Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zroszona Ptaszyna x Pszczeli Taniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zroszona Ptaszyna x Pszczeli Taniec. Pokaż wszystkie posty

1 listopada 2021

Od Zroszonej Łapy CD Pszczelego Tańca


Gdy wracałam do obozu po odstawieniu Pszczółka, czułam się tak bardzo zmęczona, że to się w głowie nie mieści! 
Ale były plusy, i to wielkie plusy. Byłam bohaterką. Satysfakcja ze zrobienia dobrego uczynku zalała mnie od paluszków, do czubka głowy, którą uniosłam wysoko. Łapy mi się plątały, jednak z ulgą przyjęłam, że opuszczony dom jest już tuż-tuż.
Wpadłam do obozu, nie zastanawiając się, że śmierdzę Ventusem. Zapach rzeczywiście roznosił się bardzo szybko po pomieszczeniu, ale ja to ignorowałam; trochę nowości nigdy za wiele!
Zadowolona z powrotu do domu, odnalazłam w sobie nowe pokłady energii. Tanecznym krokiem przechadzałam się to tu, to tam, wesoło zagadując do każdego, kogo mijałam. Niestety, taka Rozżarzona posłała mi zdziwione spojrzenie i marszcząc nos, kwestionowała moją lojalność wobec klanu. Wybaczam jej jednak, ponieważ dobrze wiem, że ma wybuchowe serduszko.
— Ja? Nielojalna?! — krzyknęłam z trwogą na jej zarzuty. — Chciałam cię tylko zapytać, jak tam twoje szczeniaczki! Ale wiesz, co, nie? Nie wiesz? Zdradzę ci sekret. Polowałam w parku, ale spotkałam psa z Ventusu. Prawie nas porwał potwór! Było strasznie, mówię ci! Ten mój nowy przyjaciel, Pszczela Łapa się zwie, złamał w tych przerażających okolicznościach nogę. Na szczęście pomogłam mu doczołgać się do jego domku. Zajmuje się nim Manaci Olbrzym i Cynamonowa Pestka, którzy zdążyli mi się przedstawić!
Żarka przekrzywiła głowę. Nie byłam pewna, czy mi uwierzyła. Przykre! Przecież jestem wychowana, miła i kochana! Chyba. A może nie…?
— Nie zamartwiaj się mną — powtórzyłam, próbując udowodnić swoje dobre chęci. — Ja jedyne co kocham, to was. Przyjęliście mnie, daliście mi dom. A, i jeszcze kocham Słowiczego, tego wiesz, Brzasku. Jest przystojny.
— W takim razie powodzenia w związku — mruknęła Język, już odprężona. — Co do moich szczeniąt; wszystko z nimi w porządku. Sama z nimi porozmawiaj.
I ulotniła się w błyskawicznym tempie.
Ahh, jaka ona jest przekochana, no naprawdę.
Mimo wcześniejszej radości, coś w słowach wojowniczki spowodowało u mnie wątpliwości. Sposępniałam. Chyba jednak jestem nie oddana Wodnym, a przynajmniej nie tak, jak być powinnam, ale pocieszam się tym, że jestem wychowana. Na bank mnie lubią, tak jak ja ich.
Postanowiłam pójść na patrol, dlatego podeszłam do Tulipanowego Płatka, która organizowała popołudniowy patrol. W grupie wychodzących z obozu wojowników dojrzałam paru innych. Na przykład Leszczynową Kępę, Imbirowego Korzenia i Niesforny Kosmyk.
— Poczekacie na mnie?! — krzyknęłam, biegnąc za oddalającymi się psami. — Hej ho, ja też chcę patrolować!
Wojownicy zwolnili, odwracając łby w moją stronę. Wyhamowałam gwałtownie, posyłając grudki ziemi w powietrze.
— Mogę dołączyć? — wysapałam. — Muszę ćwiczyć, co nie? Tak czy nie? Jasne, że tak. Powinnam już dawno ukończyć trening. Nie wiem, dlaczego tyle czasu mi to zajmuje — wydusiłam, zatroskana swoimi własnymi problemami.
— Oczywiście — zgodziła się Tulipanowy Płatek, merdając ogonem. Wciągnęła powietrze, po czym odskoczyła ode mnie zaskoczona. — Ej, dlaczego pachniesz Ventusem? 
Imbirowy Korzeń mruknął ironicznie ,,Skądże, tylko ci się wydaje’’, w co Tulipanka od razu uwierzyła.
— A no tak, wydawało mi się. Idziemy! — krzyknęła, ruszając w stronę portu. Przez jakiś czas szliśmy w ciszy, badając i oznaczając teren.
Dreptałam na końcu patrolu, chłonąc widoki, które się przede mną rozpościerały i próbując naśladować wojowników.
— Co do Ventus, to mówiłam o tym już Rozżarzonej! Pomagałam pewnemu Wietrznemu, a on tak śmierdział. Możecie się jej zapytać — wytłumaczyłam, po czym zmieniłam temat. — Opowiedzcie mi coś o was! Jak zdobyliście swoje rangi? Ja tyle pracuje, a to wszystko jak krew w piach! Nie wiem, co robię źle, przecież się tak bardzo staram! Czemuż mi to nie wychodzi? Znacie odpowiedzi na dręczące mnie pytania? Dlaczego aż tyyyyle psów spóźnia się ze swoim treningiem? O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego nasz klan ma takie duże wymagania? W końcu zostanie wojownikiem powinno przychodzić z łatwością, o, tak instynktownie! W końcu mamy wojowniczych przodków! Ależ to wszystko jest zakręcone, nie?
Kilkoro z wojowników westchnęło, a ja zamerdałam ogonem, domagając się odpowiedzi. Przy okazji sprawdziłam zapachy w powietrzu. Nikt obcy nie wchodził na nasze terytorium. Boski dzień!

