Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcza Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilcza Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

14 maja 2022

Od Wilczej Gwiazdy do Żałobnej Pieśni

Wcale nie było mi łatwo. Codziennie zastanawiałem się, jak znalazłem się na swojej pozycji i dlaczego akurat ja. Straciłem najlepszego przyjaciela i uzyskałem tytuł, którego bałem się przez pierwsze dni. Chciałem być taki jak Brązowy, iść jego drogą i być dobrym liderem, jednak czy miałem na to szanse? Kochałem swój klan i chciałem dla niego jak najlepiej, ale czy umiem zająć się wszystkimi jego członkami? Wmawiałem sobie, że to nic trudnego, że jako zastępca przecież widziałem z bliska pracę poprzedniego lidera. Mimo to wciąż czułem się nie na swoim miejscu. Gdzie nie spojrzałem widziałem Brązowego i czułem, jak moje serce coraz bardziej się zaciska. Nie pokazywałem tego po sobie, nie chcąc by inni podzielali moje smutki, jednak nie było dobrze. Pomimo tego, że starałem się sobie to wmówić.
Stałem się liderem z dnia na dzień, nie będąc kompletnie przygotowanym. Jednak wiedziałem, że swoją pierwszą decyzję podjąłem słusznie — Żałobna Pieśń idealnie nadawała się na mojego zastępcę. Imponowała mi tym, jak broni swojej rodziny i nie bała się konsekwencji posiadania dzieci z psem z innego klanu. Nie sądziłem, bym ja był na tyle odważny co do tego czynu. Zgadzaliśmy się w wielu miejscach i w wielu sprawach, tworzyliśmy dość zgrany duet. Obydwoje sądziliśmy, że to ważne, by klany sobie pomagały i opierały się na sobie nawzajem. Przed nami długa droga, lecz czułem, że damy radę. W końcu jak nie my to kto?
— Wilcza Gwiazdo? — podniosłem głowę, słysząc głos mojego zastępcy. Słońce zaczynało wschodzić, a jego promienie mieniły się w jej futrze. Przez jej jasne futro wyglądała jakby sama z siebie tworzyła światło. 
— Tak?
— Trzeba rozdzielić patrole, myślałam, że będziesz chciał się tym zająć.
Kiwnąłem powoli głową i ruszyłem w stronę centrum obozu. Życie powoli rozkwitało i miejsce to zaczynało tętnić życiem. Kiedyś uwielbiałem siadać z boku i obserwować tę krzątaninę. Smuciło mnie, że teraz nie mam na to czasu. Nie chciałem zrzucać całej swojej pracy na Żałobną — nie śmiałbym nawet tego robić! Dlatego też z uśmiechem wykonywałem swoją pracę, starając się by każdy czuł, że jestem przy nim. Nie każdy tego chciał, ale cóż...
Załatwienie podstawowych spraw nie zajęło nam długo. Moja zastępczyni pomogła mi uporać się ze wszystkim i sama gdzieś zniknęła. Była szybka i zwinna — czyli taka, jaka powinna być członkini Ventusu. Czy mogłem sobie wyobrazić lepszego pomocnika? Jednak zastanawiała mnie jedna rzecz — dlaczego jej imię dalej nie zostało zmienione?

~*~
 
Czekałem aż nastanie wieczór. Przez cały dzień chodziłem po terenach, sprawdzałem, czy wszystko idzie tak, jak powinno i czy nikt nie potrzebuje mojej pomocy. Nudziło mi się, to prawda, ale nie mogłem sobie tak po prostu zniknąć, by spędzić trochę czasu w samotności. Poza tym wypatrywałem swojego zastępcy, bo jej imię dalej zaprzątało moje myśli. Wróciła, dopiero gdy zaczęło robić się ciemno. Poprosiłem, by ruszyła za mną i odszedłem w zaciszne miejsce.
— Muszę o czymś z tobą porozmawiać.
— Tak?
— A więc nie bez powodu wybrałem cię na swojego zastępcę. Jesteś odważna, nie boisz się walczyć o rodzinę i o rzeczy, które ci się należą. Masz świeże spojrzenie na wszystko i mówisz, co masz na myśli, przez co w wielu rzeczach się zgadzamy. Zaimponowałaś mi tym. Jesteś ucieleśnieniem Ventusu — szybka i zwinna, idealnie pokazujesz, jaki jest nasz klan. Dlatego chciałem ci coś zaproponować — czy to nie najwyższy czas, by mianować cię Nieuchwytną Pieśnią?
<Żałobna Pieśni?>
[542 słowa, Wilcza Gwiazda otrzymuje 5 punktów doświadczenia]

21 grudnia 2021

Od Wilczego Cienia CD Gołębiej Łapy

Entuzjazm szczeniaka nieco zaczął przeskakiwać na mnie. Uwielbiałem ich zapał i radość ze szczenięcego życia, gdzie nie mieli żadnych zmartwień na głowie. Podczas gdy on wpatrywał się we mnie słodkimi ślepiami, ja zastanawiałem się, jak mógłbym mu odmówić. Będąc w jego wieku, pewnie sam nie chciałbym, by mi odmówiono. Poprosił o towarzystwo z rozwagi, że lepiej byłoby wziąć kogoś ze sobą.
— A więc dzisiaj będzie twój pierwszy raz — mruknąłem, a Gołębia Łapa podskoczył w miejscu, prawie się przewracając.
Parsknąłem na ten widok i ruszyłem przed siebie, pilnując, by trzymał się blisko mnie. Oczywiście poinformowałem jednego z wojowników, że go zabieram, by nikt się o niego nie martwił. Nie chciałem, żeby ktoś dostał zawału, myśląc, że zniknął i już nigdy nie wróci. Byłbym też niezłym idiotą, gdybym zabrał go sobie ot tak.
Słońce miło nas ogrzewało, gdy szliśmy do celu. Z każdym krokiem szczeniak coraz bardziej się cieszył, co sprawiło, że na moim pysku pojawił się uśmiech. Biegał z jednego miejsca na drugie, wszystko dokładnie obserwując, oczywiście kilka razy przewracając się o własne łapy. Za każdym razem moje serce na chwile stawało i podbiegałem, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. W końcu usłyszeliśmy szum wody, który poinformował nas, że jesteśmy na miejscu. Parsknąłem, widząc, jak Gołębia Łapa zaczął biec w stronę brzegu.
— Tylko nie wskakuj do wody! — krzyknąłem i popędziłem za nim, sam prawie nie przewracając się o wystający z ziemi korzeń.
— Dlaczego? — zatrzymał się, gdy stanąłem mu na drodze.
— Jesteś rozgrzany od słońca, a woda jest zimna. Może to się źle skończyć, a ja nie będę umiał ci pomóc. Wejdź najpierw tak, by zanurzyć łapy, twoje ciało się powoli dostosuje do temperatury.
Szczeniak o dziwo mnie posłuchał, ruszył do lekko spadzistego brzegu, a ja sam położyłem się niedaleko na wypadek, gdybym musiał interweniować. Będzie z niego niezłe ziółko.

