Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niesforny Kosmyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niesforny Kosmyk. Pokaż wszystkie posty

1 marca 2022

Od Niesfornego Kosmyka — Event Walentynkowy

Kochał go najbardziej na świecie i nie podlegało to najmniejszej wątpliwości. Kochał go i każdego dnia robił wszystko, aby o nim nie zapomnieć. I chociaż księżyce mijały, jego wizerunek wciąż wyraźnie widniał w jego świadomości. Bardzo o to dbał i równie mocno modlił się do niego, aby nie dał mu o sobie zapomnieć. Tu warto wspomnieć, że Niesforny Kosmyk był niezwykle wierzącym wojownikiem Wodnych. Jednak wracając do jego ukochanego… Dokładnie pamiętał jego zapach, a przynajmniej wydawało mu się, że pamięta. Tęsknił za jego dotykiem, chociaż wiedział, że to niemożliwe, aby kiedykolwiek znów móc go poczuć. Był pewien, że jest martwy. Wierzył, że gdyby nie był, odnaleźliby się już dawno. Nie wiedział, że się mylił.
I kiedy stanął przed nim twarzą w twarz, nie wierzył, że to nie sen. Ten wizerunek, którego pragnął nie zapomnieć. Ten zapach, który trafił do jego nozdrzy ze zdwojoną siłą. Ten dotyk, który był w zasięgu kilku susów zająca. Ale on tylko stał i patrzył oniemiały.
Kochał go. Kochał go najbardziej na świecie. Ale czy to oznaczało, że także był kochany? Jeśli tak, to dlaczego o niczym nie wiedział? Dlaczego się nie spotkali wcześniej? Dlaczego to przypadek zadecydował o tym, aby ich drogi znów się skrzyżowały? 
Nie wiedział.
Nie rozumiał.
Jeszcze to do niego nie docierało.

[210 słów: Niesforny Kosmyk otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia + 2 Punkty Doświadczenia za event]


