Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cytrynowy Liść x Stokrotkowy Płatek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cytrynowy Liść x Stokrotkowy Płatek. Pokaż wszystkie posty

28 marca 2022

Od Cytrynowego Liścia CD Stokrotkowego Płatka

Podczas pory spadających liści.
Ze spokojem wpatrywałem się w nią — wijącą się z nerwów na wszystkie strony wojowniczkę, która sprawiała wrażenie, jak gdyby byle silniejszy podmuch wiatru mógł zrzucić ją z nóg. Tym dłużej na nią patrzyłem, tym bardziej przypominała mi kruchą, białą różę, tańczącą na tle jesiennej scenerii.
Uśmiechnąłem się do niej ciepło, gdzieś w środku czując niepokój — mimo upływających sekund Stokrotka wyglądała cały czas tak samo przerażająco niepewnie, a równocześnie tak samo rozkosznie. Miałem wrażenie, że czas stanął w miejscu. Otaczał mnie ten sam niezmienny zapach liści, te ciepłe, brązowe ślepia wpatrzone wprost we mnie. Powiedz coś, powiedz coś. Przerwij tę ciszę. Poczułem, jak moje serce przyśpiesza.
Kocham Cię, Cytrynowy Liściu…
Łapy się pode mną ugięły, a słowa Stokrotki zawisły w powietrzu niczym spadające, złote liście. Rozbrzmiewały w mojej głowie słodkim echem, tym jej zmysłowym głosem, jak gdyby stworzonym do szeptania prosto w ucho. Czułem ciepło na sercu, które rosło wraz z niepewnością.
Nie potrafiłem wydusić z siebie z żadnego słowa. Nie potrafiłem zebrać upojonych tą chwilą myśli, wydobyć z pyska odpowiedzi. Tym dłużej o tym myślałem, tym większą suchość czułem w gardle.
Błogą ciszę przerwał cichy szelest liści. Od wojowniczki dzieliły mnie trzy bardzo małe kroki, które pokonałem jak w zwolnionym tempie, mając wrażenie, że w rzeczywistości nie istniejąca, słodkawa mgiełka spowalnia moje ruchy.
Oparłem pysk o jej bark, wdychając zapach jej szyi. Biło od niej kojące ciepło. Zamknąłem na chwilę oczy, na co natychmiast odtworzyły się w mojej głowie nasze wspólne wspomnienia.
— Cytrynowy Liściu... Ja... Znaczy...
Stokrotka zamknęła swoje piękne ślepia, marszcząc w zamyśleniu czoło. Śnieg zaczął padać gęściej, a wiatr szeptał niezrozumiałe słowa w koronach nagich drzew.
— Naprawdę bardzo cię lubię, wiesz? Możesz na mnie liczyć.
Polizała mnie w czoło. Chociaż zrobiło mi się ciepło w środku, jedynie skinąłem głową. Ból po utraceniu Bolesnego nie zniknął, a wręcz przeciwnie; jawne okazywanie sympatii ze strony Stokrotkowej sprawiło, że przed oczami stanęły mi wspomnienia. Przysunęła się bliżej mnie. Jej ciepły oddech roztapiał śnieżynki na moim futrze, gdy zatopiła w nim swój pysk. Gdy przemyślała swój ruch, speszona, skromnie wbiła wzrok w ziemię. Uśmiechnąłem się delikatnie.
— Dziękuję — powiedziałem, a po chwili wahania dodałem: — Myślę, że... powinienem iść dalej. To były piękne czasy, ale się skończyły. Mam jeszcze własne życie do przeżycia, prawda? — spytałem, szukając poparcia.
Stokrotka uniosła pysk.
— Prawda — odparła ze spokojem.
Siedzieliśmy w ciszy; obserwowaliśmy przystrojony, migający światełkami magazyn, jezioro okute lodem i gwiazdy, rozsiane po calutkim, zimowym niebie.
Otworzyłem oczy i cofnąłem się o krok do tyłu, chcąc spojrzeć Stokrotce prosto w twarz.
— Przepraszam… — wyszeptała tak cicho, że gdybym stał o parę kroków dalej, wziąłbym jej słowa za szept wiatru. Wyglądała tak krucho i niepewnie, jak gdyby cisza z mojej strony uderzyła ją prosto w nos.
Uśmiechnąłem się do niej ciepło, czując napływającą wilgoć do oczu.
— Nie masz za co — odparłem spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. — Dziękuję ci za wszystko, co dla mnie zrobiłaś i… — przerwałem, na co jej ślepia zamigotały z nadzieją oraz przerażeniem.
Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, wzruszony odwracając od niej wzrok. Poczułem wielką kluchę w gardle.
Stokrotkowy Płatek nie czekała na kolejne słowa. Podeszła do mnie, czule mnie liżąc po pysku. Rozluźniłem się. Jej słodki zapach otoczył mnie jeszcze ciaśniej, gdy odwzajemniałem czuły gest.
I tak to było.
Byliśmy razem.

<Stokrotkowy Płatku?>
[535 słów: Cytrynowy Liść otrzymuje 5 PD]

22 stycznia 2022

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

— Cytrynowy Liściu... Ja...
Stokrotkowy Płatek wierciła się nerwowo w miejscu, przebierając łapą w jakiejś kupce liści i ogólnie sprawiając wrażenie, jakby miała się przewrócić. Wszystkie jej zmysły krzyczały "Przestań, kompromitujesz się!". Chciała jakoś nad sobą zapanować. W podenerwowaniu wypływały z niej kolejne niemające sensu słowa, i po wypowiedzeniu każdego żałowała, że w ogóle otworzyła pysk. Zaraz zacznie się jeszcze trząść i Cytrynowy Liść w ogóle straci resztkę szacunku do niej. Zmusiła się do ustania mniej więcej w miejscu, choć nadal mięśnie jej ciała nerwowo rwały się we wszystkie strony. Stała ze spuszczonym łbem przed psem, bojąc się spojrzeć mu w oczy.
— Cytrynowy Liściu, chodzi o to, że ja...
Nerwowo przebiegła wzrokiem po kałużach i rozciapanych liściach.
— Ty...
Miała ochotę skulić się w kłębek i piszczeć z bezsilności.
— Przepraszam, Cytrynowy Liściu.
Jakiś impuls jej kazał podnieść wzrok i skierować go na oczy Cytrynowego Liścia. Były takie spokojne. Cudownie spokojne. Miały kolor zimowego nieba w te ciche poranki.
— Tak, Stokrotkowy Płatku?
Nadal zatopiona w oczach Cytrynowego Liścia i nie śmiąc oderwać od nich oczu, powiedziała, na początku powoli, a potem coraz szybciej, jakby chcąc jak najszybciej pozbyć się tych słów.
— Kocham cię, Cytrynowy Liściu.
Co teraz zrobić? Stać i się uśmiechać? Czekać na nie wiadomo co? Powiedzieć, że to głupi żart? Skulić się i powtarzać przepraszam w kółko, aż ochrypnie? Ta ostatnia opcja wydawała się całkiem ciekawa i właściwie to suczka zaczęła się nad tym zastanawiać. O ironio, tak jak wcześniej nie mogła przestać się wiercić, teraz bała się ruszyć. Stała jak jakaś rzeźba Dwunogów w parkach, ustawiona w dziwnej pozie i czując zimno i chłód liści, wilgoć przenikającą jej futro, ale jednocześnie czując się tak odległa od tego.