***

Kolejny liść upadł na moją głowę. Wokół było ich pełno, jednak nadal pojedyncze sztuki spadały z drzew, zakrywając swoją ilością znane nam ścieżki. Temperatura powoli spadała, przypominając o nadchodzącej zimie, jednak nie przeszkadzało mi to. Lubiłem polować, by zapasy na zimę nie zniknęły po dwóch dniach. Teraz słońce znajdowało się wysoko, a ja nieco zmęczony stwierdziłem, że spokojny spacer dobrze mi zrobi. Często wychodziłem z obozu, żeby samemu pochodzić, jednak wynikało to, z tego, że nie miałem z kim rozmawiać. Każdy był zajęty, a ja nie chciałem smętnie łazić po obozie i zaczepiać wszystkich, którzy wyglądali na mniej zajętych. Nawet tutaj znajdowało się kilka psów, które odbywały swój codzienny patrol.
Idąc dobrze znaną sobie ścieżką, usłyszałem nagły szelest, który sprawił, że przystanąłem na chwilę. Nikt za mną nie szedł, dlatego stawiałem, że to dzikie zwierzę wydało dźwięk. Gdyby ktoś chciał mnie zaatakować, nie szedłby tak głośno. Gdy chciałem zapytać, kto tu jest, przybysz pokazał mi się sam. Gołębia Łapa, z którym od naszej wycieczki nad rzeką mało rozmawiałem. Obserwowałem go oczywiście z daleka, kibicując mu z treningiem, ale ostatnio rzadko go widywałem, dlatego nie miałem nawet okazji, jak idą jego ćwiczenia. Uśmiechnąłem się delikatnie, przypominając sobie jakim niezdarnym szczeniakiem był.
— Witaj Gołębia Łapo — odezwałem się jako pierwszy, po krótkiej chwili ilustrowania się wzrokiem. — Jak ci idzie trening, hm?
< Gołębia Łapo? >
[ 517 słów, Wilczy Cień otrzymuje 5 punktów doświadczenia ]

16 lipca 2021

Od Wilczego Cienia do Fiołkowej Skałki

Temat tajemniczej i niezbadanej jaskini ciągle wisiał w powietrzu. Po mojej przygodzie z Brązową Blizną wiedziałem, że spędzanie tam czasu, jak i przebywanie tam nie należało do bezpiecznych. Nie byliśmy pewni czy nie czai się tam coś oprócz pająków i usuwającej się spod łap ziemi. Jednak przecież ktoś w końcu musiał ją poznać. Dla bezpieczeństwa innych, jak i nowych informacji. Przecież w jej wnętrzu mogły znajdować się różne przydatne rzeczy czy przejścia, o których nie wiedzieliśmy. Postanowiłem z powodu wolnego czasu podejść tam i rozejrzeć się wokół niej. Na pewno nie miałem ochoty wchodzić samemu do środka po ostatnich wydarzeniach. Wzdrygałem się już na samą myśl o tym. Droga nie zajęła mi długiego czasu. Poinformowałem jednego z wojowników, gdzie idę, by nikt nie szukał mnie przez ten czas i ruszyłem biegiem w stronę jaskini. Oczywiście, że wolałem iść z kimś, ale dzisiaj akurat nikt kompletnie nie miałem czasu, a nie chciałem kogoś błagać o towarzyszenie mi. Jednak gdy zobaczyłem nieznanego mi psa, gdy już byłem u celu, żałowałem, że nie miałem nikogo przy swoim boku. Gdy mnie zauważyła, o dziwo nie była zaskoczona moim widokiem. Tak jakby spodziewała się, że ktoś może tu przyjść. Nie była również nastawiona wrogo, co zbiło mnie z tropu. Co ona w takim razie tutaj robiła? Podszedłem kilka kroków bliżej i zauważyłem, że przyglądała się wejściu do jaskini, które osłonięte mrokiem, wyglądało jeszcze straszniej, niż gdy byłem tu pierwszy raz.
— Witaj — powiedziałem powoli. Nie wiedziałem jak mam się zachować w tej sytuacji i pomimo jej nastawienia, wolałem być czujny. Próbowałem wykrzesać z siebie trochę emocji, by znowu nie mówić tym znudzonym i spokojnym tonem.
— Witaj. Jak się nazywasz?
— Wilczy Cień. A ty?
— Fiołkowa Skałka.
Obydwoje w ciszy wpatrywaliśmy się w jeden punkt, nie wiedząc co mówić. W końcu postanowiłem odezwać się pierwszy, cisza coraz bardziej doprowadzała mnie do szaleństwa.
— Co tutaj robisz? — zapytałem, rozglądając się wokół. Może gdzieś niedaleko znajdował się jej jakiś znajomy?
<Fiołkowa Skałko?>
[319 słów: Wilczy Cień otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

9 lipca 2021

Od Wilczego Cienia

Niedawno przydzielono mi nowego ucznia, którego, prawdę mówiąc, niezbyt znałem. Przez kilka dni nie miałem dla niego zbytnio czasu, przez co źle się z tym czułem. W końcu przecież każdy młody pies chciałby im szybciej ruszyć na pierwszy trening, by poczuć się choć trochę jak prawdziwy wojownik. Sam przecież taki byłem, dlatego mogłem zrozumieć, jak się przeze mnie czuł. I dlatego właśnie z tego powodu postanowiłem zrobić mu dzisiaj niespodziankę. Z samego rana zauważyłem go siedzącego niedaleko mnie i wpatrującego się z inne psy. Szybko do niego podbiegłem i uśmiechnąłem się do niego.
— Gotowy wyruszyć?
Specjalnie dzisiaj postanowiłem wybrać go na dłuższą „wycieczkę” by wynagrodzić mu te dni nic nie robienia, musieliśmy nadrobić kilka rzeczy.
Spojrzał na mnie na początku nieco zdziwiony, chyba dopiero po chwili przypominając sobie, kim jestem. W jego oczach zauważyłem wiele sprzecznych uczuć, lecz jego ogon delikatnie zaczął się ruszać. Gdy już zacząłem myśleć o nim jako o bardzo miłym szczeniaku, nagle mina mi zrzedła.
— Długo ci to zajęło, staruszku.
Jego skwaszona mina całkowicie wytrąciła mnie z równowagi. Jednak chyba za szybko oceniłem go po jego pierwszej reakcji na mnie. Raczej nie będzie łatwym uczniem, który będzie grzecznie mnie słuchał... Wywróciłem na niego oczami, co robiłem dość rzadko i aż zamarzyłem o jakimś dodatkowym patrolu, który mógłby mnie uratować. Jednak na to nie miałem co liczyć.
— Chodźmy — odezwałem się do niego już bez tak dużego entuzjazmu. Jednak o dziwo, nie ruszył się nawet na centymetr. Poczułem, jak zimna furia zalewa moje ciało. Spojrzałem na niego z ukosa, nie ruszając się nawet na milimetr. Ruszył dopiero po chwili, jakbym zupełnie nie poprosił go o to wcześniej.
Nigdy nie trafiłem na takiego szczeniaka, jednak wiedziałem, że nie pozwolę sobie wejść na głowę. Mimo tego, że byłem cichy i spokojny, uwielbiałem także szczeniaki, nie lubiłem braku szacunku. Gdy ktoś go nie posiadał, miał ze mną ciężkie życie. Gdy tylko wyszliśmy na odsłonięty teren, Miętowa Łapa pobiegł przed siebie, nie przejmując się ciągłymi potknięciami o śnieg. Ruszyłem truchtem za nim, obserwując, co wyprawia.
— Poczekaj, nie w tamtą stronę idziemy — mruknąłem, chcąc jak najszybciej znaleźć się w miejscu docelowym. No ale jak się domyśliłem, wcale nie będzie to takie łatwe.
— A właśnie że idziemy ta- — nie zdążył dokończyć, złapałem go w pysk i zacząłem iść, tam gdzie chciałem. Nie zwracałem uwagi na jego krzyki i szarpanie się. Im bardziej się szarpał, tym bardziej bolało jego nie mnie. Poza tym chyba jednak nie wiedział, że powinien mnie jako mentora słuchać, zawsze mogłem szepnąć słówko czy dwa, że przez swoje zachowanie o charakter, wcale nie nadaje się na wojownika.
Po krótkiej chwili puściłem go na ziemię, a on z mordem w oczach od razu się do mnie odwrócił.
— Jak śmiesz?!
Zaśmiałem się na jego słowa. Pewnie wydawało mu się, że jest nie wiadomo jak dorosły.
— Normalnie. Ty nie masz szacunku dla mnie? Nie oczekuj dobrego traktowania dla ciebie.
[475 słów: Wilczy Cień otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia, Miętowa Łapa 2 Punkty Treningu]