26 stycznia 2022

Od Niesfornego Kosmyka do Cichociemnego

Ich związek nie był czymś prostym i oczywistym, jak to można spodziewać się było po burzliwych początkach bliższej znajomości obecnych już partnerów. Miodowa Szarańcza bardzo długo nie potrafił zaakceptować swojego zainteresowania samcami, wypierając się przed nim mimo oczywistego pociągu do Niesfornego Kosmyka, o którym mimowolnie dowiadywał się cały klan. Na przykład wtedy, kiedy zagapiał się w trakcie wspólnych patroli i działy się zabawne rzeczy. Najistotniejsze było to, że wszystko ułożyło się na ich korzyść, a przynajmniej tak im się wydawało, bowiem los miał wobec nich inne plany i tak naprawdę wcale nie byli sobie przeznaczeni. Jednak skąd mogli to wiedzieć?
Potem okazało się, że ich życia także nie były czymś prostym i oczywistym. Życie całego klanu stanęło na głowie, kiedy ich liderka, Nakrapiana Gwiazda, została brutalnie zamordowana przez chorą fanatyczkę. Niesforny Kosmyk przeżył już w życiu jedną wojnę, podczas której stracił ukochanego. Teraz, kiedy nastała wojna domowa, znów zaczął się obawiać. Starał się jednak zachowywać spokój, działając wewnątrz Wodnych na ich rzecz. Wiedział, że prędzej czy później uda im się wrócić na właściwy tor, dlatego robił wszystko, aby zadbać o dobro swoich braci i sióstr.
Kosmyk był swego rodzaju przekaźnikiem. Jego znikanie z klanu na kilka godzin nie było niczym dziwnym ani nienaturalnym. Wodna rodzina przyzwyczajona była do tego, że samiec potrzebuje czasu dla siebie. Każdego rana odbywał spacery nad morze, często zdarzały się również jego wieczorne zniknięcia, o ile nie nachodziły na obowiązki samca. Niesforny nigdy nie zaniedbywał swoich obowiązków, nawet jeśli były nadawane przez mordercę i niewłaściwego, samozwańczego lidera. Kosmyk wiedział, że w tym przypadku należy czekać na znak od Gwiezdnych. Wierzył, że mieli plan i dadzą znać, jak tylko trzeba będzie wkroczyć do akcji i zakończyć tyranię samicy. Z powodu jego spokoju i neutralnego nastawienia, część psów nie było pewne, po której stronie stoi samiec, chociaż wcześniej cieszył się dużym zaufaniem klanowiczów. Ale on pozostawał pomocny całej swojej rodzinie, niezależnie od obranej przez nich strony. Wiedział, że po prostu się pogubili. Każdy kiedyś pogubił się w życiu.
Najbardziej na duchu podtrzymywał go Podgrzybkowa Sierść. Swoim optymizmem i równie silną wiarą dawał mu przekonanie, że jego działania są prawidłowe i podąża w dobrą stronę. Witali się każdego dnia. Standardowo Kosmyk pytał, czy miał może jakiś sen, lecz dzień w dzień medyk powtarzał, że jeszcze nie. Oboje wiedzieli, o czym jest ta rozmowa, natomiast przypadkowi słuchacze uznawali ją za niezobowiązującą pogawędkę porównywalną do tych o pogodzie. Starzy przyjaciele zresztą przechodzili później do takowych.
Miodowa Szarańcza również miał miejsce w typowej rutynie naszego bohatera. Wpierw obruszył się bardzo słysząc, że Kosmyk chce wspomóc działania Klematisowego Korzenia, jednak po długiej dyskusji udało się go przekonać, by obrał tę stronę razem z nim. Miodowy czasem krył samca wspominając właśnie jego wyprawy jako chwila samotni, bez której Kosmyk nie mógłby funkcjonować. Nikt nie podważał słów jego partnera, szczególnie, że potwierdzane były przez jego rodzeństwo. Wieczorem układali się przy sobie i rozmawiali, czując wzajemne ciepło i obecność, której oboje w tych czasach potrzebowali. Niesforny zwierzał się mu czasem ze swoich obaw, lecz młody wojownik nie traktował ich do końca poważnie, bardziej interesując się tematem byłego, martwego partnera swojej miłości. Niekiedy długowłosy zastanawiał się, czy aby jego wybranek nie jest zazdrosny, ale nie chciał rozgrzebywać tematu. Wystarczająco dużo mieli problemów, aby przejmować się błahostkami dnia codziennego i wprowadzać ciężką atmosferę kłótni. Już raz wojownik popełnił ten błąd, na zawsze tracąc Cichego Cienia. Przynajmniej tak myślał.
Któregoś dnia, jak zwykle wstając skoro świt, zebrał się do porannej przechadzki. Zwyczajowo udawał się nad morze, tego dnia wiedział jednak, że nie będzie późniejszej okazji do zdania grupie z miasta raportu. Dlatego upewniwszy się, że nikt za nim nie podąża, zboczył z drogi, by zawiadomić prawowitego lidera o tym, co dzieje się na jego terenach. Większość o tej porze spała, jednak udało mu się bez większych problemów wybudzić Klematisowego Korzenia i zdać mu krótki raport. Rudy samiec podziękował mu za to i mogli się rozstać. Niesforny wiedział, że poszło mu na tyle sprawnie, że mógłby jeszcze spokojnie udać się nad ukochaną wodę, ale coś podpowiadało mu, aby tym razem zdecydował się przejść przez okolice dwunożnych.
I wtedy usłyszał szczenięcy krzyk, dochodzący z kontenera w jednym z zaułków. Nie zastanawiał się nawet przez moment, błyskawicznie pobiegł w tamtym kierunku, aby wybadać, co się dzieje.
— Wymyślniku, zrób coś! — usłyszał przerażony głosik.
