczka z Industrii — ale wiarę to już nie.
— Zgadza się więc lepiej siedź cicho — mruknął większy Bezgwiezdny.
— Malwowy Ogonie opanuj się — warknął zastępca Rzepakowej Gwiazdy.
— Masz rację… — urwała na chwilę Biała Gwiazda — masz rację, młody Bezgwiezdny. Dlatego też bardzo się cieszę, że ten problem został przez was poruszony. Powinniśmy dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja w pozostałych klanach i, jeśli zajdzie taka potrzeba, być gotowymi połączyć siłę, by stawić czoła wspólnemu wrogowi. — Po czym Biała Gwiazda rozejrzała się po pozostałych przywódcach.
— Ależ Sowi Pazurze, jestem spokojna — Malwowy Ogon momentalnie się uspokoiła. — Po prostu ich straszę, rozumiesz, są tacy niepoważni.
— Czy tylko kuźwa ja tutaj latam całe dnie za włóczęgami?! Nie sądzicie, że to dziwne jak liczną grupą są i rozproszoną jak robaki jestem przekonany, że ta grupa zorganizowana badająca nasze słabości!
Brązowa Blizna zaczął się obawiać o stan psychiczny tego psa, albo też o innych, a co jak zaatakuje?
— Dziękuję liderko — zwrócił się w stronę Białej Gwiazdy. Jednak i tak zaczął mówić do swojego kolegi. — Dymie. Zdają sobie na pewno sprawę z powagi sytuacji. Pamiętają sprawę z Quintusem.
Brązowa Blizna poczuł, jak przyjaciela obok przechodzą dreszcze. Spojrzał na niego kątem oka czy dobrze się czuje, jednak wyglądał dobrze. Nie było czym się martwić.
— Przestańcie wrzeszczeć oboje — w końcu nie wytrzymała Mleczne Oko — i dajcie swoim liderom mówić.
O! O! Dajesz Mleczne Oko! — kibicował w myślach pies.
— Przepraszamy, rzeczywiście, zachowaliśmy się nie na miejscu — odpowiedział jakiś wojownik z Industrii.
— Czy pozostałe klany, poza Tenebrisem mają coś do powiedzenia. Czy tylko my będziemy rozmawiać z Bezgwiezdnymi? — powiedział kolejny wojownik, tym razem z Tenebris.
— Flumine również miało problemy z włóczęgami. Nie narzucali się zbytnio, dajemy sobie z nimi radę, ale i tak często pojawiają się na naszych terenach — odkaszlnęła Nakrapiana Gwiazda.
— Możecie się na mnie wkurzać, ale dla waszej wiadomości za kilka tygodni się nie pozbieracie jak ruszą na was zorganizowaną grupą. My jesteśmy gotowi, bo wiemy, gdzie prawdopodobniej się ukrywają, ale wy dalej sobie myślcie, że Gwiezdni was uchronią — mruknął większy Bezgwiezdny.
Brązowa Blizna się trochę oburzył. Poczuł, że pies obraża jego wiarę… a to naprawdę mu się nie podobało.
— A Ventus? — zapytał, prawie że ignorując swojego kolegę.
— Jedynym zmartwieniem Ventus są dwunożni, z którymi sobie poradzimy. Nie mamy problemów z włóczęgami z reguły… — stwierdził w końcu sam brązowy wojownik.
Po chwili jednak pożałował tych słów, czując na sobie wzrok samej liderki swojego klanu, Bryzowej Gwiazdy. Warknął coś pod nosem po czym po czym lekko odwrócił wzrok na liderkę. Nie była zadowolona jak widać, że zabiera jej kwestię. Kuźwa.
— Nikt u nas nie umarł — stwierdził w końcu młody.
Brązowa Blizna po tym wzroku był trochę… a nawet bardziej spięty. Nie mógł raczej powiedzieć o tym Płonącemu Konarowi, mimo tego, że byli przyjaciółmi, ale po prostu jakby to zabrzmiało? Że się boi własnej liderki? No właśnie.
— Kiedyś to były zgromadzenia, teraz to nie ma… — powiedziała niezadowolona Rzepakowa Gwiazda.
— Co do epidemii, były straty. Można powiedzieć, że nawet dużo. Jednak damy radę, prawda? — powiedział Sowi Pazur, jednak po chwili dopowiedział. — Prawda.
— Ważne, że epidemia się skończyła. Każdy klan kogoś stracił.
— Nie każdy.
— Nie jesteście klanem, idioci! Tylko zgrają włóczęgów bez tradycji!
— Jesteśmy skuteczni.
— Łatwo utrzymać zdrowie, kiedy jest was trzech na krzyż — warknęła Nakrapiana Gwiazda.
— Zdziwiłabyś się — odwarknął.
— Przestań — syknął do niego młody. — Nienawidzicie nas z powodu poglądów, a szczycicie się swoją szlachetnością.
— Skuteczni, skuteczni! Nic dziwnego! Wygnaliście nas z bezpiecznego lasu! Zajęliście tereny bez dwunożnych, gdzie mysz by sobie nawet poradziła! Daruj sobie te gadki!
Brązowa Blizna wziął głęboki wdech, myśląc o tym, że Malwowy Ogon pomyliła ich.
— Rozumiem, że bariera wiary jest dla was barierą nie do pokonania — powiedział do samicy — i nie mam zamiaru zmuszać cię do uznania nas za klan. Nie mogę tego zrobić. Możesz myśleć, co chcesz. Ale żyjemy w tym samym mieście i mamy te same problemy. Czy tego chcecie, czy nie, czy nas uznajecie, czy nie. Nie ruszymy się z tego miejsca. Możecie nas mieć nawet za szczury. Zamiast nas przeklinać, może wróćmy do tematu?
— Tematu, powiadasz? Tematu? Z wami? Czy można z wami normalnie porozmawiać? Nie zauważyłam, naprawdę. Zgromadzenie klanów jest dla nas ważne, Bezgwiezdni. Jesteśmy psami wierzącymi a wy nie. Przychodząc w to miejsce, obrażacie nas.
— Nie jesteś przywódcą prawda? Siedzi ona obok ciebie, tak samo jak zastępca. Czemu oni się nie wypowiedzą, zamiast ciebie? Skoro mówisz tak, jakby twoje zdanie było zdaniem klanu? Zgromadzenie, z tego co wiem, ma służyć omówieniu spraw, nie modlitwom. — Według Brązowej Blizny to było trochę niegrzeczne… — Czy jest jeszcze coś do powiedzenia na istotne tematy? Czy na twoim warczeniu będziemy kończyć?
— Poczekaj, bezgwiezdny na słowa Przywódców, skoro tak bardzo na ich zdaniu Ci zależy.
— Czy mamy coś do powiedzenia w sprawie minionej epidemii? Jak sytuacja w klanach? — odezwała się w końcu Bryzowa. Tym razem nie zabrał jej kwestii, nie mogła być na niego zła.
— Zmarło u nas parę psów — powiedziała Mleczne Oko — ale cała sytuacja jest opanowana.
— U nas podobnie, nie mamy już problemów — odpowiedziała liderka Flumine.
— Tak samo. Liderko, jak u was? — zwrócił się młody do Rzepakowej Gwiazdy.
— Radzimy sobie dzięki. Nie potrzebujemy jakiegoś wielkiego wspominania. Dobrze sobie radzimy i tyle. — za to odpowiedział jej zastępca. Sowi Pazur.
Jak widział Brązowa Blizna, skoro za przywódczynię mówił jej zastępca, mimo tego, że była na zgromadzeniu… to musiało się coś dziać.
— Mam pytanie, może głupie od kiedy zauważono spadek? Na tyle, że została wykluczona możliwość nawrotu zarazy?
Przecież przynieśliśmy zioła… Laurency musiał je im przynieść — pomyślał Brązowa Blizna. Przecież to logiczne…
 
To był już koniec zgromadzenia, było… dosyć nieprzyjemne. A tym bardziej kiedy Bryzowa Gwiazda na niego patrzała, jakby chciała go zabić. Po powrocie do obozu chciał porozmawiać z innymi, lecz nawet nie miał takiej możliwości kiedy Bryzowa Gwiazda go zaczepiła.
— Co Ty sobie myślałeś, przemawiając jak lider na zgromadzeniu? — warknęła niezadowolona.
— Powiedziałem tylko jedno zdanie… — zauważył cicho wojownik.
— Ja jestem liderką! Ja jako lider mówię na zgromadzeniach, zapamiętaj to sobie.
— Tylko że Ty byś nie powiedziała! — warknął w końcu Brązowa Blizna, a prędzej to trochę podniósł głos. Jednak nie był zadowolony z tego i raz chrząknął, przyprowadzając swój głos do porządku. — Znaczy tak…
— Zapamiętaj to sobie mysi móżdżku — syknęła ponownie, po czym odchodzi od brązowego wojownika.
 