Od Wilczego Cienia do Mlecznego Oka

Patrolowanie naszych granic nie należało do najciekawszych rzeczy. Chodzenie z jednego miejsca na kolejne i sprawdzanie, czy gdzieś w okolicy nie pojawił się obcy pies, który mógłby nam zagrażać. Ale była to jedna z ważniejszych rzeczy, które miały przynieść spokój i bezpieczeństwo naszemu klanowi. Zawsze jak najlepiej wypełniałem swoje obowiązki, bez słowa wykonywałem polecenia, jednak gdy nie byłem do czegoś przekonany, potrafiłem o tym powiedzieć. I to nie tak, że byłem marionetką, która robiła, co mu się każe. Nie lubiłem zbytnio szorstkich rozkazów, dzięki którym inni czuli nade mną władzę. Jednak na dobra sprawę, nigdy nikt się tak do mnie nie odezwał. W większości przypadków była to prośba wynikająca z moich obowiązków jako wojownika. Dlatego też, gdy podczas zamyślenia poczułem nieznany mi zapach psa, który nie należał do żadnego z moich kompanów, stanąłem w gotowości, rozglądając się wokół siebie. Ślad był dość świeży, dlatego pies musiał znajdować się dość niedaleko. Znajdował się on blisko naszej granicy, po naszej stronie, wskazywało to na to, że przybysz najwyraźniej nie wszedł w głąb naszych terenów, co nieco mnie uspokoiło. Może się zagapił i jak tylko zauważył, wrócił do siebie? Pomimo swoich domysłów musiałem to sprawdzić. Przechadzałem się wzdłuż granicy, obserwując otoczenie i szukając miejsca, w którym pies być może wszedł jednak głębiej. Nic takiego jednak nie znalazłem. Powinienem powiedzieć o tym innym, lecz czy było to aż tak ważne, by ich niepokoić? Najpewniej była to pomyłka, która już nigdy się nie powtórzy. Na każdym patrolu mogłem podejść w to miejsce i sprawdzić, czy mam rację.
Westchnąłem, otrzepując śnieg, który już zdołał przykryć mnie grubą warstwą. Powinienem już wracać do reszty, by kolejni mogli udać się na patrol, jednak poruszenie się czegoś kilka metrów ode mnie, sprawiło, że moje mięśnie się napięły. To na pewno nie było żadne małe zwierzę, które chciało jak najciszej umknąć ode mnie. To coś specjalnie chciało, żebym usłyszał, że nadchodzi.
Czujnie przypatrywałem się temu miejscu, uważając, by nic nie zaatakowało mnie z tyłu. W końcu mógł być to podstęp bądź pułapka. Teraz czułem, że jednak powinienem powiedzieć o tym reszcie, jednak przecież nie pobiegnę, odwracając się plecami do przybysza. Gdy już miałem ruszyć w stronę, gdzie ostatnio go widziałem, sam wyszedł z ukrycia. Była to średniej wielkości suczka, z jasną sierścią, która skądś kojarzyłem — jednak na ten moment nie mogłem sobie przypomnieć skąd. Wpatrywaliśmy się w siebie przed dobrą chwilę, w bez ruchu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nie chciałem jej atakować, ponieważ nie wykazała się wobec mnie agresją, jednak nadal uważałem na każdy jej ruch. Nie znałem jej zamiarów, dlatego nie chciałem ryzykować podchodzeniem bliżej. Stanąłem tylko pewniej na łapach, patrząc prosto w jej oczy.
— Co tutaj robisz? — zapytałem, nadal nie spuszczając z niej wzroku.
<Mleczne Oko?>
[448 słów: Wilczy Cień otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

Od Wilczego Cienia do Gołębiej Łapy

Pościg za zwierzyną zawsze napawał mnie przyjemną adrenaliną. Lecz teraz, podczas gdy wokół na ziemi znowu pojawił się biały puch, zwierzyny było prawie zero. Pomimo bliskiej obecności ludzi obok i dużej ilości pożywienia, nie pojawia się jej zbyt dużo w okolicy. Zimowa pora zawsze mnie nudziła. Śnieg nie był dla mnie problemem, bo sierść, którą zostałem obdarowany, całkowicie zatrzymywała śnieg, nim zdążył dotknąć mojej skóry. Jednak za to pora zielonych liści przysparzała mi nie lada problem, ponieważ bardzo szybko się grzałem i ciągle było mi za gorąco. Dzisiejszego dnia wcale nie było inaczej. Po swoim porannym patrolu stwierdziłem, że spacer po polu pokrytym puchem będzie dobrym pomysłem. Nie miałem nic innego do roboty, nikt nie miał czasu pogadać, a, prawdę mówiąc, nie rozmawiałem praktycznie z nikim innym niż Brązowym. I to nie tak, że mi to przeszkadzało, czas w jego towarzystwie mijał mi szybko i przyjemnie. Jednak fajnie by było poznać kogoś, z kim można by było porozmawiać podczas jego braku czasu dla mnie. Być może nadarzy się okazja poznania kogoś? Jak zwykle podczas pory nagich drzew wokół było wiele pięknych widoków, które zapierały dech w piersiach. Gdzie się nie spojrzało, wszędzie było biało, drzewa wyglądały jak chmurki, roślinność nie była prawie widoczna. Z wysoko podniesioną głową ruszyłem przed siebie biegiem, rozrzucając wokół siebie śnieg. 
~*~
Gdy zaczęło się ściemniać, postanowiłem znaleźć naszego zastępcę, by zapytać, się czy nie ma czegoś dla mnie do zrobienia. Miałem dość bezczynnego siedzenia, a może jednak coś się znajdzie i w czymś pomogę? Jednak od kilku minut nie mogłem go znaleźć, sprawdziłem już naprawdę wszystkie miejsca, w których mógłby się znajdować, ale go tam nie było. Straciłem już nadzieję na spotkanie go dzisiejszego dnia. Być może wyruszył gdzieś i tego nie zauważyłem, co było dość prawdopodobne — w końcu nie było mnie tutaj przez dłuższą chwilę, więc jego wyjście mogło mi umknąć. Gdy już chciałem ruszyć gdzieś usiąść, z głową w obłokach poczułem, że coś potrąciłem. Szybko spojrzałem w dół, zauważając małą, uroczą kulkę, która otrzepała się po zderzeniu ze mną. Szczeniak spojrzał na mnie tymi swoimi dużymi, czarnymi oczami.
— Witaj — odparłem, siadając przed nim. Kojarzyłem go z widzenia, jednak nie pamiętałem, jak się nazywa. Był chyba jednym z uczniów.
— Jestem Gołębia Łapa! — odparł radośnie, zaśmiałem się na entuzjazm w jego głosie. Wyglądał na dość przyjacielskiego, więc może będzie chciał spędzić ze mną więcej czasu? Miałem taką nadzieję, bo jak tylko go ujrzałem, stwierdziłem, że bardzo dobrze się dogadamy. Nie wiedziałem, dlaczego tak czułem, ale miałem nadzieję, że mam rację.
<Gołębia Łapo?>
[414 słów: Wilczy Cień otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