Poza zapachem dwóch szczeniaków, docierała do niego woń szczura. To on zapewne był zagrożeniem. Drugi szczeniak zawarczał nieudolnie, ale gryzoń niewiele musiał sobie z tego robić, bo pierwszy rozpłakał się na dobre. Kosmyk szybko przeanalizował sytuację. W kontenerze była niewielka dziura, przez którą dzieciaki musiały dostać się do środka. Tak samo, jak i grożące im niebezpieczeństwo. Na szczęście pojemnik na śmieci otwarty był również od góry, dzięki czemu beżowy mógł bez problemu doskoczyć po stojących obok kartonach i znaleźć się w środku. Znalazł się tam dosłownie w ostatniej chwili, szczur zbliżał się już do śnieżnobiałej samicy i jasnobrązowego samczyka. Zwierzę było mniej więcej ich wielkości. Byli dziećmi, nie mieli zbyt dużych szans w tej walce, na pewno nie zaczęli jeszcze szkolenia. Kosmyk bez zastanowienia dopadł gryzonia, który widząc go spróbował się wycofać. Nie zdążył. Samiec zaciskał szczęki na karku zwierzęcia, wydobywającego z siebie ostatnie, agonalne piski. Dopiero potem odwrócił się do przerażonych dzieci. Suczka zaczynała wpadać w histerię, samczyk nastroszył się, powarkując na Niesfornego. Wyglądał co najmniej zabawnie usiłując być tym groźnym w tej sytuacji, aczkolwiek Kosmyk nie miał zamiaru się z niego śmiać. Cofnął się o te kilka kroków, na ile pozwalał mu kontener i położył się przed nimi, wyrównując w ten sposób różnicę w ich wzroście. Nie wyglądali, jakby odnieśli jakieś obrażenia, poza gdzieniegdzie wypaloną sierścią.
— Nie jesteście za młodzi, na samotne podróże? — zapytał swoim spokojnym, melodyjnym głosem.
— Nie jesteś za stary na zaczepianie nas? — odpyskowała albinoska.
Brat trącił ją szybko, jakby niemo prosząc, aby przestała. Kosmyk roześmiał się tylko.
— Może i jestem. — Odparł spokojnie. — Wydawało mi się, że potrzebujecie pomocy.
— Potrzebujemy — teraz to samiec zabrał głos. — Zgubiliśmy się i jakiś gang chce nas dopaść — powiedział po chwili zastanowienia, jakby kalkulując, czy na pewno powinien mówić to obcemu samcowi. Aura Kosmyka działała jednak uspokajająco, bo nawet śnieżna przestała chlipać i wpatrywała się w nieznajomego nieco mniej wrogo, niż przed chwilą. Niesforny wzbudzał zaufanie.
— Dokąd chcecie trafić? — zadał następne pytanie.
— Do Bezgwiezdnych. Jazgot na pewno się martwi…
— Daleko zaszliście, aż z Bezgwiezdnych — przyznał. — Na szczęście wiem, którędy powinniśmy przejść. W drogę. Wasz tato musi odchodzić od zmysłów — podniósł się, szykując do skoku.
— To nie jest nasz tato — syknęła natychmiast biała, a w jej oczach stanęły łzy.
Kosmyk wyskoczył już z kontenera, szczenięta więc przeszły przez otwór. Suczka była wyraźnie naburmuszona.
— Przygarnął nas — pospieszył z wyjaśnieniami jej brat.
Przez pysk Niesfornego przewinęło się współczucie. Tacy młodzi, a tak skrzywdzeni.
— Musi być bardzo dobrą osobą. Nie każdego stać na taki gest — mówił Kosmyk, prowadząc.
— Wielkie mi halo. Zlitować się nad bandą podrzutków — syknęła sunia.
Po jej tonie wojownik słyszał jednak, że wcale tak nie myśli.
— Może i nie jest waszym tatą, ale skoro troszczy się o was i dba, ma z tym słowem znacznie więcej wspólnego, niż mogłoby wam się wydawać.
Albinoska odwróciła głowę.
— Skoro już spędzimy razem tę drogę, może moglibyśmy nie być sobie nieznajomymi. Nazywam się Niesforny Kosmyk, jestem z klanu Wodnych — przedstawił się.
— Miło nam pana poznać, jestem Wymyślnik, a to moja siostra Śnieżynka.
— Bardzo ładne imiona dla młodych, przyszłych wojowników — uśmiechnął się.
— Jest okropne — skonfrontowała go natychmiast suka.
— A jakie byś chciała? — zapytał.
Śnieżynka wydawała się być zaskoczona takim obrotem spraw.
— Nie wiem — burknęła pod nosem i nie wdawała się dłużej w dyskusję.
Większość drogi Niesforny rozmawiał z Wymyślnikiem, co jakiś czas starając się podjąć jakiś temat również ze Śnieżynką, która jednak skora do rozmowy nie była. Dopiero pod granicami przestała się dąsać.
— Dalej już wiemy, jak iść — ucieszył się brat.
— Nie wątpię, ale na wszelki wypadek przejdę z wami — oznajmił beżowy.
Nie chciał, aby zaatakował je jakiś lis czy coś podobnego. Wiedział, że nie powinno się przekraczać granic klanów, ale przecież nie robił tego w złych celach. Chciał jedynie upewnić się, że dzieci dotrą bezpiecznie do domu. Ledwo co przeszedł na ich terytoria, kiedy na horyzoncie pojawił się patrol.
— Stój! — wykrzyknął szybko jeden z psów. — Odsuń się od szczeniąt natychmiast! — dorzucił, gdy w błyskawicznym tempie, razem z pozostałą dwójką wojowników, przybliżył się do Kosmyka.
Samiec posłusznie wykonał polecenie.
— Znalazłem je w mieście, nie mogły trafić do domu, więc je odprowadziłem — odparł spokojnie.
— Powtórzysz to zastępcy. — Powiedział tylko, nie ufając beżowemu. — Nie stawiaj się, mamy przewagę liczebną.
Kosmyk i tak nie miał zamiaru sprawiać problemów. Skinął tylko głową. Młodziaki zdawały się być zbyt zestresowane, aby zabrać głos w tej sprawie, ale nie winił je za to. Wierzył, że sprawa wyjaśni się, gdy tylko porozmawia z Jazgotem.
Co ciekawe, albinoska jako pierwsza wyrwała do swojego opiekuna i przylgnęła do niego mocno. Samiec wyglądał, jakby kamień spadł mu z serca. Musiał naprawdę się martwić. Kosmyk wyczekał cierpliwie, aż skończą się widać. Dopiero wtedy zastępca odchrząknął.
— Chcę usłyszeć wersję szczeniąt, potem twoją. — Odparł.
— W porządku. — Rzekł spokojnie Kosmyk.
Zastępca wysłał trójkę wojowników, aby dokończyli patrol, posyłając naszemu bohaterowi innego, by go pilnował w czasie rozmowy z dziećmi. Kiedy tamten wszedł do pomieszczenia, beżowowłosy zamarł. W pierwszej chwili nie dowierzał. Wydawało mu się, że śni. Wizerunek jednak był zbyt wyraźny. Znacznie wyraźniejszy, niż ten, który przypominał sobie każdego dnia. Jego pysk otworzył się, ale nie był w stanie nic powiedzieć. Patrzyli na siebie, oboje zszokowani, aż wreszcie Niesforny odzyskał głos.
— Cichy? Cichy Cień? Czy to ty? — wydusił tylko.