Koniec wątku Pszczelego Tańca i Zroszonej Łapy.
[635 słów: Zroszona Łapa otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

24 sierpnia 2021

Od Pszczelej Łapy CD Zroszonej Łapy

Zgromiłem czekoladową suczkę wzrokiem, na co ta rozchichotała się nerwowo, machając ogonem to na prawo, to na lewo. Nadstawiłem uszu, mając nadzieję, że ktoś zauważył, jak zostaję wraz ze Zroszoną uwięziony w potworze, a teraz za nami biegnie, jednak jedynym hałasem był warkot silnika.
— Um. — Suka przełknęła ślinę, po czym wydęła wargi. — To nic takiego! Tylko potwór dwunogów ruszył z miejsca, wiesz? Zaraz się wszystko uspokoi! Dwunożni są dziwni, ale nas wypuszczą, kiedy tylko się skapną, że jedziemy z nimi na gapę! Ej no, nie rób takiej miny — zganiła mnie, próbując ukryć panikę. — Wszystko będzie dobrze! I mnie nie obrażaj. Nie chciałam, tak? Tak, tak, nie chciałam i nie planowałam tego. Zrozum! 
Zignorowałem ją, powarkując cicho za każdym razem, gdy potwór trząsł się na wyboistej drodze grzmotu. Położyłem uszy, z przerażeniem obserwując ciemne wnętrze samochodu; jedyne co byłem w stanie dostrzec do błyskające białka oczu Zroszonej Łapy.
Podszedłem parę kroków do przodu, węsząc. W powietrzu wisiała woń strachu Rosy albo i mojej, ale to nieważne. Oprócz tego jednak dało się wyczuć także zapach mięsa. Zaciekawiony, zmusiłem się do zamerdania ogonem, rozglądając się za jedzeniem.
— Czujesz? — szczeknąłem. — Zjemy coś, do-
Potwór znów się zatrząsnął, wyrzucając mnie na ścianę; uderzyłem w nią głucho, plącząc nogi. Zroszona zawyła, rozstawiając szeroko łapy i prostując ogon, by złapać równowagę. Po chwili zamilkła.
Odetchnąłem cicho, gdy turbulencje się skończyły, a potwór znów zachowywał się spokojnie. Niepewnie rozglądnąłem się za suczką, nie mogąc nigdzie dojrzeć jej oczu, bo o całym ciele nie było nawet mowy.
— Zroszona Łapo? — mój głos brzmiał dziwnie obco, jak gdyby jego naturalne brzmienie zostało zniekształcone przez ciemność, czy także przerażenie. W zasadzie ta druga opcja jest całkiem prawdopodobna.
Odpowiedziało mi stukanie pazurów oraz dziwne szuranie; po chwili także dostrzegłem fosforyzujące, bursztynowe oczy uczennicy.
Młoda suka podeszła do mnie, kładąc mi przed nosem kawałek szynki. Oblizała się, dokładnie wąchając mięso, po czym usiadła na ziemi, otwierając szczęki; z jej gardła wydobyło się drżące szczeknięcie.
— Widzisz? Znalazłam dla nas jedzenie! — oznajmiła z wymuszonym podekscytowaniem.
— Widzę — mruknąłem, pochylając się nad szynką. Zmarszczyłem brwi, gdy do mojego nosa doleciał zapach dwunożnych. Nie zdołałem ukryć obrzydzenia i ledwo powstrzymałem odruch wymiotny. — W życiu tego nie tknę.
Zroszona Łapa zamrugała, zbita z tropu, nerwowo chichocząc. Pochylając się nad mięsem, wzruszyła ramionami i kilkoma łapczywymi kęsami połknęła większą część jedzenia; mimo że skręcało mnie na sam zapach i wygląd pożywienia dwunożnych, musiałem odwrócić wzrok od zajadającej uczennicy. W brzuchu mi zaburczało.
Potwór znów zadygotał, posyłając resztki szynki w powietrze. Brązowa suczka wybiła się i wyciągnęła pysk, próbując złapać mięso, jednak w tej samej chwili auto zatrzęsło się wyjątkowo mocno, a Rosa, z głośnym jazgotem upadła na dziwną podłogę w potworze.
Jedzenie spadło natomiast wprost na moją łapę; usłyszałem ciche plaśnięcie. Oczywiście, skorzystałem z sytuacji, eleganckim chapnięciem zlizując mięso.
Rosa chyba nawet się nie zorientowała, biadoląc coś głośno.
— Wiesz, co? — zaczęła, kręcąc się w kółko. Oparła się o drzwi, którymi weszliśmy do tego potwora i zaczęła w nie skrobać pazurami. — To jest chyba bagażnik — tak to nazywają dwunożni. Gorąco tutaj, nie? Tak czy nie? Mam nadzieję, że niedługo stąd wyjdziemy, bo jak mam być szczera, to mam już tego dosyć. Było fajnie i w ogóle, ale nie pogardziłabym, gdyby już nas stąd ktoś wypuścił. Może nawet dałabym się pogłaskać. Z tego, co pamiętam, to było całkiem miłe, dopóki nie zaczęli cię kopać. Ach, ci dwunożni, są tak zmienni, brzydcy i głupi.
Zaczęła coraz bardziej rozpaczliwie drapać ściany oraz podnosić głos. Położyłem się na podłodze, oblizując pysk z resztek szynki, a także kładąc łapy na oczach i uszach, by jakoś stłumić jej pierdolenie.
— Czujesz to, nie? Gorąco jest, oj, gorąco. — Cofnęła się, biorąc rozbieg; uderzyła prawym bokiem w nietypowe drzwi, próbując się wydostać na zewnątrz. Auto się znowu zatrzęsło, jednak ona nie miała zamiaru się poddawać. Zaczęła walić w ścianę jak opętana. — Ja nie mogę, ten dwunożny jest głuchy, czy co?! Upieczemy się tutaj, zgubimy i zagłodzimy. Już nigdy nie zobaczę żadnych szczeniaczków, Muszelki, Podgrzybka i mojej rodziny, czyli Wodnych, oczywiście. To przecież jest straszne! Nie wejdę już do obozu, nie pomogę starszyźnie, nie zdobędę rangi wojownika! Mogłabym nawet zjeść pięćdziesiąt ryb, tylko żeby się stąd wydostać!!! 
Uniosłem jedną łapę, odsłaniając sobie lewe oko. Westchnąłem przeciągle.
— SŁYSZYSZ, DURNY DUPKU?! — ryknęła Zroszona, tocząc pianę z pyska. — WYPUŚĆ NAS STĄD, BO INACZEJ-.
Potwór zwolnił, a po chwili się zatrzymał. Suczka ledwo to zauważyła, wykrzykując coraz to nowe wyzwiska. Dwunóg chyba wreszcie ją usłyszał, bo, mimo jazgotu Rosy, usłyszałem trzask drzwi od kabiny, w której siedział dwunożny, a po chwili także jego ciężkie kroki.