4 lipca 2021

Od Wilczego Cienia CD Brązowej Blizny

Miałem już kompletnie dość tego miejsca. Nie dość, że było na tyle ciemno, że musieliśmy uważać na każdy nasz krok, to ból w tylnej łapie coraz bardziej promieniował. Spotkanie z pająkami jeszcze bardziej mnie dobiło i z mordem w oczach patrzyłem na otoczenie.
— Musimy znaleźć jakikolwiek przewiew, powietrze. Zaprowadzi nas do wyjścia, nawet do jakiejś pomniejszej dziury, dzięki której być może będziemy mogli przekopać się na zewnątrz.
Brązowy kiwnął w zamyśleniu głową. Nie wiedziałem ile będziemy szukać drogi ucieczki z tego miejsca, jednak miałem nadzieję, że wyjdziemy na słońce jak najszybciej. Ruszyliśmy przed siebie, wchodząc w każdy nawet najmniejszy korytarz, szukając, choć delikatnego powiewu wiatru. Teren stawał się coraz bardziej mokry, z sufitu skapywały krople wody, spadając na nasze głowy. Starałem się zachować spokój, wiedząc, że gdy stracimy głowę, zostaniemy tutaj na zawsze. Nie mogłem pozwolić by pies, któremu w końcu zacząłem bardziej ufać, utknął tu ze mną na wieki. Poza tym wizja posilania się pająkami, czy czymś, co tu żyje, nie była dla mnie zbyt piękna. Zrobię wszystko, by to się nie stało. 
~*~
Czułem coraz większe zmęczenie w łapach. Mój kręgosłup też umierał od ocierania o skały i przeciskanie się przez wąskie otwory. Brązowy przez swoją budowę z łatwością wszędzie wchodził, jednak u mnie nie wyglądało to tak kolorowo.
Już traciłem nadzieję, wszystkie korytarze wydawały mi się już takie same, dawno już straciłem orientację, gdzie jesteśmy. Aż nagle, po moim uchu połaskotał mnie delikatny, ledwo wyczuwalny wiatr. Stanąłem bez ruchu, nie chcąc zgubić jego toru przewiewu i ruszyłem w stronę, z którego docierał. Mój kompan bez słowa ruszył za mną, nie zadając żadnych pytań. Cieszyłem się, że mi ufa, przecież nie obdarza się zaufaniem pierwszego lepszego psa. Potknąłem się o ziemię, nawet nie zwracając na to uwagi. Podłoże prowadziło nas w górę, dlatego napawało mnie to coraz większym optymizmem. Nadal trzymałem wysoko łeb, nie chcąc stracić naszej ostatniej nadziei na wyjście stąd. Jaką poczułem ulgę, gdy wśród twardej ziemi zobaczyłem przenikające przez nie delikatne promienie słoneczne. Brązowy od razu dopadł i zaczął kopać, przez co gruz zaczął lecieć w moją stronę. Odskoczyłem na bok, widząc, jak męczy się z twardym podłożem, po prostu chcąc się wydostać.
— Odsuń się, ja zrobię to szybciej — odparłem i myślałem, że mnie nie usłyszał, bo nie przerwał pracy. Dopiero po chwili, ustąpił mi miejsca. Całą swoją masą uderzyłem w miejsce, gdzie przed chwilą kopał. Większe kamienie osunęły się za mnie, ukazując nam naszą drogę ucieczkę. Jaka ulgę poczułem, gdy po kilku mocniejszych uderzeniach pojawiła się dziura, która pozwalała nam wyjść na zewnątrz. Jednak była ona tak wysoko, że żaden z nas nie dałbym rady tak doskoczyć. Odwróciłem się do Brązowego, omiatając jego sylwetkę wzrokiem. Raz kozie śmierć...
— Wskakuj. — Delikatnie opuściłem łeb, by wskoczył mi na kark.
— Co?
— No wskakuj, podrzucę cię na górę.
Widziałem, że najpierw nie był przekonany co do tego planu, ale prawdę mówiąc, innego nie mieliśmy. Po chwili poczułem jego przednie łapy na swoim karku, podczas gdy resztą ciała balansował na moim grzbiecie, by nie upaść. Policzył po cichu do trzech i skończył, próbując złapać się wystającego korzenia, tuż przy powierzchni. Oczywiście wierzyłem, że mu się uda, co sprawiło, że nie zdążyłem się odsunąć. Upadł na mój pysk, zadem przyciskając moją głowę do ziemi. No po prostu pięknie...
<Brązowa Blizno?>
[537 słów: Wilczy Cień otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