<Cichociemny, my beloved?>
[1567 słów: Niesforny Kosmyk otrzymuje 15 Punktów Doświadczenia]


30 września 2021

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Utracenie"

 Szukał go, ale na próżno. Nie mógł udać się na dawne tereny, przejęte przez niegodziwy, piąty klan. Nikt o zdrowych zmysłach nie udawałby się tam teraz. Dlatego powstrzymał się, chociaż pragnął dla niego godnego pochówku.
Nie znalazł jego ciała, ale nie robił sobie nadziei. Gdyby żył, na pewno by tu był. Skoro nawet jego ojciec, nie podołał przewadze liczebnej wroga, jak wątły, drobny, również przedwcześnie mianowany samiec miał sobie poradzić? Żal ściskał jego serce za każdym razem, kiedy o nim myślał. Któregoś razu pokłócili się przecież straszliwie.
Każdej nocy Niesforny modlił się licząc, że Cichy usłyszy jego słowa, gdziekolwiek trafił.

[5 PD]

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Gorzkie starcie"

,,Rozmawiaj ze mną”, prosił.
Jego ukochany odwrócił wzrok. Serce biło mu znacznie szybciej, niż kiedykolwiek. Czuł, że go traci. Że powoli umyka mu, a przecież tak bardzo tego nie chciał.
,,Daj mi spokój”, usłyszał odpowiedź Cichego.
,,Nie”, odpowiedział szybko, chwytając go.
W jego oczach widniało błaganie. Przecież jeszcze nie wszystko stracone. Przecież razem mogli to naprawić. Dlaczego samiec tego nie rozumiał?
,,Czy ja ci nie wystarczam?”, spytał drżącym głosem, tracąc wiarę w to, w co tak bardzo chciał wierzyć.
Głucha cisza była jednoznaczną odpowiedzią. Nie wierzył, że to się tak kończy. Nie rozumiał, dlaczego grunt osuwa mu się spod łap.

