Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Dmuchawcowy Lot•. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą •Dmuchawcowy Lot•. Pokaż wszystkie posty

15 czerwca 2021

Od Dmuchawcowego Lotu do Burzowej Łapy — „Wyjście z jaskini” [przygoda#20]

Wiatr zawiał mocniej. Nadal był niesamowicie ciepły i przyjemnie owiewał pysk, ale… No właśnie! Nie parzył, nie był uciążliwy czy duszący. W powietrzu czuć było zbliżającą się Porę Opadających Liści, przynoszącą upragnione wytchnienie, a także ogrom pracy związany z przygotowaniami do mrozów i połaci srebrzystego śniegu. Kolejna epidemia zielonego kaszlu, kolejne odchodzące w niepamięć istnienia. Zupełnie jak On. Dzisiaj nikt o Nim nie pamięta. Żaden z psów nie wspomni, każdy żyje swoim życiem i codziennymi sprawami. Może i ja tak powinnam? Pewnie byłby wtedy szczęśliwszy, gdybym i ja osiągnęła stan duchowego spokoju, jednak osiągnąć go mogłam jedynie przez realizację Planu. Zza stogu siana wyszedł Brązowa Blizna – z szacunkiem skinęłam głową i podeszłam w jego stronę.
— Witaj, Dmuchawcowy Locie! — Utkwił swoje spojrzenie na mnie i zaczął machać ogonem we wszystkie strony.
Lubiłam go. Był energiczny, rzeczowy i pokorny, zastępca niemalże idealny. Dlaczegóż niemalże? Był zbyt miękki, uczuciowy. Każdemu dawał szansę na poprawę, sam przepraszał za wszystkie odbiegające od norm grzeczności słowa, które w momentach skrajnej irytacji wypadały z jego pyska. Objęłam go wzrokiem. Nie byłby dobrym partnerem do naszej akcji.
— Brązowa Blizno — odpowiedziałam. — Mam nadzieję, że dobrze mija Ci poranek. Mogłabym w czymś pomóc?
Szczerze mówiąc, zapytałam tylko z wcześniej wspomnianej grzeczności i… To był błąd.
— W zasadzie mogłabyś. Pamiętasz tę niedawno odkrytą jaskinię? Trzeba sprawdzić, dokąd prowadzi. To dosyć niebezpieczne, więc zrozumiem, jeśli odmówisz. — W jego oczach zalśnił jakby błysk wyzwania.
W naszą stronę zmierzał Burzowa Łapa. Przeklęłam w duchu jego wyczucie czasu; nie dlatego, że się bałam, ale nie miałam zwyczajnie czasu do marnowania. Trzeba było działać tu i teraz, tak drobne sprawy, jak wyprawa mogły zaczekać, ale nie mogłam odmówić przy moim uczniu.
— Pójdę.
— Gdzie? Ja z tobą! Pójdziemy razem, prawda, Dmuchawcowy Locie? — zagadał znany nam aktor, podpuszczając mnie. W duchu nie mogłam przypomnieć sobie, dlaczego zgodziłam się uczyć młode pokolenie.
— Idziemy, Burzowa Łapo. Mam nadzieję, że jadłeś już śniadanie — powiedziałam i truchtem wybiegłam ze stajni, obierając kurs na nieznaną nam jaskinię. 
Mogliśmy spodziewać się tam wszystkiego, szczególnie podczas Pory Zielonych Liści; nawet szare miasto tętniło życiem, a Dwunożni dużo częściej wylegali na ulice i plażę. Biegliśmy po rozległej polanie zupełnie sami, jakby wszyscy schronili się w obozach przed ciepłem płynącym z nieba. Naszą sierść rozwiewał wiatr, a z każdego ruchu młodszego biło podekscytowanie pierwszą ważną misją. Prychnęłam z uśmiechem na myśl o tym, jak wspaniałym i przebiegłym wojownikiem się stanie. Miał zdolności manipulatorskie i agresywne zapędy, byłby świetnym partnerem do planu.
Z gonitwy myśli wyrwał mnie jednak widok naszego celu podróży. Na szarych, nagrzanych skałach tańczyły promienie słońca, mieniąc się tęczowymi paletami barw. Skinęłam łbem na ucznia i weszłam pierwsza do środka. W powietrzu czuć było wilgoć, a od wnętrza biło przyjemnym chłodem; delikatnie stawiałam kolejne kroki, uważnie strzygąc uszami, w każdej chwili gotowa do ataku. Z początku wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku, dopóki nie zauważyliśmy zachodzących nas z każdej strony pająków. Burzowy już z nimi walczył, o ile można było nazwać to walką. Oboje zaczęliśmy strzepywać z sierści sześcionogie stworzenia, a bardziej oporne osobniki przygniataliśmy łapami do ziemi — gdy udało nam się wyskoczyć z największego skupiska pajęczaków, rzuciliśmy się pędem dalszą drogą w głąb ciemności. Biegliśmy bez wytchnienia przez chłodne korytarze, aż dojrzeliśmy słońce. Po chwili wypadliśmy na trawę i leżeliśmy tak, kilka chwil dysząc; w nos uderzyła mnie woń słonej wody. Byliśmy przy porcie!
— Burzowa Łapo, musimy wrócić na swoje tereny, nie chcemy spotkać na swojej drodze patrolu klanu Flumine, prawda? — wymamrotałam.
Uczeń kiwnął głową i machinalnie ukierunkował nas na najszybszą drogę do domu przez port i plażę. Ścigając się, kto pierwszy dotrze do rodzimej stodoły, ledwo wyhamowaliśmy przed wejściem do niej. Patrząc sobie w oczy, wybuchliśmy śmiechem, a nasze klatki piersiowe unosiły się gwałtownie, czerpiąc każdy oddech, jakby był ostatnim. Od śmierci Migoczącego Światła po raz pierwszy bawiłam się tak dobrze i zapominałam o troskach. Obiecałam sobie spędzać trochę więcej czasu, z tym pozornie zimnym psem. Trąciłam go nosem i weszłam do obozu, kierując się do legowiska Brązowej Blizny. Na początku próbował zasypać mnie masą pytań, czy na pewno nie potrzebuję oględzin medyka, ale udało mi się go uspokoić. Opowiedziałam mu o drugim końcu jaskini i tym, co się w niej czai. To była chyba moja ostatnia wizyta w tej zatęchłej dziurze.
<Burzowa Łapo?>
[700 słów: Dmuchawcowy Lot otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia + 10 za przygodę]