Brązowa Blizna po „opierdzielu” od Bryzowej Gwiazdy ruszył w stronę Migoczącego Światła oraz Berberysowego Wzgórza, gdyż to właśnie z nimi wybierał się na patrol.
Patrol był dosyć spokojny… poza faktem, że musieli uważać na pułapki rozstawione przez dwunożnych. Szczerze mówiąc, najbardziej się bał o Migoczące Światło, przecież jak w coś wpadnie, to on sobie tego nie wybaczy.
— Uważaj tam — powiedział za nim Brązowa Blizna, widząc, jak właśnie Migotek wbiega w pole.
— Uważam! — krzyknął zza ramienia Migoczące Światło.
Berberysowe Wzgórze przewrócił na to oczami i pobiegł za młodszym wojownikiem. Jednak po chwili już do uszu Migoczącego Światła i Brązowej Blizny dobiegł odgłos zamykającej się klatki oraz krzyk zastępcy. Brązowa Blizna bez wahania podbiega do miejsca, skąd usłyszał krzyk. Już widział ogon Migoczącego Światła przed sobą, dlatego przyspieszył, aby być pierwszy przed nim. Przecież nie chciał, aby on coś takiego oglądał. Zobaczył Berberysowe Wzgórze… w na pewno złym stanie. Miał całą łapę w krwi, przyjrzał mu się. Widział, że jeszcze jego klatka piersiowa się unosi, co znaczy, że jeszcze żył! Jest nadzieja!
Spojrzał na u… już wojownika! Tak, Migoczące Światło jest wojownikiem, nie małym Bubą uczniem.
— Trzeba go zabrać do obozu… — powiedział cicho.
A co jeśli pies zginie? Przecież to będzie najgorsze… kto wtedy zostanie zastępcą?
— Tak, tak… — powiedział szybko Migoczące Światło.
Brązowa Blizna był tak samo przerażony jak Migoczące Światło… niestety.
Zanieśli Berberysowe Wzgórze do medyka. Manaci Olbrzym przecież sobie powinien poradzić…
— Niestety Berberysowe Wzgórze… — zaczął Manaci Olbrzym.
Jednak nie musiał kończyć, każdy wiedział, o co mu chodziło. Brązowa Blizna prawie od razu położył uszy po sobie i skulił ogon. Naprawdę? Po chwili przyszła do legowiska medyka Bryzowa Gwiazda.
— Berberysowe Wzgórze nie żyje? — zapytała prawie od razu po wejściu, po czym spojrzała na martwego zastępcę. Prawie od razu spojrzała na Brązową Bliznę. — No i dumny jesteś z siebie?
— Przecież nie mogłem nic zrobić — odpowiedział brązowawy wojownik.
— Racja, byliśmy bezradni — dopowiedział Migoczące Światło w obronie swojego byłego mentora.
— Nie mam kogo teraz mianować na zastępcę — warknęła niezadowolona.
— Mianuj Brązową Bliznę — powiedział stary uczeń Brązowego, a ten momentalnie spojrzał na niego. — To dobry wojownik.
Brązowa Blizna w tym czasie postanowił wziąć Berberysowe Wzgórze na środek obozu, aby inne psy mogły odbyć czuwanie. Jednak można powiedzieć, że Migoczące Światło z rozmową z Bryzową Gwiazdą ruszyli za nim.
— Nie mianuje Brązowej Blizny na zastępcę — warknęła w końcu.
— Czemu nie?
— Bo się nie nadaje?
— Nadaje — wtrącił się do rozmowy Wilczy Cień.
— Nie.
— Czemu nie? — powiedział Manaci Olbrzym ze swojego legowiska.
Po długich namowach klanu, aby mianowani Brązową Bliznę na zastępcę Bryzowa Gwiazda w końcu się zdenerwowała i zgodziła się. (uznajmy, że więcej psów się przyłączyło).
— Wypowiem je nad ciałem Berberysowego Wzgórza, by jego dusza mogła usłyszeć i zaaprobować mój wybór. Nowym zastępcą przywódczyni Ventusu zostanie Brązowa Blizna.
 
Po czym odbyło się czuwanie, a Brązowa Blizna zostaje nowym zastępcą Ventusu po nieszczęsnym wypadku Berberysowego Wzgórza… minuta ciszy dla niego.
<Migoczące Światło?>
[2018 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 20 Punktów Doświadczenia +5 za zgromadzenie]

28 lutego 2021

Od Migoczącej Łapy (Migoczącego Światła) CD Brązowej Blizny

Tak! Zabawa! Szczerze mówiąc, Migocząca Łapa nie miał teraz najmniejszej ochoty na trening, najchętniej odpoczywałby w obozie, obserwując poczynania innych klanowiczów, jednak zabawa mimo wszystko zdawała się już znacznie lepszą opcją niż trening.
— Więc tak... Ja będę chował się w kłosach, a ty będziesz musiał mnie znaleźć i spróbować zaatakować, w porządku? — wytłumaczył Brązowa Blizna. Uczeń bez zastanowienia przystał na tę propozycję zabawy, a wojownik już po chwili zniknął w kłosach, które nieznacznie uginały się i ruszały pod dotykiem ciała biegnącego psa. Uczeń odczekał chwilę i ruszył w ślad za nim, kierując się zapachem. Nie opłacałaby mu się pogoń za mentorem. Z doświadczenia dobrze wiedział, że nie doścignąłby go tak łatwo. Niestety, po chwili wiatr zmienił swój kierunek, na korzyść Brązowej Blizny i biszkoptowy już nie mógł polegać na swoim węchu. Dorosły pies zapewne teraz wywijał się między kłosami, nie mogąc się doczekać, aż poczuje na sobie ciężar ciała swojego ucznia. Cóż, będzie musiał jeszcze trochę na to poczekać, gdyż Migotek stał jak słup, nie wiedząc, w którą stronę powinien się ruszyć. Ostatecznie pobiegł na chybił trafił, mając jedynie nadzieję, że może jakoś wyczuje, czy zauważy obecność mentora w pobliżu. Po dłuższej chwili, gdy już się trochę zmęczył biegiem i powoli szedł przed siebie, niespodziewanie do jego nosa dotarł silny, znajomy zapach. Tak, to był nikt inny, jak sam Brązowy Blizna! Uczeń uniósł ostrożnie łeb i wysunął go lekko naprzód, chcąc ujrzeć swojego mentora. Miał szczęście. Dorosły pies akurat stał, rozglądając się i odpoczywając po wyczerpującym biegu. Wiatr wiał na korzyść Migoczącej Łapy, co dawało mu znaczną przewagę. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, wymierzył skok i rzucił się na psa. Niestety, Brązowa Blizna w porę zorientował się, że jeśli nic nie zrobi, to lada moment zostanie przyszpilony do ziemi przez swojego ucznia, więc wykonał zręczny unik, patrząc, jak uczeń upada w kłosy.
— Hah, wszystko w porządku? — podszedł do biszkoptowego, gdy ten usiłował się podnieść po bolesnym upadku.
— Tak, aczkolwiek miękkie lądowanie to nie było... — zaśmiał się cicho, unosząc się na równe łapy i się rozciągając. — Więc... To koniec naszej zabawy? Hah, znudziło mi się uganianie za tobą i padanie na twardą ziemię — oboje zaśmiali się głośno, a mentor liznął czule swojego ucznia po uchu, pozbywając się z jego pyska piachu.
— Tak, teraz wytłumaczę ci trochę teorii.
<Brązowa Blizno?>
[377 słów: Migocząca Łapa (Migoczące Światło) dostaje 3 Punkty Doświadczenia i ta-da, zalicza mianowanie na wojownika]

