Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pręgowana Skóra †. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pręgowana Skóra †. Pokaż wszystkie posty

20 grudnia 2021

Od Pręgowanej Skóry — Ostatnie polowanie

Pory roku mijały, liderzy umierali, szczeniaki dorastały, a czas stał w miejscu dla Szramy.
Pręgowana Skóra została wysłana tego wieczoru na patrol i jeśli Coleum ma ich w opiece to również coś upolować. Towarzyszył jej Miętowy Chłód i Makowe Wzgórze, która akurat niosła w pysku znalezione łodyżki lawendy. Fioletowe ziele należało do jednych z ulubionych długonogiej psicy. Było kojące do tego stopnia, że mogła rozboleć głowa. To jakim cudem złocista, przysadzista suka mogła nieść cały pęk, było nie do pojęcia. Cóż, Miętowy na pewno tego nie pojmował, marudząc coś pod nosem całą drogę. Niebo malowało się na krwisto, a na ziemi jeszcze można było znaleźć zwęglone po lecie próchno. Niektóre rośliny próbowały mimo rosnącego chłodu ożywić jeszcze to miejsce.
Wojowniczka nie mogła się wciąż jednak pogodzić, że to nie było miejsce, w którym się urodziła. Gdzie nie poszła, wszystko wydawało się obce. Miała nadzieję, że jeśli wróci z Bezgwiezdnych do swojego klanu, to coś się zmieni, jednak nie stało się tak. Czuła się obco nawet wśród swoich zapachów. Nie były bezkresną łąką, a stajnią. Zające tutaj zaglądały dość rzadko. Uwielbiała gonić za zającami.
Może właśnie dlatego, gdy ujrzała wydłużoną sylwetkę na ściernisku, nie mogła się powstrzymać. Chociaż tyle jej zostało z miejsca zwanego domem. Nim jednak pozostałe psy dogoniły matkę  ventusowych szczeniaków rozległ się strzał. Biała piana toczyła się z długiego pyska Szramy, a jej łapy zatoczyły jeszcze kilka pustych susów, zagarniając pierwsze liście tej jesieni.
Taki był koniec tej historii, gdy kochająca Szrama nie była w stanie oddać serca temu światu. Powróciła do szczenięcych lat za rzeką z zającem w pysku. Wreszcie spokojna. Nie musiała już dbać o wyżywienie klanu, ani o trudy klanowych braci. Będzie miała jednak na nich oko ze swoim bratem z odległych, zielonych łąk.
[290 słów]

9 listopada 2021

Od Pręgowanej Skóry CD Cynamonowej Pestki


 timeskip

Pręgowana suka zdecydowanie zlewała się z burym pejzażem. Słońce, choć rzucało światło, było zamglone jak całe niebo. Chłodno, zły czas na cokolwiek. W pysku miała kilka mocniejszych patyków, a u boku podążała Cynamonowa. 
— Dziękuję, że zgodziłaś się mi pomóc — powiedziała. — Mała praca pomoże ci zapomnieć o szczeniakach. Zapewniam się, że mają wspaniałych mentorów.  
Jednak brązowa jedynie spojrzała tym swoim zaniepokojonym wzrokiem na medyczkę. Może i mentorzy byli wielcy w swoim słowa tego znaczeniu, jednak wypadki chodzą po psach, podobnie jak zioła chadzają do medyków. Cynamonowa Pestka właśnie zabrała się do poszukiwania kolejnych, tu i teraz. Korzystając z okazji, Pręgowana Skóra wypuściła stosik drewienka. 
— Dlaczego Bryzowa Gwiazda przyjmuje więcej uczniów, niż klan może wychować? — wypaliła, nagle kręcąc łbem. — Nie widziałam wcześniej mentora z dwoma uczniami. Nawet zanim tutaj Ventus określiło swoją ziemię. 
Cynamonka zakłopotała, się słysząc to pytanie. Przekręciła głowę na bok, a jej wzrok odleciał na chwilę, jakby coś od kogoś usłyszała. 
— Wiesz Pręgowana... W sumie to nie mam pojęcia, trochę mnie to martwi, ale wszyscy się raczej wyrabiają. — Uśmiechnęła się lekko. — Ale ty nie masz się co martwić! Dwa z twoich brzdąców uczy moja siostra, a Żałobna jest super!  — zaśmiała się głośno.
Uszy dawnej Szramy zadrżały. 
— Dlaczego dostała takie imię? — spytała podejrzliwie. 
— Oj no... Każdy ma czasem gorsze okresy, nie? 
Pręgowana przysiadła, choć jej przednie łapy unosiły się i opadały na zmianę, powoli ugniatając ziemię. Drgał koniuszek jej ogona. Nie było jej w tym klanie szmat czasu. Tyle się wydarzyło, tyle zadziało. Zupełnie jakby ktoś napisał kodeks od początku. 
— Niezaprzeczalne Cynamonowa Pestko, ale imiona nie biorą się znikąd. Żałobna Pieśni jest twoją siostrą, więc rozumiem, że zawsze chcesz jej bronić — westchnęła, zaraz sama niuchając ziemię. — Więc... od czego wzięło się jej imię? Nie bierz mnie za natrętną. Wolałabym po prostu wiedzieć, jeśli Sarnia Łapa i Klematisowa Łapa... wiesz.
Cynamonka spuściła lekko swoją głowę, marszcząc brwi. 
— Wiesz, jak Migotek umarł — zacięła się na chwilę, jej oczy lekko zaszklone. Przełknęła głośno ślinę. —Było jej naprawdę ciężko... Byli najlepszymi przyjaciółmi, nierozłączni od małego.
Słysząc odpowiedź, brązowa suka zmartwiła się, że przesadziła. Medyczka zawsze była taka wesoła, Pręgowana Skóra nie wiedziała, jak rodzina Cynamonowej Pestki ucierpiała, wielokrotnie. Imię Żałobnej okazało się jednym z odcisków po tej wędrówce. 
— Przepraszam. —  Otrzepała się, wstając. Ogonem kołysała łagodnie, w zakłopotaniu. Nos oblizała. — Przesadziłam. 
Jej towarzyszka miała jednak inne zdanie. Pokręciła głową, rozweselając się. Na całą sprawę machnęła łapą. 
— Oj nie obwiniaj się! Nie miałaś przecież pojęcia, nie było cię tutaj. Każdy się czasem myli. — Dotknęła ją nosem w bark na pocieszenie.

