Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drżący Szept x Jazgoczący Nurt x Kruczy Grad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drżący Szept x Jazgoczący Nurt x Kruczy Grad. Pokaż wszystkie posty

3 stycznia 2022

Od Dreszczki (Drżącego Szeptu) CD Jazgotka (Jazgoczącej Łapy) i Kruczka (Kruczej Łapy)

Opowiadanie dzieje się strasznie dawno temu. Fenkułowa Plamka żyje. Drżący Szept i rodzeństwo są jeszcze szczeniętami. 
Znudzonym wzrokiem patrzyłam raz na rodzeństwo, raz na obecnego tu wojownika. Pustynia, gdyż był to oczywiście on, miał widocznie wystarczająco dużo własnego wolnego czasu, by móc poświęcić chwilkę swego cennego życia nam. Chociaż „chwilka” nie jest właściwym sformułowaniem. Używamy go, by ktoś na nas zaczekał, gdy nie mamy czasu (a przynajmniej używają go ci, którzy nie znają wielu dwunożnych odpowiedników jak wait), a Pustynnemu Wiatrowi ewidentnie czasu nie brakowało. Mógł z radością opowiedzieć swoim potomkom o ich wszelakim błędach, każdemu dając reprymendę z osobna oraz przydzielając wspaniałą, oraz niezwykle budującą ich w potulnym zachowaniu karę. Drżąca nie mogła się doczekać. 
Tak, to ironia. I tak, mówię o sobie w trzeciej osobie.
— Moje kochane dzieci…
— A skąd wiesz, że jesteśmy twoje — mruknęłam, jednocześnie będąc poirytowana jak i bliska płaczu. Ale dzielnie powstrzymywałam łzy. 
Poczułam na sobie zimny wzrok ojca. Westchnęłam i zniżyłam głowę. Kiedyś nadejdzie ten dzień, kiedy się mu przeciwstawię i poprowadzę w podobny sposób piękną, acz nieprzyjemną dla niego dyskusję. Zwycięsko, rzecz jasna. Miażdżąc go i ćwiartując.
W sumie, w tym co powiedziałam, było trochę racji. Nie, że coś, ale jak z Pustyni mógł wyjść ktokolwiek z nas? Dobra, genetyka charakteru Kruczego jest dość zrozumiała, ale jakim cholernym trafem Promyczek? Przecież z takiego matoła-
Chociaż, czekaj, nikt nie powiedział, że Promyczek jest inteligentny.
Poczułam przypływ ekscytacji. Już mam zajęcie na tę resztę mojego życia, którą spędzę w zamknięciu dzięki mojemu ojcu. Suka będzie rozstrzygała wieczny spór, o to, czy jej brat jest jak Jazgotek, czy jak Dreszczka.
Znowu mówię o sobie w trzeciej osobie. Nie zwracajcie uwagi. 
— Tato, ale co my mamy teraz zrobić? — Promyczek widocznie był bardzo rozżalony po swoim uczynku.
— Zacznij się zastanawiać, jak spędzisz resztę swojego życia w zamknięciu — odparłam ze spokojem. Grzeczna jestem. Ładnie dzielę się swoimi pomysłami i daję dobre rady. 
— Skąd wiedziała- — Pustynny przerwał, gdy uświadomił sobie, co mówi. Dla mniej domyślnych czytelników: on prawdopodobnie nie zamierzał walnąć nas na dożywocie, ale na jakieś parę dni. Dla bardziej domyślnych: przepraszam, że psuję wam zabawę, ale musiałam waszym kolegom naprostować parę spraw. Nie martwcie się. Już nie będę. 
— Bo podobno inteligentne psy posiadają coś takiego jak mózg — znudzonym wzrokiem zlustrowałam swego zajebistego opiekuna. Moje rodzeństwo znieruchomiało.
— DRESZCZKA, IDŹ DO FENKUŁOWEJ! — bomba zwana sercem Wiatru wybuchnęła, jednocześnie pokazując jego brak cierpliwości, jak i to, że tak naprawdę jego serduszko jest sztuczne. Było. Smutne. Pewnie ta galareta w jego głowie też nie jest mózgiem (na co wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi).
— Spoko, i tak nie zamierzałam tutaj siedzieć. Zanudzasz — ziewnęłam, oddalając się w stronę żłobka.
Chyba przegięłam. Ale tylko trochę. Tak po swojemu to załatwiłam.

⨯ ⨯ ⨯

W środku miałam wiele czasu na obserwację najbliżej znajdującej się przyrody. Moi nudni towarzysze zabaw naradzali się wraz z pewnym osobnikiem, uważającym się za dilfa, a ja siedziałam w ciepełku, patrząc na żaby, podczas gdy moja matka mnie myła.
Fuj, muszę jej kiedyś powiedzieć, że tego nienawidzę.
— Dreszczczka? — bo zwrocie, jakiego użył mój brat, doskonale wiedziałam, iż to on. Ale jeżeli ktoś nie wie, to mogę napomknąć, że to:
— Promyczek? Nie wiem, kto to Dreszczczka, ale wiem, kto to Dreszczka — odparłam z wymuszonym uśmiechem.
Fenkułowa Plamka upomniała mnie swoim przeszywającym spojrzeniem. No tak, pseplasam, biedny Plomycecek!
— Tak synku, co chciałeś?
— Mamy przeprosić liderkę — wyjaśnił mój rówieśnik z uśmiechem i radością. Jebany ekstrawertyk. Nie widzi, że mam zrypany humor?
— Nie teraz — cicho odpowiedziałam.
— Ale tatuś woła.
Przewróciłam oczami, ale wstałam. Sił dodała mi myśl, że będę mogła sprać Kruczka, za to, że nas wydał. Nieprzyjemna sytuacja. My mu ufamy i powierzamy jakże ważną rolę, idealną dla jego mysiego móżdżku, a on nawet jej nie umie dobrze wykonać. Kim zostanie następnym razem? Chyba tym gównem, które rozsmaruje po szlaku, by nie zapomnieć drogi do domu.
Dobra, on tak cuchnie, że wystarczy, że zostanie w obozie. Nawet nie potrzeba mi dobrego węchu, by wywęszyć tę norę.
Wyszłam za Moim Ulubionym Bratem na wewnątrz, gdzie czekała reszta Mojego Ulubionego Rodzeństwa.
Nie będę taka zła, ten pierwszy tytuł nie był ironiczny.
— Czyli? Mamy powiedzieć Rzepakowej, że przepraszamy za naszego ojca? — zapytałam.
— Dokładniej za to, że wymknęliśmy się z obozu — sprostował Jazgotek.
— I za to, że Pustynia za nami poszedł. I jeszcze za to, że zrobił aferę. I że zaśmieca genetykę tego klanu — dodałam z promiennym uśmiechem. Trzykolorowy szczeniak cicho westchnął.
— Co wy tak milczycie? — zdziwiona zadałam pytanie Kruczkowi i Piasek.
— Po prostu to ty tyle paplasz — normalnie niesamowicie odwarknął mi Kruczek, majestatycznie prężąc swe muskuły, a wszystkie samice znajdujące się w zasięgu paru kilometrów zawyły. Chciałby, jeden idiota. Jego teksty są żałosne, jak na mój gust. (Ustalmy proszę, że moje też, dobrze? Nie jestem wyjątkowo narcystyczna, cokolwiek sobie myślicie).
Gdzieś tam poszliśmy, coś tam powiedzieliśmy, ojciec zadowolony, liderka wesoła i trochę zdziwiona, my również zadowoleni i trochę zdziwieni, chociaż ja akurat tylko to drugie, no i generalnie słońce nadal świeci, o dziwo nie spalając wszystkie żywe istoty na popiół. Wow. Chyba muszę mu za to podziękować. Odmówię przy okazji modlitwę do Gwiezdnych, przepraszając za moją rodzinę, i jeszcze do członków Infernum, by ci nie traktowali ich wyjątkowo źle. Na czym stanęłam? Ach, tak, na tym, że świat ma się dobrze, chociaż nie jestem liderką klanu. I jakby tak się nad tym zastanowić, to chyba poradzi sobie beze mnie.
Ale to debata na dłuższą rozterkę.
Teraz została tylko sprawa Kruczka. Musimy wszyscy zgodnie podejść do tego tematu. To znaczy: sprać go, wyrzucić z klanu i nasikać na jego pysk. Albo do jego otwartego pyska. I wyłożyć uszy gównem myszy. A nos zalać mysią żółcią.
Jakby tak o tym nie myśleć, jest jeszcze wiele interesujących propozycji tortur! Posłuchajcie, a gdyby tak…

