Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeziorny Kwiat †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeziorny Kwiat †. Pokaż wszystkie posty

11 czerwca 2022

Jeziorny Kwiat umiera


Jeziorny Kwiat, teraz starsza, a niegdyś wojowniczka Tenebris odeszła. Po śmierci trafia do Coelum, gdzie, miejmy nadzieję, ponownie spotkała się z Rzecznym Liściem. Więcej o jej ostatnich losach można przeczytać w tym opowiadaniu

Od Jeziornego Kwiatu

W legowisku starszych ruchu prawie nigdy nie wywoływali sami starsi, którzy woleli leżeć i narzekać. Zwykle to uczniowie do wyczyszczenia futer, szczeniaki chętne opowieści lub ciekawe świata albo jacyś inni przypadkowi goście robili to za nich. Jeziornemu Kwiatowi pasowała ta rutyna — po tych wszystkich patrolach, polowaniach i biegach odpoczynek był nie od rzeczy. Zwłaszcza że mogła to robić całymi dniami.
Tak więc leżała. Wygrzewała się w słońcu. Ziewała. Spała. Miała zapewnione pożywienie, bezpieczeństwo i opiekę. I była z tego zadowolona. Oczywiście czuła czasem znudzenie i chęć zmiany, ale pozostawały w etapie chęci.
— Buu! — wydarł się szczeniak, wbiegając do legowiska. Posypały się przekleństwa, ale piesek nie stracił rezonu. Z dumą przywołał swojego kompana, który był nieco bardziej strachliwy, i począł się rozglądać po legowisku.
— Ty — stwierdził w końcu, wskazując noskiem Jeziorny Kwiat. — Znasz jakieś bajki?
Suka wymruczała pod nosem parę uwag o szacunku dla starszych, które automatycznie przejęła od reszty towarzystwa, po czym łypnęła życzliwie na przybysza.
— Bajki?
— Albo jakichś opowieści z życia. Przecież nie siedziałaś tu od urodzenia, prawda? Opowiedz nam!
Jeziorny Kwiat zastanowiła się. Zwykle w takich sytuacjach wymyślała historie o Gwiezdnych, jakieś fantastyczne scenariusze, które nigdy nie miały szans się spełnić. Choć jeśli szczeniak prosi — proszę bardzo. Zaserwuje mu opowieść ze swojego życia.
— Eekhm, ekhm. Niech pomyślę…
Bo przecież musiała być jakaś świetna przygoda, która zadowoli małe szczeniaki prawda? Życie Jeziornego Kwiatu obfitowało w całe mnóstwo przygód.
— Kiedyś z moim bratem poszliśmy polować na kosa... i… I kos śmiesznie wygiął łebek…
Nie no, gratulacje, starsza roku. Na pewno istniał jakiś incydent z jej życia ciekawszy od skrzywionego kosa, czemu nie może po prostu sobie go przypomnieć i opowiedzieć?
— Nudy — ocenił piesek, po paru kolejnych próbach podjęcia opowieści przez starszą. — Naprawdę miałaś tak nudne życie?
Zawsze mogła opowiedzieć o Rzecznym Liściu, ale to w końcu szczeniaki i pewnie chcą radosnej historyjki.
— Nie możemy do tego dopuścić. Musisz przeżyć jakąś ekstra przygodę, chociaż na starość — wykrzyknął z zapałem szczeniak. — Chodź, przeżyjesz ją z nami! Chociaż oddech ci cuchnie i wyglądasz jak kości obleczone wyliniałym futrem, jestem pewien, że chodzić jeszcze potrafisz!
Przy akompaniamencie radosnych pokrzykiwań i zapewniań, że wszystko pójdzie dobrze, Jeziorny Kwiat nie tylko zwlokła się z posłania, ale i zaraziła się podekscytowaniem swoich samozwańczych ratowników od „bezmyślnego gnicia w nudnym życiu”. Zignorowała nawet z lekka chwiejne nogi i porozumiewawcze spojrzenia reszty starszych. „Widzisz, na starość jej do reszty odwaliło. Zawsze wiedziałem, że nie jest z nią do końca w porządku”. 
— Będziemy pływać w potoku i łapać ryby, i chlapać się wodą, i będzie super! — wykrzykiwały dwa pieski, prowadząc starszą przez miasto.
— To już niedaleko!
Jeziorny Kwiat chichotała niczym uczniak. Tak, będzie miała swoją przygodę! Zaczęła nawet radośnie podskakiwać.
— Czekaj. To na pewno tu?
Jeden z piesków wyraził swoje wątpliwości. Stanęli na środku błyszczącej jezdni, parzącej poduszki łap nagrzaną powierzchnią. Jeziorny Kwiat zaczęła przebierać łapami. Kiedy tylko wróci do obozu, zamoczy w wodzie łapy i... Nie! Zamoczy łapy w potoku! Jak mogła zapomnieć! Wybawi się jak za czasów dzieciństwa z Rzecznym Liściem, a o powrocie do obozu na razie nie będzie myśleć wcale.
— Jestem pewien, że to w tę stronę!
Jeziorny Kwiat próbując zrozumieć, o którą stronę chodziło szczeniakowi, zaczęła się rozglądać. Zwyczajny, ciepły dzień w Porze Zielonych Liści.
Drzewa, trawa, budynki. Cisza i spokój.
Oprócz potwora na drodze, który zamierzał właśnie w ich stronę.
— Uciekajcie! — Jeziorny Kwiat popchnęła dwójkę piesków, które z piskiem odskoczyły następnie na pobocze.
— Pani starsza!
Tymczasem suka doznała nagłego paraliżu, patrząc w ślepia stwora. Wyminie ją, zabije? W tej chwili nie zwracała na to uwagi. Oślepiona kontemplowała chwile. I wspomnienia. Matka, las, polowania, Rzeczny Liść, zgromadzenia, treningi, wyprawa nad potok, która być może już się nie odbędzie.
Potworne oczy zbliżały się. Zabije, czy ucieknie? Co za różnica. Jeziorny Kwiat miała za sobą dobre życie, i mimo że chętnie popluskałaby się w zimnej wodzie, była w stanie zaakceptować obie opcje.
[635 słów, Jeziorny Kwiat umiera]