Drzwi otworzyły się, wpuszczając do mojego więzienia snop jasnego światła; uczennica zamilkła, wywalając oczy i, po krótkim paraliżu, wyskoczyła krzywym susem z bagażnika.
Biegłem tuż za nią i gdy już myślałem, że uda mi się zwiać, dwunożny wrzasnął, w akcie paniki zatrzaskując z powrotem drzwi. Tylna łapa, której nie zdążyłem zabrać, została zmiażdżona. Usłyszałem trzask łamanych kości, a moje oczy zaszły łzami od przeraźliwego bólu. Otoczenie raz za razem ciemniało i rozjaśniało się, zachodząc mgłą.
Pysk zaczął mi ciążyć, a łapy machać na wszystkie strony, szukając podłoża. Drzwi z powrotem rozchyliły się, wypuszczając ze swych szczęk moją kończynę. Upadłem na trawę, niezdolny wykonać jakikolwiek ruch. Poczułem na sobie roztrzęsioną dłoń dwunożnego, która delikatnie dotknęła mojej łapy. Zaraz potem usłyszałem przeraźliwy warkot Zroszonej, a i przestałem czuć palce dwunoga, macające moją nogę.
Rosa, cały czas groźnie się szczerząc, podbiegła do mnie, bojaźliwie łypiąc kątem oka na łysego stwora. Syknęła coś do mojego ucha, jednak nie byłem w stanie rozpoznać słów. Na trzech drżących łapach uniosłem się, a czwarta wygięła się pod nienaturalnym kątem. Moje ciało przeszył piorun bólu, na który nie byłem w stanie się przygotować; gdyby nie Wodna, która podtrzymała mnie barkiem, byłbym z powrotem osunął się na trawę.
— Chodź, odprowadzę cię do medyka — szczeknęła, węsząc w powietrzu. Jej słowa dochodziły do mnie jak zza mgły. — Ej, poznaję tę okolicę! Nie jesteśmy jakoś bardzo daleko od naszych terenów!
Gdy przez przypadek szturchnęła moją złamaną nogę, usłyszałem ciche chrupnięcie.
— Ej, coś ci chrupie w tej łapie! — Zmarszczyła nos, ponownie ruszając moją kończynę; pod jej dotykiem znów dało się słyszeć cichy chrzęst.
Odwarknąłem cicho, oszołomiony opierając się na suczce całym moim ciężarem. W głowie mi się kręciło, a tylna łapa na przemian kłuła i pulsowała.
— Z-zostaw — syknąłem.
Zroszona Łapa jak oparzona odsunęła się, kończąc swoją zabawę moją chorą kończyną. Po chwili ruszyła przed siebie, cały czas pomagając mi chodzić; nieporadnie skakałem na trzech łapach, a chociaż byłem spragniony, przegrzany i głodny, największe cierpienie zapewniała mi łapa, tłumiąc wszystkie inne problemy.
— O tak, świetnie! Chodź, chodź, już jesteśmy niedaleko! Tak, tak, mało już drogi zostało, wiesz? — niemal pluła słowami, wypowiadając wszystko, co jej się nawinęło na język. — Nie mogę się doczekać, aż wrócę do obozu, ale, oczywiście, najpierw cię odprowadzę, bo widzę, że coś sam byś sobie nie poradził. Szkoda. Ale z drugiej strony fajnie, bo wreszcie pokażę, jak bardzo pomocna i wychowana jestem. To miłe. Znaczy-, przykry jest twój ból, ale miłe jest to, że zachowuje się dobrze. Bo tak zawsze trzeba robić! Zawsze! Mama mi tak mówiła. Chociaż ona mnie zostawiła, a to nie było fajne. Ale z drugiej strony, przez jej złą decyzję jestem teraz we Flumine! Poznałam szczeniaczki i ruuude psy. — Zrobiła rozmarzoną minę. — Rudy to najlepszy kolor. Cholera, szkoda, że nie jestem ruda. Ale może będę mieć rude dzieci! Byłoby super! Wiesz, Pszczela Łapo, ja-.
Oczy zaczynały mi się kleić, a otoczenie zamieniło się w kilka wielkich kolorowych plam. Zamrugałem szybko, próbując znów zobaczyć coś ostro; bez skutku. Przestałem rozróżniać tylne łapy od przednich i złamaną kończynę od tych zdrowych; przy tym miałem wrażenie, że Rosa się oddala, a jej głos cichł. Zachwiałem się.
— N-nie… Idź… — wycharczałem, z uczuciem suchości w gardle.
Nie słuchała mnie. Z paniką postawiłem parę kroków w stronę, w którą odeszła. To było prawo?... Nie, chyba lewo… Stanąłem na przedniej łapie, a świat spowiła ciemność, jak gdyby ktoś wyłączył światło. Nie, nie, to chyba była tylna łapa… Tylko prawa czy lewa? Och, sam już nie wiem…
***
Powoli otworzyłem oczy, oślepiony nagłą jasnością. Mrugnąłem przeciągle, a po krótkiej chwili dostrzegłem dwie sylwetki psów w rogu pomieszczenia.
— Wiesz, Manaciku, że raz o mało co nie połknęłam pszczoły? — Dosłyszałem skrzeczący głos należący do zgrabnej, mleczno-cynamonowej suczki. — To szczególnie zabawne, jeśli się weźmie pod uwagę fakt, że nasz nowy pacjent jest Pszczelą Łapą!
— Tak, tak, Owsianko-
Kichnąłem głośno, nieprzyzwyczajony do intensywnego, czasami ostrego, a czasami słodkiego zapachu ziół. Medycy odwrócili się przodem do mnie; fafle na pysku Manaciego Olbrzyma ułożyły się w uśmieszek, a Cynamonowa Pestka wyszczerzyła się przyjaźnie.
— Gdzie ja jestem? — Mój mózg zaczął powoli przypominać sobie wydarzenia, a ja spróbowałem się odwrócić, by zobaczyć moją kończynę, z której wydzielał się wyjątkowo nieprzyjemny zapach. Przeszkodziła mi w tym młoda medyczka.
— Spokojnie! Leż, leż, wszystko będzie dobrze!
Zamarłem, przygryzając wargę; zastanawiałem się, ile treningów mnie ominie i czy Bryzowa Gwiazda, tfu, Szept, bo nie zasługuje na swą rangę, nie postanowi mi zmienić imienia na Złamana Stopa, czy coś takiego. Wlepiłem spojrzenie w sufit.
— Przyprowadziła cię tutaj taka młodziutka suczka z Flumine — wytłumaczył mi Manaci Olbrzym, wracając do sortowania ziół. — Ot, taka rudawa, wyglądała jak malutka wiewióreczka.
Uśmiechnąłem się pod nosem; gdyby Zroszona Łapa usłyszała, jak ktoś nazywa ją „rudawą”, chyba by się posikała ze szczęścia!