<Jazgotku? Jakie to były tortury, bo zapomniałam?>
[925 słów: Drżący Szept otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

16 listopada 2021

Od Kruczka (Kruczej Łapy) CD Dreszczki (Drżącej Łapy) i Jazgotka (Jazgoczącej Łapy)

Akcja dzieje się jak byli bachorami, nie wiem, dlaczego wcześniej na to nie odpisałam. /Oraz przed śmiercią Fenkułowej Plamki/

Stałem pomiędzy roztrzęsioną matką, a pozytywnie zaskoczonym ojcem. Zadarłem wysoko brodę. Za wszelką cenę unikałem spojrzeń mojego rodzeństwa, które wyglądało, jak gdyby chciało mnie posiekać na kawałki. Niech tylko spróbują.
— Będziesz przynętą — ze spokojem oznajmiła Dreszczka.
— CO MY WŁAŚCIWIE…?! 
— Zamknij się — powiedziała — Ktoś nas usłyszy.

***

Wlepiłem pełen nienawiści wzrok w śnieżnobiałą Księżniczkę, stojącą na przedzie grupki przerażonych szczeniaków. To ona wybrała mnie na przynętę, to ona powinna ponieść największą karę. Jazgotek, myśląc, że to coś w ogóle da, posłał naszej matce przepraszające spojrzenie.
— Co wyście sobie myśleli? — wyjąkała Fenkułowa, podbiegając do czterech puchatych kuleczek. Polizała je wszystkie po główkach, a mi opadły z rozczarowania uszy. Serio, zawracałem rodzicom głowę i wystawiłem rodzeństwo po to, by teraz byli w centrum uwagi? 
— Dlaczego wyszliście z obozu!
Jazgotek uchylił się przed wilgotnym językiem Fenkułowej Plamki i wystąpił na przód, stając ramię w ramię z Dreszczką.
— To był mój pomysł!
Nie mogłem powstrzymać prychnięcia z pogardą. Mój czarno-brązowo-biały brat zachowywał się, jakby nie posiadał mózgu. Każdy wie, że kłamie, by, och, ach, ależ rycerz, uchronić przed karą Dreszczkę, Piasek i Promyczka. Pustynny Wiatr posłał mi zaskoczone spojrzenie, jakby chciał się zapytać, dlaczego się śmieję. Ja nie mogę! On naprawdę mu uwierzył?!
Wojownik podszedł do uspokojonych już szczeniąt i wymruczał coś. Uśmiechał się przy tym do nich, z wyraźną ulgą.
— Kłamie — fuknąłem z poirytowaniem.
Fenkuła podskoczyła, a Pustynny posłał mi, znowu, pytający wzrok. Dlaczego mam tak irytującego ojca?
— Oj, Kruczusiu, nie ważne, naprawdę, kto to wszystko zaczął — mruknęła Plamka, nadal zawzięcie liżąc moich braci i siostry. — Nie rozumiem tylko, jak można coś takiego wymyśleć. Nie do pojęcia — wyszeptała, widocznie się uspokajając. Popchnęła nosem Promyczka i Piasek, by stanęli obok Dreszczki i Jazgotka. — Martwiłam się.
— Mam trochę inne zdanie na ten temat — Pustynny spiorunował czwórkę szczeniąt wzrokiem. — Porozmawiamy, gdy wrócimy do domu. Myślę, że jakaś kara się należy. Postąpiliście niewłaściwie.
— Ale-e…! — Moja matka wykrzyknęła z przerażeniem. — Widzisz, jacy są roztrzęsieni?! Dajmy im spokój, sami mają wyrzuty sumienia.
— Porozmawiamy, gdy wrócimy do domu — powtórzył z naciskiem Wiatr. Zdenerwowany machnął ogonem, nakazując marsz.
Droga powrotna była nudna. Raz czułem w sobie pewność siebie i dumę z własnych działań. Sekundę później odczuwałem wyrzuty sumienia. Trawa łaskotała mnie w poduszki, liście szeleściły. Lodowaty wiatr zerwał się, a ja, chcąc nie chcąc, przywarłem bokiem do ciepłej, różnokolorowej kulki, którą stworzyli przytuleni do siebie Jazgotek, Kruczek, Piasek i Dreszczka.
Księżniczka odskoczyła ode mnie, jeżąc sierść. Wyglądała na wkurwioną.
— Nie dotykaj mnie — syknęła.
Uniosłem brodę, milcząc. Nie będę się wdawał z nią w kłótnię. Jestem na to za wspaniały. Powiedzmy.
— Jak tam chcesz — mruknąłem, przyciskając się do Promyczka. Oczywiście, mój najlepszy brat nie miał nic przeciwko. Kolejny lodowaty podmuch wiatru w nas uderzył.
< Dreszczko? Albo raczej Drżąca Łapo? >
[443 słowa, Krucza Łapa otrzymuje 4 punkty doświadczenia i 1 punkt treningu]   

3 sierpnia 2021

Od Jazgotka (Jazgoczącej Łapy) CD Dreszczki (Drżącej Łapy) i Kruczka (Kruczej Łapy)