19 maja 2021

Od Wilczego Cienia CD Brązowej Blizny

Zanim Brązowa Blizna wrócił ze swej wyprawy, wiele się zmieniło. Wiedziałem, że nie mogę mieć pretensji o to, że zadawał tyle pytań, jednak mój przybity od rana humor nie pomagał w odpowiadaniu na nie — miałem ochotę się gdzieś zaszyć i udać, że mnie nie ma, jednak pojawienie się mojego przyjaciela trochę podniosło mnie na duchu, nie byłem sam. Odwróciłem się i zerknąłem na legowisko, gdzie go zostawiłem. Ale czy na pewno mogłem nazwać go przyjacielem? 
~*~
— No chodź. — Brązowa Blizna szedł obok mnie od dłuższej chwili, czekając, aż się w końcu zbiorę. Zgodziłem się, by pójść z nim na patrol, nie wiem, co mnie do tego podkusiło, ale wiedziałem, że teraz się nie wywinę. Dlatego szybko skończyłem swoje śniadanie i ruszyłem do wyjścia z obozu. Kompan dziarskim krokiem dotrzymywał mi kroku, podczas gdy ja przypatrywałem się niebu. Słońce coraz bardziej wyłaniało się zza chmur, przez co wiedziałem, że niedługo gorąco będzie mi doskwierać przez całe dnie. Nie lubiłem tak ciepłych temperatur, jednak nie mogłem się przecież zaszyć w cieniu na większą część roku, byle by się przed nim skryć. Nie zwracałem uwagi na to gdzie idziemy, szedłem śladami Brązowej Blizny. Miałem pewność, że będzie to zwykły patrol, dopóki obydwoje nie wyczuliśmy dziwnego zapachu. Nie wiedziałem, do kogo należał. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć do Brązowego, podjął trop. Rozejrzałem się wokół, jednak w zasięgu wzroku nie było widać właściciela owego zapachu.
— Nie podoba mi się to — odparłem, próbując zrzucić z siebie stres rozmową — ani trochę.
— Wiesz kogo to zapach, Wilczy Cieniu? — powiedział z ciekawością w głosie Brązowa Blizna. — Ja niestety nie za bardzo znam ten zapach... no może trochę. Jednak nie jest mi tak znajomy jak zapach zwierzyny.
— Też nie wiem. I dlatego mnie to tak niepokoi.
Po chwili pies był już tak daleko, że nie słyszałem jego dalszych słów. Moje ciało ostrzegało mnie, żebym nie szedł tam, gdzie miałem zamiar. Jednak po chwili bicia się z myślami ruszyłem za Brązowym. Czułem niepokój, jakby coś za kilka chwil miało nas zaatakować zza drzew. Wokół słońce stwarzało ruszające się cienie, każdy z nich wyglądał jak wróg, a cisza wcale mi nie pomagała.
Nasza podróż trwała dość długo. Gdy dotarliśmy do drogi, której odór czuliśmy już z daleka, z ledwością stwierdziliśmy, że trop zaprowadził nas do dziury pod nią. Podszedłem bliżej by zobaczyć, co znajduje się w tunelu. Nie miałem zamiaru nawet tam wchodzić, jednak jak widać, los stwierdził inaczej. Gdy tylko postawiłem łapy na krawędzi dziury, ziemia się pode mną zarwała, a ja poleciałem w dół, próbując złapać się za cokolwiek by nie upaść niżej. Nie miałem jednak za co.
<Brązowa Blizno?>
[426 słów: Wilczy Cień otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]
gay gay homosexual gay

7 kwietnia 2021

Od Wilczego Cienia CD Sosnowej Łapy

Nuda doskwierała mi coraz bardziej, nie miałem z kim porozmawiać ani żadnego zajęcia, które pomogłoby mi zabić trochę czasu. Siedziałem przy legowisku, obserwując innych, patrząc, jak ruszają się jak w mrowisku. Podniosłem swój kuper z ziemi i ruszyłem w stronę legowiska uczniów. Miałem nadzieję, że zastanę tam Sosnową Łapę. Jednak ku mojemu zdziwieniu jej tam nie było. Rozejrzałem się wokół siebie, jednak nigdzie jej nie dostrzegłem, co przyprawiło mnie o szybsze bicie serca. Zacząłem krążyć po obozie, aż doszedłem do legowiska medyka. Wtedy właśnie usłyszałem jej głos.
— Nie są za smaczne.
— One nie mają smakować, tylko cię uleczyć. — Manaci Olbrzym stał obok niej.— Dobrze, dzisiaj zostajesz tutaj. A potem zobaczymy, czy ci się polepszy.
Nadstawiłem uszy, podchodząc powoli bliżej. Czyżby moja uczennica była chora? Gdy stanąłem obok medyka, Sosnowa podniosła na mnie swój wzrok.
— Źle się czujesz? — zapytałem. 
Być może było to głupie pytanie, ale wtedy się tym nie przejmowałem. Jeszcze na treningu było z nią wszystko dobrze, nie miała żadnych objawów choroby a teraz?
— Chcę mi się kaszleć.
Westchnąłem. Nie wiedziałem co jej powiedzieć. Wiadomo, że wyzdrowieje. Nasz medyk dobrze się nią zajmie, nie miałem co do tego spostrzeżeń. Nie chcąc jeszcze bardziej jej męczyć, odszedłem, cicho się żegnając. Nie chciałem jednak wracać do legowiska. Powoli robiło się ciemno, wszyscy wracali do obozu, a ja położyłem się obok legowiska medyków. Czułem się zmęczony. A moje oczy coraz bardziej się zamykały, pomimo tego, że walczyłem ze znużeniem. Dopiero wtedy przypomniałem sobie, że nic nie jadłem, jednak sen wziął górę i po chwili zasnąłem.
***
Poczułem delikatne szturchanie. Podniosłem głowę z ziemi, jednak sprawiło to, że poczułem ból w karku, przez co syknąłem. Do zapamiętania — spanie na gołej ziemi źle się kończy. Podniosłem w końcu wzrok, podnosząc się z podłoża jak jakiś staruszek. Zaczynało robić się jasno, co uświadomiło mi, że spałem przez całą noc właśnie tutaj.
Nasz medyk stał obok mnie, patrząc jak na jakiegoś nierozważnego szczeniaka. Jednak zanim zdążył coś powiedzieć, ja pierwszy zabrałem głos.
— Co z Sosnową Łapą?
<Sosnowa Łapo?>
[329 słów: Wilczy Cień otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia a Sosnowa Łapa 2 Punkty Treningu]

22 marca 2021

Od Wilczego Cienia CD Sosnowej Łapy

Było mi dobrze na sercu z tym że mojej uczennicy ten widok podobał się równie jak mi. Na początku sądziłem, że uzna to za dość nudne i niechętnie tu zostanie, a jednak była pod ogromnym wrażeniem nocnego nieba.
— Jak myślisz, czy gwiazdy nas słyszą? — spytała się nagle. — Chciałabym kiedyś móc z jedną porozmawiać. Zapytałabym jak jej tam w górze i czy blisko jej do Gwiezdnych.
Zaśmiałem się na jej słowa. Też taki byłem jako młodziak, marzyciel, który nie chciał dać złapać się realnemu światu zbyt szybko. Ale rzeczywistość prędzej czy później każdego chwytała w swe szpony.
— Sądzę, że nawet jeśli ci nie odpowiadają, słyszą cię i z uwagą analizują twoje słowa — stwierdziłem po chwili. — Martwią się Twoimi problemami jak i wierzą, że spełnią się marzenia, o których im opowiadasz.
Suczka ucieszyła się na moje słowa, przymykając oczy. Byłem pewny, że teraz rozmawia w myślach z gwiazdami. Nie odzywałem się, dając jej czas, by mogła to zrobić, grzecznie czekałem obok niej.
— Wracamy? — zapytałem, gdy ta odwróciła się do mnie. Sam powoli podniosłem się z ziemi, rozglądając wokół. Co jak co, ale musiałem pamiętać, że las w nocy jest niebezpieczny.
— Tak, możemy już wracać.
W milczeniu skierowaliśmy się w stronę obozu. Sosnowa była dość spokojna, szła obok mnie, nie wyprzedzając ani nie pozostając z tyłu. Było to dość dziwne zachowanie patrząc na to jak zawsze była pełna energii.
— Coś się stało?
Zatrzymałem się na chwilę, by na nią spojrzeć. Przecież w końcu jej problemy są i moimi.
<Sosnowa Łapo?>
[245 słów: Wilczy Cień otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia, Sosnowa Łapa 2 Punkty Treningu]