< Zroszona Łapo? >
[1529 słów; Pszczela Łapa otrzymuje 15 Punktów Doświadczenia i 2 punkty treningu, zostaje wyleczony ze złamanej nóżki]

2 sierpnia 2021

Od Zroszonej Łapy CD Pszczelej Łapy — „Wycieczka do Bydgoszcza” [przygoda#27]

— Hmm, wiesz co-.
— Wspaniale, naprawdę wspaniale! — Zakręciłam się w miejscu, merdając ogonem. Nie czekając na dalszą część wypowiedzi szczeniaczka, ruszyłam w głąb parku. Jak wspaniale, że się zgodził! On jest taki miły i wydaje się dość dobrze wychowany; może nie tak dobrze, jak ja, no ale zawsze coś.
— Chodź, szybciutko, pędź jak wiatr, jak ja! — zaśmiałam się, rzucając Pszczółkowi spojrzenie przez bark. Z niego jest taki słodziak, że nie mogę. Naprawdę, taka urocza puchata kuleczka, aaach, że aż chce się go schrupać. Szkoda, że go za dobrze nie znam!
— Opowiesz mi coś o sobie? — zaproponowałam, zrównując się z uczniem Wietrznych. Zamerdałam z nadzieją ogonem i posłałam Pszczelej Łapie spojrzenie spod trzepoczących rzęs.
— Jestem Pszczela Łapa — zaczął niechętnie, uparcie idąc przed siebie. — Należę do klanu Ventu-.
— To już wiem! — przerwałam mu z zapałem. — Powiedz coś ciekawszego, pięknie proszę!
Pszczółek posłał mi zdziwione i lekko poirytowane spojrzenie, na co odpowiedziałam mu swoim własnym, pełnym smutku. Czemu on jest taki niecierpliwy, no naprawdę? Czy nie można się zapytać o coś?
— No to-
— Ojej, patrz, już jesteśmy! — zaszczebiotałam, gdy byłam w głębi parku. Pod łapami czułam młodą trawę, w powietrzu unosiły się pyłki z kwiatów, a drzewa wypuszczały pierwsze pąki, tańcząc na lekkim wietrze.
Zachwycona rozdziawiłam mordkę, po czym skoczyłam do stojącego blisko mnie Pszczółka; przycisnęłam pysk do jego policzka, patrząc się na niego z zachwytem w oczach.
— Jak pięknie tutaj jest, co nie? — syknęłam prosto w jego ucho.
Pszczela Łapa mruknął coś, odsuwając się ode mnie.
— Polujemy czy nie? — spytał się z pretensją, zagrzebując w ziemi swoją mysz. Po skończonej pracy oznaczył kopiec jaskrawozielonym liściem bodajże dębu (nie znam się zbytnio na roślinach, niestety. Szkoda, nie?), by potem mógł odnaleźć swoją zdobycz.
— Oczywiście! — przytaknęłam z zapałem. — Mam nadzieję, że upoluję bardzo dużo zwierząt. Nie lubię zabijać, ale jak się podziękuje za to Gwiezdnym, to chyba nic złego się nie dzieje, nie? Tak czy nie? No ale cóż jak mus to mus! Trzeba wyżywić klan i kochane szczeniaczki. Ty sam już polujesz, czy jeszcze nie? — zrobiłam przerwę, jednak zaraz zrozumiałam, jaki błąd popełniłam. — O nie! Przepraszam! Oczywiście, że polujesz! W końcu jesteś taki dorosłym uczniakiem — przypomniałam mu z sarkazmem. To było trochę niemiłe, ale czasu cofnąć nie mogłam, niestety. Zaraz jednak, by się poprawić, zmieniłam temat. — Wracając do zwierzyny. Ja złapię trzy myszy, dwie nornice i baaardzo dużo wiewiórek, wiesz? Na pewno mi się uda, a wtedy zostanę-.
Nagle zamilkłam, gdy pod parkiem zaparkował wielki potwór dwunożnych. Z zaciekawieniem przekręciłam główkę, nasłuchując i obserwując dziwne stworzenie.
Potwór był przerażający. Większy od jakiegokolwiek, którego kiedykolwiek widziałam; gigantyczny, cały biały, o dziwnym kształcie i przerażających, czarnych, okrągłych kończynach. Podskoczyłam, gdy dwunóg wysiadł ze środka; z hukiem zatrzasnął drzwi do pojazdu i przeszedł się parę kroków do przodu, mamrocząc coś do dziwnej, prostokątnej tabliczki, którą trzymał przy uchu.
— Boisz się czegoś takiego? — zapytał się z niedowierzaniem Pszczela Łapa, kręcąc głową.
— Oczywiście, że tak! Nawet nie wiesz, jak bardzo Dwunożni są odrażający. I jaką krzywdę mogą komuś zrobić. — chyba pierwszy raz w życiu obdarzyłam kogokolwiek poważnym spojrzeniem. — Wiesz, za dużo nie pamiętam z dzieciństwa, ale często bezdomne psy miały różne problemy; szczególnie zimą, przez dwunożnych. Czasami naprawdę było ciężko. Bywało tak, że wraz z matką nie wiedziałyśmy, co robić. Głodówki i bójki były na porządku dziennym…
Dwukolorowy pies odburknął coś w odpowiedzi, mrugając zaskoczony oczami. Przez dłuższą chwilę staliśmy w ciszy, a każdy z nas patrzył w swoim kierunku; ja na przykład obserwowałam dżdżownicę zagrzebującą się w ziemi.
— Zaczynam polowanie… — odparł po chwili niepewnie, posyłając mi krzywy uśmiech. — Mogę się założyć, że złapię więcej od ciebie.
Prychnęłam, a każde z nas podążyło w inną stronę; pies udał się w kierunku gęstych zarośli i przysadzistych krzaczków, a ja, po chwili wahania, podreptałam do zaparkowanego potwora.
Powąchałam wielką kreaturę, a w nos momentalnie zapiekł mnie paskudny i odrażający odór. Odskoczyłam, próbując uspokoić drżenie łap. Byłam zła na siebie, że tak bardzo się obawiam tego śpiącego potwora, lecz i także lekko rozbawiona moim zachowaniem; dość dziwna mieszanka uczuć.
Okrążyłam przedmiot starannie, raz za razem wciągając w nozdrza powietrze. Gdy stanęłam za Potworem, ujrzałam, iż tylne drzwiczki auta są otwarte, a z nich dobiega apetyczny zapach mięsa. Delikatnie postawiłam przednie łapy na zadzie śpiącego stwora, cały czas uważając, by go nie obudzić. Zastygłam w bezruchu, nasłuchując, czy ktoś mnie spostrzegł. Było jednak cicho.
Odetchnęłam z ulgą i powoli zaczęłam się odwracać za siebie.
— Pszczela Łapo! — syknęłam w stronę ucznia, który przygotowywał się do skoku na wiewiórkę; rude stworzenie zaalarmowane uciekło na drzewo, a Pszczółek, mimo że ruszył w pogoń, nie został zwycięzcą; zwierzę skoczyło na najniższy konar drzewa i zwinnie skakało coraz wyżej i wyżej, by ostatecznie zniknąć w koronach drzewa.
Aż straciłam dech, gdy spostrzegłam lodowaty, pełen wyrzutu wzrok Wietrznego, który niechętnie do mnie podreptał.
— Co to miało być? Dlaczego płoszysz mi zwie-
— Ciszej! Nakarmimy swoje własne klany, a te będą nam serdecznie dziękować. — Wskazałam nosem wnętrze potwora. — Czujesz? Jedzenie, jedzenie i jeszcze raz jedzenie!
Nie czekając na jego reakcję, zwinnym susem wskoczyłam do pojazdu. Poczułam za mną oddech Pszczółka, gdy ten powtórzył mój ruch.
— Jesteśmy w środku! — pisnęłam podekscytowana, zataczając kręgi w miejscu. — Ale fajnie, naprawdę! Ale też trochę przerażające. Nigdy nie myślałam, że wejdę do środka jakiegoś potwora, aż głowa boli, gdy się o tym pomyśli, no naprawdę! Toż to prawdziwa przygoda, która zapewni nam dreszczyk ekscytacji! Nie mogę się doczekać, aż-.
Pszczela Łapa syknął na mnie, ale było już za późno. Jak zza mgły usłyszałam kroki Dwunożnego i wcisnęłam się do najdalszego rogu Potwora, zaciskając oczy.
Usłyszałam łomot, gdy drzwi się zatrzasnęły. Po chwili także głośny, ale i trochę przytłumiony warkot budzącego się stwora.
Gdy z powrotem otworzyłam oczy, zewsząd runęła na mnie ciemność. Nie byłam w stanie rozróżnić góry i dołu, prawej i lewej.
— Ty suko, coś w ty nas wpakowała? — Pszczółek kłapnął w powietrzu zębami.
<Pszczela Łapo?>
[959 słów: Zroszona Łapa otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia+10 i 2 Punkty Treningu]