13 czerwca 2021

Od Dmuchawcowego Lotu CD Krzemiennego Pazura

Spojrzałam w oczy Krzemiennej Łapy: była w nich zaciętość, wola walki, a wręcz rzucane wyzwanie. Może nawet krztyna bólu? Czyżby był zazdrosny o rangę wojownika? Sam był jeszcze uczniem, jednak nie przez mniejsze umiejętności bitewne czy taktyczne, jedynie dzięki wcześniejszym powikłaniom z mentorem. Żal ściskał mi serce pomimo pogodnego ducha tego wieczoru, gdy każdy ruch młodego był przepełniony iskrami złości. Nie był w stanie podjąć radosnych okrzyków, obrzędów czy ciepłego tonu reszty klanu. Podeszłam do niego od tyłu i bez słów usiadłam obok. Nie czułam potrzeby wypowiadania słów, mój temperament przygasł i siedzieliśmy tak dobre chwile, wpatrując się w pobratymców i Migoczące Światło. Po dłuższym czasie słońce zaniknęło za horyzontem, a Ventus zaczął się rozchodzić, każdy do swojego legowiska.
— Chyba będziemy już się zbierać? — zagadnęłam.
— Tak, jasne — odparł, a gdy zwrócił się w moją stronę, wszystkie negatywne emocje jakby wyparowały. — Do jutra, Dmuchawcowy Locie.
— Śpij dobrze. — Machnęłam ogonem i powłóczyłam nogami w stronę Migotka pełniącego wartę. Młody wojownik szukał dobrego miejsca na czuwanie, a może po prostu nie mógł znaleźć sobie dobrego miejsca?
— Powodzenia, Migoczące Światło! Oby Klan Gwiazdy oświecał Ci wojownicze ścieżki swym światłem! 
*timeskip*
Słońce zaczynało grzać od samego świtu. Zbudził mnie zaduch wyczuwalny w powietrzu przez całą Porę Zielonych Liści i suchość w pysku. Rozgrzane gorącymi promieniami łapy wręcz wołały o rozruch czy małą przebieżkę. Po cichu wstałam i wyszłam na polanę. Cały obóz był niemalże uśpiony, jakby jeszcze nieświadomy rozpoczęcia nowego dnia i nowej przygody. Podbiegłam do wyjścia, lecz zatrzymał mnie znany głos:
— Dmuchawcowy Locie, zaczekaj!
Podbiegł do mnie Krzemienny Pazur. Jedno spojrzenie na jego pysk przypomniało mi rysy bliskiego przyjaciela, którego przyszło nam pożegnać jakiś czas temu. Nawet tamtego dnia trudno było mi powiedzieć, co tak naprawdę czułam — nie pogodziłam i nie chciałam się pogodzić ze śmiercią Migotka. Być może trzymało mnie to w miejscu, jednak nie wyobrażałam sobie dnia bez myśli o nim. Przez dłuższy czas kierowałam swój gniew na bezmyślne zachowanie Jaśniejącej Łapy, jednak nie mogłam długo żyć z takimi emocjami. Gdzieś w głębi serca chowałam jednak urazę i chęć zemsty. Gdy docierałam do tej części siebie, zawsze zaczynałam bać się samej siebie. Czy zmieniłam się aż tak bardzo? Zacieśniłam jednak swoje relacje z Krzemykiem; był dla mnie najlepszym przyjacielem, oraz niezwykłym wsparciem. Tamtego dnia wpadł mi do głowy jednak bardzo zły pomysł: jednakowo okrutny, jak i idealny dla mojego najbliższego. Jego zdolności do manipulacji były niezwykłe, nasze stosunki bliskie, a mimo wszystko wahałam się, czy przystanie na mój plan.
— Krzemienny Pazurze — rzekłam, nie patrząc za siebie, jednak czując, że wojownik staje obok mnie — zniszczmy Jaśniejącą Łapę.
<Krzemyk? Powstaję z martwych! Naszych historii ciąg dalszy.>
[424 słowa: Dmuchawcowy Lot otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

23 lutego 2021

Od Dmuchawcowego Lotu CD Migoczącej Łapy (do Krzemiennej Łapy)