<Cynamonowa Pestko?>
[414 słów: Pręgowana Skóra otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

1 września 2021

Od Pręgowanej Skóry CD Cichociemnego


 — Nie do końca — rzekła, słabo kiwając ogonem.
Czuła się lepiej, widząc znany już sobie pysk. Ciężko byłoby wytłumaczyć takie swawolne przekraczanie granic obcym nosom. W końcu tak jak stała była cała Ventusowa. Nawet to źdźbło słomy, które gdzieś tam przykleiło się do pręgowanego futerka.
— Ale tak. Nie jest to już miejsce, które pamiętałam za szczeniaka.
Suka schyliła łeb, jakby rozpamiętując rozległe pola, łąki. Myszy i zające rozbiegające się do swych nor. Żadnych wielkich potworów sterowanych dwunożną łapą. Żadnych kamiennych ścieżek. No i ta przestrzeń, po której można było ścigać się niezauważenie. Teraz, tutaj trzeba zważać nawet na najmniejszy kamień, co to może wbić się w łapę, a koloru nie ma żadnego. Nawet ptaki leżące na trawniku, niby zabite przez koty mogą stanowić śmiertelną pułapkę. Nic nie było pewne i to właśnie było przerażające!
Pręgowana Skóra odetchnęła.
— Czy w obozie jest może Jazgot? — spytała nagle. — Chciałam z nim pomówić.
Wiedziała, że obiecała temu energicznemu psu kilka rzeczy. Czuła się nie fair, nie wywiązując się z nich. Zaraz jednak dodała, nie chcąc urazić Szalikowego Przyjaciela:
— Z tobą też mogę oczywiście, jeśli wyszedł się powłóczyć. — Zamerdała ogonem.
Zresztą, nawet jeśli nie rozmawiali za wiele, to nadal mogą. Zawsze jest dobry moment, by zacząć. Ale czy Obłoczne wie co zrobić, gdyby, któreś wdało się w bójkę? A może nie warto się martwić i wszystkie będą spać jak zabite?

<Cichociemny?>
[224 słowa: Pręgowana Skóra otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

14 sierpnia 2021

Od Pręgowanej Skóry CD Cynamonowej Pestki

 dzieje się to przed urodzeniem się potężnego miotu szramy mamy
 „— Myślisz, że będę potrzebować aż tyle ziół? ”
Ostatnie pytanie, jakie zadała tamtego dnia, było totalną abstrakcją. Tak się jej wydawało, dopóki nie czuła, jak wyraźnie przybiera na wadze. Prawdopodobnie nigdy wcześniej, a może i nigdy później, nie będzie jej tak ciężko zrywać się do biegu za zającem. Do tego mdłości, które narodziły ze zwykłych bólów brzucha. Nim objawy zaczęły współgrać z sylwetką, słyszała jeszcze kilka pytań, czy się nie rozchorowała. Oczywiście wszystkie od Obłocznego Poroża. Jasny pies tak się ucieszył na wspaniałe wieści, że chciał jej zabronić wychodzenia z legowiska zaraz, gdy wróciła od Cynamonowej Pestki.
Tygodnie jednak mijały, zmarznięta ziemia zaczęła przemieniać się w pokrytą zielenią pustynię. W dodatku śmierdzącą końmi. Oczekując tego dnia, Pręgowana przemyślała każdą błahostkę. Czy psy rodzące się w Ventusie, przywykły do tego zapachu? Czy będą zdrowe? A nawet prześledziła szkolenia obecnych uczniów, by przekonać się, którzy mentorzy są warci uwagi. Ona sama nigdy nie miała podopiecznego. Nie czuła się w sile, by kogoś nauczać, ba, nie wiedziała, czy jest odpowiednią wojowniczką.
Chuderlawa, bojąca się byle huku. W dodatku tyle czasu spędziła poza klanem, że kodeks wydawał się jedynie zamglonym przeczuciem. Nie ukończyła nawet szkolenia, nim cała ta tragedia miała miejsce. Do tego dochodził jeszcze jeden problem. Obecna Gwiazda czuwająca nad Ventusem miała szalony pomysł, budując klan na podopiecznych dwunożnych. Pręgowaną Skórę przerażała sama myśl, czy w ogóle karmione dwunożną papką stworzenia są w stanie pojąć Klan Gwiazdy. A co jeśli skończy się to kolejnym atakiem ze strony bandy bestialskich psów? 

*** 

Poranek był jeszcze rześki, jednak Szrama od samego początku czuła, że coś dziś się wydarzy. Jej maluchy były silne, choć oznaczało to nieprzespane noce. Suka budziła się, gdy tylko te się poruszały. Była przewrażliwiona na ich punkcie, choć nawet jeszcze nie miała okazji ich zobaczyć, ani powąchać. Czasami budziła z tego powodu Obłoczne Poroże, który nie mogąc spać w „żłobku” (z czystego zakazu medyków), czuwał przy samym wejściu. Fałszywe alarmy jedynie osłabiły czujność oczekujących, ale nie Pręgowanej Skóry.
Nim klan się obudził, dreptała wokół swojego gniazdka ze słomy i czegoś, co należało do koni, a było miękkie, ale nie mokre. Całe szczęście nie było obecnie żadnego innego miotu. Chyba zagryzłyby ją za te „tup tup tup”. Cały dzień nic, tylko „tup tup tup”. Potem nadeszła jeszcze chłodniejsza noc, a mimo to, wciąż dyszała. Żadna woda nie mogła ugasić pragnienia. Z coraz większym zdenerwowaniem udała się do legowiska medyków. Może Cynamonowa Pestka, albo Manaci Olbrzym będą mieli coś lepszego od wody.
 