9 marca 2022

Od Jeziornego Kwiatu

Jeziorny Kwiat, zważając na chłód, płatki śniegu i mokre kałuże po nich pozostałe, wylegiwała się w zaciszu obozu. Sama wilgoć powodowała nieznośne bóle w już i tak obolałych kościach. Dobrze wybrała swoje miejsce — kłębek szmat, na którym się umieściła, dawał ciepło, była osłoniona od wiatru i dodatkowo miała piękny widok na resztę obozu, a także trawnik. Nie mając nic lepszego do roboty, wylegiwała się, obserwując psy i mrużąc oczy pod zabłąkanym promykiem słońca.
Czasami jej półsen przerywało pojedyncze szczeknięcie. Wtedy przybierała najsroższy wyraz pyska, na jaki było ją stać i mierzyła domniemanego sprawcę hałasu wzrokiem. Jako starsza posiadała ten przywilej, i choć zwykle psiak miał grymas w nosie, cieszyło ją to, ponieważ stanowiło jakiś w miarę aktywny wycinek dnia w jej codzienności. Czasami śniła o młodości — gonitwach po lesie, byciu uczennicą, polowaniach. Jednak kiedy budziła się, kości i ogólny stan przypominały jej, że spacer może lepiej odłożyć na inny dzień.
— Hm? — uniosła łeb, kiedy coś zwróciło jej uwagę. Uniosła powieki, żeby przyjrzeć się uważnie przestrzeni przed sobą. Jakiś pies. Białe futro w brązowawe plamy i opadające uszy. Szczerzył się i sarkał, jakby zamiast starszej miał przed sobą zdychające kocię. Jak miał na imię? Spróbowała wyostrzyć wzrok, żeby pobudzić wspomnienia. Klapnięte uszy, pogardliwy wzrok. Coś z żabą? Jaszczurką? Jeziorny Kwiat nie pamiętała, żeby pies kiedyś przyszedł wyczesać jej kleszcze z futra, co był uczniowskim zadaniem, ale jego postura sugerowała wiek ucznia. A może młody wojownik? Nie, nie do odróżnienia. Zaryzykuje.
— Jaszczurcza Łapo?
[244 słowa: Jeziorny Kwiat otrzymuje 2PD]

18 września 2021

Od Jeziornego Kwiatu — drabble ,,Utracenie"

Pierwsza kropla krwi była jak pojedyncze pęknięcie na słabym szkle. Pociągnęła błyskawicznie za sobą następne.  
Jeszcze przed chwilą, tam gdzie lśniła srebrzysta sierść, spływała czerwień. Plamiła futro, ziemię, a przede wszystkim pazury, które zadały śmiertelną ranę. Jedynym, co było widoczne w tym chaosie była czerwień i oczy. 
Oczy, które pamiętały tyle radosnych i wspólnych chwil. Tyle szczęśliwych chwil. Teraz gasły, posyłając ostatnie błyski. Bladły. Nikły. 
Mogła sobie zadawać pytania. Czemu to zrobił. To było jedno z najważniejszych, ale do końca życia pozostanie jej jedno. Czy naprawdę wierzył, że będzie lepiej? Skończy przez to ból i cierpienie? 
I czy miałby rację? 

[Jeziorny Kwiat otrzymuje 5 PD]

10 sierpnia 2021

Od Jeziornego Kwiatu CD Konwaliowej Łapy

Chociaż tradycyjnie uczennica często rozpraszała się podczas treningu, jej mentorka musiała przyznać, że była pod wrażeniem jej wiedzy. 
— Chciałabym zobaczyć twoje umiejętności w praktyce, Konwaliowa Łapo — szczeknęła Jeziorny Kwiat — Chodź za mną. 
Szły między budynkami, czasami mijając ludzi. Niektórzy próbowali zbliżyć się do dwójki psów, ale suczki zręcznie umykały w boczne ulice. Po jakiejś pół godzinie błądzenia, Jeziorka uznała że chyba można się zatrzymać. Parę ulicy stąd znajdował się obóz Ciemnych. Rozejrzała się. Rosło tu parę drzew, i był nawet kawałek brudnego trawnika. Uniosła uszy, gdyż usłyszała jakieś piski. Spojrzała w kierunku, z którego dobiegał dźwięk. Zauważyła dwójkę szczeniaków, goniących za gołębiem. Nie znała ich, i nie wyróżniała zapachu żadnego klanu w ich zapachu. Były mniejsze od Konwaliowej Łapy, trochę wychudłe, ale nie wyglądały na cierpiące. Dogoniły ptaka, ale zamiast dobić go jednym ruchem, chwilę bawiły się biednym gołębiem. 
— Hej, wy tam? Jakim prawem polujecie na terenie Tenebris? 
Pieski dopiero teraz zauważyły dwie suczki. W pierwszym odruchu skuliły się, ale prędko odzyskały wigor. Wypuścili ze swoich małych łapek biednego gołębia, który odczłapał kawałek. Wojowniczką listościwie go dobiła. Jeden z nich zawarczał, drugi nastroszyć sierść i szczeknął hardo: 
— To była nasza zwierzyna! 
— Chyba nie była wam potrzebna. Nikt wam nie mówił, że Gwiezdni zsyłają gołębie, żeby nas nakarmić? Nie wolno się nimi bawić. Ja tylko skróciłam jego cierpienia. I ponawiam pytanie, czy nie wyczuliście tutaj zapachu Ciemnych? 
— Będziemy polować gdzie chcemy, i nikt nam tego nie zabroni. 
— Uważaj, co mówisz śmierdzielu. Tenebris jest silnym klanem, i z łatwością poradzi sobie z takimi szczeniakami. 
— Nieprawda! Nie jesteśmy szczeniakami! Jesteśmy silni! O wiele silniejsi od was! – aby to pokazać, szczeniak napiął wątłe mięśnie. 
— Jesteście tylko szczeniakami, ale nie zmienia to faktu, że nie wolno wam tu polować. Jeśli potrzebujecie pomocy, lepiej po prostu poprosić? Nie wspomnę o należnym nam szacunku. 
Szczeniak nie wyglądał, jakby się specjalnie przejął. Nadal miał oczy zmrużone w szparki i warczał cicho. Jeziorny Kwiat westchnęła. 
— Konwaliowa Łapo, niech to będzie twoim treningiem. Walcz z nimi. Pokonaj. Przegoń małe smrody.
<Konwaliowa Łapo?>
[ 330 słów, Jeziorny Kwiat otrzymuje 3 punkty doświadczenia, a Konwaliowa Łapa 2 punkty treningu ]

30 czerwca 2021

Od Jeziornego Kwiatu CD Konwaliowej Łapy

— Konwaliowa Łapo, słyszysz mnie?
Potrząsnęła głową z westchnieniem. Uczennica miała wyraz twarzy równie obecny, jak źrenice śpiącego psa lub martwa wiewiórka.
— Konwaliowa Łapo, rozumiem, że trening może ci się nie podobać, ale choćby z szacunku dla Białej Gwiazdy daj się wyszkolić. Będę się starała, jak mogła, ale przy twoim zaangażowaniu nic z tego nie będzie. I jak zwykle, wszystko będzie na mnie.
Suczka wyglądała, jakby w końcu odzyskała kontakt z rzeczywistością. Zamrugała jak rozespany szczeniak i spojrzała na nią ze skruchą. Jeziorny Kwiat na uderzenie serca się rozczuliła. Konwaliowa Łapa była taka malutka, bezbronna. Tak jak przy każdym uczniu, będzie się musiała postarać z całej siły, żeby jak tako ją wychować. I choć Konwalijka też odejdzie, miała nadzieję, że nie zapomni. W końcu Jeziorny Kwiat nie jest już taka młoda. Zdawała sobie sprawę, że to może być jej ostatnia uczennica. Czyli musi się postarać, żeby ta ostatnia wyszła dobrze wychowana, żeby jeszcze przed przejściem do starszyzny pokazać swoje przywiązanie do klanu i inne pierdoły.
Jeziorny Kwiat zorientowała się, że to teraz Konwaliowa Łapa patrzy na nią z wyczekiwaniem i zdziwieniem. No tak. Zamyśliła się, chociaż sama przed chwilą wyzwała o to Konwaliową Łapę. Trudno o lepszy początek treningu.
— Ekhm... Idź za mną. Potrenujemy... ee. Walkę, właśnie! Walkę! — szczeknęła zadowolona, że udało jej się coś wymyślić. Napełniona chwilowym optymizmem ruszyła w stronę jednego z opuszczonych placyków Dwunogów. Czasami zdarzały się takie przy domach. Chociaż śmierdziało, raczej nie było tam Dwunogów. Minus taki, że jeśli byli — to niezbyt przyjaźnie nastawieni do akurat tam przebywających psów.
— No, Konwaliowa Łapo, za mną! 
<Konwaliowa Łapo?>
[258 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia, Konwaliowa Łapa 2 Punkty Treningu]

