Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gałąź × Płomienny Krzew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gałąź × Płomienny Krzew. Pokaż wszystkie posty

21 marca 2022

Od Płomiennego Krzewu CD Aroniowej Gałęzi

Akcja chwilę przed zimą
Dość szybko załapałem, o co chodzi w grze, aż sam byłem zdziwiony, bo nigdy wcześniej jej nie widziałem na oczy. Całkiem przyjemne uczucie spędzać czas na przyjemności, a nie wieczna czujność i skupianie uwagi na zagrożeniu, które może czaić się tuż za tobą. No dobra, Aroniowa Gałąź przegrała i chciała rewanżu. Żywiołowa suczka starła łapami całą planszę i narysowała nową, mogliśmy grać od nowa.
 — Gramy! — ogłosiła pewna siebie i złapała w zęby liścia.
Ułożyła go w dolnym lewym rogu, hmm w głowie układał mi się już plan, jaki wykonać ruch. Złapałem małego kamyczka w pysk i położyłem na samym środku, teraz będę miał kilka możliwości. Przeciwniczka rozmyślała co teraz zrobić i ostatecznie liść wylądował nad pierwszym, chcesz utworzyć linię prostą? Nie ma mowy, z lekką dumą zablokowałem jej drogę do zwycięstwa. Ta mruknęła pod nosem niezadowolona, ale po chwili skoczyła na drugą stronę planszy i tym razem mi zablokowała możliwość utworzenia linii na skos. Przekrzywiłem głowę, jeśli położę kamyki na dole, to znowu ją zablokuje, a chciałem zrobić coś u góry. No nic, padło na dół.
 — Za dobrze ci idzie — powiedziała, machając ogonem. — Ale nie na długo!
Listek wylądował na środku po prawej stronie. Nie wiem, z czego się cieszyła, bo ostatni ruch należał do mnie i ostatecznie nikt nie wygrał.
 — Fajnie się w to gra — stwierdziłem.
 — Bo to jest fajne, zagramy jeszcze raz? — spytała.
Zgodziłem się bez wahania, tylko musiałem znaleźć większe kamyki, bo te małe wylatywały mi z pyska. 

Czas aktualny
Znów zima, ile to już tych zim nadeszło? Nawet się nad tym nie zastanawiałem wcześniej, chyba starość robi swoje, pomyślałem. Po chwili przyszło mi coś na myśl — co można robić w śniegu? Szczeniaki gdzieniegdzie szalały w białym puchu, obserwowałem je jakiś czas spod drzewa i podziwiałem za tak wiele pomysłów do zabaw. Śnieg kiedyś służył mi do skrycia się i wypatrywania przyszłych ofiar do zabicia, jego zaletą też jest to, że mój zapach trudniej było wykryć. Teraz najlepiej jest wypatrzeć ptactwo, wystarczyłoby się płasko położyć i cierpliwie czekać… Płomyk przestań myśleć.
Nagle coś mnie uderzyło w tyłek, kamień? Odwróciłem szybko głowę i zauważyłem Aroniową Gałąź z uszykowaną kulką śniegu pod łapą. Wpatrywała się we mnie z żartobliwym uśmiechem i wiedziałem, że za chwilę zamachnie się drugi raz. Zatoczyłem nosem swoją kulę, cieszyło mnie, że śnieg był mokry i z łatwością się kleił. Złapałem większą broń i jakimś cudem uniknąłem kulę Aroniowej, przeleciała mi obok oka. Zamachnąłem się i trafiłem idealnie w cel, suczka podskoczyła i próbowała się bronić łapami, ale na nic się to zdało.
 — Ejj! Pokonam cię! — zawołała i zaczęła toczyć dużą kulę.
 — Serio? — spytałem i też ułożyłem kulkę w łapach.
Ta uparcie tworzyła coraz to większą i większą, co ona kombinuje? Kula była już jej wielkości, wtedy się zatrzymała i złapała oddech. Przekrzywiłem głowę, a suczka zniknęła za nią. W pewnym momencie kula zaczęła się toczyć w moją stronę. O nie, nie tym razem, po stoczeniu się w oponę miałem dość. Odskoczyłem na bok, a kula poleciała kawałek dalej na przysypaną śniegiem łąkę.
 — Chodź, gonimy ją — powiedziała Aroniowa i pobiegła w dół.
W sumie czemu nie. Puściłem się biegiem za nią. Po chwili mnie olśniło, a jakby puścić wodze powagi i po prostu dać się ponieść przyjemnością, które mnie w życiu ominęły?
 — Wejdźmy na nią — powiedziałem i przyspieszyłem.
Suczka podjęła wyzwanie i zaczęła szybciej przebierać łapami, myślała, że wygra? Przegrała w poprzednią grę z liśćmi i kamykami więc teraz też może. Kula zatrzymała się, zrobiła się o wiele większa niż przed chwilą i obmyślałem jak na nią wskoczyć. Z lewej raczej nie, z prawej też niezbyt, chyba pozostaje wziąć rozbieg i mocno się wybić.
Towarzyszka pierwsza skoczyła i wylądowała na szczycie kuli, chwilę się zachwiała, ale dała radę.
 — Wygrałam! Byłam szybsza — podskakiwała dumnie w miejscu.
 — Niech ci będzie — mruknąłem.
 — To było super — stwierdziła. — Musimy to powtórzyć, ale musimy zrobić większą i… zrobimy tunel!
Ona to ma pomysły, pomyślałem. W pewnej chwili zainteresował mnie jeden punkt w oddali, do końca nie wiedziałem, czym jest, ale nie podobał mi się. 
— Idźmy stąd — powiedziałem.
 — Już? Ale jest tak fajnie…
 — Nie żartuje — zmrużyłem oczy, czym jesteś dziwny obiekcie w oddali?
Suczka zeskoczyła z kuli.
 — Co się dzieje? — spytała.
To coś, wydawało mi się, że gdzieś to widziałem, ale gdzie konkretnie? Nagle tajemnicze coś błysnęło w blasku niewielkiego słońca, już wiedziałem. Obróciłem się, żeby złapać suczkę za skórę na karku i pociągnąć do lasu, ale usłyszałem wystrzał i zimno na pysku. To trwało sekundę? Może nawet mniej. Wszystko wokół ucichło, jakby czas się zatrzymał. Poczułem na pysku, jak ciepła krew skapuje na śnieg.
 — Coś mam na uchu… — pisnęła i spuściła głowę. — Czemu to tak boli? — zmrużyła oczy.
Miała przecięte ucho na krawędzi, ale też jej krew leciała dość obficie. Musimy stąd iść, natychmiast. Chwyciłem ją za futro i zniknęliśmy z pola widzenia, starałem się znaleźć jakieś oddalone miejsce, żeby nas nie namierzyli. Mieliśmy dużo szczęścia, bardzo dużo. To byli ludzie z bronią, taką samą miałem przed nosem jak Jasne Serce postanowił się ze mną zaprzyjaźnić w mieście. Nabój nas tylko musnął, mogło to się potoczyć znacznie gorzej.