Jazgotek był wściekły. 
Przede wszystkim był wkurwiony na siebie samego. Za to, że w spokojnych, codziennych sytuacjach emanuje charyzmą i opanowaniem, odzywa się z taktem i uśmiechem, jest tym ważnym i wspaniałym szczeniaczkiem, który zawsze wyciągnie pomocną łapę. 
A gdy tylko jego ułożony i rzekomo idealny świat zaczyna się sypać, jego całe opanowanie znika bez śladu, a urocza, trzykolorowa kulka puchu okazuje się panikującym małym kurduplem, który plącze się na własnych chudych nogach. ,,A co z moimi zdolnościami przywódczymi?’’ — myśli wtedy. I rzeczywiście, jego atut wraca do niego z czasem, gdy chmury nad jego życiem rozwiewają się, a wszystko powraca do swej rutyny; Piasek na powrót rozmawia z duchami, Dreszczka kłóci się z Kruczkiem, Promyczek próbuje naćpać się jakimiś ziołami, a Jazgotek pilnuje ich wszystkich, dumny z siebie. Zwykle wtedy zamartwia się niejasnym przeczuciem, że jego zdolność za jakiś czas znowu zniknie. Przejmuje się tym nieustannie; a ponieważ od zawsze słyszał pełne zachwytu okrzyki ciotek dotyczące jego rycerskiej i jakże przywódczej postawy, utwierdził się w przekonaniu, że to jego jedyna zaleta, którą pragnie posiadać przez cały czas za wszelką cenę. 
Dodatkowo był wściekły na Dreszczkę. To także nie było nic nowego; siostra doprowadzała go coraz częściej do szewskiej pasji. Od zawsze nie była to jego ulubiona suczka z miotu; zdecydowanie wolał Piasek, a z Księżniczką miał napięte relacje. Ostatnio jednak zauważył, że oddalają się od siebie coraz bardziej. Rywalizowali ze sobą coraz częściej, coraz częściej także się kłócili. Ona miała go w dupie; a on… cóż, chciałby móc powiedzieć, że siostra go nie obchodzi. Jednak obchodziła go; pragnął, by wszystko było tak jak dawniej. Nienawidził tego, jak bardzo się pomiędzy nimi wszystko zmieniło. Prawdę mówiąc, nienawidził jakikolwiek zmian i miał po dziurki w nosie głupiego gadania pozostałych, jakie to zmiany są superowe. Nie były. Nie dla niego. On chciał mieć zawsze wszystko pod kontrolą. Chciał wiedzieć, czego może się spodziewać po otoczeniu i psach. A od kiedy relacja z siostrą uległa pogorszeniu, cóż, Jazgotek wcale nie był pewien, czy siostra nadal jest dawną Dreszczką. 
— Zostaw mojego brata! Inaczej… B-będziesz miał problemy — zebrał się w sobie i mimo paraliżującego strachu szczeknął w stronę gigantycznego psa. Łapy zaczęły się pod nim trząść, a w gardle poczuł kluchę. 
Pies odwrócił głowę w jego stronę; szczeniak niemalże zsikał się ze strachu. Nienaturalnie stojące uszy psa skierowane były do przodu, czarny nos poruszał się rytmicznie, a w przekrwionych oczach widać było kpinę. Rozchylił wargi, a z paszczy otoczonej białymi kłami wyrwał się warkot. 
— Doprawdy, żałosny bachorze? 
Jazgotek niepewnie kiwnął głową, na co obcy samiec zaniósł się śmiechem. 
— Słyszałeś, co się do ciebie mówi? — Dreszczka wystąpiła dwa kroki na przód; uśmiechnęła się z wyższością, co wyglądało dość śmiesznie, zważywszy na to, że była znacznie mniejszą od agresywnego psa, puchatą, białą kuleczką o błękitnych oczkach. — Zostaw go, ale już! 
— Proszę…! — pisnął Promyczek, a gdy kropla śliny z szczęk samca zmoczyła jego nos, otrząsnął się krzywo, po czym znów zamarł, jakby obawiając się, że przez gwałtowny ruch zostanie pożarty. 
— Z przyjemnością go rozszarpię, uwierz- 
Nagle zamilkł, z zaskoczeniem wąchając sierść beżowego szczeniaka. Promyczek wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć, Dreszczka nieugiętym wzrokiem, acz na drżących łapach wpatrywała się w nieznajomego, a Piasek uważnie, z niepokojem śledziła poczynania najmłodszego z obecnych tu szczeniąt jak i stojącego nad nim agresywnego pieszczocha. Jazgotek poczuł się przytłoczony tym wszystkim i nagle naszły go mdłości, gdy wyobraził sobie, jak jego brat jest zabijany. 
— Szczenięta wojowników… — mruknął, piorunując rodzeństwo wzrokiem. Po chwili szturchnął swoją wielką łapą Promyczka; ten skulił się jeszcze bardziej, a jego pełne paniki czarne oczy błyskały naokoło. — Powiedz, gówniarzu, z jakiego klanu jesteście? 
— Mama mówiła, żeby nie rozmawiać z nieznajomymi — drżącym głosem zaprotestował beżowy szczeniak. Jazgotek przełknął ślinę, gdy zobaczył jak dorosły przekręca głowę, wwiercając się złowróżbnym wzrokiem w jego brata. ,,O nie’’ przemknęło mu przez myśl. 
— Widzisz gdzieś tutaj swoją matkę, ty kurwiu jeb- 
— Zostaw go — tym razem odezwała się Piasek, patrząc raz na Promyczka, a raz na czarnego psa. 
Pieszczoch wydął wargi w krzywym uśmiechu, jednak jego oczy nadal błyszczały gniewnie. 
Po krótkiej chwili otworzył pysk, jak gdyby chciał coś powiedzieć. Najwidoczniej jednak się rozmyślił i z głośnym kłapnięciem zamknął mordę, pozwalając kolejnej strużce śliny wylądować na sierści Promyczka. 
Piasek zagotowała się ze złości, jednak Jazgotek uspokajająco położył ogon na jej grzbiecie, bezgłośnie nakazując jej zachować ciszę. Suczka wbiła pazury w ziemię i zacisnęła zęby, milcząc, lecz twardym wzrokiem patrząc na samca. 
Pies jednak ledwo zauważył wzburzenie suczki; węszył w powietrzu, po czym lekko zaniepokojony cofnął się o kilka długości ogona, by, powarkując cicho, bezszelestnie zniknąć w krzakach i pobiec dalej przed siebie. Jazgotek dojrzał jego święcące ciemne oczy zza ciemnozielonych liści, trzęsąc się ze strachu. Zastygł w bezruchu, podobnie jak jego rodzeństwo, a uwolniony Promyczek z zaskoczeniem wpatrywał się w zarośla. Usłyszeli oddalające się kroki, lecz i kolejne, cichsze, zgrabne, bliższe. Oglądnęli się na siebie z przestrachem, podchodząc do leżącego na ziemi Promyka; stanęli w pozycji obronnej, stykając się zadami, by każdy patrzył w inną stronę. Jazgotek czuł drżenie pozostałych, co wcale nie pomagało mu zachować mu spokoju; by nie rzucić się w paniczną ucieczkę przygryzł sobie łapę. 
— Dzieci… g-gdzie jesteście?! — doszło do nich z zaskakująco bliskiej odległości wołanie zatroskanej matki, urywane niekontrolowanymi spazmami. 
— JA WAM MÓWIĘ!!! — darł się w panice Pustynny. — KTOŚ JE UKRADŁ!!! NA PEWNO!!! CZUJECIE TEN ZAPACH?! 
Rodzeństwo przełknęło ślinę, kuląc się do siebie jeszcze bardziej. Zza krzaków powoli wysunęli się dwaj pełni rozpaczy rodzice, z Kruczkiem wciśniętym między nich; Jazgotek poczuł jak spojrzenie trzech psów pali mu skórę żywym ogniem. Miał tylko nadzieję, że pełen skruchy wzrok jakoś udobrucha przerażonych, wściekłych, lecz i także pełnych ulgi rodziców.
<Kruczku?>
[ 924 słów, Jazgocząca Łapa otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