5 marca 2021

Od Wilczego Cienia CD Sosnowej Łapy

Polana była urokliwa, wręcz sama zapraszała do skorzystania z jej wielkiego terenu do treningu. Pamiętałem ją jeszcze z czasów mojego dzieciństwa. Było to miejsce, do którego uwielbiałem przychodzić z moją matką i wygrzewać się w słońcu. Teraz tego nienawidziłem. Westchnąłem, rozglądając się wokół. Cisza i spokój, żadnych biegających psów i rozpraszających zapachów.
Stanąłem na jej brzegu i wtedy moja uczennica pobiegła przed siebie. Nie miałem serca jej zatrzymywać. Widziałem jaką radość to u niej wywoływało. Dlatego też usiadłem powoli, dając jej nacieszyć się chwilą. Jej zachowanie wywołało na moim pysku uśmiech, była cudownym uczniem, szybko się uczyła, była odważna i nie kwestionowała tego, co mówię. Nie mogłem na nią narzekać, nie miałem na co.
Wróciła do mnie z podkulonymi ogonem, co nieco mnie zdziwiło. Czyżby myślała, że jej zachowanie nie było odpowiednie? Sam chętnie rzuciłbym się na śnieg i nie zrobiłem tego tylko przez to, że w końcu przy niej powinienem zachowywać się jak dorosły.
— Chodźmy dalej — mruknąłem rozbawiony. Sosnowa Łapa chyba zauważyła, że nie byłem zły i jej ogon zamerdał. No i jak tu jej nie lubić? 
 
Jakiś czas później
 
Musiałem iść do medyka, nie czułem się najlepiej, przez co kompletnie nie nadawałem się do robienia czegokolwiek. Moja wizyta u niego trwała dość długo, nieźle przy okazji na mnie nakrzyczał, że nie przyszedłem wcześniej. Czy to moja wina, że nie lubiłem do niego chodzić?
Po tylu treningach z nią powoli zauważałem, że nie miałem czego już jej uczyć. Co dwa treningi udawaliśmy się na polowanie, jednak zawsze zrywałem ją z samego rana, by nie musieć robić tego w słońcu. Suczka nic nie mówiła, nie komentowała, rozumiejąc mój wybór, za co byłem jej wdzięczny.
— Gdzie teraz idziemy? — spytała, krocząc obok mnie. Teraz była o wiele większa, niż gdy zaczynałem ją trenować. Byłem zadowolony z tego, że mogłem patrzeć, jak dorasta i pomagać jej w tym z całych swoich sił. Nigdy nie zamieniłbym swojego ucznia, ze względu na to, że Sosnowa Łapa wręcz idealnie dobrała się do mnie charakterem.
— Zobaczysz.
Było już ciemno, dlatego nie byłem zdziwiony tym, że zapytała już kilka razy o cel naszej podróży. W końcu smacznie spała, gdy nagle przyszedłem i obudziłem ją na tyle cicho by nie zbudzić pozostałych. Znaleźliśmy się na pagórku znajdującym się niedaleko polany, na której zaczęliśmy nasz pierwszy trening. Sosnowa Łapa usiadła obok mnie, wpatrując się w niego, na którym widać było wiele gwiazd. Uwielbiałem wpatrywać się w nocne niebo. Uspokajało mnie to i wracając, zawsze czułem, jakby część moich problemów wciągała noc. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
<Sosnowa Łapo?>
[416 słów: Wilczy Cień otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia, Sosnowa Łapa 2 Punkty Treningu]

4 marca 2021

Od Wilczego Cienia CD Brązowej Blizny

Poczułem w nim dziwną zmianę. Na początku zachowywał się dość wycofanie, najpewniej przez to, że zupełnie go ignorowałem. Jednak im bardziej zdawałem się przed nim otwierać, on czuł się coraz swobodniej. Cieszyło mnie to, jednak jak na początku znajomości wolałem tego nie ukazywać — w końcu nie wiedziałem, czy będzie to trwałe. Równie dobrze po powrocie do obozu może przestać się do mnie odzywać, udając, że mnie nie zna. Co wprawdzie było prawdą, jednak na razie wolałem się nad tym nie zastanawiać. Zobaczymy, co będzie, jak już się to wydarzy.
— Prowadź — mruknąłem, co go najwyraźniej ucieszyło. Wiedziałem, że wyglądam na leniwego i ospałego jednak nie lubiłem ukazywać swojej energii. Codziennie rano robiłem kilka kółek, a potem męczyłem się z myślą, że najchętniej ruszyłbym przed siebie biegiem, nie zwracając na nic uwagi. Ale nie mogłem przecież tak po prostu robić tego, co chciałem.
Szliśmy w przyjemnej ciszy, obserwując otoczenie. W końcu nie mogliśmy stracić czujności pomimo tego, że nie byliśmy na patrolu. Ale kto wie, co może się wydarzyć na polowaniu. Westchnąłem, czując, jak delikatny wiatr muska moją sierść. Uwielbiałem taką pogodę. Nienawidziłem gorąca i upałów, przed którymi trudno się ukryć, by choć trochę się ochłodzić.
Patrole w słońcu nie należały do najprzyjemniejszych, przez co mój humor psuł się już w momencie gdy zostawałem na niego wysłany. Mus to mus. Powiodłem wzrokiem na psa, który radosnym krokiem szedł kilka centymetrów przede mną. Nie chciałem, by nasz spacer się zakończył, ponieważ nie lubiłem spędzać czasu w obozie, jednak przecież nie będę go prosił, by spędził ze mną jeszcze więcej czasu. W końcu stracił na mnie praktycznie cały dzień i pewnie chciał odpocząć, nie dziwiłem się. Musi być męczące chodzenie z psem, który zachowuje się jak staruszek i nie okazuje ani odrobiny energii. Potrząsnąłem głową, by odgonić od siebie nadmierne myśli, jednak przez to uderzyłem głową w drzewo, którego nie zauważyłem. Jednym susłem odskoczyłem od niego, warcząc pod nosem przez swoją głupotę. Co ze mnie za idiota. Zacisnąłem zęby. Debil.
<Brązowa Blizno?>
[326 słów: Wilczy Cień otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