<Cynamonowa Pestko?> 
[406 słów: Pręgowana Skóra otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

1 sierpnia 2021

Od Pręgowanej Skóry do Cichociemnego

Ptactwo z dnia na dzień stawało się coraz głośniejsze. Fruwały to tu, to tam, zbierając giętkie gałązki i wytartą sierść. Czasem potrafiły chamsko usiąść na delikwencie i po prostu wyrwać odchodzące z łatwością kłaki. Wśród celów nalotów był między innymi Manaci Olbrzym czy Obłoczne Poroże, a także każdy inny długowłosy pies. Cóż, choć zabiegi były bezinwazyjne to wciąż ciągłe siedzenie, podrywanie się i ćwierkanie potrafiło naprzykrzyć krwi. Pręgowana Skóra nie miała tego problemu. Choć błoto kleiło się do jej łap, to ptasie towarzystwo ani trochę nie było zainteresowane jej gładkim, krótkim futrem. Może dlatego łatwiej jej było wyjść z obozu, podczas gdy włochate kulki pozostały pod opieką ojca. 
Nie było łatwo jej zostawić maluchy. Wiedziała, że Obłoczne Poroże będzie dobrym opiekunem, ale jak to matki mają w zwyczaju, wolą same przypilnować swoich pociech, tak na wszelki wypadek. A co jeśli Lilia wpadnie do kałuży i Obłoczne nie będzie w stanie jej uspokoić? Albo co jeśli Kijanek i Obdartusek znów wdadzą się w szczenięcą bójkę? Starsze psy mówiły, że tylko się bawią, ale pręgowana, młoda mama nie miała takiej pewności. 
To, czemu wyszła, miało jednak wiele zastosowań. Po pierwsze musiała rozprostować długie łapy. Czuła się jakby przyrosła do siana, a poduszki stały się jednością z deskami. Nawet pachniała zbożem i Ventusem, a także Obłocznym Porożem, który często przy niej leżał, i młodymi. Po drugie, czuła się zobowiązana przekazać wieści chociażby Jazgotowi. Był taki podekscytowany, gdy tylko na wierzch wychodziły szczenięce tematy. A po trzecie i ostatnie, ile można siedzieć w stodole? Brak tam powietrza, a przechadzki po obozie wiązały się z zaczepkami innych psów. 
Gdy Pręgowana Skóra przekroczyła granicę swojego klanu i zaczęła człapać znanym sobie, bezklanowym szlakiem naszły ją negatywne myśli. A co jeśli Bezgwiezdni wcale nie chcą takich nowin? A może narzuca się niepotrzebnie? Mało tego. Dwunożni mogą chcieć ją wyłapać, a potem poszukać jej kruszynek. Suczka otrzepała się w ruchu. Musi być dobrej myśli. Przecież świat nie może być taki brutalny.  
Słońce górowało nad ziemią, gdy ta stanęła w pobliżu granic Bezgwiezdnych. Język jej wisiał, a klatka miarowo opadała się i unosiła. Brakowało jej tego truchtu, a teraz czuła się jak w domu, mimo że nie dochodziła do niej woń dawnego klanu. Rozejrzała się po przestrzeni. Teren wydawał się zupełnie inny niż Ventusu. Po chwili przerwy, podczas której napiła się z kałuży, ruszyła powoli i ostrożnie. Nie chciała zostać odebrana jako intruz, więc też nie próbowała się skradać.
< Cichociemny? >
[400 słów: Pręgowana Skóra otrzymuje 4 Punktów Doświadczenia]

17 lipca 2021

Miot w Ventusie [Pręgowana Skóra x Obłoczne Poroże]

historia
Szrama (a właściwie teraz już Pręgowana Skóra) zostawiła Bezgwiezdnych i wróciła do swojego, porzuconego za czasów młodości, klanu. Zagubiona i odtrącona, znalazła pociechę w ramionach Obłocznego Poroża. Co można było powiedzieć, to dobry chłopak, więc zaopiekował się pręgowaną suczką bez zająknięcia, a od tego wystarczył już tylko krok, by relacja pomiędzy nimi zmieniła się w romantyczną. Koniec końców para skończyła z całkiem sporym, bo aż sześcioszczeniakowym miotem.
aparycja
Wielkość psa:
○ średnia
Budowa:
○ normalna (jak ojciec)
○ szczupła, charcia (jak matka)
Uszy:
○ wiszące
○ półstojące
Oczy:
○ brązowe
○ bursztynowe
Długość sierści:
○ krótka (jak matka)
○ kręcona (jak ojciec)
Kolory:
○ solid czarny
○ solid brązowy
○ solid rudy
○ solid biały (jeden na miot)
○ sable średnio intensywny rudy z czarnym
○ sable średnio intensywny rudy z brązowym
○ brindle średnio intensywny rudy z czarnym pręgowaniem
○ brindle średnio intensywny rudy z brązowym pręgowaniem
Wszystkie powyższe BEZ znaczeń, ewentualnie z małą, białą plamą na piersi, jak matka.
formularz
Aby zarezerwować miejsce w miocie, należy wypełnić poniższy formularz i wkleić go w komentarzu pod postem lub na przeznaczonym do tego kanale na serwerze. Miejsca zależą od kolejności zapisu.
W przypadku braku jakiegokolwiek kontaktu/aktywności na serwerze po rezerwacji miejsce zwalnia się trzy dni przed porodem.
Uwaga! Miot rodzi się 27 lipca i oficjalnie pojawi się wtedy na stronie, ale kartę postaci należy odesłać do 24 lipca
Imię szczeniaka:
Płeć:
Kontakt: (discord, ewentualnie mail/howrse)
zapisani
1. Lilia, suczka
Fenice [howrse]
2. Kijanek, piesek
Postać NPC
3. Płomyk, piesek
LiduaQ#0860
4. Obdartusek, piesek
Postać NPC
5. Sarenka, suczka
Yender [howrse]
6. Nocek, piesek
vrath#4049 
7, bo nie przewidzieliśmy NPC, lol. 

