Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sosnowe Światło z Krzemienny Pazur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sosnowe Światło z Krzemienny Pazur. Pokaż wszystkie posty

19 stycznia 2021

Od Sosnowej Łapy CD Krzemiennej Łapy

Sosenka spojrzała na braciszka.
— To jest mój plan — odparła. — Jeśli złapiemy się przednimi łapkami gałęzi, to tylne łapki nam się wydłużą — dodała. — I będziemy mieć dłuższe. — Wypięła dumnie pierś. Wyczuła zmieszanie Krzemyka i fakt, że brat próbował coś powiedzieć. — Tak? — spytała. — Czyż to nie doskonały plan? Będziemy mieć dłuższe łapki, których rówieśnicy będą nam zazdrościć! Wyobrażasz to sobie? Najwyżsi z rodzeństwa? Potrzebuję tylko pomocy w dostaniu się na górę — odparła pokazując łapką bratu wysoką gałąź.
— Nie sządżę, żeby to był dobry pomyszł… — zaczął piesek, ale Sosenka już doskakiwała do gałęzi.
— Widzisz? — spytała brata. — Mogłabym się na ciebie wspiąć i ci pokazać co i jak, a potem ja pomogę ci — odparła. — Nie musisz dużo robić. Wystarczy, że będziesz stać, a ja się na tobie oprę, zgoda? — I nie czekając na odpowiedź, pchnęła go lekko tylną łapką.
— Czo robisz? — spytał urażony braciszek. — Nie kop mnie!
— Ustawiam cię, ty puchata kulko futra — odparła Sosenka dokuczliwie. — No, teraz dobrze stoisz. — Zadowolona z tego, jak ulokowała braciszka, położyła na jego grzbiecie jedną tylną łapkę, a potem drugą. Poczuła jak ciałko Krzemyka ugina się pod jej ciężarem. Oparła swoją lewą przednią łapkę na głowie brata.
— Nicz nie widżę! — pisnął Krzemyk.
— Zaraz zejdę z ciebie! — obiecała mu siostrzyczka. Stanęła na tylnych łapkach i szybko skoczyła w górę. Udało jej się chwycić gałęzi. — Widzisz? — spytała. — Już jestem na górze!
— I czo teraż? — spytał jej brat, obolały po wspinaczce jego siostry.
— Teraz czekam, aż mi urosną tylne łapki! — zawołała radośnie suczka.
— To czekaj szobie, aż ci te łapki odpadną — szepnął Krzemyk.
Sosenka wisiała tak przez chwilę. Po jakimś czasie zaczęły ją boleć łapki.
— Dam radę! Jeszcze trochę! — powiedziała z naciskiem do siebie, zaciskając zęby. Czuła, jak pazurki wbite w drewno zaczynają palić żywym ogniem. To znaczy, suczka nigdy nie wsadzała łapki w ogień, toteż nie wiedziała, jak to boli, ale na pewno nie bolałoby jej bardziej, niż teraz.
— Ile tak będziesz jeszcze wysiedź? — usłyszała głos brata.
— Może już zejdę, łapki i pazurki mnie bolą — odparła suczka. — Uwaga, schodzę! — zawołała. Ale jak to zrobić? Może wystarczy się puścić gałęzi? Pewnie tak zrobiłby to wojownik, a ona na pewno nim będzie. Puściła gałąź i spadła na ziemię. Uderzenie zabrało jej cały dech z piersi. Suczka poczuła jakby miała zaraz dołączyć do Gwiezdnych. Ale chyba nie dołączy, prawda? Jest jeszcze za młoda! Chce poczuć wiatr w futrze! Nie chce jeszcze tam dołączyć!
— Sosenko, wszystko ok..? — jak przez mgłę usłyszała głos brata. Na szczęście nie zemdlała. Zaczęła łapać oddech. Po kilku urywanych oddechach, suczka usiadła.
— Wszy…Wszystko dobrze — oznajmiła. Wciąż lekko kręciło jej się w głowie, ale to na pewno nic nie jest, prawda? Wojownik nie płacze o byle co. Wstała. Poczuła jak jej łapki się rozjeżdżają, ale spięła się i ustała na nogach. — Widzisz, Krzemyku? — usiłowała się uśmiechnąć. Po chwili jednak zawroty głowy ustąpiły. Łapki bardzo ją piekły.
— I jak myślisz? — spytała po chwili. — Czy moje łapki się choć trochę wydłużyły? — zaczęła dokładnie oglądać swoje tylne nogi. Krzemyk przyjrzał się łapkom siostry.
— Nnnie wydaje mi szię — odparł.
— Ale ja tak długo wisiałam na tym drzewie… — oznajmiła Sosenka — Na pewno musiały mi się wydłużyć! — Zaczęła podnosić to prawą to lewą tylną nogę. Musiał być jakiś efekt tego wiszenia na drzewie.
— Ja nie widżę różniczy — odparł Krzemyk.
Sosenka spojrzała na niego.
— Może mama zobaczy! — odparła. — A jak nie ona, to moja druga mama! — I pobiegła mimo bolących łapek do żłobka.
<Krzemienna Łapo?>
[556 słów: Sosnowa Łapa otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia i 1 Punkt Treningu]

