Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cedrowy Deszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cedrowy Deszcz. Pokaż wszystkie posty

25 lipca 2022

Od Cedrowego Deszczu CD Liliowej Sadzawki

— Wow, widziałaś? Jestem już Liliową Sadzawką! Kiedy pójdziemy razem na patrol? Może dzisiaj? — świeżo mianowana wojowniczka z błyskiem w oczach skakała wokół Cedrowego Deszczu. — Dziękuję, że mnie Pani wytrenowała! Teraz jestem prawdziwym członkiem klanu! Może niedługo sama wytrenuję jakiegoś młodzika?!
Śmiech byłej mentorki przywodził na myśl szumiącą rzekę i zdołał uspokoić nawet Lilię.
— Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie. Ale jeżeli dobrze pamiętasz kodeks wojownika, to wiesz, że dzisiaj będziesz musiała odbyć czuwanie — przerwały jej szybkie, potakujące gesty Liliowej Sadzawki. — Nie byłoby ci łatwo, gdybyś zmęczyła się na patrolu i potem zasnęła warty. A noc się zbliża.
— Niech będzie. Dzisiaj będę grzecznie chroniła granic naszego obozu. Ale jutro rano wybiorę się na mój-pierwszy-i-najlepszy-wojowniczy-patrol.
— Nie będziesz wolała się wyspać po nieprzespanej nocy? — z troską i miną „ach te szczenięta” spytała Cedrowy Deszcz, jednak suczka już jej nie słuchała. Jej biała sylwetka pomknęła w tłum psów, gdzie przyjmowała gratulacje od Wietrznych.
Jeżeli tak wygląda każdy trening, to żałuję, że była moim pierwszym uczniem — pomyślała Cedrowa, usatysfakcjonowana obserwując radosną wojowniczkę.
— Gdzie te czasy, kiedy to ja byłam świeżo mianowana? — zapytała sama siebie, jak prawdziwa członkini starszyzny, a zaraz u jej boku pojawił się Jaskółcza Burza.
— Muszę przyznać, że dobrze ją wytrenowałaś — takie pochwały z jego pyska nie zdarzały się często, ale fakt, że miały miejsce coraz częściej, pokazywało Cedrowej, że pies faktycznie próbuje nawiązać z nią bliższą relację. — Pamiętasz, jak ci pogratulowałem ukończenia nauki, a ty spierdoliłaś? Dobrze, że przynajmniej twój kurdupel się w ciebie nie wdał i umie sobie poradzić z gadaniem.
Wspaniałomyślnie zignorowała jego słownictwo.
— Jakbyś nie zauważył, nauczyłam się gadać. Poza tym nie moja wina, że jesteś taki wielki i przerażający.
— Ta, bardzo śmieszne, nie musisz śmiać się z mojej nadwagi — mruknął pies.
Nie jesteś gruby — odpowiedziała mu w myślach.
Ów dwójkę obserwowała z daleka Jabłkowa Bryza. Siostra Cedrowego Deszczu świdrowała bliźniaczkę swoimi jasnymi oczami, z niezadowolonym wyrazem pyska widząc, jak rozmawia z Jaskółczym.
 
☆ ✮ ☆
 
— Pokrzywowy Nos umarł tak niedawno, a ty już znalazłaś sobie kolejnego — Jabłkowa Bryza skarciła sprzątającą Cedrową. Suka, do której się zwróciła, natychmiast przestała zwilżać wodą zakurzone ściany i zmierzyła się z nią spojrzeniem. Dwie pary błękitnych oczu wpatrywały się w siebie przez chwilę, z taką siłą, jakby chciały wyskoczyć z oczodołów właścicieli. Potem Jabłkowa Bryza zniżyła wzrok i ponownie zajęła się sprzątaniem.
Łączyła je miłość do porządku, ale rozdzielała je zdecydowanie większa ilość rzeczy.
— To prawda, że chciałabym, aby Jaskółcza Burza został moim partnerem — Cedrowa nigdy nie potrafiła być kompletnie szczera, jednak tym razem prawda wzięła górę. — Ale to nie moja wina, że Pokrzywowy umarł. I wiem, że chciałby, abym była szczęśliwa. A ja mam jeszcze wiele księżyców przed sobą, podczas których mogę starać się cieszyć z życia.
— Wszystko fajnie — parsknęła jej siostra — ale co się stanie w Coelum? Jaskółczy jest starszy od ciebie, więc pewnie umrze pierwszy i pójdzie do Pokrzywowego. To będzie bardzo niezręczne, kiedy oboje będą cię z góry obserwować. A potem dołączysz do nich ty. Będziesz im w zaświatach robiła dyżury? Przez jeden tydzień jesteś z jednym, przez drugi z drugim?
— Jeszcze mi się do Coelum nie śpieszy.
— Masz rację, nie ma czym się martwić. Gwiezdni powinni zadbać, aby ukarać twoją nielojalność, i żebyś trafiła do jakiegoś mniej przyjemnego miejsca — teatralnym tonem powiedziała, po czym odwróciła się od rozmówczyni, ukrywając pełen złości wzrok.
— Zajmij się własnymi Gwiezdnymi — zmęczona Cedrowa zniżyła głos. — Ci moi, których znam, nie są głupi i rozumieją, czym jest lojalność, a czym miłość. Ty może nie rozumiesz, bo-
Przerwała. Nie powinna nawet zaczynać tego mówić, jednak zrozumiała to dopiero po fakcie dokonanym. Zawsze udawało jej się zachować spokój, ale odkąd związała się ze swoim (obecnie już martwym) partnerem, dość często zdarzało jej się wybuchać w obecności siostry. Jabłkowa wykorzystywała każdą wymówkę, aby móc się wyżyć na siostrze i sprowokować ją do kłótni. Trudno było jej przeboleć swój brak romantycznego życia i nie umiała pogodzić się z faktem, że Cedrowa, mimo jej dawnych słów, znalazła sobie partnera.
— Rodzice wydają się źli, że nadal nie mamy nikogo — Jabłkowa Łapa warknęła z poirytowaniem. — Czy nie mogliby dać nam spokoju?
— Większość uczniów była już w co najmniej jednym związku. Chyba się o nas po prostu martwią.
— Raczej o swoich nieistniejących wnuków. Może razem z Jaskółczym wyhodujesz im trochę?
— Nie i nawet sobie z tego nie żartuj. Jestem uczennicą, on wojownikiem, a w dodatku totalnie nie jest mną zainteresowany — Cedrowa Łapa speszona przestała się uśmiechać. — Wiesz, możemy trzymać się razem i nie mieć partnerów. Jak zobaczą, że jesteśmy sobie bliskie i się kochamy, to może nam darują, że nikogo oprócz rodziny nie darzymy tym uczuciem.
Jabłkowej Łapie ten pomysł wydawał się żałosny, ale i tak spędzała z uczennicą większość swojego czasu. Jeżeli to poprawi jej humor i sprawi, że ta faktycznie będzie spokojna, iż ma na głowie o jedno zmartwienie mniej — to jasne, czemu się nie zgodzić?
— Niech tak będzie. Nie potrzebujemy przecież faceta czy laski.
Zresztą, mogłaby dać odejść temu w niepamięć, gdyby nie fakt, iż tylko jedna z nich znalazła szczęśliwy związek. Jakby i ona znalazła odpowiedniego psa, to sprawa wyglądałaby całkowicie inaczej.
Jabłkowa Bryza kontynuowała porządki w ciszy. Po chwili usłyszała ciche „przepraszam”. Skinęła delikatnie głową, nadal nie odrywając się od sprzątania.
Może jej siostra miała rację i powinna była pozwolić jej na samodzielne prowadzenie życia, bez kwestionowania jej wyborów. Tak czy siak, pomiędzy nimi była ściana, której już nie zdołają zburzyć. A ona nie chciała dodawać do niej kolejnych kamieni. Była już wystarczająco wysoka.
— Powodzenia.
— Nawzajem.
— Cedrowy Deszczu, czy mogę prosić cię na słówko? — Aksamitkowa Chmura weszła do legowiska wojowników. Członkini starszyzny wyglądała, jakby była w nastroju do plotek.
— Już idę, tylko daj mi, proszę, skończyć.
 