26 lipca 2021

Od Dreszczki CD Jazgotka i Kruczka

— Myślę, że możemy wracać do obozu — odpowiedział Jazgotek, ignorując mój nieprzyjemny ton głosu. — Zobaczyliśmy wszystko i tak dalej… — dodał z niepewnością, a wprost paniką.
Zanim zdążył wcielić w życie swój plan, z potwora wysiadło młode dwunożnego, a następnie rzuciło się w naszą stronę. Odbiegliśmy przerażeni, skowycząc głośno i plątając nogi. Dorosła przedstawicielka obcego gatunku zaczęła krzyczeć i próbowała złapać potomka, jednak ten uparcie parł do nas. Wkrótce udało mu się złapać mnie za ogon. W powietrzu dało się wyczuć narastającą panikę.
— Zwiewamy! — wrzasnęłam, jednocześnie próbując wcielić swój rozkaz w życie. Zacisnęłam zęby na łapie napastnika (chociaż niechętnie, bo mali dwunożni są spoko), co przywitał głośnym okrzykiem bólu. Zaraz też Jazgot dostał kopniaka od jego matki, która wściekła wymachiwała rękami.
Biliśmy łapami o podłoże ile sił, byleby szybko stracić ich z oczu. Kiedy tylko to się udało, wyhamowaliśmy ostro, rozrzucając grudki ziemi w powietrze. Sapiąc, poświęciliśmy chwilę, aby złapać oddech.
— Co to było?! — Promyczek nie mógł dojść do siebie po tym nagłym wypadku. Przerażony wodził wzrokiem po otoczeniu, nie wiedząc, gdzie ma się podziać. — Nikomu się nic nie stało? Piaseczek? Jazgoteczek? Dreszczczka?
Zdezorientowani oglądaliśmy się nawzajem. Na pierwszy rzut oka nic nie wydawało się problemem.
— Chodźcie — powiedział Jazgotek. Był widocznie roztrzęsiony i próbował zmusić mózg do logicznego myślenia. Owocem tych starań było następujące polecenie: — Poszukajmy, czy w pobliżu są nasze kamienie.
Zaczęliśmy więc ich szukać. Najpierw węchem, potem wzrokiem — niczego nie znaleźliśmy. Pełen przerażenia Promyczek chodził nerwowo w kółko, sprawdzając raz za razem te same miejsca. Również Jazgot nie najlepiej radził sobie ze stresem. Z poirytowaniem wynurzyłam nos z paproci.
— Nic tutaj nie ma. Uciekliśmy w przeciwnym kierunku, do którego zwiewać powinniśmy — oznajmiłam to, co wszyscy wiedzieliśmy.
Zapadła cisza.
— Więc… Co teraz zrobimy? — spytała się cicho Piasek.
— Odpoczniemy — powiedziałam jednocześnie wraz z Jazgotkiem, co nie wywołało uśmiechu na naszych pyskach.
— Zapewne oddaliliśmy się od dwunożnych na wystarczającą odległość — dokończył mój brat. Obserwowałam go spod przymrużonych powiek.
Twardo opadłam na ziemię, wciskając pysk w łapy. Ucieczka z obozu nie wydawała mi się tak zabawna, jak wtedy, kiedy planowałam ją w bezpiecznym miejscu. W moim opracowaniu znajdywałam co raz to więcej błędów, luk oraz fragmentów bez sensu. Dlaczego mieliśmy chodzić z kamieniami, skoro mogliśmy normalnie zaznaczać trasę? Po co nam wiedza, jak wyglądają dwunożni? Spotkamy ich prędzej czy później, a raczej prędzej! Przecież i my zostaniemy uczniami... o ile mój idiotyczny pomysł nie zabije któregoś z nas.
Nieszczęśliwa obserwowałam Promyczka i Piasek, którzy wydawali się uważać naszą lokalizację za bezpieczną. Mój brat gawędził wesoło z siostrą, merdając ogonem. Żałowałam, że nie mogłam pozbyć się wątpliwości i strachu. Wyglądali na takich zrelaksowanych... Skuliłam się ciasno w kłębek, uświadamiając sobie, że rodzice w tym momencie martwią się o nas. Szukają nas. My natomiast narażamy się na niebezpieczeństwo bez powodu. „Czy naprawdę będę musiała popełniać błędy, zanim uświadomię sobie, to, czego NIE powinnam robić?” 
***
— Zróbmy głosowanie — oznajmiłam po krótkim odpoczynku, raźno stając na nogi. Po zmartwieniu nie pozostało śladu. — Ja chcę i zamierzam kontynuować trasę i dotrzeć na targ. Nie po to tyle planowa-... liśmy, aby poddać się w połowie drogi — dodałam energicznie. — Zostawmy tu jeden z kamieni. O ile jeszcze je mamy — jedno spojrzenie wystarczyło, abym upewniła się, że moje rodzeństwo upuściło przedmioty podczas ucieczki. — Możemy też moczem, jeżeli macie co wysikać. Ale wolę kamienie. Trochę nie miało to sensu, ale fajnie…
Przerwałam. Szczenięta popatrzyły się na mnie w ciszy. Piasek zamachnęła się ogonem.
— Ja chyba wolę wrócić do domu…
— Mi to obojętne — oznajmił Promyczek, jednak jego niepewny ton wydawał się zdradzać, że szczeniak ma już wyrobioną opinię.
Wszyscy spojrzeliśmy na Jazgotka. Teraz to do niego należała ostateczna decyzja — szanse były wyrównane. Przygotowywałam się jednak psychicznie na podróż powrotną, gdyż wątpiłam, że wstawi się za mną. Piasek natomiast niepewnie przebierała z nogi na nogę, jakby zastanawiając się, czy dobrze postąpiła. Nasz brat przełknął ślinę.
— Myślę, że…
Przerwał. Do naszych nosów doszedł zapach obcego psa.
— Kłopoty — mruknęłam i się wyprostowałam. Musiałam sprawiać wrażenie opanowanej, mimo że w środku cała drżałam.
Skinęłam na kaszojady i weszłam w kałużę błota. Miałam nadzieję, że dzięki temu, chociaż odrobinę nasza woń zelży na intensywności. Inni zrobili to samo, nerwowo zerkając na boki. Zaraz po zakończonej operacji wskoczyliśmy w najbliższe chaszcze, modląc się, aby pies nas nie zauważył.
Niebo stawało się pomarańczowe. Niecierpliwie czekaliśmy. „Być może nam się przesłyszało” — próbowałam siebie pocieszyć.
Mieliśmy już odejść, kiedy naszym oczom ukazała się potężna, czarna sylwetka psa. Promyczek cicho zawył z przerażenia. Zanim zdążyliśmy uciszyć go, nieznajomy odwrócił się w naszym kierunku. Na ciemnym ciele świtały brązowe znaczenia, a uwagę zwracały nienaturalnie postawione uszy oraz ogon-kikut. Ukazał swój wachlarz zębów, a następnie odbił się do podłoża, żeby wylądować tuż obok. Odsunęliśmy się w popłochu. Jego krzyki rozdzierały powietrze.
— Przepraszam, przepraszam! — sprawca tego zamieszania, Promyczek (nie że go obwiniam, ale jakby stulił pysk, nic by się nie wydarzyło) mówił, próbując jednocześnie uciec od zgniecenia. — To moja wina!
Nikt nie oponował. Mieliśmy ważniejsze sprawy na głowie, niż pocieszać smutnego szczeniaka. Wróg zaszarżował na mnie. W ostatnim momencie uciekłam bestii sprzed pyska, czym bardziej go rozzłościłam. Pełen furii miotał się na oślep, gdy my próbowaliśmy nadążyć z unikami. Jazgotek w tym czasie panikował jak mała samica dwunożnego, której wyrwie się lizaka (sorry, bracie. Taka prawda).
— Uciekajcie! — któryś z nas krzyknął.
— Pomocy! — anonim wrzasnął.
— Promyczek?! Gdzie jest Promy… — prawdopodobnie był to panikujący Jazgotek. Zaśmiałam się cicho, patrząc na maluszka, któremu ze strachu plątały się nogi. Może nie powinno, ale dodało mi to otuchy. Może ja też wyrosnę na przywódcę.
— Pomocy! — wrzasnął ponownie anonim, czyli zapewne Promyczek.
Nasz wzrok skierował się w stronę brakującego brata, przygwożdżonego łapami bestii.
Uups.
<Panikujący Jazgotku?>
[921 słów: Dreszczka otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