<Aroniowa Gałąź?>
[876 słów: Płomienny Krzew otrzymuje 8PD]

3 lutego 2022

Od Aroniowej Gałęzi CD Płomiennego Krzewu

W niedawnej przeszłości, czyli jakiś księżyc temu
— Oczywiście — zgodziłam się. Z chęcią spędzę z Płomiennym trochę więcej czasu! Stał się teraz znacznie milszy, cieszyłam się więc, że chociaż jeden emos odwrócił się na swoją pozytywną stronę. Na Krwawego będzie trzeba jeszcze trochę poczekać. — Co proponujesz? Moglibyśmy zagrać w taką grę, brzmi dziecinne, ale jest super! Widziałam, jak grali w nią dwunożni, i mówię ci, serio bardzo rozrywkowa!
— Możemy — przystał na to mój rozmówca.
— W takim razie chodź, musimy poszukać jakiegoś kawałka ziemi, na którym będzie można rysować! — energicznie wykrzyknęłam, zaraz też zmieniając koncepcję — dobra, albo wiesz co? Znajdźmy jakieś przedmioty. Jeden z nas weźmie… — szybko wykonałam obliczenia w swojej głowie —… trzy? Nie, pięć. Pięć liści. A drugi pięć kamieni. Ale i liście, i kamyczki muszą być malutkie.
— Mogę poszukać kamieni — zaoferował się Płomienny Krzew. Ja natomiast kiwnęłam głową na zgodę. Nie umiałam odczytać zbyt dobrze jego emocji, ale miałam nadzieję, że cieszy się tak samo jak ja.
— No to poszukam liści. Spotkajmy się w tym miejscu, jak już znajdziemy! — oznajmiłam, po czym w podskokach poszłam szukać interesujących mnie znalezisk. Wojownik również odszedł z miejsca zdarzenia, bacznie obserwując ściółkę.
Kiedy znalazłam już drugiego (nawet ładnego!) liścia, zaczęłam trochę obawiać się, że poprosiłam go akurat o kamienie. Moglibyśmy podzielić się kolorami liści, przecież. Je łatwiej znaleźć, niż kamienie w całkowicie przypadkowym miejscu.
Wbrew moim obawom, nie musiałam czekać długo na Płomiennego, który wrócić z pięcioma kamyczkami. Uśmiechnęłam się bezradnie, ponieważ były one naprawdę maciupeńkie. Powiedziałam malutkie, prawda? Cóż…
— Dobra robota! Poszło ci nawet za dobrze, w istocie, są malutkie — uśmiechnęłam się. — W takim razie wyjaśnię ci zasady gry.
Odchrząknęłam, wzorem dwunożnych dzieląc ziemię na dziewięć pól. Ówcześnie musiałam oczywiście zgarnął liście na boki, oraz wygładzić trochę powierzchnie, ale tak czy siak, udało się. Przed naszymi głowami rysowało się dziewięć równych kwadratów, każdy  o pojemności naszych trzech łap. Z satysfakcją spojrzałam na swoje dzieło.
— I co teraz? — spokojne i dość cierpliwie spytał, moim śladem spoglądając na rysunek.
— No, więc grę tą możemy nazwać liść i kamień. Będziemy na zmianę układać na tej planszy swoje przedmioty. Ty oczywiście jesteś kamieniem, a ja jestem liściem.
Płomienny Krzew pokiwał głową, słuchając moich słów i prawdopodobnie wyobrażając sobie to, o czym mówię.
— No i dążymy do tego, żeby mieć w jednej linii ustawione kamienie bądź liście. Ja chcę ustawić tak kamienie, a ty swoje… Znaczy… Ty kamienie, a ja liście. He, he — zaśmiałam się nerwowo. — Mogą być też chyba po skosie, ale mogą być normalne. Zrobimy próbną grę?
— Dobrze. Kto zaczyna?
— Zawsze widziałam, że robili to wyżsi dwunożni — westchnęłam. — Nie wiem, czy to reguła, ale proszę bardzo.
— Możemy się zamieniać — trzeźwo zaproponował kompromis. 
— Dobrze! — za uśmiechem odpowiedziałam, patrząc, jak położył swój kamyczek w dość nieoczywistym miejscu. W lewym dolnym rogu. Zdziwiona przekręciłam głowę, próbując popatrzeć z innej perspektywy.
Ustawiłam liścia tuż nad kamieniem, stwierdzając, że chociaż to dość oczywista pozycja, to może przeszkodzi Płomiennemu w dalszych ruchach.
On natomiast ustawił swój pionek nade mną. Potem zdecydowałam się na ruch liściem w innym kierunku, przez co on postawił kamyk na samym środku. Teraz mógł uderzyć w obie strony, a jakkolwiek nie zablokowałabym go, i tak wygrałby grę.
— Gratulację! — powiedziałam zdziwiona, kiedy wygrał ze mną. Spodziewałam się, że to ja zostanę zwycięzcą gry, ponieważ w końcu to ja znałam ją dłużej.
No nic — pomyślałam, oddając każdemu z nas swoje przedmioty.
— Spróbujmy znowu. Powodzenia — powiedziałam, skupiając się już tylko i wyłącznie na grze.  

