Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisi Wrzask × Ciemny Kieł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisi Wrzask × Ciemny Kieł. Pokaż wszystkie posty

5 marca 2021

Od Lisiej Łapy CD Ciemnego Kła

Uśmiecham się. Super! Ja chcę, by ona była moją matką, a nie biała pokraka. Muszę tylko sprężyć się z treningiem, aby ukończyć go szybciej, niż rodzeństwo. Byle matka swojego pupilka nie mianowała szybko. Inaczej obiecuję, przysięgam na moje wierszyki, odetnę sobie łapę.
— To przeniosę mhh Może Drewnianego Pazura i Borsuczą Łapę? Zgadzasz się? — Patrzę na medyczkę błagalnie. Tej dwójki nie cierpię. Ten pierwszy to chory nadal, ziół mi nie starcza na niego, więc pozbyć się nie mogę. Życie mnie nie lubi.
— Dwójka to dwójka, tylko zrób, by przeżyli — odpowiada medyczka. I pięknie! 
***
Szmatka, papka guzik matka chatka, natka, żabska, mam dość rymowańska. Ciężkie to strasznie, jeszcze gdy trzeba uważać na słowa. Podnoszę wzrok na kilku chorych, Mroźna Burza chory znowu, Drewniany Pazur też, Jasne Serce kto tam jeszcze? Srebrna Łapa i ja. Ziół brakuje, jak Ciemny Kieł pochoruje się, to klan ma przechlapane, znaczy co? Będę świetnym medykiem, który na pewno niedługo ukończy swój trening. Pewnie przy najbliższym zgromadzeniu medyków, mianuje mnie jakimś Lisim Sercem. Jak nazwie mnie Lisi Wrzask to śmiesznie będzie, pewnie Biała ha tfu ją przekupi. Da jej możliwość ucieczki z tego przeklętego klanu za nazwanie mnie czymś hańbiącym. Nie dam się. Będę się bił. O moją godność.
— Ciemn yyy Kle? Czemu oni są chorzy? — Kicham cicho. — I ja? Gwiezdni nie mogą przecież brać mnie! Za dobry jestem, muszę być niedługo mianowany! Sama przyznasz, że ta choroba jest okropna. Gdyby Mleczne Oko zachorowała, to dobrze, ale nie my! Masz jakiś pomysł, co im można jeszcze dodawać? Jakąś Pokrzywę? Skąd wiemy, że tylko te zioła, którymi ładnie mówiąc, ĆPAMY ich tym, gdybyśmy poeksperymentowalibyśmy, znaleźlibyśmy inne zioła, może one by nie leczyły, a wstrzymywały rozprzestrzenianie się? — Patrzę na mentorkę. — Choć i tak jestem za wrzuceniem ich do dziur w ziemi i obserwowaniu. Może gdyby nie mieli picia i wody, to by zdrowieli szybciej? Albo podawać niektórych innym klanom, przypadkiem by je znajdowali? — kończę długi dialog i kicham znowu. Muszę się wyleczyć, niech jakiś wojownik pójdzie po zioła. Proszę.
<Ciemny Kle? Twój uczeń jest troszkę dziwny>
[329 słów: Lisia Łapa otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