<Cytrynowy Liściu?>
[283 słowa: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 2PD]

20 grudnia 2021

Od Cytrynowego Liścia CD Stokrotkowego Płatka

Zastępca lidera klanu, zachowujący się jak szczeniak? Bawiący się z wojowniczką w berka...? Gdyby ktoś powiedział mi to parę księżyców temu, odesłałbym go do medyka, myśląc, że zwariował. Teraz trudno mi nie wierzyć, skoro zastępcą jestem ja, a wojowniczką moja przyjaciółka, Stokrotkowy Płatek. Nie wiedziałem, dlaczego się tak zachowuję, ale przecież nie mogło mi to wyjść na złe. Prawda? Wydawało mi się, jakbym obudził się z zimowego snu; po tym całym smutku, jakiego doznałem, nareszcie świat zwrócił mi zwyczajną radość z głupiej zabawy. W zasadzie nie świat, a Stokrotka.
Nasza przyjaźń rozwijała się stopniowo, lecz równomiernie. Zyskała ona trwałe fundamenty, których prawdopodobnie nawet Gwiezdnym nie udałoby się skruszyć. Ufałem jej tak, jak mało komu zaufałem w całym moim życiu. Ufam jej tak, jak ufałem kiedyś Bolesnemu. ,,Bolesna Łapa’’. To dzięki Stokrotce to imię nie przywołuje u mnie bólu, a szczęśliwe wspomnienia, które pozostają ze mną do końca życia; mogłem być wdzięczny jej za wiele, ale to za to byłem najbardziej. Wreszcie mogłem pozytywnie patrzeć i w przeszłość, jak i w przyszłość — pogodziłem się, że Bolesny nie wróci. Zresztą, nie mógłbym się przygotować na to, by go znów zobaczyć. Nie mógłbym z nim porozmawiać.
Nie.
Nie chciałbym z nim rozmawiać. Nie chciałbym, żeby wracał.
Kocham go, ale kocham go tak, jak się kocha kogoś, kto odszedł. Kocham wspomnienia, które zostawił. Jednak nie chciałbym, żeby znów się pojawił. Żeby do mnie wrócił. Ja… pogodziłem się z tym i boję się, jakby to miało wyglądać, gdyby nagle znów się pojawił.
Nie wiem, dlaczego tego nie chcę; przecież jeszcze kilkanaście księżyców temu było to moje największe marzenie.
Zerknąłem kątem oka na Stokrotkę; wojowniczka śmignęła przede mną, na co delikatnie się uśmiechnąłem.
— Hej! — krzyknąłem, próbując zwrócić jej uwagę. Obejrzała się na mnie przez bark, zatrzymując się i sapiąc. — Może odpoczniemy? — wyszeptałem, siadając na lekkim podwyższeniu. Moja przyjaciółka usiadła obok mnie i skinęła głową.
Patrzyliśmy razem na panoramę obozu Tenebris. Naszego domu. Zbliżał się wieczór; psy stawały się czarnymi cieniami, przemykającymi pod ścianami legowisk. Ruiny, chociaż w niczym nie przypominały wyniosłej budowli, teraz skryły się pod jakąś tajemniczą peleryną i wydawały się starym zamkiem. Jednym z tych, o których tak chętnie opowiadał Bolesny; mój były partner lubił dzielić się wytworami swojej wyobraźni.
Niebo przyjęło trzy kolory. Na samej górze były białe, puszyste chmury, które stopniowo zlewały się w róż, by ostatecznie zmienić się w pomarańcz. Ów jasne wytwory płynęły spokojnie po niebie, pociągane przez podmuchy wiatru, które mierzwiły nam sierść.
W ciszy czułem jedność z tym miejscem i będącymi tutaj psami. W głowie pojawiła mi się pewna myśl: Czy zawsze byłem wobec nich w porządku? Przecież kodeks wojownika nie zakładał, że można mieć partnera w innym klanie.
Nie byłem najwierniejszy swojemu klanowi. A teraz zostałem zastępcą przywódcy — kiedyś ich poprowadzę. Mój wzrok stał się zamglony, kiedy skruszony opuściłem go na ziemię.
— Chodźmy — stwierdziła nagle Stokrotkowy Płatek, nie odrywając wzroku od krajobrazu rozciągającego się przed nami. Widocznie wyczuła moje zmieszanie.
— Gdzie? — spojrzałem na nią zdziwiony.
— Gdziekolwiek… — mruknęła, żartobliwie trącając mnie łokciem w żebra; pod wpływem kuksańca zakrztusiłem się powietrzem i własną śliną. — ...zastępco przywódcy!
Mimowolnie uśmiechnąłem się. To zabrzmiało bardzo wyniośle. Starałem się ignorować dziwne, nerwowe kłucia w brzuchu, które mówiły mi, że jestem parodią zastępcy.
— Skoro chcesz… — wydukałem, nagle onieśmielony, nie mając żadnego pomysłu, gdzie można by się wybrać.
Stokrotkowy Płatek zerknęła na mnie, po czym wstała.
— W takim razie poprowadzę — odparła, delikatnie merdając ogonem.
Kiwnąłem głową i, lekko zmęczony długim, bezsensownym bieganiem, podążyłem za nią.
Szliśmy przez pokryte szeleszczącymi, opadłymi z drzew liśćmi podłoże, upstrzone gdzieniegdzie mulistymi kałużami. Promienie zachodzącego słońca oświetlały nasze barki, gdy przemieszczaliśmy się, chłonąc wieczorne widoki pory spadających liści.
Lodowisko jeszcze nie było gotowe na porę nagich drzew, a pozostawało zwykłym, miejscami oblodzonym placem. Stokrotka ominęła śliskie miejsca z niebywałą łatwością, a ja, próbując nadrobić rosnący między nami odstęp, przyśpieszyłem.
Sęk w tym, że przechodząc do truchtu, natrafiłem łapą na kupkę oszronionych liści, które uciekły mi spod nóg, okazując schowany pod nimi lód; wytrzeszczyłem oczy i dziko machając łapami, starałem się złapać równowagę.
Stokrotka najwyraźniej usłyszała moje nieudolne próby wyprostowania się z godnością i wyraźnie zdziwiona, zatrzymała się. Tymczasem ja, możecie mi pogratulować, uderzyłem w nią tak gwałtownie i szybko, że z wyrazem zaskoczenia nagłą sytuacją malującym się na jej pysku, zachwiała się.
Jakimś cholernym cudem suczka utrzymała się na łapach, a równocześnie dała mi podporę, dzięki której nie wywróciłem się na krzywy ryj.
Za wszelką cenę unikałem jej wzroku, czym prędzej prostując się i starając się pewniej stanąć na nogach. Czułem, jak moja skóra pod gęstą sierścią oblewa się czerwienią, co, dodatkowo, odebrało mi mowę. Stokrotkowy Płatek również była zawstydzona; przez dłuższy czas strzelaliśmy naokoło rozbieganym wzrokiem, by patrzeć wszędzie, tylko nie na siebie nawzajem. Czułem, jak spina się i, gdy tylko w stu procentach odzyskałem kontrolę nad kończynami i złapałem jakoś przyczepność z podłożem, zawstydzony, odskoczyłem od niej.
— Um… Eee… Przepraszam.
Zaciskając zęby, lekko spanikowany, spróbowałem złapać z nią kontakt wzrokowy, którego jeszcze przed chwilą tak gorąco unikałem i, o zgrozo, udało mi się.
Trwał on dosłownie sekundę, ale, jak się łudziłem, zamiast spowodować jakąś normalną reakcję i być dobrym początkiem do jakiejkolwiek rozmowy, spotęgował uczucie zażenowania które odczuwałem.
W mojej głowie narodziły się też nowe pytania.
Dlaczego tak gwałtownie reaguję? Dlaczego to, co robię i myślę, nie ma najmniejszego sensu? Dlacze-
Przerwałem. Nie byłem pewien, czy chcę znać odpowiedź. Czułem, że nie jest to coś, czego teraz chcę się dowiedzieć.
Idiota. Jesteś idiotą, Cytrynowy Liściu.
— Uhm… Może… Znaczy… Chyba wystarczy na dziś spaceru — zaczęła Stokrotka, z zakłopotaniem wbijając wzrok w swoje łapy. — Tylko… Sama nie wiem… 