28 kwietnia 2021

Od Jeziornego Kwiatu CD Srebrnej Łapy

 eee timeskip ig?
Jeziorny Kwiat przeciągnęła się w legowisku wojowników. Od razu zimny podmuch wiatru dostał się do je gardła, powodując kolejną falę bólu przypominającego wiadro gwoździ, chrzęszczących w przełyku suczki. Bolało nawet bardziej niż wczoraj. No, trudno, trening Srebrnej Łapy czeka. Na pewno potem jej przejdzie.
— Srebr.. Srebrna... Srebrna Łap — wychrypiała. Westchnęła i zebrała siły do drugiej wiadomości
— Tre.. trening — szczeknęła, krzywiąc się przy co niektórych wyrazach. Uznała, że taki komunikat wystarczy.
— Jeziorny Kwiecie, wszystko w porządku? — spytała Srebrna Łapa, patrząc na nią z lekkim niepokojem.
Jeziorny Kwiat nachmurzyła się. Na pewno czarna sunia ma nadzieję, że suczka przyzna jej rację i odwoła trening. Co to, to nie.
Zdecydowanie pokręciła głową, na znak zaprzeczenia. Wolała nie ryzykować słowa „nie”.
— Idź.. Idziemy — warknęła.
Obie suczki ruszyły na polowanie. Na miejsce wybrały park — wielkie miejsce pełne drzew, krzaków, wiewiórek i młodych Dwunogów. Tych ostatnich dało się ominąć, jeśli wiedziało się jak. Po całych wiekach — zdaniem Jeziornego Kwiatu — lub tylko chwili — zdaniem Srebrnej Łapy, suczka stwierdziła, że z takim gardłem już dłużej nie wytrzyma.
— Wracamy — szepnęła, tak delikatnie, jak tylko się dało, żeby nie drażnić wiadra gwoździ.
— Przepraszam, co? — spytała Srebrna Łapa.
Mała jędza — pomyślała Jeziorny Kwiat.
— Wracam.. wracmy! — warknęła.
Po powrocie do obozu Jeziorny Kwiat od razu podeszła do legowiska medyków.
— G.. gardło — szepnęła.
— Przepraszam, możesz mówić trochę głośniej? Nie słyszę — szczeknął Lisi Wrzask.
Jeziorny Kwiat spojrzała na niego ze złością. Czemu dziś wszyscy są tacy wredni?
— Gar.. dło — wolno powtórzyła.
— Ach, gardło. Już, zaraz coś dostaniesz. — Lisi Wrzask obrócił się i zniknął w legowisku. 
<Srebrna Łapo?>
[251 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia, Srebrna Łapa 2 Punkty Treningu i weź ją kurwa angel w końcu mianuj bo wpierdol]

21 kwietnia 2021

Od Jeziornego Kwiatu CD Srebrnej Łapy

Śniło jej się, że znowu biega z Rzecznym Liściem po lesie. Grudki ziemi pryskały im spod łap, kawałki mchu latały w powietrzu, a ptaki i małe zwierzęta leśne uciekały we wszystkie strony. Mimo że biegli ciągle w jedną stronę, las się nie kończył. Przeciwnie, suczce zdawało się, że z każdym krokiem pokazują się nowe drzewa. Zza drzew gdzieniegdzie widać było niebo, a gdy wbiegli na polankę, zobaczyli, że stoją na niewielkim wzgórzu. To łagodnie opadało, a przed nimi rozpościerał się jeszcze większy las. Drzewa szumiały liśćmi, gałęzie skrzypiały, słychać było piski zwierząt, śpiewy ptaków... Kolory, wszystkie idealne łączyły się w równie idealny obraz. Ale jednocześnie wyglądało to na tyle realistyczne, że Jeziorny Kwiat myślała — i miała nadzieję — że to prawda. Że to nie sen. Nie zniknie po obudzeniu się.
— Pięknie tu, prawda, Rzeczny Liściu? — wyszeptała do brata. Ten nie odpowiedział, więc zwróciła się w jego stronę. Rzeczny Liść był, owszem, ale...
Po jego szyi spływała krew, tak w tamten pamiętny dzień. Oczy zamykały się, posyłając zrozpaczonej suczce ostatnie, zimne spojrzenie. Las ponownie zaszumiał. Drzewa zmieniły kolor. Pole widzenia ograniczyło się do najbliższych drzew. Liście i mech spowijał mrok, a w krzakach rozbłysły ślepia. Jednak Jeziorny Kwiat nie zwracała na to uwagi. Siedziała przy bracie, bezgłośnie błagając Gwiezdnych, żeby zmienili jego los. Niech się obudzi, niech się obudzi...
Jeziorny Kwiat powoli otworzyła sklejone snem powieki. Tak, spała... To był tylko sen... koszmarny, ale tylko sen... Krew i inne wspomnienia zaczęły się rozmywać, blaknąć. Ostre światło migotało jej przed oczami, dopiero po chwili z nieregularnych plam i rozbłysków ułożył się kształt czarnego pyska.
— Srebrna Łapo? — spytała.
— Pytałaś o coś?
<Srebrna Łapo?>
[267 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