[5PD]

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Poczucie winy"

 Żałował słów, które wtedy wypowiedział. Przecież był bardziej opanowany. Nie rozumiał, dlaczego nagle nie potrafił ugryźć się w język, skoro w każdej innej sytuacji zdolność tą miał opanowaną do perfekcji. Nie mógł też nie unieść się dumą, chociaż nikt inny nie doświadczył nigdy z jego strony czegoś takiego.
Kiedy nastał ich koniec, zaczął żałować każdej kłótni, po której nie mógł zebrać się na głupią skruchę. Zaczął rozumieć, że wolał być tym, który zawsze przychodzi z przeprosinami, niż tym samotnym. Że dużo ważniejszym było móc odczuwać jego ciepło niż mieć rację w jakiejś błahostce.
Niestety zrozumiał to wszystko zwyczajnie za późno.

[5 PD]

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Szczeniacka miłość"

 Na początku rozmawiał z jego rodzeństwem. Co prawda nigdy nie był nieśmiały, ale w tym przypadku to było co innego. Kojarzył go z widzenia już od dawna, ale nigdy nie podszedł. To był jedyny pies, do którego nie był w stanie podejść “z byle powodu”. W jego głowie utrwaliło się przekonanie, że musiał wyczekać na odpowiedni moment.
Nie spodziewał się, że ten moment będzie zupełnie nieidealny. Zobaczył go smutnego i to wystarczyło, żeby zebrał się na odwagę i zrobił pierwszy krok. Nie rozumiał jeszcze, dlaczego tak trudno jest mu go poznawać. Nie znał wcześniej takich uczuć. Dopiero potem to zrozumiał.
 
[5 PD]

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Nauczka"

 Był zbyt uparty, aby odpuścić. Kochał go, owszem, ale wciąż był młody i głupi. Zagryzał język, aby jako pierwszy nie wyciągnąć łapy ku zgodzie i porozumieniu. A przecież zawsze był taki rozsądny i odpowiedzialny, zażegnywał wszystkie spory wokół niego. Jego własne rodzeństwo, które było przecież w tym samym wieku, przychodziło do niego po porady.
Ale przy nim nie było mowy o żadnej racjonalności. Niesforna Łapa stawał się inną osobą, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym znaczeniu. Drażnił go taki stan rzeczy, ale po prostu nie potrafił go zażegnać.
Kiedy wreszcie zrozumiał, że nie warto go tracić, było już za późno.

[5 PD]

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Nowy dzień, nowy ja"

 Bursztynowy Wzrok zawsze określał go jako niesamowitego ucznia. Był bowiem bardzo zdolny i szybko pochłaniał wiedzę przekazywaną mu przez mentora. Nabywanie nowych umiejętności nie stanowiło dla niego żadnego problemu. Starszy wojownik narzekał, że Niesforna Łapa nie może zostać mianowany prędzej, skoro według niego posiadał wszystkie potrzebne biegłości, aby być pełnoprawnym członkiem klanu.
Poniekąd wykrakał to, co się stało. Rozpętała się wielka wojna, a klan potrzebował wojowników. To właśnie dlatego w bardzo młodym wieku został pospiesznie mianowany Niesfornym Kosmykiem. Zaczynał rozumieć, czemu powinno się doczekać tych dwunastu księżyców, ale nie było już odwrotu.
Młody wojownik musiał mierzyć się z ciężarem wojny.

[5 PD]

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Małoletność"

 Nigdy nie był nieśmiały, nawet jako dzieciak. Lubił bawić się nie tylko ze swoim rodzeństwem, ale również innymi rówieśnikami. Często był inicjatorem takich spotkań. Kiedy coś szło nieumyślnie, powstawał jakiś spór, bez problemu znajdował jakieś rozwiązanie. Zazwyczaj satysfakcjonowało wszystkich.
Wtedy był bardziej porywczy i nie zastanawiał się tak długo nad słowami, które wypowiadał. Dalej jednak był tym rozważnym, odpowiedzialnym szczeniakiem, którym mogli chwalić się dumni rodzice. Bo mimo bycia wygadanym, wyrażał się w sposób uprzejmy, a rozumienie własnych błędów nie zajmowało mu wiele.
Najcieplej wspominał dzień, w którym poznał Cichoszka. Było to dziesiątki księżyców temu, ale nie wyparł tego wspomnienia.