☆ ✮ ☆
 
— Patrząc na twoje zainteresowanie Jaskółczą Burzą, pomyślałam, że miło byłoby z mojej strony, jakbym do ciebie wstąpiła i przekazała ci coś — Aksamitkowa powiedziała to tak, jakby musiała wybrać się na nie byle jaką wyprawę, aby do niej dotrzeć.
Trochę zdziwiona Cedrowy Deszcz skinęła głową, dając znak, że słucha uważnie.
— No i przy okazji, gratulację, że wytrenowałaś swojego pierwszego ucznia! Wiem, że minęły od tego dwa dni, ale miałam wiele do roboty — starsza zmieniła temat, a Cedrowa domyśliła się, że powinna dać jej trochę atencji, by ta, mile połechtana, przestała zbaczać z tematu i szukać wymówek, aby przedłużyć rozmowę.
— Dziękuję ci! Byłaś dla mnie drugim wzorem po moim mentorze. Cieszę się, że mogłam przekazać mojej podopiecznej wiedzę, do której zebrania się przyczyniłaś. Te gratulacje naprawdę wiele dla mnie znaczą — szczerze uśmiechnięta odparła.
— Tak, tak, nie ma za co. Wracając do tematu, słyszałam, jak Jaskółczy narzekał, że nie wie, jak zapytać się o twoją chęć do zawarcia partnerstwa. Chyba biedak obawia się, że nie pozbierałaś się po Pokrzywowym. Niech Gwiezdni mają go w opiece.
Cedrowa szczerze sądziła, że starsza ma do powiedzenia coś ciekawszego, i widocznie się myliła — no cóż, sama potrafiła ocenić, czy ktoś wyraża nią zainteresowanie. Teraz jednak, o ile nie młodą już Aksamitkę słuch nie omylił, przynajmniej była pewna, że powinna jasno zakomunikować Jaskółczemu, że jest gotowa na więcej. Na samą myśl zrobienia pierwszego kroku skręcał jej się żołądek.
— Dziękuję, Aksamitkowa Chmuro. Zapamiętam to — zapewniła, po czym żegnając się z nią, postanowiła ułożyć plan.
Jednak nie zdążyła.
Jaskółcza Burza już czekał na nią i prosił, aby odbyła z nim rozmowę.
Widocznie chcieli przedyskutować ten sam temat.
— Wiem, że nie jesteśmy najmłodsi, a ja niedawno straciłam partnera. Nie wiem, jak to wszystko się ułoży — Cedrowy Deszcz nawet nie siliła się na „musimy porozmawiać” czy „przejdziesz się ze mną?” — ale chciałabym spróbować.
Jaskółczy miał minę, jakby zastanawiał się, czego chce spróbować Cedrowa. Jego pysk przybrał w ciągu paru sekund blisko sto wyrazów, zanim zrozumiał. Zaczął się jąkać, a wojowniczce zrobiło się głupio. Może Aksamitce się przesłyszało, a on jest gejem? Wyglądał, jakby próbował zrobić coming out. Cedrowa pomyślała, że jednak trzeba było to zaplanować. 
— Okej — w końcu odparł po prostu i zaczął się głupkowato śmiać.
Idiota — pomyślała Cedrowy Deszcz, ale nawet w jej głowie zabrzmiało to jak komplement.
Przestał chichotać i zaczął się na nią patrzeć. Ona na niego. Stali tak, każdy analizując, co się właśnie wydarzyło. Cedrowa uświadomiła sobie, że Jaskółczy się nie myje zbyt często i będzie musiała czuć ten smród przez większość dnia, a Jaskółczy przypomniał sobie, że Cedrowa nie lubi jeść kiełbasy.
— Ee, mogę cię polizać? — strachliwie spytał Jaskółczy, a zaraz zrobił się cały czerwony, jakby jego świadomość nie nadążała za słowami.
— Tak — pisnęła Cedrowy Deszcz, uświadamiając sobie, jak często wyobrażała sobie tę scenę jako uczennica. Czuła się z powrotem małym szczenięciem, uczącym się walki. Niemal wyczuwała Porostowego Narcyza, stojącego nad nią i mówiącego jej, co robi źle. A pewnie popełni jeszcze dużo błędów i nie będzie partnerką idealną. Chociaż, być może Pokrzywowy przygotował ją na to. 
Cedrowa włożyła nos w sierść Jaskółczej Burzy, zastanawiając się, czy kiedy Liliowa znajdzie swoją miłość, to również przypomni sobie swoją mentorkę i swoje dzieciństwo. A Jaskółcza Burza po raz pierwszy w życiu przełożył cokolwiek ponad chęć przekąszenia króliczka, i zamiast biec do stosu zwierzyny, niepewnie polizał Cedrową po uchu.