17 lutego 2021

Od Brązowej Blizny CD Migoczącej Łapy

Chyba bez potrzeby się on na niego gniewał. No jak można było się na takiego niewinnego ucznia gniewać? Nie miał serca, aby to zrobić. A tym bardziej, iż trochę było mu przykro, że tak na niego nakrzyczał. Miał wyrzuty sumienia. Serce się kraje. On nie może tak po prostu krzyczeć na kogoś. On nie chciał przecież. Ale ważne, że teraz jest wszystko dobrze. Nie powinni chyba teraz się tym przejmować. Po prostu pewnie próbował coś upolować, tak. Tak uznajmy. Chociaż Brązowa Blizna nie zna prawdziwej wersji. Chociaż naprawdę bał się, że coś mu się stanie. Jakby tu przybiegł potwór? To przecież gdyby mu nie pomógł, straciłby łapę, i nie mógłby zostać wojownikiem, i najprawdopodobniej trafiłby do starszyzny, przecież tam są psy, które nie mogą walczyć czy polować. Nie Brązowa Blizno! Koniec. Za dużo scenariuszy już masz w głowie. Nie myślimy o tym. Koniec. Za dużo tego, naprawdę. Albo jeszcze by brakowało, aby Migocząca Łapa skończył z imieniem, które opisuje to zdarzenie. Na przykład przecież on ma takie. Dobra, naprawdę koniec. Za dużo myśli naraz. Delikatnie go dotyka nosem po głowie, po czym wstaje. Czując, że Brązowa Blizna się ruszył, Migocząca Łapa też wstaje.
— Wróćmy do obozu, przecież nie będziemy tu siedzieć cały czas. Pójdziemy na następnym treningu na walkę — odparł, mówiąc optymistycznie.
— Walkę? — powtórzył ciągle tym samym tonem Migocząca Łapa, czy on go słuchał? Czy też się zamyślił o na temat tego zdarzenia?
— Tak, nauczymy się walczyć. Znaczy. — Ugryzł się w język. Przecież on umie walczyć. — Nauczymy się podstaw walki — odparł już szybciej i ruszył po swoją przepiórkę. Którą zostawił gdzieś tam. A uczeń wrócił po swoją mysz.
Tę mysz, z której do końca Brązowa Blizna nie był zadowolony. No cóż, pierwsza zdobycz. A potrenuje przecież jeszcze z nim polowanie. Jednak w opinii Brązowej Blizny, trzeba urozmaicać treningi uczniów. Aby nie mieli ciągle czegoś pod rząd. Tutaj nauczą się tego, a tam tego. Nauka przez zabawę też jest dobra. A uczniowie lubią treningi walki z tego co wiedział. A jeśli będzie wolał polować, będą polować, ale po treningu walki. Wszystko jest przecież tak samo ważne. Wypadałoby tylko wymyślić jak ten trening przeprowadzić. A najlepiej wtedy by było przez zabawę, pobawi się młody, i się czegoś nauczy. Czyli jak już było wspomniane — jego ulubiona forma nauki. Nie będzie wtedy kojarzył nauki z jakimś cierpieniem. A do tego sam będzie raczej kojarzony z miłym i dobrym mentorem. Idealnie.
 
Słońce już było wysoko. A jego ucznia brak. A umówili się, że przyjdzie do niego po posiłku, aby miał siły. Ile można jeść? No dobrze, może tylko Brązowa Blizna je jakoś szybko, a potem biega, ale naprawdę, aby tak długo? Ile on już je? Cały sezon najpewniej. Wzdycha ciężko i już miał się kierować w stronę legowiska uczniów, bo widział, że tam jadł posiłek, kiedy z niego wybiega nie kto inny, jak właśnie Migocząca Łapa. Ha! Nauczył go biegać, a przynajmniej startować, bo właśnie widział, jak biegł w jego stronę, aż prawie się zderzyli, jednak uczeń wyhamował w porę.
— Bardzo dobrze! — pochwalił go mentor i pokazał głową na wyjścia z obozu. — Gotowy? — zapytał dla pewności.
— Tak, Brązowa Blizno — odpowiedział uczeń i ruszyli truchtem w stronę wyjścia z obozu. Oczywiście nie od razu biegiem. Nie chcieliby jeszcze raz widzieć swoich posiłków.
Ruszyli więc do pola, oczywiście teraz mentor będzie mógł pilnować swojego ucznia, aby nie wpadł na tory. Wprost przeciwnie! Nawet zaprowadzi go w tę część, gdzie bliżej jest do granicy niż do torów. Wojownicy z innego klanu go nie zabiją, raczej. A potwór już tak. Dlatego, też będzie go pilnować, aby nie przekroczyli granicy. Nie chciałby mieć problemów z wojownikami wrogiego klanu. Nikt by nie chciał.
— Gotowy? — zapytał szybko, zatrzymując się między złotymi kłosami.
Dlatego też Brązowa Blizna wybrał takie miejsce? Uczeń nauczy się walczyć z przeciwnikiem, którego też do końca nie widzi. Musi być przecież szybki i zwinny, nie da się zaatakować psa szybszego od siebie. A jak się będzie atakowało przeciwnika z kilku stron, nie będzie wiedzieć skąd się przygotować na atak. Oczywiście, znał jego zdanie, na temat walki, że nie chce zabijać innych, i tym podobne. Ale przecież nikt mu nie każe zabijać. Brązowa Blizna sam wiedział, że on nie lubi atakować. Najlepsza jest obrona. Nikt przecież tak po prostu nie chce atakować innych. No, chyba że jesteś na patrolu. To wtedy też wypada podejść i wyjaśnić sprawę, jak pies z psem. Ale nie zawsze Brązowa Blizna prowadzi patrol, często wtedy musi atakować.
— Tak — odparł uczeń, jakoś chyba niechętnie. Chociaż Brązowa Blizna się z jednej strony nie dziwił, a z drugiej, było mu trochę przykro.
Ze swojego doświadczenia, wiedział, że to wina nauczyciela, że uczeń nie jest zainteresowany lekcją. Przez co chciał wymyślić, jak mógłby z nim tę lekcję przeprowadzić, aby go zainteresować. Na pewno przez zabawę. Nie będzie się przecież nudził, tak jak było to wspomniane. Tylko w co? I jak to zrobić też jako nauka? Pobawiłby się z nim w berka, ale wtedy tylko bardziej by go nauczył biegać. Chowanego? Węch, czyli też niby polowanie. Ale jak walkę? W walkę, tak jak szczeniaki nie będzie się bawić przecież. Ale mogliby się teorii jakoś pouczyć, wtedy na pewno by nie mogli się bić, to później może trochę. Na pewno będą walczyć, ale nie teraz, kiedy on musi jeszcze go nauczyć tylu rzeczy o walce. Chociaż z drugiej strony… miał już pomysł. A do tego musiał na pewno wykorzystać pole.
— Wiesz co? Mam pomysł, zrobimy tak — zaczął wojownik. — Zrobimy taką mini zabawę. Zanim zaczniemy trenować. — Oczywiście, i tak będzie się uczyć w czasie zabawy.
— A w co? — zapytał już chyba bardziej zainteresowany uczeń, czyli tak jak myślał mentor.
Z tego był zadowolony, rozbudził jego ciekawość. Czyli na pewno trening będzie ciekawszy, dla niego, i dla Brązowej Blizny. Migocząca Łapa otrzyma naukę, i nie będzie się nudzić. A przynajmniej Brązowej Bliźnie nie będzie przykro, że go zanudza. 
<Migocząca Łapo?>
[965 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia, Migocząca Łapa 2 Punkty Treningu]