<Stokroteńko? Hetero związek wreszcie zaczyna nabierać realnych kształtów>
[ 918 słów, Cytrynowy Liść otrzymuje 9 punktów doświadczenia ] 

3 grudnia 2021

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

Skip od ostatniego opowiadania Cytrynka do czasu teraźniejszego

— Nie dogonisz mnie! — szczeknęła radośnie Stokrotkowy Płatek. Wykonała jeszcze parę susów i zarzuciła łbem w stronę goniącego ją Cytrynowego Liścia. Oba psy biegały w jakimś ludzkim parku, powodując hałas godny szczeniaków, nie wojowników.
— Jeszcze zobaczymy! — warknął, udając powagę. 
Suczka znowu szczeknęła z rozbawieniem i przyspieszyła. Ledwo mogła złapać oddech z powodu biegu albo śmiechu.
— Poddaję się — wydyszała w końcu, gdy odległość między nimi zmalała znacząco. Padła na błotnistą trawę. Jej futro nasiąkło wilgocią, ale w tym momencie miała to gdzieś. Patrzyła z rozbawieniem na Cytrynowego Liścia.
— Ha! Wiedziałem, że uda mi się cię dogonić.
Pies pochylił się nad nią z udawaną wyższością w oczach, jednak nie dało się zamaskować rozbawienia w jego oczach. 
— Teraz ja będę gonił czy chcesz odpocząć? 
Stokrotkowy Płatek nie odpowiedziała, ale jej nierówny oddech zrobił to za nią. Próbowała go uspokoić, aby kiedy jej już się to uda, poderwać się do następnej dzikiej gonitwy po trawniku. Patrzyła na Cytrynowego Liścia tak jak on na nią — z radością i rozbawieniem. Nie wiedziała, jakie uczucie każe zachowywać się tak w towarzystwie wojownika, ale wiedziała o nim jedno — lubiła ten stan. Lubiła przebywać w towarzystwie Cytrynowego Liścia. Czuła, że może powiedzieć i zrobić z nim wszystko. Po prostu tak dobrze jej się z nim przebywało… W jej naturze leżała dociekliwość i pewnie zwykle starałaby się dociec, jaki jest status tych relacji. Parę razy próbowała się nawet nad tym zastanawiać, jednak kiedy tylko patrzyła w jego oczy, porzucała wszelkie zastanowienia w myśl "Dobrze jest, jak jest!" — że nie warto było zrozumieć, co jest między nimi, ale żyć chwilą i tym szczęściem, jakie daje.
— Gotowa?
Stokrotkowy Płatek czekała na tę chwilę. Poderwała swoje ubrudzone błotem, ziemią i trawą ciało, aby znowu zacząć biegać opętańczo ze śmiechem na pysku.
<Cytrynowy Liściu?> 
[287 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

25 listopada 2021

Od Cytrynowego Liścia CD Stokrotkowego Płatka

W tamtym opowiadaniu akcja działa się dwa lata temu. Teraz robię time skip nie do teraźniejszości, ale do ostatniej zimy, bo głupio pominąć dwa lata ich znajomości. (Słowem: Akcja dzieje się nie dwa lata temu, ale rok temu, jupi. Flowery, przyśpieszamy)

Zima minęła, a wraz z nią największa żałoba. Śnieg zaczął topnieć, ustępując miejsca trawie i kwiatom; na drzewach zaczęły pojawiać się pąki, później różowe i białe kwiaty. Cytrynowy zaczął na nowo uczestniczyć w życiu klanu; chodził na patrole, polował, pomagał uczniom. Po jakimś czasie opowiedział o śmierci swojego partnera siostrom, które wiedziały o jego związku, a również rodzicom, którzy zatroskani śledzili jego rozpacz i brak chęci do czegokolwiek. Wkrótce dowiedziała się o tym także Aroniowa Łapa, która dotychczas nie wiedziała nawet, kim jest Bolesny.
Po wiośnie przyszło lato. Słońce prażyło piekielnie mocno, suszyło rośliny. Wojownicy wychodzili jedynie wieczorem i wczesnym rankiem, a południe przesypiali, rozmawiali, uczniowie pomagali starszyźnie, która wyjątkowo mocno odczuła wysoką temperaturę. Cytrynowy nieźle dawał sobie radę w tym czasie. Polował, rozmawiał, poszedł na zgromadzenie; jedynie w nocy nawiedzały go sny z Bolesnym, po których przychodziła rozpacz.
Jesień, a w zasadzie Pora Spadających Liści, przyszła powoli, spokojnie. Było pięknie, kolorowo, deszcz nawet nie padał tak często, jak się wojownik spodziewał. Liście szeleściły pod łapami, szczeniaki obrzucały Cytrynka jak i innych członków klanu całymi kolorowymi garściami, śmiejąc się wesoło, więc uśmiechał się też Cytrynowy.
Wspomnienia o zmarłym wróciły z podwójną siłą wraz z przyjściem mrozów, śniegu i głodu.