19 lipca 2021

Od Pszczelej Łapy CD Zroszonej Łapy

Byłem w parku, kiedy deszcz pomieszany ze śniegiem zaczął kropić o moją sierść, a zimny wiatr wiał mi prosto w pysk, w którym trzymałem nieżywą, ciepłą jeszcze zwierzynę. Rozglądnąłem się niepewnie, węsząc w powietrzu. Złapanie jednej myszy na całym polowaniu nie było żadnym sukcesem — liczyłem na więcej.
Podszedłem do stawu, przyglądając mu się w ciszy. Ale on superowo wyglądał w porze nagich drzew! Zamerdałem ogonem, podchodząc do brzegu. Woda była skuta lodem, a ten lekko przyprószony śniegiem. Zostawiłem moją mysz na brzegu i powoli, z ciekawości, postąpiłem parę kroków do przodu, niepewnie stąpając po oblodzonym stawie. Łapy śmiesznie mi się ślizgały i naprawdę musiałem się starać, by się nie wywrócić. Byłem tak zafascynowany nową zabawą, że nie zauważyłem psa zbliżającego się w moją stronę.
Nagle łapy rozjechały mi się w różne strony, zachwiałem się, a chwilę potem grzmotnąłem o lód. Po krótkim szoku uniosłem pysk, dostrzegając wpatrzoną we mnie brązową mordkę.
— Chyba cię poznaję! — odezwała się suczka, od której czuć było smród Flumine. — Twój zapach jest tak dziwnie znajomy, naprawdę! Hmm… Zastanówmy się… — Powoli wstałem, na co uczennica zaczęła skakać wokół mnie, węsząc. — Ojej, pachniesz Ventusem! Jesteś jeszcze uczniem, co? Ja także się jeszcze uczę, nie martw się! Co prawda czuję, że już umiem wystarczająco dużo, ale moja mentorka nie chce mnie dopuścić do zostania wojowniczką. To takie smutne, nie? Tak czy nie?
Przerwała na chwilę, najwyraźniej oczekując mojej odpowiedzi. Cały czas merdała ogonem i uśmiechała się, wwiercając się we mnie wyczekującym spojrzeniem.
— Najwyraźniej nic nie umiesz — odparłem, mówiąc jej to, co myślałem i wyminąłem ją, powoli idąc do brzegu.
— A weź! Umiem trochę! Nawet więcej niż trochę!
Westchnąłem, gdy usłyszałem kroki Wodnej za mną. Ukradkiem spojrzałem za siebie, dostrzegając ślizgającą się w pędzie suczkę, która próbowała mnie dogonić. Jednak za każdym ostrym zakrętem, wpadała w ślizg i oddalała się ode mnie jeszcze bardziej. Sfrustrowana, krzyknęła coś do mnie, po czym łapy się jej poplątały i wpadła w zaspę śniegu.
Musiałem się bardzo pilnować, by nie wybuchnąć śmiechem. Uczennica Flumine była ode mnie starsza, wyglądem przypominała już dorosłego psa, a mimo to była nieporadna jak nowonarodzone szczenię, gadała takie bzdury, że głowa bolała, a przy tym była najzwyczajniej w świecie głupia. Głupia jak dwunożni albo i jeszcze gorzej.
— Jak będziesz szła powoli, to się nie wywalisz — rzuciłem w jej stronę. Człapałem uważnie i ostrożnie, chcąc pokazać jej, że w jestem lepszy od niej. Zadowolony spostrzegłem, że już niemal udało mi się wyjść na brzeg.
Łapa za łapą, krok za krokiem. Przyjemny odgłos skrzypienia śniegu pod poduszkami łap, lekka mżawka osiadająca na sierści. Jeszcze kilka uderzeń serca i już znajdowałem się lądzie, przy mojej zdobyczy.
— Już wiem, jak się nazywasz! — Uszy oklapły mi jeszcze bardziej, gdy usłyszałem pisk uczennicy tuż przy moim uchu. Szkoda, że lód się pod nią nie załamał.
— Słucha-
— Jesteś Pszczółkiem, co nie? Tym Ventusianinem! Wiesz co, tak sobie myślę, że nic a nic się nie zmieniłeś! — zaszczebiotała. — Głupio wyglądasz w porze nagich drzew, wiesz? Taki jakiś jaśniejszy się zrobiłeś! A, bo to śnieg! No nic, nieważne! Ale oprócz tego, to jesteś normalnie i d e n t y c z n y, jak parę księżyców temu!
— Nie jestem Pszczółkiem, tylko Pszczelą Łapą…! — pisnąłem i z przerażeniem spostrzegłem, że mało brakowało, a tupnąłbym nogą jak rozkapryszony szczeniak.