<Płomienny Krzewie?>
[556 słów: Aroniowa Gałąź otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

15 stycznia 2022

Od Płomiennego Krzewu CD Aroniowej Gałęzi

To nic takiego, pomyślałem. Rozluźnij się, rozluźnij, tak, kiedyś bym rozszarpał przypadkowego psa za rzucenie we mnie czymś, ale to dawne dzieje. Aroniowa szybkim ruchem zabrała wilgotne coś z mojego pyska i oczekiwała chyba na wyrok. Ja wiem, byłem dupkiem, który miał wszystko i wszystkich gdzieś i chciałem cię wrzucić do śmietnika za wepchnięcie do opony samochodowej.
— W porządku — mruknąłem 
Miałem wrażenie, że się odrobinę zmieniła, w zasadzie minęło trochę czasu od momentu przygody ze staczaniem się w dół po ulicy. Chyba nabrała mięśni, albo zwyczajnie była puszysta? Ehh nieważne, łapy mnie zaczynały boleć od stania.  Poruszyłem się w przód, muszę się rozchodzić i później może coś znajdę do jedzenia. A jakby tak…?
— Chcesz się przejść? — spytałem, w niewielkiej mierze polubiłem towarzystwo drugiego psa
W pierwszej chwili nie przypuszczałbym, że wypowiem takie słowa do kogoś, nie pasowały do mnie wcale, a jednak je wypuściłem z pyska. Brzmiały całkiem fajnie, teraz będę je częściej używać. Jakie to fajne uczucie zmienić myślenie, pomyślałem.
Aroniowa musiała przetworzyć moje słowa w głowie, trybiki pracowały pełną parą. Po chwili coś załapała i szybkim ruchem zmieniła pozycje na luźniejszą.
— Ja? Ach tak ja, nikogo innego tu nie ma — zakłopotana zaśmiała się — tak, chętnie, jasne!
Polubiłem ją, nie wiem za co, ale miała w sobie tyle energii, pozytywnej energii. Zachowywała się jak szczeniak i mało czym się przejmowała. Teraz gdy zmieniłem nastawienie, widzę, jak bardzo zmarnowałem życie, mogłem być taki sam albo jeszcze bardziej radosny, mogłem spędzać czas na przyjemności, a nie wieczne rozlewy krwi i bronienie własnych rzeczy. Gdyby tylko ludzie mnie nie złapali i nie nauczyli agresji… Byłbym zupełnie inny już na początku.
Czułem od paru dni, jak łapy odmawiają współpracy. Męczę się o wiele za szybko, o bieganiu na długie dystanse mogę pomarzyć, a polowanie? Sam nie wiem, może mi się uda dziś coś złapać. Na pewno muszę odwiedzić szczeniaki Jasnego, no w zasadzie już nie są tacy mali, bo każdy ukończył trening. Chciałbym z nimi pobyć i zrobić coś fajnego, może Jasna Gwiazda się dołączy?
— Ale myśliciel z ciebie — powiedziała Aroniowa z lekkim uśmiechem, wpatrywała się we mnie ciekawsko
— Nie umiem się wyrwać — odpowiedziałem
To była prawda, cały czas latałem z głową w chmurach albo rozmyślałem o przeszłości. Już kilka razy chciałem wyrzucić mózg z głowy… żeby przestać… czuć uderzające… myśli. One są cały czas ze mną, nigdy nie cichną, atakują wtedy, gdy nie jestem czymś zajęty. Natrętne myśli nie dają mi żyć. Może Aroniowa Gałąź sprawi, że się jakoś oderwę?
— Znajdźmy jakieś zajęcie, byle jakie — rzuciłem nagle.
O tak, poróbmy coś, cokolwiek.