15 lutego 2021

Od Ciemnego Kła CD Lisiej Łapy

Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc Lisią Łapę w dobrym humorze. Młody znów jest w nastroju do żartów. Widocznie pogodził się ze śmiercią ojca. Szkoda tylko, że wciąż nie potrafi zaakceptować faktu, że jego matką jest Biała Za... znaczy Biała Gwiazda. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do zmiany przywództwa w klanie. Spojrzałam ze współczuciem na swojego ucznia. Syn przywódczyni i uczeń medyczki. Nic dziwnego, że musi czuć się pod potworną presją. Musi czuć się nieswojo w legowisku medyków, z tyloma psami, które tak jak on, dopiero teraz poznały jego pochodzenie. Spojrzałam w kierunku żłobka. Nie mamy szczeniaków, więc może przeniesienie przynajmniej części chorych do żłobka nie byłoby takim złym pomysłem. Do legowiska medyków przebywa coraz więcej psów, a dla nas prawie w ogóle nie ma już miejsca.
— W porządku — zgodziłam się niechętnie. — Nie przeniesiemy wszystkich. Nie możemy. Ale pozwolę ci wybrać trzy psy, które przeprowadzimy do żłobka. Ale na razie chodź. Obiecałam, że pokażę ci, jak pachnie zwierzyna.
Lisia Łapa skinął z satysfakcją głową i poszedł za mną w kierunku najlepszych terenów łowieckich. Byłam zadowolona, że choć trochę poprawiłam mu humor, po tym, co się wydarzyło na zgromadzeniu. Przyznam, że czułam się po części winna złego nastroju Lisiej Łapy. Nagle, poczułam zapach królika. Ogonem dałam znać Lisiej Łapie, aby się nie ruszał. Przysiadłam w trawie, dając swojemu uczniowi sygnał, aby zrobił to samo. — Czujesz to? — szepnęłam. —To królik. Każdy członek klanu powinien poznać jego zapach, nie zależnie od rangi, jaką pełni.
Lisia Łapa powąchał w powietrzu, starając się wyłapać zapach królika. Zdawałam sobie sprawę z płynących od niego emocji. Sama tak się czułam w czasie swojego pierwszego polowania. Wewnętrzna walka ze sobą, aby nie rzucić się przed siebie, atakując zwierzynę. Jej smakowity zapach docierał już do moich nozdrzy, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że nie mogę tego zepsuć.
— Pamiętaj młody — szepnęłam — różnica między polowaniem na mysz, a królika polega na tym, że mysz cię szybciej wyczuje, a królik usłyszy. W przypadku królika musisz działać szybko. Zobacz.
Skoczyłam przed siebie, nim w ogóle królik zdążył się zorientować, co się dzieje, aby zademonstrować wszystko mojemu uczniowi. Szybkim ugryzieniem w kark, pozbawiłam go życia i zaniosłam z powrotem do Lisiej Łapy.
— No i proszę — szczeknęłam radośnie. — Zwierzyna upolowana. Chodźmy dalej, tam musi być jakaś zwierzyna, którą mógłbyś upolować.
Miałam rację. Nie uszliśmy kilku kroków, nim wyczułam zapach myszy. Rzuciłam Lisiej Łapie wyzywające, rozbawione spojrzenie.
— Wiesz, co masz robić, młody? — spytałam. — To mysz. Pamiętaj, ona cię nie usłyszy, a wyczuje. Więc co masz robić?
Lisia Łapa skinął głową i powoli zaczął się skradać do zwierzyny. Byłam dumna ze swojego ucznia. Będzie wspaniałym członkiem Tenebris. Skrzywiłam się jednak, widząc, że odrobinę za szybko skoczył. Mysz uciekła. Już miałam do niego podejść, powiedzieć, że nie wszystko stracone, każdy za pierwszym razem na trudności. Wtedy zobaczyłam, że Lisia Łapa bacznie się czemuś przygląda. Ptak. Mały, niebieski, soczysty ptak. Dziwne, że go nie spłoszył, skacząc na mysz, ale nie powinnam narzekać. Zwierzyna to zwierzyna. Lisia Łapa podkradł się do ptaka od tyłu, po czym dość szybkim ruchem pozbawił go życia. Wrócił z zadowoleniem w oczach i ptakiem w pysku.
— Wspaniała zwierzyna, Lisia Łapo — powiedziałam z podziwem, po czym spochmurniałam. — Ale pamiętaj o kodeksie medyka. Medyk poluje tylko w ostateczności.
— Tak, tak, rozumiem — mruknął z irytacją Lisia Łapa. — Nie wolno nam polować, walczyć i musimy koniecznie pomagać innych członkom klanu, którzy nawet nie wiedzą, jak wielką mamy władzę nad nimi.
— Lisia Łapo — syknęłam, gdyż nie podobało mi się lekceważenie w jego głosie. — Kodeks medyka jest bardzo ważny. Dzięki niemu wiemy, co jest dobre, a co złe. Musisz opiekować się klanem, a polować i walczyć wolno ci tylko w sytuacjach kryzysowych. Rozumiesz?
— Rozumiem — mruknął z niezadowoleniem Lisia Łapa. — Wybacz Ciemny Kle. Nie powinienem się tak zachowywać.
— W porządku — uspokoiłam się. — Najważniejsze, że zrozumiałeś swój błąd. Wracajmy do obozu przenieść chorych do żłobka.
<Lisia Łapo?>
[632 słowa: Ciemny Kieł otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia, Lisia Łapa 2 Punkty Treningu]