16 lipca 2021

Od Pręgowanej Skóry CD Cynamonowej Pestki

Rześkie powietrze pozwoliło małym, żółtym kwiatom na rozwinięcie swoich pąków. Spokojna noc nie wyrwała żadnego ze starych drzew, a uschnięte liście okrywały spokojnie wilgotne runo. To mógłby być poranek Pręgowanej Skóry, jednak las był jedynie wspomnieniem ciepłych dni. Teraz mróz pochłaniał krótką sierść. Dziwnie było wrócić do znajomych pysków, a jednak zupełnie obcych. Niezbyt przyjazne spojrzenia jedynie wypominały zagubione księżyce jako Szrama.
Dlaczego w ogóle przyjęła takie imię? Mała ryska na nosie od metalowego węża zwanego drutem. Czemu była wystarczająco istotna, by przekreślić całe życie Pręgowanej Skóry? Tyle było możliwych imion do przyjęcia. Od określenia każdej z cech aż po nazywanie jej po prostu Sarną. Te brązowe, kopytne stworzenia nie dość, że miały długie nogi, jak sunia, to jeszcze uciekały na dźwięk najmniejszej, łamanej gałązki. Szrama. Szrama została szramą na kartach kodeksowego wojownika.
Nie była pewna czy Ventus ją przyjmie. Nadal odczuwała ten etap przejściowy i zapewne w klanie będą takie psy, które zawsze będą patrzyły na nią jak na zdrajczynię. Wyjątkowym wyjątkiem od tej reguły był Obłoczne Poroże. Pies od pierwszych chwil pobytu na terenie starego-nowego domu wydawał się zapatrzony w Pręgowaną Skórę. Cóż, to jego pomysłem było, żeby sunia zajrzała do medyków.
Bagatelizowała swoje objawy, zwalając wszystko na Porę Nagich Drzew.
— To zajmie ci tylko chwilę — mówił Obłoczne Poroże zaraz po powrocie z porannego patrolu.
Pręgowana Skóra jedynie otrzepała się z dość przyjemnego snu.
— Chwilę, którą Manaci Olbrzym, albo Cynamonowa Peska mogliby poświęcić dla chorych — rzekła, ziewając.
— Czyli dla ciebie.
Jasny pies patrzył na nią tak troskliwie, że Pręgowana Skóra zgodziła się tylko po to, aby go dłużej nie niepokoić. Przeciągnęła swoje sarnie łapy, naciągnęła głowę do tyłu, a ogon aż sam zawinął się nad grzbietem.
— Ale zaraz wracam — zapewniła. — Z informacją, że nic mi nie jest.
Obłoczne Poroże jedynie uśmiechnął się po psiemu na te słowa i liznął pręgowaną w nos.
— Mam taką nadzieję.
Pręgowana Skóra odpowiedziała mu merdaniem ogona i oddaliła się, pozostawiając wpatrującego się w nią psa, za sobą. Obłoczne nie wiedział, że zaraz zostanie wytypowany na polowanie, a sama sunia ze szramą na nosie odzwyczaiła się od powinności klanowych psów.
Bezgwiezdni nadal stanowili jedną kochającą się rodzinę, ale życie tam było tak swobodne i kruche, jakby mogło się rozpaść w każdej chwili. Na wspomnienie tamtych psów pręgowana poczuła smutek. Zostawiła to, co zdążyła zbudować z powodu swoich przekonań. Czy były coś warte wobec relacji? Z drugiej strony Klematis potrafił ot tak porzucić życie przywódcy dla klanu. Czy to oznacza, że każdy z Bezgwiezdnych mógłby wrócić do swoich pobratymców? Pręgowana Skóra gdzieś tam w głębi pokrytego szkłem serca pragnęła, aby to była przepowiednia. Po jakie gwiazdy musieli być rozdzieleni, gdy wszyscy jak jeden kundel zostali wygonieni ze swoich ziem? Powstanie odłamu niewierzących powinno być prowodyrem do zmian. Zmian na lepsze.
Pogrążona w myślach sunia nie zauważyła, gdy znalazła się obok Cynamonowej Pestki. Powitała ją i już miała kontynuować swoje tłumaczenia, gdy nagle zdała sobie sprawę, że jasnowłosa jej nie słucha.
— Przepraszam...? — powiedziała, a nie słysząc odpowiedzi, powtórzyła głośniej. — Przepraszam?
Cynamonowa aż podskoczyła, merdając szaleńczo ogonem.
— Tak? — zaskrzeczała podekscytowana, jakby przebieranie łapami zakłopotanej Pręgowanej Skóry nic nie znaczyło. — Czekaj nic nie mów. Zielony Kaszel? Nie... Stanęłaś na cierń?
Medyczka czuła się zobowiązana do jak najszybszej diagnozy więc strzelała na lewo i prawo możliwe przypadłości dla tej pory roku. Zdążyła okrążyć długonogą już ze trzy razy, przyglądając się jej uważnie. A brązowa sunia? Nie wiedziała, czy na pewno przyszła do medyczki, czy psa, którego goni jakaś osa.
— N-nie.
Więc zdrowa. Cynamonowa pestka usiadła ciężko przed pręgowaną. Łeb przechyliła i zmrużyła oczy.
— Więc mów — poleciła.
— No więc...
— Tak?
Pręgowana spojrzała nieco zażenowana, że już jej przerwano. Cynamonowa zaś wydawała się w pełni skupiona.
— Przyszłam, bo...
— Tak?
Czy to był żart, czy powinna kontynuować?
— Doskwiera mi...
— Mhm.
— Że czuję się jakoś tak nieswojo.
— Nieswojo tak? — Przychyliła łeb w drugą stronę. — To przez to, że byłaś w innym klanie?
— Nie.
— Nie?
— Znaczy tak, ale...
— AHA! — Cynamonowa wyskoczyła jak z procy. Szaleńczo merdając ogonem, uśmiechnęła się. — Wystarczy, że porozmawiasz z innymi psami. Serio nie są aż tacy straszni. Po coś w końcu wróciłaś, prawda?
Pysk jej się nie zamykał, a Pręgowana Skóra nie wiedziała, czy może jej przerwać. Gdy jednak potok się nie kończył, postanowiła interweniować.
— Cynamonowa Pestko?
— Tak? — spytała wesoło.
— Nie mam apetytu.
— To dlatego, że czujesz się nieswojo.
— Ale chyba przytyłam.
— To bo...
Zaraz spoważniała. Obeszła jeszcze raz długonogą, pręgowaną sunię. Kucnęła, znów obeszła, aż w końcu stanęła przed nią pysk w pysk. Nie pamiętając, jak pręgowana ma na imię, postawiła na prostotę diagnozy tej niemalże kulącej się damy.
— Będziesz mieć szczeniaki — rzekła Cynamonowa Pestka tak poważnie, jak nigdy.
— Ja...?
Pręgowaną Skórę aż przytkało. Będzie mieć szczeniaki? Ale swoje? Nie kocie? Takie małe szramiątka?
Obie suki patrzyły tak w swoje oczy przez chwilę dłużej. Bursztynowe w błękitne, błękitne w bursztynowe i nagle... Wrzask rozniósł się po okolicy. To było bardziej niespodziewane niż Quintus oddający ziemie klanom. Cynamonowa cieszyła się z tego powodu nie mniej niż sama Przyszła Mama. Dopiero po chwili pręgowana speszyła się swoim zachowaniem w obawie, że ktoś przyjdzie, a jasna wciąż dokazywała, podskakując i drąc swój skrzeczący głos.
— Będą szczeniaki, będą szczeniaki, będą... — nuciła pod nosem.
— Cynamonowa Pestko? — szepnęła wyższa, a Cynamonowa zatrzymała się, zerkając na mówczynię. — A co jeśli się na to nie nadaję?
Pytanie było nie tyle nie na miejscu ile głupie. Pręgowana Skóra uwielbiała szczeniaki i choć w myślach przerobiła co najmniej tuzin scenariuszy, teraz po prostu obleciał ją strach. Przecież takim małym kruszynkom mogła stać się krzywda nawet od przeciągu. A mogły się też urodzić chore albo pręgowana mogła poronić. Nie mówiąc już oczywiście o wyrośnięciu na wojowników, które... zagryzą włóczędzy. Za dużo było niebezpieczeństw na tym świecie. 
<Cynamonowa Pestko?>
[938 słów: Pręgowana Skóra otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]
BIG SARNA IS BACK IN TOWN