— Och, ale ty się czepiasz, no naprawdę, pies się pomylić nie może. — Przewróciła oczami. — Ogólnie, to pamiętasz mnie, nie? Tak czy nie? — pamiętałem ją. Niestety. — Jestem Zroszoną Łapą, uczennicą Małej Kropli! Najwspanialszą, najlepszą i najzdolniejszą uczennicą Wodnych! Jestem pewna, że będę mogła zostać medyczką, a potem zastępcą, a potem przywódcą! Nie mogę się zdecydować, wiesz? Chyba nie, bo się nie znamy zbyt dobrze. Szkoda! Ja bym chciała cię poznać lepiej, a ty mnie też, prawda? No jasne, że tak! Cieszę się, że się rozumiemy! Normalnie bratnie dusze z nas, to przeznaczenie, naprawdę, jestem tego pewna! Ogólnie, wiedziałeś, że u nas, w klanie, urodziło się parę szczeniaków? Bardzo się z tego cieszę. One już za dwa księżyce będą uczniakami, ale nadal są kochanymi pulpetami. Takimi słodziaczkami, że no normalnie można się na ich widok rozpłakać! Lubisz szczeniaki? Ja je kocham, tak kocham, tak naprawdę k o c h a m.
— Zamknij się — westchnąłem, szybko jej przerywając. — Wiesz, ja już muszę iść do obozu, zanieść Wietrznym tę mysz, co ją upolowałem, także pa!
Błyskawicznie wziąłem zwierzynę w zęby i szybko się odwróciłem. Nie zdążyłem jednak postawić ani jednego kroku, gdy Zroszona Łapa złapała mnie za ogon.
— Ała! — pisnąłem. Wbiłem pazury w ziemię, próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy, gdy suczka ciągnęła mnie do tyłu. — Zostaw mnie, bezczeln-
— Słuchaj i mi nie przerywaj! — sapnęła, puszczając mój ogon. — Mało upolowałeś, wiesz? Mam propozycję, bardzo fajną, więc nie pożałujesz. Co ty na to, byśmy wybrali się na polowanie razem? Będzie fajnie! Porozmawiamy o szczeniakach, o, takich jak ty. Brzmię kusząco, nie? Tak czy nie? Co ty na to? Będzie naprawdę super, tylko mi zaufaj!
<Zroszona Łapo?>
[809 słów: Pszczela Łapa otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

12 lipca 2021

Od Zroszonej Łapy CD Pszczelej Łapy

Och, ale ten szczeniak był zabawny, nie no, naprawdę! Obejrzałam się za nim, gdy pobiegł do swojego obozu. Jak mam być szczera, to zastanawiałam się, czy za nim nie pójść, ale w końcu słusznie stwierdziłam, że zapuszczanie się do obozu obcego klanu jest mocno… nieodpowiedzialne. I niewychowane.
Wzruszyłam więc ramionami i pobiegłam na tereny Flumine, śpiewając sobie piosenkę o rudych psach znad rudej rzeki, mieszkających w rudym domku z rudymi dwunożnymi i kochających rude grzyby.
Ogólnie, to lubię rudy, jakby ktoś nie wiedział.
„Hmm… — zastanowiłam się w myślach. — Ten cały Pszczółek mógłby być całkiem ładny, gdyby był rudy!”
Zaraz jednak dotarło do mnie, że ten cały Ventusianin, czy Ventus, ja już naprawdę nie wiem, jest bardzo nie wychowany, a ja potrzebuję dobrego męża. Może jak się ładnie pomodlę do Gwiezdnych, to wysłuchają moją prośbę? Byłoby miło.
Gdy myślałam nad tekstem modlitwy, by wspomnieć w niej o moich wszystkich pragnieniach, wyczułam zapach jedzenia. Gwałtownie się zatrzymałam i zdezorientowana obejrzałam po otoczeniu.
Koło śmietnika niedaleko mnie leżał kawałek aromatycznej, chrupiącej kanapki dwunożnych. Nie wierząc własnym oczom, powoli podeszłam do zdobyczy i przyjrzałam się jej.
Ojej, ale smakowity kąsek! Oblizałam się. O, ma szynkę. Ale super!
Mój ogon zmienił się w merdającą błyskawicę i miałam ochotę zanieść się tryumfalnym śmiechem, ale ponieważ miałam już jedenaście księżyców, stwierdziłam, że tak nie wypada. Muszę się zacząć zachowywać poważniej.
Powoli się schyliłam i wzięłam kanapkę w zęby, delikatnie niosąc ją do obozu. Nakarmię nią swój własny klan!
Stłumiłam niejasne przeczucie, że tak naprawdę Flumine nie jest moim klanem i nigdy nim nie będzie.
<Pszczela Łapo?>
[257 słów: Zroszona Łapa otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia i 2 Punkty Treningu]

10 czerwca 2021

Od Pszczółka CD Rosy (Zroszonej Łapy)