[5 PD]

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Nauka na błędach"

 Sądził, że to tylko mała sprzeczka. Jedna z wielu zresztą. Kłócili się przecież o straszne pierdoły, chociaż wtedy zdawały się być one niezwykle ważne. Zbyt ważne, żeby odpuścić. Oboje byli w końcu uparci i z każdym kolejnym dramatem coraz ciężej im było wyciągać łapę na zgodę.
Myślał, że to jego kolej na przyjście i udowodnienie, że mu zależy. Był zbyt młody żeby wiedzieć, że czasem lepiej jest zwyczajnie odpuścić. Postępował przy nim inaczej, bardziej pochopnie.
Bardzo żałował, kiedy okazało się, że szala goryczy została przelana. Nie byli już dłużej razem. Nadeszły czarne dni, a po nich coś jeszcze gorszego. Wojna.

[5 PD]

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Siódme niebo"

 Cicha Łapa zgodził się, gdy Niesforna Łapa nieśmiało zapytał go o partnerstwo. Byli tylko dziećmi, ale wydawało się to być dla nich czymś poważnym od samego początku. Ich związek nie był długi, ale podczas jego trwania samiec był najszczęśliwszym psem na świecie, albo przynajmniej w klanie.
Najlepiej wspominał pierwszy raz, gdy niepewnie musnął go czule językiem po pysku. Był wtedy cały zestresowany, zupełnie jak nie on. Oboje zdawali się denerwować przy sobie odrobinę bardziej. Długowłosy był wręcz inną osobą. Bardziej porywczą. Mniej racjonalną. Ale czego to miłość nie potrafi zrobić?
Potem nastał czas kłótni, który zmienił ich życia na zawsze.

[5 PD]

Od Niesfornego Kosmyku — drabble ,,Senna mara"

 Śnił mu się często i zawsze ginął na jego oczach, chociaż w rzeczywistości widział go ostatni raz wtedy, kiedy oboje zostali przedwcześnie mianowani ze względu na wojnę.
Nigdy w tych snach nie potrafił go uratować, chociaż jego umysł dręczył go przeróżnymi scenariuszami.
W jednym z nich miał łapy jak z waty, kiedy wojownik quintusu napadał samca.
W innym widział, jak zostaje wrzucony do rzeki z ranami zbyt poważnymi, aby wygrać z jej nurtem. Znalazł się gdzieś na dnie i Kosmyk nie potrafił go już odnaleźć.
W kolejnym zjadł trujące jagody, kiedy oboje zostali schwytani przez wrogów i mieli być przesłuchiwani.

[Niesforny Kosmyk otrzymuje 5 PD]