16 lutego 2021

Od Migoczącej Łapy CD Brązowej Blizny

Uczeń niezmiernie cieszył się z faktu, że będzie umiał szybko biegać! W końcu dobrze wiedział, że Brązowa Blizna to bardzo szybki, jak nie najszybszy wojownik w całym klanie, a może i nawet w lesie! Czyż nie? Ach, co to za różnica, dla Migoczącej Łapy Brązowa Blizna zawsze będzie najlepszy we wszystkim!
— Spróbuj. — Gdy tylko dostał pozwolenie na start, rzucił się biegiem, jak najdokładniej stosując się do instrukcji mentora. Musiał wyciągać jak najdalej łapy! Pamiętał też o szybkim przebieraniu nimi, jednak to nie za bardzo mu wychodziło. Skupił się bardziej na odpowiednim wyciągnięciu, w końcu Brązowa Blizna sam powiedział, że im dalej je wyciągnie, tym szybciej biegać będzie! Po chwili zauważył wyprzedzającego go brązowo-białego wojownika. Już miał nadzieję, że jest szybszy od niego! Najwidoczniej mistrza nie da się pokonać... Nie, Migocząca Łapa wierzy w to, że pewnego dnia uczeń przerośnie mistrza! Wojownik spojrzał na niego zza ramienia, mogąc zobaczyć rozwarty pysk ucznia, jakby chciał krzyknąć „stój!”, pomimo że nie wydobył z siebie żadnego odgłosu. Zaskoczenie i obawy biszkoptowego nie były bezpodstawne. Dorosły pies omal nie wpadł na drzewo, na szczęście jednak jedynie potknął się o jego korzeń, jakimś cudem utrzymując się na nogach. Zatrzymał się, a jego uczeń przy nim.
— Widziałeś? Dlatego trzeba uważać, jak się biegnie, inaczej wpadnie się na drzewo, lub potknie o korzeń. To, co przed chwilą zrobiłem, było tylko potwierdzeniem moich słów — wytłumaczył pośpiesznie pies, na usprawiedliwienie swojej nieuwagi. Oczywiście, Migocząca Łapa świetnie wiedział o tym, że należy zachowywać czujność.
— Biegniemy dalej? — zagadnął zniecierpliwiony uczeń, sprawiając wrażenie niesłuchającego.
— No dobrze, widzimy się przy polu — odparł wojownik i ruszył biegiem we wspomnianym kierunku. Po chwili młodszy zrobił to samo, zawiedziony zdając sobie sprawę, że raczej nie ma szans na wyprzedzenie dorosłego. W pewnym momencie poczuł, jak zahacza o coś twardego łapą, co wywołało trochę bólu, po czym upada twardo na ziemię. Spotkał go podobny los co Brązową Bliznę, jednak w przypadku ucznia nie utrzymał się na łapach i upadł. Cóż, jakby może skupił się na drodze, a nie niebieskich migdałach to by i się nie potknął... Westchnął i powoli wstał, otrzepując się ze śniegu, który, swoją drogą, powoli zanikał i było go coraz mniej, co mogło oznaczać, że Pora Nowych Liści jest już tuż, tuż. Ni stąd, ni zowąd, do jego nozdrzy dotarł silny zapach myszy. Małe stworzonko najwyraźniej chciało skorzystać z promieni ciepłego słońca. Młody pies już chciał ponownie przylec do ziemi i przybrać pozycję łowiecką, jednak woń myszy przypomniało mu o czymś innym... Już dzisiaj upolował jedną mysz! Musiał po nią wrócić, bo jeszcze o niej zapomną! Otrzepał się jeszcze raz i pobiegł w stronę miejsca, w którym pozostawili zdobycz. Chciał zrobić to jak najszybciej, by Brązowa Blizna nie martwił się jego nieobecnością. On jest tak szybki, że już na pewno dawno był przy wyznaczonej mecie! Migocząca Łapa jak najszybciej odkopał mysz, chwycił ją w zęby i ile miał tylko sił w nogach, biegł w stronę pola. W połowie drogi zauważył swojego mentora. Już zawracał po niego. Migoczący nie powinien oddalać się od niego tak bez słowa... W końcu dobrze wiedział, że uczniowie nie mogą sami wychodzić poza obóz.
— Migocząca Łapo? Co ty trzymasz? — spytał wojownik, zbliżając się do niego i lustrując uważnie wzrokiem martwe stworzonko, które uczeń rzucił na ziemię.
— Prawie zapomnieliśmy o naszej myszy! — wyparł pierś do przodu, pełen dumy. Może i nie powinien oddalać się od starszego, ale gdyby nie to, mogliby naprawdę zapomnieć o myszy, a to bardzo ważna mysz, bo to pierwsza ofiara Migoczącej Łapy!
— Oczywiście, jak mogliśmy o tym zapomnieć? — parsknął. — Ale będziesz tak z tą myszą biegać?
— A czemu nie?
— No wiesz, jak się potkniesz, lub coś, to możesz się wywrócić na mysz.
— Nie wywrócę się! Ja będę uważał.
— No dobrze — westchnął i ruszył w miejsce, do którego przez zamartwienia o Migoczącą Łapę, nie mógł dojść. Stanęli w polu. Uczeń czujnie rozglądał się dookoła, jednak jedyne co wyczuwał to jego martwa mysz.
— Popolujemy tutaj, jak przyniesiemy dużo zwierzyny, będziesz miał czym się pochwalić — oznajmił w pewnym momencie wojownik, po czym ruszył w swoją stronę. Uczniak tylko przytaknął gestem łba, po czym zadowolony, ruszył truchtem w innym kierunku. Miał nadzieję na upolowanie czegoś naprawdę dobrego! Pokaże Brązowej Bliźnie, na co go stać! Po jakimś czasie przystanął i puścił mysz w pysku na ziemię, by posmakować zimnego powietrza. Może i tego dnia słońce nie było przysłonięte przez chmury i dawało dużo światła, jednak temperatura wcale nie zdawała się skoczyć, chociaż o jeden stopień w górę. Śnieg migotał różowymi, złotymi i srebrnymi barwami, jakby w rzeczywistości był pięknym diamentem, oświetlanym przez promienie słońca. Młody wyczuł zapach ryjówki, przez co mimowolnie uniósł kąciki warg. Hmm, do ryjówki skrada się dokładnie tak samo, jak do myszy, czyż nie? Niah, najwyżej mu się nie uda i tyle. Warto próbować! Przyległ brzuch do ziemi i zaczął powoli się skradać, jeszcze nie znając dokładnego położenia ofiary, jednak już po chwili brązowe stworzonko ukazało się ślipiom Migoczącej Łapy. Skradał się jeszcze przez chwilę, próbując wyczuć odpowiednią chwilę na skok, jednak ów chwila trwała zbyt długo i ryjówka zdążyła wyczuć zagrożenie i rzucić się do ucieczki. Migotek nie tak łatwo uzna jej wygraną! Rzucił się za nią w pościg, dopiero teraz zauważając, że lada moment, a wbiegnie na tory. Przez głowę przebiegło mu stado złych myśli i obaw, że upadnie, przybędzie przerażający potwór i z hukiem go zabije. Jednak, w pobliżu nie było ani śladu po owym potworze. Pff, na pewno teraz gdzieś smacznie chrapie, a Migocząca Łapa może spokojnie polować, nawet na torach! Ryjówka przebiegła bezpiecznie po torach, więc i tym bardziej on sobie poradzi! Nic mu nie grozi! Przyśpieszył biegu, starając się ze wszystkich sił dogonić małe żyjątko. Wtem padł twardo na ziemię, czując, że coś trzyma jego łapę. Z początku przeraził się, że to jakiś obcy wojownik lub sam potwór, jednak się tutaj zjawił, ale szybko zdał sobie sprawę, że jedynie zaklinował sobie łapę pod kawałkiem drewna! Ach, ci dwunożni tak dziwnie konstruują te tory! Stanął i spróbował wyciągnąć łapę, jednak na marne. Nie dał rady. Przeleciał go strach. Co, jeśli jednak tego nie przeżyje...? Co, jeśli nadciągnie tu potwór i go zabije...? Wtem poczuł zaciśnięcie zębów na jego karku. Nawet nie zauważył nadbiegającego tu Brązową Bliznę! Kamień spadł mu z serca. Nie może jednak teraz się nad tym rozczulać, tylko jakoś mu pomóc. Zaczął kręcić łapą, co przysparzało mu trochę bólu, jednak dobrze wiedział, że musi to robić, by się uwolnić. W końcu i poczuł, że jego tylna łapa jest wolna i padł na śnieg, dysząc.
— CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! — krzyknął wojownik, wbijając pazury w śnieg, tuż przed pyskiem Migoczącej Łapy. Uczeń niezgrabnie wstał, dysząc i ledwo wytrzymując na sobie wściekłe spojrzenie mentora.
— Przepraszam, Brązowa Blizno, nie sądziłem, że cokolwiek mi się stanie... — wymamrotał, opuszczając łeb i podkulając ogon. Był naprawdę szczęśliwy, że żyje, ale też i bardzo obawiał się gniewu mentora. Starszy westchnął.
— Powinieneś bardziej uważać. Co ci mówiłem? Żebyś patrzył gdzie i jak biegniesz! — dodał już znacznie spokojniej, siadając przed nim. — Pamiętaj, że masz trzymać się z dala od tego miejsca, a jak już tu jesteś, to masz zachować najwyższą ostrożność. Zrozumiano? — Spojrzał na niego z lekkim uśmiechem na pysku. Najwidoczniej nie miał serca, by złościć się na niego.
— Zrozumiano. Jeszcze raz przepraszam. Będę pamiętać o twoich słowach na przyszłość — mruknął, trochę śmielej i wtulił pysk w futro na piersi wojownika. Tak, to ostatni raz, gdy zrobił coś tak głupiego…
<Brązowa Blizno? Tym razem oszczędzę naszemu Migotkowi łapy>
[1218 słów: Migocząca Łapa otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