14 lutego 2021

Od Szramy CD Kasztana

Klematis kuzynem. Był w ułamku rodziną Kasztana, psa, który do Bezgwiezdnych dołączył dopiero po czasie. Miał rodzinę. Szrama spojrzała na brązowy pysk, próbując go przeobrazić na wzór dawnego lidera najbardziej różnorodnego klanu, jednak nie potrafiła zamienić kędzierzawego futra tym złocistym niczym słodki miód.
Pręgowana suka z Ventusu nigdy nie miała go za słabego, czy płochliwego. Robił, co tylko mógł. Potrafił rozchmurzyć psy jak refleksy na wzburzonej rzece, a teraz, gdy jest potrzebny najbardziej, znów uciekł od problemów. Czy to nie samolubne? Zachował się jak... jak włóczęga, którym w oczach Gwiezdnych byli.
— Takim miało być — odparła smutno, po czym podniosła się do siadu. — Lepszym. Ale czasem mam wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Jak schronisko, z którego zawsze możesz wyjść, ale nie masz dokąd pójść.
Nagle Szramę zaczęło kręcić w nosie, co skończyło się siarczystym kichnięciem. Nie na Kasztana bynajmniej, a pod własną łapę.
— Przepraszam. Moje futro w tę pogodę jest niewarte nawet mysiego wąsa. — Uśmiechnęła się nieśmiało. Jedno z najbardziej niewychowanych zachowań do przerwania tematu.
By zrzucić z siebie to uczucie „bycia nie na miejscu” otrzepała się, a klapanie temu towarzyszące odbiło się echem od pustych, betonowych ścian. Były martwe w przeciwieństwie do lasu. Kolejne wspomnienie zacieśniające gardło uniemożliwiło Szramie myślenie o jedzeniu.
— Możesz nie kojarzyć Kopczykową Łapę, ale był moim bratem, tutaj, zanim byliśmy Bezgwiezdnymi. Cieszę się, że mogłam was dzięki niemu poznać.
Role się odwróciły i to Szrama pocieszyła Kasztana, dotykając jego bark swoim wilgotnym nosem. Drżała niby z zimna, ale to nerwy. Okłamała swojego psiego znajomego, bowiem głęboko w sercu szczerze żałowała, że poszła wtedy za bratem, zamiast zostać w Wietrznych. Niejednokrotnie próbowała sobie wmówić bliskość i przyjaźń między rodzeństwem, i tę silną więź, lecz odkąd dorosła widziała to jako jednostronne uczucie. Zgubiła się. Nie była ani klanową, ani Bezgwiezdną. Była po prostu szramą tych czasów. 
<Kasztanie?>
[298 słów: Szrama otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

2 lutego 2021

Od Szramy do Kasztana

Szrama była dziś w nieco dziwnym nastroju, takim melancholijnym. Nie mogła uwierzyć, że Klematis odszedł po tym wszystkim. Był najbliższym jej psem odkąd Okopcona Łapa zginął. W sumie każdy pies wśród Bezgwiezdnych stanowił pewnego rodzaju nową rodzinę, ale Klem... Klem, tak jak ona, wciąż wierzył, w czym nieświadomie podtrzymywał ją na siłę. Teraz nie dość, że jej serce pozostało w Ventusie, to jeszcze jej dusza rozerwana została na pół. Chciała pozostać wierna Gwiezdnym i miała cichą nadzieję, że jej w tym pomogą. Jakiś znak, zrozumienie. Cokolwiek co dodałoby jej odwagi — tego, co zostało zamienione na szramie, zajęcze serce.
Do tego epidemia. Od ostatniego zebrania wiele psów się pochorowało i jakby tego było mało, Laurency zniknął. To było za wiele. Szrama kompletnie nie potrafiła się odnaleźć w nowym porządku, albo raczej nieładzie. Zdarzało jej się robić puste kursy po obozowisku, nie zamieniając z nikim słowa, lub po prostu uśmiechając się nieśmiało. Polowania też nie były najlepsze. Potrafiła wrócić bez zdobyczy, a zgodnie z kodeksem najpierw trzeba wyżywić klan. Nic zatem dziwnego, że czasem zdarzało jej się nie jeść. Nie miała ochoty na posiłki, gdy żołądek wydawał się ciągle ściśnięty.
Zbliżał się wieczór. Długonoga suczka wybrała jakiś cichy kąt i umościła się na starej, zakurzonej poduszce, podwijając łapy pod siebie. Jej nos oparł się o ziemię i westchnęła głęboko. Myśli pognały do Gwiezdnych, wznosząc do nich niemą modlitwę. Zresztą tę samą, co codziennie, jednak tym razem przerwał jej ciepły szczek.
— Wszystko w porządku, Szramo? — usłyszała, a gdy uniosła łeb, ujrzała Kasztana o wichrowej sierści. Wyglądał na nieco niepewnego, sprawiając wrażenie, że chwilę temu jakiś szczeniak zachęcił go do tej sytuacji.
— Jasne. Jest dobrze — odpowiedziała, odwracając wzrok. — Poza epidemią. Jazgot dobrze się czuje? — spytała.
<Kasztanie?>
[281 słów: Szrama otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