7 kwietnia 2021

Od Jeziornego Kwiatu CD Srebrnej Łapy

 — Srebrna Łapo? — Jeziorny Kwiat wyjrzała z legowiska wojowników. 
Starszyzna, jak to starszyzna, o każdej porze dnia bądź nocy będzie zła za zakłócenie odpoczynku, który im się jak nic należy. Naprawdę, Jeziorny Kwiat nie ma nic do roboty tylko wnerwiać starszyznę. Oczywiście, specjalnie wrzeszczy na cały obóz, żeby pozbawić ich, biednych słuchu i zakłócić egzystowanie.
— Srebrna Łapo! — zawołała jeszcze raz. 
Teraz sobie przypomniała, że Srebrna Łapa, zaraz jak wróciły z polowania, wyruszyła ponownie. Jeziorny Kwiat jej nie zatrzymywała, bo sama chętnie by odpoczęła. Może powinnam teraz jej poszukać i zabrać na trening? – pomyślała. Ale zaraz odrzuciła ten pomysł. Dobrze, niech ma tę chwilę wytchnienia. Zresztą Jeziorny Kwiat też jej potrzebowała. Zwykle tak giętkie, silne ciało, reagujące na najmniejszy sygnał z otoczenia teraz stało się zmęczone i obolałe. Nogi miała jak z waty, a ostatnio pojawił się ten kaszel. Na początku bagatelizowała objawy. Chociaż Pora Nowych Liści nie była porą, w której pojawiają się przeziębienia. A nawet w Porze Nagich Liści suczka chorowała rzadko, jeśli w ogóle. Więc tym razem musiała złapać jakieś dużo gorsze choróbsko i niestety nawet domyślała się jakie. Jeziorny Kwiat była po prostu inna od reszty, w każdym szczególe. Nie chciała zwracać na siebie uwagi. I do tego dochodził jeszcze instynkt, a raczej ślepa nadzieja, że sama da sobie radę. Teraz jednak wyraźnie potrzebowała pomocy. Trzeba więc odłożyć dumę na bok i poprosić o te głupie zioła. Wstała z miejsca i potruchtała do medyków, ku wyraźnemu niezadowoleniu starszyzny. Właśnie wymyślili kolejne miliony nowych argumentów, dlaczego nie powinna krzyczeć na cały obóz.
— Jeśli to nie byłby problem, to prosiłabym...
— Jeśli to nie byłby problem, prosiłbym, żebyś się streszczała — szczeknął Lisi Wrzask. – Nie jesteś jedyną chorą w Tenebris.
— No to... prosiłabym o te zioła, jeśli...
— Tak wiem, nie byłby to problem. Zobaczę, czy jakieś mamy. — Czarny pies odwrócił się i zniknął w legowisku.
<Srebrna Łapo?>
[303 słowa: Jeziorny Kwiat otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia i zostaje wyleczona, Srebrna Łapa otrzymuje 2 Punkty Treningu]

22 marca 2021

Od Jeziornego Kwiatu CD Srebrnej Łapy

Obserwowała Srebrną Łapę z... dumą? Chyba tak. Jak inaczej nazwać uczucie, które ją rozpierało za każdym razem kiedy widziała swoją uczennicę z gołębiem, myszą czy innym stworzeniem w pysku. Aktualnie goniła za zającem. Niestety, w lesie nie miała zbyt wielkich szans. Wielkouchy schował się do norki pod drzewem. Jakby kpił ze Srebrnej Łapy, bo już go miała złapać. Uch, te zające.
— Jeszcze nigdy nie widziałam wojownika, który by dogonił zająca. I to w lesie. Poradziłaś sobie naprawdę dobrze — Jeziorny Kwiat pocieszała Srebrną Łapę, kiedy ta już podbiegła do niej. Naprawdę super rzecz, te treningi. Normalnie o tej porze leżałaby gdzieś w obozie i myślała o marności swojego życia. Nie miała wątpliwości, że czarna sunia była darem od Gwiezdnych.
— Będziemy jeszcze polować czy wracamy? — spytała uczennica.
— Jeszcze trochę możemy zostać — mruknęła Jeziorny Kwiat. Jej uwagę zwrócił jakiś ruch, szelest liści... Odwróciła się pełna najgorszych przeczuć. Nie zauważyła niczego, ale to nie znaczyło, że niczego nie było... Spośród liści wylazł ślimak. Tak, ślimak. Jednak szelest liści nie ustał. Tknięta przeczuciem spojrzała w górę — nad ich głowami zbierały się burzowe chmury. Poczuła pierwszą zimną kroplę na nosie.
— Chodź, schronimy się przed deszczem!
Jeziorny Kwiat nie oglądając się za siebie, pobiegła głębiej w las. Tu? Pomyliła drogę? Deszcz rozmoczył ścieżkę? Jednak nawet podczas deszczu nie wyrosłoby drzewo, którego nie pamiętała. Przez chwilę walczyła z paniką. Tak! Jest! Wbiegła między krzewy, pośród zwalonych kamieni błyszczały pordzewiałe okucia drzwi. Skąd drzwi w środku lasu? Jeziorny Kwiat znalazła starą chatkę leśnika.
Łapki obu suczek na starych deskach wywołały falę trzasków i jęków starego domku w lesie. Jeziorny Kwiat odetchnęła głęboko i usiadła pod starym stołem, w wielu miejscach przewierconym przez korniki. Upadła na podłogę z głuchym stęknięciem. Na jej szare futro upadł pył i kurz.
— Rozgość się. Musimy tu zostać, aż burza się nie skończy.
Czarna suczka spojrzała na nią z niemym pytaniem w oczach.
— Quintus pewnie nie wychodzi podczas deszczu. Nie bój się, nie czułam zapachu tych zdrajców w tym miejscu...
Kłamała jej w żywe oczy. Nie wspomniała jej o tym, jak kiedyś biegając po lesie natknęła się na smrodliwy ślad Quintusu. Doprowadził ją właśnie tu. 
<Srebrna Łapo?>
[350 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia, Srebrna Łapa 2 Punkty Treningu]

8 marca 2021

Od Jeziornego Kwiatu CD Srebrnej Łapy

Przebiegły obok jakiegoś wielkiego, zwalonego drzewa. Ślady na pniu świadczyły, że to burza je powaliła. Wiatr świszczał w bezlistnych gałęziach, wyginając te, co cieńsze. Trzaski wzmagały się z każdym mocniejszym podmuchem. Jeziorny Kwiat ostrożnie przebiegła po drzewie. Pod jej łapami trzasnęła jakaś gałązka, a jedna z łapek wpadła między zakrzywione badyle. Srebrna Łapa ostrożnie podeszła i odgryzła patyk, który blokował łapę jej mentorki. Kiedy już uwolniła Jeziorny Kwiat, obie suczki biegły dalej pośród ruin.
— Gdzie idziemy? — spytała znowu Srebrna Łapa.
Prawdę mówiąc, Jeziorny Kwiat nie miała za bardzo pomysłu. Rozejrzała się w poszukiwaniu natchnienia. Jej wzrok odruchowo skierował się w kierunku lasu. Przez chwilę walczyła z własnymi myślami. Z marnym skutkiem.
— Zaraz będziemy, to zobaczysz — szczeknęła.
Las był piękny, jak zawsze. Gałęzie powiewały na wietrze listkami, w powietrzu unosiły się cudowne zapachy, a ptaki śpiewały. Jeziorny Kwiat przystanęła na chwilę, kontemplując ten cudowny widok. Za nią przebierała łapami Srebrna Łapa.
— To na pewno bezpieczne? — spytała cicho, a w jej głosie słuchać było niepokój.
Suczka prychnęła. Bezpieczne? Oczywiście, że nie. Las zawsze był pełen niebezpieczeństw. Miasto zresztą też.
— Oczywiście. Na wszelki wypadek będziemy trzymać się blisko miasta, ale nawet gdyby ktoś nas zaatakował, sobie poradzimy — mruknęła pocieszająco, patrząc w oczy czarnej suni.
Weszły do lasu. Na liściach siedziały motyle, a żuki grzebały w ziemi. Ptaki pięknie śpiewały, a szum lasu działał kojąco na zmysły. Panował lekki półmrok, bo gałęzie zasłaniały słońce. Gdzieniegdzie promienie przebijały przez liście, znacząc złotymi plamkami kamienie lub poszycie.
— Teraz nauczę cię polować. W mieście to nic trudnego smród maskuje nasze zapachy, a zwierzęta są mniej strachliwe. Co innego polowanie w lesie. Czujesz coś?
Uczennica niepewnie poniuchała.
— Wiewiórka, siedzi tam na drzewie. — Wskazała noskiem niską gałąź. Zwierzątko było zajęte obgryzaniem jakiegoś żołędzia czy innego orzecha.
— Teraz musimy się ustawić tak, żeby nas nie wyczuła... — mruknęła jak najciężej mentorka. — Kiedy uznasz, że jest odpowiedni moment skocz.
Srebrna Łapa przytaknęła. Zamarła w bezruchu, śledząc każdy ruch wiewiórki. W końcu skoczyła.
— Złapałam! Złapałam! — krzyczała radośnie. Rudy kłębek futra zwisał jej z pyska.
— Gratulacje! Tylko w lesie musimy się zachowywać nieco ciszej, bo jeszcze ktoś nas...
Nie dokończyła. Kątem oka zarejestrowała niewielki ruch za drzewem. Jednocześnie do jej uszu doszedł cichy szelest liści. 
<Srebrna Łapo?>
[361 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia, Srebrna Łapa 2 Punkty Treningu]