5 lutego 2021

Od Brązowej Blizny CD Migoczącej Łapy

— No ja mam nadzieję — parsknął sarkazmem, otrzepując się z zimnego śniegu. Spojrzał na niego.
— No to, co mam zrobić? — zapytał uczeń podekscytowany.
— Musisz jak najszybciej przebierać łapami, i jak najdalej je wyciągnąć, im dalej wyciągasz łapy, tym szybciej biegasz, i musisz też szybko przebierać łapami. Popatrz — odparł dumnie, że może nauczyć kolejnego szczeniaka, jak się biega i ruszył biegiem przed siebie, jak najdalej wycinając łapy. — Widzisz? — zapytał, już wracając do niego spokojniej.
— Widzę.
— Spróbuj — zaproponował i machnął ogonem energicznie.
Machnął ogonem i usiadł, przyglądając się młodemu, jak zobaczył, że Migocząca Łapa wystartował, od razu go to trochę rozśmieszyło. Dobrze próbował wyciągać łapy do przodu, ale widząc również, jak Migocząca Łapa robił to starannie, jak się starał. To i tak nie wykonał jego wcześniejszego polecenia, czyli szybko przebierać łapami. Przez co wyglądał, jakby ktoś zwolnił czas. W końcu nie wytrzymał i się zaśmiał, z drugiej strony to też było urocze. Ale na szczęście uczeń nie mógł usłyszeć owego śmiechu, bo był trochę już za daleko. Brązowa Blizna musiał wstać i ruszyć za nim truchtem. A Migocząca Łapa, jak widział, on próbował przyspieszyć, przez co trochę zaczął szybciej przebierać łapami. Tak jest! Bardzo dobrze Ci idzie — pomyślał zadowolony mentor, kierując się za nim w stronę pola. Aż przyspieszył, aby wyprzedzić ucznia, oraz popatrzał na niego zza ramienia. Przez swoją nieuwagę prawie wpadł na drzewo! Ale na szczęście tylko się potknął o jego korzeń, i ledwo co utrzymał się na łapach. Oczywiście musiał zwolnić. Zatrzymał się i spojrzał na ucznia. Który po chwili pojawia się u jego boku.
— Widziałeś? Dlatego trzeba uważać, jak się biegnie, inaczej wpadnie się na drzewo, lub potknie o korzeń — oznajmił szybko, chociaż i tak pewnie o tym on wiedział. No trudno. Przynajmniej miał o czym powiedzieć. — A to, co przed chwilą zrobiłem, było tylko potwierdzenie moich słów.
— Biegniemy dalej? — zapytał pośpiesznie uczeń. Czy on go słuchał?
— No dobrze, widzimy się przy polu — parsknął Brązowa Blizna i ruszył biegiem w stronę pola, zostawiając za sobą ucznia.
Wojownik ruszył, jak już wcześniej było wspomniane w stronę pola. Już widział na horyzoncie złote kłosy, kiedy się zatrzymał i spojrzał za siebie, czy Migocząca Łapa biegnie za nim, czy coś. Ale oczywiście nie zobaczył go. Lisie łajno! A co jeśli się zgubił? Przecież to będzie jego wina. Na pewno zna tereny! Ale czy on miał pewność? A jeśli wpadł pod pociąg? Proszę, Gwiezdnych, niech to nie będzie prawda. Przecież on się załamie. Ale gdzie on mógł się podziewać? Może jednak nie wyszedł jeszcze z sadu? O nie, proszę nie. A może pobiegł, bo myślał, że na skróty, i pobiegł na dworzec. Albo co gorsza, na tereny Flumine, co miasta? Przecież jak go patrol złamie… albo, co gorsza dwunożni! Nie, nie. Brązowa Blizno nie myśl tak. Na pewno go wyprzedził. Poza tym, że to nie możliwe, bo przecież on jest szybszy! A może wrócił do obozu? Do stajni? Przecież, po co miałby wracać? Sam chciał biegnąć dalej. Otrzepał się zestresowany. I co on ma zrobić biedny. Oczywiście, że iść po niego. Tak, jest dobrym mentorem i umie zadbać o ucznia. Co z tego, że go właśnie zgubił. Znajdzie go. A jak już go znajdzie, to więcej nie będzie takich rzeczy robił. Ruszył biegiem powrotem w stronę sadu. A jeśli jakiś wojownik go tam znalazł, a on jest bez opieki? Uczniowie nie mogą wychodzić sami. No nie, i co on zrobi? Proszę Gwiezdni, niech nikogo tam nie będzie. Przecież on sam ze sobą będzie się źle czuł. Przyspieszył jeszcze, chociaż i tak to nic nie dało za bardzo, bo i tak jak na siebie to próbował pędzić. Oczywiście nawet nie zdążył dobiec do sadu, był dopiero w połowie drogi gdy wypatrzył sylwetkę swojego ucznia noszącego coś w pysku. Podbiega do niego.
— Migocząca Łapo? Co ty trzymasz? — zapytał, jeszcze będąc trochę dalej od niego, ale im bliżej niego był, tym bardziej widział, że to była jego mysz. Tą, którą wcześniej upolował. Migotek zatrzymuje się i rzuca na ziemię swoją mysz.
— Prawie zapomnieliśmy o mojej myszy! — przypomniał dumnie uczeń i wypiął pierś do przodu.
— Oczywiście, jak mogliśmy o tym zapomnieć? — parsknął i spojrzał na jego zgniecioną mysz. — Ale będziesz tak z tą myszą biegać?
— A czemu nie?
— No wiesz, jak się potkniesz, lub coś, to możesz się wywrócić na mysz.
— Nie wywrócę się! Ja będę uważał.
— No dobrze — powiedział trochę ciszej i ruszył już uspokojony w stronę złotych kłosów.
Ruszyli w stronę pola, ponownie. A przynajmniej dla mentora ponownie. Już widział złote pole, i odwrócił się, czy Migocząca Łapa tym razem się nie zgubił. Na szczęście się nie zgubił. Więc nie musiał się o nic martwić. Pies ruszył dalej, wchodząc do pola. Może tutaj coś jeszcze znajdą? W sensie, że zdobycz. Wojownik spogląda na Migoczącą Łapę, który wchodzi za nim do pola. On się sam zatrzymuje.
— Popolujemy tutaj, jak przyniesiemy dużo zwierzyny, będziesz miał czym się pochwalić — odparł, po czym nie czekając na odpowiedź, ruszył przez kłosy.
Uginały się, oczywiście niektóre. Brązowa Blizna przecież nie jest jakiś ciężki, czy gruby. Wziął wdech, i przez chwilę analizował zapachy. W końcu, po tej analizie dochodzi do wniosku, że przed nim jest gdzieś przepiórka. Taka mała kura… Ruszył ku niej. I po chwili łapie owego ptaka. Bierze ją w pysk i chwilę się rozgląda. Miał nadzieję, że się nie zgubi w polu. Tutaj, nie widział horyzontu. Co było dużym problemem. Wzrusza barkami. I ruszy poszukać Migoczącej Łapy, ciekawe jak sobie radzi. Odkłada na chwilę swoją zdobycz na ziemię i bierze wdech. Zapach jego ucznia dochodził bardziej od strony torów. Co go przestraszyło. Co prawda, bardzo mało biegło tam tych blaszanych, wielkich potworów. Prawie nigdy. A przynajmniej on tak dużo nie widział tego. Ale i tak sam fakt, że on się tam zbliżał, go przestraszył. Wziął przepiórkę w pysk i idzie szybko w stronę torów. Po czym widzi jak Migocząca Łapa... 
<Migocząca Łapo?>
[961 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia, Migocząca Łapa 2 Punkty Treningu]