19 stycznia 2021

Od Szramy CD Klematisa

— Niech Gwiezdnym będą dzięki — wymsknęło jej się, choć zapewne za chicho by Klematis mógł usłyszeć, ponadto sam zdawał się nie do końca orientować w przestrzeni. I choć na pierwsze słowo, że coś łazi po jej futrze, obejrzała się na siebie, to dość szybko skojarzyła bajeczkę. Zaśmiała się, kołysząc lekko ogonem.
Lider zdawał się cały i zdrów, co by przecież było gdyby odszedł? Właśnie, co by było? Psy z Bezgwiezdnych porzucili swoje klany, a więc ich możliwość dostania się do Coelum była wątpliwa. Skończą w Infernum? Nie, tam też trafiają wierzący. Rozpłyną się w nicości, zapomniani przez gwiazdy i ciemność. Nie będzie chłodu, ani gorąca, strachu ani radości. To właśnie spotkało Alterego i Kopczykową Łapę? Nicość. Szrama zadrżała, choć nie było tego widać w tym chłodzie.
— Rozchorujesz się i...
Właśnie co? Pręgowana musiała się wysilić, by odczuć jakąś woń, o której mówił Klem. Czuła ciemne ptaki i cmentarz, a wśród tego kilku dwunożnych. Zmarszczyła pysk, na ostatni element układanki. Nie pierwszy raz go odczuła, wcześniej już się zdarzyło podczas jednego z polowań. Mieszanina paru psów, a jednego nawet miała nieprzyjemność spotkać. Czarny kundel na szeroko rozstawionych łapach i krótkim pysku.
Kilka uderzeń serca w ciszy wystarczyło, by do ich uszu dotarło skomlenie. Krótkie spojrzenie wymienione między dwójką bezgwiezdnych wystarczyło, by rzucili się w tamtym kierunku. Długie łapy Szramy sprawiły, że pies o rudym futrze został w tyle, może i dobrze?
Po przeskoczeniu pagórka suka dostrzegła to, co momentalnie by ścięło ją z łap, gdyby nie towarzystwo lidera. Buro-czerwone futro leżało nienaturalnie, jakby zamarzło w połowie ruchu, a nad nim ten czarny pies, którego Szrama pamiętała z poprzednich czasów. W oddali majaczyły już sylwetki trzech innych włóczęg. Normalny wojownik zapewne rzuciłby się do walki, jednak nie Szrama. Czuła się, jakby jej ciało pokrył lód. Nie byłą w stanie się ruszyć, zwłaszcza gdy krótkopyski osobnik spojrzał na nią wrogo.
Ale przecież jesteś wojowniczką, prawda? Musisz chronić terenów swojego klanu? Tylko co to za klan, który nie miał nawet wiary w Gwiezdnych?
Pokręciła głową rzucając się w stronę obcego niemalże z chwilą gdy Klematis doskoczył do jej boku. Był zziajany, katar gwarantowany, jednak suka miała to gdzieś. Musiała chociaż udawać odważną i pogonić czarnego psa, nawet jeśli ten i tak już odchodził. 
<Klematisie?>
[369 słów: Szrama otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

7 stycznia 2021

Od Szramy CD Klematisa

Szybkość, której Szrama była córką, niestety nie osiągnęła poziomu, którym miała być. Drżące łapy, będące reakcją na odważną zabawę Richiego sprawiały, że jej krok stał się krótki i spięty. Zresztą rudy przywódca również zdawał się zaszyć w studni ze swoich wspomnień. Bursztynowe oczy wpatrywały się w niego, próbując odgadnąć dlaczego. W końcu lider powinien być czujny, zwłaszcza na patrolach. Jedynym wyjątkiem były problemy klanu, które... ich nie dotyczyły.
Każdy członek Bezgwiezdnych był obcym psem. Jedynie to, co porzucili, łączyło ich w grupę. W końcu przecież mogli się rozpierzchnąć, gdzie tylko chcą. Byli wolni, jak te ptaki, które wznosiły się nad domostwami Dwunożnych. A mimo to tworzyli patrole, a nawet mieli lidera, jak każdy klan. Dlaczego nie mogliby i przyjąć nazwy klanu pod nazwą nieznaną? Sfora, wataha... tak, wataha byłoby świetną nazwą. Niczym te podobne do nich bestie zwane wilkami. Richie idealnie by do tego pasował.
Ale nie. Przedzierali się przez Cmentarz niczym przepłoszone wypłochy. Szkoda, że nie spodziewali się tego, że faktycznie zaraz ktoś ich przegoni. Z początku Szrama obejrzała się w stronę wysokiej, wyższej od niej postaci jednak widmo zostania daleko w tyle przejęło władzę. Do biegu rzuciła się jako ostatnia, zaraz dając susa nad czymś jasnym, co wydało odgłos szczęku krowich łańcuchów. Chwilowo nawet wyprzedziła Klematisa, jednak mara ponownego zgubienia się dodała jej powściągliwości, aż do momentu spotkania z ogrodzeniem. Nie stanowiło ono żadnej przeszkody dla smukłej suni. Prześlizgnęła się przez szparę, zaraz radośnie podskakując, a przynajmniej dopóki jej łapy nie zaczęły zawadzać jedna o drugą, powodując ciąg pląsów szukających równowagi.
— Udało się! — zaszczekała, oglądając się na... tylko jednego, chwiejnego psa. — Klem?
Pręgowana nie zdążyła nawet doskoczyć do lidera, gdy ten opadł na ziemię. Nie odpowiedział nawet na ponowne pytanie ani trącenie nosem. I jak na lisie łajno, Szrama zgubiła Richiego. A może to Richie zgubił ich? Nie istotne, gdy lider leży nie przytomny, albo nawet... Mokry nos znów wylądował w pomarańczowym jak letnie kłosy futrze. Oddychał.
— Spokojnie Szramo, wymyślisz coś — powiedziała nerwowo, przysiadając. Przebierała łapami rozglądając się za pomocą, która raczej nie nadejdzie.
Musiała wpaść na obudzenie lidera, nim Dwunożny ich znajdzie. Nie miała serca, by nim teraz potrząsać, więc zrobiła jedyną rzecz, o jakiej pomyślała i była przydatna. Złapała delikatnie za kark Klematisa i zaczęła go ciągnąć, starając się jak najwyżej unieść go nad ziemię. Całe szczęście już nie cuchnął zielskiem od medyka, a przynajmniej nie aż tak bardzo.
Szrama jako nie najsilniejsza musiała się nieco natrudzić, by przeciągnąć go kilkanaście długości lisa. W końcu jednak odpuściła, a wątły pysk Klema wylądował w białym puchu. To zajmie jej wieczność, by go tak transportować do obozu, a poza tym nie mogła go zostawić.
— Mysie łajno — przeklęła raz jeszcze, kuląc bardziej uszy. I całe szczęście, bo zza siebie usłyszała świergot ptactwa, które... znalazło roztopioną wodę. Pluskało strosząc piórka podczas gdy patrol całkowicie zignorowały. Zwierzyna mieszkająca wśród ludzi była taka nieostrożna. Czy klany też takie się staną?
— Obym cię nie zabiła. — Pręgowana potrząsnęła łbem, zaraz ponownie chwytając za kark lidera.
Ciągnąc, próbowała nie potknąć się o własne łapy, a i tak kilkakrotnie stanęła jedną na drugą. Krok po kroku, krok po kroku i chlusk. Płomienne futro wylądowało w niewielkiej, stojącej sadzawce.
<Klematisie?>
[522 słowa: Szrama otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