18 lipca 2021

Od Kruczka CD Dreszczki i Jazgotka

Zaczynałem się nudzić. Poza tym czułem się głupio, że dałem się tak wykorzystać. Ja mam być przynętą, podczas kiedy oni się zabijają? Brzmi całkiem kusząco, gdyby nie to, że w rzeczywistości wcale samobójstwa nie popełniają; pewnie zdobywają teraz doświadczenie, by za parę księżyców, jak zostaniemy uczniami, mogli się wywyższać i mnie wyzywać, mówiąc, że są ode mnie lepsi. Dlaczego oni traktują mnie jako najgorszego? Przecież zachowuję się najlepiej z nich wszystkich, wyglądam najlepiej, a matka mnie kocha. Po prostu mi zazdroszczą.
— Fenkułowa Plamko? — zawołałem moją mamę, wygodnie się moszcząc na posłaniu w żłobku. Rodzeństwo mnie nie szanuje i ma mnie w dupie — też nie będę ich szanował. Sprawiedliwość.
Usłyszałem kroki psa kierującego się do żłobka i z zadowoleniem rozpoznałem zapach mojej matki. Zabłysnę w jej oczach. Stłumiłem w sobie wyrzuty sumienia, że moje rodzeństwo dostanie niezłą burę. W końcu i tak by im się dostało, nawet jeśli bym na nich nie naskarżył. Prędzej czy później rodzice kapnęliby się, że brakuje większości dzieci. Robię to z miłości dla moich rówieśników. Właśnie.
— Co chciałeś?
Do pomieszczenia weszła moja matka, wyraźnie poirytowana; nie wiedzieć czemu mówiła nieprzyjemnym tonem, jednak widząc zdziwienie malujące się na moim pysku, szybko złagodniała.
— Hmm… — zacząłem, rozglądając się po otoczeniu jakby od niechcenia. — Zastanawiałem się, gdzie są Promyczek, Jazgotek, Dreszczka i Piasek. Dawno ich nie widziałem… A ty, mamo?
Początkowo matka w ogóle nie zareagowała; stała nieruchomo, nic nie mówiąc. Dopiero po dłuższej chwili powoli rozglądnęła się po pomieszczeniu i zaczęła węszyć. Zaraz potem wydarła się głośno, pełna paniki, i wybiegła ze żłobka, w poszukiwaniu mojego rodzeństwa i Pustynnego.
Złożyłem sobie w myślach gratulacje i stwierdzając, że zasłużyłem, podreptałem w kierunku stosu zwierzyny, by coś przekąsić, a potem zapaść w sen. W końcu trzeba korzystać, że nie ma tych idiotów, prawda?
Tak, mam w zupełności rację. Niepewnie machnąłem ogonem.
<Dreszczko?>
[300 słów: Kruczek otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

13 lipca 2021

Od Jazgotka CD Dreszczki (do Kruczka)