Spoglądałem z wyższością na starszą ode mnie suczkę. Stanąłem na palcach, chcąc być wyższy od niej. Cały czas jednak to ona patrzyła na mnie z góry, przez co się zdenerwowałem. Ona jest naprawdę głupia. Dlaczego nie może mieć krótszych nóg?
W mojej głowie zaświtał pewien plan. Ojej, tak, ale jestem wspaniały i sprytny! Zwiążę jej czymś łapy i poczekam sześćset sześćdziesiąt sześć wschodów słońca, a potem powiem głośno: Proszę, proszę, przeklinam cię i zaklinam, bądź niższa.
I wtedy ona zacznie piszczeć i się skurczy. A następnie ja, zwany Pszczelą Gwiazdą powiem jej: Jestem od ciebie wyższy! I to będzie naprawdę bombowe.
Jestem z siebie dumny.
Tylko szkoda, że moja mama mnie nie lubi. Ale ja jej także, więc jest po równo. Za to lubię Pilarkę.
— Och, ach, a co to znaczy to bycie zajebistym? Mam nadzieję, że to coś miłego i że ja także będę zajebista. Oczywiście, jeśli to coś dobrego. Bo jak by było to coś złego, to by mi było przykro — Tutaj suczka pokazała, jak bardzo by jej było przykro — ale, jak mam być szczera, to średnio mnie to obchodzi, wiesz? Ojej, ale jesteś fajny i… — pisnęła suczka, a jej ogonek robił takie kółka i kółeczka niczym te wielkie ptaki dwunożnych, które latają wysoooko na niebie, miażdżąc Gwiezdnych, którzy potrąceni spadają z obłoków. Oczywiście, tak naprawdę jest — psy, które spadają z nieba, się kurczą i stają się szczeniętami. No bo jak niby inaczej miałyby powstawać szczeniaki? Sam odkryłem tę teorię, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że mam moce Gwiezdnych! Wspaniale, nie?
— Wiem, że jestem fajny — odparłem uśmiechnięty, gdyż naprawdę tak myślałem. Byłem przeszczęśliwy, że ktoś się ze mną zgadza! Już nikt, nigdy, przenigdy mi nie powie, że jestem śmieszny, mały i słodki! O fuj, przecież wcale taki nie jestem. Oni się po prostu wszyscy nie znają.
— …i słodki — sapnęła suczka, wlepiając we mnie wzrok.
Zamrugałem tyyyyle razy, a jednak jej pisk nadal brzmiał mi w uszach. Jestem słodki?! Zaniosłem się szlochem, zaciskając powieki.
— COŚ TY POWIEDZIAŁA?! — krzyknąłem, otwierając oczy. Zalałem się łzami, które spływały mi do pyska, zostawiając na języku słony posmak. Przełknąłem ślinę, radując się jej pysznym smakiem. Nie wiedziałem, że łzy są takie p y s z n e. Ajajaj, ale to bombowe! Moje łzy są wspaniałe! Niech oczy je produkują cały czas! Zacząłem się śmiać, jednak zaraz przypomniałem sobie o suczce, która mnie obraziła. Wyprostowałem się, milcząc.
Przyglądnąłem się jej krytycznym, załzawionym wzrokiem, pociągając nosem. Muszę jej wymyślić jakąś karę, tak bardzo ohydną i okropną, by pożałowała za swe kłamstwa.
— Jesteś bardzo brzydka — powiedziałem na głos moje przemyślenia. Suczki bardzo nie lubią, jak się o nich tak mówi. Ale to była prawda, a ja m u s i a ł e m jej to uświadomić, bo jestem bardzo grzeczny i miły, i szczery. Bo ona ma takie wielkie oczy jak u jakiejś muchy (kiedyś widziałem muchę z bliska, i to było bombowe, ale to inna historia) i jak dla mnie one są brzydkie, bo jakieś takie w kolorze sraczki. Ciekawy, acz bardzo ohydny kolor, że chce się rzygać!
Ale ja pięknie myślę! „Acz” to takie wspaniałe, po prostu wspaniałe słowo!
Rozchichotałem się wesoło, podchodząc w stronę większej ode mnie suczki. Muszę sobie powiększyć łapy, bo ona nadal była ode mnie wyższa. Co prawda moja mama mówiła, że nie liczy się wygląd, acz serce. A wiecie, co było najdziwniejsze? Że zaraz potem Cedrowy Deszcz zaczęła mnie opisywać z w y g l ą d u. A o moim sercu i duszy to nic nie powiedziała. A co, jeśli nie mam serca? Albo nie mam duszy? Albo nie mam tego i tego?
A właściwie, po co komu jest serce i dusza?
Po nic. Ja nie mam serca i duszy, bo jestem wyjątkowym psem, i umiem funkcjonować bez nich. I to robię o wiele lepiej niż inni, naprawdę!
— Nie zbliżaj się do mnie! — krzyknęła brązowa suka, cofając się w popłochu. — A ty jesteś głupim, małym, śmierdzącym Ventusianinem!
— Ventusem, jeśli już — poprawiłem ją, obrażony jej kłamstwami. Jak ona tak może? Ktoś powinien ją ukarać! Może związanie jej nóg to nie był taki zły pomysł! No oczywiście, że nie był. Był superowy! Tylko muszę znaleźć bądź wyczarować linę.
— Wcale nie! Jesteś Ventusianinem! — odkrzyknęła suczka. — Jestem od ciebie starsza i wiem lepiej! To jest szczera prawda! Ty gadasz jakieś głupstwa! Moja mama mówiła inaczej, i ona miała różowy nos! I ona mnie nazwała Rosa, bo ona kochała te fajne zwierzątka, a ty masz głupie imię, które nic nie oznacza!
Ona na pewno kłamie! Nawet mi nie powiedziała, ile ma księżyców! Chce wykorzystać kłamstwa, by być ode mnie lepsza! Mam jej dosyć!
— Idę po wojowników! — rzuciłem na odchodne i pobiegłem w stronę obozu. Biegłem tak szybko jak wiatr, jak morderczy płomień, który wszystko rozwala! Byłem niepokonany!
Zaraz jednak przywołałem się do porządku, uparcie odtwarzając sobie w myślach wyzwiska tej głupiej Rosy (swoją drogą, co to w ogóle za imię?! Paskuda). Przecież ja, w porównaniu do niej mówię szczere i dobroduszne słowa.
Ze zwieszoną głową wszedłem do obozu, pochlipując pod nosem nad tą głupią suczką.
Nie no, ale tak naprawdę, to jestem zajebisty.
A właśnie, będę się musiał w końcu dowiedzieć, co to oznacza, jakbym jeszcze kiedyś spotkał tą zroszoną sraczkę.
Powoli skierowałem się w stronę Jaskółczego, bo jestem pewny, że on będzie wiedział, co to oznacza. Zaraz jednak zmieniłem zdanie, kierując się do mojej głupiej matki.
Najpierw się jej pożalę, ona bardzo to lubi.
I ja też to bardzo, bardzo lubię.
(Tylko nie mówcie jej o tym, dobrze? Dzięki).
<Zroszona Łapo?>
[907 słów: Pszczółek otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