Koniec wątku Cedrowego Deszczu i Liliowej Sadzawki
[1483 słów: Cedrowy Deszcz otrzymuje 14 PD]

6 lutego 2022

Od Cedrowego Deszczu — Event Walentynkowy

Dwa księżyce po śmierci Pokrzywowego Nosa
Nareszcie była spokojna. Nareszcie mogła być spokojna. To wszystko ucichło i w końcu całkowicie, ale to całkowicie przyjęła, że Pokrzywowy Nos jest teraz wśród przodków, a ona do przeżycia ma jeszcze własne życie. I nie musi patrzeć na to, jak było ono prowadzone dawniej. Westchnęła z ulgą, gdy pomyślała, że i tak (miejmy nadzieję) spotka się razem z nim później, w Coelum.
Właśnie leżała na swoim posłaniu, jedząc zwierzynę, którą przed chwilą upolowała. Poprawa: upolowała razem z Jaskółczym. Nie mogła przestać posyłać mu zdumionych spojrzeń, których on unikał z wprawą. Wojowniczka sądziła, że nic, a już na pewno nie polowanie, byłoby w stanie wyciągnąć go z obozu. A ten poszedł na nie prawie (prawie) bez ociągania, kiedy powiedziała mu, że z chęcią by się z nim przeszła.
Ale to dobrze. Ta propozycja naprawdę kosztowała ją wiele nerwów. I nie miałaby siły ponawiać ją. Dlaczego? Cóż, nadal trochę stresowała się przed kontaktem z wojownikiem. Ale to uczucie odczuwała coraz rzadziej, co stanowiło dla niej pewną rodzaju pociechę, ponieważ naprawdę przepadała za jego towarzystwem — te głupie żarty, często mało śmieszne, ją wyjątkowo bawiły. I nawet kiedy nie chciało mu się wstać z legowiska, to na pysku Cedrowej mimowolnie pojawiał się uśmiech.
Jaskółcza Burza wyszedł na chwilę, tylko po to, by zaraz wrócić z kolejną porcją żywności. Deszcz natomiast wciąż jadła pierwsze danie, i zdecydowanie była zbyt zapchana, by sięgnąć po drugie.
„Gdzie mu się to mieści?” — spytała siebie w myślach, widząc, jak złotemu nawet nie ubywa apetytu. Wciąż z takim samym zapałem pochłaniał mięso.
Należało mu się. W końcu niecodziennie wpada się do dwumetrowej dziury. Cedrowa uśmiechnęła się delikatnie, kiedy przypomniała sobie, gdy wpadł do niej, próbując gonić ich domniemany obiad. Być może nic mu się nie stało, ale nadal był strasznie brudny, i nic nie zapowiadało się na to, że zamierza się umyć. Jej skłonności czyszczenia wszystko wokół dały o sobie znać, przez co podeszła do psa i zaczęła wylizywać go z błota.
Jaskółczy znieruchomiał zdziwiony, nie wiedząc, jak zareagować. Wymamrotał coś i spuścił wzrok na swoje łapy.
Cedrowy Deszcz nawet nie poczuła wstydu czy zażenowania. Nadal próbowała wyczyścić swojego przyjaciela, mówiąc mu o tym, że higiena osobista to rzecz podstawowa.
 
Trzy księżyce po śmierci Pokrzywowego Nosa.
Tego się nie spodziewała.
Polarka umarła. A ona nawet nie towarzyszyła swojej córce przy jej ostatnim oddechu.
Marną pociechą było dla niej to, iż chociaż może teraz odprowadzić ją po ostatnim szlaku prowadzącym do Coelum. Siedziała właśnie przy jej ciele podczas nocnego czuwania, w ciszy obserwując bezwładne ciało jej córki. Nigdy nie sądziła, że widok śmierci kogoś z jej bliskich może napawać ją taką rezygnacją i zmęczeniem. Dopiero co pożegnała się z partnerem. Teraz żegnała córkę. Czy Gwiezdni zamierzają wybić jej całą rodzinę, jednego po drugim?
— Mogło być gorzej — mruknął Jaskółczy, krzywo się uśmiechając. Widocznie zapomniał o obowiązującej ciszy, mającej pokazać jakikolwiek szacunek zmarłemu. — Przynajmniej żyję jeszcze ja dla cie-
Cedrowa posłała mu znudzone spojrzenie, na co on z głośnym klapnięciem zamknął pysk. Nie miała teraz ochotę na niczyje żarty. Nawet na należące do niego.
Po niebie chmury przebiegały spokojnie, odsłaniając gwiazdy, wśród których kroczyła teraz Polarna Zorza. Jej matka patrzyła na to wszystko ze smutkiem, lecz także spokojna, ponieważ była pewna, że i tak spotka się z nią, nim to wszystko dobiegnie końca. Przecież odwiedzi ją w śnie, prawda? Razem z Pokrzywowym? To, że oboje byli wśród przodków razem, dodawało Cedrowej odwagi. Ojciec z córką na pewno nie są samotni, mając siebie nawzajem.  
Kiedy słońce przebiło się przez niebo, ukazując świt dnia, Cedrowa wciąż zamyślona wpatrywała się w swoje dziecko, mając u boku dość niecierpliwego Jaskółczego. Na świecie wciąż zostali jej inni bliscy, którym może pokazać, ile dla niej znaczą. Choćby ten denerwujący Pan obok.
— Chodź, Jaskółczy — obojętnym tonem, chociaż z odrobiną optymizmu. — Już słucham twoich bredni.
— Zajebiście! — samiec ruszył do stosu zwierzyny, by wziąć z niego coś do jedzenia. — Jakim cudem można przetrwać całą cholerną noc, nic nie jedząc?
Cedrowa westchnęła, jakoś ukrywając swój uśmiech. Głupio byłoby się cieszyć, kiedy właśnie straciło się kogoś z rodziny, prawda?
Chociaż z drugiej strony, raczej nie chcą mojego smutku — uświadomiła sobie Cedrowa.
Tak czy siak, na obie rzeczy nadejdzie chwila. Teraz zostało jej zjeść to mięso i jakoś skłonić Jaskółczego do przejścia na dietę.