Jazgotek posłał siostrze ostrzegawcze spojrzenie. Może była tego nieświadoma, ale przez jej głupie komentarze tylko dolewała oliwy do ognia i psuła atmosferę. Suczka była tym typem osoby, za którymi piesek nie przepadał. Czemu? Pod jej spojrzeniem czuł się dziwnie, przez jej żarty, które koniec końców wcale żartami nie były, sierść stawała mu dęba, a atmosfera wyraźnie się napinała. Najgorszy był jednak jej brak taktu. Nieraz suczka poniżała rodzeństwo i przewracała oczami na prośby rodziców, a on, gdy próbował wyciągnąć ją — i przy okazji resztę rówieśników — z kłopotów z godnością, ona psuła całą jego pracę i zabiegi, a wszyscy kończyli z tytułem nieokrzesanych kurdupli. Mimo to była jego siostrą, więc chcąc nie chcąc, związał się z nią i zaczął akceptować jej zachowanie, choć nic ponadto; nie bał się jej czasem lekko zasugerować, że przesadza. A że przesadzała często, za często, Jazgotek nieraz gryzł się w język, by nie wyjść na czepialskiego.
— Pomogę ci — cicho westchnął Jazgotek, zwracając się do młodszego brata.
Pod czujnym okiem Dreszczki, dwa psy wyłowiły kamienie z kałuży i ułożyły je w mały stosik z dala od wody.
— Dobrze — gdy zakończyli pracę, śnieżnobiała księżniczka obdarzyła ich krytycznym spojrzeniem i wróciła do wydawania poleceń. — Teraz Promyczek zrobi to gówno i dalej będzie niósł te kamienie. Żwawo, przed nami długa droga.
Promyczek wyraźnie się zmartwił słowami siostry i wlepił rozczarowany wzrok w stos kamyczków, zapewne zastanawiając się, jakim cudem zaznaczy swoim zapachem i uniesie je wszystkie.
— Poczekaj. — Jazgotek delikatnie pacnął skrzywdzonego brata ogonem, każąc mu się wstrzymać. — Przecież nie musisz na nie srać i je nieść potem w pysku… — Na samą myśl o tym nieznacznie się skrzywił. — Równie dobrze możemy znaleźć oznaczenia zapachowe przy granicy terenu Płomiennych i je wykorzystać. Ewentualnie jakieś zgniłe liście, śmieci dwunożnych czy coś takiego.
Gdy skończył mówić, dostrzegł, że Dreszczka nie wydaje się zadowolona i piorunuje go wzrokiem.
— Yyy, a to nie ja jestem tutaj strategiem?
A to nie ja jestem tutaj przywódcą? Zapytał się sam siebie w myślach Jazgotek. Po chwili jednak pokręcił głową i wziął głęboki wdech.
Otworzył pysk, chcąc się odezwać, jednak zaskoczony stwierdził, że Piasek go uprzedziła.
— Idziemy dalej? — brzmiało jej pytanie. Zarówno Jazgotek, jak i Dreszczka stracili wątek i zaprzestali ciągnięcia rozmowy, chociaż suczka wcale nie wyglądała na pokojowo nastawioną. Zdeterminowana do upadłego. Niestety. Chociaż, gdyby się dłużej nad tym zastanowić, to ta cecha mogłaby jej wyjść na dobre.
Rodzeństwo znów ruszyło w drogę, a w najbliższym oznakowaniu terenu Promyczek wytaplał kamienie, które potem — za radą Jazgotka — toczył łapami, przez co nie musiał wkładać sobie tego świństwa do pyska. Beżowy brat wyglądał na zadowolonego, Dreszczka niestety nie. Prychała pod nosem z rozdrażnieniem, zastanawiając się, dlaczego Promyk nie wykorzystał jej pomysłu. Albo, dlaczego to ona nie wpadła na pomysł Jazgotka.
Co parę minut Promyczek ustawiał kamienie, by potem wszyscy mogli szczęśliwie wrócić do domu. Szli jak na razie w spokoju i ciszy, nasłuchując odgłosów pościgu dorosłych. O dziwo, jak na razie nikt chyba nie zauważył ich zniknięcia. Jazgotek jednak z każdą minutą denerwował się coraz bardziej. Jasne, chciał dokończyć wyprawę i zobaczyć coś nowego, ale zostawili w obozie Kruczka, który, cóż, do roli przynęty jakoś świetnie się nie nadawał. Jazgotek obawiał się, ba!, on wiedział, że brat, prędzej czy później puści parę z pyska. Będą mieć problemy, które on będzie musiał potem rozwiązać. Najbardziej jednak bał się, że jeśli Kruk na nich naskarży, rodzice nakrzyczą, a mu nie uda się ich uspokoić, rodzeństwo będzie miało pretensje do niego. Nie lubił tego.
Jazgotek wraz ze swoją drużyną kroczył po rozmokłej ziemi usianej opadłymi liśćmi, które przyjemnie szurały pod łapami. Gdzieniegdzie znajdowały się muliste kałuże przyprószone śniegiem; pozostałości po ostatnim deszczu. Gdyby szczenię przypadkiem wdepnęło w takie bajorko, miałoby nie lada problem z wyrwaniem łap z tego zdradzieckiego, lepkiego błota. Jazgotek świetnie sobie zdawał z tego sprawę, tak więc uważnie się rozglądał i szedł jedynie dróżkami stworzonymi z liści, które zawsze były lepszym podłożem niż grzęzawiska.
Gdy największe kałuże były już za nimi, myśli pieska przestały dotyczyć niebezpieczeństw i błota, a skupiły się bardziej na rodzeństwie. Roześmiał się cicho, gdy Promyczek wzbił w powietrze tysiące zamarzniętych liści, rozradowany tańcząc wokół nich.
— Idźmy dalej. — Dreszczka przewróciła oczami na wygłupy brata, a Promyczek natychmiast spoważniał, powolutku za nią drepcząc. Jazgotek dał się wyprzedzić przez suczkę, ponieważ to ona znała drogę na targ. Sam szedł na końcu grupy, pilnując, by nikt się nie zgubił.
Z zamyślenia wyrwał go dziwny ryk. Rodzeństwo także usłyszało hałas i nadstawiło uszu. Drogą przed nimi mknął przedziwny stwór: wielki, czarny, z błyskającymi oczami i dziwnymi, okrągłymi kończynami. W jego wnętrzu dało się zauważyć łysą kreaturę, owiniętą w jakieś szmatki, z długą sierścią na głowie. Pojazd dwunożnego minął zdezorientowane szczeniaki, zostawiając za sobą głośny ryk i kłęby czarnego, śmierdzącego dymu, który piekł w oczy i drażnił gardło.
Rodzeństwo zaniosło się ostrym kaszlem, a spaliny wyciskały z ich oczu słone łzy. Wszyscy spoglądali po sobie z pełną ciekawości bojaźnią. Jazgotek ze zdziwieniem uświadomił sobie, że dwunożni i ich potwory są znacznie więksi i groźniejsi, niż dawniej uważał. W opowieściach co prawda zawsze byli czarnymi charakterami, ale dotychczas psiak traktował takie bajki z przymrużeniem oka. Dopiero teraz, gdy zobaczył je na żywo, stwierdził, że historie, które słyszał, mogą mieć w sobie sporo prawdy.
— T-to… — wyjąkał Promyczek, który z przerażeniem pomieszanym z zafascynowaniem wpatrywał się w znikającego za zakrętem stwora. — To na pewno potwór i jego dwunożny! — Uśmiechnął się powoli i spojrzał na rodzeństwo, chcąc wyczytać coś z ich min. — Mam nadzieję, że wam się podobała przygoda. Dwunożni wyglądają na bardzo… ambitnych — dodał dobrodusznie.
— To… ciekawe — zauważyła Piasek, z zamyślonym wyrazem pyska patrząc na drogę, po której jeszcze przed chwilą pędził potwór.
Jazgotek także chciał wyrazić swoje zdanie na temat dwunożnych i ich wynalazków, lecz głos uwiązł mu w gardle. W stronę szczeniaków zbliżał się inny dwunożny; wysoki i szczupły — szczeniak po chwili stwierdził, że była to samica. Warczała coś do nich i piesek obawiał się, że to początek ich nowych problemów. Przez kilka sekund stał nieruchomo, sparaliżowany na widok obcej, agresywnej kreatury. Po chwili jednak otrząsnął się i zobaczył utkwiony w sobie, wyczekujący wzrok pozostałych.
— No co, panie liderze, jakieś propozycje? — wycedziła z lekką kpiną Dreszczka, wlepiając w swojego młodszego brata lodowate spojrzenie.
<Kruczku?>
 [1020 słów: Jazgotek otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