6 stycznia 2021

Od Krzemyka CD Sosenki

Byłem właśnie w czasie mojej popołudniowej (a może to była wieczorna) drzemki, kiedy do żłobka wbiegła moja siostra, trącając mnie z ekscytacją nosem. Ziewnąłem, po czym spojrzałem na nią leniwie. Chciałem, aby sama się domyśliła, że trochę mi teraz zawadza.
— Cześć Krzemyku, wiesz, gdzie jest reszta naszego rodzeństwa? — spytała, zauważając, że już nie śpię.
— Znającz ich, bieszają po obozie polującz na nieisztniejące myszy, wiewiórki i borszuki. — Uśmiechnąłem się psotnie, przypominając sobie ostatnią wyprawę z Migotkiem.
— To może ty mi pomożesz? — spytała radośnie moja siostra.
Parsknąłem śmiechem i spojrzałem na nią z politowaniem. W czym niby miałbym jej pomóc? Jestem gotowy oddać czubek ogona, jeśli to nie jest tylko kolejna głupia gra, w którą nie ma z kim się bawić. Dlaczego niby mam udawać zwierzynę i przed nią uciekać? Jestem psem, nie myszą. A mama zawsze mówiła, aby nie udawać kogoś, kim nie jesteś.
— Nieuszwyczka powinna bycz niedaleko — stwierdziłem, wyczuwając zapach mojej drugiej siostry. — Idź się z nią pobawić. Właśnie najeszdszam pozostałą czeszcz szwiata, która jeście do mnie nie zaleszy.
— Co? — nie zrozumiała Sosenka.
— Niewaszne. — Pokręciłem głową.
Suczki. Zaśmiałem się w duchu. One nigdy nie zrozumieją psich aspiracji, do rządzenia światem. My nie chcemy już ładnie wyglądać w tle innych. To inni są tłem, a my, mamy cel, aby ich sobie podporządkować. Udowodnić swoją wartość, pokazać siłę. Sosenka skinęła głową, na znak zgody z moim pomysłem.
— W porządku. Pójdę do Nieuchwytki i razem będziemy największymi psami w klanie — zawołała radośnie.
Zmusiłem się, aby nie zastrzyc uszami. Spojrzałem na moje małe łapki. Zabawa Sosenki ma na celu zrobić z nią wyższą? I ja też mogę na tym skorzystać? Zacząłem się już obawiać, że nigdy nie dorosnę. Że zawsze będę maluchem i nigdy nie uda mi się zdobyć władzy. No, chyba że w jakimś klanie najmniejszych psów na świecie. Wiem, że to głupie i naiwne, ale nie mogę pozbyć się mrocznych myśli, co jeśli. Jeśli okażę się za mały i za słaby, to wyrzucą mnie z klanu? Już jestem słabszy od pozostałych, mimo że to był mój wybór. Nie mogę jednak być także najmniejszy.
— Soszenko? — zacząłem ostrożnie, starając się mówić spokojnie, aby nie zgasić jej zaufania do mnie. — Ten dwój pomyszł, jak szybciej dorosnąć... na szym polegał?
— Nie mogę ci powiedzieć — warknęła energicznie Sosenka. — No, chyba że zdecydujesz się mi przy tym pomóc.
Zawahałem się. To może być coś głupiego, a ja nie lubię się do niczego zobowiązywać. Jednak, z drugiej strony, jeśli to miałaby mi pomóc dorosnąć, chyba warto spróbować. Nie mam nic do stracenia. Najwyżej się jakoś wykpię.
— Szgoda. — Skinąłem głową.
— Powiedziałeś szkoda, czy zgoda? — spytała mnie ostrożnie siostra. — Wybacz, ale czasem trudno cię zrozumieć.
— To druchie — odpowiedziałem, będąc już przy wyjściu ze żłobka. — Zresztą, pomoc swojej siostrze to powinna być pszyjemność, nie obowiąszek. Gwiezdni mnie za to poszwalą.
Sosenka spojrzała na mnie nieufnie. Ups, chyba przesadziłem. Inne psy nie są aż tak szlachetne, prawda? Musiało to zabrzmieć ironicznie. Po chwili jednak Sosenka zdawała się o tym zapomnieć i oparła się o mnie bokiem.
— Chodź — powiedziała. — Przedstawię ci swój pomysł.
Sosenka przeszła obok mnie, wyprowadzając mnie ze żłobka, a ja poszedłem za nią. Zwykle potrafię ukrywać swoje emocje i manipulować swoją mimiką tak, aby inni odczytywali moje emocje tak, jak chcę. Tym razem nie mogłem powstrzymać uśmiechu pełnego satysfakcji na pyszczku. Teraz kiedy ja i Sosenka będziemy duzi, Orzechowa Gwiazda bez łaski powinna dać nam imiona uczniów, jeśli nie od razu wojowników, za inicjatywę mojej siostry. Spojrzałem na nią z wdzięcznością. Być może właśnie wskazałaś swemu przyszłemu przywódcy drogę ku zwycięstwu. Obiecuję ci, że zostaniesz za to nagrodzona. Właśnie w tej chwili Sosenka wskazała na jakieś drzewo, merdając z radością ogonem.
— Oto mój plan — zaczęła. — Wespniemy się tam i...
Mimowolnie się wyłączyłem i przestałem jej słuchać. Wspiąć się? Na drzewo? Ona sobie żartuje, czy chce nas zabić? Możemy stamtąd spaść. Czy ona wie, jakie to niebezpieczne?
— I co o tym myślisz? — Siostra spojrzała na mnie z zadowoleniem.
— Nie wiem, co powiedzieć — szepnąłem, próbując ukryć mój strach.
<Sosenko?>
[655 słów: Krzemyk otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