<Aroniowa Gałąź?>
[420 słów, Płomienny Krzew otrzymuje 4 punkty doświadczenia]

3 stycznia 2022

Od Aroniowej Gałęzi CD Płomiennego Krzewu

To wszystko troszkę wykradło się spod kontroli. Troszkę. Wiem, że Płomienny Krzew do młodych psów nie należy, a następujące po sobie zdarzenia do pozytywnie wpływających na zdrowie nie można było sklasyfikować. Ile kości ma połamanych? Cóż, najlepiej — ani jedną. Świat jednak nie jest taki kolorowy, i jeżeli nie kości, to przecież nawet żołądek mógłby mu się przemieścić (chyba. Nie znam się na anatomii). Mózg wyparować, miednica zniknąć… Albo nawet oko wypłynąć, ot co.
Z niepokojem spoglądałam na mojego towarzysza przygód, obserwując, jak ten dochodzi do siebie. Chyba nie szło mu dobrze. Czy to oznacza, że jednak nie wepcha mnie do tego śmietnika? Cóż, jeżeli zabiorę go do medyka, z pewnością to mu się nie uda.
— Chodź. Chyba wystarczy przygód. — oznajmiłam, ruszając w stronę obozu. Po przejściu paru kroków oglądnęłam się pośpiesznie za siebie, widząc kuśtykającego Krzewa. Mruczał coś pod nosem, pewnie przeklinając głupie panienki w kryzysie wieku średniego.
Nie jestem w wieku średnim, staruchu.
Wysunęłam przypuszczenie, iż znajdujemy się blisko Gwiezdnego Szczytu. Gdy zobaczyłam go, wynurzającego się po naszej lewej stronie, utwierdziło mnie to w przekonaniu, że idziemy w dobrą stronę. Mimowolnie przyśpieszyłam na myśl o świeżej zwierzynie, która czeka na nas na miejscu. Płomiennemu Krzewu widocznie nadal kręciło się w głowie, ale dawał radę; raźno szedł za mną, nie skarżąc się na nic. Cieszyłam się, że nie stawiał oporu przed pójściem do medyka. Chociaż… W zasadzie nawet mu nie powiedziałam, że zamierzam go w tamto miejsce zaprowadzić. Raczej nie był typem osoby, która cieszyłaby się z mojej pomocy. Poprawa: cieszyłaby się z czyjejkolwiek pomocy.
Ponownie oglądając się za siebie, wzruszyłam ramionami. Chyba da sobie radę. To twardy osobnik. Może sam wróci do pełni sprawności, bez pomocy medyka. To lepsze niż ryzykowanie, że urwie mi głowę. Albo, co gorsze, na serio wsadzi mnie do tego śmietnika. Fuj. Nienawidzę, jak cuchnę, i jak cuchnie wszystko obok mnie.
  
***
 
Minęło trochę czasu.
Ale serio? Płomienny Krzew w starszyźnie?
Nawet jeżeli minęłoby dwanaście księżyców, ja i tak nadal będę widzieć go jako wojownika. Był nim, kiedy się urodziłam, także sensowne, iż będzie nim, kiedy ja będę samotnie zdychać w jakiejś dziurze na Podkarpaciu. W mojej wyobraźni był nieśmiertelną, nietykalną istotą, jednocześnie uprzykrzającą mi życie i sprawiającą, iż widzę jakiś sens w wymienianiu tej wyściółki starszyźnie. Mimo że jestem wojowniczką.
Jest naprawdę… Starym członkiem klanu. Chociaż „stary” nie jest odpowiednim słowem. Wszyscy się najzwyczajniej przyzwyczailiśmy do jego obecności. Czy to dobrze, czy źle, był tutaj zawsze. Nie zdziwiłabym się, gdyby to on jako pierwszy wkroczył do miasta, ogłaszając, że teraz to my zajmujemy te tereny.
Niemal ze współczuciem patrzyłam na niego, kiedy zdawałam sobie sprawę, że jego życie dobiega końca. A jeszcze smutniejsze było to, iż on zapewne doskonale zdawał sobie z tego sprawę. I tylko powoli liczył dni, kiedy-
Nie rozklejaj się, Aronia. Każdy kiedyś umiera. A on nawet nie był jakimś twoim superprzyjacielem.
— Skoro nie ma mi być smutno, gdy ktoś z mojego klanu umiera, to kiedy indziej mam beczeć? — warknęłam sama do siebie, cicho przebierając w wyściółce. Trzeba było pomóc obecnym uczniom. Sama pamiętałam, kiedy byłam nim jako jedyna. Gdyby nie wojownicy, prędzej wykręciłabym się, niż je wszystkie wyczyściła.
Dobra, ale co mówił Krwawy-
— Daj mi spokój z moim mentorem. — Znudzona wybrałam mokrą szmatę i rzuciłam ją za siebie. — On-
— Hej! — Płomienny Krzew warknął, gdy szara plama z impetem walnęła w jego nos. Leżała teraz na nim, zwisając z obu stron.
Poskoczyłam przestraszona, gwałtownie się odwracając. Przez to rozwaliłam dorodną kupkę brudnej wyściółki, która się na mnie zwaliła.
Wypluwając te ohydne, zamoczone w sikach szmaty, podeszłam do Płomiennego. Spojrzałam na niego ponuro.
— Wiesz, mogło być gorzej. To tylko jedna szmatka. — Zdjęłam mu ją z nosa, zaraz też zanosząc się kaszlem.