***

Śnieg prószył delikatnie, wirując powoli. Niebo było czarne jak smoła, w oddali migały światła pędzących potworów, a ich ryki rozbrzmiewały z oddali.
Wracałem z polowania wraz z Stokrotkowym Płatkiem, trzymając w pysku zasypaną śniegiem wychudzoną ryjówkę. Kierując się do obozu, szedłem wzdłuż granicy z Industrią, wpatrując się w okute lodem jezioro. Stokrotka podążała za mną, w zębach mając zabitą srokę; szła powoli, z niepokojem obserwując moje ciche zainteresowanie terenami Industrii.
Zwolniłem, a po chwili stanąłem w zaspach śniegu. Obserwowałem ozdobiony świątecznymi lampkami magazyn, migający do mnie uspokajająco.
— Zaniesiesz moją zdobycz do obozu? — wyjąkałem cicho, kładąc na ziemi martwe zwierzątko. Niepewnie uniosłem pysk, wpatrując się w wojowniczkę. — Chciałbym tu chwilę posiedzieć.
Stokrotka westchnęła, obdarzając mnie nieodgadnionym spojrzeniem; jej oczy przez ułamek sekundy miały trochę troski, odrobinę zawiedzenia i zdziwienie, a potem, nagle i niespodziewanie, zapełniły się zrozumieniem.
Usiadła lekko, a śnieg prawie w ogóle nie zatrzeszczał pod jej ciężarem.
— Zostanę z tobą.
Kątem oka zerknąłem na nią. Śnieżynki opadały lekko na nasze futra, z biegiem czasu zamieniając się w zimną wodę. Siedzieliśmy w ciszy. Ja, pogrążony we własnych rozmyślaniach, a obok mnie czuwająca Stokrotka — wydawało się, że nie umie znaleźć słów, którymi mogłaby dodać mi otuchy.
— Cytrynowy Liściu, Bolesny chciałby, abyś był szczęśliwy — po chwili powiedziała z nutką ciepła w głosie. — Gdziekolwiek jest, na pewno na ciebie patrzy razem z innymi Gwiezdnymi i wie, że będziesz mógł żyć normalnie.
Przez długą chwilę milczałem. Po kilkunastu uderzeniach serca westchnąłem, zwieszając pysk do piersi. Wojowniczka utkwiła we mnie swoje głębokie, brązowe ślepia, które, odbijając blask kolorowych lampek, z śnieżynkami na rzęsach, spoglądały prosto na mnie.
— Wierzysz w to? — spytałem się ze zwątpieniem.
W odpowiedzi na moje słowa na pysku wojowniczki pojawił się wyraz zakłopotania.
— W drugą część tak... — powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszałem. Zaskoczony podniosłem głowę, dotychczas bezwładnie zwisającą.
— Nie wierzysz? — niemal lękliwie zapytałem. Serce zabiło mi szybciej.
— To nie tak — wyglądała na zakłopotaną. — Wierzę... Tylko... — zająknęła się. Po chwili kontynuowała cicho, z wyraźną skruchą. — Trudno mi uwierzyć. Sama nie wiem. Często mam chwile zwątpienia.
Powoli kiwnąłem głową. Kto… Kto ich nie ma?
Nastała cisza. Moja towarzyszka ewidentnie chciała zabrać głos, jednak wyglądało na to, że brakuje jej odwagi. Kiedy w końcu zebrała siły, jej ton brzmiał, jak gdyby zżerały ją nerwy.
— Cytrynowy Liściu... Ja... Znaczy...
Stokrotka zamknęła swoje piękne ślepia, marszcząc w zamyśleniu czoło. Śnieg zaczął padać gęściej, a wiatr szeptał niezrozumiałe słowa w koronach nagich drzew.
— Naprawdę bardzo cię lubię, wiesz? Możesz na mnie liczyć.
Polizała mnie w czoło. Chociaż zrobiło mi się ciepło w środku, jedynie skinąłem głową. Ból po utraceniu Bolesnego nie zniknął, a wręcz przeciwnie; jawne okazywanie sympatii ze strony Stokrotkowej sprawiło, że przed oczami stanęły mi wspomnienia. Przysunęła się bliżej mnie. Jej ciepły oddech roztapiał śnieżynki na moim futrze, gdy zatopiła w nim swój pysk. Gdy przemyślała swój ruch, speszona, skromnie wbiła wzrok w ziemię. Uśmiechnąłem się delikatnie.
— Dziękuję — powiedziałem, a po chwili wahania dodałem: — Myślę, że... powinienem iść dalej. To były piękne czasy, ale się skończyły. Mam jeszcze własne życie do przeżycia, prawda? — spytałem, szukając poparcia.
Stokrotka uniosła pysk.
— Prawda — odparła ze spokojem.
Siedzieliśmy w ciszy; obserwowaliśmy przystrojony, migający światełkami magazyn, jezioro okute lodem i gwiazdy, rozsiane po calutkim, zimowym niebie.
— Kto śmie… wpierniczać się na tereny klanu Tenebris?! — wyjąkałem, starając się mówić śmiertelnie poważnym głosem.
Przybrałem groźny wyraz pyska, jednak nie mogłem powstrzymać się od merdania ogonem. Lubiłem Bolesnego coraz bardziej i zabawy z nim były znacznie lepsze niż z innymi psami, ponieważ zawsze mówił coś śmiesznego i wymyślał fajne zabawy. Jednak czasami po prostu czułem, że jestem za głupi na jego gry i za wolno wymyślam odpowiedzi. Tak jak na przykład dzisiaj.
— Kto odważył się dokonać najazdu na tereny klanu Tenebris, tego spotka śmierć! Kimże jesteś, złowrogi nieznajomy? — podpowiedział mi Bolesna Łapa, szepcząc, a jego oczy błyszczały z rozbawienia.
— Tak! Kto odważył się dokonać najazdu na tereny klanu Tenebris, tego spotka śmierć! Kimże jesteś złowrogi nieznajomy? — posłusznie powtórzyłem za nim, jeżąc sierść i warcząc. Przełknąłem zażenowanie faktem, że po raz setny musiał mi mówić, co wypada powiedzieć.
— Waćpan Bolesny! A kimże ty jesteś, że śmiesz do mnie w te słowa przemawiać? — odwarknął mój najdroższy przyjaciel, szczerząc kły.
— Jam jest Cytrynowa Gwiazda, zaiste! — krzyknąłem, skacząc na niego. — Waćpanie, nie odważysz się już więcej wcho… przycho… właz… wpierniczać na tereny klanu Tenebris!...

<Stokrotkowy Płatku? Możesz zrobić skip do teraźniejszości>
[948 słów Cytrynowy Liść otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

10 września 2021

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

Dzieje się to serio dawno, w zimie, niedługo po śmierci Bolesnej Łapy
Śnieg chrzęścił pod ich łapami, gdy brnęli w śnieżnobiałej brei, miejscami zabrudzonej przez ludzi i przeróżne nieczystości. Cytrynowy Liść wydawał się nieobecny. Trząsł się z zimna, stąpając po śnieżnej pokrywie, ale jego wzrok błądził, nie skupiając się na otoczeniu i przywołując myśl, że jest bardzo daleko stąd. Ich oddechy, na mroźnym powietrzu zmienione w drobne chmurki z pary, kłębiły się, mieszały i znikały, wędrując ku czarnemu nieboskłonowi. 
— Wróciliśmy do ruin — szepnęła, kiedy znaleźli się w pomieszczeniu. Było tu cieplej niż na dworze, więc lód i śnieg zaczął topnieć i skapywać z ich futer. 
Odprowadziła Cytrynowego Liścia do legowiska, a potem pod jego posłanie. Powiedziała mu „dobranoc”, ruszyła w stronę własnego posłania, starając się nie potrącić żadnego ze śpiących wojowników Tenebris. Parę coś wymruczało przez sen, ale większość spała. Byli chyba jedynymi, którzy wracali tak późno. Tak, było późno, i powinna iść spać. Jednak nie zasnęła. Cytrynek patrzał wokoło pustym wzrokiem, może też próbował zasnąć. To bez wątpienia był dzień pełen wrażeń – jednak nie w pozytywnym sensie. Nie dziwiła się Cytrynowemu Liściowi, że nie mógł zasnąć. Jak ona sama by się czuła po stracie ukochanej osoby? Jak by się czuła... po stracie... hm... Kogoś z jej rodzeństwa? Lub Białej Gwiazdy? Nie była pewna, jakby zareagowała. No... w końcu to rodzina, więc pewnie źle. A wyraźnie Bolesny był Cytrynowemu Liściowi bliższy niż brat, czy jak się to tam mówi. Sama nigdy nie miała partnera, ani nie była zainteresowana żadnym wojownikiem czy wojowniczką w sensie romantycznym. Trochę śmieszne, bo była około dwa razy starsza od Cytrynowego Liścia. I... chyba nie zazdrościła posiadania partnera, skoro wiąże się to z takim ryzykiem jak rozstanie lub śmierć ukochanej osoby. Cytrynowy Liść musiał bardzo kochać tego psa z Industrii, że podjął to ryzyko. Tak to chyba było – że dla miłości wszystko, czy coś w tym rodzaju... Stokrotkowy Płatek czuła dumę, że podjęła się na pewno niełatwego zadania wspierania psa, ale też odczuwała niepokój. O przyszłość. O Cytrynowego Liścia. Jak on sobie poradzi? Załamie się zupełnie, czy jakoś da radę? Musi dać radę, musi – powtarzała te słowa jak mantrę, starając się odegnać niepokój. 
Myśli krążyły w jej głowie, tworząc nieopisany chaos, zanim przeanalizowała jeden problem, pojawiał się kolejny. Poczuła się zmęczona. To nie był znowu taki długi dzień, ani specjalnie męczący – przynajmniej fizycznie – jednak poczuła się jak po przebiegnięciu całego ludzkiego miasta. Mimowolnie się uśmiechnęła. Jeszcze rano jej największym problemem było wybranie między ryjówką a muszą do zjedzenia. Teraz, oprócz swoich, co prawda nic nieznaczących kłopotów, przejęła część ciężaru Cytrynowego Liścia. Nie, żeby coś... ale myślała, że tak powinno robić wojownicy. Przyjaciele. Jej uczucia do wojownika również mieszały się, zależnie od sytuacji i nastroju. Kiedy zobaczyła dziś ból na jego pysku, w jej sercu coś drgnęło, i poczuła, że po prostu musi mu pomóc, bo nie zniesie cierpienia w jego spojrzeniu. Nie potrafiła jasno wyjaśnić, czemu. Ziewnęła. Powieki same jej opadały. Tak, sen, tak bardzo chciałby zasnąć, choć na parę chwil oderwać się od tego całego zamieszania, które pojawiło się dziś. Nie pomoże Cytrynowemu Liściowi, jeśli zawali całą noc roztrząsając problemy, możliwe lub nieprawdopodobne wersje tego, co może stać się jutro. Tak, z pewnością musi spać. Ułożyć się wygodniej, wtulić nos między łapy, zamknąć oczy i zasnąć.