4 marca 2021

Od Jeziornego Kwiatu CD Srebrnej Łapy

Jeziorny Kwiat biegła przez jakiś trawnik Dwunogów, a obok niej podążała jej uczennica, Srebrna Łapa. Patrząc kątem oka na czarną sunię, Jeziorny Kwiat przypominała sobie, jak ona sama z Rzecznym Liściem biegała beztrosko. I jak zawsze, kiedy wspominała brata lub choćby dzieciństwo przed jej oczami pojawiał się zimny trup Rzecznego Liścia. Potrząsnęła głową. Musi się teraz zająć swoją uczennicą, jest jej winna polowanie. Zaniedbywała ją przez ostatnie księżyce. Może przywódca popełnił błąd, wyznaczając właśnie Jeziorny Kwiat na mentorkę? Srebrna Łapa też może być obchodzona szerokim łukiem, w końcu jest uczennicą „tej morderczyni”. Młoda uczennica przypominała jej własne dzieciństwo. W jej oczach była ta sama ciekawość i wiara, że świat może być lepszy. Cieszyła się z polowania. Przystanęli pod niedaleko jakiegoś parku Dwunożnych
— Czujesz coś? — spytała Jeziorny Kwiat.
Srebrna Łapa wąchała przez chwilę w powietrzu. Skrzywiła się, zapewne od smrodu Dwunożnych, którego było pełno w powietrzu. Jeziorny Kwiat od razu wyczuła zapach wiewiórki, psa i nawet szczura. Ale jeśli Srebrna Łapa ma się nauczyć polować, musi sama umieć wyczuć zapach zwierzyny. Nic się nie nauczy, jeśli mentorka będzie jej ciągle podpowiadać. Do niektórych rzeczy musi sama dojść.
— Gołębie! — szczeknęła triumfalnie czarna sunia.
Jeziorny Kwiat zawąchała jeszcze raz w powietrzu i rzeczywiście — zapach gołębi, którego ona nie wyczuła. Czarna sunia patrzyła na nią z napięciem.
— Świetna robota — pochwaliła uczennicę. — Spróbujemy jednego upolować?
Srebrna Łapa z zapałem pokiwała głową. Jeziorny Kwiat pokazała jej jak kucać, żeby gołębie nie zauważyły jej z krzaków, i jak się ustawić, żeby wiatr nie przywiał ich zapachu. Sunia słuchała wszystkiego z uwagą. Ukucnęła obok mentorki i gapiła się na ptaki. W końcu, kiedy uznała, że jest odpowiedni moment, skoczyła w sam środek gołębi. Ptaki od razu się rozleciały, a Srebrna Łapa została z jednym piórkiem w pysku. Wyglądało to nieco żałośnie, a czarnej suczce zbierało się na płacz.
— Nie martw się — pocieszyła ją Jeziorny Kwiat. — Nie wszyscy od razu umieją złapać gołębia. I tak dobrze sobie poradziłaś z wyczuwaniem zapachu.
Srebrna Łapa uniosła łebek, patrząc na nią z niemym „naprawdę?” w oczach. Jeziorny Kwiat kiwnęła głową i uśmiechnęła się do suni.
Nagle coś zwróciło uwagę suczki. Zza starego muru wyłonił się Dwunóg z młodym. Jeziorny Kwiat ogonem nakazała ciszę, po czym ukucnęła w wysokiej trawie. Czarna sunia podczołgała się do niej i obie przez szpary w liściach Dwunożnych. Ci przeszli obok, zdając się niczego nie zauważać. Tylko młody Dwunóg zaczął piszczeć i ciągnąć rodziciela za rękaw, skomląc „piesek, piesek”. Obie suczki wstrzymały oddech, ale dorosły Dwunożny zagapił się w czarną płytkę, którą trzymał w przednich łapach i nie zwracał uwagi na otoczenie. Kiedy ludzie oddalili się na bezpieczną odległość, powoli członkinie Tenebris wyszły z krzaków.
— Naprawdę bardzo dobrze sobie poradziłaś — pochwaliła Jeziorny Kwiat uczennicę. Patrzyła z dumą na Srebrną Łapę. Dla innych klanowiczów Jeziorny Kwiat jest morderczynią, obcą. Dla Srebrnej Łapy wilkopodobna suczka jest mentorką, która wie więcej i można się od niej dużo nauczyć. Coś jak wzór do naśladowania. Obiecuję, Srebrna Łapo, że wytrenuję cię na najlepszą wojowniczkę w lesie — pomyślała. — Nie zawiedziesz się na mnie. 
<Srebrna Łapo?>
[499 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia, Srebrna Łapa 2 Punkty Treningu]