8 lutego 2021

Od Lisiej Łapy CD Ciemnego Kła

Przewracam oczami. Co ona tak się denerwuje. Zasłużył.
— Wracamy? — pytam się spokojnie. Co mnie obchodzi śmierć kreta? Niepotrzebnego kreta.
— Wracamy — warczy starsza. Ugryzło ją coś? — Znasz kodeks medyka, mam rację? — naciska na ostatnie słowa. Czy znam? Znam, znam … a może jednak nie?
— Chyba tak, medyk nie może mieć dzieci i inne takie. — Kucam i biorę zioła.
— Trzymaj się tych zasad, inaczej przodkowie się wkurzą — warczy medyczka. Coś jej się stało? Za tego durnego kreta się obraża? KRETA? Gdybym mógł, to bym go sam chętnie zabił. Muszę nauczyć się walki. 
***
Cholerne zgromadzenie. Mam matkę nazywać Białą Gwiazdą? A w życiu. Niech pocałuje mój tyłek, zatańczy w rzece, zje jagody cisu. Wtedy MOŻE ją nazwę. Jeszcze... mój ojciec to był Ciemna Gwiazda! Wydawał się do mnie podobny, jednak nie myślałem, że jesteśmy spokrewnieni. Ciemny Kieł by nie kłamała! Jest super mądra, i wie więcej, niż cały klan oczywiście beze mnie razem wzięty. Zdrajczynią jest i tak, że mnie okłamywała. Jednak czy na pewno Ciemny jest moim ojcem? Matka mogła się puścić z jakimś wodnym czy Ognistym, nawet Bezgwiezdnym. Taka właśnie jest wierna, w końcu, Borsuk umówmy się, nie wyszedłby z takiego psa jak Ciemna Gwiazda.
— Na cholernych gwiezdnych, chorych, moją „rodzinę” czy nie mogę być adoptowany? Tak cholernie bym chciał, moi rodzice mogliby być nawet od Dwunożnych, ale nie ona do cholery. Wstyd mieć taką matkę — warczę pod nosem trochę z nudów. Nie mam do kogo się odezwać, może stworzę sobie przyjaciela! Idealny plan, nie opuści mnie nigdy, nie zdradzi z nikim! Najlepszy pies na świecie byłby wtedy. Tylko jak go nazwać? Wiem! Mamrot! Idealna nazwa dla mojego przyjaciela, taka… fajna.
— Co myślisz, by robić Mamrot? Możemy iść szukać ziół, ochrzaniać inne psy, co byś wolał? — mówię dość obojętnie. — A tak … rozumiem, czyli iść po zioła. To poczekaj chwilkę! Zapytam się Ciemnego Kła, bo wiesz, mam ostatnio problem, dużo chorych psów i ten, nie chcę, by spali ze mną w jednym pomieszczeniu. Myślisz, że moglibyśmy przenieść się do innego pokoju? Albo ich przełożyć? Co ty na to? — pytam się „Mamrota”. Po kilku uderzeniach serca jednak przypominam sobie, że nie odpowie mi nigdy. Szkoda, wyobrażam go sobie jako czarnego dużego psa, który byłby mądry i taki jak ja! Takiego psa jak ja, klan byłby miał idealnego członka. Podnoszę się z mchu i rozglądam się po wyjściu z legowiska za ciemną medyczką. Wszyscy tutaj mają imiona „ciemny”? Ciemna Gwiazda, Ciemny Kieł, no ile tej ciemności można.
— Lisia Łapo, choć, trening poza obozem nasz czeka — mówi spokojnie medyczka.
— Taa dobra, już idę — warczę jednak zły. Gdy tylko ją widzę mam gorszy humor. Idealnie.
— Pokażę ci zapachy, jakie ma, która zwierzyna, praca medyka nie opiera się tylko na leczeniu i szukaniu ziół. Oczywiście to nas główny obowiązek, ale musisz umieć walczyć i polować w razie niebezpieczeństwa — mówi krótki monolog suczka. Wreszcie coś ciekawego! No ile mogłem czekać! Będę mógł bić inne psy dzięki temu.
— Tak, tak, rozumiem. Mam pytanie, dość ważne i istotne, a nawet dwa. Na pewno jestem synem Białego czegoś? I drugie, czy wszyscy chorzy muszą być z nami w jednym legowisku? Nie możemy iść przenieść do żłobka? Jak medycy chorują, to klan ginie! Rozumiesz chyba, co mówię? — Patrzę na medyczkę wyczekująco. Niech się zgodzi! Nie mamy żadnych szczeniaków ostatnio, więc przeniesienie chorych byłoby mądre.
<Ciemny Kle?>
[541 słów: Lisia Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