<Cytrynowy Liściu?>
[531  słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

31 sierpnia 2021

Od Cytrynowego Liścia CD Stokrotkowego Płatka

To się dzieje w zimie
Stałem przez dłuższą chwilę nieruchomo, mrugając mokrymi oczami; zimowy wiatr dmuchał we mnie, czesząc zamarzniętą sierść i wyciskając spod powiek wszystkie łzy, które spływały po moim pysku, kapiąc powoli, by niedługo potem zamarznąć na śniegu.
Rozglądnąłem się za wojowniczką, z początku jej nie dostrzegając; jej biała sierść wtopiła się w ośnieżony krajobraz. Po kilku dłuższych chwilach spostrzegłem jednak jej czarne oczy, błyszczące w zamyśleniu i współczuciu.
Poczekała na mnie, a ja do niej doczłapałem. Śnieg na nowo zaczął sypać z nieba, rozmazując okolicę; otoczenie pokryło się białymi smugami, a tu czy tam także kropkami, zamieniając się w miszmasz czarnego i białego.
Zadarłem w górę pysk, nie przerywając marszu. Płatki śniegu kontrastowały z onyksowym niebem, upstrzonym niezliczonymi gwiazdami. W desperacji szukałem wzrokiem sylwetki Bolesnego na nieboskłonie, ułożonej przez gwiazdy czy też powstałej z chmur; było jednak pusto. Poczułem na sercu lodowate pazury.
Łapa mi się poślizgnęła, a ja pojechałem do przodu, niemal zderzając się ze Stokrotkową. Lekko oszołomiony rozglądnąłem się po okolicy nieobecnym wzrokiem, znów wbijając spojrzenie w górę. Część gwiazd zamigotała, by chwilę potem zniknąć, przesłonięta przez ciemne chmury. Zmarszczyłem nos, gdy grudka gradu uderzyła we mnie z impetem.
— Patrz przed siebie — wyszeptała Stokrotkowy Płatek; w panującej ciszy, przerywanej jedynie co jakiś czas uderzeniami gradu, jej aksamitny głos wydawał się nienaturalny i odległy.
Zwolniła tempo, zrównując się ze mną. Jej białe futro otarło się o moje, strzepując z niego śnieg; biło od niej przyjemne ciepło, jednak ledwie je czułem, raz za razem trącany przez lodowaty wicher. Oczy zaczęły mnie szczypać, a słona woda zostawiała po sobie mokre ślady na moim pysku, na których szczególnie mocno czuć było przejmujące zimno.
Szliśmy w równej linii. Wojowniczka zatrzymywała się co jakiś czas, cierpliwie na mnie czekając; za każdym razem, gdy do niej dochodziłem, ruszaliśmy znowu, tyle że coraz wolniejszym tempem.
Grad walił coraz mocniej. Zaspy śniegu okryły się warstwą lodowych kulek; mniejsze z nich wbijały się w łapy, większe uderzały w ciało z całej siły, zostawiając po sobie siniaki. Stokrotkowa położyła uszy płasko na głowie i syknęła cicho, gdy nie zdążyła odskoczyć od kuli gradu.
Szedłem spokojnie, podążając za zapachem wojowniczki; wszystko, co widziałem, było rozmazane i ograniczyło się do barwy śnieżnobiałej bieli, tu czy tam pomieszanej z kruczoczarnym kolorem nieba. Całe moje ciało zamarzło, a stawy chrupały z każdym, najmniejszym ruchem. Wiatr rzucał moimi uszami, przeszywając je swoim jazgotem; jedyne co czułem to zimno, jednak nie byłem pewien, czy to z powodu temperatury i pogody, czy od środka ciała, z bólu.
A potem, nagle, poczułem rozgrzewające ciepło, a jednolite, mlecznobiałe otoczenie zniknęło, zastąpione przez ciemność.
Nierówny oddech Stokrotki rozbrzmiewał w pomieszczeniu, a para unosząca się wraz z nim rozpływała się po uderzeniu serca. Suka otrząsnęła się, dygocąc z zimna; ja natomiast stałem nieruchomo, pełen przerażającego, obcego mi dotąd spokoju i bierności.
— Wróciliśmy do ruin — zakomunikowała cichym szeptem suczka, otrząsając się z drobinek lodu i śniegu; lodowata papka prysnęła mi prosto w pysk. Nieznacznie drgnąłem.
Poczułem muśnięcie jej ogona ma moim pysku, gdy wskazywała mi drogę.
Automatycznie poczłapałem za nią w stronę legowiska wojowników; na miękkich posłaniach spały zwinięte psy, a ich ciała unosiły się w miarowym oddechu. Jeden z Ciemnych poruszył się, przewalając się na drugi bok; poczułem, jak Stokrotka lekko podskakuje, zaskoczona nagłym hałasem. Potem nastała cisza.
Stałem jeszcze chwilę w milczeniu, pozwalając roztopionemu śniegu spływać z mojego futra; pod łapami poczułem lodowatą kałużę, zalewającą moje poduszki. Przycisnąłem łapy do zimnego i mokrego podłoża jeszcze mocniej.
— Hmm… — wojowniczka mówiła bardzo cicho, a jednak wyraźnie; przyjęła łagodny ton głosu, starając się nie obudzić śpiących Ciemnych. — Dobranoc, Cytrynowy Liściu.
Rzuciła mi jeszcze długie spojrzenie, po czym, co zauważyłem kątem oka, utkwiła wzrok w moje posłanie. Zmarszczyła brwi i ruszyła powoli w stronę swojego legowiska. Zwinęła się w kłębek na swojej kupce mchu i szmatek, zamykając oczy.
,,Dobranoc, Cytrynowy Liściu’’
Czy te słowa na pewno były wypowiedziane do mnie?
Zamrugałem wolno oczami. Wszystkie sylwetki psów wydawały się obce, odległe i takie same; otoczenie pokryło się mgłą.
,,Dobranoc…’’
,,…Cytrynowy Liściu’’

<Stokrotkowy Płatku?>
[655 słów: Cytrynowy Liść otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