<Płomienny Krzewie?>
[608 słów: Aroniowa Gałąź otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

22 grudnia 2021

Od Płomiennego Krzewu CD Aroniowej Gałęzi

Zabrakło mi kilka centymetrów, aby złapać Aroniową za łapę, ale niestety utknąłem w oponie, a ta zaczęła się staczać. Przeklinałem, jak tylko mogłem wystające, źle zrośnięte żebro, bo gdyby nie to – bez problemu mógłbym wyskoczyć. Droga w dół była długa jak diabli, obraz kręcił się coraz szybciej aż w końcu kształty domów i przechodzących ludzi zmieniły się w kolorowy wir, zaraz zwrócę obiad, zaraz serio go zwrócę….
Próbowałem zwolnić w jakikolwiek sposób, ale to było niemożliwe. Co chwila uderzałem zadkiem i łapami o twardy asfalt, chyba nawet gdzieniegdzie zdarłem sobie skórę. Aroniowa, wsadzę cię kiedyś w takie koło i przywiąże do jednego z samochodów, pomyślałem.
Zachciało jej się eksplorować jakieś wywalone auto do góry nogami, też mi atrakcja. Po jakiego ciula ja poszedłem za nią? Gdybym został na łące, to przypuszczam, że jeszcze kilka ptaków by mi wpadło do pyska, a tak walczę o życie w toczącej się oponie.
Coś głośno zaryczało, nie wiedziałem, skąd to dochodziło, wszystko wydawało mi się takie samo, a wir nie miał zamiaru mi zniknąć sprzed oczu. Łeb mnie bolał, aż chciał wybuchnąć, zadek bolał, a łapy paliły od prób zatrzymania koła, które nie miało w planach się zatrzymać. Im dłużej się toczyłem, tym więcej traciłem kontakt z rzeczywistością, bladego pojęcia nie miałem, gdzie jestem, czy przede mną coś jest, czy mnie zaraz coś nie trzaśnie. Nic.
No i wykrakałem — uderzyłem w coś. Nie wiem, czym było to ‘’coś’’ ale na tyle mnie odbiło, że wylądowałem w wodzie, na szczęście płytkiej i dotykałem łapami dna.
Wszystko wirowało coraz mocniej, szybciej, wirowało…wirowało… Przez chwilę myślałem, że jestem w kawałkach, bo nie czułem ani łap, ani brzucha, nawet nie czułem, że jestem w wodzie, tylko dziwnym trafem się unoszę w powietrzu. Spuściłem łeb, niech już wszystko wróci do normy…
Nim Aroniowa dotarła do mnie, zwróciłem obiad, nie wytrzymałem dłużej i zwyczajnie musiałem. Nade mną stało kilku ludzi, chyba byli przejęci, ale mało mnie obchodzili, chciałem teraz jedynie postać w miejscu i za nic na świecie nie ruszyć nawet palcem. Dopiero po jakimś czasie dotarły do mnie bodźce zewnętrzne i poczułem zimną, śmierdzącą wodę, w jakiej się znajdowałem. Wciąż wirowało, ale bardzo wolno ustępowało, wiruje, wiruje…
Nagle opona się poruszyła, co jest z nią nie tak? Przechylający się obraz na lewo i prawo uniemożliwiał mi dostrzeżenie, czemu się przemieszczam do przodu. Syknąłem cicho, chyba miałem ucięte ucho i trochę mi krew leciała z boku. Znowu się unosiłem w powietrzu i leciałem, to było dziwne uczucie… czy ja właśnie umarłem? Zacisnąłem zęby, obiecuje, że będę nawiedzał Aroniową w jej najgorszych koszmarach.
Asfalt. Leżałem na nim, czułem go pod brodą, czyli jeszcze żyłem. Ciało mi odmawiało posłuszeństwa, ale z czasem mogłem już poruszyć łapami, zawsze coś. Ludzie wokół zaczęli o czymś dyskutować, wyłapałem wyrazy typu wilk, pies, opona, pomoc, hycel. Aroniowa dotarła na miejsce, cała zdyszana obmyślała co robić. Dwunogi się kłócili więc to była szansa, żeby im uciec, tylko że nie wiedziałem jak mam wstać, aby nie wylądować znowu na ziemi. No dobra próba numer jeden. Podeprzeć się przednimi łapami i przesunąć do przodu, niby proste, ale dla mnie trudne w cholerę jasną. Suczka coś mówiła, cały czas coś mówiła i krzyczała, byłem zbyt skupiony na wyjściu z przeklętej opony, nie słuchałem jej.
Udało mi się wyjść, nareszcie. Wciąż mi jeszcze wirowało przed oczami, ale już lżej i widziałem już kilka kształtów.
— Dasz radę iść?? — spytała Aroniowa – mamy spory kawał drogi do klanu i będziemy musieli się gdzieś zatrzymać, no i…. tak cię przepraszam za to….
— Zamknę cię…w śmietniku — wydusiłem cicho
— Niech ci będzie, ale musimy iść, zaraz przyjedzie hycel! Podniosłem się na łapy, w tej chwili wszystko na nowo zawirowało, gdyby nie suczka to znowu bym wylądował na ziemi. Szliśmy obok siebie aż do jakichś zarośli, gdzie w końcu mogłem dojść do siebie.

<Aroniowa Gałęzi?>
[633 słowa: Płomienny Krzew otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