16 września 2021

Od Niesfornego Kosmyku do Miodowej Szarańczy

Zbudził się skoro świt, od lat bowiem miał w zwyczaju budzić się jeszcze przed wschodem słońca, aby obserwować jego uroki. Każdy dzień zaczynał od krótkiego rozruszania kości nad brzegiem morza. Kochał widok wznoszącego się leniwie słońca. Zapierał dech w piersi i szerzył swój blask, przyprawiając Niesfornego o promienny uśmiech. W ciepłe dni decydował się na krótką kąpiel w słonej wodzie, wysychając w drodze do obozu. Jego liliowy zapach był wtedy odrobinę przyćmiony charakterystyczną wonią soli morskiej. Teraz jednak, o porze opadających liści, po krótkiej przebieżce wracał do obozu.
Jak zwykle zjawił się punktualnie. Zawsze był w stanie zdążyć na moment, w którym liderzy przydzielali wojowników do klanowych obowiązków na dany dzień. Trafił mu się poranny patrol z siostrą — Lawendową Sierścią oraz rudym rodzeństwem — Miodową Szarańczą i Borowikową Nóżką. Skinął im głową na przywitanie, po czym całą czwórką ruszyli na obchód granic klanu wodnych.
Młodsi wojownicy szli przodem, rozmawiając między sobą. Przyglądał się im i zastanawiał, kiedy z tych niewielkich, rudych kulek wyrośli na mężnych wojowników. Pamiętał przecież dzień, w którym przyszli na świat. Kosmyk radował się z każdym początkiem nowego życia, traktując je jako kolejny, maleńki cud na świecie. Przechodząc nieopodal żłobka, niejednokrotnie widział te szczenięta. Tak do siebie podobne, a jednocześnie zupełnie różne. Był od nich znacznie starszy. Gdyby był bardziej rudy, a jego orientacja seksualnie nie eliminowała kategorycznie możliwości posiadania szczeniąt, mógłby być nawet ich ojcem, a mimo to w pewnej chwili przeskoczył moment postrzegania ich jako dzieci. Każdego ucznia, nawet świeżo mianowanego, traktował bowiem jak osobę dorosłą. Jego uśmiech mimowolnie poszerzał się, kiedy widział ukradkowe spojrzenia jednego z braci, który odwracał wzrok za każdym razem, gdy starszy od niego wojownik go na tym przyłapał. Przypominało mu to piękne, szczenięce lata. Nieśmiałość Cichoszka, potem Cichej Łapy. Ich krótką, ale jakże namiętną relację, która mogła przerodzić się w coś pięknego. Niesforny nie zapomniał o nim. Po dziś dzień wracał myślami do słodkich wspomnień. Zdarzało mu się wyobrażać ukochanego, chociaż z biegiem księżyców wizja ta stawała się coraz mniej wyraźna. Niesforny nie chciał jej nigdy utracić mimo tego, że nie pozwalała mu pójść dalej.
Pamiętał też dzień, w którym zerwali. Jeden z trudniejszych momentów w życiu długowłosego wojownika. Był cały czas uczniem. Starał się nie płakać, ale nie potrafił. Uronił kilka łez, nie rozumiejąc, kiedy ich uczucie przestało być wystarczająco silne. Kiedy on przestał wystarczać. Zdawało mu się, że ciężej mu w życiu nie będzie. O, jakże się mylił! Nadchodząca wojna prędko zmieniła jego zdanie. Pamiętał dokładnie, jak oboje zostali mianowani na szybko, w popłochu, i wysłani na pole walki. To był ostatni raz, kiedy go widział. Zagryzał język, aby przypadkiem się do niego nie odezwać, aby nie dać się złamać i nie zacząć rozmowy jako pierwszy. I tak miał większe zmartwienia na głowie, ale jeszcze nie do końca docierało to do niego. Dotarło później, gdy dowiedział się o śmierci ojca, mentora i Cichego Cienia. Żadnego z tych ciał nie odnaleziono, ale był pewien, że leżało gdzieś tam, na dawnych terenach. Wieki temu pewnie się rozłożyło, ustępując miejsca nowemu życiu.
Niesforny Kosmyk dawno już pogodził się z wszystkimi przeciwnościami losu, które stanęły na jego drodze do szczęścia. Zawsze marzył o silnej, pewnej relacji. Miłości i cieple drugiej osoby. Łaknął bliskości, której od księżyców nie doznawał. Tak ciężko mu było zrobić krok naprzód, gdy wciąż spoglądał wstecz. Teraz kiedy wydawało mu się, że Miodowy posyła mu dokładnie takie, zawstydzone spojrzenia zaczynał zastanawiać się, dlaczego nie pozwalał sobie na odrobinę szczęścia? Wiedział, że nie był złą osobą. Wierzył, że także zasługuje na to, by czuć się kochanym. Nie przypuszczał, że młodzik będzie w stanie rozbudzić w nim uśpioną, romantyczną duszę. Sprawić, że znów zapragnie samca, któremu będzie mógł okazywać