18 stycznia 2021

Od Ciemnego Kła CD Lisiej Łapy

Z dumą i z lekkim rozbawieniem obserwowałam swojego ubłoconego ucznia, stojącego z zadowoleniem nad czosnkiem. Wielokrotnie słyszałam historie o medykach, którzy do samego końca szkolenia nie byli pewni, czy ich uczeń powinien się szkolić w tej profesji. Ja jednak nigdy ich nie rozumiałam i prawdopodobnie nigdy nie zrozumiem. Widząc zadowolony błysk w oku Lisiej Łapy, nie dało się nie zauważyć, że będzie wspaniałym medykiem.
— Bardzo dobrze, młody. — Uśmiechnęłam się przyjaźnie. — Teraz chodź. Powinniśmy wrócić do legowiska odłożyć tam nasz łup. Nie możemy położyć zioła na trawie i iść dalej. Za duże ryzyko, że coś mu się stanie. Nasza rola jest zbyt duża, abyśmy mogli ryzykować bez powodu. W każdej chwili jakiegoś psa może ugryźć szczur, a lepiej, abyśmy mieli wtedy przy sobie czosnek.
Lisia Łapa skinął posłusznie głową. Wzięłam trochę czosnku w zęby, a on zrobił to samo. Przeszliśmy kilka kroków, kiedy zobaczyłem jezioro. Zawahałam się i spojrzałam na Lisią Łapę. Jako medyk powinien się przyzwyczaić do błota, ale czułam, że brud na jego sierści wywołuje u niego dyskomfort. Może źle robię, ale zależało mi, aby mój nowy uczeń za szybko się nie zniechęcił tą pracą.
— Idź się umyj. — Położyłam trawę na ziemi i otarłam się o Lisią Łapę bokiem. — Popilnuję ziół. Tylko postaraj się szybko wrócić. Jak to mówią, czas to zdrowie.
— Naprawdę? — spytał Lisia Łapa. — Czosnku nic się nie stanie?
— Nie martw się — szczeknęłam. — W porządku.
Lisia Łapa podskoczył z zadowoleniem, upuścił czosnek i pobiegł w kierunku jeziora. Zaśmiałam się cicho. Oj, młodość, młodość. Ledwie pamiętam, jak to było za czasów mojej młodości. Jak to dobrze, że Ciemna Gwiazda przydzielił mi ucznia. Młodsza się nie robię i w końcu odejdę do... mam nadzieję, że do Coelum. Kodeks medyka mówi, że medyk może kontaktować się we śnie tylko z Gwiezdnymi, a mnie często odwiedza mój ojciec, który jest zgaszonym. Z drugiej strony, ja go nie wywołuję, więc czy to wciąż moja wina?
— Za tobą! — usłyszałam nagle czyjś głos.
Podskoczyłam, po czym zdałam sobie sprawę, że to był właśnie głos mojego ojca. Orzechowego Oka nigdzie jednak nie widziałam. Coś jednak poruszyło się w zaroślach. Zajrzałam tam ostrożnie.