17 grudnia 2021

Od Aroniowej Gałęzi CD Płomiennego Krzewu

Nie no, spoko, kolejna okazja do nauczenia się czegoś. Nie narzekam. Od kogoś słyszałam, że Płomienny Krzew stosował parę swoich własnych technik, a były one (jak mówili inni) bardzo skuteczne. Raczej nie zauważyłby, gdybym sobie parę przywłaszczyła? Znaczy, ten, nie przywłaszczyła, tylko również zaczęła używać. Dobro klanu jest w końcu najważniejsze, a jeżeli ktoś inny również będzie znał sztuki tej ninja walki, to Tenebris będzie silniejsze.
Niby tam Płomienny raczej nie należy do psów, które jakoś strasznie o to dbają, ale nie zaszkodzi dbać samemu. Nie? Ktoś o to dbać musi.
— Hej, no to co-
— Wyczułem coś
Westchnęłam zrezygnowana. Czy nie mogę już mówić? Będzie mi przerywał?
— Też coś czuję. Żabę. Proponuje-
— Cisza.
Trudno stwierdzić, czy to było warknięcie, ale możliwe, iż wojownik żałował, że wziął mnie na to polowanie. Nie no, spoko, pójdę polować na żaby. A on niech sobie poluje na coś innego.
Przystąpiłam z łapy na łapę, niezdecydowana wpatrując się w partnera z polowania. On chyba nie miał żadnych oporów, i najzwyczajniej poszedł tropić swoją zwierzynę. Prychnęłam. Skoro tak, to doskonale; pójdę złowić żabę, ale potem ja wybiorę, gdzie pójdziemy.
— Hej, żabko — podeszłam do jednej. — Chyba trochę ci gorąco, co?
Zrobiło mi się jej szkoda. Raz, że nie może prowadzić ze mną tej uroczej rozmowy (wielka szkoda. Pewnie sama żałuje, że się urodziła). Dwa, że pewnie teraz gotuje się jak na grillu. I gotowała się już wcześniej. Serio, biedna żabka.
— Pomogę ci, okej? Wiem, gdzie jest woda — zapewniłam. Rozwarłam pysk: — o, tutaj. Ślina.
Haps.
I nie ma żabki.
— Fe — wyjąkałam, wypluwając zwierzę. — Lepiej? Nie, chyba gorzej… Ups, zahaczyłam o twoje oko, przepraszam. Nie chciałam! I chyba kręgosłup wykręciłam… Serio, sorry. Ale wiesz, posłużyłaś nauce. Teraz już Aroniowa Gałąź nigdy nie spróbuje… pomóc… żabie.
I co teraz? Płomienny Krzew przecież jeszcze nie wrócił.
Zataczałam pełno kółek, wciąż je powiększając. Potem stanęłam, bo łapy zaczęły mnie boleć. I potem znowu ruszyłam. A potem wysikałam się. A potem…
Wrócił Płomienny!
— O, cześć, super, że jesteś! — nawet nie spojrzałam, co takiego złowił. Mało interesujące. — To teraz chodź, mam taki pomysł, możemy skoczyć…
Ee… Rozglądnęłam się, gdzie moglibyśmy skoczyć.
— O, tam! Widzisz? Jakiś potwór się wyjebał. Idealna okazja, by się zrelaksować. Chodźmy.
Coś tam odpowiedział. Nie pałał optymizmem, więc musiałam go zarazić.
— No chodź, będzie fajnie! A jak nie pójdziesz, to raz, że dostaniesz depresji, a dwa, powiem, iż potrzebowałam pomocy, a ty zostawiłeś mnie.
Zamrugał oczami dwa razy.
— No wiesz, ja potrzebuję pomocy w eksploracji! — zająknęłam się. Czy to była groźba? — Wiesz co, po prostu chodź. Jak nie będzie fajnie, to dostaniesz zwrot energii.
Jakieś grzybki mu zapodam czy jak.
Pobiegłam w stronę wypadku. Wyglądało zajefajnie! Auto, wywalone na plecy, jacyś dwunożni krzyczący, jacyś inni w skafandrach, jeszcze bardziej krzyczący, jakieś dziecko zabite. Ekstra! Jakim cudem Płomienny nie chciał tu przyjść?
— Wracam — oznajmił. Jakim cudem mu się nie podobało?! Fajnie było!
— Nie, jeszcze sekundka — sprzeciwiłam się. — Widzisz to koło? Podejdziemy tam, a potem wracamy.
Koło było ładne. Calutkie czarne, chropowate. Widziałam, że potwory miału takie u nóg. Chyba były dzięki temu szybsze.
Może ja bym sobie takie załatwiła, co? Zapytam się potem medyka, czy to możliwe.
Co do koła to wpadłam na taki superowy pomysł, który jednak nie okazał się taki superowy, jak sądziłam. Niniejszym kiedy podeszliśmy do przedmiotu, zepchnęłam Płomiennego do środka. Niech stary dziad ma trochę zabawy. Sęk w tym, że zrobiłam to trochę… Hm… Krzywo, w związku z czym koło zaczęło się toczyć. Bo może tego nie opisałam, ale droga tutaj spadała w dół — a kiedy na nią patrzyłam, spostrzegłam, iż w najbliższym czasie nie pójdzie ona w górę. Szamotający się, drący Płomienny, z brzuchem utkwionym w oponie. Staczał się właśnie z górki, a ja nic nie mogłam zrobić.
— Gwiezdni! Płomienny! Kurde, przepraszam! — wykrzyczałam, rzucając się do biegu za psem.
 
<Płomienny Krzewie?>
[651 słów: Aroniowa Gałąź otrzymuje 6PD]