23 lutego 2021

Od Jeziornego Kwiatu

Wojowniczka obudziła się dość wcześnie. Wstała i wyszła z legowiska do centrum obozu. Kiedy przechodziła między psami, rozmowy milkły. Słyszała słowa „morderczyni”. A może jej tylko się wydawało? Przeskoczyła przez kupę gruzu, w stronę wybitej szyby. Tak, pójdzie na spacer. A może nawet coś upoluje? Jeziorny Kwiat chodziła wokół starego dworku, który powinna nazywać domem. Jednak wszędzie w mieście czuła się obco, tylko las był taki „jej”. Wygląd odróżniał ją od reszty psów, i to pewnie było powodem relacji z resztą klanowiczów. Większość z psów zawsze bała się tego, co obce i instynktownie chcieli się tego kogoś pozbyć. Śmierć Rzecznego Liścia wzbudziła wiele pytań, a najłatwiej było zrzucić winę na nią. Od zawsze czuła, że nie pasuje do klanów. Śmierć jej brata była okazją dla psów, żeby otwarcie nazwać ją morderczynią i już nie skrycie chcieć jej śmierci.
Suczka biegła brzegiem lasu. A co gdyby spotkała Quintus? Szczerze mówiąc, jej było już wszystko jedno. Może nawet ucieszyłaby się jeśli jeden z tych zdrajców rozerwał jej gardło...
Nagle coś zwróciło uwagę suczki. Z krzaków wyszedł lis. Pysk miał uwalany krwią, niedaleko niego leżał całkiem spory królik. Na widok wojowniczki warknął, ale kiedy to Jeziorny Kwiat odsłoniła zęby w warknięciu, zrozumiał, że niewiele wskóra przeciw wilkowi. Podkulił ogon pod siebie i uciekł, skomląc. Zadowolona sunia chwyciła królika i zaczęła go konsumować w ciszy. Dopiero kiedy zostało już praktycznie tyle, co mysz, zdała sobie sprawę, że mogłaby zanieść zwierzynę klanowi. W sumie, moim „kolegom” wszystko jedno co będę robić — myślała, kończąc jeść — Zawsze będę dla nich intruzem, wrogiem, którego trzeba się wystrzegać.
Oblizała dokładnie pysk i położyła się na stercie liści. Zwróciła łeb w kierunku, gdzie był obóz. Nie czuła chęci wracania tam. Od czasu epidemii, mogła częściej wymykać się do lasu pod pretekstem zbierania ziół. Niestety, niczego jeszcze nie przyniosła. W może by coś jednak zebrać?
Od strony drzew dało się słyszeć kolejne szelesty. Wojowniczka wstała. Zza krzaków wyszedł lis, ten sam którego królika właśnie przełykała. Lis nie byłby tak głupi, żeby wracać sam — pomyślała, marszcząc wargi w pomruku. Miała rację. Zza drzew wyszło jeszcze pięć lisów. Jeden, dwa, może nawet trzy — Jeziorny Kwiat dałaby sobie radę bez problemu. Jednak sześć lisów daje nieco inne szanse. Szara suczka nie czekała, aż lisy zaatakują. Sama zaatakowała. Rzuciła się bez żadnego warknięcia czy skowytu na lisa najbardziej z przodu. Gryząc i drapiąc, wywołała całkiem spory strumień krwi, który głęboką czerwienią znaczył polankę. Wilczyca odskoczyła, pamiętając o tym, żeby nie dać się przewrócić. Jeśli upadnie, zagryzą ją i zadeptają. Truchtała, biegała i skakała w miejscu, starając się atakować lisy. Jeden nie miał już oka. Drugi — kicał na trzech łapach. Reszta mogła się pochwalić podobnymi zadrapaniami, ale nie mniejszą ochotą do walki. Na razie suczka wygrywała, ale nie może to trwać wiecznie. W końcu się zmęczy.
Pierwszy błąd popełniła, skacząc na drugą stronę polany. Poharatane lisy ją otoczyły. W tym momencie na polanę wpadło lisię szczenię. Najwyraźniej wyszło z nory, zdziwione, że mamy nie ma. Jeden z lisów, ten bez oka chwycił malca za kark. Jeziorny Kwiat przez chwilę patrzyła w ślad za nią. Ten moment nieuwagi wystarczył drapieżnikom, aby rzucić się na jej bark i chwilowo przygwoździć do ziemi. Suczka zaskowyczała rozpaczliwie, i drapiąc tylnymi łapami, na oślep skoczyła poza zasięg lisich kłów. Cztery lisy rzuciły się w ślad za nią. Cztery — jeden leżał na ziemi i się nie ruszał. Zaraz, było sześć... Jeden sobie poszedł... Jeden nie żyje...
Poczuła pazury na plecach. To lis, który odprowadził szczeniaka. Teraz atakował dwa razy zajadlej. Czy to dlatego, że bał się o potomstwo? Jeziorny Kwiat ponownie zanurzyła się w wir walki.
Kiedy słońce zachodziło, oświetlając wszystko pięknym złotym kolorem, wojowniczka wymęczona leżała na polanie. Niedaleko niej leżały cztery lisie truchła. Jeden lis, skowycząc i kuśtykając, uciekł w las. W każdej chwili mógł wrócić, ale suczka, prawdę mówiąc, miała to w nosie. Ostatni lis ledwo trzymając się na łapach, skoczył na przeciwniczkę. Chyba krew pomieszała mu w głowie. Jakby nie widział, że jest sam przeciw wojowniczce. A może pomyślał, że jest tak słaba, że uda mu się wygrać? Wilczyca machnięciem przetrąciła mu kark. Więcej miała szczęścia niż energii. Schyliła się, żeby wylizać dość dokuczliwą ranę na nodze. Krwawiła z wielu miejsc, ale w tej chwili ból był jej obojętny. Nagle na skraju polany zauważyła jakieś liście. Czy już je gdzieś widziała? Podniosła łapę i wzięła się do jej wylizywania. Delikatnie wyjęła z poduszki cierń, który tkwił w jej łapie już od paru dni. Przymknęła oczy i żałowała wyprawy w las. Zawsze widok drzew podnosił ją na duchu. Tym razem las dał jej również bitwę z lisami i dokuczliwe rany. Obserwując krew wypływającą z łapy, znowu przypomniała sobie śmierć Rzecznego Liścia. Ten moment przywoływała już tak często, że miała nadzieję, że w jej myślach zatrą się przynajmniej szczegóły. Jednak mimo upływu czasu, krew i bezwładne ciało brata powracało w snach i myślach bardzo realnie. Ostatnio do sennych koszmarów doszła jeszcze jedna śmierć. Śmierć medyka Industrii pamiętała bardzo wyraźnie. Czasami śniła jej się też Bryzowy Szept, która do tej śmierci doprowadziła. Zamrugała oczami i spojrzała w usłane gwiazdami niebo. Gwiezdni, czemu daliście mi tak ciężkie życie? — pomyślała. Spuściła łeb i dalej wylizywała rany. Powinna już wracać do obozu. Noc w lesie nie jest dobrym pomysłem, ponieważ to terytorium Quintusu. Była wymęczona po bitwie z lisami. Już chciała wstać i skierować się do obozu, kiedy coś zwróciło jej uwagę. Obróciła poharatany łeb w kierunku dźwięku. Tylko jej się wydawało czy to naprawdę? Teraz wyraźnie usłyszała szelest liści z tyłu. Z krzaków wyłonił się rudy pysk bez jednego oka. Lis wrócił. Odsłonił zęby i warcząc, przejechał jej pazurami po pysku. Wymęczona wojowniczka nie pozostawała mu dłużna — skoczyła w stronę drapieżnika, przewracając go na plecy. Jednym ruchem łap wypruła mu wnętrzności. Położyła się na brzegu polanki, liżąc rany. Teraz dopiero zdała sobie sprawę, że walcząc, zostawiła swój zapach. Quintus pewnie to wyczuje. Ostatkiem sił przeciągnęła zwłoki do jakichś ruin blisko lasu. A w miejscu walki powalała wszystko lisią krwią. Nie zakryło to całkiem jej zapachu, ale może wojownicy Quintusu po prostu czując smród lisa, nie będą się bawili w dalsze analizowanie zapachu. Zwróciła łeb w kierunku ciemnego nieba i wyszeptała cicho:
— Gwiezdni, proszę, żebym mogła chociaż wrócić bezpiecznie do obozu.
Słowo „obóz” dziwnie brzmiało w jej pysku. Ale niczego innego nie miała... Powinna dziękować Gwiezdnym za to, że może żyć z Klanami.
Zioła na skraju polanki ponownie przyciągnęły jej uwagę. Wydawało jej się, że gdzieś już je widziała... 
[1065 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