Słowa Migoczącej Łapy nieco wbiły mnie w ziemię. Z jednej strony chciałam pobiec za nim, włożyć nos w jego futro w geście pocieszenia i powiedzieć kilka słów, jednak… Z drugiej strony jego prośba odnosiła się do zostawienia go w spokoju. Może jednak powiedział to specjalnie, aby za nim pójść? Westchnęłam głęboko, wciągając w nozdrza rześkie powietrze. Czy kontakty i relacje pomiędzy psami zawsze muszą być takie skomplikowane? Wystałam, otrzepałam się z piachu i powłóczyłam łapami w stronę obozu — najwyżej odwiedzę go wieczorem, powinnam dać mu czas dla siebie. Kłębiące się w mojej głowie myśli nie dawały mi spokoju, zaś ciało jakby powoli opadało z sił. Z daleka poczułam zapach koni, bardzo charakterystyczny dla tych zwierząt. Chcąc zaczerpnąć duży oddech, w połowie poczułam, jakby coś ścisnęło mi płuca. Kaszlnęłam kilka razy i zatrzymałam się. Zachichotałam pod nosem, pewnie brzmiałam gorzej od śmierdzących potworów Dwunożnych; po chwili jednak mina mi zrzedła. Uświadomiłam sobie, co tak naprawdę oznacza ten przeuroczy akcent — prawdopodobnie zachorowałam. Nieco spochmurniałam, jednak szybko przegoniłam złe myśli. Czas wziąć się do roboty, zebrać więcej ziół, wyleczyć siebie i resztę klanu. Szczęśliwie przed obozem spotkałam znajomy pysk, więc zawołałam:
— Krzemienna Łapo, chodź tutaj! — mój głos nadal niósł się z wesołym pogłosem. Miałam nadzieję, iż uczeń nie zauważy w nim moich ostatnich zmartwień, ani osłabienia organizmu.
— Tak, Dmuchawcowy Locie? — mruknął z lekką irytacją w głosie.
— Wiem, że pewnie masz sporo obowiązków jako uczeń, jednak może — przerwałam na solidne odkaszlnięcie i krótką konwersację w myślach z samą sobą apropos tego, jak brzmię — wybrałbyś się ze mną po zioła? Klan ich teraz bardzo potrzebuje, a my-
— Mamy obowiązek o niego dbać — wszedł mi w słowo, niby czytając w myślach.
Zawiesiłam na nim przez chwilę wzrok. Po oczach było widać, iż jest to pies bardzo inteligentny, przewyższający sprytem swoich równolatków. Słyszałam o Krzemyku kilka plotek, między innymi o niezwykłym darze manipulacji i wielkim potencjale. Szybko doszłam do wniosku, że niezmiernie się cieszę, iż nie przyszło mi z nim walczyć, lecz jesteśmy pobratymcami. Odetchnęłam z ulgą; dobrze jest mieć tak silnych przyszłych wojowników klanu.
— Słyszałam, że nie lubisz biegać, więc możemy przejść się na spacer. — Uśmiechnęłam się lekko i rozprostowałam wszystkie łapy po kolei. — Po drodze na pewno coś znajdziemy, a przy okazji chciałabym cię podpytać o kilka rzeczy. To jak, skusisz się? Chyba że wolisz zostać w obozie i czekać aż Srebrny Zbok każe ci pomóc starszym z kleszczami lub ich posłaniami, wtedy nie zatrzymuję.