[699 słów: Cedrowy Deszcz otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia + 6 Punktów Doświadczenia za event]

4 stycznia 2022

Od Cedrowego Deszczu

Cedrowa zachłysnęła się powietrzem. Otwartymi oczami obserwowała, jak koń okłada kopytami nieruchome ciało jej partnera. W momencie, gdy zrobił to po raz pierwszy, zapanowała cisza, ciągnąca się do teraz. W swoich uszach słyszała dzwonienie. Mogła tylko patrzeć, jak to się dzieje. I nic nie mogła z tym zrobić, będąc jedynie biernym obserwatorem.
Kiedyś, gdy była jeszcze młoda, matka powiedziała jej, by spróbowała nie płakać, a być szczęśliwa. Cieszyć się z dobrych rzeczy i wierzyć, że złe przestaną się dziać. Cedrowa była wtedy tylko małym szczeniakiem, i z racjonalnego punktu widzenia, wcale nie powinna o tej chwili pamiętać. Jednak pamiętała. Narysowała sobie znaki symbolizujące to zdanie na piasku, i powtarzała je tyle razy, by móc odtworzyć je z zamkniętymi oczami. Pomagało jej to szczególnie po śmierci matki. Wierzbowy Zając twierdził, że nic takiego nie słyszał. Specjalnie pytał się Rubinowej Pustułki, gdy ta jeszcze wędrowała po tym świecie, czy coś takiego miało miejsce. Również zaprzeczyła. Wydawałoby się więc, że Cedrowa sobie coś wymyśliła.
Czasem sama zastanawiała się, czy to jej się tylko nie przyśniło w późniejszym wieku. Mimo wszystko nadal pamiętała dotyk miękkiego futra matki i komplet symboli. Jeżeli to nie było dowodem na istnienie tamtej chwili, takowy nie miał prawa istnieć.
Usłyszała krzyki dochodzące z obozu. Nadal jednak stała bez ruchu. Nie musiała podejść do Pokrzywowego, by wiedzieć, iż nie żyje. Pozostali członkowie Ventusu podbiegli do plotkarza, próbując mu pomóc. Medycy nie zdążyli. Już był wśród Gwiezdnych.
Cedrowy Deszcz kochała Pokrzywowego Nosa. Kochała go tak, jak tylko kochać go mogła, patrząc na najważniejszy powód istnienia ich związku. Rzecz jasna, iż dokonała tego dla swojej rodziny. I dla szczeniąt, którym mogła dać kochający dom. Dać im dom, w którym dorosną wraz z matką, i pożegnają się ze swoimi rodzicami, gdy będą na to gotowi. Czy już teraz nadchodzi na to czas?
Nigdy nie zastanawiała się, co zrobiłaby bez Pokrzywowego. Być może miał swoje wady i być może pozbawiona zewnętrznych czynników nigdy by się z nim nie związała. Nawet jeżeli nie połączyła ich miłość, to zrobiło to przywiązanie. Równie mocno, jak mogłaby to zrobić nienawiść, lecz w pozytywny i promienny sposób. Tak naprawdę nie myślała o tym, kto z nich pierwszy umrze. Ona, on, czy może ich potomstwo. Byli jedną rodziną. A fakt, że musieli się rozłączyć, był przykładem dla niesprawiedliwości tego świata.
Pamiętała, jak bardzo starał się, by ona sama go pokochała. Zależało mu na niej. Był gotowy zrobić wszystko, by ich drogi się połączyły. Cedrowa nie zrobiła tego być może bezpośrednio po to, by dać mu szczęście, lecz również dla radości innych psów. Oboje ich uszczęśliwili. Wojowniczka jest mu za to bezwzględnie wdzięczna.
W ciszy odeszła z miejsca zdarzenia. Żałowała, że nie mogła podążyć do miejsca, w którym pożegnała swoją matkę. W końcu znajdowało się ono w Starym Domu. Musiała jednak poradzić sobie z tym, czym miała. A miała bardzo dużo. Chociaż mogłoby wydawać się jej, że wszystko już straciła.
Czy życie miało być dla niej jedną wielką stratą? Gwiezdni przecież doskonale wiedzieli, jak gorzko poradziła sobie z odejściem rodziców. Pamiętali też, z jakimi emocjami zniosła to oddalenie się od siostry. A przecież zdarzyło się ono właśnie przez Pokrzywowego Nosa. Cedrowy Deszcz wybrała. I po nocach modliła się, by okazało się to słuszną decyzją.
Czy było? Trudno stwierdzić. Być może przeżyła z nim wiele pięknych chwil, ale takowe się skończyły. Teraz została sama sobie, ze swoim złamanym sercem, pustymi myślami i niewypełnioną szparą w jej umyśle. Szczerze wątpiła, że cokolwiek będzie w stanie zmienić jej stan.
Kawałek piasku. Wystarczy. Nadal pamięta to zdanie, więc nic nie jest stracone.
To wydawało się żałosne. Cedrowa uświadomiła sobie to z kamiennym wyrazem pyska. Zamierzała odsunąć się do tyłu, ale mimowolnie wykonała to, po co tu przyszła.
 