1 czerwca 2021

Od Rosy do Pszczółka

Plusk.
Słyszeliście to?! To z pewnością była rosa! Cała aż kipiałam z emocji i podekscytowana merdałam ogonem, pochylając się nad taflą wody. Mimo że próbowałam przekonać wojowników, by dali mi pozwolenie na wyjście z obozu, oni się nie zgadzali. Dziwni jacyś! Co ja jestem, że mam sterczeć w tym opuszczonym domu? A niech im… Wąsy odpadną! Właśnie tak! Ale będzie super! Albo od razu cała sierść, będą łysi! Tak więc byłam nad rzeczką nielegalnie, ale co tam! Zresztą, nie będę ich słuchać. Nikogo nie będę. Nawet nie są moimi rodzicami, niech się nie rządzą, pfu, pfu, wojownicy!
Plusk.
Woda w rzece się zafalowała, a ja podeszłam bliżej ruchomego miejsca, chcąc przyjrzeć się rosie. To wspaniała chwila, och, ach, ale będzie super, super, super! Kocham rosy, to moje przyjaciółki, ale one są bardzo nieśmiałe i lękliwe, więc proszę o zachowanie tajemnicy! W końcu n i k t nie będzie ich straszył! A właśnie…
Plusk.
Zafascynowana zauważyłam, że stworzenie pod taflą wody zaczęło się przemieszczać. Pisnęłam raz i drugi i podreptałam za nim. Ciekawe, jak wyglądają rosy? Może są różowe? Lubię różowy. Moja mama miała różowy nos. Zrobiło mi się smutno, gdy pomyślałam, że już jej nie zobaczę. Ale co tam! No nic, mam rosy! Właśnie, a myślicie, że rosy są mądre, czy głupie? Bo w sumie to chyba dobrze o nich świadczy, że się obawiają. To mądre. Ale nieśmiałość… Jak ktoś może być nieśmiały i mądry?!
Stworzenie pod wodą przyspieszyło, więc ja także zwiększyłam prędkość, by nie zgubić go z oczu. O, jak wspaniale! Kocham rosy. Ciekawe, czy one też kochają mnie. Myślę, że tak. Muszą! W końcu, gdyby mnie nie kochały, to by nie poszły za mną aż do tej rzeki, prawda? Zostałyby w moim dawnym domku. Wytężyłam umysł, próbując przypomnieć sobie, jak wyglądały czasy, kiedy mieszkałam razem z mamą. Mam taki fajny mózg, że muszę go często zmuszać do posłuszeństwa. Było fajnie, o, o, i nie musiałam jeść ryb i…
Zatrzymałam się nagle, zauważając, że rosy nigdzie nie ma, a obóz wodnych jest coraz dalej. Chwilę rozważałam, czy powinnam zawrócić, ale — nie. A czemu? A bo nie! Niech ci wojownicy zobaczą, że powinni mi pozwalać, bo inaczej i tak zrobię to, co będę chciała. A właśnie, właśnie! Już raz tak było, że mama mi na coś nie pozwalała! I kazała mi zjeść rybę, za karę. To przecież ona powinna mieć karę, że mi nie pozwoliła, bo ja przecież nic nie zrobiłam! Mam nogi, to sobie chodzę! No, ale przypomniałam sobie o rosach, tak więc rozglądnęłam się zdezorientowana i z ulgą dostrzegłam stworzenie, które płynęło pod wodą. Pobiegłam szybko za nim, pilnując, by nie poślizgnąć się na lekko rozmokłym podłożu. Było także gorąco, bardzo gorąco, uwierzcie mi, naprawdę! Zaczęłam mocno sapać i zwolniłam kroku, jednak rosa nie chciała być wyrozumiała i nie dała mi chwili wytchnienia! Przyspieszyłam więc znowu, ale potem wpadłam na superowy pomysł! Z głośnym pluskiem wpadłam do wody i, bijąc zaciekle łapkami, popłynęłam za przyjaciółką, która nadal nie chciała mi się pokazać! Nie jest wychowana, mama by nie była zadowolona.
Niestety, rosa zniknęła. Albo znikła. Właśnie, właśnie — znikła czy zniknęła, nie? Tak czy nie? Myślę, że zniknęła, ale w sumie znikła tak śmiesznie brzmi! Zaczęłam jej szukać, bo zrobiło mi się przykro, że tak bez słowa sobie poszła. Co z niej za przyjaciółka! Po dłuższej jednak chwili łapy zaczęły mnie boleć, tak więc wyszłam na brzeg i — nie uwierzycie! — nigdzie nie widziałam mojego obozu! Natomiast dopłynęłam do bardzo ciekawej miejscówki, naprawdę! Widziałam bardzo fajną stajnię, a za nią sad. Lubię drzewa! O tak! Szczególnie, jak mają owoce! Kocham owoce! Ale najbardziej, to lubię różowy. Ale to już wiecie. Ależ ja się powtarzam, no niebywałe, niebywałe! Kocham to słowo. Och, kocham cały świat!
I śmiejąc się wesoło, zaczęłam się obracać w kółko w niebywale szybkim tempie, aż dostałam czkawki! Na wpół padnięta z bojowym okrzykiem zanurkowałam w trawę, wesoło się tarzając. Dopiero potem się opamiętałam — bo tak robią wychowane panienki — i zobaczyłam, że wcale sama nie jestem.
Znad trawy spoglądał na mnie, kochany, puszysty szczeniak (KOCHAM puszyste dzidziusie!!!) i wlepił we mnie niesforny wzrok.
— Zastanawiam się właśnie, czy mam zawołać wojowników — odparł piesek, a ja ledwo, naprawdę ledwo powstrzymałam się, by nie wybuchnąć śmiechem! Jest przezabawny.
— Jesteś zabawny — odparłam, chcąc być szczerą, miłą i błyskotliwą psią osóbką.
— Wiem, bo jestem zajebisty — rzucił tamten, na wpół obrażony, a na wpół dumny z siebie. Śmiesznie seplenił! Nie wiedziałam, co oznacza to całe „bycie zajebistym”, ale było och, och, naprawdę, superowe!
<Pszczółku?>
[740 słów: Rosa otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]