Rzuciłam mu rozbawione spojrzenie i czekałam na odpowiedź.
<Krzemyku, wybierzesz się z prawdopodobną przyszłą kochanką, czy wolisz misje Srebrnego? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
[408 słów: Dmuchawcowy Lot otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

20 lutego 2021

Od Dmuchawcowego Lotu CD Migoczącej Łapy

Widząc, jak uczeń pędzi za mną z nieco rozkojarzoną miną, rozwinęłam pełną prędkość. Postanowiłam oddalić od siebie wszystkie przyziemne sprawy i na nowo uczynić swoje życie żartem, a moje łapy lekko muskały ziemię. Oczy skupione na zbliżającym się celu zabłyszczały krótko, aż nie nadszedł czas stanowczego hamowania; niespodziewanie obok mnie pojawiła się kula sierści, która co prawda niemalże stratowała mnie w tym pędzie, ale skończyła z pęczkiem ziół w pysku. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy do głowy wpadł mi kolejny wspaniałomyślny pomysł, jednak pożałowałam uczniaka. Migotek od pewnego czasu nie był stuprocentowym Migotkiem. Wyruszył ze mną poza obóz, jednak radość nie była szczera — kto jak kto, ale ja potrafiłam poznać się na tym za każdym razem. Chciałam jakoś zagaić rozmowę, jednak biłam się z myślami. Czy powinnam wtrącać się w nie swoje sprawy? Właściwie młody znał mnie jedynie z widzenia, kojarzył mnie jako wojowniczkę Ventusa, jednak nie mieliśmy okazji poszerzyć naszej relacji poza zwyczajowymi „wybierzesz się na patrol, mentor cię woła, ktoś zabiera cię na polowanie, pomóż starszym, zobacz co z chorymi”. Nieco martwił mnie obecny stan rzeczy, nie dość nam było choroby, to jeszcze uczeń. Szykowałam się do zadania pytania, które być może było zbytnim spoufaleniem się w stosunku do tej kupki sierści, jednak coś kazało mi to powiedzieć. Czyżby Gwiezdni coś szykowali?
— Migocząca Łapo, ja… Muszę o to zapytać. Nie będę ukrywać, że tego nie zauważyłam, a moim zdaniem każdy zasługuje na szczerość i wsparcie. Nie musisz mi nic mówić, możesz zbyć to milczeniem, ale jeśli coś się dzieje, możesz mi o tym powiedzieć i zostanie to pomiędzy nami. — Usiadłam obok niego z przyjaźnie nastawionymi uszami i machnęłam ogonem. — Może nie udzielę wykwintnej rady, która rozwiąże wszystkie twoje problemy, ale zawsze możemy to przedyskutować, co dwie głowy to nie jedna… Nie możesz się tak ciągle zamartwiać, bo niedługo, zamiast dostojnie wyglądać na ceremonii przyjęcia wojowniczego imienia, całkowicie wyłysiejesz…
Na mój pysk wszedł zachęcający uśmiech, spojrzałam uczniakowi prosto w oczy i dodałam:
— To jak?
<Migotku? :3>
[325 słów: Dmuchawcowy Lot otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