2 lutego 2021

Od Migoczącej Łapy CD Brązowej Blizny

— Wstawaj, Migocząca Łapo! — Z jakże pięknego snu, w którym to udaje mu się uciec z tego męczącego zgromadzenia, wybudził go donośny głos jego mentora.
— Nie śpię! — Wstał, jak tylko najszybciej potrafił, udowadniając swoją gotowość do działania. Nawet jakby umierał z wycieńczenia, zawsze będzie gotowy biec na pomoc klanowi! — Co się stało?
— Trening — odpowiedział starszy. Tak, tak! Trening! Co prawda, teraz zapewne nasz uczniak może i bardziej wolałby smacznie spać, zwinięty w kulkę na swoim ciepłym posłaniu, odpoczywając po zgromadzeniu, na które stracił tak cenny czas na spanie, jednak wizja treningu ze swoim kochanym mentorem była równie dobra. Dziś będą się uczyć polowania. Świetnie! Migoczącej Łapie naprawdę podobało się to, jak Brązowa Blizna prezentuje pozycję polowania w praktyce. Wojownik zręcznie podkradł się do swojego ucznia i zrzucił go z nóg.
— Tak się poluję na mysz — śmiał się dorosły, schodząc z młodszego. Migotek od razu chciał wypróbować nowo poznaną wiedzę. Jak najdokładniej, jak tylko potrafił, odwzorował ruchy mentora. Podkradł się do niego i skoczył, jednak pies wykonał zręczny unik.
— Dokładnie tak — skomentował samiec.
— Aha? — Spojrzał na niego niezadowolony, wstając i otrzepując futro ze śniegu, w którym wylądował. Był zawiedziony. To była jego wina, że nie udało mi się powalić wojownika? Przecież Brązowa Blizna powiedział, że dokładnie tak poluję się na mysz, ale jeśli go nie zwalił z łap, tak jak to zrobił on z nim, to chyba jednak gdzieś popełnił jakiś błąd, prawda?
— No przepraszam młody, ale cóż — zaśmiał się ponownie i cofnął. — Weź wdech i powiedz, co czujesz. — To nie było trudne zadanie. Migocząca Łapa od razu posłusznie wykonał polecenie. W powietrzu unosiło się kilka wyraźniejszych zapachów. Uczeń był w stanie je rozpoznać, bez większego wysiłku. Śnieg, cóż, to typowe jak na tę porę, drzewa, strasznie pospolite, zgniłe jabłka, fuj.... Jednak była jeszcze jedna, znacznie bardziej interesująca woń... Mysz!
— Czuję śnieg, drzewa, zgniłe jabłka i mysz — oznajmił uczeń. Mentor po chwili wydał mu kolejne polecenie. Zaczął się skradać. Tak, teraz naprawdę sprawdzi swoje umiejętności! Musi pokazać Brązowej Bliźnie, że odpowiednio przyswoił informacje i już to umie, że zdolny z niego uczeń! Po krótkim czasie ofiara i ukazała się jego brązowym ślipiom. Chuda, ale co na to poradzić? Na tłustą zwierzynę może jedynie czekać. Wtem zwierzę zaczęło uciekać, zauważając obecność łowcy. Ha, myśli, że tak łatwo ucieknie przed Migoczącą Łapą?! Uczeń od razu rzucił się w pościg. Na szczęście, biszkoptowy był od niej szybszy i skoczył na nią, miażdżąc jej kręgosłup. To był dobry ruch, prawda?
— Dobrze mi poszło? — Chwycił martwe zwierzątko w pysk i poszedł pochwalić się mentorowi. Ten od razu pochlebił mu i kazał mu na razie odłożyć martwe ciałko. Oczywiście, uczeń zrobił to, po czym wychwycił kolejny zapach unoszący się w wilgotnym i zimnym powietrzu. Wróbel! Brązowa Blizna na pewno będzie z niego dumy, jak tylko zobaczy tego małego ptaszka w pysku swojego ucznia! Zaczął się skradać, po części prawidłowo, jednak z drugiej strony to mysz nie była... W dodatku nie był świadomy zagrożenia, jakie niesie za sobą rzucanie się na ptaki na drzewach lub krzewach. Uświadomił mu to dopiero mentor, podbiegając do Migotka, tym samym płosząc wróbla.
— Co ty robisz?! — warknął, poirytowany uczeń. Jego mentor do reszty oszalał, czy co?! Przecież miał na celowniku takiego zacnego wróbla, a ten wojownik wszystko psuje!
— Ratuję cię przed wpadnięciem w krzewy, tak się nie poluje na ptaki.
— To nie ma jednej pozycji na polowanie na całą zwierzynę? — Przechylił delikatnie łeb, zdziwiony.
— Nie, czy myślisz, że do królika trzeba się skradać? — Chyba tak, czyż nie...? Właśnie, jak się poluję na króliki? Dorosły już mu chyba dał wystarczająco do rozumienia, że do zająca się nie skrada. Więc... Jak upolować te małe stworzonko, które tak szybko biega...? Właśnie, może trzeba... Biec? Tak, to brzmiało całkiem logicznie. Migocząca Łapa myślami pojawił się na rozległej łące, biegnąc za szarakiem ile sił w łapach, na tle zachodzącego słońca. W futrze czuł wiatr, a w uszach go słyszał. Czuł pod łapami miękką i ciepłą trawę, chociaż w rzeczywistości lodowata ziemia mroziła mu opuszki łap. Nie mógł się doczekać smaku krwi na języku i zatopienia kłów w gorącym ciele ofiary. Cudowne uczucie... Chciałby zapolować kiedyś na zająca.
— Ziemia do Migoczącej Łapy? — Rozmyślania przerwał mu głos mentora. Młody od razu wrócił do rzeczywistości, trochę zawstydzony.
— A więc jak się skrada do ptaka? — zagaił, szczerze zaciekawiony. Kiedyś będzie umiał polować na wszystkie zwierzęta! No, może nie na ryby, ale kto wie, podobno są bardzo smaczne...
— Trzeba też pamiętać, aby nie polować na ptaki na gałęziach, czy też krzewach. Bo może się to źle skończyć.
— Źle to znaczy jak?
— No wpadasz w krzew i masz kolce w futrze. Albo nie doskakujesz do gałęzi, a ptak ucieka. — Machnął ogonem. Kolce jak dla Migoczącej Łapy to nie był duży problem. W końcu to tylko kolce, za wiele złego ci nie zrobią. Chociaż może tylko mu się tak wydawało...? Zapewne, gdyby na własnej skórze przekonał się, jak to jest mieć kolce w futrze, zmieniłby zdanie! — Nie masz nic więcej do powiedzenia? — odezwał się tymi słowami. — Żadnych pytań?
— Raczej nie, ale mogę ci jakieś wymyślić!
— No dawaj. — Młody uśmiechnął się i sprostał temu wyzwaniu:
— Jak się poluje na zające? — Uczeń uśmiechnął się, a mentor odwzajemnił ten gest.
— Pamiętaj, że zając najpierw cię usłyszy, a mysz wyczuje. No i do zająca się nie skradasz, i pamiętaj, żeby nie podchodzić do niego za blisko, tylko od razu biegniesz za nim — objaśnił wojownik, po czym szybko odbiegł na wystarczającą odległość i biegiem rzucił się na ucznia. Ten, doskonale wiedząc, co mentor planuje zrobić, ze śmiechem, zaczął uciekać. Niestety, wojownik był znacznie szybszy od młodego i z łatwością go dogonił, skacząc na niego i przewracając go na zimny śnieg. Migoczącą Łapa padł twardo bokiem w miękki śnieg, przewrócił się powoli na plecy, jakby poczuł ból i zaczął się śmiać.
— Brązowa Blizno, naucz mnie, proszę, szybko biegać, tak żebym mógł od ciebie uciec!
— Z chęcią! — odparł dorosły, śmiejąc się i zszedł z młodszego. Ten sprawnie stanął na łapy, otrzepując biszkoptowo-białe futro ze śniegu.
— Obiecuję ci, Brązowa Blizno, że kiedyś jeszcze zjesz zająca upolowanego moimi łapami! — obiecał dziarsko uczeń. Tak, jego kochany mentor zasmakuje zwierzyny z każdego gatunku, upolowanej przez niego! Już on tego dopilnuje!
<Brązowa Blizno?>
[1014 słów: Migocząca Łapa otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia i 3 Punkty Treningu]