swoją troskę, z którym będzie mógł dzielić radości dnia codziennego, ale również jego smutki. Kogoś, z kim mógłby dzielić przemyślenia. Towarzystwa do długich, romantycznych spacerów i adresata kwiatów, którymi sam się zachwycał. Nie ukrywał przed samym sobą, kontakt fizyczny także miał dla niego znaczenie, a przyzwyczajenie do samotności wcale nie uśpiło tej zwyczajnej potrzeby. Ten patrol Niesforny poświęcił na rozpatrywanie, czy podejście do młodego wojownika na pewno będzie dobrym pomysłem. Doszedł do wniosku, że najgorszym, co może go spotkać, jest zwyczajna odmowa, na której świat się przecież nie skończy.
~***~
Udało mu się złapać go o porze dzielenia zapachami. Siedział sam, jakby przeznaczenie chciało, aby Kosmyk podszedł do niego i zaczepił. Wyglądał na zaskoczonego, kiedy starszy wojownik spokojnym krokiem zmniejszył dzielącą ich odległość.
— Mogę się przysiąść? — zapytał pogodnie.
Miodowy skinął powoli głową, jakby sam nie był pewien, czy chce jego obecności. Beżowy usiadł więc nieopodal, nie naruszając jednak granicy komfortu żadnego z nich. Sam nie przepadał, gdy ktoś spoza bliskiego grona pozwalał sobie na zbyt wiele.
— Rad jestem, że Gwiezdni pomogli przejść nam przez straszliwą suszę. — Zdecydował się zacząć od niezobowiązującej rozmowy.
Nie uszło jego uwadze, iż Szarańcza rozluźnił się nieznacznie, nawet ożywił na wzmiankę o wyznawanych przez nich przodkach.
— M-miłościwi przodkowie przeprowadzili nas przez nią ł-łagodnie — przytaknął, prostując się dumnie.
Wojownicy wymienili między sobą jeszcze kilka uprzejmości, zahaczając o temat pogody, pory opadających liści i większej niż kiedykolwiek ilości wnyków, w której wpadało coraz to więcej, nieostrożnych psów, jak chociażby Leszczynowa Łapa. Zmartwiło to Niesfornego, jednak Miodowy uspokoił go, mówiąc, że sam widział, jak uczeń udaje się do Podgrzybkowego. Kosmyk określił go mianem ,,niewielkiego medyka o wielkim sercu”, na co oboje się roześmiali. I dopiero słysząc ten śmiech, wiedział, że może spróbować poruszyć temat, dla którego liczył, że będą poza zasięgiem wścibskich uszu.
— Miodowa Szarańczo — odchrząknął, a jego pyszczek przybrał nieco poważniejszego wyrazu. — Co powiesz na spokojny spacer o zachodzie słońca? Wielka, nieznana woda przybiera wtedy barwy nieba. W morskiej tafli odbijają się wszystkie gwiazdy, nie sposób jest przegapić moment, gdy pierwsza z nich jaśnieje na granatowej połaci. Chciałbym cię poznać odrobinę… bliżej, jeżeli rozumiesz, co mam na myśli — mówił spokojnie, nie spiesząc się z wypowiadaniem słów, ceniąc ich wagę.
Źrenice młodego wojownika poszerzyły się, a jego pysk otworzył nieznacznie w szoku. Podniósł się z ziemi, patrząc na starszego z wściekłością.
— Chy-chyba sobie żartujesz! Z której strony wyglądam ci na geja?! Jestem całkowicie n-normalny! — wykrzyknął, zwracając na nich uwagę klanu.
Brwi Niesfornego zmarszczyły się.
— Nie jesteś zainteresowany samcami? Wybacz nieporozumienie. Zdawało mi się, że patrzyłeś na mnie… inaczej… w trakcie porannego patrolu — przyznał, wciąż zdumiony. — W żadnym wypadku nie chciałem cię urazić, przepraszam za tę pomyłkę — dodał.
Aby rozluźnić atmosferę, uśmiechnął się na końcu swojej wypowiedzi i skłonił delikatnie, chcąc wyrazić swój szacunek do niego. Zaczął zastanawiać się, dlaczego źle odczytał jego intencje. Czy tęsknota za posiadaniem partnera tak bardzo zniekształciła mu obraz, że ubzdurał sobie zainteresowanie, którym wcale darzony nie był? A może zbyt prędko pozwolił sobie na taką propozycję, zniechęcając tym wojownika? Albo był w jego oczach zwyczajnie za stary? Zastanawiał się nad tym już wcześniej, dochodząc do wniosku, że nie powinno być to zbyt dużą przeszkodą… Zrobiło mu się głupio, że zbyt pochopnie ocenił jego orientację. Mógł przecież wpierw zwyczajnie zapytać. W tym całym szoku nie powiedział nawet Miodowemu, że homoseksualizm nie jest wcale niczym odstającym od normy.

<Miodku?>
[1162 słowa: Niesforny Kosmyk otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]

,,Good times become good memories, but bad times become good lessons".

[kliknięcie przeniesie do karty postaci]