18 lutego 2021

Od Dmuchawcowego Lotu do Migoczącej Łapy

Otworzyłam delikatnie oczy, próbując przyzwyczaić je do mocnych promieni słońca. Pora Nowych Liści nastała zarówno w mieście, jak i na jego obrzeżach, wypełniając serca wszystkich psów iskierką nadziei — mimo ożycia przyrody, które zawsze było dla nas czymś niezwykłym czasy choroby, które zapukały do naszych klanów, przygniotły nawet taką suczkę jak ja. Ventus miał coraz więcej chorych pysków do leczenia, a brakowało łap do zbierania leczniczych ziół, dzięki którym wirus przestawał niszczyć ich organizmy. Wtopiłam wzrok we wschód słońca oblewający nasz obóz; nastawiłam radośnie uszy, wsłuchując się w najdrobniejsze dźwięki z wszelkich legowisk — tam ktoś przekręcił się na drugi bok, tu ktoś ziewnął, a jeszcze gdzie indziej zakaszlał… Uszy nieco mi oklapły na tę myśl, jednak po chwili na pysku zagościł szyderczy uśmiech. Jako wojowniczka nie chciałam bezczynnie siedzieć i patrzeć, jak umierają moi pobratymcy, więc od razu postanowiłam wykorzystać swój pomysł. Cichaczem przemknęłam do legowiska uczniów i chwilę po wpatrywałam się w urocze, niewinnie śpiące kulki sierści. Przeleciałam wzrokiem całą grupkę, aż losowanie wybrało szczęśliwca o jasnej barwie. Zawadiacko trzepnęłam młodziaka po uszach i kiedy otworzył oczy, już miałam krzyknąć, jednak współczująco popatrzyłam na resztę śpiochów, potrząsnęłam głową i chyląc się do ucznia, szepnęłam:
— Wstawaj, Migocząca Łapo, idziemy na wycieczkę! — Energiczny ton i kilka machnięć ogonem obudziły go do końca i postawiły na nogi. — Zioła same się nie zbiorą, chodź.
Właśnie o to mi chodziło, ruszył za mną bez pytań, szykowała się niezła przygoda, zadanie specjalne, ratunek dla klanu! Dwaj młodzi bohaterowie uratowali klan przed zagładą! Już czułam ten wzrok na nas podczas zebrania klanów, słyszałam szepty, okrzyki zachwytu, ale… Chwila, najpierw trzeba bohatersko wykonać to zadanie. Wyprowadziłam delikwenta poza obręb śpiących psów i na drodze do miasta skinęłam krótko, spoglądając w jego oczy. Były niezwykłe, wręcz nie dało się oderwać od nich oczu.
— Migocząca Łapo, pomożesz mi? Musimy zebrać zioła dla chorych, nie pozwolimy chyba na rozprzestrzenienie choroby? — powiedziałam odważnie i spojrzałam na mojego towarzysza, czekając na odpowiedź.
<Migotku? Wybacz, że tak krótko, odwdzięczę się następnym razem <3>
[319 słów: Dmuchawcowy Lot otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]