6 sierpnia 2021

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

Bolesna Łapa, uczeń Industrii — a także, o czym przed chwilą się dowiedziała — ukochany Cytrynowego Liścia. W jego głosie było tyle bólu i tęsknoty, że Stokrotkowy Płatek nie miała wątpliwości co do uczuć Cytrynka, a także ich mocy. Wyznanie psa spowodowały jeszcze większy mętlik w głowie suczki. Kim był dla niej właściwie Cytrynowy Liść? Młodszy od niej o jakieś dwadzieścia księżyców wojownik. Kolega? Wróg? Przyjaciel? Chwilami myślała, że może nawet ktoś więcej — ale akurat te przemyślenia pojawiały się najrzadziej. Nie, zdecydowanie nie była pewna swoich uczuć. Choć starsza, może nawet bardziej zagubiona? Cytrynowy Liść przynajmniej miał stałego partnera, świadomość, że ktoś go kocha — choć początki zapewne były ciężkie. Jednak nie mogła powstrzymać myśli, że jest chyba zazdrosna. Cytrynowy Liść, młodszy, znalazł miłość. Chyba szczęśliwą. Ale skończoną tragicznie. Czy w takim razie warto wchodzić w jakiekolwiek związki, wiedząc, że skończą się odejściem lub śmiercią? Ale z drugiej strony, nigdy się nie zakochać, nie przeżywać pięknych chwil — lub bolesnych, dzięki którym bardziej można było doceniać te pierwsze? Zapewne przemyślenia o miłości i związkach były niezwykle ciekawe, ale teraz musiała się skupić na Cytrynowym Liściu, bo jeszcze chwila, a i ona zacznie ryć nosem w śniegu.
Stokrotkowy Płatek zbytnio nie wiedziała co powiedzieć, poza zwykłym „Tak mi przykro”. Choć naprawdę było jej szkoda Cytrynowego Liścia i chciała mu pomóc, te słowa zabrzmiały dla niej sztucznie. Nigdy dotąd nie przeżyła takiej straty jak śmierć kogoś bliskiego. Po zastanowieniu stwierdziła, że dla niej te słowa zabrzmiałyby pusto i nieznacząco. Co w takim razie zrobić? Patrzeć, uśmiechać się? Zapewniać, że będzie dobrze?
— Bolesna Łapa na pewno obserwuje cię z góry — mruknęła cicho, wskazując nosem gwiazdy pobłyskujące na czarnym niebie — i skoro cię kochał, pewnie chce, żebyś o nim pamiętał, ale też żył dalej. Będzie nad tobą czuwał.
Stokrotkowy Płatek nigdy nie myślała, że Gwiezdni naprawdę obserwują psy z nieboskłonu. Jednak obserwując Cytrynowego Liścia, doszła do wniosku, że zapewnienie o opiece ze strony nieżyjącego ukochanego może mu pomóc. Otrząsnąć się i żyć dalej? Domyślała się, że nie jest to takie proste. Przecież pies dopiero co dowiedział się o jego śmierci. Cytrynowy Liść pewnie przez długi czas nie otrząśnie się po jego śmierci. Będzie delikatniejszy i podatny na załamania. Klan mógłby się też dowiedzieć o Bolesnej Łapie. Nie była pewna reakcji Białej Gwiazdy. Ani też reszty Klanu. W najlepszym przypadku mógł liczyć na niechęć, w najgorszym może nawet na wygnanie? Suczka postanowiła pomóc Cytrynowemu Liściowi pomóc przejść ten trudny okres.
— Chodź, musimy iść do obozu. Chyba nie zamierzasz spędzić tu nocy?
Gwiazdy jak zwykle błyszczały zimno na czarnym niebie. Śnieg chrzęścił pod poduszkami łap, a okruchy lodu gdzieniegdzie zdobiące białą pokrywę odbijały światło księżyca. Stokrotkowy Płatek skupiła się na mało znaczących szczegółach — szelest śniegu spadającego z drzewa, krzyk pojedynczego ptaka, odległy ludzki wrzask lub dźwięki miasta. Jeśli chodzi o sprawę z Cytrynowym Liściem, była zdeterminowana, aby mu pomóc, ale... jakby bała się o tym myśleć? Cała ta sprawa była dla niej trudna. Oczywiście, nie trudniejsza niż dla Cytrynowego Liścia, w końcu to nie ona straciła partnera. Została poinformowana o tej tajemnicy nagle i spontanicznie, i tak samo podjęła decyzję. Chyba dobrą, ale rozproszone myśli nie dawały jej do tego pewności.
<Cytrynowy Liściu?>
[521 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

3 sierpnia 2021

Od Cytrynowego Liścia CD Stokrotkowego Płatka

Spojrzałem tępo na białą wojowniczkę. Co ona mówiła? 
Mój wzrok powoli ślizgał się po otoczeniu, raz za razem natrafiając na Stokrotkę, śnieg czy majaczące w oddali drzewo. 
Stokrotka, śnieg, drzewo, Stokrotka, śnieg, drzewo, Stokrotka, śnieg, drzew- 
— Cytrynowy Liściu? — suczka podeszła do mnie, z uwagą mi się przyglądając. Kłęby pary z naszych oddechów łączyły się, sunąc powoli w górę, do gwiazd. Zamrugałem, kierując spojrzenie z powrotem na śnieg. Śnieg, Stokrotka, drzewo... Tak to było? Chyba nie... Zresztą, sam już nie wiem... 
— Dziwnie się zachowujesz — mruknęła z troską suczka, śledząc moje spojrzenie swoim wzrokiem, jak gdyby miała nadzieję, że w ten sposób znajdzie odpowiedź na dręczące ją pytania. Chwilę staliśmy w ciszy, razem patrząc na siebie nawzajem; w końcu nie wytrzymałem jej spojrzenia i zwiesiłem pysk, obserwując opadające na moje łapy płatki śniegu. Niepewnie uniosłem jedną z nich, z trudem ją prostując; stawy trzasnęły cicho, a po moim ciele rozniosła się fala zimna, dzięki czemu chociaż na chwilę moje myśli przestały krążyć wokół Bolesnego. 
Przełykając ślinę, uniosłem głowę, wpatrując się w migoczące na onyksowym niebie świetliste gwiazdy. Nie było widać ani jednej chmurki, po ziemi nie przebiegała zwierzyna, wiatr także nie jazgotał; wszystko wydawało się takie spokojne. Gwiazdy mrugały do mnie leniwie, a jedna z nich spadając przecięła niebo — nieuważnie śledziłem tor jej wędrówki, dopóki nie zniknęła za horyzontem. Zaszkliły mi się oczy, gdy pociągnąłem nosem. 
— Ponawiam pytanie… Co się stało? 
Poczułem na sobie pytający wzrok wojowniczki, który wwiercał mi się w skórę. Stokrotkowy Płatek niepewnie przystąpiła z łapy na łapę. 
— Halo...? 
Czułem, jak czarno-brązowe futro ociera się o mnie; w nos załaskotał mnie znany zapach mojego partnera, a uszy wychwyciły cichy, wypełniony archaizmami szept. 
Odwróciłem się z nadzieją, a mój ogon automatycznie zamerdał. Bolesny! Jesteś tutaj ze mną…? 
Jednak ujrzałem jedynie miejski krajobraz pełen topniejącego śniegu. Milczałem, stojąc nieruchomo. Po chwili upadłem na niską warstwę śniegu; zanurzyłem nos w lodowatej zaspie, aż nie poczułem okropnego szczypania, od którego moje ciało przeszedł dreszcz. 
— Przestań! — ledwo rozróżniałem słowa Stokrotki, gdy ta stanęła nade mną, ciągnąc mnie za skórę na karku. — Co ty robisz?! 
Suczka użyła całej swojej siły, zmuszając mnie do utrzymania się na łapach. Patrzyła się na mnie wielkimi, ciemnymi oczami, a jej pysk przyprószony był śniegiem; wpatrywała się we mnie przez dłuższą chwilę, po czym lekko zawstydzona otrzepała się, unikając mojego wzroku. Nabrałem głęboko powietrza, zanim się odezwałem.
 — Eee… Bolesna Łapa był moim partnerem… — głos zaczął mi się łamać, gdy zacząłem się tłumaczyć. — Więc chciałem go odwiedzić, a on mieszkał w magazynie, na terenach Industrii, ale… — mówiłem coraz ciszej, aż w końcu zupełnie przestałem się odzywać; położyłem się gwałtownym ruchem, opierając pysk na przednich łapach, które wyciągnąłem daleko przed siebie. Po chwili poczułem na nosie spadający płatek śniegu, a oczy zapiekły mnie od łez. 
Stokrotka wydała z siebie cichutkie westchnienie, po czym pokiwała głową w geście zrozumienia i przycisnęła pysk do czubka mojej głowy; poczułem na czole jej wilgotny język i ciepły oddech mierzwiący mi sierść. 
— Tak mi przykro — mruknęła. 
Patrzyła na mnie przeciągle roziskrzonym wzrokiem, a po krótkiej chwili przymknęła oczy, cofając się o jeden krok do tyłu; pocieszająco uśmiechnęła się w moją stronę. 
Nieznacznie uniosłem pysk, wpatrując się w niebo. Jedna z gwiazd zamigotała jaśniej; westchnąłem głęboko. Och, Bolesny, czy widzisz mnie teraz z góry?
<Stokrotkowy Płatku?>
537 słów, Cytrynowy Liść otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