⨯ ⨯ ⨯
 
Ten sen przyśnił jej się dawno.
Widziała wiele psów, z sierścią utkaną z gwiazd. Biegały one, rozmawiały i polowały razem. Były różne, ale tworzyły Klan Gwiazdy. Piąty z klanów utworzonych z nocnego nieba.
Zobaczyła swoich rodziców. Chcieli jej coś powiedzieć. Wyglądali na smutnych, lecz też z litością patrzyli na córkę. Szeptali o czymś między sobą. Wiedziała, że nie powinna wiedzieć, o czym rozmawiają. Czekała więc spokojnie, nieśpiesznie, aż ci do niej podejdą.
Jej cierpliwość została nagrodzona. Zbliżyli się do niej, trzymając coś w pysku. Wahali się widoczne, rozważając, czy nie wybrać czegoś innego. Tylko zamiast czego?
Położyli przed nią wiele małych i czarnych ziaren.
Cedrowa posłała im zdziwione spojrzenie. Co to miało symbolizować?
Wizja zniknęła tak niespodziewanie, jak się pojawiła.

⨯ ⨯ ⨯
 
— Och, cześć, Cedrowa — Jaskółcza Burza podrapał się z zakłopotaniem. — Ee… To musi być straszne, tak stracić partnera.
Spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem.
— Tak — sucho odpowiedziała. Spróbowała go wyminąć, ale ten szedł wciąż obok niej.
— Wiesz… Ja… — ewidentnie rozmyślił się nad tym, co początkowo zamierzał powiedzieć. Zatrzymał się w miejscu, pozwalając jej odejść. — Jakbyś doszła do siebie… To moglibyśmy pójść razem na patrol, dobra? Fajnie, no to ustalone.
To było dość miłe jak na tego osobnika. Nie można było oczekiwać, że Jaskółczy najzwyczajniej zagada do niej i zaproponuje, że może przejąć jej uwagi i rozmyślania.
Cedrowa zamierzała pójść do swojego posłania, lecz zatrzymał ją Manaci Olbrzym.
— Mogę dać ci ziarna maku — zaproponował z łagodnym uśmiechem. — Pomogą ci zasnąć i może poprawią humor. Nie musisz robić nic wbrew sobie. Najważniejsze jest to, byś czuła się dobrze.
Nie musisz robić nic wbrew sobie?
— Że… Nie muszę… Chodzić… Tylko mogę spać — urywanym tonem powtórzyła za nim wojowniczka.
— Tak. To dać ci je? — medyk znowu się odezwał.
Cedrowa popatrzyła na niego zaskoczonym wzrokiem. W jej oczach pojawiły się łzy.
Najważniejsze jest to, byś czuła się dobrze.
Tak. Dziękuję.

[915 słów, Cedrowy Deszcz otrzymuje 9 punktów doświadczenia]

9 grudnia 2021

Od Cedrowego Deszczu CD Pszczelej Łapy (Pszczelego Tańca)

No witam, moja droga przyjaciółko. Z góry przepraszam, że postanowiłam odpisać na ten wątek; raz, że dzięki mnie zaraz dobijesz pięćdziesięciu pilnych rzeczy do roboty, których robić ci się nie chce, leniu; dwa, że mogłybyśmy iść na rekord w czasie oczekiwania na odpis. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, ale zdecydowałam, że chyba akurat w tym nie muszę być najlepsza.
Ps. Możesz mi nie odpisywać. Co ty na to, by sama wbić ten rekord? (Mi się ten pomysł bardzo podoba)
O, i ten, to opko dzieje się bardzo dawno temu. Naprawdę. Już chyba połowa psów poumierała, która żyła w tych czasach. 
 
Cedrowa zachowała spokój, gdyż tylko to mogła w obecnej sytuacji zrobić. Doskonale wiedziała, że mysz, którą udało jej się złapać, należała do niej; zarówno zauważyła ją, jak i zabiła na swym własnym terytorium, a zgraja obcych psów, bez kultury nie mogła przecież wymusić na niej zmiany ów zdania. Zresztą, głupia mysz nie była warta afery; to coś starczy ledwo na dwa kęsy.
 — Obawiam się, że ta zwierzyna należy do nas — mruknęła najwyższa, obca wojowniczka, mrożąc Cedrową wzrokiem.
Pszczółek był ewidentnie w rozterce, nie wiedząc, co się właściwie wyprawia. Chciał się odezwać:
 — Co tu się-
 — Przykro mi, jednak nie macie dowodów — rzeczowo odparła członkini Wietrznych, przerywając swojemu własnemu synowi.
 — Ja to widziałem! — nieznajomy uczeń piskliwie wykrzyknął. Był ewidentnie przestraszony. I młody.
 — Jesteś jeszcze młodzikiem — zdziwiona Cedrowa odparła. — Czy zdajesz sobie sprawę, na czym polega posiadanie swoich gran-
 — Hej — warknął jeden z obcych. — Zostaw mojego ucznia. Doskonale wie, to, co trzeba.
 — Nie wątpię w to — Deszcz zaczynała myśleć nad porzuceniem zdobyczy. Czy coś tak drobnego jest warte kłótni? — Słuchajcie…
 — Nie, to ty słuchaj. Oddawaj naszą zwierzynę, ale już!
Wojowniczka Ventusu zmierzyła ich wzrokiem i powoli położyła gryzonia przed nimi.
 — Nie można było tak od razu? Chodźmy, chłopaki — odparła jedna z nich, odchodząc wraz z kolegami.
Zniknęli niedługo, razem ze zdobyczą należącą do Cedrowej. Jej syn natomiast z niedowierzaniem wpatrywał się w dorosłą sukę, nie mogąc uwierzyć w to, co zobaczył.
 — Mamo, co ty zrobiłaś? — Pszczółek aż trząsł się z oburzenia. — To była nasza zwierzyna!
 — Musisz się jeszcze wiele nauczyć — odparła cicho jego rodzicielka.
Cedrowa zaczęła powoli zmierzać w stronę obozu.
 — Ale… — jej potomek próbował zacząć.
 — Żadnych "ale" — ucięła. — Upolujemy coś na szybko i wracamy. Wystarczy już przygód jak na jeden dzień.