— Orzechowe Oko — warknęłam niepewnie. — Przestań się wygłupiać i wyjdź. Chcesz porozmawiać, to się pokaż.
W krzakach nie było jednak mojego ojca. Za to poczułam dziwny zapach. Okropny, zatęchły zapach. Wiedziałam, co to jest. Przesunęłam zarośla i zobaczyłam mały, czarny, prostokątny kształt. Kret. Pewnie ten sam, który ukradł nam krwawnik. Warknęłam wrogo. Kret nie ruszał się, ale z pewnością żył.
— Zabij go! — znów usłyszałam głos ojca. — Zabrał ci zioło. Musi cierpieć!
Nie wiem czemu, ale naprawdę czułam potrzebę zabicia tego szkodnika. Jeśli to zrobię, stworzenie nie będzie już zabierało ziół ani mnie, ani mojemu klanowi. Z drugiej strony, kret otwarcie mnie nie atakował. A kodeks medyka mówi, że medyk ma prawo walczyć tylko w obronie własnej. Właśnie w tej chwili wrócił Lisia Łapa.
— Co tam jest, Ciemny Kle? — spytał uczeń, po czym zobaczył, na co patrzę. — Kret! Zabijmy go! On ukradł nasze zioła!
Wzdrygnęła się, słysząc, jak podobne do słów Orzechowego Oka są słowa mojego ucznia. Nie ufam ojcu, ale skoro Lisia Łapa myśli tak samo jak on, to może powinnam zabić kreta? Co ja myślę? Czyżby budził się we mnie duch mordercy, jak w ojcu? Jestem medykiem. Nie powinnam zabijać żadnego stworzenia, jeśli to ono mi nie zagraża. Orzechowe Oko to zimnokrwisty zabójca, a Lisia Łapa to dopiero uczeń. Poczułam od kreta woń choroby. To dlatego się nie rusza. Żyje, ale wciąż kona. Pokręciłam głową. Nie ma sensu go zabijać.
— Nie — powiedziałam twardo. — Umiera. Nie ma sensu tego przyśpieszać.
— Ale... — zawahał się Lisia Łapa.
— Nie — warknęłam przez zęby, nie wiedząc, skąd się bierze moja chęć zabicia tego stworzenia. — To jeden z punktów kodeksu medyka. Medyk ma prawo walczyć wyłącznie w obronie własnej. — Spojrzałam jeszcze raz na konające zwierzę.
Przeszło mi przez myśl, że może zabicie tego stworzenia byłoby dla niego łaską i poczułam zadowolenie, że nie muszę go zabijać. Pokręciłam głową ze strachem. Cieszę się cierpieniem innego stworzenia? Co się ze mną dzieje?
— Mądrzejesz — zaśmiał się drwiąco głos Orzechowego Oka.
<Lisia Łapo?>
[667 słów: Ciemny Kieł otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia, Lisia Łapa 2 Punkty Treningu]