1 lutego 2021

Od Brązowej Blizny CD Migoczącej Łapy

Akcja dzieje się przed wyruszeniem Brązowej Blizny na wyprawę.
Brązowa Blizna postanowił zabrać na trening Migoczącą Łapę, co prawda byli od razu po zgromadzeniu, ale on przecież da radę. Widział, jak uczeń zasnął jak kłoda, więc powinien dać sobie radę, najwyżej mentor da mu trochę odpocząć. Aż tak to nie da mu wycisku. Co prawda trochę się nabiegają, bo czego się spodziewać po Brązowej Bliźnie? No właśnie. Nauczy go biegać szybko, jak nie umie. Jak będzie umiał tylko normalnie biec, to jak będzie próbował nadążyć za nim, to się nauczy. A jeśli go spyta, jak to robi, to odpowie grzecznie. Potem Brązowa Blizna musi ruszyć na tą wyprawę, ale to dopiero wieczorem, czyż nie? Dostanie te ziółka od swojego dużego przyjaciela i ruszy na przygodę. A teraz ruszył w stronę legowiska uczniów.
— Wstawaj Migocząca Łapo! — powiedział dosyć głośno do jeszcze śpiącego ucznia. No ale cóż miał niby zrobić? Chciał go obudzić.
— Nie śpię! — Od razu się zerwał i spojrzał na mentora. — Co się stało?
— Trening — odpowiedział, po czym wyszedł z legowiska.
— Dobrze. — Powiedział takie słowo, które normalnie brzmiało jak obojętność, ale w tej intonacji było odwrotnie, wydawało się, że jest zadowolony z tego powodu.
Wojownik ruszył wielkim susem w stronę sadu, i — dla niego — długo mu zajęło dotarcie tutaj. Odwrócił się do ucznia, gdy stanął między drzewami. Ale ten jeszcze jego bieg, trochę go to rozśmieszyło. No nie powinien był oczywiście tak osądzać ucznia, po tym jak biegnie, ale miał też nadzieję, że się nauczy za nim nadążać.
Kiedy Migocząca Łapa dotarł do niego, zaśmiał się znacząco, a on popatrzył na niego tym swoim niby obrażonym wzrokiem, chociaż i tak wiedział, że nie jest obrażony. Już go przecież na zgromadzeniu trochę poznał, nie to, że wcześniej z nim nie rozmawiał, ale po prostu znał jego zdanie na temat zgromadzeń.
— Myślę, że dzisiaj zaczniemy polować, znasz pozycję na polowanie myszy?
— Eee… nie.
— No to patrz. — Po czym przysiadł do pozycji, w której się skrada do myszy. Zaczął się skradać do ucznia, pokazując, jak to się robi. Gdy już był wystarczająco blisko, skoczył na niego zręcznie i go przewrócił. — Tak się poluje na mysz. — Zaśmiał się i zeskoczył z niego.
Migocząca Łapa przysiadł do tej samej pozycji co jego mentor i zaczął skradać się do niego. Jednak po chwili, jak na niego skoczył, to Brązowa Blizna odskoczył. Nie da się zaatakować psów, które są szybsze od ciebie, no chyba że byłby to atak z zaskoczenia, to byłoby inaczej, ale teraz on się tego spodziewał, przez co uczeń wylądował na ziemi.
— Dokładnie tak.
— Aha?
— No przepraszam młody, ale cóż — rzucił, śmiejąc się i cofnął się trochę, przy okazji coraz bardziej wchodząc w śnieg. — Weź wdech i powiedz, co czujesz.
I właśnie tak zrobił, według jego rozkazu Migocząca Łapa wziął wdech. Chyba przemówił do niego tym, że zachoruje, jak go nie będzie się słuchać, a to wyjdzie mu na dobre.
— Czuję drzewa, śnieg, zgniłe jabłka… mysz.
— Super, teraz skup się na myszy, a nie na tych zgniłych jabłkach — rzucił szybko, aby nie zaczął mu tu głupot opowiadać.
— I co mam zrobić?
— Zacząć się skradać — przypomniał.
Uczeń zaczął robić tom co mu kazał, czyli zaczął się skradać do owej myszy, a przynajmniej w stronę jej zapachu. On za to siedział cicho, patrząc na niego. Zauważył po chwili mysz, do której się skradał. Co prawda była chuda, jak zawsze zwierzyna w tą porę, ale co poradzić? Muszą jakoś wyżywić klan. Każda zwierzyna jest na wagę złota.
Widząc, że Migocząca Łapa jest coraz bliżej niej, prawie podskoczył w miejscu. Dla niego to był idealny moment, aby na nią skoczyć, aż w myślach krzyknął TERAZ!, ale uczeń nie mógł tego usłyszeć.
Po kilku uderzeniach serca mysz zaczęła uciekać, ale uczeń był od niej szybszy i skoczył na nią, miażdżąc jej kręgosłup. Ałć, tak się nie powinno zabijać zwierzyny, tylko ją zmiażdżył, a dla niego nie było to nic dobrego. Ale uczeń dumny wziął w pysk swoją zdobycz i zaniósł do Brązowej Blizny.
— Dobrze mi poszło?
Wtedy od razu pies się uśmiechnął.
— Oczywiście! Jednak myślę, że jak skręcisz jej kark, to szybciej ją zabijesz. A mysz, którą upolowałeś? Jestem dumny. Jeśli pozwolisz, zapolujemy jeszcze, a potem odłożysz ją na stercie z zwierzyną, aby inni wojownicy mogli ją sobie zjeść. — Oczywiście, i tak Brązowa Blizna ją weźmie, jak nie będzie patrzył. Inni wojownicy nie powinni tego jeść, a nie chce też, aby Migoczącej Łapie było przykro.
— Nie ma sprawy — odparł i zakopał swoją marną zdobycz pod śniegiem, po czym ruszył w dalszą cześć sadu.
Brązowa Blizna jeszcze spojrzał w miejsce, w którym zakopał on swoją mysz, po czym sam ruszył za nim. Sam może coś tam zapoluje, ale to trochę później, a kiedy? No wtedy, kiedy zobaczy, że uczeń opanował polowanie na myszy. Wtedy dopiero będzie pewien, że dobrze sobie radzi, dlatego też zatrzymał się za jednym z drzew i spojrzał znowu na swojego ucznia, czyli jeśli ktoś jeszcze nie wie, Migoczącą Łapę.
Od razu zauważył, jak uczeń prawidłowo skrada się do myszy, ale samej myszy nie widział, do czego on się skradał? Zaczął się rozglądać, kiedy zobaczył wróbla na krzaczku. Na Gwiezdnych, tak się nie skrada do ptaka! Co on sobie wymyślił? Przecież jak on odleci, to już go nie złapie, na gałąź nie wejdzie. No i teraz zaczęła się panika. Co on wyprawia... Przecież jak wpadnie na te krzaki to sobie tego nie wybaczy. A jeśli na tym krzaku są jakieś kolce i wbiją mu się w skórę? No po prostu nie. I co on ma zrobić? Przecież on nie zrobił nic złego. Z każdym uderzeniem serca Brązowa Blizna widział, jak Migocząca Łapa zbliża się do krzewu. A jemu coraz szybciej serce biło ze stresu. No po prostu nie. Musiał działać, nie chciał, aby coś mu się stało, więc szybko podbiegł do Migoczącej Łapy, przy okazji płosząc wróbla i spojrzał na niego. Nie zdążył nic powiedzieć, bo on był pierwszy.
| — Co ty robisz?!
— Ratuję cię przed wpadnięciem w krzewy, tak się nie poluje na ptaki.
— To nie ma jednej pozycji na polowanie na całą zwierzynę?
— Nie, czy myślisz, że do królika trzeba się skradać?
Teraz to on zamilkł. Wydawało mu się, że czasami uczeń znika z tego świata i pojawia się w innym. Bardziej pod tym względem, że po prostu nagle się zastanawiał i pyk, nie ma Migoczącej Łapy. A nie lubił, jak uczniowie nagle zapominają o tym, co się dzieje. Oduczy go tego na pewno, tylko to trochę potrwa.
— Ziemia do Migoczącej Łapy?
— A więc jak się skrada do ptaka? — zapytał uczeń.
W tym momencie Brązowa Blizna, jak widać, musiał znowu się wykazać swoimi umiejętnościami pokazywania, gdyż tym razem miał pokazać, jak się skradać do ptaka. A do tego jeszcze będzie musiał mu wytłumaczyć, że nie skrada się do ptaków, które są na drzewie, czy też krzewach. Przecież nie chciał, aby jego uczeń miał kolce w futrze, czy też igły, zależy, w co wpadnie. Ale nadal nie chciał przecież, aby to się stało, za żadne skarby. Nie chciał słyszeć pisku ucznia, jak to go boli. Wiadomo że go wtedy zaboli. Kogo by nie zabolało wbijanie się kolców w skórę? No właśnie. Każdego, no chyba że liczymy Dwunożnych w swoim dodatkowym futrze, to wtedy ich to może nie zaboleć, ale pies ma tylko jedno futro, o które powinien dbać. Nie, że Brązowa Blizna chciał kogoś pouczyć, ale powinni uważać. — Trzeba też pamiętać, aby nie polować na ptaki na gałęziach, czy też krzewach. Bo może się to źle skończyć.
— Źle to znaczy jak?
— No wpadasz w krzew i masz kolce w futrze. Albo nie doskakujesz do gałęzi a ptak ucieka — odpowiedział dosyć wyrozumiale i machnął ogonem, oczekując jakiejś kolejnej reakcji. Lubił swojego ucznia, jak każdego w swoim klanie, a może nawet poza. Inni przecież wyglądali przyjaźnie, a nie powinno się określać książki po okładce.
— Mhm…
— Słuchasz mnie?
— Oczywiście.
— Nie masz nic więcej do powiedzenia? — Wyprostował się. — Żadnych pytań?
— Raczej nie, ale mogę ci jakieś wymyślić!
— No dawaj — parsknął i przewrócił oczami.
Ciekawe, co wymyśli. Naprawdę był ciekawy, a tym bardziej, że sam to zaproponował. Śmiesznie przynajmniej będzie, a nie tak sztywno, że wszystko trzeba robić według tego, co on powie i trzeba polować. Trochę śmiechu przecież nie zaszkodzi. A tym bardziej, chciał aby jego treningi były takie luźne. Niech się nie spina, przecież jak będzie ostrym mentorem, to może nie mieć zaufania co do niego, a Brązowej Bliźnie można zaufać! Oczywiście, że tak. On zawsze spróbuje pomóc, no chyba że sam będzie zdenerwowany, ale to rzadkość, taka wielka rzadkość. Nie da się go przecież tak po prostu wkurzyć. Chyba jeszcze aż tak nie był wkurzony… a, nie. Chyba był, nawet sam nie pamiętał, ale to inna sytuacja.
<Migocząca Łapo?>
[1418 słów: Brązowa Blizna otrzymuje 14 Punktów Doświadczenia, a Migocząca Łapa 2 Punkty Treningu]