1 lipca 2021

Od Dreszczki do Jazgotka

Uważnie rozglądnęłam się na boki, upewniając, iż nikt mnie nie widzi. W żyłach buzowała mi adrenalina, kiedy wzrokiem szukałam mojego rodzeństwa.
Prędko dostrzegłam Piasek, znikającą za żłobkiem. Tuż za nią biegł Jazgotek. Kiedy mój młodszy brat zauważył mnie, zamachnął się swoim ogonem, zapraszając, abym dołączyła do ich dwójki. Drżąc z niecierpliwości, pomknęłam za szczeniętami.
Dotarłam na miejsce zebrania mojego rodzeństwa. Nie zważając się na otoczenie, usiadłam obok Kruczka. Przygniotłam mu tym ruchem ogon, jednak pies nawet tego nie zauważył. Szczeniak mamrotał coś pod nosem, o przerwanej drzemce.
Nie było tutaj zbyt sucho, jednak nie znaliśmy innego miejsca, w które tak rzadko zapuszczają się inne psy. Piasek strzepnęła z obrzydzeniem błoto, które weszło jej do uszu. Oburzona zaczęła lizać swoją łapę.
— Super, że jesteśmy w komplecie — zaczął Jazgotek, merdając ogonem. Nie mógł ukryć szczęścia. Zamierzał przeprowadzić zebranie na wzór Zebrania Klanów, a jak na razie zapowiadało się bardzo profesjonalnie.
— Mogę pójść na chwilę zrobić siku? — spytał się Promyczek, który już od dłuższej chwili przystępował z nogi na nogę.
— A co ty robiłeś do tego czasu? — Przewróciłam oczami. — Idź.
Jazgotek popatrzył się na mnie, jednoznacznie prosząc, abym przestała mu się wcinać w paradę. No dobrze, ale czy ktoś wybrał go na prowadzącego zebranie? Skąd wie, że to pytanie nie było skierowane do mnie? Chociaż dopiero co rozpoczęliśmy posiedzenie, konflikt okazał się nieunikniony.
Promyczek wrócił po chwili, uradowany niezmiernie. W ciszy przyglądaliśmy się, jak zajmuje swoje poprzednie miejsce.
— Zebraliśmy się tu, aby przedyskutować pomysł wyprawy poza obóz — Przywódca Klanu Idiotów zaczął, mierząc nas spojrzeniem. — Na początku ustalmy nasze role. Ustawcie się w szeregu. Zrobimy to sprawnie, i już za chwilę wyruszymy po przygodę.
Prychnęłam, ale posłusznie usiadłam obok mojego rodzeństwa. Grupka wyprostowanych szczeniaków ze zdziwieniem patrzyła na moje luźne podejście do tematu. Promyczkowi oczy niemal wyszły z orbit, kiedy dostrzegł, jak kładąc się, ochlapałam go błotem.
— Wpierw wybierzmy przywódcę wyprawy — ze spokojem w oczach powiedział, pewny wyników wyborów. — Kto chce się zgłosić?
— Ja — oznajmiłam.
Wszyscy jak na zawołanie popatrzyli się na mnie, łącznie z Jazgotkiem. Mój brat widocznie nie dowierzał, że ktoś odważy się kwestionować jego rolę w tym składzie. Zdziwiony popatrzył mi się w oczy, a jego ogon lekko opadł. Dumnie podniosłam głowę.
— Och, ja też mogę nim być — powiedział cicho. Zaraz dodał głośniej: — Kto jest za Dreszczką?
Patrzyłam przed siebie, nie chcąc wywierać presji na rodzeństwie. Z góry znałam rezultat głosowania. Zaległa głucha cisza.
— Więc będę nim ja — chrząknął nasz dowódca. — Strateg?
— Ja — ponownie się zgłosiłam, czując ukłucie zażenowania. Przerwałam tym zdaniem Promyczkowi wpół słowa.
— Mów, Promyczku. Co, księżniczki się wstydzisz? Masz do tej roli takie samo prawo jak ona, o ile nie większe — Kruczek stawił się za Promyczkiem, ale byłam pewna, iż nie zrobił tego z dobroci. Szukał okazji, aby móc mnie wyzwać i upokorzyć. Ponieważ znałam jego ukryty cel, udawałam, że nie usłyszałam zaczepki.
— Ja tylko siku chciałem. — Uśmiechnął się lekko, i zanim ktoś z nas zdążył zareagować, zniknął.
— Ten to ma problem z pęcherzem — powiedziałam i przewróciłam oczami.
Przebywaliśmy w ciszy, którą przerwało pojawienie się zagubionego w akcji.
— Zapraszam członków. — Jazgotek się uśmiechnął, patrząc na wychodzących parę kroków do przodu Promyczka i Piasek. Moja jedyna siostra jako jedyna wydawała się obojętna obecnym wydarzeniom. Nie zdołała z siebie wykrzesać ani jednej iskry wesołości.
— Kim w takim razie będzie Kruczek? — Piasek spytała, a następnie posłała bratu spojrzenie pełne pogardy. Kruk właśnie otrząsnął się z drzemki, wodząc po nas zdezorientowanym wzrokiem.
— Ee co my właściwie robimy…?
— Będziesz przynętą — ze spokojem oznajmiłam bratu, który dosłownie obudził się w trakcie ustaleń.
— CO MY WŁAŚCIWIE…?! — chciał wydrzeć się Kruczek, ale Piasek włożyła mu ogon do pyska.
— Zamknij się — powiedziałam. — Ktoś nas usłyszy.
— Gwiezdni i Zgaszeni, ja będę przynętą. Tylko dajcie mi wszyscy spokój — zwróciła się z kolei do Mojego Najmniej Ulubionego Brata Moja Najbardziej Ulubiona (bo Jedyna) Siostra.
— Nie! — stanowczo oznajmiłam. — Kruczek zaspał, teraz poniesie karę.
— Zaspałem! Wielkie mi halo… Dobra, no — wydukała ze złością przynęta. — Ale co my do jasnej ciasnej robimy?
— Zaraz to ustalimy. — Jazgotek zrobił pewną siebie minę, a następnie skinął na mnie łbem.
— Jako oficjalny strateg — zaczęłam — proponuję poznanie dwunożnych. Dużo słuchamy o nich, jednak nie widzieliśmy nigdy żadnego na oczy. Skąd wiemy, że nasi rodzice nie chcą nas nastraszyć, i w ten sposób kontrolować?
— Oni nie zrobiliby nam czegoś takiego — nieśmiało wtrącił Promyczek. — Mają na uwadze tylko nasze bezpieczeństwo (widzicie? Wiadomo, że jest świrem).
Reszta zgromadzonych natomiast przystanęła na moją propozycję, chociaż Jazgotek zwlekał z przyznaniem mi racji. Ja sama zaraz po wymówieniu celu wyprawy o mało nie krzyknęłam, że się przejęzyczyłam. Strach prawie mnie obezwładnił, kiedy patrzyłam w oczy czterem podekscytowanym psom. Podskoczyłam pionowo do góry, kiedy nagle kropla deszczu opadła na mój kark. Kruczek zaśmiał się cicho.