3 stycznia 2021

Od Lisiej Łapy CD Ciemnego Kła

Patrzę na miejsce, gdzie wcześniej był krwawnik. Kret, nawet nie wiem, jak to wygląda. Jednak, skoro zabrało zioło, to musi być złe. Gdybym mógł, to bym to coś zabił. Bez wahania normalnie, tylko problemem jest, że polować nie umiem. Poproszę Borsuczka, a bardziej będę od niego wymagał. Tylko nie wiem, czy on cokolwiek będzie wiedział.
— To co będziemy dalej zbierać? — pytam się miło. Mam nadzieję, że nie uzna mnie za jakiegoś niemiłego, czy coś. Przecież nie jestem taki zły, szczególnie że jest starsza i mądra. Wymaga szacunku.
— Dziki czosnek powinien rosnąć niedaleko, może kret tego nie zabierze — ostatnie słowa mentorka fuknęła trochę wkurzona. Nie moja wina, że nie chcę być brudny. Choć nie jest czarne i podobno nie widać brudu na nim, to jednak nie wytrzymałbym z brudnym. Do tego w ziemi! Ziemi! Robię głęboki oddech, jednak cieszę się, że nie uczę się na wojownika. Wtedy byłbym brudny często. A tutaj? Mentorka nawet się nie obraziła, że nie byłem chętny! I do tego żartuje, i mówi, że medycy żartują nawet częściej od wojowników.
— Rozumiem, a jak on ten wygląda? —Macham ogonem lekko. — Albo jak pachnie?
Jak może pachnieć czosnek? I jak wyglądać?
— Ma zielone liście, ale sam czosnek rośnie pod ziemią. Pachnie bardzo mocno i intensywnie, będzie dało się go odróżnić jeśli chodzi o zapach — mówi spokojniej Ciemny Kieł. Mocny zapach? No dobrze, to poszukać będzie warto. Znalezienie jego może przy mocnej pomocy brązowej nie powinno być trudne. Tylko jak? Będzie trzeba wykopać to, czyli pobrudzę się. Wzdycham znowu na myśl, że będę musiał się ubrudzić. Potem się umyję, jestem w końcu godnym uczniem medyka. Kiwam głową na znak zgody. Brązowooka odchodzi w pewnie. Otwieram pyszczek i próbuje wywąchać jakiś ostry zapach. Pachnie tylko jak wcześniej, wtedy mentorka mówiła, że to Wiewiórka jakaś. Jedzenie, czyli coś, co mnie nie obchodzi. Zamykam pyszczek i podbiegam do niej. Nie czuje nic co, by mocno unosiło się w powietrzu.
— A po co nam ten cały czosnek? — pytam po kilku uderzeniach serca. Na pewno na coś, bo inaczej byśmy na niego czasu nie tracili. Prawda?
— Wyciąga toksyny po ugryzieniu szczurów, inaczej zapobiega infekcją — opowiada pewnie ciemna medyczka. Szczurów? Nie widziałem takiego czegoś, jednak musi być niebezpieczne, skoro potrzebne są po ugryzieniu zioła. A co jak wiewiórka, by kogoś ugryzie? Wtedy też są potrzebne zioła albo jak ktoś byłby głupi i ugryzł mądrego, to wtedy ta głupota przechodzi? Możliwe to, by było, czyli pół klanu pogryzły głupie psy. Okropieństwo. Dobrze, że mnie nie ugryzł. Wciągam powietrze, coś bardzo mocno pachnie. To ten czosnek? Podchodzę do roślinki za zapachem, medyczka też do niej podchodzi.
— To czosnek? — Pokazuję ogonem na roślinkę.
— Tak, trzeba go teraz wykopać — odpowiada po chwili. Wzdycham cicho i macham nerwowo ogonem. Spokojniej, tylko się ubrudzisz. Zaczynam wykopywać niechętnie roślinę. Tylko niech tym razem kret nam nie zabierze. Po kilkunastu uderzeniach serca wykopałem do końca roślinę.
— Co teraz robimy? — Uśmiecham się niechętnie. Mam brudne łapy, fuu. Potem muszę je wyczyścić.
<Ciemny Kle?>
[486 słów: Lisia Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia i 2 punkty do treningu]