18 lipca 2021

Od Stokrotkowego Płatka CD Cytrynowego Liścia

Odkąd rozdzielili się z wojownikiem, Stokrotkowemu Płatkowi polowanie nie szło zbyt dobrze. Prawdę mówiąc, w ogóle. Podobno zdolnością kotów jest widzenie w ciemnościach. Jeśli jest to też zdolność psów, na sto procent nie jest to zdolność akurat tej wojowniczki. Nadepnęła parę razy na gałęzie, miliony razy gałęzie waliły ją po pysku, strząsając na nią śnieg. Było zimno, ciemno. Tylko gwiazdy połyskiwały wyraźnie w górze. Patrząc na nie, poczuła złość. Gwiezdni podobno mieszczą się w gwiazdach. Jeśli by naprawdę istnieli, pomogliby klanom. A tak, tylko gwiazdy mrugają irytująco. Już księżyc jest bardziej przydatny, daje przynajmniej odrobinę światła. Choć trzeba przyznać, gwiazdy ładnie wyglądają tak w nocy. Kolejny płatek śniegu spadł jej na nos. Czy będzie ich więcej? Może będzie śnieżyca? Stokrotka nie była tchórzliwą sunią, ale wizja wracania do obozu po ciemku i w zasobach niezbyt przypadała jej do gustu. Gdzie jest Cytrynowy Liść? Próbowała złapać nosem jego zapach. Szła po nim. Chwilowo znikał, zasypany śniegiem, jednak w końcu zauważyła ciemną sylwetkę na tle śnieżnobiałego puchu.
Oczy Cytrynowego Liścia połyskiwały w ciemnościach drżącymi punkcikami odbitego od gwiazd światła. On... Płakał? Niewątpliwie był mocno wzruszony.
— Cytrynowy Liściu, nic ci nie jest? Co się stało?
Jej złość spowodowana długimi poszukiwaniami zniknęła bez śladu jak pierwszy zimowy płatek śniegu. Teraz czuła odrobinę ciekawości — co on robił, gdzie był? — i troskę. Tak. Chyba to troska. Taka jak matki o szczenięta... lub partnerki o partnera. To były takie myśli, które przychodzą same, odruchowo na czyiś widok. Tak, martwiła się o Cytrynowego Liścia, ale nie wiedziała, czym to było spowodowane. Przy wojowniku język się jej plątał, gadała jak najęta. O wszystkim — ale jeszcze bardziej o niczym. Próbowała sobie tłumaczyć to zachowanie, ale nie umiała. Na widok psa jej serce przyspieszało i traciła panowanie nad słowami. Skąd to się brało? I czemu?
A może to miało jakiś związek z wcześniej wymienioną troską? Jak matki o szczenięta. I partnerki o partnera. Nie myślała tak o Cytrynowym Liściu — jeszcze, dodała w myślach mimowolnie.
Postanowiła odłożyć te rozmyślania na potem. Cytrynowy Liść stał tu, teraz. Teraz musi z nim porozmawiać. Zapytać. Czemu jest taki wzruszony, gdzie był, co robił. Postarała się skupić. Chyba po raz pierwszy zdołała opanować ekscytację przy mówieniu do wojownika. Podeszła nieco bliżej, aż jej nozdrza wypełnił kojący zapach Cytrynowego Liścia. Błękitne oczy, błyszczące od łez lub gwiazd. Może tych obu rzeczy. Futro, połyskujące różnymi kolorami — od brązowego po rudy. Wszystkie te znane elementy, składające się na postać wojownika. Jednak nie mogła zrozumieć tego dziwnego wzruszenia czy łez. Czym on mógł się wzruszyć? Płaczącą wiewiórką? Małymi boberkami? Jakimś szczególnie pięknym liściem? Może tajemniczy Gwiezdni (o ile istnieją) coś mu zrobili? Mimowolnie zmarszczyła wargi, na myśl, że ktoś mógłby zagrozić Cytrynowemu Liściowi.
W zapachu Cytrynowego Liścia wyizolowała ostrą, śmierdzącą nutę.
— Industria?
— Skąd wziął się zapach Industrii na twoim futrze, Cytrynowy Liściu?
Pies nie odezwał się, choć wyglądał, jakby bardzo chciał jej coś wyjaśnić, ale nie mógł.
— Polowałeś na ich terenie? A może jakiegoś spotkałeś? Albo... napadli cię. Mam rację? Halo, ziemia do Cytrynka? Co się stało? Wytłumacz mi, proszę. Czekam.
<Cytrynowy Liściu?>
[501 słów: Stokrotkowy Płatek otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