25 grudnia 2020

Od Szramy CD Klematisa

Długonoga zatrzymała się parę lisich ogonów dalej. I choć dotychczas niezbyt się udzielała, teraz odwróciła łeb w stronę, z której powinien docierać ten niski szczek, a mimo to jej uszy nic nie wychwyciły. Szum odległych małych drzew i jeszcze dalsze warkoty Potworów z Dróg Grzmotu. Jednak tutaj w okolicy pokrakiwały tylko zaskoczone ciemne ptaki, jakby niezadowolone z przechodzącego tędy patrolu.
— Rich? — dopytała niepewnie, kątem oka mając na uwadze bursztynowego lidera. Śnieg uginał się pod każdym jej krokiem. Szczerze miała nadzieję, że to tylko głupi żart, a basior nie zapadł się pod ziemię. Było to przecież niemożliwe, prawda?
Łapa po łapie Klematis podążył za Szramą, uprzednio upewniając się, że wilkowate futro nie zdążyło ich obejść, chowając się za kopczykami. Nawet miał już otworzyć pysk, ponawiając zawołanie, gdy nagle suka odskoczyła z piskiem. Futra psów nastroszyły się w gotowości do obrony, lecz tym, kto ich zaskoczył, nie był żadnym Dwunogim, ani Włóczęgą. Był to sam Richard.
— Żebyś tylko zobaczyła swoją minę — zaśmiał się, jednak widząc jej wyszczerzone w panice kły, przewrócił oczyma. — Oj, weź, przestań być taka spięta. To tylko cmentarz.
— To nie chodzi o miejsce, Rich. Mogło ci się coś stać — zwrócił mu uwagę Klematis z położnymi po sobie uszami i spuszczonym łbem.
— To nie było śmieszne — dołożyła swoją uwagę Szrama, na co wilkowaty basior tylko machnął ogonem.
— Dajcie już spokój. Co mogłoby mnie tu zjeść? Kości?
Pies miał rację. Poza wspomnianymi wcześniej krukowatymi i patrolem było tutaj pusto jak w opuszczonej, niedźwiedziej gawrze.
<Klematisie?>
[243 słowa: Szrama otrzymuje 2 Punkty Doświadczenia]

10 grudnia 2020

Od Szramy CD Klematisa

Na wąskim pysku pojawił się niemrawy uśmiech, albo jak to w psiej mimice bywa, zmarszczenie nosa. Nawet oblizanie go nie zmyło woni, która zaczęła żarliwie roztaczać się w pomieszczeniu. Suka podniosła nieco głowę na swojego Bezgwiezdnego lidera, by przytaknąć. Jeszcze niedawno była uczniem i wręcz łapy paliły jej się do patroli. W końcu to idealna sytuacja do odkrywania tego ogromnego świata, przestrzeni, do polowania... Odkąd jednak wyrzekła się swojego klanu, a jej dom z pięknych, słonecznych łąk zamieniły się w skalne pustynie cała ta radość zwiedzania gdzieś uciekła. Mimo to Szrama przytaknęła łbem.
— Jasne, Klematisie. 
Jej za długie łapy zaraz napięły się, a wychudzona sylwetka wygięła w łuk. Przeciągnięciu towarzyszyło ziewnięcie zakończone naturalnym, choć zupełnie przypadkowym piskiem.
Dziwnym było dla większości psów, że tak młoda już-nie-wojowniczka przerastała ich o łeb, lecz dla Szramy było to całkowicie naturalne. Zawsze była wysoka, lecz nie wiedziała po kim to odziedziczyła, tak samo jak jej brat. Dla Kopczykowej Łapy był to przypadek, zaś dla pręgowanej suni dar od przodków. Religia, to coś w sprawie czego nigdy się nie dogadywali, a mimo to Szrama znalazła się tutaj, z Klematisem, Ćmą i resztą psów. Nawet jest tu niczego nieświadomy Mlecz. Wszystkie te jednoczłonowe imiona miały dla niej dziwny wydźwięk przypominający nieco imiona Pieszczochów, a przecież mieli tyle różnic.
Wielkie oczy zwróciły się w stronę podchodzącego wilka. Wyraźnie nie chciał zbytnio się zbliżać do lidera, choć i tak był odważny stawiając te kilka kroków. Ten groźnie wyglądający pies o jeszcze bardziej skomplikowanym imieniu z początku wzbudzał w Szramie wszelkie obawy niepokoju. Nosił na sobie ziemisty zapach charakteryzujący Tenebris, a jego pysk nie zdradzał wiele. Teraz jednak już nie wywołuje żadnych negatywnych uczuć. W dodatku spora część Bezgwiezdnych zdaje się go lubić. Nie inaczej było z ciemnopręgą sunią. Jemu również skłoniła łeb na powitanie by zaraz ruszyć, nie jako pierwsza, lecz też nie jako ostatnia - tak czuła się najbezpieczniej.
Na dworze panował chłód. Mimo, że Szrama go wręcz nienawidziła to nie robił większego wrażenia na otaczających ją ogarach. Nie było wcześnie, ale też i nie za późno, tak w sam raz, lecz szaro. Paskudna pora roku, w której dominowała ów szarość i biel, czasem czerń. Śnieg chrupał pod ciężarem psich łap przykrywając każdy przetarty dotychczas szlak. Oby w nocy nie wstąpiła śnieżyca...
Przez pewien czas sunia szła z łbem zadartym w wieczne morze chmur kompletnie nie zwracając uwagi na otaczający ich świat. Każdy jej krok był jak dwa Richiego, lecz żadne nie zostawało w tyle.
— Po co patrolujemy, skoro już nie jesteśmy klanem? — wyrwało się z pręgowanego pyska nierozważne pytanie, dość szybko zresztą upojone odpowiedzią, nim Szrama zdążyła je zrozumieć.
— Żeby żadne z nas nie było zagrożone, po to są patrole, prawda? — odpowiedział jej pies o bursztynowej sierści. — Chyba chciałabyś spać spokojnie, prawda Szramo?
— Um, no tak... przepraszam. 
I choć Szrama miała już uszy po sobie i ogon między łapami, to pozostała cześć patrolu wcale nie pogrążała jej w swoim myśleniu. Klematis obejrzał się jedynie po tym jak jego kroki stały się wolniejsze.
— Nie masz za co. Kto pyta nie błądzi, prawda Richie? — ponownie jego głos przerwał miejską ciszę. Wilkowaty słysząc zaś swoje imię najpierw zastrzygł uszami, jakby chciał dosłyszeć milknące już słowa, a potem przytaknął.
— Nic dodać, nic ująć, Klem. — rzekł pogodnie.
<Klematisie?>
[537 słów: Szrama otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