***

Minęło wiele, wiele księżyców. Pszczela Łapa rósł, aż w końcu wyrósł na sprawnego wojownika; umarły dwie liderki klanów a wraz z nimi wiele psów. Śnieg zniknął, teraz zamiast niego była goła ziemia; powodzie ustały, ustępując miejsca pożarom. Życie w klanach uspokajało się natomiast, kolejny uczniowie rozpoczynali swoje treningi, a sama Cedrowy Deszcz czuła, jak się starzeje. Bo chociaż osiemdziesiąt osiem księżyców nie jest zaskakująco starym wiekiem, ona sama, patrząc na wszystkich wokoło, doskonale czuła swój wiek.
„Gwiezdni, widzicie nas teraz? Opiekujecie się nami? Ostatnio dużo się działo, i mam nadzieję, że nas nie zostawiliście”.
Rozejrzała się dookoła, kładąc swoje pogodne spojrzenie na klanowych psach. Słońce delikatnie grzało ją w plecy.
„Ja… Dziękuję wam, Przodkowie, za wszystko, co zrobiliście. Wierzę, że nie zostawicie nas”.
Wstała i powoli weszła do legowiska wojowników, gdzie czekali na nią Miętowy Chłód i Pszczeli Taniec – a w zasadzie to nikt na nikogo nie czekał, jak zdołała przekonać się Cedrowa. Dwoje wojowników, będącymi jej dziećmi, rozmawiało z innymi psami, nie zwracając większej uwagi na swoją matkę. Dzień spokojny jak żaden. „I miejmy nadzieję, że tak pozostanie”.

<Pszczeli Tańcu?>
[487 słów: Cedrowy Deszcz otrzymuje 4PD]

25 listopada 2021

Od Cedrowego Deszczu CD Liliowej Łapy

— Liliowa Łapo!
Uczennica Cedrowego Deszczu odwróciła się gwałtownie i chociaż na jej pysku nadal widać było obrzydzenie mieszające się z strachem, to wydawała się uspokajać. 
— Kleszcze — szepnęła przestraszona. — Mysią żółcią?... Fuj, chyba nie oczekujesz, że będę to robić! — roztrzęsiona podniosła głos.
— Dlaczego nie? — jej mentorka była widocznie zdziwiona.
— To jest ohydne! — z niedowierzaniem wyjąkała uczennica. – Proszę, nie. Proszę…
— Chodź — powiedziała cicho wojowniczka, zapraszając młodą gestem.
— Ale… Ale… —Lilia nadal nie chciała wrócić do legowiska starszyzny.
Jej nauczycielka jednak nie oczekiwała zgody; mimo współczucia dla Liliowej Łapy dobrze wiedziała, że nie powinna jej tego odpuszczać. Poczciwe, starsze psy zapewne mogłyby o siebie same zadbać, jednak w końcu chodzi o coś więcej, niż zwykłą pomoc członkom klanu. To element treningu. 
— Chcesz zostać wojowniczką. Nie możesz bać się robali — przypomniała jej Cedrowy Deszcz. — To element nauczania, który nauczy cię pokory i szacunku dla starszych. Te małe szkodniki nic ci nie zrobią — dodała miękko, ze spokojem, chcąc ją uspokoić. 
— No nie wiem — biała sunia powiedziała to takim tonem, jak gdyby jej mentorka opowiadała właśnie o kosmitach.
Obie suczki podeszły do starszyzny, która spod bacznych oczu obserwowała poczynania wojowniczki i jej uczennicy. Cedrowa zachęciła młodą, aby ta spróbowała znowu pomóc im w pozbyciu się pasożytów. 
— Fuj… — mamrotała Lilia, odskakując co chwila. Tak czy siak, w końcu jednak wykonała swoje zadanie.
A Cedrowy Deszcz uświadomiła sobie, że musi ją jeszcze wiele nauczyć. 

***
— Ogon niżej.
Czy jest złą mentorką? Możliwe. Liliowa Łapa mogłaby już przecież skończyć trening, tak samo jak jej reszta rodzeństwa. Z drugiej strony w końcu Cedrowej udało się wyszkolić Płomiennego — być może problem leży w samej Liliowej. Wojowniczka jednak, z racji swojej natury, prędzej przyznałaby się przed liderką że jest zbyt słabą mentorką, niż powiedziała swojej uczennicy, że ta jest beztalenciem. 
Gdyby tak popatrzeć na klan, może wyszłoby, że Liliowej nieźle idzie. W końcu Nieuchwytna Łapa najkrótszego treningu nie miała, a teraz jest jedną z najlepszych wojowniczek w klanie. W końcu może być tak, że tym dłuższy okres ćwiczeń, tym lepiej; zresztą, to brzmiałoby dość sensownie.
— Przepraszam? — Liliowa Łapa wysapała. — Mogę już zmienić pozycję na nieco bardziej wygodną?
— Co… A, tak — z zakłopotaniem powiedziała nauczycielka. — Znaczy… Nie? — zaraz poprawiła się, co brzmiało tak, jakby zapytała się sama siebie, co jej uczennica ma do cholery robić. — Tak. Postój jeszcze chwilkę.
— Ale stoję dłuższą — Łapa powiedziała cierpliwie.
— No to… Możesz przestać.
Suka położyła się, by odpocząć. 
A Cedrowa zdała sobie sprawę, że to ona być może jest zbyt pogrążona w swoich rozmyślaniach i poświęca młodzikowi zbyt mało czasu. Wobec tego, po dłuższej chwili zastanowienia, postanowiła zabrać Liliową na spacer po mieście. Być może taka wycieczka pomoże jej zrozumieć Dwunożnych? O ile ich da się w ogóle zrozumieć.
W każdym razie, to mogłoby się jej przydać.
— Liliowa Łapo, jeżeli nie masz nic przeciwko, zabrałabym się jutro na cały dzień. Pokażę ci miasto — zaczęła Cedrowa. — Wiem, że byłaś tam już nieraz, jednak doświadczenie ci się zawsze przyda. Być może zobaczysz coś nowego? – zadała retoryczne pytanie, czekając na Lilię.
— Nie mam nic przeciwko — sunia o kręconej sierści delikatnie zamerdała ogonem.
— Więc wstań wcześniej. I nie jedz nic — dodała. — Upolujemy coś po drodze. Głód doda ci zdolności.
Uczennica powoli pokiwała głową.
A więc niech się zacznie. Nareszcie nadszedł czas, by przetestować umiejętności Lilii w terenie. 