24 stycznia 2021

Od Wilczego Cienia do Sosnowej Łapy

 Znowu wpadłem w zaspę, mając już dość dzisiejszego dnia. Nie zwracałem uwagi tam, gdzie stąpam i co chwilę zapadałem się w śniegu. I nie byłem, bo czułem zimno — byłem zły na to, że nie byłem nawet skupić się na głupim chodzeniu po lesie. Od jakiegoś czasu posiadałem ucznia, jednak z powodu tego pierwszego razu, nie wiedziałem, od czego powinienem zacząć. Sosnowa Łapa szła za mną zamyślona, nie zwracając nawet uwagi na mój humor. W dodatku nawet nie wiedziała, gdzie idziemy, ba, sam nie wiedziałem, gdzie idę. W porze nagich liści trudno było ćwiczyć takie rzeczy jak polowanie z powodu tego, że zwierzyny wręcz nie było
— Pokażę ci nasze tereny i granicę — mruknąłem nagle, zdziwiony, że zabrałem głos.
Wpatrywałem się przez dłuższą chwilę w nagie drzewa, nie chcąc przerwać ciszy panującej w lesie. Jednak zmartwienie w moim sercu nie dawało mi spokoju, przez co nie wiedziałem co dalej począć. Odwróciłem się do uczennicy, nachylając tak, by mój wzrok był na poziomie jej oczu.
— Wiem, że nie jestem zbyt dobrym mentorem, jednak czuję, że coś jest nie tak. Jeśli nie chcesz mi powiedzieć, to nie szkodzi, nie będę cię do niczego zmuszał, jednak jakbyś chciała... Pamiętaj, że możesz mi o wszystkim mówić. — Uśmiechnąłem się delikatnie by nadać realizmu swoim słowom. W duchu zaśmiałem się sam z siebie, to był chyba najdłuższy monolog, który przy niej wypowiedziałem. Suczka kiwnęła głową, pochodząc jeszcze bliżej. Zdziwiłem się, że dzisiaj wręcz nic nie mówiła.
Zawsze opowiadała mi historię o sobie w roli głównej, których z uwagą słuchałem, od czasu do czasu potakując głową, by wiedziała, że nie przestałem. Jednak dzisiaj było inaczej. Czyżby aż tak mój podły nastrój ją dobił? Westchnąłem i zatrzymałem się na jednej z polanek, usłanej grubą warstwą śniegu. Sosnowa Łapa nie zdążyła wyhamować i wpadła na moje tylne nogi, natychmiast otrzepując się ze śniegu, który zaległ jej na plecach.
<Sosnowa Łapo?>
[307 słów: Wilczy Cień otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia, Sosnowa Łapa 2 Punkty Treningu]

11 stycznia 2021

Od Wilczego Cienia CD Brązowej Blizny

Cała ta sytuacja była dla mnie nowa. Od zawsze trzymałem się od wszystkich z daleka, ale czy choć chwila radosnego czasu z Brązową Blizną mi zaszkodzą? Stwierdziłem, że nie — przecież jak wrócimy do obozu, będziemy zachowywać się jak gdyby nigdy nic, wykonując swoje codzienne obowiązki. Jednakże na samą myśl, że znowu zostanę sam, niepokoiła mnie. Podczas polowania działałem mechanicznie, niezbyt zwracając uwagę na to co robię. Zdobycz nie była jedną z tych, którą można pochwalić się przed innymi, chude stworzenie wisiało między moimi kłami, już dawno oddając swój ostatni oddech. Jednakże i tak mała iskierka dumy w moim sercu się znalazła, o tej porze roku trudno było złapać cokolwiek, dlatego każdy kawałek mięsa się liczył. Jednak moją radość zdusiło zachowanie mojego towarzysza. Czułem, że pomimo radosnego wyglądu coś w jego środku się zmieniło, przez co jego radość przygasła. Jednak nie wiedziałem co powiedzieć na tę sytuację. Czasem nie umiałem wydusić z siebie słowa, pomimo tego, że bardzo tego chciałem. I często tego żałowałem. Pewnie właśnie z tego powodu nie miałem nikogo obok siebie. Oczywiście nie miałem o to pretensji do kogokolwiek z klanu, gdyby ktoś zachowywał się tak obojętnie wobec mnie, też bym pewnie w którymś momencie się od niego oddalił, by nie przejąć jego energii. Ale w końcu taki byłem, stałem się taki przez innych. To nie była w pełni moja wina. Gdy tylko zaczął się oddalać, przechyliłem głowę, wpatrując się w jego tył. Westchnąłem, stając pewniej na ziemi. W końcu może pora rozładować trochę energii i pokazać prawdziwego siebie? W kilku susłach znalazłem się przed nim, zagradzając mu drogę. Wyprostowałem się, wpatrując prosto w jego oczy.
— Sądzę, że możemy poszukać jeszcze jakiejś zwierzyny i zanieść ją do obozu, pewnie reszta się ucieszy z powodu choć trochę większego stosu — mruknąłem, wskazując nosem kierunek, gdzie znajduje się nasz klan. Nie wiedziałem, czy się zgodzi, wyglądał jakby miał dość mojej obecności, jednak musiał wiedzieć, że nie jestem taki zły, prawda? By bardziej nadać przyjacielskiego wygłosu mojej wypowiedzi, uśmiechnąłem się delikatnie, otrzepując z warstwy śniegu.
<Brązowa Blizno?>
[333 słowa: Wilczy Cień otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

21 grudnia 2020

Od Wilczego Cienia CD Brązowej Blizny

Myślałem, że ten spacer będzie spokojnym przejściem przez las, by napawać się zimowym krajobrazem. Jednak najwyraźniej Brązowa Blizna postanowił dowiedzieć się o mnie czegoś więcej, co mnie zdziwiło. Jednakże nie pozwalałem, by owa reakcja ukazała się na moim pysku. Obojętność była jednym z moich pierwszych ja, dlatego nie rozumiałem jego zirytowana. Widziałem, że wolał pobiec przed siebie, poczuć zimny wiatr w sierści jednak... Po co? Po co cieszyć się z nieidealnego życia. Westchnąłem, otrząsając się ze śniegu, który osiadł na moim futrze. Myślałem nad tym, o czym mógł myśleć. Że pewnie nie mam w sobie ani trochę entuzjazmu, że zachowuję się o wiele starzej, niż faktycznie powinienem się zachowywać. Jednak nie wiedział, że ja też bym chciał pobiec, w końcu się czymś zająć, rozbawić. Jednak nie mogłem. Przecież to byłaby tylko ulotna chwila, która szybko by zanikła w moich wspomnieniach bym znów o niej nie rozmyślał. Jednak... Czy Brązowa Blizna zdziwiłby się gdybym właśnie tak się zachował? Pomimo tego, że był starszy, swoim zachowaniem tego nie pokazywał — patrząc na nas dwóch, pies z zewnątrz powiedziałby, że to ja jestem tym starszym. Parsknąłem śmiechem, zwracając jego uwagę. Spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami, najpewniej nie rozumiejąc, co tak nagle mnie rozbawiło.
— Z czego się śmiejesz? — zapytał po chwili, podchodząc bliżej. Nie miałem nic przeciwko. Jednak zacząłem się czuć nieco nieswojo, gdy podszedł bliżej niż zazwyczaj.
— Nie uważasz, że zachowujesz się o wiele młodziej niż ja?
Zanim pies zdążył się zastanowić, mocnym uderzeniem łapy posłałem w jego stronę śnieg. Brązowa Blizna odsunął się, jednakże gdy tylko na mnie spojrzał, znów zobaczył moją obojętną minę. W duchu śmiałem się ze swojego zachowania lecz zanim zdążył się oburzyć, ruszyłem w dalszą drogę, krzycząc, żeby się pośpieszył. Towarzysz podróży od razu zrównał ze mną krok. Czułem, jak w moje kości zaczęła wchodzić nowa energia, spowodowana zimnem, które wręcz łagodziło mój stres. Mój krok stał się żywszy, łapy wyżej unosiły się nad ziemią. Zima zawsze była piękna, nieważne w którym roku. Mógłbym wpatrywać się w ośnieżony krajobraz godzinami i nadal byłoby mi mało. Przez swoje zamyślenie, nie zauważyłem, że Brązowa Blizna stanął w miejscu. Odwróciłem się w jego stronę, krzyżując z nim wzrok. Wpatrywał się we mnie.
— Co się stało?
<Brązowa Blizno?>
[364 słowa: Wilczy Cień otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