2 stycznia 2021

Od Ciemnego Kła CD Lisiej Łapy

Uśmiecham się sentymentalnie, widząc ekscytację mojego nowego ucznia. Sama pamiętam, jak zaczynałam swoje szkolenie, więc nie powinnam mieć do niego pretensji, że się cieszy. Jednak lizusostwo mógłby sobie odpuścić. Zaśmiałam się w duchu, już myśląc o niespodziance podczas naszego pierwszego ćwiczenia.
— Chodź, młody. — Trącam go łagodnie nosem. — Zaczynasz szkolenie.
Lisia Łapa podskoczył, po czym przykucnął na czterech łapach wyrażając skruchę. Stłumiłam rozbawione mruknięcie.
— Nie musisz wstrzymywać szczęścia. — Szczeknęłam łagodnie. — Wybiegaj się póki jeszcze możesz. Bo kiedy już zostaniesz pełnoprawnym medykiem, ani się obejrzysz, aż mięśnie zaczną ci niedomagać.
— Jeśli sugerujesz, że jesteś stara — zawołał potulnie Lisia Łapa — to bez obaw. Jesteś niewiele starsza od Ciemnej Gwiazdy. Przynajmniej tak mówiła mi mama. Aby nie wypominać ci wieku.
Westchnęłam, udając irytację, ale tak naprawdę czułam tylko rozbawienie. Jak ja lubię, gdy młodzi się tak zachowują. Udają dorosłych, a tak naprawdę wciąż mają mleko pod nosem.
— Przepraszam — powiedział Lisia Łapa — Uraziłem cię? Nie chciałem...
— Nie przejmuj się — powiedziałam, po czym powąchałam w powietrzu. — Co czujesz?
— Jakiś ostry, mocny zapach. — Powąchał Lisia Łapa. — Co to?
— To akurat była wiewiórka. — Uśmiechnęłam się. — Spróbuj ponownie. Zapach dobiera z tamtej strony.
— Czuję — powiedział Lisia Łapa. — Trochę... nieprzyjemne. Dziwnie się czuję od tego zapachu.
— To krwawnik — powiedziałam mu. — Używamy go aby wywołać wymioty, gdy jakiś pies zje coś, co mu zaszkodzi. Chodź, prowadź do niego.
Lisia Łapa długo się nie wahał. Podobał mi się jego zapał. Przyznam, że raz udało mu się zgubić drogę, ale poza tym, idealnie sobie poradził odnajdując ładne skupisko białej rośliny.
— Wspaniale — pochwaliłam go — Teraz trzeba go wykopać. Odwróć łapę w ten sposób, rozszerz pazury i kop w tamtym miejscu.
Mój uczeń się skrzywił. Rozumiałam jego rozczarowanie. Szukanie ziół jest o wiele przyjemniejszym zajęciem, niż ich wykopywanie. Mój uczeń spojrzał na mnie z niepewnością w oczach.
— Nie ma innego wyjścia, aby to wydobyć? — szepnął niepewnie. — Moje futerko...
— Śmiesz wątpić w słowa swojej mentorki? — syknęłam żartobliwie, po czym cofnęłam się niepewnie, widząc, że młodzik nie zrozumiał żartu i moje warknięcie naprawdę go przestraszyło. — Nie przejmuj się. Wygłupiałam się tylko.
— Medycy też się wygłupiają? - zaciekawił się Lisia Łapa.
— Częściej niż wojownicy. - uśmiechnęłam się. - Też musimy mieć jakąś przyjemność w życiu. Niestety, musisz wykopać, ale obiecuję, że jeśli kiedykolwiek odkryje inny sposób, dowiesz się pierwszy.
Lisia Łapa pomachał nerwowo ogonkiem, po czym zaczął kopać. Nie wykopał jeszcze całej rośliny, kiedy się zawahał i powąchał w powietrzu. Zrobiłam to samo. Nie dało się ukryć, że nie byliśmy sami. Naszym gościem nie był pies, a raczej...
— Kret — warknęłam. — Kop szybciej. Nie są niebezpieczne, ale i tak potrafią zepsuć dzień medykom. Jeśli się nie pośpieszysz...
Za późno. Nie minęła chwila, a już krwawnik zniknął pod ziemią, złapany przez czarne zwierzę. Nie mogłam nawet go zobaczyć. Krety to padli złodzieje ziół. Chciałabym kiedyś móc dać im nauczkę. Nie jestem nawet pewna, czy one zjadają zioła, które nam zabierają, czy po prostu robią to złośliwie.
— Co to było? — spytał Lisia Łapa.
— Kret. — westchnęłam z niechęcią. — Kradną nam czasem zioła. Są irytujące, ale nie niebezpieczne. Zostawmy go i poszukajmy czegoś innego.
Powiedziałam to spokojnym tonem, ale łapy mrowiły mnie, aby zacząć rozkopywać dziurę, która została w miejscu, gdzie kiedyś był krwawnik i przynieść mojemu klanowi krecie mięso na obiad. Spuściłam głowę i odwróciłam się. Trudno. Powinnam zapomnieć o tym krwawniku. Trzeba pokazać młodemu coś innego.
<Lisia Łapo?>
[542 słowa: Ciemny Kieł otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Lisiej Łapy do Ciemnego Kła