<Liliowa Łapo?>
[535 słów: Cedrowy Deszcz otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia, a Liliowa Łapa 2 Punkty Treningu]

6 września 2021

Od Cedrowej Łapy (Cedrowego Deszczu) - drabble „Mam smaka na maka”

Cedrowa Łapa w ciszy wpatrywała się w stos zwierzyny, próbując wzrokiem znaleźć najsmaczniejszy kąsek. Większość takich trafiła do starszyzny i medyczki, jednak suczka wzrokiem znalazła dorodną nornicę. 
Los chciał, że w tym momencie podszedł do niej Jaskółcza Burza. Być może nie tyle, co do niej, a do jedzenia, jednak uczennica nie zauważyła różnicy. Jak zaczarowana wpatrywała się w wojownika wybierającego właśnie ów nornicę. 
— Cześć — cicho powiedziała, bojąc się go spłoszyć.
— Elo — mruknął, wcinając z apetytem swój (już trzeci w tym dniu) obiad. 
To był najpiękniejszy posiłek w jej życiu. Nawet romantyczna kolacja z Pokrzywowym czterdzieści księżyców później tego nie zmieniła.
 
[100 słów: Cedrowy Deszcz otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

11 lipca 2021

Od Cedrowego Deszczu

Wierzbowy Zającu, Robiniowa Pustułko, opiekujcie się moim szczeniętami i pomóżcie im przejść przez szkolenie uczniów, aby zostali silnymi i sprawnymi wojownikami. Gwiezdni, miejcie w opiece Miętową Łapę. Nie wie, co czyni. To jeszcze szczeniak… Niech jego droga zaprowadzi go do Coleum i niech nie będzie ona zbyt trudna. Spójrzcie na jego wygłupy z przymrużeniem oka. Pomóżcie dojrzeć Pszczelej Łapie, że jedynie troszczymy się o niego, i nie chcemy, aby źle się czuł… Proszę, niech zawsze będzie wesoły i pozytywnie nastawiony do świata, i znajdujących się w nim psów. Niech Polarnej Łapie nigdy nie zabraknie pracowitości i niech zawsze będzie gotowa walczyć w słusznej sprawie. Proszę was, aby ta księżniczka ma życie usłane różami. Niechaj będzie ono dla niej sprawiedliwe! Zasługuje na to, co najlepsze. Również przepraszam was, że to przeze mnie Gołębia Łapa nauczył się strachu przed światem. Naprawcie moje błędy i pomóżcie mu znaleźć spokój emocjonalny. Niech inni doceniają go, niezależnie, jaką ścieżkę obierze.
Czy powinnam coś dodać? — zamyśliłam się. — Och, mam nadzieję, że jest w porządku.
Wstałam i podążyłam do wyjścia z legowiska. Nie mogłam jednak pozbyć się obaw o moje szczenięta. Co, jeżeli źle je traktuję? Jeśli stanie się im coś przez moje postępowanie? Staram się, ale co, jeżeli okaże się to niewystarczające?
Przeszył mnie zimny dreszcz, na samą myśl, że mogę przyczynić się do nieszczęścia w życiu mojego potomstwa. Obawy wzmagały się tylko, kiedy któreś z moich szczeniąt głośno wykazywało swoje niezadowolenie. Miałam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie tego pozbawiony.
Położyłam się pod drzewem, chcąc pozbyć się ponurych myśli. W ciszy i zamyśleniu patrzyłam na chmury, które raz za razem zmieniały kształty. Jedna przypominała mysz, a druga chmarę biegnących czworonogów. Być może to Ventus? Tak, chyba poznaję Bananową Skórkę! To przez jej budowę trudno jej nie dostrzec. Zaraz jednak suczka połączyła się z innym psem, co nadało połączonym sylwetkom psów złowrogą budowę członka Quintusu. Serce zamarło we mnie, kiedy próbowałam odgadnąć znaczenie tego, co zobaczyłam. Nie mogłam jednak uznać to za wskazówkę, z racji, iż zaraz dostrzegłam w tej chmurze wyraz czterech szczeniąt, a obok nich dwójki wojowników. Uśmiechnęłam się, uznając to za obraz mojej rodziny. Miałam wielką nadzieję, że moi nieżyjący rodzice są dumni z tego, że mam kompletną rodzinę.
Poprawiłam się, dzięki czemu w nowej pozie było mi o wiele wygodniej. Ułożyłam swój pysk na łapach, jeszcze przez chwilę oceniając i porównując podniebne kształty. Wydawało mi się, że zobaczyłam psa ścigającego swoją ofiarę, co przypomniało mi o porannym łowieckim patrolu. Zainspirowana postanowiłam znaleźć zastępcę naszego klanu, aby przydzielił mi towarzyszy.
Podchodząc do Brązowej Blizny, przypomniałam sobie o przemowie Bryzowej Gwiazdy, która miała miejsce zeszłego dnia. Otrzepałam się w ruchu, a na samą myśl, że będę musiała szukać włóczęgów, ogarnęła mnie panika. Przecież niepokoili granice klanów od ogromu czasu, a teraz przywódczyni wymyśliła sobie, że mamy ich nawracać! Przecież to stwarza niebezpieczeństwo dla całego klanu! Kto wie, czy wśród nich nie znajdzie się jakiś szaleniec?
Oczywiście nie zamierzałam stawiać oporu. W końcu suka jest naszą liderką. Skoro nie jej, kogo mam się słuchać? To ona ma tu zwierzchniczy głos, a gdyby zważała na zdanie innych, to przecież zapytałaby się nas, co sądzimy o nowych członkach klanu…