24 listopada 2020

Od Jeziornego Kwiatu CD Bryzowego Szeptu

 [przeskok czasowy, akcja dzieje się już po tym opowiadaniu Bryzowego Szeptu]
Suczka zmieszała się trochę. Nie często rozmawiała z innymi psami, a co dopiero z innego klanu! Nie leżało w jej naturze zaczynać rozmowę i mówić do innych psów. Dlaczego więc zagadała do Bryzowego Szeptu? Przecież ona jest z Ventusu, a Jeziorny Kwiat z Tenebris. Co ją dzisiaj napadło? Pewnie to przez tę burzę, heh... Nieważne. Pokręciła nosem, bo coś wyczuła. Hm... Industria! Pies wychylał się zza krzaków. Zaraz... Ja mu było... Coś z trzmielem... Trzmieli... Lot? Tak, Trzmieli Lot! Medyk Industrii! Bryzowy Szept podeszła, a właściwie doskoczyła do psa. Zaczęła szarpać za jego gardło. Jeziorny Kwiat aż się cofnęła. Próbowała zamknąć oczy, żeby uciec od widoku krwi... Och, Gwiezdni! Proszę, tylko nie krew! Jednak mimo zamkniętych oczu czuła krew — krew swojego brata, krew medyka Industrii... Krew była wszędzie. Wypełniała wszystkie zakamarki jej umysłu, topiąc Jeziorny Kwiat w czerwonej cieczy. Niemal czuła na języku jej smak... Wtedy znowu zobaczyła Rzecznego Liścia... Jego gardło rozerwane jego własnymi pazurami... Krew, wszędzie krew. Oprócz Rzecznego Liścia stał obok też Trzmieli Lot, również z rozerwanym gardłem. Zdawali się coś mówić... Mówić coś bardzo cicho, tak że suka nie dosłyszała. Dźwięki pogłośniły się, teraz obok psów pojawiły się następne... Matka Jeziornego Kwiatu... Ojciec... Członkowie Tenebrisu, Ventusu, Industrii i Flumine. Było ich coraz więcej, wszyscy skąpani w krwi, z pustymi ślepiami powtarzali ten jeden, ten sam dźwięk... Z panicznego strachu był już tylko krok do szaleństwa... Jeziorny Kwiat zostawiła daleko klany, znajome miejsca... Widziała wilki, mnóstwo wilków, jej przodkowie, jej bracia... Wspaniałe istoty stały w kręgu, obserwując dwóch walczących, gotowe rozpocząć straszliwą pieśń śmierci. Ciała pośrodku kręgu zataczały się, błyskały ślepia, kły waliły o kość... Oba psy straciły dużo krwi, były praktycznie bezbronne, ale nikt nie złamał zasady świętego kręgu. W końcu jeden wilk wydał ostatni skowyt i upadł na zbroczony posoką śnieg, by nie wydać już nigdy dźwięku. Wszystkie wilki, na jeden umówiony sygnał rzuciły się w kierunku leżącego pobratymca. Zwycięzca odszedł kawałek, liżąc własne rany. Jeziorny Kwiat czuła się częścią tego świata, mimo że do niego nie należała. Nagle ocknęła się jakby z transu. Wspaniała wizja minęła. Podeszła do zakopanego ciała, zlizując po drodze zabłąkane krople krwi. Coś błysnęło w jej oczach, ale zbyt krótko, żeby wiedzieć co to. Poczuła kroplę deszczu, która spadła z drzewa. Co ona tu robi? Czemu... Krew? — zadawała sobie pytania suczka. Minął już stan upojenia krwią, minął wilczy zew mordercy. Gwiezdni, mam nadzieję, że to nie ja... — mruknęła do siebie. Spojrzała z przestrachem na łapę, która była troszkę ubrudzona czerwienią. Na widok krwi poczuła znajomy dla jej wilczej części instynkt. Przestraszyła się. Ona, Jeziorny Kwiat miała zabić? Wstała i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę domów.
<Bryzowy Szepcie?>
[435 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

18 listopada 2020

Od Jeziornego Kwiatu CD Bryzowego Szeptu

Jeziorny Kwiat odetchnęła z ulgą, kiedy burza się skończyła. Po raz nie wiadomo który tego dnia dziękowała Gwiezdnym. Bez nich jej życie byłoby dużo gorsze niż teraz. Odważyła się wychylić nos poza bezpieczny daszek i rozejrzeć się wokoło. Zabłąkana kropla spadła z najbliższego drzewa na jej nos. Wzdrygnęła się i popatrzyła na wspomniane drzewo. Potrząsnęła łbem i wyszła kawałek dalej. Czujnie nastawiła uszy, idąc przez chodnik. Burza była zaiste straszna – grad połamał drobne drzewka na skraju lasu. Niektóre z nich jeszcze stały, chwiejąc się i drżąc. Małe zwierzątka pewnie siedzą jeszcze w swoich norkach. Wciągnęła wilgotne powietrze. Pachniało lasem i liśćmi. Mimo że panowała Pora Opadających Liści i las przybrał monotonne, szarawe barwy, suczka przez chwilę poczuła się jak szczeniak pierwszy raz patrzący na las w Porze Nowych Liści, kuszący, pełen tajemnic, a jednocześnie niebezpieczny. Bez względu, ile miała lat, ciągle las ją fascynował, zachwycał. Jak jej wilczych przodków. Czuła, że to w lesie jest jej miejsce. Nie lubiła zbytnio miasta, choć dawało jej schronienie. Kiedy mogła, starała się wymykać do lasu mimo zagrożenia ze strony Quintusa. W końcu jest prawie że wilkiem, pewnie poradziłaby sobie w walce. Skierowała wzrok na ulicę. Deszcz porządnie zamoczył kupy liści przy drodze – były teraz przemoczone i wydawały lekko — jak dla Jeziornego Kwiatu — nieprzyjemny zapach. Słońce odbijało się w kroplach wody na nielicznych liściach na drzewach. Suczka podniosła wzrok i zauważyła tęczę. Na czystym, błękitnym niebie, jakby wymytym przez ulewę błyszczały piękne kolory. Jeziorny Kwiat przypomniała sobie, jak bardzo zdziwiła się, kiedy po raz pierwszy z bratem zobaczyła tęczę. Zaciekawieni wypytywali matkę, co to za dziwne zjawisko na niebie. Znowu przypomniała sobie chwile spędzone z bratem. Polowania, patrole... Cicho zaśmiała się na wspomnienie wspólnych figli. Przywołała w myślach obraz Rzecznego Liścia tak, jak go pamiętała. Jednocześnie niechciane myśli napłynęły do jej głowy, przysłaniając słodkie wspomnienia. Po raz kolejny przypomniała sobie brata... we krwi... jego spojrzenie... Zmusiła się, żeby przestać o tym myśleć, ale kiedy zamrugała i ponownie się rozejrzała, świat nie był już taki piękny jak przedtem. Zauważyła zgniecione na miazgę, gnijące liście, rozprutego lisa przy drodze, dym z kominów, smród potworów Dwunożnych... Uch. Przez okno najbliższego domu wyjrzał spasiony kot. Przeciągnął się, czując się istotą wyższą od psa na dworze. Za nim pojawił się jego właściciel. Jeziorny Kwiat szybko uciekła przed zasięg jego wzroku. Wątpiła, czy zostawiłby w spokoju bezpańskiego wilka włóczącego się po ulicy. Na pewno zadzwoniłby do schroniska albo, co gorsza, próbował rozwiązać sprawę na własną łapę. Mógłby ją skrzywdzić. Gdyby mu uciekła albo go pogryzła, powiadomiłby sąsiadów i dni Jeziornego Kwiatu byłyby policzone. Pewnie skończyłaby zagazowana w schronisku. Na szczęście Dwunóg posiadał wyjątkowo krótki wzrok. Obejrzał sobie dokładnie mokry krajobraz za oknem, po czym odwrócił się, aby ściągnąć kota z parapetu. Czworonóg śmiesznie zamachał nogami, ale w końcu pozwolił przenieść swoje tłuste ciało na krzesło niedaleko. Po chwili Dwunóg podał mu miseczkę z łososiem. Kot zeskoczył z krzesła i zabrał się do energicznego pochłaniania zawartości miski. Jeszcze zanim skończył, podszedł ludzki szczeniak, szczebiocząc do kotka. Kot próbował się bronić, ale był bezbronny wobec entuzjazmu dziecka. Jednocześnie Dwunożna zasunęła firanki, zasłaniając wściekłego kota miotającego się w uścisku rozpromienionego Dwunoga. Kolejna kropla spadła jej na grzbiet, przejmując chłodem kręgosłup. Wzdrygnęła się i odwróciła do Bryzowego Szeptu. Suczka najwyraźniej również się cieszyła, że deszcz ustał. Zauważyła jej zaciekawione spojrzenie. Pewnie podczas burzy wyglądałam na bardziej przestraszoną, niż myślałam – powiedziała do siebie w duchu. Zawstydziła się. Nie chciała, żeby Bryzowy Szept wzięła ją za tchórza czy coś w tym rodzaju. Przybrała pogodniejszy wyraz pyska. Podeszła do niej trochę bliżej i wymusiła coś na kształt psiego uśmiechu.
— Pięknie jest tak po deszczu, prawda? — odważyła się spytać.
<Bryzowy Szepcie?>
[601 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