29 listopada 2020

Od Szramy

Przez ostatni dzień niebo było porośnięte grubą pierzyną ciemnego, gęsiego pierza, a wieczór przyniósł deszcz. Ciężkie krople opadały na pręgowany łeb Szramy, gdy tylko postanowiła go wystawić ze swojej tymczasowej kryjówki pod jakimś miejscem, gdzie Dwunożni lubili siadać. Chłód przedzierał się pod krótki podszerstek suki, powodując jej drżenie. Nie mogła jednak czekać, aż przestanie padać. Kto wie kiedy ta pogoda minie?
Polegając na światłach z Gwiazd Wskazujących Drogę, Szrama przemykała sprężystym truchtem wzdłuż zieleńszej części Miasta. Czuła jak igiełki rozbijają się na jej sierści, jedynie wzmacniając pręgowanie. A Dwunożni? Zdaje się, że mieli więcej rozumu, chowając się przed ulewą. Jedynie ich Potwory mknęły drogą grzmotu, nic nie robiąc sobie z rozbryzgiwania brudnych kałuż. Może właśnie dlatego bezgwiezdna trzymała się przeciwległej strony twardej drogi Dwunożnych...
Zapachy wydawały jej się zatarte, jak zeszłoroczny śnieg, gdy wszystkie klany mieszkały jeszcze w Lesie. Ach, cichy las, pełen zwierzyny i jodłowego zapachu. Nawet tam było więcej przestrzeni do rozprostowania łap, a biedne poduszeczki nie krwawiły tak często jak na tej twardej ziemi. Szrama delikatnie zeszła ze swojego toru, by nie ścierać pazurów, tym samym brudząc je błotnistą ziemią. Biedna, otumaniona chwilą spokoju zbliżyła się do drogi grzmotu, gdy omijała kolejną kałużę.
Wtem zza zakrętu wyłonił się wyjący, biały potwór. Rzucał to niebieskie, to czerwone światła tworząc wokół siebie długie cienie. Sunia momentalnie skuliła się od tego przeraźliwego wrzasku. Co gorsze to było coraz bliżej. Nie wiedząc co zrobić, Pręgowana obróciła się wokół własnej osi i pognała ile sił w łapach gdzieś na przekór swojemu zmysłowi, prosto przez drogę grzmotu. Słyszała kolejne ryki potworów, które z piskiem zatrzymywały się, tak jak wtedy, gdy zaatakowały jej brata.
Gdy zwolniła była już daleko. Powoli przestawało padać. Gdyby nie światło Miasta zapewne mogłaby dostrzec gwiazdy. Ale gdzie była? Tego nie wiedziała.
Teren przybrał zieleń jej dawnego domu, jednak trawa była tu dużo krótsza. Każdy kolejny krok Szramy stawał się coraz krótszy, aż w końcu stanęła, dysząc ciężko z wywieszonym językiem. Potrzebowała tylko chwilę odpoczynku, ale na próżno go szukać w obcym miejscu.
— Niech to — szepnęła pod nosem.
Zaczęła się rozglądać po tym rozległym terenie. Nie było tu śladu po Dwunożnych poza jakimiś pozostałościami szeleszczących elementów. Gdy bezgwiezdna podeszła je powąchać poczuła zwietrzały zapach czegoś, co mogło być teoretycznie jadalne. Różowym językiem liznęła szeleszczące coś, zaraz się odsuwając. Słone. Cóż, ale to odkrycie w niczym nie pomogło jej określić, gdzie jest.
Węsząc po błocie i pojedynczych źdźbłach trawy, krążyła po polanie, aż wreszcie do jej nozdrzy dotarła znana woń. By lepiej ją poczuć, otworzyła pyszczek. Tak, to była Industria. Położyła po sobie uszy. Była w dość słabym położeniu, zgubiona i do tego co najmniej blisko wrogiego klanu, wrogiego dawniej, bo przecież już nie była w Ventus. Powinna liczyć na niezauważenie, czy też szukać wymówki? Na pewno walka nie wchodziła w grę.
Choć Szrama była wysoka to kompletnie bezsilna wobec innych psów. Przecież opuściła klan, gdy jeszcze się szkoliła. Poza tym przemoc nie zawsze była dobrym rozwiązaniem. Zawsze jest inne wyjście, nawet jeśli miałaby to być ucieczka, a akurat w tym była świetna. Przecież zgubiła Wyjącego Potwora, prawda?
[507 słów: Szrama otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

„Po co Ci wolność, jeśli nie wiesz, co z nią zrobić?"

[kliknięcie przeniesie do karty postaci]