5 stycznia 2021

Od Sosenki

Sosenka czekała przez chwilę, mając nadzieję, że jej mama nie przybiegnie z okrzykiem: „Och, co ci się stało, maleńka? Wszystko dobrze? Wracaj do żłobka, jeszcze za wcześnie dla ciebie na wychodzenie!” Nie usłyszała tupotu łap, ani okrzyku jej mamy. Było dobrze! Odetchnęła z ulgą. Na szczęście nie zauważyła. Jej mama była bardzo nadopiekuńcza. Ale gdzie druga? Rozejrzała się pośpiesznie. Nie widziała jej dziś.
— Może poszła po coś do jedzenia? — zastanowiła się i uniosła jedno uszko. Ale skoro sobie poszła, to nikt nie przeszkodzi Sosence w odkrywaniu okolicy! Spojrzała na swoje łapki. Na pewno urosną! Tylko co zrobić, żeby urosły? Może uda się je wydłużyć? — zamyśliła się. — Tylko jak to zrobić? Może uda się ząbkami? Chwyciła jedną z przednich łapek w szczękę i zaczęła ciągnąć w przeciwną stronę. Poczuła ból.
— Au! — pisnęła. Niechcący, próbując rozciągnąć łapkę, wgryzła się w nią mocniej. To chyba nie tak powinno się robić. Rozejrzała się i zauważyła duże drzewo. Źrenice rozszerzyły jej się ze szczęścia. Tak! Zwiśnie z gałęzi i w ten sposób rozciągnie sobie łapki! To genialny pomysł, który na pewno przyniesie wspaniałe owoce. W myślach już widziała siebie z dłuższymi łapkami niż rodzeństwo, które patrzy na nią z zazdrością, że oto ona, Sosenka wzrostem już dorównuje najmłodszym uczniom! Podskakując, podbiegła do drzewka i stanęła przed konarem.
— Będę mieć już zaraz dłuższe nóżki! Bez czekania! — Wskoczyła na konar i podciągnęła się, ale jej łapki nie wytrzymały ciężaru i suczka zjechała na dół.
— Myślisz, że nie dam ci rady? — spytała głośno i z warknięciem ponownie skoczyła na pień. — Dam radę! — powiedziała sobie w myślach, lecz po chwili z piskiem znowu wylądowała na ziemi. Spróbowała jeszcze parę razy, ale wciąż nie potrafiła się wspiąć. Warknęła ze złością. Na pewno się nie podda! Może ktoś jej pomoże wspiąć się na drzewo? — rozejrzała się dookoła, ale wojownicy byli zajęci własnymi sprawami. Suczka opuściła ogonek i smutno poczłapała w stronę żłobka. — Nie! Nie pójdzie znowu spać! Najpierw sobie pospaceruje — machnęła ogonkiem i ruszyła odkrywać dalej. Tylko gdzie pójść? W końcu nie zna jeszcze dobrze obozu, więc może się zgubić. Nie! Nie zgubi się! Jest już duża i na pewno sama sobie poradzi. Sama albo z rodzeństwem. Właśnie! Może jedno z nich jej pomoże! Ale czy ona by chciała, żeby i ktoś z jej rodzeństwa mógł się poszczycić dłuższymi nóżkami? Ona chciała być jedyna. No cóż, za cenę możliwości lepszego biegu, chyba to przeboleje, prawda? Chciałaby być jak starsza ona we śnie: Ganiająca z rozwianym futrem za zdobyczą… było tak pięknie… — rozmarzyła się. — Chciałaby już, teraz poczuć wiatr w sierści. A nie być przyszpiloną do ziemi przez jej głupie, jeszcze bezużyteczne łapki, nadające się tylko do potykania się o nie. Zawróciła i poszła w kierunku żłobka.
<Ktoś z rodzeństwa Sosenki?>
[445 słów: Sosenka otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]