31 stycznia 2021

Od Migoczącej Łapy do Brązowej Blizny — zgromadzenie klanów

Noc pierwszego zgromadzenia klanów Migoczącej Łapy. Uczeń, z początku, gdy do jego uszu dotarła informacja, że idzie na zgromadzenie, niezmiernie uradował się na sercu, nie mogąc się doczekać tej niezwykłej nocy w pełni, jednak już przy pierwszych obawach zupełnie zmienił swoje nastawianie. W końcu tam musi być tyle obcych psów z wrogich klanów! Co prawda, podczas zgromadzenia panuje rozejm, ale nigdy nic nie wiadomo! Nie wszyscy mogą przestrzegać rozejmu, co jeśli nagle jakiś nieposłuszny kodeksowi wojownik zaatakuje?! Albo i cały klan! W głowie biszkoptowego ucznia rodziło się coraz więcej pesymistycznych wizji bliskiej przyszłości. Mimo wszystko musi udowodnić swoją odwagę i nie lękać się tej chmary obcych pysków. Będzie przy nim Brązowa Blizna, jego mentor, sama jego obecność na pewno doda mu otuchy! Pozna uczniów z innych klanów, przyjacielskich i sympatycznych, którzy na pewno go nie zabiją! Dokładnie, nie ma się czego bać! Migotek próbował się pocieszać, jednak te myśli otuchy i przekonywanie samego siebie do odważniejszej postawy, działały bardzo krótko, a gdy już przyszło co do czego, zupełnie wyparowały z jego głowy. Trzymał się jak najbliżej swojego mentora, biegając spojrzeniem po fali obcych psów o najróżniejszym wyglądzie. Jego nos bombardowało mnóstwo nowych zapachów, mieszających się z zapachem jego własnego klanu. Usiadł na uboczu wraz ze swoim mentorem.
— A ci co? — odezwał się dorosły, patrząc na niego, wyraźnie rozśmieszony.
— Ugh, Brązowa Blizno, co tu się tak właściwie dzieje...? — zagadnął uczeń, spięty. Znał jako tako ogół wydarzeń podczas zgromadzeń, wiedział, że to właśnie wtedy przywódcy informują o sytuacji w swoich klanach, wtedy też panuje rozejm, a wojownicy z różnych klanów mogą bez większych problemów poznać się i porozmawiać.
— No wiesz, zwykłe zgromadzenie, nie ma czego się bać. Przecież jest sojusz, więc nic nie mogą zrobić, nawet gdyby chcieli — Biszkoptowy już wiele razy powtarzał sobie podobne słowa w głowie. — A teraz słuchamy, jak powinno — szepnął wojownik do ucznia, rzeczywiście próbując skupić się na słowach przywódczyni, w przeciwieństwie do Migoczącej Łapy.
— Długo jeszczeee? — Młody pies zaczął się powoli irytować, w głowie już wyszukując powodów, dla których nie powinno go tu być.
— Dopiero ma się zacząć. Lepiej słuchać, chcesz, żeby nagle któryś z nich zeskoczył i oberwał ci uszy? — odparł cicho Brązowa Blizna.
— Mnie nie interesuje, co się dzieje w innych klanach! — fuknął cicho, idąc w ślady mentora, ściszając ton swojego głosu. Co jak co, ale ta groźba z obrywaniem uszu wywołała na Migotku wrażenie. Ledwo co by dopiero wytrzymał na sobie spojrzenie przywódcy innego klanu, a co dopiero takie coś! W dodatku na pewno stałby się pośmiewiskiem dla wszystkich tu zebranych! Złota Gwiazda, nie tylko jako przywódczyni, ale jako i jego matka by się za nim wstydziła!
— A jeśli ktoś będzie ci potem mówił, że coś zepsułeś, a tak nie było to lepiej mówić, że tego się nie zrobiło, czy milczeć i nie wiedzieć, o co chodzi? A potem jeszcze dostać karę za nic. Dzięki tym zgromadzeniom możesz zobaczyć co się dzieje u nich, nawet jak się nie chce, a potem to wykorzystać, na przykład można zyskać kolejne tereny dla swojego klanu, chociaż to nie często się zdarza, ale może tak być — wojownik próbował przekonać ucznia do wsłuchania się w słowa przywódców, jednak bez efektów.
— Ale ja nie chcę zabijać innych i kraść im tereny! Nie możemy żyć własnym życiem, a ich mieć w nosie? Tutaj jest tylko strasznie, niebezpiecznie i nudno! — fuknął, patrząc w stronę przywódców, wręcz piorunując ich wzrokiem. Szczerze mówiąc, nawet nie próbował zrozumieć większości słów mentora.
— A ktoś powiedział, że musisz zabijać? Kodeks tego zabrania. Poza tym nie kraść, tylko przywódca innego klanu daje je za darmo z własnej woli. Nikt mu przecież nie kazał. — Samiec wzruszył barkami. — A i przecież jeszcze nie zaczęli, dlatego może jest nudno?
— No to niech zaczynają! Ile można czekać! Ja tutaj tylko tracę mój cenny czas na spanie! — wydał z siebie jęk pełen rozpaczy, szorując pazurami o ziemię. Naprawdę, ile można czekać?! Migoczący nie pojmował tego, czemu wypowiedzenie kilku słów na temat klanu może tyle czasu zajmować.
— Nie szuraj tymi pazurami o ziemię, bo ziemia cierpi. Plus, jak nie słyszysz, ktoś coś mówił o włóczęgach, ale oczywiście przez Ciebie nie usłyszałem co — fuknął niezadowolony, spoglądając na mniejszego, podirytowany, jednak pies szybko się rozluźnił. — A teraz sklej pysk i słuchaj, to rozkaz — oznajmił milszym tonem.
— Co, co, co? Włóczędzy? A to ty sobie słuchaj, to mi potem opowiesz wszystko, a ja będę grzecznie siedział cichuteńko, jak mysz w trawie. — uśmiechnął się urokliwie, próbując w ten sposób zmiękczyć serce Brązowej Blizny i namówić go na ten układ.
— Ja Ci nie powiem, musisz sam posłuchać.
— No weeeeź! Ja tak ładnie proszę! Ty masz lepszy słuch i więcej doświadczenia w słuchaniu! Ja nic nie słyszę! Proszę, proszę, proszę! — Wbił w pysk mentora spojrzenie maślanych oczu, łapą delikatnie gładząc jego przednią nogę. Czuł, że chyba jednak tak łatwo go nie przekona.
— No to teraz myśl, jak przegonić włóczęgi.
— Jak nawet nic nie wiem na ich temat, bo ty nie chcesz się wsłuchać i powiedzieć... Jakbyś mi coś powiedział, to bym chociaż wymyślił jak ich przepędzić, a tak...? Nie wykorzystujesz potencjału swojego ucznia... Beznadziejny z ciebie mentor... — Z jednej strony, naprawdę nie chciał ranić tymi słowami swojego mentora. W końcu Brązowa Blizna nie był beznadziejnym mentorem, to Migocząca Łapą był beznadziejnym uczniem... Z drugiej jednak strony, miał nadzieję, że może przekona go tym jakoś. Który mentor chciałby być beznadziejnym mentorem? Migoczący za nic nie będzie słuchał tego memłotu przywódców! W pewnym momencie Migocząca Łapa zauważył czarne ciało jednego z przywódców, wyprowadzane ze zgromadzenia. Czy on nie żyje...? Tak, to już na pewno był trup. Jednak nie są tutaj bezpieczni. Ktoś go zabił. Może i nie było widać śladów krwi, ale Migocząca Łapa był przekonany, że ktoś go zabił! Oni nie są tu bezpieczni!
— Lepiej dać teraz miejsce medykom, a ty się cofnij, i nic nie mów więcej, tylko zagłuszasz, a ja wolę wiedzieć, co się dzieje — Stał przez chwilę jak słup, cały drżąc, dopiero głos mentora sprawił, że wrócił do rzeczywistości i zaczął reagować. Schował łeb w futrze na piersi Brązowej Blizny, drżąc ze strachu.
— J-ja nie chcę widzieć śmierci! N-nie chcę...! Nie chcę! Ktoś go zabił! Nie jesteśmy tu bezpieczni, a mówiłeś, że jesteśmy!
— Lisie łajno, bo jesteśmy, nie wiem, chory był czy coś. To normalne, że jak pies nie uważa, a jest chory, nie leczy potem a ginie, dlatego siedź cicho, bo może się zarazisz.
— Zarażę?! Czyli ja też umrę?! — spojrzał na niego, jeszcze bardziej przestraszony i jak najszybciej schował się za dorosłym, omal nie potykając się o własne łapy. Biszkoptowy naprawdę nie chciał umierać. To musi być straszne uczucie. Jeszcze gorsze od tego, co czuł teraz. Nie może się zarazić, bo umrze. Musi się pilnować.
— Jak się będziesz mnie słuchał to nie- — Wojownik urwał, słysząc głos Irysowego Serca. — A więc zgromadzenie zakończone. — Uniósł głowę, słysząc słowa mentora. Zakończone?
— Czekaj na mnie! Nie zostawiaj mnie! Potrzebuję twoich rozkazów, by nie umrzeć! Nie chcesz, żeby przez ciebie twój uczeń zachorował i umarł, co nie? — szedł przy nim, przyklejony obawami i strachem do jego boku.
— Oczywiście, dlatego chcę, abyś się mnie słuchał — prychnął śmiechem. Zgromadzenie zakończone. Nareszcie. Będzie mógł w końcu spokojnie usnąć w legowisku, a rano wybrać się na trening z Brązową Blizną. Już nie będzie musiał słuchać przywódców, czy patrzeć na śmierć. Tylko święty spokój…
<Brązowa Blizno?>
[1199 słów: Migocząca Łapa otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia oraz 7 Punktów Treningu]