7 grudnia 2020

Od Wilczego Cienia CD Brązowej Blizny

Wolałem samemu przespacerować się po tym zimowym krajobrazie, jednak... to nie tak, że nie lubiłem obecności innych. Po prostu patrząc na to że wszyscy się znają, na ich lekcje, przyjaźnie — od szczeniaka czułem się odtrącany, z niewiadomych mi przyczyn. To właśnie dlatego przestałem wręcz mówić, nie miałem nawet z kim tego robić. Kojarzyłem Brązową Bliznę, był jednym wojowników naszego klanu, jednakże ani razu się do mnie nie odezwał, nigdy nie podszedł by zapytać co tam u mnie, jak się czuję czy co robię. Jednakże teraz nagle jak gdyby nigdy nic próbował nawiązać ze mną rozmowę. Czyżby miał w tym jakąś sprawę? Spojrzałem na niego spod śniegu osadzonego na moich powiekach i przyglądałem się przez dłuższą chwilę. Dziwne dla mnie było, że nikt z nim nie spacerował. Jednak zauważyłem także, że jest mu dość zimno, a to sprawiło, że poczułem nagłą potrzebę z jak najszybszym powrotem do obozu. Przecież mógł się nabawić kataru, a ja najpewniej będę miał wyrzuty sumienia.
— Powinniśmy wracać, przejść się możemy później - mruknąłem i poczułem delikatnie szczypanie w gardle. Już dawno się do nikogo nie odzywałem o czym przypomniało mi własne gardło. By pozbyć się nieprzyjemnego uczucia odchrząknąłem delikatnie, jednak na nic się to zdało. Pamiętałem jeszcze czasy, gdy potrafiłem nie odzywać się ponad tydzień, a wszyscy inni sądzili, że straciłem język. Jednak prawdę mówiąc wolałbym go nie mieć. Wtedy nie musiałbym się bać, że do kogoś się przywiążę. Bo przecież więzy sprawiają ból, niezależnie kiedy i jak, ale nigdy nie kończy się to dobrze. I nie ważne co się stanie, sądzę że nigdy nie zmienię zdania.
Ruszyłem przed siebie w drogę powrotną, uważając pod łapy. Nie chciałem wpaść w jakąś niespodziankę, nie chciałem też wyjść przez Brązową Blizną na debila. Może na takiego nie wyglądałem, ale słowa innych były dla mnie ważne, tym bardziej jeśli były to opinie na mój temat, te złe czy dobre. Pies ruszył za mną bez słowa, jednak czułem, że mi się przygląda. Jakby coś do mnie miał, jednak nie chciał powiedzieć. Zerknąłem na niego z ukosa, jednak szybko odwrócił wzrok, udając że zobaczył coś interesującego. Musiałem przyznać że mnie to rozbawiło. Był na tyle energiczny, że pewnie spokojny spacer z takim psem jak ja był dla niego nie lada wyczynem.
***
W obozie jak zawsze było tłoczno. Kolejny patrol czekał na mój powrót by wyruszyć na swój własny, dlatego szybko wyjaśniłem im, że nie wyczułem niczego dziwnego ani podejrzanego i ruszyłem w stronę legowiska wojowników. Widziałem kątem oka jak towarzysz mojej podróży podbiega to stosu zwierzyny i wybiera z niej dość mała mysz, która niestety w tej porze roku musiała nam wystarczyć. Ja wolałem na razie się z tym wstrzymać, nie jadłem zbyt często by inni mogli pozwolić sobie na bardziej obfity posiłek. Patrzyłem jak Brązowa Blizna spożywa swój posiłek w ciszy, czekałem aż skończy by w końcu spełnić swoją prośbę. Gdy tylko wszedł do legowiska i spędził chwilę czasu na ogrzaniu się, ruszyłem w jego stronę. Gdy poczuł, że ktoś nad nim stoi, powoli podniósł głowę.
— To chcesz iść na ten spacer?
<Brązowa Blizno?>
[501 słów: Wilczy Cień otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

30 listopada 2020

Od Wilczego Cienia

Ten dzień nie liczył się od miliona innych, które już przeżyłem. Łowy, patrol — i tak w kółko, nie przejmując się samym sobą, jednak chciałem być ważny dla swojego klanu. Nadal nie wiedziałem, jakim cudem jeszcze tu wytrzymuje, jednak oprócz mojego charakteru, który nakazywał mi uciekać gdzie pieprz rośnie, coś mnie tu trzymało, jakaś niewidzialna nić, która mówiła mi, że powinienem tu zostać.
Westchnąłem, przeskakując kolejną zaspę śniegu, nie chcąc jeszcze bardziej się ośnieżyć, co prawda moje futro zostało idealnie przygotowane na właśnie takie pory klimatyczne, jednak brodzenie w śniegu nie było moim ulubionym zajęciem. Tym bardziej, że teraz trudno o jakąkolwiek zwierzynę, większość spała, chcąc jak najlepiej przeżyć zimne dni, by obudzić się w cieplejszym okresie. Z uporem maniaka próbowałem wyczuć choć najmniejszy zapach, by przynieść coś do obozu, jednak nic z tego. Wiedziałem, że nie ma to sensu, jednak nadal szedłem przed siebie, z nosem blisko ziemi.
— Ciekawe kiedy w końcu będzie cieplej — z każdym moim słowem wypowiedzianym sam do siebie, para z moich ust wylatywała, tworząc obłoczek wokół mojego pyska. Nie wiedziałem co mam ze sobą robić. Na patrolu zawsze wszystko robiłem mechanicznie, przechadzając się i sprawdzając czy na naszych terenach można wyczuć zapachy innego klanu. Jednak i tym razem nic takiego się nie stało.
Powoli nastawała pora mojego powrotu do obozu. Musiałem reszcie przekazać, że nie wydarzyły się żadne nowości i w końcu nieco odpocząć. Od kilku dni, z nieznanych mi powodów, nie mogłem zasnąć, za każdym razem gdy zamykałem oczy czułem dziwny niepokój, który nie pozwolił odpłynąć mi w objęcia słodkiego snu. W trakcie powrotu, wpatrywałem się w jeden punkt, cała biel wokół nieco mnie drażniła, z daleko wszystko wyglądało na równy grunt, lecz jeśli się podeszło bliżej, widać było zdradzieckie pułapki, schowane pod warstwą śniegu.
Gdybym nie podniósł głowy, nie zauważyłbym psa idącego w moim kierunku. Poruszał się spokojnie, nie śpiesząc się. Musiałem przyznać, że nie spodziewałem się, że kogoś spotkam, czyżby coś się stało?
<Ktoś?>
[320 słów: Wilczy Cień otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

"Jestem niczym cień. A nikt nie pamięta cieni."

[kliknięcie przeniesie do karty postaci]