— Czy mogę pójść na patrol łowiecki? — zadałam pytanie biało-brązowemu psu, na co ten pokiwał głową. Przyjęłam to z ulgą, gdyż łowienie zwierzyny było zdecydowanie wygodniejszym zajęciem niż szukanie nowych członków Ventusu.
— Właśnie miałem cię o to prosić. Towarzyszyć ci będą Pstrokate Skrzydło i Kaczy Plusk. Już na ciebie czekają. 
***
— Jestem pewna, że dzisiaj złapię wspaniałą zwierzynę — twierdziła wojowniczka, z którą przyszło mi polować. — Mówię wam, że będzie to para pulchnych myszy!
— Racja — niemal agresywnie powiedział pies, który tonem swojego głosu postanowił głośno okazać niezadowolenie z polecenia Brązowej Blizny. Miał jednak tyle doświadczenia, aby nie wątpić w słowa młodej suczki, więc mimo przerwanej drzemki, przyznał jej rację.
— Tak, tak, z pewnością — cicho powiedziałam, czując na sobie wyczekujące spojrzenie Pstrokatego Skrzydła. Spełniłam jej wymagania, także spostrzegłam, że uśmiecha się ona. Emanowała od niej pewność siebie, przez co czułam się onieśmielona. Odeszłam od niej kawałek, co przyniosło mi pewien spokój. Nadal jednak z niepokojem wysyłałam jej ukradkowe spojrzenia, na co młoda nie zwracała uwagi.
Przeszliśmy sporą drogę, aby jak najdalej oddalić się od miasta. Tym dalej od dwunożnych, tym większa szansa powstawała na znalezienie prawdziwej, dzikiej zwierzyny. Nagle Kaczy Plusk, widząc wygodne miejsce pod drzewem, oznajmił, iż rozdzieli się z nami i sam poszuka zwierzyny. Nie oponowałam, chociaż wątpiłam, że nie mówi to w zamiarze ucięcia sobie drzemki. Pstrokate Skrzydło natomiast również mnie opuściła, twierdząc, że zanim zdążę mrugnąć, wróci. Niestety, mrugałam wiele razy, a ona wpadła w roślinność jak kamień w wodę. W takim wypadku sama zajęłam się nakarmieniem klanu. Zawęszyłam w powietrzu, próbując wyczuć zwierzynę. Wyobraziłam sobie gigantycznego, skaczącego zająca, którego zabijam jednym uderzeniem łapy. Potem następują wiwaty członków klanu, którzy obserwowali to z ukrycia.
Moje zdziwienie było ogromne, kiedy rzeczywiście poczułam ów zwierzę. Upewniłam się kilka razy, że moja wyobraźnia nie płata mi figli, a stworzenie jest tam naprawdę. Ucieszyłam się w duchu, że mimo jego istnienia nie obserwuje mnie cały Ventus. Zaczaiłam się w krzakach i wpatrywałam w soczyste zwierzę, które, jak miałam nadzieję, będę mogła ułożyć na stosie zwierzyny. Nadzieja a wiara w to, co się wydarzy, były jednak dwoma różnymi rzeczami. Szczerze wątpiłam, że wyczyn mi się uda, i ledwo powstrzymałam się przed daniem za wygraną. Należało chociaż spróbować! Co powiem innym? Że widziałam zwierzynę, ale zostawiłam ją w spokoju? I to przez to nie mają co jeść?
Kiedy skoczyłam na ofiarę, zając rzucił się do ucieczki, walcząc zażarcie o życie. Rozpoczęła się długa gonitwa, jednak dzięki skrótom, które obrałam, udało mi się dogonić istotę. Kiedy tylko ją uśmierciłam, podziękowałam z głębi duszy Gwiezdnym. To dzięki nim nasz klan po raz kolejny będzie miał co jeść — nie miałam co do tego wątpliwości.
Poszłam za tropem Kaczego Pluska, a po drodze złapałam jeszcze mysz, dzięki czemu oficjalnie zakończyłam swoje polowanie. Niedługo po tym dołączyła do mnie Pstrokate Skrzydło, trzymająca w pysku dwójkę małych zwierząt — jej przypuszczenia okazały się trafne. Chociaż zdobyte przez nią pożywienie wydawało mi się zdecydowanie dorodniejsze od mojego, Kaczy Plusk pochwalił mojego zająca. Uśmiechnęłam się blado i odwdzięczyłam się tym samym, nie zapominając o zdobytych przez Pstrokate Skrzydło myszach. Wywołałam tym jej radość.
Nasz powrót do obozu okazał się triumfalny. Skrzydło poszła snuć opowieści o naszym polowaniu, a wojownik udał się na spoczynek. Ja natomiast przejęłam ich zwierzynę i poczęłam układać ją ostrożnie na stosie zwierzyny. Zaczęłam od najcięższego do najlżejszego, dzięki czemu mój zając wylądował na spodzie, kiedy to pulchne myszy Pstrokatej ułożyłam wyżej. Ryjówka i nornica Kaczego Pluska również znalazła swoje miejsce, którym był środek góry. Ułożyłam go w ten sposób całkowicie od nowa, co nie zajęło mi krótko. Kiedy jednak krytycznym wzrokiem, oceniłam efekt mojej pracy, zadowolił on mnie.
Zadowolona zdobyciem chwilki dla siebie, kontynuowałam w myślach przygody, jakie rzekomo zdarzyły mi się dwadzieścia księżyców temu. Na czym to ja stanęłam? A, tak, na tej gonitwie za niedźwiedziem…
[1148 słów: Cedrowy Deszcz otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]