— Ale jak uciekniemy od Fenkułowej i Pustynnego? — sama sobie zadałam pytanie, czując kulę w gardle i będąc świadoma wyczekujących spojrzeń mojej siostry oraz braci, tkwiących na mnie. — Wykonamy ów plan podczas dzielenia się zapachami. Myślę, że Kruczek powinien zająć odwróceniem uwagi Pustynnego Wiatru. Upewni on się też, że nasza matka zajęła się własnymi sprawami i plotkuje z przyjaciółkami. Z nią nie powinno być problemu, bo kiedy usłyszy jakąś plotkę, przestaje zwracać uwagi na otoczenie. Wtedy wkroczymy my. Korzystając, że nikt nie pilnuje szczeniąt, wymkniemy się z obozu i będziemy zmierzać do … — zająknęłam się, próbując przypomnieć sobie wypowiedź Omszonej Łapy, na temat siedlisk dwunożnych — na targ, znaczy się. To gdzieś w na północ, o tam. — Wskazałam nosem kierunek. — Oczywiście wytarzamy się w błocie, aby maksymalnie zniwelować nasz zapach. Pozbieramy przed wyruszeniem w drogę kilkanaście identycznych kamieni, pobrudzimy je własnym gównem i będziemy za sobą kłaść, co jakiś czas. Oznaczymy sobie tak drogę powrotną. Ach, a co do Kruczego — zamyśliłam się, i ze złośliwością spojrzałam na rozdziawiony pysk brata. — Zbierzesz kamienie i zajmiesz się ich obróbką. Prawda, braciszku? Zrobisz to dla nas?
Cóż, nabrałam trochę pewności siebie.
Zaległa cisza.
Jazgotek zamrugał trzy razy.
— Em tak — powiedział wreszcie przywódca wyprawy. — Dobry plan. No to co, mamy jeszcze chwilę czasu, więc…
— Pójdę dowiedzieć się więcej o trasie, którą pójdziemy — z uśmiechem oznajmiłam, po czym zniknęłam, aby móc jeszcze zaczerpnąć parę informacji od Meszka. 
***
— No cześć, tato. — Zawstydzony Kruczek podszedł do rodziciela. Czujnie obserwowałam każdy ruch szczeniaka, razem z resztą kaszojadów. — Pomożesz mi? Chciałbym trochę przygotować się do bycia uczniem, i myślę, że mogę już teraz nauczyć się parę chwytów…
Słabo kłamał, ale moi tępi rodzice oczywiście nic nie zwietrzyli.
— Och, Kruczku, to cudownie! — mój ojciec próbował ukryć zdziwienie. Zapewne uważał, że Kruczek woli spać, a ta miła (i fałszywa) odmiana go niezmiernie zdziwiła. — Cieszę się, że mam takiego pilnego synka!
— Skąd takie podejście, Kruczku? — Fenkułowa Plamka przerwała rozmowę z koleżankami. — Spodobała ci się jakaś pannica, co? — zapewne ledwie powstrzymała się przed dodaniem pytania o planowany miot.
— Ee… No… — zmieszał się.
Cicho zachichotałam, a następnie wydałam znak rozpoczęcia misji. W myślach powtarzałam trasę na targ, i niebezpieczeństwa, jakie mogą czekać po drodze. Wątpiłam wprawdzie, abyśmy faktycznie spotkali te sławne Potwory dwunogów. Należy jednak przyjąć każdą możliwą wpadkę, tym bardziej że to ja będę przewodnikiem wyprawy. Oczywiście specjalnie nie powiedziałam, skąd mam informacje, bo zapewne Jazgotek sam wydobyłby je z Omszonego. Rozumiecie, musiałam pozyskać jak najwięcej przywództwa. Co prawda, to ten wnerwiający kurdupel będzie podejmował wszystkie istotne decyzje, ale ode mnie w każdym razie będzie zależało, czy dojdziemy na miejsce. Co za odpowiedzialność!
— Po co my to robimy? — Piasek z niedowierzaniem posłała spojrzenie powietrzu. — Jak myślicie? W końcu i tak zostaniemy uczniami — zapytała się swoich przyjaciół. Tylko ja w tym miocie jestem normalna.
— Po co się rodzisz, skoro i tak umrzesz — mruknęłam.
Ruszyliśmy. A raczej ruszylibyśmy, gdyby nie fakt, że Promyczek w tym momencie rozsypał kamienie umoczone w kału.
— Hej! — krzyknęłam. — Jak zejdzie z nich zapach, to sam zrobisz dwójeczkę.
Promyczek, przestraszony nie na żarty, zaczął brać do pyska kamienie, prawie się nimi dławiąc, zważając na ich ilość. W końcu Jazgotek (chociaż z obrzydzeniem) pomógł mu nieść parę naszych skarbów.
— Chodźcie tędy. — Zawęszyłam w powietrzu, aby upewnić się co do trasy. — Chyba o tę drogę chodziło … mi.
— Chyba? — Jazgotek z namysłem zwrócił na mnie swój wzrok, ciesząc się, że może uwolnić myśli od trzymanego w ryju gównie. — Ktoś cię nawigował, czy jak?
— A co myślisz, mysi móżdżku? Że Gwiezdni ześlą nam znak, którędy mamy iść? Nigdy nie wychodziłam poza żłobek, przecież musiałam poznać trasę.
— Kto ci ją podał? — Moja siostra, jak zawsze podejrzliwa, wypatrywała coś w powietrzu. — Wiecie, kto to zrobił?
— Ja myślę — zaczął Promyczek, z niechęcią. — Że tu coś śmierdzi.
— Prawdopodobnie chodzi ci o te kamienie, które trzymasz w pysku — wtrąciłam się, zdenerwowana, że nie wierzy w pomyślność mojego planu. — Faktycznie, trochę walą.
— Dreszczkczko! — zdrobnił moje zdrobnione imię Promyczek, utwierdzając mnie w przekonaniu, że jest walnięty. — Nie możesz tak mówić! Co pomyśli nasza mama? Ona tak bardzo dbała, aby nas… — trajkotał przerażony, aż dopiero brudna woda kałuży, w którą wpadł ryjem na przód, go zamknęła. Z ulgą odetchnęłam, uświadamiając sobie, że może się utopi.
— Wychować na arsenał produkujący szczenięta — dokończyłam jego zdanie, podczas gdy Jazgotek wyłowił brata z toni błota.
Promyczek posłał mi niedowierzające spojrzenie, lecz zaraz przestał. Utwierdził się w przekonaniu, że przez błoto, które wpadło mu do uszu, się przesłyszał. Jazgotka natomiast polizał swoim brudnym jęzorem po pysku, na co tamten się obruszył.
— O nie! — jęknął anioł, spoglądając na dno kałuży. — Tam zostały nasze kamienie.
— To musisz je wyłowić, zrobić to gówno i wytaplać w nim kamienie. — Przewróciłam oczami.
<Masz pracowity dzień. Jazgotku?>
[1536 słów: Dreszczka otrzymuje 15 Punktów Doświadczenia]