Słyszałem od „mamy”, że mianowanie ma być niedługo. A ja nie czuje się gotowy, czego nie rozumiem. Byłem kilkanaście razy u medyczki i… nie jestem pewny, naprawdę. Bycie uczniem wojownika, nie przemawia do mnie, będąc szczerym. Jednak mój Borsuczek ma walczyć? On ledwo chodzi przecież! Choć jak bym był uczniem wojownika, to bym musiał z nim trenować! W życiu tego nie zrobię, on jest zbyt niewdzięczny! W końcu moje piękne czarne futerko jest zbyt świetne na brudzenie go. Do tego wojowników jest dużo! Medyk jest tylko jeden, bycie nim to coś wyjątkowego! I może by ktoś byłby ze mnie dumny? Potrafiłbym więcej, niż większość klanu! Tak. To jest to co chce zrobić! Nie musiałbym znosić rodzeństwa! Podnoszę się dumnie, jestem pewny. Będę uczniem medyka!
***
I nadszedł ten dzień, mianowanie. W końcu nie będę musiał widzieć codziennie rodzeństwa! Pewnie dużo psów powiedziałoby, że „będzie tęsknić”, jednak nie. Mogliby zniknąć z mojego życia! I właściwie to zrobią.
Siedzę na zebraniu klanu. Moje rodzeństwo wydaje się zdenerwowane trochę, na pewno Borsuczek się denerwuje. Idzie ostatni, powinien iść pierwszy! Tak jak ja. Mógłby iść drugi, w końcu jest PSEM! Nie jakąś suczką, tylko psem, jak ja! A on pokazuje, że jesteśmy słabi! Jak będzie tak się dalej zachowywał to podam mu kiedyś zioła na ogarnięcie tyłka. Chyba takie są.
— Lisek. — Słysząc swoje imię podnoszę głowę i patrzę na Ciemną Gwiazdę, mam nadzieję, że usłyszał, że chcę być uczniem medyka. — Od dziś będziesz się zwał Lisia Łapa, twoją mentorką Będzie Ciemny Kieł.
Wie! Będę uczniem medyka! Uśmiecham się po raz pierwszy od dawna! Niech reszta rodzeństwa może już sobie iść, jestem uczniem medyka super!
— Ciemny Kle, jesteś dobrą medyczką, więc mam nadzieję, że przekażesz wiedzę Lisiej Łapie.
Głupio to może brzmi, Lisia Łapa, uczeń medyka. W końcu lisy są podobno sprytne, a ja zioła będę układał. Głupio brzmi jednak to DO MNIE będą chodzić psy jak będą chore, jak będą chciały cokolwiek związanego ze zdrowiem! Będę równie ważny co medyk i lider! Lepszy od reszty słabego rodzeństwa. Robię niepewnie krok i styka się nosem z Ciemnym Kłem. Medyczka wygląda inaczej, niż „mama”, co nie znaczy, że jest gorsza.
— Kiedy zaczniemy trening, pani mentorko? — Uśmiecham się lekko, będę jej się podlizywał, jak tylko mogę. Tylko niech mnie wyszkoli dobrze!
— Dziś pokażę ci podstawowe zioła. — Dzień jest jeszcze młody, dodaję w myślach.
Super! Im szybciej zacznę, tym szybciej skończę, co nie znaczy, że chcę wracać niby do „rodzeństwa”. Kiwam głową na znak zgody i siadam obok suczki. Rodzeństwo też jest wywoływane, Sreberko to Srebrna Łapa, Stokrotka to Stokrotkowa Łapa. Borsuczek też jest mianowany?! On? On powinien rosnąć najpierw. Krzywię się na słowa lidera. Na szczęście, że dostał kogoś, kogo nie znam! Płomienny Krzew czy jak on ma, jest jego mentorem. Po zakończeniu spotkania klanu oddycham głośno.
— To pokażesz mi zioła? Chętnie się dowiem czegoś — mówię miło. Muszę udawać, choć przez pewien czas, miłego. By mnie nie wywaliła.
<Ciemny Kle?>
[480 słów: Lisia Łapa otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]