1 lipca 2021

Od Cytrynowego Liścia do Stokrotkowego Płatka

Kręciłem się wokół legowiska wojowników, nerwowo przygryzając wargę. Wiem, wiem, że Bolesny zabronił mi wchodzić na tereny jego klanu, ale musiało coś być na rzeczy. Mógł być chory i samotny albo potrącił go potwór dwunożnych i właśnie umiera. Może ktoś go zaatakował i potrzebuje mojej natychmiastowej pomocy?
Już od jakiegoś czasu planowałem, że go odwiedzę w magazynie, skoro na opuszczony dworzec przestał przychodzić. Cały czas jednak rezygnowałem, a raz, gdy już niemal wszedłem na tereny Płomiennych, wywąchałem patrol i czym prędzej — choć z niechęcią — wróciłem do ruin.
Potrząsnąłem głową, próbując oczyścić umysł. Szybko zaglądnąłem do legowiska wojowników, sprawdzając, czy wszyscy śpią. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, zauważyłem kilkanaście zwiniętych w kłębek psów, pogrążonych w śnie. Odetchnąłem z ulgą.
Wtem dostrzegłem psa, który stał i wpatrywał się we mnie. Cofnąłem się przestraszony, a do moich nozdrzy wleciał zapach Stokrotki. Suczka podeszła parę kroków do przodu, wpadając na mnie.
Poczułem zażenowanie, gdy samica zaczęła coś bełkotać i cofnęła się pośpiesznie, spuszczając na chwilę wzrok.
— Eee… Musiałem… Znaczy się… — usiłowałem wyjść z zaistniałej sytuacji z godnością. Po chwili wahania zdecydowałem się na kłamstwo. — Chcę pójść na nocne polowanie. A ty…? C-czemu nie spałaś?
Śnieżnobiała samica uniosła głowę, wgapiając się we mnie oczami w kolorze oszałamiającego, ciepłego brązu.
— Dopiero się kładłam — zaśmiała się, przystępując z łapy na łapę. — Lubię czasem odetchnąć świeżym, nocnym powietrzem i chodzić spać ostatnia. Poza tym wyglądałeś na zdenerwowanego. Zaciekawiłam się — wyznała, a ja już wiedziałem, że nie powstrzymam jej gadulstwa. — Wiesz co, jak idziesz na te nocne polowanie, to pójdę z tobą. Dawno na takim nie byłam, a to świetna okazja. Będzie nawet lepiej we dwie osoby, bo jak coś się stanie, to ktoś poleci po pomoc. Zawsze razem raźniej, czyż nie?
Przełknąłem ślinę, autentycznie przerażony.
— Mam nadzieję, że upolujemy dużo zwierzyny — zaszczebiotała, merdając ogonem.
Pokiwałem w milczeniu głową.
Stokrotka nawijała w kółko, a ja co chwila kiwałem głową i rzucałem jakieś „yhmm… to ciekawe, ciekawe, mów dalej”, jednak moje myśli krążyły wokół Bolesnego. Co ja najlepszego zrobiłem? Jak niby teraz wejdę na teren Industrii? Może ją gdzieś zgubię? Powiem jej, żebyśmy się rozdzielili, ona zacznie polować, a ja pójdę prosto do Bolesnego? To chyba najrozsądniejsze rozwiązanie — myślałem.
Wyszliśmy z obozu pod osłoną nocy. Mijając Fiołkową Skałkę, która stała na warcie, zakomunikowałem jej, że wybieramy się na polowanie.
W milczeniu obrałem drogę, idąc w stronę Ogrodów. Zamyślony potykałem się co chwila, ignorowałem gadulstwo niechcianej towarzyszki podróży, a gdy w oddali odezwał się nocny ptak, podskoczyłem przestraszony, jeżąc sierść.
— Słuchaj, o co chodzi? — Stokrotka zatrzymała się, przyglądając mi się uważnie. W myślach przeklinałem bez opamiętania. Musiałem się zachowywać jak idiota.
Zainteresowałem się moimi łapami, jednak po chwili uniosłem głowę, niepewnie patrząc na suczkę. Przecież jej nie okłamię drugi raz. Zacisnąłem zęby, a pazury wbiłem w rozmokłą ziemię. Nie mam innego wyjścia.
— Rozdzielmy się — odezwał się ktoś, a ja po chwili zrozumiałem, że to mój głos. — Ty pójdziesz do ogrodów, a ja… eee… gdzieś indziej, dobrze?
Nie kłamałem zbyt dobrze, dlatego bojąc się, że z mojego wzroku wyczyta prawdę, unikałem jej spojrzenia. Po niekończącej się chwili Stokrotkowy Płatek odezwała się, a ja odetchnąłem z ulgą.
— Cóż… — Suczka przyglądała mi się, przekrzywiając głowę. — Skoro chcesz…
Posłałem jej niepewny, krzywy uśmiech i szybko ją wyminąłem. Nie spoglądając za siebie, potruchtałem w stronę granicy terytorium Industrii. Ledwo powstrzymywałem się od przyśpieszenia do szalonego pędu. Zrobiłem głupio, idąc prosto do granicy po tak żałosnym kłamstwie, jednak wtedy nie miałem czasu na żadne sensowne przemyślenia. 
***
W magazynie było przerażająco ciemno, mój oddech wśród nocnej ciszy wydawał się głośny niczym ryk potworów, a serce biło mi tak głośno, że pewnie obudziło wszystkich wojowników. Wartownik chodził zamyślony po korytarzu, co chwila, zaglądając do różnych legowisk. Skuliłem się w rogu, modląc się, by wytarzanie się w znaczeniach zapachowych Płomiennych było wystarczającym kamuflażem.
Przywarłem do ściany i szurając brzuchem o podłoże, zacząłem się skradać. Sierść stawała mi dęba, a po kręgosłupie rozchodził się nieprzyjemny dreszcz. Co chwila rozglądałem się w panice po otoczeniu, a do uszu dolatywały równomierne, spokojne oddechy śpiących wojowników. Wartownik nagle zatrzymał się, węsząc w powietrzu. Wstrzymałem oddech i przywarłem do ziemi, nie wydając najmniejszego szelestu.
— Tenebris…? — wyjąkał pies pełniący straż, a ja zrozumiałem, że jest to suczka. Jej głos i zapach wydawały się dziwnie znajome.
Z łomoczącym sercem posuwałem się wzdłuż ściany. Już niemal skręciłem do legowiska Bolesnego, gdy na moim karku zacisnęły się szczęki. Byłem tak przerażony i zaskoczony równocześnie, że omal nie dostałem zawału.
— Co tutaj robisz? — warknęła wojowniczka, zaciskając mocniej zęby na mojej skórze. Nie mogłem się odwrócić, jednak wyczułem, że jest to Stopowa Łapa, przyjaciółka Bolesnego.
— Stopowa Łapo! — niemal krzyknąłem, lecz w porę się opanowałem. — Ja…
— Już Stopowa Ścieżka — doprecyzowała biała wojowniczka, puszczając moją skórę. Skrzywiłem się, a na karku zostały mi piekące ślady po zębach. — Ponawiam pytanie. Co tutaj robisz?
— Chciałem się dowiedzieć, jak się czuje Bolesna Łapa. Ostatnio… Nie przychodził na miejsce naszego spotkania. Dostał imię wojownika? Mogę się z nim zobaczyć? — Zamerdałem lekko ogonem.
Cisza, która zapadła po moim pytaniu, nie wróżyła nic dobrego. Tknięty nagłym niepokojem, wlepiłem w Stopową błagalne spojrzenie.
— Coś mu się stało, prawda? Ja… Nie powinienem się tak…
— Cytrynowy… — Ścieżka, świeżo upieczona wojowniczka zmieszała się, spuszczając wzrok. — Słuchaj…
— CO MU JEST?! MÓW! MUSZĘ SIĘ Z NIM…
Suczka pokręciła gwałtownie głową, nakazując ciszę.
— Cicho… — westchnęła. — On nie żyje.
Poczułem się, jakbym dostał obuchem w łeb. Zszokowany wwiercałem się w Stopową przerażonym spojrzeniem, jednak w głębi duszy wiedziałem, że mówi prawdę. Te wszystkie chwile z Bolesnym… Czy to tak miało się skończyć? Że go już nie ma? Po co Gwiezdni go zabrali? DLACZEGO?
— K-kłamiesz… — wyjąkałem, a po moim pysku spłynęły łzy.
Stopowa Ścieżka z początku nie odpowiedziała. Ze współczuciem zanurzyła pysk w mojej sierści, próbując mnie pocieszyć.
— Przykro mi. 
***
Zmuszałem łapy, by stale poruszały się do przodu. Nieobecnym wzrokiem wodziłem po okolicy, w końcu jednak utkwiłem go w moich pazurach, a jedyne co mi przyszło do głowy, to ich bezsensowne liczenie. W kółko i w kółko i w kółko…
W końcu dotarłem do ruin. Moja droga powrotna trwała zdecydowanie dłużej — szedłem w żółwim tempie i robiłem nieregularne postoje, podczas których kuliłem się w kłębek, miotałem w rozpaczy po okolicy i głośno szlochałem.
Przez dłuższą chwilę nadal wgapiałem się w moje łapy, jednak z wielkim wysiłkiem udało mi się unieść głowę, utkwiwszy wzrok w ścianę ruin.
— Cytrynowy Liściu! — usłyszałem z oddali wołanie Stokrotki. — Wiesz, ile cię szukałam?!
Nie ruszałem się i milczałem. Wojowniczka podbiegła do mnie, mrucząc coś zdenerwowana. Gdy tylko zobaczyła moją minę zamilkła, próbując połączyć fakty.
— Do jasnej cholery, co się stało…?
<Stokrotkowy Płatku?>
[1080 słów: Cytrynowy Liść otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]