3 listopada 2020

Od Jeziornego Kwiatu CD Bryzowego Szeptu

Liście dalej spadały na powierzchnię kałuży, kiedy Jeziorny Kwiat zobaczyła Bryzowy Szept. W pierwszej chwili chciała uciec. Udało jej się opanować to uczucie i spróbowała coś powiedzieć, ale wydobyła z siebie tylko krótki, urywany charkot. Kaszlnęła i w końcu mruknęła:
— Witaj, Bryzowy Szepcie.
Po wypowiedzeniu tych słów poczuła się odważniejsza. Podniosła głowę wyżej i spojrzała w oczy białej suczce w brązowe łaty. Zdobyła się nawet na uśmiech, kiedy spadający liść połaskotał ją w nos. Chciała spytać o coś jeszcze, ale przerwały jej pierwsze krople jesiennej mżawki. Przez chwilę stała w deszczu, ale zaraz schroniła się pod dachem szopki Dwunożnych. Wzdrygnęła się, kiedy usłyszała grzmot. Burza! Skuliła uszy. Nie, żeby się bała, ale nie lubiła hałasu. Pośród grzmotów i walących piorunów błagała Gwiezdnych, żeby skończyli tę okropną burzę. Jednak ulewa dalej waliła o dach szopki. Suka cofnęła się głębiej, ale kiedy poczuła zimno wody na futrze, cofnęła się spod przeciekającego miejsca. Odwróciła się do Bryzowego Szeptu i spojrzała na las za nią. Podczas deszczu wyglądał równie pięknie... Chociaż drzewa gięły się pod naporem nawałnicy, a deszcz przysłaniał lekką mgłą konary, ciągle uważała, że las jest cudowny. Nieliczne ptaki na gałęziach drżały i otrząsały łepki z kropel. Jeden po drugim, chowały się głębiej przed deszczem, aż wreszcie nie było widać żadnego. Wszystkie zwierzęta schowały się przed ulewą. Było też słychać jęki drzew giętych przez wicher. Krople deszczu dalej waliły o dach, ale na szczęście przestało już grzmieć.
— Może burza już się kończy, jak myślisz? — zwróciła się do Bryzowego Szeptu, przestępując z łapy na łapę.
<Bryzowy Szepcie?>
[252 słowa: Jeziorny Kwiat otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

29 października 2020

Od Jeziornego Kwiatu do Bryzowego Szeptu

Jeziorny Kwiat szła sobie brzegiem lasu, by w razie ataku mogła jak najszybciej uciec do miasta. Lubiła być w ciszy i samotności. Spojrzała na najbliższe drzewo, gdzie przysiadł niewielki ptak. Schował brązowy łepek pod skrzydło, a potem z całą swoją energią zaczął czyścić sobie szare piórka. Przystanęła pod drzewem, patrząc na ptaka. Przymknęła oczy na chwilę. Kiedy je otworzyła, ptak już odleciał. No cóż... szkoda. Pobiegła dalej, potykając się o wystający korzeń drzewa i wylądowała z nosem w trawie. Podniosła się ze ściółki i uniosła wzrok ku niebu. Przymrużyła oczy, mimo że słońce nie świeciło zbyt jasno. Cofnęła się w cień drzewa i słuchała odgłosów lasu. Gdzieś niedaleko przemknęła mysz. Wiatr otarł się o liście drzew, szeleszcząc cicho. Z drzewa obok zastukał dzięcioł. Dosłownie parę drzew od niej przemknął skrzeczący borsuk. Wstrzymała oddech i czekała na dalszy rozwój zdarzeń, ale na szczęście borsuk pobiegł dalej, nie zauważając jej. Przeklinając w duchu własną głupotę, jak mogła być tak nieuważna, jednocześnie dziękowała Gwiezdnym za ocalenie jej życia. Mrucząc coś do siebie pod nosem, poszła dalej. Chodziła między drzewami z coraz mniejszą ilością złotobrązowych liści. Jeden z nich spadł z drzewa na jej nos. Kichnęła i strząsnęła go łapą. Wyszła z lasu na ulicę i przykucnęła obok niewielkiej kałuży, obserwując swoje odbicie. Przekrzywiła pysk. Przymrużyła oczy i je wytrzeszczyła. Delikatne fale powstałe przez liście wirujące w kałuży śmiesznie wykrzywiały obraz. Na taflę wody upadł kolejny liść, a po powierzchni rozeszły się drgania. Uniosła wzrok i zauważyła Bryzowy Szept.

<Bryzowy Szepcie?>

[245 słów: Jeziorny Kwiat otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]