9 grudnia 2021

Od Płomiennego Krzewu CD Aroniowej Gałęzi

Szczeniak stanął dęba, gdy pojawił się przed nim większy pies od Aroniowej i prawie wypluł resztki pogryzionego jabłka. Naszego jabłka. Szukał wzrokiem jakiejś pomocy, ale takowej nie otrzymał od nikogo, nie wiedząc co zrobić, zaczął się odsuwać od owocu. Dojrzałem u niego wystające żebra, długo nic nie miał w pysku, a jedzenie w śmietnikach nie zawsze mogło napełnić żołądek. W życiu kilka razy też miałem okres głodówki, oczywiście nie dałem sobie pomóc, o nie żadnej pomocnej łapy, to mogło zepsuć mi wszystko.
 — Już jest nadgryzione, więc... Może niech sobie... Weźmie? — zapytała zmieszana suczka
Nie trzymałem się kodeksu, w zasadzie w nosie miałem zasady klanu. Robie co chce i nikt nie będzie stał nade mną. Szczeniak wbijał wzrok w jabłko, ślina ściekała mu małymi kropelkami po bokach pyszczka, był bardzo głodny. Zaraz miałem przed oczami dzieci Jasnej Gwiazdy, gdyby przed nami siedziało jedno z nich, to bez namysłu dałbym mu nawet kopyto jelenia.
A co mi szkodzi. Popchnąłem owoc w stronę malucha, aż odbiło mu się od łapki. Ten natychmiast rzucił się na zdobycz i zatopił małe zęby w skórce.
 — To miłe — rozpromieniła się i pomachała ogonem.
Minąłem zajadające się szczenię i wesołą suczkę, trzeba coś zdobyć jeszcze do jedzenia, a najlepiej dla siebie. Na samą myśl zaburczało mi w brzuchu. Udało nam się zebrać trochę pożywienia, ale znając obydwie suczki, to zaniosą wszystko dla pozostałych członków. No dobra dam im również moje zdobycze, ale później pójdę po coś dla siebie samego.
 — Chyba nam wystarczy? — spytała Fiołkowa Skała
Targała ze sobą jakiś brązowy worek ze świeżymi małymi rybkami i czymś jeszcze. Aroniowa zwinęła gdzieś kilka kawałków mięsa, kusiły trochę zapachem. Mnie się udało ukraść całkiem spory kawałek żeberek, jeszcze chwile temu parowały i parzyły mnie w pysk.
— Wystarczy, prawda? To były udane łowy — stwierdziła z dumą Aroniowa Gałąź, a pytanie było skierowane do mnie.
 — Tak — mruknąłem, miałem już trochę dość ich obecności, chciałem pobyć sam.
Całą drogę do klanu rozmawiały ze sobą, śmiały się, a nawet chwilę kłóciły, która zebrała więcej jedzenia, ja sobie szedłem przodem i gdybym mógł, to zatkałbym uszy. Niedaleko nasze docelowe miejsce, aby zostawić jedzenie – za chwile się od nich uwolnię.
Zostawiłem żeberka i kątem oka zauważyłem kilka psów z klanu, za chwile się wszyscy zbiorą i będą ucztować, nie nadaje się, pomyślałem. Niedaleko znajdowała się łąka, która lubiła skrywać w wysokiej trawie ptactwo i myszy, naszła mi na samą myśl ślina do pyska.
 — Nie jesz z nami? Starczy dla wszystkich — Aroniowa przekrzywiła głowę.
 — Wole coś innego — odpowiedziałem jedynie.
Dziś niemiłosiernie grzało słońce, duchota odbierała siły i nic nikomu się nie chciało prócz cienia dla ochłody. Łąka pewnie będzie palić na sam widok w łapy, dlatego stwierdziłem, że najpierw poobserwuje z pewnej odległości (w cieniu) czy trawa się nie porusza, wtedy będę wiedział, że coś w niej chodzi. Mruknąłem cicho, wypatrzyłem 3 ptaki i to w różnych miejscach, lepiej dla mnie, bo nie spłoszą się wszystkie na raz. Skupiłem wzrok na najbliższej zdobyczy, ale po chwili poczułem czyjąś obecność. Odwróciłem głowę, Aroniowa Gałąź? Czego tu szukasz? Przeszkadzasz mi.
 — Chciałam ci potowarzyszyć, skoro nie jesz ze wszystkimi — uśmiechnęła się.
 — Po co?
Suczka zamyśliła się, jeśli za chwilę sobie nie pójdzie, to ucieknie mi jedzenie. Wtedy to będzie jej wina.
 — Poćwiczę polowanie... I może się czegoś nauczę nowego.
No dobra, pomyślałem. Wypuściłem powietrze z płuc.
 — Chodź — powiedziałem. — Tylko nie za blisko — ostrzegłem.
Suczka od razu się ucieszyła, podreptała za mną w gęstą trawę. Miałem nadzieje, że nie spłoszy wszystkich ptaków.

<Aroniowa Gałąź?> 
[593 słowa: Płomienny Krzew otrzymuje 5PD]

26 listopada 2021

Od Aroniowej Gałęzi do Płomiennego Krzewu — „pytanie na śniadanie” [przygoda #30]

Ziewnęłam przeciągle, wstając z posłania. Lato. Upały. Pożary. Ale życie toczy się dalej, i nadal ktoś musi chodzić na polowania, czyż nie?
Tego gorącego ranka padło na mnie, i w towarzystwie Fiołkowej Skałki oraz Płomiennego Krzewu miałam ogromną przyjemność pójść złowić coś niecoś dla klanu. Jak można się domyślić, nie śpieszyło się mi jakoś specjalnie (ale i tak czekaliśmy z Płomiennym na trzeciego uczestnika, bo jego szczeniak koniecznie musiał mu coś powiedzieć. Akurat teraz. Moja kochana siostra, jak ja ją uwielbiam!).
— Proponuje pójść na targ — zaproponowałam raźno. — Słońce wstało dosyć wysoko, więc powinien być wystarczający tłum, by zgarnąć jakieś pożywienie.
Oba psy skinęły głową, zgadzając się. Płomienny, jako najbardziej doświadczony, poprowadził. Wysoka temperatura wydawała się nie robić mu różnicy, w przeciwieństwie do mojej siostry — Fiołek — strasznie męczyła się ze swoim grubym futrem, i szczerze jej współczułam, mimo że mi również nie było łatwo. W końcu moja sierść też pozostawała całkiem gruba, chociaż zima dawno się skończyła. Jaka szkoda! Chętnie powitałabym ten lodowaty śnieg znowu. Jak mogłam na niego narzekać?!
Nasza trójka rozdzieliła się, po dotarciu na miejsce, a mi mimowolnie przypomniał się trening z moim mentorem. Dawno temu (chociaż znowu nie tak znowu dawno. Powtarzam: szczęśliwi czasu nie liczą), on sam przeprowadził mi trening w tym miejscu. Nie miałam bladego pojęcia, jak mam się zabrać za kradzież. Obawiałam się, że przez mój brak dostatecznych umiejętności ściągnę na siebie nieszczęście.
— Ale Krwawy Zewie… — zamierzałam zadać pytanie, jednak przerwałam, gdy nie ujrzałam obok siebie jedynie pustkę. Swój wzrok przeniosłam kawałek dalej, w miejsce, w którym Dym przygniatał mojego mentora do ziemi. Zacisnęłam zęby i skupiłam się na swoim zdaniu. Zew sobie poradzi. Zresztą, w jaki sposób miałabym mu pomóc? To dorosły i doskonały wojownik, a ja jestem zwykłym uczniem.
Ostrożnie obeszłam stół i obserwowałam dwunożnego. Stworzenie nie było świadome mojej obecności, mimo iż bardzo bliskiej. Niemal ocierałam mu się o nogi. Wyglądał zabawnie, kiedy kwiczał coś do stojącego obok partnera, ale nie zbierało mi się na śmiech. Kiedy za którymś okrążeniem zdecydowałam się celowo musnąć zębami jego łydkę, stwór podskoczył, wykrzykując przekleństwa w swoim dziwnym języku. Chociaż spojrzał w dół, mnie już tam nie było.
Mianowicie zawisłam po przeciwnej stronie stołu. Niestety, mój skok nie należał do udanych i teraz walczyłam, aby nie spaść na podłoże.
Ooch, bycie uczniem było fajne. Naprawdę fajne. Ale w końcu jako członek starszyzny będę tęskniła za byciem wojownikiem... O ile kurwa dożyje. Nie pamiętam, żeby ktokolwiek w naszym klanie za mojego życia zmarł ze starości. Ciekawe, jaki będzie powód mojej śmierci? Rozjechanie przez potwora? Zatrucie pokarmowe? Morderstwo?
Przez moją nieuwagę prawie odpowiedziałam na swoje pytanie; jednoślad był bliski rozjechania mnie.
— Cholerne jednoślady! — krzyknęłam, dorzucając kilka przekleństw, które zagłuszył klakson potwora. 
Od zawsze bałam się jednośladów. Ty przechodzisz na jedną stronę, one też. Ty próbujesz wyminąć je po lewej, a one próbują tego samego! Jakby czytały ci w myślach!
Znalazłam po niedługiej chwili stoisko, podobne do tego, na którym księżyce temu spróbowałam kradzieży; tym razem jednak dwunożny nawet nie zauważył mojej obecności, kiedy zwinnie zwinęłam z jego stołu spory kawałek mięsa.
Po chwili zastanowienia „pożyczyłam” jeszcze jabłko z innego stoiska. Raczej nie okaże się trujące, zresztą, najwyżej to je wypróbuję.
Położyłam je na chwilę na uboczu drogi, by wrócić do pierwszego targanu. Gdy powróciłam z czymś na rodzaj przypieczonego steku, moje oczy niemal rozszerzyły się ze zdumienia – pieszczoszek, dokładniej szczeniak, jadł mój owoc z apetytem.
— Hej! — warknęłam zdziwiona. Ten podskoczył przestraszony, chcąc uciec. Nie miałam problemu ze złapaniem go. Sorry.
— Prze…praszam? — wyglądał na przerażonego spotkaniem z wojownikiem. Pewnie ktoś mu opowiadał o strasznych kreaturach włóczących się po okolicach; tak przynajmniej podejrzewałam.
Zlustrowałam wzrokiem jego wystające żebra.
— Wyrzucili cię dwunożni? — spytałam.
Brak odpowiedzi.
— I dlatego nie powinno się im ufać — mruknęłam, a młody nie miał tupetu, by wyrazić głośno swoje (sądząc po jego minie również odmienne) zdanie.
Walczyłam z myślami. Klan powinien być na pierwszym miejscu, jednak…
— A weź sobie to jabłko — podniosłam wyżej głowę. Zaraz też dodałam miękko: — następnym razem spróbuj upolować coś sam, kiedy dwunożni to upuszczą.
Podziękował mi lekkim skinieniem głowy. Niemal przegryzłam sobie język, gdy zdałam sobie sprawę, że stoi za mną Płomienny Krzew.
— Ee… Cześć. — Z zakłopotaniem rzuciłam do psa, który stanął obok mnie. — Ten, my gardzimy życiem pieszczoszka, jak Gwiezdni przykazali i ten…
— Zresztą ja to sam upolowałem? — z brakiem pewności siebie próbował usprawiedliwić siebie wyrzutek, kłamiąc. Zagryzłam zęby ze złością, iż członek mojego klanu zobaczył, jak popełniam ustępstwo od kodeksu wojownika.
<Płomienny Krzewie? Już nie będę dokarmiać pieszczoszków> 
[731 słów, Aroniowa Gałąź otrzymuje 7 punktów doświadczenia]